piątek, 5 maja 2017

SLayer Caleb - Prolog



PROLOG

                Caleb, ostatni z plemienia Slayerów, popatrzył w dal
- O czym myslisz, Calebie? – spytał jego towarzysz Shtash, wysoki, ciemnowłosy o skórze koloru ciemnego piwa z pianką, jego umięśnione ciało błyszczało wśród śniegu pokrywającego Lew’dar.
- Myślę o Elizabeth – odpowiedział Caleb, równie wysoki ale przystojniejszy, co może wydac się dziwne bo Stash tez był przystojny, ale Caleb bardziej. Jego blond, jasne niczym promienie słońca włosy związane miał w dlugi warkocz który sięgał aż do jego umięśnionych, jędrnych pośladków. Jego naoliwione ciało ochraniał tylko strzep wilczej skóry zawieszonej wokół pasa.
- Musisz o niej zapomniec – powiedział Shtash
- Wiem – powiedział Caleb – ale nie umiem.
***
                GDy przybyli do wioski Shtash poszedł się przespać do karczmy a Caleb znalazł parę dziwek. Dla Caleba kobiety były tylko zabawkami bo żadna nie oparłaby się jego klacie tzw. Kaloryferowi. Ale żadnej z nich nie kochał i nic dla niego nie znaczyły – oprócz Elizabeth. Ale ona nie żyła…
                Zresztą kobiety była za słabe i delikatne by zaimponowac takiemu Slayerowi jak Caleb. Jego jedynym towarzyszem był Shtash, przyjaciel z lat dzieciństwa, z którym dzielił niezliczoną ilość dni i nocy.
                Caleb leżał teraz w łózku, obok niego dwie piękne kobiety z piersiami niczym bojlery, krągłe niczym koła u wozu, spały przykryte skórami tygrysów szablo zębnych. Caleb myślał o misji którą wyznaczył im sam Lord Dar’nees. Była to misja wielce niebezpieczna ale Caleb nie bał się o się śmierci – smuciło go tlyko że wraz z jego śmiercią wymrze całe plemie Slayerów.
***
                Rankiem wyruszyli, zanim jeszcze jasne słońce wynurzyło się zza mrocznych horyzontów. Gdzieś za nimi rozległe się wycie wilków. Caleb przymknął oczy i znów pomyślał o swym zadaniu.
- Jak myślisz, gdzie ona może być? – spytał Stash, odchylając się lekko w siodle
- Potwory z gór podobno mają swoje jamy gdzieś na północy – powiedział Caleb – Ale nie wiem czy tam by ją zaciągnęli. Może chcą ją sprzedac jak niewolnica, a może ma zostać branka Króla Gór – któż to wie – westchnął – Dlatego musimy wyruszyć do wioski Lodowych Elfów. Może któryś  z nich będzie coś wiedział…
                Shtash kiwnął głową. Wkrótce ogarnął ich zimny wiatr, który wraz ze soba przygnał ciemne, śniegowe chmury. Płatki śniegu osiadały na Calebie i jego koniu, ich biel przypinała mu przez moment biel sukni Elizabeth w dniu ich slubu, a potem, kreew,krew,kreew,krew, Caleb zasyczał i zamknął oczy i wrzasnął.
- Co się stało – zapytal Shtash lekko zestrachany
- nic – powiedział Caleb.
Ale jednak nie było to nic….
***
                GDy jechali tka na swych koniach Caleb nagle dostrzegł coś w kąciku oka.
- TO – wrzasnął ale nagle strzała ukłuła go w reke i przebiła ją na wylot. Nagle z krzaków wokół nich i z góry (byli w wąwozie) wyskoczyło stado ludzi poubieranych w liście pomalowane na niebiesko i biało) Shtash nagle ruszył na nich szarzując i przeciął dwoje na pół swoim ogromnym, stałowym mieczem, Mroczną Zagładą. Caleb wyciągnął strzałę z ramienia z głośnym odgłosem *pślum* i wyjął swój łuk i zestrzelił dwóch kolejnych napadaczy. Koń Shtasha stanął dęba i odkopnął trzech napastników. Wtedy Caleb ruszył mu z pomoca i stratował ich a następnie nabił na swój miecz Niszczyciel Marzeń jednego i rzucił nim w dwóch kolejnych. Jednak ich nie ubywało. Wkrótce wokół nich narosły kupy trupów ale atak nie ustępował. Mężczyzni byli już zmeczeni i ich goracy pot parował z ich nagich ciał i wszedzie zrobiła się mgła. Nagle za sobą usłyszeli krzyk.
- STOP – krzyknął ktos.
Nagle z krzaków wyszła kobieta odziana w suknię zrobioną z jasnego materiału, która była długa do ziemi ale miała rozcięcie prawie do pasa od dołu i duży dekolt. Ubrana była w srebrne naszyjniki i miała korone zrobioną z białych liści a także szpiczaste uszy i długie białe włosy prawie do ziemi.
- Już dosyc widziałam – powiedziała – Chcialam zobaczyc czy jesteście na tyle odwazni byscie zasłużyli bym was nie zabito. Witajcie w moich włościach. Jestem Królowa Sre’brnie , pani tutejszych elfów – kiwnęła głową w ich stronę.
Caleb i Shtash również kiwnęli głowa i otarli swoje meicze z krwi
- Nie jestes zła że zabiliśmy tyle twoich ludzi  -zapytał Shtash
- Ani troche – odparła Sre’brnie – To byli  niewolnicy
- To ok. – powiedział Shtash
_ Tak w ogole możecie mi mowic Sre a jak wam na imie
- Ja jestem Caleb a to Shtash – powiedział Caleb – Czy zaprowadzisz nas teraz do siebie?
- oczywiście – powiedziała i wyszła z krzaków na droge a wraz z nia jej świta – proszę zejdzcie z koni i ruszajcie za mną.
I ruszyli.

1 komentarz: