PROLOG
Caleb,
ostatni z plemienia Slayerów, popatrzył w dal
- O czym myslisz, Calebie? – spytał jego towarzysz Shtash,
wysoki, ciemnowłosy o skórze koloru ciemnego piwa z pianką, jego umięśnione
ciało błyszczało wśród śniegu pokrywającego Lew’dar.
- Myślę o Elizabeth – odpowiedział Caleb, równie wysoki ale
przystojniejszy, co może wydac się dziwne bo Stash tez był przystojny, ale
Caleb bardziej. Jego blond, jasne niczym promienie słońca włosy związane miał w
dlugi warkocz który sięgał aż do jego umięśnionych, jędrnych pośladków. Jego
naoliwione ciało ochraniał tylko strzep wilczej skóry zawieszonej wokół pasa.
- Musisz o niej zapomniec – powiedział Shtash
- Wiem – powiedział Caleb – ale nie umiem.
***
GDy
przybyli do wioski Shtash poszedł się przespać do karczmy a Caleb znalazł parę
dziwek. Dla Caleba kobiety były tylko zabawkami bo żadna nie oparłaby się jego
klacie tzw. Kaloryferowi. Ale żadnej z nich nie kochał i nic dla niego nie
znaczyły – oprócz Elizabeth. Ale ona nie żyła…
Zresztą
kobiety była za słabe i delikatne by zaimponowac takiemu Slayerowi jak Caleb.
Jego jedynym towarzyszem był Shtash, przyjaciel z lat dzieciństwa, z którym
dzielił niezliczoną ilość dni i nocy.
Caleb leżał teraz w łózku, obok niego dwie piękne kobiety z piersiami niczym bojlery, krągłe niczym koła u wozu, spały przykryte skórami tygrysów szablo zębnych. Caleb myślał o misji którą wyznaczył im sam Lord Dar’nees. Była to misja wielce niebezpieczna ale Caleb nie bał się o się śmierci – smuciło go tlyko że wraz z jego śmiercią wymrze całe plemie Slayerów.
Caleb leżał teraz w łózku, obok niego dwie piękne kobiety z piersiami niczym bojlery, krągłe niczym koła u wozu, spały przykryte skórami tygrysów szablo zębnych. Caleb myślał o misji którą wyznaczył im sam Lord Dar’nees. Była to misja wielce niebezpieczna ale Caleb nie bał się o się śmierci – smuciło go tlyko że wraz z jego śmiercią wymrze całe plemie Slayerów.
***
Rankiem
wyruszyli, zanim jeszcze jasne słońce wynurzyło się zza mrocznych horyzontów.
Gdzieś za nimi rozległe się wycie wilków. Caleb przymknął oczy i znów pomyślał
o swym zadaniu.
- Jak myślisz, gdzie ona może być? – spytał Stash,
odchylając się lekko w siodle
- Potwory z gór podobno mają swoje jamy gdzieś na północy –
powiedział Caleb – Ale nie wiem czy tam by ją zaciągnęli. Może chcą ją sprzedac
jak niewolnica, a może ma zostać branka Króla Gór – któż to wie – westchnął –
Dlatego musimy wyruszyć do wioski Lodowych Elfów. Może któryś z nich będzie coś wiedział…
Shtash kiwnął
głową. Wkrótce ogarnął ich zimny wiatr, który wraz ze soba przygnał ciemne,
śniegowe chmury. Płatki śniegu osiadały na Calebie i jego koniu, ich biel przypinała
mu przez moment biel sukni Elizabeth w dniu ich slubu, a potem,
kreew,krew,kreew,krew, Caleb zasyczał i zamknął oczy i wrzasnął.
- Co się stało – zapytal Shtash lekko zestrachany
- nic – powiedział Caleb.
Ale jednak nie było to nic….
***
***
GDy
jechali tka na swych koniach Caleb nagle dostrzegł coś w kąciku oka.
- TO – wrzasnął ale nagle strzała ukłuła go w reke i
przebiła ją na wylot. Nagle z krzaków wokół nich i z góry (byli w wąwozie)
wyskoczyło stado ludzi poubieranych w liście pomalowane na niebiesko i biało)
Shtash nagle ruszył na nich szarzując i przeciął dwoje na pół swoim ogromnym,
stałowym mieczem, Mroczną Zagładą. Caleb wyciągnął strzałę z ramienia z głośnym
odgłosem *pślum* i wyjął swój łuk i zestrzelił dwóch kolejnych napadaczy. Koń
Shtasha stanął dęba i odkopnął trzech napastników. Wtedy Caleb ruszył mu z
pomoca i stratował ich a następnie nabił na swój miecz Niszczyciel Marzeń
jednego i rzucił nim w dwóch kolejnych. Jednak ich nie ubywało. Wkrótce wokół
nich narosły kupy trupów ale atak nie ustępował. Mężczyzni byli już zmeczeni i
ich goracy pot parował z ich nagich ciał i wszedzie zrobiła się mgła. Nagle za
sobą usłyszeli krzyk.
- STOP – krzyknął ktos.
Nagle z krzaków wyszła kobieta odziana w suknię zrobioną z
jasnego materiału, która była długa do ziemi ale miała rozcięcie prawie do pasa
od dołu i duży dekolt. Ubrana była w srebrne naszyjniki i miała korone zrobioną
z białych liści a także szpiczaste uszy i długie białe włosy prawie do ziemi.
- Już dosyc widziałam – powiedziała – Chcialam zobaczyc czy jesteście
na tyle odwazni byscie zasłużyli bym was nie zabito. Witajcie w moich
włościach. Jestem Królowa Sre’brnie , pani tutejszych elfów – kiwnęła głową w
ich stronę.
Caleb i Shtash również kiwnęli głowa i otarli swoje meicze z
krwi
- Nie jestes zła że zabiliśmy tyle twoich ludzi -zapytał Shtash
- Ani troche – odparła Sre’brnie – To byli niewolnicy
- To ok. – powiedział Shtash
_ Tak w ogole możecie mi mowic Sre a jak wam na imie
- Ja jestem Caleb a to Shtash – powiedział Caleb – Czy zaprowadzisz
nas teraz do siebie?
- oczywiście – powiedziała i wyszła z krzaków na droge a wraz z nia jej świta – proszę zejdzcie z koni i ruszajcie za mną.
- oczywiście – powiedziała i wyszła z krzaków na droge a wraz z nia jej świta – proszę zejdzcie z koni i ruszajcie za mną.
I ruszyli.
ciekawy początek, czekam na ciąg dalszy!!!
OdpowiedzUsuń