czwartek, 4 maja 2017

Prolog - Dziewczyna w okowach

Hej, jestem Abi. Mam blond włosy i niebieskie oczy, jestem niewielkiego wzrostu ale jestem opalona i mam zdrową sylwetke. Możecie mi nie wierzyć, ale zostałam porwana... Moja rodzina jest już daleko, moja wioska, w której się urodziłam daleko stąd.. Już nigdy do niej nie wrucę. Oddział orków pod przewodnictwem uruka Jabarkasa podczas wojowniczej wyprawy zrównał moją ojczyzne z ziemią i zabił wszystkich męzczyzn. Zostały tylko kobiety co sobie nie mogły same bez nich poradzić. Uprowadzili wszystkie młode dziewczęta, a ja byłam wśród nich... Jako zakładniczka... Potraktowana brutalnie przez szeregowych dzikich orków... przewleczona przez ciemną noc i wiązana na postronku podczas postojów. Oni byli dla mnie naprawdę wstrętni. Ich umiłowanie grzechu i brutalność szybko wyszła na jaw. Inne dziewczyny oddawały sie im za jedzenie albo za to żeby ich nie bili i je lubili ale ja nie dałam się. Postanowiłam być silna i przetrwać te straszne czasy. W końcu wiedziałam, że kiedyś uzyskają swoją sprawiedliwość... Wiedziałam, że nie moge być słaba i nie ulegne. Musze stać sie wojowniczką, która jes zdolna do wymierzenia sprawiedliwości grzesznikom. Jeśli nie na tym świecie, to na tym drugim, jednak nie sądziłam, że są to istoty godne drugiego świata. nawet do piekła nie trafiają tacy jak oni bo piekło w porównaniu do nich to wakacje.

Jabarkas był wodzem odziału orków. brał udział w wielu bitwach i miał dużo ran po stoczonych bojach. Brutalnie brał wszysko, co tylko mu do rak wpadło nie wachając sie przed niczym i nie majac żadnych oporów przed niewybaczalnymi uczynkami. Żeby uzyskać ten stopień w siłach nieprzyjaciela który miał zabił poprzednich dowócdów odziału orków. Ale to normalka w szeregach Twierdzy... Oni nie są ludzmi, powtarzała moja matka wieczorami, gdy drżałyśmy przed nimi gasząc ogień. to istoty zmieszane z krwi demonicznej i człowieczej, umiłowane w przemocy i złu. to gorzej niż demony, bo nie są niewolne, one mogą robić co chcą nie podlegają mrocznemu władcy. wyrządzają więc wieczne cierpienie innym ludom, takim, z którego sie wywodzę, ludom żyjącym we wioskach na stepach Krewlodu. Był wielkim orkiem który śmierdział pirzmem i miał żółte przerażające oczy... wwiercające sie w mą dusze za każdym razem, gdy na mnie spojrzał. nosił pułodkryty pancerz i widać było jego zielone ciało obrosłe szczeciną z wieloma bliznami po licznych bojach.. na jego dłoniach miał żułte niedomyte paznokcie i był jednym słowem obleśny. Miał też długie, brązowe włosy ale łysy kawałek nad czołem.  a jednak pewnego dnia musiałam zostać jego branką bo wymusił na mnie małżeństwo w twierdzy i stałam się częściom jego haremu... to dla mnie trudne ale opowiem jak to sie stało. Jabarkas podszedł do mnie gdy miałam kajdany tak jak codziennie, przytwierdzona do palu podczas postoju w podróży do twierdzy. Byłam w łachmanach bo nie pozwolili nam zmieniać ubrań i czułam sie wprost okropnie.

- Cześć jak masz na imie - Powiedział otwierając menzurke z wódką. było czuć od niego zapachem alkoholu i niedomycia który sprawiał że niemal odmlewałam

- Nie powiem ci ty łajdaku - krzyknełam i splunęłam w jego wielką zarośniętą twarz. od razu sie wkurzył

- ktoś ci pozwolił na takie zachowanie w moim towarzystwie??? - krzyknął - nie wiedziałaś że dziewczyny i dzieci głosu nie mają??? - przystanął jednak i zamilkł pacząc w moją twarz, na kturej malowało się nienawiśc połączona z determinacją. on był winny całego mojego cierpienia.

- tak sie składa że nikt mi nie pozwolił ale nie potrzebuje twojego pozwolenia bo nie masz prawa tak okrutnie traktować nas!!! - krzyknęłam i pokazałam ręką na uwiązane na postronku dziewczyny które mi przytaknęły

-  no właśnie - powiedziała moja kolezanka marcysia, ale wtedy inny ork w wielkim zębatym hełmie swoją wielką ręką wziął jej głowe i walnoł o wielki pal

- stul sie s*ko nie lubie jak kobiety krzyczą!!! - splunoł jej w twarz a marcysia osuneła sie na ziemie z zakrwawioną twarzą i wpadła w cichy szloch. nie mogłam na to pozwolić

- jesteście dzikusami nikt cywilizowany nie traktuje tak kobiet. jakbym tylko nie była tu przytwierdzona i nie miała tych łańcuchów to... - Jabarkas w tym momencie wpadł w wielki śmiech razem z jego kompanią orków.

- to co byś zrobiła ślicznotko? dziewczyny nadaja sie tylko do jednego - wszyscy zaczeli sie śmiać a ja zmroziłam ich wzrokiem

- ale podobasz mi sie masz determinacje... nie jesteś taka sama jak one... czuje w tobie coś specjalnego. - powiedział Jabarkas pokazując na reszte związanych dziewczyn. Miał morze troche racji bo tylko ja stanełam do walki słownej a one siedziały cicho albo spały i były wyczerpane.

- a ty mi nie jesteś paskudny!!! - znowu wszyscy zaczeli sie śmiać a jabarkas zbliżył sie do mojej twarzy. z bliska odczułam jego cuchnący oddech a z jego paszczy z wielkimi kłami po bokach wysunoł sie jezyk i liznął mnie w policzek i do ucha.

- fuuuj!!! - krzyknełam odsuwając sie od niego strasznie szybko bo nie zniosłabym tego dużej

- zostawcie tą dziewczyne jest od teraz moja. nie ważcie sie do niej zbliżać bo inaczej was potraktuje jak tamtych - wskazał na powbijane głowy orków na kije obok. zabił ich rano gdy nie byli mu posuszni. zgraja orków rozeszła sie i zostaliśmy sami. on przyniusł sobie pieniek i siadnął przede mną wpratrując sie we mnie. ja odwracałam się od niego i nie odpowiadałam na jego zaczepki.

Od tej pory działo sie to wiele razy. Codziennie, gdy tylko robiliśmy postój on przynosił pienek i wpatrywał sie na mnie długie godziny uśmiechając sie a ja nie chciałam mu odpowiadać. potem kazał mnie przywiązać obok jego namiotu i rozłączyłam sie z resztą dziewczyn. z płaczem pozegnałyśmy sie.

- pa marcysia mam nadzieje, że nic złego ci nie zrobią - płakałam wtulając się w nią a ona trzęsła się od ryku

- abi nigdy cie nie zapomne. jestem pewna że poradzisz sobie bez nas bo jesteś taka silna i mądra. pa - rzekła i wróciła do reszty dziewczyn. zostałam od tej pory sama, a jedyną osobą, z którą mogłam zamienić slowo, był jabarkas. jednak ja nie robiłam tego. nie dałam sie i nie odezwałam sie do niego ani razu. Aż do tego dnia...

Dotarliśmy do twierdzy. był to wielki zamek na pustkowiu w wielkim kanionie. miał białe ściany i wieże po bokach, za nim wyłaniala sie wielka wieża walhalii gdzie ćwiczyli wojownicy i trzystopniowa gildia magów. naprzeciwko twierdzy znajdowała sie goblińska wioska z ratuszem z fontannami po bokach. ale woda w nich wcale nie była czysta bo orki nie dbały o higiene. byli dzikim ludem pustkowi i nie myśleli o takich rzeczach. wokół drogi do twierdzy uwiązane były wielkie czarne wilki wilczych jeźdzców którzy służyli dowódcy twierdzy jako oddziały bitewne. dziewczyny zostały sprzedane na targ niewolników ale pare z nich zostało wzietych do zamku przez orków. Wśród nich byłam też ja... wzięta przez jabarkasa. weszliśmy razem do sali wodza wioski

- witaj wielki crag hacku wodzu twierdzy Rockwallen! - jabarkas klęknoł na jedno kolano a crag hack wzniusł sie ze swojego tronu z wilczych skur i kości wielkich zwierząt.

- co przynosisz z wyprawy łupiewczej Jabarkasie? - zbliżył sie do nas, a ja ujrzałam że jest tak samo odpychający jak orkowie chociaż był człowiekiem. był wielkim mężczyzną z brudną twarzą zarośniętą brązowym włosiem i jego oddech cuchnął.

- wielki wodzu crag hacku przynoszę ze sobą niewolnice! zabiliśmy wszystkich mężczyzn z ich wioski więc nie są dla nas niebezpieczne. Są już dostarczone na targ niewolników ale mam prośbe chciałbym zatrzymać tą oto branke - po tych słowach wypchnął mnie przed siebie a ja znalazłam sie naprzeciwko crag hacka. był ode mnie 2 razy wiekszy i musiałam zarywać głowe w góre by spojrzeć w jego oczy. wytrzymałam jego spojrzenie. może jest wyrozumiały... może mi pomorze... w końcu jest człowiekiem jak ja... może ma serce... ale moje nadzieje spełzły na niczym.

- widze że niezła sztuka ci sie udała hehe - powiedział crag hack - okej możesz ją zatrzymać ale daj mi ją do zabawy jak ci sie znudzi. - z tymi słowami odszedł na swoj tron i dumnie na nim zasiadł. wiedziałam że wszysko przepadło. dziewczyny zostały sprzedane innym orkom a ja miałam wesele z jabarkasem w głównej hali ratusza. nie był to jednak wymarzony ślub... nie chcialam go. jak składałam przysiege to skrzyzowałam palce... nigdy nie wyjde za takiego małpiszona - przyzrzekłam sobie w myślach. Nie miałam białej sukni o nie... byłam w najgorszych rzeczach jakie miałam na sobie kiedykolwiek bo orkowie nie mają dobrej mody tylko same skórzane ubrania które nigdy nie są prane. byłam wściekła. na ślubie nikt nie chciał ze mną zatańczyc tylko wszyscy głośno krzyczeli i zalewali się piwem i wódką. nie wiedziałam dosłownie co ze sobą zrobić, myślałam, że nie ma dla mnie już żadnej nadziei. w wiosce było więcej ludzi ale nikt nie odpowiadał na me wolania, wszyscy byli za crag hackiem i popierali niewolnictwo.

- a teraz ślicznotko czas na główny gwuźdź programu - powiedział jabarkas i wzioł mie w pół. zataszczył mie do brudnego łoża na szczycie wieży w twierdzy i zdarł ze mnie ubranie. nie mogłam nic zrobić bo byłam słaba a on większy ode mnie bo miał 2 m. ostatnie co pamiętam to widok jego olbrzymich zielonych piersi pokrytych czarną szczecinom* miedzy ktore włożył moją głowe przyciskajac moje ciało do siebie. zemdlałam. ocknełam sie nad ranem. brutalnie wykorzystana, porzucona, zapomniana przez świat. poprzysięgłam zemste na całym ludzie orków. rządna krwi nigdy nie ustąpię z mojego celu. za tą hańbe krwi wymagam i krew otrzymam... wbijając miecz w truchło moich przeciwników i prześladowców. wstałam, owinęłam się kocem i krzyknełam wniebogłosy:

- nigdy tego nie podaruje! wszyscy popamiętacie, oprawcy i mordercy mojej rodziny! tu i teraz narodziła sie nowa legenda - wojowniczka abi! zrobie wszystko byście nie zapomnieli tego imienia. - i tak rozpoczeła sie moja historia zemsty... cdn.

* nie wiem jak to opisać ale jak mezczyzni są umiesnieni i rozrośnięci to oni mają też piersi tylko troche inaczej niz kobiety.. mam nadzieje ze wiadomo o co cho ;P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz