- Hej Abba - Powiedział Visdomir materializując się w nogach jej łóżka. Abi leżała w skrzydle szpitalnym była nieprzytomna przez całą noc ale teraz już na szczęście wstała. Usiadła na nim i ze zdziwieniem nie czuła żadnego bólu w ręce. "Czy może to mi sie wszystko przywidziało?" pomyślała Abi i uznała że to był sen. "Jeśli Visdomir o tym coś powie to to była prawda a jak nie to nie" znowu pomyślała i machinalnie kiwła głową na boki
- Coś się stało? Słyszałem że przeszłaś próbe śpiewająco i teraz możesz już używać magii! - Powiedział rozchachany Visdomir patrząc jej prosto w oczy. W jego oczach grały wesołe iskierki a ona zdecydowała odrzucić wątpliwości, czy może coś złego stało sie podczas próby. Spróbowała użyć magii i ze zdziwieniem poczuła, że jest w stanie wyczuć w sobie magiczną siłę, ale jest słaba i leży uśpiona gdzieś w niej
- Próbujesz użyć magii? To nie będzie takie łatwe, najpierw musisz poćwiczyć zaklęcia i poznać magiczne formuły! - Powiedział Visdomir patrząc na jej zmagania, gdy nagle...
- Jak pan się tu dostał!!!? Proszę natychmiast opuścić skrzydło szpitalne bo teraz nie ma pory odwiedzin!!! - Krzyknęła pielęgniarka
- No to pa Abba. - Powiedział rezolutnie Visdomir i cmoknął ją w policzek a potem zniknął z cichym pyknięciem a Abi się zarumieniła. Pierwszy raz ją pocałował...
- Echhh ci chłopacy! - Powiedziała zrezygnowana pielęgniarka dając głowę do góry i ręce na dół i wyszła z pokoju a Abi obejrzała podarunki szpitalne obok swojego łóżka od Neli (rękawiczki skórzane) , Thane'a (książka do magii powietrza Cyry Mihawk z podpisem odręcznym "Dla Abigail Knox od serdecznego nauczyciela") i Julki (gremlińskie cukierki wszystkich smaków) a potem poszła spać.
***
Po jakimś czasie Abi została wypisana ze szpitala i wróciła do dormitorium. Nikt nie wspominał o tajemniczym wybuchu ręki Abi, a na samej ręce nie było żadnego śladu, więc Abi nie myślała o tym i myślała, że wszystko poszło gładko. Dziewczyna przygotowywała się do pierwszych lekcji, które miała mieć już jutro - fechtunku z Nelą i zaklęć z Thane'em zwiedzając też zakamarki Bracady. Odkryła wiele fajnych miejsc w które zdecydowała zabrać Julke gdy tylko będzie miała czas. W końcu trafiła na targ i zaczęła szaleć z zakupami!
- Poproszę te owoce i tą chustke - powiedziała Abi lawirując między straganami. Dostrzegła jeszcze fajny czerwony wisiorek w kształcie jajeczka
- Niech pani zapakuje też ten! - Powiedziała a cyganka uśmiechnęła się miło i sprzedała jej rzeczy za 5.60 dukatów. Ona zapłaciła i wróciła do dormitorium, gdzie powitała ją Nela i milcząca Doris. Zamknęła się w pokoju i przysiadła w oknie na łóżku. Spoglądając w toń bracadzkiego jeziora myślała... "Jeszcze kilkanaście dni temu byłam niewolnicą Jabarkasa, bezsilną i nigdy bym się nie spodziewała, że mam w sobie siłę magii... Co jeszcze skrywa dla mnie los? A Visdomir..." - Przypomniała sobie jego cmok i z zaskoczeniem poczuła dreszcz. pomyślała o jego ustach i chciałaby dotknąć ich swoimi...Chciałaby żeby ją objął... "Nie! Nie teraz Abi! Masz ważniejsze rzeczy do namysłu!" Krzyknęła w myślach i zabrała się do czytania książki od Thane'a a potem zgasiła magiczną lampkę i poszła spać.
***
- Witaj Abi! Jak leci? - Powiedział zawsze serdeczny dżin gdy Abi weszła do jego komnaty w szkole magii. Była troche wkurzona bo rano pokłóciła się z Doris a Nela obydwie wykopała za drzwi, a to Doris zaczęła. Thane miał na sobie oprócz standardowego turbanu złote arabskie buty z odginanymi końcami i niebieskie spodnie alladynki, a wraz ze swoimi zakręconymi wąsami i brązowym płaszczem wyglądał jak postać z 1001 nocy. Abi oduśmiechnęła się i podeszła do niego bliżej a on oderwał się ze swojego krzesła i zbliżył się do niej na odległość metra. Był od niej trochę wyższy ale nie aż tak, więc nie musiała zadzierać głowy żeby patrzyć mu w oczy
- Przeczytałaś już trochę mojej książki? Na pewno pomoże ci w dzisiejszych zajęciach! - Powiedział i nagle odkrył swoją szatę wyciągając długą różdżkę z drewna jabłoni. Miał na sobie zdobiony niebiesko- złoty kubrak i czerwony materiałowy pas. - "Fajna moda" - pomyślała Abi i zaczęła wyobrażać sobie swoją sylwetke w ubraniach z bracady. Dziewczyny nosiły czasem półprzeźroczyste opaski na usta i wiele klejnotów...
- Abi! Skup się! - Thane wydobył ją z refleksji i dostrzegła, że przed nimi jest tablica, na której nauczyciel wypisywał teorie rzucania magicznego pocisku
- Aha już już! Przeczytałam trochę i doszłam właśnie do tego czaru a poza tym wszystko dobrze. - Odpowiedziała Abi trochę się rumieniąc, bo nauczyciel przyłapał ją na roztargnieniu. "W byciu wojowniczką ważna jest siła woli. Nie mogę się tak rozpraszać bo nigdy nie pokonam Jabarkasa." - Pomyślała Abi i zdecydowanie kiwnęła głową
- Wspaniale! Być może będziesz moją najlepszą uczennicą! Jesteś gotowa na lekcję? - Zapytał miło Thane i spojrzał na nią stojąc w lekkim rozkroku wzróconym w jej stronę a w nią znów uderzyło to dziwne uczucie, co kiedyś, jak spotkała go pierwszy raz. "Chociaż dobrze go nie znam, czuję, że mogłabym mu wszystko zdradzić... Dziwne... może to magia dżinów bo przy neli też czuje się bespiecznie"
- Oczywiście! Niech mnie pan nauczy władać moją mocą! - Powiedziała Abi otrząsając się z refleksji
- Więc takie jest twoje pierwsze życzenie? A poza tym nie musisz do mnie mówić na Pan. Mówmy do siebie po imieniu, chyba że chcesz tak mnie nazywać - Powiedział Thane i mrugnął porozumiewawczo.
- Życzenie? - Zdziwiła się Abi i patrzyła na niego z wywaloną buzią
- Tak. Legendy o dżinach poniekąd są prawdziwe, możemy spełniać życzenia innych... W miarę możliwości. Ty też to potrafisz Abi i już tego doświadczyłaś nawet nie znając swojego dziedzictwa. W tobie zogniskowało się życzenie wszystkich dziewczyn w twierdzy, życzenie wyzwolenia z niewoli. Stałaś się symbolem rewolucji w twierdzy, a wszystko dzięki pragnieniom... - Mówił zamyślony Thane patrząc w ziemię ale szybko zwrócił swój zwrok na Abi i się uśmiechnął - Teraz wspólnie pragniemy, byś nauczyła się władać magią. Pozwól mi sobie pomóc, a pokieruję twoją mocą i wykonasz swój pierwszy czar - Powiedział Thane i podszedł do niej do tyłu zaczynając ustawiać ją do czaru. Poczuła delikatny dotyk jego niebieskich dłoni które ostrożnie ustawiały ją w pozę do czarowania.
- Mam jeszcze jedno pytanko które mnie ciekawi. Jaka magiczna krew płynie w tobie? Jeśli mogę o to zapytać - Powiedziała abi i usłyszała jego głos od razu obok swojego ucha bo ją ustawiał i jego głowa była koło jej głowy
- Należę do rodu Bahr, mistrzów energii wody, ale umiem też magię powietrza. Te moce wzajemnie się dopełniają... - odpowiedział Thane - już. Jesteś gotowa! Widzisz tamten flakon? - zapytał a ona spojrzała przed siebie i zobaczyła szklanie naczynia ustawione na stole - szczel w niego swoją czystą energią powietrza. Pamiętasz formułę z książki? - Zapytał sprawdzając jej wiedze
- Rasasat saharia. - Wydeklamowała Abi i nagle poczuła, że nie kontroluje przepływu swojej mocy. Silny pęd powietrza iskrzący na żółto i na niebiesko wyleciał z jej złączonych rąk a siła odrzutu walła ją do tyłu prosto na Thane'a i razem wywalili sie jak dłudzy do tyłu ale czarodziej uchronił ją od upadku.
- Hahahaha! - Zaśmiali się obydwoje i spojrzeli na stół. Wszystkie naczynia po walnięciu o ściane były roztuczone. Abi poza tym czuła się troche zmęczona - nie miała jeszcze wiele many do użycia naraz
- Twoja siła wizualizacji jest bardzo duza. Musimy popracować nad celnikiem i... Nie używaj świętego języka na zwykłych lekcjach! Za takie postępowanie uczniowie dostają kary na cały tydzień! - Zaśmiał się Thane wykonując pare gestów różdżką i scalił zepsute flakony. Potem jeszcze troche pogadali o Bracadzie i sie pożegnali.
- Następne nasze zajęcia odbędą się na polu. - Powiedział Thane kładąc jej rękę na ramieniu - I pamiętaj, żeby doczytać do rozdziału o Szybkości! - rozczochrał jej włosy i wyszła z jego gabinetu. Rozweselona zbiegła po schodach i udała się na plac walki, by poćwiczyć umiejętności bitewne z Nelą.
***
- Hej Abi! Jak było na lekcjach zaklęć? - Zapytała Nela ubrana w tradycyjny dżinowski kostium do walki. Miała odkryty brzuch i elementy zbroi na biuście i pasie w dół. Abi też tak się ubrała na czas pojedynków i bardzo dobrze czuła się w takich ciuchach "są stworzone dla mnie" - myślała
- Po prostu świetnie! Thane jest dla mnie bardzo miły mimo tego, że rozwaliłam mu pół biura swoją magią! - zaśmiała się Abi a nela zrobiła zdziwiony zwrok i jej brew poszybowała w górę
- Thane?
- Jesteśmy na ty, tak samo jak z tobą. - Powiedziała Abi i mrugnęła do Neli
- W porządku. - Zamilkła Nela i po chwili uśmiechnęła się dziarsko i powiedziała - Musisz pamiętać abi, że jesteś wojowniczką. Magia dla wojownika jest tylko dodatkiem, którym posługuje się albo w ostateczności albo po to żeby pobłogosławić swoje oddziały. Najważniejsze dla wojowniczek takich jak ja i ty jest...? - Nie dokończyła i spojrzała na Abi oczekując odpowiedzi
- Walka? - Powiedziała Abi niepewnie
- Obrona! - Powiedziała głośno Nela podnosząc głowę do słońca - wojownicy twierdzy są specjalistami w Ataku. Jeśli chcemy z nimi walczyć, musimy bardzo dobrze osłaniać się od ciosów walki. Na pewno tego na sobie doświadczyłaś, bo jak słyszałam, to pogruchotałaś kości Krellion - mrugnęła do niej okiem - ale byłaś całkowicie nieosłonięta. Równie ważne w walce jest atakowanie przeciwnika i ochrona przed nim, czego nauczysz się na moich lekcjach. Miecze w dłoń! - krzyknęła Nela i jakaś dziewczyna podbiegła do nich a Abi ze zdziwieniem zauważyła, że to Julka
- Będę ci kibicować! - powiedziała Julka przyglądając się pojedynkowi z boku.
- Dzięki że ze mną jesteś! - Powiedziała Abi, ale nie miała już czasu na pogaduszki
- Garda! Najważniejsze co musisz wiedzieć zaczynając pojedynek to ustawienie twoich nóg! Walka jest tańcem! - Powiedziała Nela wykonując kilka zjawiskowych ciosów walki. - Teraz ty pokaż co potrafisz! - Abi też wykonała ciosy walki i Nela powiedziała:
- Jesteś całkiem niezła! Od razu możemy przejść do sparingu! Przygotuj się na miażdżący cios! - Krzyknęła i odbiła się w stronę Abi. Arena do wieczora rozbrzmiewała dźwiękami ścierających się drewnianych kling mieczy ćwiczebnych.
***
- Przyszedł akt wojny - Zawiadomiła Iona kładąc papier podpisany w twierdzy przed oczami Theodorusa.
- Wezwijcie posiłki z Zamku. Pomogliśmy im w walce o odzyskanie Erathii, teraz oni pomogą nam. - Powiedział czarodziej smutno zza swoich okularów połówek
- Królowa Katarzyna już wydała akt wojny twierdzy. Podobno wyzabijali wszystkich jej wysłańców którzy chcieli uzyskać akt pokoju. - Powiedziała Iona
- W takim razie nawiążmy porozumienie. - Powiedział Theodorus i nakreslił plan sojuszu.
***
Abi zmęczona po całym dniu ćwiczeń wymyła się i wróciła do swojego pokoju w wieży. Nela pochwaliła ją i powiedziała, że robi bardzo szybkie postępy w walce. Wyczerpana dziewczyna zjadła szybką kolację i od razu zapakowała się do łóżka. Nagle w jego nogach pojawił się Visdomir...
- Jak było, Abba? - Zapytał chłopak nachylając się do niej
- Dziękuję za troskę... Radzę sobie dobrze, ale czuję się trochę... - Powiedziała Abi i nie wiedziała, czy ma dokończyć, ale Visdomir od razu wiedział o co chodzi. Powoli nachylił się jeszcze bardziej i szepnął jej do ucha słowa, od których poczuła ogromną słabość i falę gorąca
- Nie jesteś samotna. Jestem tu z tobą... I nie opuszczę cię, nie martw się. - Szepnął Visdomir i wziął jej twarz w ręce. Widziała w jego oczach zdecydowanie i sama też wiedziała, że nie ugnie się. Zamknęła powieki i poczuła na jej ustach pocałunek - pierwszy szczery pocałunek, wykwitnięty nie z rządzy jak u orków tylko z miłości, taki, który zapamięta na zawsze... Po złożeniu go na ustach Abi Visdomir powoli oderwał się od niej i szepnął
- Do zobaczenia, Abba. Śnij dobrze. - I rozpierzchł się w świetle księżyca wpadającym przez okno. Abi jeszcze długo spoglądała na taflę jeziora, myśląc o przygodach w Bracadzie i o pocałunku Visdomira, a potem poszła spać. Nad zamkiem trwała niezmącona cisza nocna i bezwład - gdy już za jakiś czas będzie można tu usłyszeć trzaskanie ognia oraz ryk i szczęk orkowskich mieczy... Widmo wojny powoli nadciągało do spokojnego zakątka.
wtorek, 30 maja 2017
niedziela, 28 maja 2017
Cyganka Teri - Prolog
Wiosenne słońce ogrzewało bezludne drogi Levensfree - małej cygańskiej wioski położonej w samym sercu krzaczastej puszczy. Gdzie okiem nie sięgnąć znajdowała się dzika natura, nieokiełznana przez człowieka. Mieszkańcy osady starali się żyć zgodnie z rytmem przyrody, zamiast ją pod siebie dostosować.
Gdzieniegdzie stały pojedyncze, zaniedbane domy, zbudowane w tego co można zazwyczaj znaleźć w lesie. Były to głownie gałęzie, liście, bale drewna, czy też zeschła trawa. Może gdyby to miejsce tętniło życiem byłoby tutaj całkiem przytulnie, jednak wszystko było jakby zastygnięte w czasie, puste i tajemnicze.
- Ale hola, hola! Co tutaj zaszło? - zastanawiał się przypadkowy podróżny. Miał ze sobą tylko najpotrzebniejszy dobytem, a w drodze był od wielu dni, na co wskazywały jego przepocone i zmierzwione ciuchy oraz rozczochrana czupryna.
- Halo! Czy jest tu kto?! - wykrzyczał, starając się dostrzec najmniejszy możliwy ruch lub usłyszeć najmniejszy szmer - Najwidoczniej nikogo nie ma... może po prostu wszyscy się wynieśli. To pewnie przez trudny dojazd. Komu chciałoby się tutaj pokonywać taki szmat drogi? - zaśmiał się sam do siebie. Rozmowy sam na sam były jego specjalnością. Jednakże było sporo racji w tym co mówił. Rzeczywiście wioska opustoszała, mylił się jedynie co do powodu...
Po kilkunasto minutowej przechadzce, nasz przypadkowy podróżny postanowił zajrzeć do jednego z domów, znajdujących się przy drodze. Liczył na znalezienie odrobiny prowiantu na dalszą podróż lub innego przydatnego ekwipunku. Najpierw z przyzwyczajenia zapukał do drzwi, a następnie nacisnął klamkę i mocno popchnął w kierunku od siebie. To co ujrzał przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Na samym środku chatki piętrzył się stos cuchnących trupów. Woń przepełniająca pomieszczenie zmusiła go do mimowolnego wyskoczenia na zewnątrz. Upadł na kolana.
- Aaaghh - wydał z siebie zduszony okrzyk. Nagle coś poruszyło się w rogu pokoju i rzuciło się w jego kierunku. Nie miał czasu na jakąkolwiek reakcję.
- ZARAZA! ZARAZA! - krzyczał jak opętany mężczyzna zbliżający się do podróżnego. Nim zdążył dobiec, upadł bez życia zaraz u jego stóp. Jego skóra w najmniejszym stopniu nie przypominała ludzkiej. Była jakby nadgnita, nierówna, pokryta chrostami. Świat zamarł. Minęło wiele minut zanim podróżnemu wróciły wszystkie zmysły i zmusił się do wstania.
- Co za szok! To chyba pora zabierać nogi za pas. - pomyślał. Podniósł się z ziemi i obrócił w przeciwną stronę. W miejscu wcześniej opuszczonym, zauważył zbliżające się postacie niosące świetliste przedmioty. Zmrużył oczy. Po krótkim czasie doszedł do wniosku, że są to pochodnie. Postanowił poczekać na rozwój wydarzeń.
- Stać! Kim jesteś? - zapytali nieznajomi. Byli ubrani w proste ubrania, a ich twarze zakrywały czarne szale.
- Emmm, przypadkowym przybłędą. Soreczki za zamieszanie, ale macie tutaj chyba jakieś problemy, więc może lepiej sobie pójdę.
- A więc widziałeś co tutaj zaszło. Może w innych okolicznościach puścilibyśmy cię wolno, ale teraz... Spłoniesz wraz z zarazą! Nie będziesz jej dalej roznosić!
- Że jak??! To chyba jakieś żarty! Musimy to natychmiast wyjaśnić.
- Nie ma nad czym się zastanawiać. - mówiąc to tajemniczy jegomość wyciągnął linę.
Parę sekund później było już po wszystkim. Podróżny nie miał szans z trzema większymi od siebie napastnikami. Podczas heroicznej walki stracił przytomność od mocnego uderzenia pięścią.
Ocknął się, gdy słońce już zachodziło. Został związany i wrzucony do jednej z chat, w której zapach dorównywał poprzedniej. Nie było widać żadnych ciał, ale to przez niedobór światła. Mężczyzna dostrzegł przez szybę okiennicy rosnący płomień imający się drewnianej konstrukcji. Zaczęło robić się też coraz goręcej. Rozglądał się po powoli jaśniejącym pomieszczeniu starając się znaleźć drogę ucieczki. Przez drugie okno zobaczył małą postać, która siedziała na drzewie z żelazną miną. Jej oczy przykuły całą jego uwagę. Po jakimś czasie doszedł do wniosku, że jest to mała dziewczynka. Pomimo niemal pewnej śmierci wydawała mu się ona bardzo ważna, ważniejsza od zaistniałej sytuacji. Patrzyli tak na siebie, aż do momentu gdy płomienie dosięgnęły jego ciała.
Oczy dziewczyny zaczęły się robić coraz większe, aż w końcu mogłyby pochłonąć cały ten obraz na tyle by zrozumieć co się tutaj odbywa. Nagle mrugnęła...
***
Therese obudziła się we własnym łóżku. Obraz z dzieciństwa znów wydawał się tak realny. Czy to na pewno sen...
- Teri śniadanie! - zawołał damski głos gdzieś z niższego piętra. Ona jednak nic nie odpowiedziała.
poniedziałek, 22 maja 2017
Rozdział VIII - Dziewczyna jest czarująca
- Hej Abi dzisiaj twój wielki dzień - Powiedział Visdomir wpadając przez okno z szelmowskim uśmiechem i przycupnął w nogach jej łóżka. Od kilku dni odwiedzał ją każdego ranka teleportując się z dołu wieży pod jej okno i wskakując do pokoju Abi. Za każdym razem ją to rozśmieszało i czuła że coraz bardziej lubi tego chłopaka
- Visdomir! Tak idę dzisiaj do Sereny by odpieczętowała moją moc powietrza - Odparła Abi siadając z leżenia na łóżku. Visdomir przybliżył się do niej i oparli się o siebie ramieniem. Abi poczuła falę gorąca ale już trochę do tego się przyzwyczaiła. Będąc blisko Visdomira czuła się bezpiecznie i... nie umiała do końca wyrazić tego uczucia, ale chciała być jak najbliżej niego cały czas. Do tej pory chłopaki ją odtrącali bo była przez nich pogardzana i wykorzystywana, ale Visdomir był inny. "Chciałabym go znów przytulić"... "Nie! Głupia!" wahała się Abi tocząc w głowie zażartą bitwe która była trudniejsza niż wszystkie stoczone w twierdzy. Siedzieli chwile po cichu aż chłopak powiedział
- Bardzo się cieszę że mogliśmy się spotkać. Wiem ile wycierpiałaś w twierdzy i dlatego... - Zamiknoł na chwile i zawahał się... - Bardzo cię lubię Abi... Mógłbym nazywać cię jakoś inaczej, specjalnie? - Abi zarumieniła się aż po uszy... "Ja też cię lubię... albo nawet... nie! Nie po tym, co spotkało mnie w twierdzy..."
- Abi? - Dziewczyna się na chwile zawiesiła i wybił ją z tego nagły głos Visdomira
- Aha no ok. - Odpowiedziała i poczuła nagle że jego ręka nasuwa się na jej dłoń. Nie odtrąciła jej spoglądając na jego czyste, równe paznokcie i zadbane dłonie nieco ciemniejsze niż te jej ale na jego wychodziły się żyły a na jej nie.
- Będę mówić na ciebie... Abba. - Powiedział cicho Visdomir i abi zauważyła że dystans między ich twarzami się pomniejszył
- Fajne imie. - Powiedziała i troche sie odsuneła porywając swoją dłoń. Visdomir był troche zbity z pantałyku, ale po chwili uporczywego wpatrywania się w Abi swoimi głębokimi zielonymi oczami powiedział cicho
- Muszę już iść... Do zobaczenia, Abba. - zmrużył oczy i już go nie było.
- Ehhh faceci! - Jęknęła Abi i zaczęła się ubierać, a potem zeszła na śniadanie.
***
Przy stole siedziała Doris i Nela. Doris była dżinką ale odcinała się od tradycji dżinowskiego ubierania się. Miała różowy top i białą mini + białe kozaczki i zafarbowała swoje włosy na blond. Ogólnie była plastikiem i zachywowała się tak samo jak wyglądała
- Noo cześć Abiiii! - Przeciągnęła potwornie jej imię zwijając zaszminkowane na różowo usta w całus i mrużąc pomalowane na srebro oczy z przedłużanymi rzęsami
- Hej Doris. - Odpowiedziała zimno Abi i usiadła naprzeciwko Neli. Ta akurat wstawała od stołu i uśmiechnęła się do Abi
- Nie mogę się doczekać, jak wyzwolisz swoje moce. Pamiętaj, że od jutra zaczynamy lekcję walki! - Powiedziała Nela zbierając swoje talerze ze stołu
- Ja też nie mogę się doczekać! Jesteś silną wojowniczką i na pewno wiele mnie nauczysz! - Powiedziała wesoło Abi i usłyszała parsknięcie z boku. To Doris się z niej wyśmiewała
- O co chodzi Doris? - Zapytała chłodno Nela wpatrując się w dziewczyne
- A nic nic po prostu nie wyobrażam sobie Abi w walce. Jest bardzo drobna... Ale na czarodziejkę też nie pasuje! Na nic nie pasuje bo jest przecież tylko szla... - Nagle Nela uderzyła z całej siły pięścią w stół!
- Doris! Wyjdź na lekcje. Nie potrzebuję takich komentarzy przy stole. - Powiedziała twardo Nela i Abi zauważyła że na jej czole gra żyłka gniewu. Doris zamknęła się i szybko wybiegła z wieży a za nią falował jej blond koński ogon. - A ty Abi zjedz szybko swoją porcję. Serena nie może czekać w nieskończoność. - I mówiąc to obróciła się szybko i wyszła z kuchni. Abi wpałaszowała kromki z ogórkiem i szynką i wybiegła z wieży.
***
- Witaj, Abi. Połóż się na tym urządzeniu - Powiedziała Serena gdy Abi weszła do przepastnego pomieszczenia we wnętrzu gildii magów. Wskazała na takie łóżko jak u lekarza z zieloną narzutą i białą poduszką, ale były do niego przyczepione różne rurki i kroplówki
- Jak wygląda wyzwolenie mocy? - Zapytała Abi
- Dżiny mogą używać magii od urodzenia i to dla nich tak jak chodzenie, ale ludzie nie. Dlatego lekcje magii dla ludzi i dżinów są całkiem inne bo dżiny uczą się magię kontrolować a ludzie uczą się magii wogóle. Sama studiowałam bardzo wiele lat, zanim doszłam do poziomu mocy magicznej, którą w sobie masz. - Mówiła serena - Masz w sobie kwartę dżinowskiej krwi. Moje zadanie to wsączenie w ciebie krwi innego dżina
- Fuuu! - Powiedziała Abi ale Serena przycisnęła palec wskazujący do ust i zrobiła grymas oczami
- Żadne fuu, to standardowa technika. Każda magia ma swoje przeciwieńswo. Magia powietrza jest przeciwieństwem magii ziemi. Wystarczy niewiele magii ziemi w twoim krwio-obiegu żeby rozbudzić do walki twoją krew z elementem powietrza. Gdy już raz poczujesz rozbudzoną magię w swoim ciele to będziesz wiedziała co dalej robić bo tego uczucia nigdy się nie zapomina... I będzie to dla ciebie łatwe tak samo, jak ruszanie głową. Jesteś szczęściarą bo zwykli ludzie muszą miesiącami poszukiwać w sobie źródła magii... A zanim nauczą się go używać to miajają kolejne miesiące. - Skończyła Serena
- Ale to jakieś eksperymenty na ludziach... Myślałam że rozbudzisz moją magię magicznie. - Powiedziała zdezorientowana Abi
- Oj, Abi... Nie bez powodu jesteśmy nazywani najlepszymi alchemikami na kontynencie - Mrugnęła porozumiewawczo Serena. Abi podeszła do łóżka i położyła się a Serena przypięła ją pasami, zdjęła koszulke, posmarowała piersi sprytusem i założyła takie elektrody jak do EKG
- A to po co? - Spytała Abi
- Może cię przetelepać podczas transfuzji. Muszę kontrolować bicie serca by wiedzieć w którym momencie odciąć dopływ krwi z elementem ziemi. - Powiedziała Serena - Zaczynamy! - I w tym momencie przed Abi pojawiły się dwie pielęgniarki. jedna z nich wzięła jej rękę i przekuła dając wenflon. Druga puściła krew ziemi i abi patrzyła, jak stróżka powoli leci do jej żyły szklaną rurką, a Serena patrzyła ciągle w magiplet*. "Ciekawe, czy Visdomir wie, jak to wygląda..." Pomyślała Abi i przypomniała sobie jego zwrok z poranka, gdy patrzył na nią tak blisko swoimi zielonymi oczami...
- Przerwać dopływ krwi! - Krzyknęła Serena ale jak się obejrzała to zastygła w zdziwieniu bo krew nawet nie doleciała do żyły Abi
- O czym ty myślisz??? Musisz wyciszyć swój umysł żeby badanie wyszło! - żachnęła się żartobliwie Serena i odwróciła się do ekranu na którym drgały magiczne kreski. Nagle Abi zrobiło się mega słabo. odwróciła zwrok do swojej ręki i zobaczyła, że krew już do niej wpływa. Poczuła jak w jej wnętrzu coś się burzy. Nagle jej umysł skoncentrował wszystkie siły na jej ramieniu i czuła, jak krew powoli miesza się ze sobą. Całe jej ciało chciało poderwać się do walki...
- Spokojnie Abi! - usłyszała krzyk pielęgniarki, która przytrzymywała jej drugą ręke. Abi czuła całe swoje ciało ale widziała je jak na obrazkach cieplnych. Całe wydawało się niebieskie, ale żyły, którymi płynęła krew ziemi były jadowicie czerwone. Poczuła, że może jej się pozbyć. Skoncentrowała się i poczuła, jakby jej mózg się gotował. coraz większa siła gromadziła się w jej czaszce wypływając gdzieś z ciemienia i magazynując się na dole głowy. Abi widziała przed oczami łyskające mgławice i gwiazdy, ale nie czuła bólu. Nagle przegroda w jej głowie przerwała się i abi poczuła, jak zmagazynowana siła płynie w stronę ręki jak rzeka - czuła prąd mocy przepływający przez jej ciało. Spróbowała ogarnąć go i zauważyła, że może nim ruszać. "To rzeczywiście nie takie trudne..." pomyślała Abi i spróbowała skierować wszystkie siły w stronę ręki zajętej przez najeźdźce. Nagle poczuła coś jeszcze, jak malutki płomień rozgrzewający ją od środka... Zgarnęła całą moc razem z nim i uderzyła z pełną siłą!
***
- BIII!!! - Nagle ocknęła się od uderzenia. Nad nią stał zlękniony Thane a po jego niebieskiej skroni spływała stróżka potu. Jego ręce obejmowały jej twarz z obu stron i chyba ją przed chwilą walnął
- Co? Udało się? - Zapytała zdezorientowana Abi i spróbowała zerknąć na swoją rękę na bok
- Nie! Abi nie obracaj głowy! - Usłyszała ciepły ale przerażony głos Thane'a ale było już za późno. Cały kąt sali był zakrwawiony a ręka od połowy łokcia w dół była wybuchnięta z kością na wierzchu i odłamana dłoń wisiała na strzępku skóry... Abi zakrztusiła się z przerażenia i straciła przytomność.
***
- Pierwszy raz reakcja magiczna była taka silna... Nie przewidziałam tego, przepraszam. - Powiedziała smutno Serena patrząc na Thane'a który odtwarzał rękę Abi swoją magią uzdrowienia. Dżin nie odpowiedział koncentrując wszystkie siły na wiązaniu tkanek zemdlonej abi.
- Powinnaś cofnąć dopływ krwi wcześniej. - Odpowiedział Thane grobowym tonem nawet nie oglądając się na Serenę
- Stało się coś dziwnego... Nigdy jeszcze rozbudzanie mocy nie wywołało takiej reakcji. - Powiedziała Serena patrząc na maszynę magiczną która eksplodowała z chwilą, gdy ręka abi też wybuchła - Echhh nie mam nawet odczytów, a mogły być takie cenne! Gdybym mogła je zanalizować to może wiedziałabym co się stało z Abi
- Nie powinniśmy o tym nikomu mówić. Jeśli jej moc jest tak silna, to Theodorus może...
- Ok rozumiem. - Powiedziała Serena. - Visdomir chyba też nie powinien wiedzieć, jak zmasakrowałam jego... - Ale nie dokończyła bo Thane odwrócił się w jej strone i zobaczyła jego wściekły wyraz twarzy.
- No dobra dobra już się zmywam. - Powiedziała Serena i razem z pielęgniarkami wyszła z sali - Odstaw ją potem do skrzydła szpitalnego! - Krzyknęła na odchodne
***
- Arghhhh... Wytropiliśmy je mój panie, jest tak jak myślałeś! - Syknęła Shiva rzucając plik papierów na biurko Crag Hacka. Były tam zaznaczone dwie trasy - prowadzące do Bracady i Bastionu, dwie drogi którymi wyruszyły dziewczyny
- AHAHAHAHAHAHAHA! - Zaśmiał się z krztuszeniem Crag Hack patrząc na mapę. Niewolnice rozwaliły jego zamek od środka co zdarzyło się pierwszy raz podczas jego najemniczej kariery. Ale... Podobało mu się to. Dawno nie było już pretekstu by wywołać krwawą wojnę a takie barbarzyńcy lubieli najbardziej. Bracada pożałuje swojej zuchwałości, a ludzie... pożałują tego, że współpracują z Bracadą. Zamek sam wypowiedział wojnę Twierdzy gdy dowiedział się co stało się z jego dowódcami podczas rebeli niewolnic - wszyscy zostali zadźgani. Królowa Katarzyna od razu wydała pakt wojny.
- Szkoda, że ta mała szkodnica się spaliła... Mielibyśmy świetny symbol jej powiewającą głowę na palu! - Powiedziała Krellion siedząca obok. Z nikim nigdy nie miała takiej spiny jak z Abi
- Jej koleżanki nadal są żywe. I dopilnujemy żeby spotkała je zasłużona kara za zabicie tyrka. Tak samo, jak jego...! - Powiedział Jabarkas i rzucił na stół rysunek przedstawiający młodego czarodzieja z wytatuowaną połówką koła zębatego na policzku...
- Odbudowę zamku czas zacząć - Powiedział Crag Hack i uderzył w wielki gąg. Z całej twierdzy dało się usłyszeć krzyk walki z wielu orkowskich gardeł. - A gdy już to zrobimy...
- Zdrajczynie zawisssną. - Syknęła Krellion i wszyscy zanieśli się brutalnym śmiechem. Nad Twierdzą zaszło słońce i zapadła mroczna noc...
* magiplet to takie połączenie komputera z magią i techniką z bracady i używają ich tylko w szpitalu
- Visdomir! Tak idę dzisiaj do Sereny by odpieczętowała moją moc powietrza - Odparła Abi siadając z leżenia na łóżku. Visdomir przybliżył się do niej i oparli się o siebie ramieniem. Abi poczuła falę gorąca ale już trochę do tego się przyzwyczaiła. Będąc blisko Visdomira czuła się bezpiecznie i... nie umiała do końca wyrazić tego uczucia, ale chciała być jak najbliżej niego cały czas. Do tej pory chłopaki ją odtrącali bo była przez nich pogardzana i wykorzystywana, ale Visdomir był inny. "Chciałabym go znów przytulić"... "Nie! Głupia!" wahała się Abi tocząc w głowie zażartą bitwe która była trudniejsza niż wszystkie stoczone w twierdzy. Siedzieli chwile po cichu aż chłopak powiedział
- Bardzo się cieszę że mogliśmy się spotkać. Wiem ile wycierpiałaś w twierdzy i dlatego... - Zamiknoł na chwile i zawahał się... - Bardzo cię lubię Abi... Mógłbym nazywać cię jakoś inaczej, specjalnie? - Abi zarumieniła się aż po uszy... "Ja też cię lubię... albo nawet... nie! Nie po tym, co spotkało mnie w twierdzy..."
- Abi? - Dziewczyna się na chwile zawiesiła i wybił ją z tego nagły głos Visdomira
- Aha no ok. - Odpowiedziała i poczuła nagle że jego ręka nasuwa się na jej dłoń. Nie odtrąciła jej spoglądając na jego czyste, równe paznokcie i zadbane dłonie nieco ciemniejsze niż te jej ale na jego wychodziły się żyły a na jej nie.
- Będę mówić na ciebie... Abba. - Powiedział cicho Visdomir i abi zauważyła że dystans między ich twarzami się pomniejszył
- Fajne imie. - Powiedziała i troche sie odsuneła porywając swoją dłoń. Visdomir był troche zbity z pantałyku, ale po chwili uporczywego wpatrywania się w Abi swoimi głębokimi zielonymi oczami powiedział cicho
- Muszę już iść... Do zobaczenia, Abba. - zmrużył oczy i już go nie było.
- Ehhh faceci! - Jęknęła Abi i zaczęła się ubierać, a potem zeszła na śniadanie.
***
Przy stole siedziała Doris i Nela. Doris była dżinką ale odcinała się od tradycji dżinowskiego ubierania się. Miała różowy top i białą mini + białe kozaczki i zafarbowała swoje włosy na blond. Ogólnie była plastikiem i zachywowała się tak samo jak wyglądała
- Noo cześć Abiiii! - Przeciągnęła potwornie jej imię zwijając zaszminkowane na różowo usta w całus i mrużąc pomalowane na srebro oczy z przedłużanymi rzęsami
- Hej Doris. - Odpowiedziała zimno Abi i usiadła naprzeciwko Neli. Ta akurat wstawała od stołu i uśmiechnęła się do Abi
- Nie mogę się doczekać, jak wyzwolisz swoje moce. Pamiętaj, że od jutra zaczynamy lekcję walki! - Powiedziała Nela zbierając swoje talerze ze stołu
- Ja też nie mogę się doczekać! Jesteś silną wojowniczką i na pewno wiele mnie nauczysz! - Powiedziała wesoło Abi i usłyszała parsknięcie z boku. To Doris się z niej wyśmiewała
- O co chodzi Doris? - Zapytała chłodno Nela wpatrując się w dziewczyne
- A nic nic po prostu nie wyobrażam sobie Abi w walce. Jest bardzo drobna... Ale na czarodziejkę też nie pasuje! Na nic nie pasuje bo jest przecież tylko szla... - Nagle Nela uderzyła z całej siły pięścią w stół!
- Doris! Wyjdź na lekcje. Nie potrzebuję takich komentarzy przy stole. - Powiedziała twardo Nela i Abi zauważyła że na jej czole gra żyłka gniewu. Doris zamknęła się i szybko wybiegła z wieży a za nią falował jej blond koński ogon. - A ty Abi zjedz szybko swoją porcję. Serena nie może czekać w nieskończoność. - I mówiąc to obróciła się szybko i wyszła z kuchni. Abi wpałaszowała kromki z ogórkiem i szynką i wybiegła z wieży.
***
- Witaj, Abi. Połóż się na tym urządzeniu - Powiedziała Serena gdy Abi weszła do przepastnego pomieszczenia we wnętrzu gildii magów. Wskazała na takie łóżko jak u lekarza z zieloną narzutą i białą poduszką, ale były do niego przyczepione różne rurki i kroplówki
- Jak wygląda wyzwolenie mocy? - Zapytała Abi
- Dżiny mogą używać magii od urodzenia i to dla nich tak jak chodzenie, ale ludzie nie. Dlatego lekcje magii dla ludzi i dżinów są całkiem inne bo dżiny uczą się magię kontrolować a ludzie uczą się magii wogóle. Sama studiowałam bardzo wiele lat, zanim doszłam do poziomu mocy magicznej, którą w sobie masz. - Mówiła serena - Masz w sobie kwartę dżinowskiej krwi. Moje zadanie to wsączenie w ciebie krwi innego dżina
- Fuuu! - Powiedziała Abi ale Serena przycisnęła palec wskazujący do ust i zrobiła grymas oczami
- Żadne fuu, to standardowa technika. Każda magia ma swoje przeciwieńswo. Magia powietrza jest przeciwieństwem magii ziemi. Wystarczy niewiele magii ziemi w twoim krwio-obiegu żeby rozbudzić do walki twoją krew z elementem powietrza. Gdy już raz poczujesz rozbudzoną magię w swoim ciele to będziesz wiedziała co dalej robić bo tego uczucia nigdy się nie zapomina... I będzie to dla ciebie łatwe tak samo, jak ruszanie głową. Jesteś szczęściarą bo zwykli ludzie muszą miesiącami poszukiwać w sobie źródła magii... A zanim nauczą się go używać to miajają kolejne miesiące. - Skończyła Serena
- Ale to jakieś eksperymenty na ludziach... Myślałam że rozbudzisz moją magię magicznie. - Powiedziała zdezorientowana Abi
- Oj, Abi... Nie bez powodu jesteśmy nazywani najlepszymi alchemikami na kontynencie - Mrugnęła porozumiewawczo Serena. Abi podeszła do łóżka i położyła się a Serena przypięła ją pasami, zdjęła koszulke, posmarowała piersi sprytusem i założyła takie elektrody jak do EKG
- A to po co? - Spytała Abi
- Może cię przetelepać podczas transfuzji. Muszę kontrolować bicie serca by wiedzieć w którym momencie odciąć dopływ krwi z elementem ziemi. - Powiedziała Serena - Zaczynamy! - I w tym momencie przed Abi pojawiły się dwie pielęgniarki. jedna z nich wzięła jej rękę i przekuła dając wenflon. Druga puściła krew ziemi i abi patrzyła, jak stróżka powoli leci do jej żyły szklaną rurką, a Serena patrzyła ciągle w magiplet*. "Ciekawe, czy Visdomir wie, jak to wygląda..." Pomyślała Abi i przypomniała sobie jego zwrok z poranka, gdy patrzył na nią tak blisko swoimi zielonymi oczami...
- Przerwać dopływ krwi! - Krzyknęła Serena ale jak się obejrzała to zastygła w zdziwieniu bo krew nawet nie doleciała do żyły Abi
- O czym ty myślisz??? Musisz wyciszyć swój umysł żeby badanie wyszło! - żachnęła się żartobliwie Serena i odwróciła się do ekranu na którym drgały magiczne kreski. Nagle Abi zrobiło się mega słabo. odwróciła zwrok do swojej ręki i zobaczyła, że krew już do niej wpływa. Poczuła jak w jej wnętrzu coś się burzy. Nagle jej umysł skoncentrował wszystkie siły na jej ramieniu i czuła, jak krew powoli miesza się ze sobą. Całe jej ciało chciało poderwać się do walki...
- Spokojnie Abi! - usłyszała krzyk pielęgniarki, która przytrzymywała jej drugą ręke. Abi czuła całe swoje ciało ale widziała je jak na obrazkach cieplnych. Całe wydawało się niebieskie, ale żyły, którymi płynęła krew ziemi były jadowicie czerwone. Poczuła, że może jej się pozbyć. Skoncentrowała się i poczuła, jakby jej mózg się gotował. coraz większa siła gromadziła się w jej czaszce wypływając gdzieś z ciemienia i magazynując się na dole głowy. Abi widziała przed oczami łyskające mgławice i gwiazdy, ale nie czuła bólu. Nagle przegroda w jej głowie przerwała się i abi poczuła, jak zmagazynowana siła płynie w stronę ręki jak rzeka - czuła prąd mocy przepływający przez jej ciało. Spróbowała ogarnąć go i zauważyła, że może nim ruszać. "To rzeczywiście nie takie trudne..." pomyślała Abi i spróbowała skierować wszystkie siły w stronę ręki zajętej przez najeźdźce. Nagle poczuła coś jeszcze, jak malutki płomień rozgrzewający ją od środka... Zgarnęła całą moc razem z nim i uderzyła z pełną siłą!
***
- BIII!!! - Nagle ocknęła się od uderzenia. Nad nią stał zlękniony Thane a po jego niebieskiej skroni spływała stróżka potu. Jego ręce obejmowały jej twarz z obu stron i chyba ją przed chwilą walnął
- Co? Udało się? - Zapytała zdezorientowana Abi i spróbowała zerknąć na swoją rękę na bok
- Nie! Abi nie obracaj głowy! - Usłyszała ciepły ale przerażony głos Thane'a ale było już za późno. Cały kąt sali był zakrwawiony a ręka od połowy łokcia w dół była wybuchnięta z kością na wierzchu i odłamana dłoń wisiała na strzępku skóry... Abi zakrztusiła się z przerażenia i straciła przytomność.
***
- Pierwszy raz reakcja magiczna była taka silna... Nie przewidziałam tego, przepraszam. - Powiedziała smutno Serena patrząc na Thane'a który odtwarzał rękę Abi swoją magią uzdrowienia. Dżin nie odpowiedział koncentrując wszystkie siły na wiązaniu tkanek zemdlonej abi.
- Powinnaś cofnąć dopływ krwi wcześniej. - Odpowiedział Thane grobowym tonem nawet nie oglądając się na Serenę
- Stało się coś dziwnego... Nigdy jeszcze rozbudzanie mocy nie wywołało takiej reakcji. - Powiedziała Serena patrząc na maszynę magiczną która eksplodowała z chwilą, gdy ręka abi też wybuchła - Echhh nie mam nawet odczytów, a mogły być takie cenne! Gdybym mogła je zanalizować to może wiedziałabym co się stało z Abi
- Nie powinniśmy o tym nikomu mówić. Jeśli jej moc jest tak silna, to Theodorus może...
- Ok rozumiem. - Powiedziała Serena. - Visdomir chyba też nie powinien wiedzieć, jak zmasakrowałam jego... - Ale nie dokończyła bo Thane odwrócił się w jej strone i zobaczyła jego wściekły wyraz twarzy.
- No dobra dobra już się zmywam. - Powiedziała Serena i razem z pielęgniarkami wyszła z sali - Odstaw ją potem do skrzydła szpitalnego! - Krzyknęła na odchodne
***
- Arghhhh... Wytropiliśmy je mój panie, jest tak jak myślałeś! - Syknęła Shiva rzucając plik papierów na biurko Crag Hacka. Były tam zaznaczone dwie trasy - prowadzące do Bracady i Bastionu, dwie drogi którymi wyruszyły dziewczyny
- AHAHAHAHAHAHAHA! - Zaśmiał się z krztuszeniem Crag Hack patrząc na mapę. Niewolnice rozwaliły jego zamek od środka co zdarzyło się pierwszy raz podczas jego najemniczej kariery. Ale... Podobało mu się to. Dawno nie było już pretekstu by wywołać krwawą wojnę a takie barbarzyńcy lubieli najbardziej. Bracada pożałuje swojej zuchwałości, a ludzie... pożałują tego, że współpracują z Bracadą. Zamek sam wypowiedział wojnę Twierdzy gdy dowiedział się co stało się z jego dowódcami podczas rebeli niewolnic - wszyscy zostali zadźgani. Królowa Katarzyna od razu wydała pakt wojny.
- Szkoda, że ta mała szkodnica się spaliła... Mielibyśmy świetny symbol jej powiewającą głowę na palu! - Powiedziała Krellion siedząca obok. Z nikim nigdy nie miała takiej spiny jak z Abi
- Jej koleżanki nadal są żywe. I dopilnujemy żeby spotkała je zasłużona kara za zabicie tyrka. Tak samo, jak jego...! - Powiedział Jabarkas i rzucił na stół rysunek przedstawiający młodego czarodzieja z wytatuowaną połówką koła zębatego na policzku...
- Odbudowę zamku czas zacząć - Powiedział Crag Hack i uderzył w wielki gąg. Z całej twierdzy dało się usłyszeć krzyk walki z wielu orkowskich gardeł. - A gdy już to zrobimy...
- Zdrajczynie zawisssną. - Syknęła Krellion i wszyscy zanieśli się brutalnym śmiechem. Nad Twierdzą zaszło słońce i zapadła mroczna noc...
* magiplet to takie połączenie komputera z magią i techniką z bracady i używają ich tylko w szpitalu
poniedziałek, 15 maja 2017
Rozdział VII - Dziewczyna jest niezwykła
Abi i Visdomir biegli przez zaśnieżone drogi Bracady. Abi przyglądała się zamkowi wokół siebie i bardzo jej się tu podobało bo były ładne wieże i fajne kolory dachów. Zauważyła że biegną w środę wielkiej, najbardziej kolorowej budowli w stylu arabskim. Wokół było dużo osób ale nie wszystkie były ludźmi. Nie były też orkami ale bardziej przypominały diabły, tylko były niebieskie
- Co się dzieje? - Spytała zdezorientowana Abi
- Biegniemy do gildii magów. Wczoraj w nocy wysłałem im sowe o tobie. - Odpowiedział Visdomir i mrugnoł okiem - Miałem racje że nie możesz być zwykłą dziewczyną ale zaraz się przekonamy
- Ale ja jestem zwykła o co ci chodzi - Zapytała Abi ale nie zdążyła zaprotestować bo Visdomir ją prawie wepchał do pięciostopniowego kolorowego budynku z dwoma wieżami po bokach. Abi obejrzała się wokół i zauważyła, że wszędzie są książki a na suficie jest narysowane niebieskie niebo z gwiazdami jak w kościele
- Teraz tędy! - Visdomir ją pociągnął a ona poleciała za nim oglądając się na cudowne przedmioty znajdujące się wokół. Wyczuwała tutaj coś... znajomego, ale nie mogła wymyślić, co to jest.
Weszli do większej komnaty i od razu podeszła do nich nowa osoba w jakimś turbanie.
- Już jesteście! Wreszcie mogę ją zobaczyć... Daj mi ją. - Powiedział głęboki ale też przyjemny i rezolutny męski głos.
- Nie!!! O co chodzi co wy chcecie mi zrobić??? - Abi sie wystraszyła bo zobaczyła łyskające z ciemności żółte oczy. "Podobne miał Jabarkas!" - zlękniona pomyślała
- Nie martw się, nie zrobię ci nic złego - Mężczyzna wyszedł z cienia i Abi nie spodziewała się tego co zobaczyła. Był ubrany w kolorowe szaty takie jak z arabii i miał turban na głowie z przymocowanym czerwonym diamentem na broszce, ale nie to przykuło jej uwagę. Nie zastanowił ją nawet żółty łańcuszek zawieszony na nosie. Abi westchneła z ulgą bo miała przed sobą dżina. Miał ostre rysy twarzy, całą niebieską skure, troche ostre uszy i fioletowe usta okolone ciemną brodą i wąsami ale małą a nie wielką
- Jezu ale sie wystraszyłam że tu są orki - odetchnęła Abi a chłopacy się zaśmiali
- Właśnie dlatego tu jesteś Abi. Jest w tobie coś specjalnego... co pomoże nam w walce z orkami i diabłami. - Powiedział dżin a ona wiedziała że musi mu zaufać
- O co chodzi?
- Choć głębiej do komnaty, tam czeka na ciebie... Dyrektor szkoły magii! - Powiedział Visdomir
- A ja jestem nauczycielem Zaklęć i mam na imie Thane - powiedział dżin z szelmowskim uśmiechem i dziarsko podał jej niebieską dłoń a ona nią potrząsła
- Miło mi cie poznać jestem Abi - Powiedziała Abi i weszli w trójke do środka
W komnacie był długi stół ale siedziało przy nim tylko 3 osoby. Byli to Theodorus, Nela i Serena. Theodorus był starym czarodziejem z siwą brodą i włosami i miał okulary-połówki zza których łyskał inteligentny zwrok. Nela była dżinem nieco ciemniejszym niż Thane, miała mocną budowę ciała i czarne włosy spięte na górze w koński ogon, a Serena miała kręcone brązowe włosy i wyglądała jak typowa czarodziejka bracady. Czarodzieje byli ubrani w magiczne szaty, ale ubrania Neli były dużo swobodniejsze.
- Abigail Knox, witam spowrotem w Bracadzie. - Powiedział Theodorus i powstał a za nim reszta. Abi obejrzała sie na Visdomira z wywaloną gębą ze zdziwienia a Thane stał koło niego z założonymi rękami i patrzył na nią z uśmiechem
- Że jak? - Spytała Abi wpatrzona w Visdomira. Co on wykombinował? Pomyślała abi
- Nie wiesz kim jesteś Abi? - zapytał Theodorus wpatrując się w nią zza okularów połówek. Abi czuła że to miejsce jest znajome, ale na pewno nigdy tu nie była. Babcia jej opowiadała o bracadzie, ale...
- Pozwól że ci wyjaśnie Abi. - Visdomir podszedł do niej i położył jej ręke na ramieniu a na jej policzkach natychmiast pojawił się pąs. "Dlaczego on tak się nabliża...?"
- W twoich żyła płynie błękitna krew. Dosłownie. Ale nie całkiem tylko jej ułamek. - Powiedział Visdomir a usta abi prawie padły do ziemi ze zdziwienia
- Coooo?
- Nie jesteś zdziwiona obecnością dżinów, prawda? - Porozumiewawczo mrugnęła Nela zza stołu. Tak, to była prawda. Mama Abi miała troche niebieskawy kolor skóry, a jej babcia jeszcze bardziej, ale nigdy ją to nie zastanawiało bo to było dla niej normalne, widziała przecież je obie od urodzenia.
- Reasumując jesteś potomkinią rodu dżinów Knox. Należysz do tej samej rodziny co ja! - Powiedziała wesoło Nela. - To odpowiedź na wszystko. Różnisz się troszeczkę od innych dziewczyn, prawda? - Zagaiła a Abi nagle wiedziała o co chodzi. Czy inne dziewczyny stanęły do walki? tylko Abi miała tyle determinacji by sie postawić Jabarkasowi i reszcie orków, musiała dać przykład, by reszta dziewczyn też chwyciła za rękojmie miecza. Poza tym jej oczy... Zawsze zastanawiała ją jej złota obwódka wokół tęczówki ale uznała to za wybryk natury. Poza tym nie zawsze było ją widać tylko wtedy jak było ciemno.
- Jesteście podobni do mojej babci... - Powiedziała cicho Abi. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Czyli jednak nie jest sama? Nadal żyje ktoś z jej rodziny? Babcia nigdy nie opowiadała wiele o sobie ale Abi wiedziała, że pochodziła z bracady ale uciekła z niej bo zakochała się w jej dziadku i razem zamieszkali w stepach Krewlod. Zdecydowała się skrócić swoje życie i starzeć się normalnie żeby umrzeć w tym samym dniu co dziadek i Abi zawsze lubiła tą romantyczną historię... Ale babcia już nie żyła - została zabita przez siepaczy Jabarkasa.
- Ród Knox jest strażnikiem magii powietrza której element tkwi w każdym z nas. - Powiedziała Nela - Magii oczywiście może nauczyć się każdy - tu zerknęła nieznacznie w stronę Visdomira a ten obrócił głowę żachnięty - Ale krew dżinów wzmacnia naszą magię, dlatego niemal wszystkie znajdujemy się w Bracadzie. - Skończyła i teraz pałeczke przejeła Serena
- Zauważyłam że jesteś bardzo pojętna, niemal jak ja gdy byłam młoda. Nauczyłaś się walki bardzo szybko... Ale by zostać prawdziwą wojowniczką na tym świecie, brakuje ci jeszcze jednego. - Powiedziała Serena i wykonała ruchręką a wokół abi zjawił się dymek powietrza i szybko się rozpierzchł
- Twój potencjał magiczny jest naprawdę duży Abi - Powiedział Visdomir - sprawdziłem to poprzedniej nocy... I od razu wysłałem raport do Sereny. Jeśli nauczysz się władać magią i doszlifujesz swoje umiejętności walki będziesz jedną z najcenniejszych wojowniczek bracady. Ale oczywiście nie zrobimy nic bez twojej zgody. - przystanął naprzeciwko jej i patrzył na nią z góry prosto w oczy. Abi czuła że jej serce bije bardzo mocno... "Uspokój się!" - pomyślała sama do siebie i przygryzła wargę. Spojrzała na Thane'a i Nelę - wszyscy patrzyli na nią z nadzieją i zdecydowaniem. Ale ona zdecydowała już dawno temu. Zdecydowała tej nocy, w której wzięła fałszywy ślub z Jabarkasem. Zdecydowała się na zemste, a wszystko, co mogło jej pomóc w realizacji tego celu było dobrym pomysłem. Poza tym... Być może znalazła nową, dawno zgubioną rodzinę... I jeszcze Visdomir...
- Zostanę w bracadzie i chętnie nauczę się magii. Ale... - Wszyscy patrzyli na nią z oczekiwaniem
- Moim celem jest pomszczenie rodziny. Chcę tylko dopaść orków... - Nela się rozpromieniła
- Właśnie tego cię nauczymy Abi. Staniesz się najznakomitszą wojowniczką i moja w tym głowa bo jestem mistrzynią fechtunku! - Powiedziała Nela i wykonała kilka ciosów walki w powietrzu.
- Ja nauczę cię zaklęć gdy tylko wyzwolisz swoją moc powietrza, czym zajmie się Serena. - Powiedział do niej Thane
- Nie kradnij mojej kwesti! - żachnęła się Serena ale od razu się rozpromieniła - zaczniemy jak tylko się u nas zadomowisz. Wojna z twierdzą zbliża się wielkimi krokami i nie możemy czekać...
- Abi, czy jesteś zdecydowana by uczyć się u nas magii powietrza? - Zapytał dyrektor szkoły, Theodorus
- Jestem zdecydowana. - Odpowiedziała Abi
- Oficjalnie stajesz się studentką magii i czarodziejstwa szkoły Bracada! - Powiedział dyrektor i nagle wszystkie lampiony zapaliły się na żółto a w powietrzu pojawił się napis "Abigail Knox" po czym litery obróciły się w pył który obrócił się kilka razy wokół Abi i poszybował do góry.
- Okej Abi, teraz pokażę ci twój nowy pokój! A później musimy wyskoczyć na miasto i kupić ci trochę ciuchów bo pewnie nie masz za wiele fajnych - powiedziała wesoło Nela
- Przepraszam Abi, ale muszę na chwilę cię opuścić. Spotkamy się jak wszystko załatwicie dziewczyny! - Powiedział Visdomir i wyszedł z komnaty.
- Jesteś wolna na dziś Abi - powiedział Theodorus i Abi z Nelą opuściły komnatę.
***
Przez cały dzień buszowały na zakupach w Bracadzie i wzięły ze sobą Julke. Julka zamieszkała tuż koło zegara gremlinów w jednym ze zgrabnych domków. Mieli tutaj świetny targ na którym można było znaleźć wspaniałe ciuchy. Nela chciała wybrać dla Abi niebieską suknie ze złotym ornamentem w wijące kwiaty, ale Abi nie chciała takich ubrań. "Są niegodne dla wojowniczki" - myślała, wybierając dla siebie proste, brązowe spodnie i zwykłą czarną bluzę. Później Nela zaprowadziła Abi do Zamku. Okazało się że komnata Abi jest w jednej z pięknych wież z niebieskim dachem!
- Zamieszkasz razem ze mną w dormitorium bo jesteśmy w końcu rodziną! - Powiedziała Nela. - Oprócz mnie w tej wieży mieszka też Doris, mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie. Ma pokój tuż koło twojego i też jest z rodu Knox więc możesz uznać że to twoja daleka kuzynka. Zostawię cię na razie w spokoju bo musisz się zadomowić - Powiedziała Nela i odeszła robić swoje sprawy.
Abi była trochę zdezorientowana bo tak wiele stało się jednego dnia. "Jeszcze wczoraj myślałam że jestem sama na świecie a teraz oprócz przyjaciółek okazało się, że mam nawet rodzinę i... może miejsce, które mogłabym nazwać domem." - Myśląc to popchneła drzwi do swojej komnaty. Była niewielka ale bardzo przytulna. Strzeliste okno w bocznej ścianie wychodziło na jezioro naprzeciwko zamku z którego przypłyneli statkiem. Pod nim było miękkie łóżko z małym baldachimem a na przeciwległej ścianie były półki z książkami. na ścianie naprzeciwko okna był stolik i trzy krzesła. Ściany były kamienne ale to nie oddawało uroku komnacie. Abi zdjęła swoje nowe buty i usiadła bokiem na łóżku opierając się o parapet. Spoglądała na spokojną tafle jeziora i myślała o tym, co ją czeka...
"Wojowniczka Abi szybka jak wiatr..." - Podobała jej się ta wizja. "Gdy tylko zdobędę magię to będę mogła dokopać Jabarkasowi i jego bandzie!" - pomyślała triumfalnie a potem poszła spać. Nocą księzyc i gwiazdy pięknie odbijały się w jeziorze bracady...
cdn.
- Co się dzieje? - Spytała zdezorientowana Abi
- Biegniemy do gildii magów. Wczoraj w nocy wysłałem im sowe o tobie. - Odpowiedział Visdomir i mrugnoł okiem - Miałem racje że nie możesz być zwykłą dziewczyną ale zaraz się przekonamy
- Ale ja jestem zwykła o co ci chodzi - Zapytała Abi ale nie zdążyła zaprotestować bo Visdomir ją prawie wepchał do pięciostopniowego kolorowego budynku z dwoma wieżami po bokach. Abi obejrzała się wokół i zauważyła, że wszędzie są książki a na suficie jest narysowane niebieskie niebo z gwiazdami jak w kościele
- Teraz tędy! - Visdomir ją pociągnął a ona poleciała za nim oglądając się na cudowne przedmioty znajdujące się wokół. Wyczuwała tutaj coś... znajomego, ale nie mogła wymyślić, co to jest.
Weszli do większej komnaty i od razu podeszła do nich nowa osoba w jakimś turbanie.
- Już jesteście! Wreszcie mogę ją zobaczyć... Daj mi ją. - Powiedział głęboki ale też przyjemny i rezolutny męski głos.
- Nie!!! O co chodzi co wy chcecie mi zrobić??? - Abi sie wystraszyła bo zobaczyła łyskające z ciemności żółte oczy. "Podobne miał Jabarkas!" - zlękniona pomyślała
- Nie martw się, nie zrobię ci nic złego - Mężczyzna wyszedł z cienia i Abi nie spodziewała się tego co zobaczyła. Był ubrany w kolorowe szaty takie jak z arabii i miał turban na głowie z przymocowanym czerwonym diamentem na broszce, ale nie to przykuło jej uwagę. Nie zastanowił ją nawet żółty łańcuszek zawieszony na nosie. Abi westchneła z ulgą bo miała przed sobą dżina. Miał ostre rysy twarzy, całą niebieską skure, troche ostre uszy i fioletowe usta okolone ciemną brodą i wąsami ale małą a nie wielką
- Jezu ale sie wystraszyłam że tu są orki - odetchnęła Abi a chłopacy się zaśmiali
- Właśnie dlatego tu jesteś Abi. Jest w tobie coś specjalnego... co pomoże nam w walce z orkami i diabłami. - Powiedział dżin a ona wiedziała że musi mu zaufać
- O co chodzi?
- Choć głębiej do komnaty, tam czeka na ciebie... Dyrektor szkoły magii! - Powiedział Visdomir
- A ja jestem nauczycielem Zaklęć i mam na imie Thane - powiedział dżin z szelmowskim uśmiechem i dziarsko podał jej niebieską dłoń a ona nią potrząsła
- Miło mi cie poznać jestem Abi - Powiedziała Abi i weszli w trójke do środka
W komnacie był długi stół ale siedziało przy nim tylko 3 osoby. Byli to Theodorus, Nela i Serena. Theodorus był starym czarodziejem z siwą brodą i włosami i miał okulary-połówki zza których łyskał inteligentny zwrok. Nela była dżinem nieco ciemniejszym niż Thane, miała mocną budowę ciała i czarne włosy spięte na górze w koński ogon, a Serena miała kręcone brązowe włosy i wyglądała jak typowa czarodziejka bracady. Czarodzieje byli ubrani w magiczne szaty, ale ubrania Neli były dużo swobodniejsze.
- Abigail Knox, witam spowrotem w Bracadzie. - Powiedział Theodorus i powstał a za nim reszta. Abi obejrzała sie na Visdomira z wywaloną gębą ze zdziwienia a Thane stał koło niego z założonymi rękami i patrzył na nią z uśmiechem
- Że jak? - Spytała Abi wpatrzona w Visdomira. Co on wykombinował? Pomyślała abi
- Nie wiesz kim jesteś Abi? - zapytał Theodorus wpatrując się w nią zza okularów połówek. Abi czuła że to miejsce jest znajome, ale na pewno nigdy tu nie była. Babcia jej opowiadała o bracadzie, ale...
- Pozwól że ci wyjaśnie Abi. - Visdomir podszedł do niej i położył jej ręke na ramieniu a na jej policzkach natychmiast pojawił się pąs. "Dlaczego on tak się nabliża...?"
- W twoich żyła płynie błękitna krew. Dosłownie. Ale nie całkiem tylko jej ułamek. - Powiedział Visdomir a usta abi prawie padły do ziemi ze zdziwienia
- Coooo?
- Nie jesteś zdziwiona obecnością dżinów, prawda? - Porozumiewawczo mrugnęła Nela zza stołu. Tak, to była prawda. Mama Abi miała troche niebieskawy kolor skóry, a jej babcia jeszcze bardziej, ale nigdy ją to nie zastanawiało bo to było dla niej normalne, widziała przecież je obie od urodzenia.
- Reasumując jesteś potomkinią rodu dżinów Knox. Należysz do tej samej rodziny co ja! - Powiedziała wesoło Nela. - To odpowiedź na wszystko. Różnisz się troszeczkę od innych dziewczyn, prawda? - Zagaiła a Abi nagle wiedziała o co chodzi. Czy inne dziewczyny stanęły do walki? tylko Abi miała tyle determinacji by sie postawić Jabarkasowi i reszcie orków, musiała dać przykład, by reszta dziewczyn też chwyciła za rękojmie miecza. Poza tym jej oczy... Zawsze zastanawiała ją jej złota obwódka wokół tęczówki ale uznała to za wybryk natury. Poza tym nie zawsze było ją widać tylko wtedy jak było ciemno.
- Jesteście podobni do mojej babci... - Powiedziała cicho Abi. Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Czyli jednak nie jest sama? Nadal żyje ktoś z jej rodziny? Babcia nigdy nie opowiadała wiele o sobie ale Abi wiedziała, że pochodziła z bracady ale uciekła z niej bo zakochała się w jej dziadku i razem zamieszkali w stepach Krewlod. Zdecydowała się skrócić swoje życie i starzeć się normalnie żeby umrzeć w tym samym dniu co dziadek i Abi zawsze lubiła tą romantyczną historię... Ale babcia już nie żyła - została zabita przez siepaczy Jabarkasa.
- Ród Knox jest strażnikiem magii powietrza której element tkwi w każdym z nas. - Powiedziała Nela - Magii oczywiście może nauczyć się każdy - tu zerknęła nieznacznie w stronę Visdomira a ten obrócił głowę żachnięty - Ale krew dżinów wzmacnia naszą magię, dlatego niemal wszystkie znajdujemy się w Bracadzie. - Skończyła i teraz pałeczke przejeła Serena
- Zauważyłam że jesteś bardzo pojętna, niemal jak ja gdy byłam młoda. Nauczyłaś się walki bardzo szybko... Ale by zostać prawdziwą wojowniczką na tym świecie, brakuje ci jeszcze jednego. - Powiedziała Serena i wykonała ruchręką a wokół abi zjawił się dymek powietrza i szybko się rozpierzchł
- Twój potencjał magiczny jest naprawdę duży Abi - Powiedział Visdomir - sprawdziłem to poprzedniej nocy... I od razu wysłałem raport do Sereny. Jeśli nauczysz się władać magią i doszlifujesz swoje umiejętności walki będziesz jedną z najcenniejszych wojowniczek bracady. Ale oczywiście nie zrobimy nic bez twojej zgody. - przystanął naprzeciwko jej i patrzył na nią z góry prosto w oczy. Abi czuła że jej serce bije bardzo mocno... "Uspokój się!" - pomyślała sama do siebie i przygryzła wargę. Spojrzała na Thane'a i Nelę - wszyscy patrzyli na nią z nadzieją i zdecydowaniem. Ale ona zdecydowała już dawno temu. Zdecydowała tej nocy, w której wzięła fałszywy ślub z Jabarkasem. Zdecydowała się na zemste, a wszystko, co mogło jej pomóc w realizacji tego celu było dobrym pomysłem. Poza tym... Być może znalazła nową, dawno zgubioną rodzinę... I jeszcze Visdomir...
- Zostanę w bracadzie i chętnie nauczę się magii. Ale... - Wszyscy patrzyli na nią z oczekiwaniem
- Moim celem jest pomszczenie rodziny. Chcę tylko dopaść orków... - Nela się rozpromieniła
- Właśnie tego cię nauczymy Abi. Staniesz się najznakomitszą wojowniczką i moja w tym głowa bo jestem mistrzynią fechtunku! - Powiedziała Nela i wykonała kilka ciosów walki w powietrzu.
- Ja nauczę cię zaklęć gdy tylko wyzwolisz swoją moc powietrza, czym zajmie się Serena. - Powiedział do niej Thane
- Nie kradnij mojej kwesti! - żachnęła się Serena ale od razu się rozpromieniła - zaczniemy jak tylko się u nas zadomowisz. Wojna z twierdzą zbliża się wielkimi krokami i nie możemy czekać...
- Abi, czy jesteś zdecydowana by uczyć się u nas magii powietrza? - Zapytał dyrektor szkoły, Theodorus
- Jestem zdecydowana. - Odpowiedziała Abi
- Oficjalnie stajesz się studentką magii i czarodziejstwa szkoły Bracada! - Powiedział dyrektor i nagle wszystkie lampiony zapaliły się na żółto a w powietrzu pojawił się napis "Abigail Knox" po czym litery obróciły się w pył który obrócił się kilka razy wokół Abi i poszybował do góry.
- Okej Abi, teraz pokażę ci twój nowy pokój! A później musimy wyskoczyć na miasto i kupić ci trochę ciuchów bo pewnie nie masz za wiele fajnych - powiedziała wesoło Nela
- Przepraszam Abi, ale muszę na chwilę cię opuścić. Spotkamy się jak wszystko załatwicie dziewczyny! - Powiedział Visdomir i wyszedł z komnaty.
- Jesteś wolna na dziś Abi - powiedział Theodorus i Abi z Nelą opuściły komnatę.
***
Przez cały dzień buszowały na zakupach w Bracadzie i wzięły ze sobą Julke. Julka zamieszkała tuż koło zegara gremlinów w jednym ze zgrabnych domków. Mieli tutaj świetny targ na którym można było znaleźć wspaniałe ciuchy. Nela chciała wybrać dla Abi niebieską suknie ze złotym ornamentem w wijące kwiaty, ale Abi nie chciała takich ubrań. "Są niegodne dla wojowniczki" - myślała, wybierając dla siebie proste, brązowe spodnie i zwykłą czarną bluzę. Później Nela zaprowadziła Abi do Zamku. Okazało się że komnata Abi jest w jednej z pięknych wież z niebieskim dachem!
- Zamieszkasz razem ze mną w dormitorium bo jesteśmy w końcu rodziną! - Powiedziała Nela. - Oprócz mnie w tej wieży mieszka też Doris, mam nadzieję, że się zaprzyjaźnicie. Ma pokój tuż koło twojego i też jest z rodu Knox więc możesz uznać że to twoja daleka kuzynka. Zostawię cię na razie w spokoju bo musisz się zadomowić - Powiedziała Nela i odeszła robić swoje sprawy.
Abi była trochę zdezorientowana bo tak wiele stało się jednego dnia. "Jeszcze wczoraj myślałam że jestem sama na świecie a teraz oprócz przyjaciółek okazało się, że mam nawet rodzinę i... może miejsce, które mogłabym nazwać domem." - Myśląc to popchneła drzwi do swojej komnaty. Była niewielka ale bardzo przytulna. Strzeliste okno w bocznej ścianie wychodziło na jezioro naprzeciwko zamku z którego przypłyneli statkiem. Pod nim było miękkie łóżko z małym baldachimem a na przeciwległej ścianie były półki z książkami. na ścianie naprzeciwko okna był stolik i trzy krzesła. Ściany były kamienne ale to nie oddawało uroku komnacie. Abi zdjęła swoje nowe buty i usiadła bokiem na łóżku opierając się o parapet. Spoglądała na spokojną tafle jeziora i myślała o tym, co ją czeka...
"Wojowniczka Abi szybka jak wiatr..." - Podobała jej się ta wizja. "Gdy tylko zdobędę magię to będę mogła dokopać Jabarkasowi i jego bandzie!" - pomyślała triumfalnie a potem poszła spać. Nocą księzyc i gwiazdy pięknie odbijały się w jeziorze bracady...
cdn.
czwartek, 11 maja 2017
Rozdział VI - Dziewczyna w rejsie
Wojowniczka Abi wraz z kompanią dziewczyn i Visdomirem płynęła od paru godzin nieznaną rzeką w stronę Bracady. Słońce zaszło za horyzont i na niebie pokazał się księżyc w rogaliku. Wielość gwiazd na bezchmurnym niebie oczarowywała dziewczyny, które wpatrywały się w nie z ciekawością i rozmarzeniem, a wiele z nich wzdychało od ich piękna. Wiedziały, że teraz ich życie całkiem zmieni się na lepsze, niektóre z nich musiały zdecydować za siebie pierwszy raz, co było trudne gdy nauczyły się być niewolnicami i tylko usługiwać. Niektóre z nich były nawet troche osowiałe i wystraszone bo bały się, co je czeka. "To miejsce to rozstaje" - Pomyślała Abi patrząc na siedzące w różnych pozycjach dziewczyny. "Wiele z nich odejdzie na zawsze, z niektórymi nigdy już się nie spotkam. Choć przeżyłyśmy wspólne piekło, niektóre nie zapragną do niego powrócić w zemście, a staną się szczęśliwymi żonami i stworzą swoje gniazdo na ziemi..." - Oczy Abi zaszły lekką mgiełką gdy siedziała na dziobie i wpatrywała się w horyzont.
- Hej Abi czemu jesteś taka smutna - zagadała do niej Paula która siedziała z tiną i czesała jej włosy obok
- Nie mam już dokąd wrócić i nie wiem, co mnie czeka, a nas wszystkie czeka rozłonka. Choć nauczyłam was walki, sama przegrałam największą z nich. Nie potrafię pokonać niezdecydowania w moim sercu. - Powiedziała cicho Abi. Choć była wojowniczką, przecież jeszcze niedawno była tylko zwykłą dziewczyną. Chociaż zawsze wszyscy lubili jej słuchać i była ładna to przecież niczym się nie wyróżniała a teraz nie miała nawet dokąd wrócić. Może zgodzi się na ofertę Visdomira i zostanie przy nim... Ale... Czy na pewno chce porzucić plan zemsty? Zrezygnować z walki dla bespieczeństwa i spokoju gdy jej cała rodzina została zabita? Czy wtedy nie przegra?
- Nie myśl w taki sposób Abi. Pokazałaś nam że dziewczyny nie muszą być słabe tylko możemy walczyć o swoje. Dzięki tobie Abi znalazłam w sobie siłę do walki! - Wykrzykneła Paula a za nią wzniósł się okrzyk całego statku dziewczyn - Tak to prawda! - Krzykneły w przestrzeń
- Cieszę się że was mam. - Odpowiedziała Abi i wtuliła się w koc. Podszedł do niej Visdomir i usiadł obok.
- To dopiero początek - Powiedział w stronę abi i delikatnie nakierował swoją rękę tak żeby ją objąć. Abi czuła się troche głupio ale mu na to pozwoliła. Gdy poczuła dotyk męskiej dłoni Visdomira na swoim ramieniu to troche się zarumieniła i wydawało jej sie że rozchodzi się z niego delikatne ciepło do środka jej ciała - Nie martw się Abi bo wszystko się ułoży. W moim mieście wszyscy was powitają z radością.
- Dziękuje za... wszystko. - Odpowiedziała Abi i poczuła się bardzo senna. Powoli zamknęła oczy... "Co...?" - Zdążyła pomyśleć gdy padła. Visdomir siedział chwile w milczeniu koło niej gładząc wolną ręką swoją bródkę a później wstał i powiedział do Pauli
- Abi zasnęła. pomożesz mi ją wnieść do jej kajuty? - Paula przytaknęła i razem zataszczyli tam Abi a potem wróciła do Tiny. Światło w jej oknie długo jeszcze się świeciło, by zgasnąć dopiero nad ranem.
***
Rano wstał nowy dzień. Abi wstała dość późno nieco zmęczona i weszła na śniadanie. Ze zdziwieniem odkryła, że dziewczyny podzieliły się na dwie grupki, większą i mniejszą skupioną wokół Teri i Suzan.
- O co chodzi? - Zapytała Abi siadając do stołu i biorąc kromkę z serem białym i dżemem
- Postanowiłyśmy same rządzić swoim losem! - Powiedziała Suzan wgryzając się w swoją porcje
- Na następnym porcie wysiadamy. Pójdziemy do Bastionu i zamieszkamy tam a kilka dziewczyn chce iść z nami - dodała Teri. - Słyszałam że tam nikt nie traktuje dziewczyn jak niewolnic a zawsze chciałam mieszkać blisko lasu! W Bracadzie podobno cały czas pada śnieg! - gdy to powiedziała to dziewczyny wokół zrobiły demonstracyjne "brr" wstrząsając ciałem
- To nie tak że cię nie lubimy Abi. Pokazałaś nam wielką siłę i zdecydowanie do walki. Dzięki temu możemy wziąć sprawy w swoje ręce i kto wie może zostać niezależnymi wojowniczkami - Suzan mrugła okiem i zabrała się do pałaszowania śniadania
- Decyzja należy do was nie będę was zatrzymywała. Na zawsze będziemy już przyjaciółkami. - odpowiedziała Abi i poszła dalej. Skierowała się do stołu przy którym siedziała Tina i Paula, jak za dawnych czasów spedzonych u orków
- A wy co teraz zamierzacie? - Zapytała Abi siadając przed dziewczynami.
- Na początku miałyśmy płynąć z wami do Bracady ale... - Tina zamilkła a Paula podjęła jej watek
- Postanowilyśmy zostać niezależnymi wojowniczkami. Będziemy przemierzać kraine i walczyć z niesprawiedliwością oraz trenować by zemścić się w przyszłości na Jabarkasie i jego paczce. - Powiedziała zdecydowanie Paula wystawiając kawę na ławę
- Ale to nie znaczy że nie bedziemy się widywać!!! Będziemy do ciebie wpadać Abi. A gdy już zbierzemy siły i staniemy się dobrymi wojowniczkami to staniemy razem z tobą do walki przeciwko złu - dokończyła Tina. Okręt płynął dalej a Abi wpadła w zamyślenie. "One wszystkie jeszcze niedawno były bezwładne i nie mogły nic same zrobić. Co sprawiło że są takie silne? I dlaczego moje główne koleżanki chcą odejść..." Dokończyła smutno. Nie chciała tego ukazywać na wierzchu ale w środku czuła się osamotniona. Miała Visdomira ale znała go od niedawna a poza tym był chłopakiem. Z dziewczynami przeżyła bardzo wiele chwil w walce i na treningu więc się z nimi zżyła. Wiedziała jednak że musi się z nimi rozstać.
- Gdzie jest Visdomir? Nie widziałam go odkąd wstałam - powiedziała Abi zdezorientowana. Tina zastanowiła się chwile ale paula odpowiedziała za nią
- Przecież był z tobą w komnacie, prawda? - "Co? Nie przypominam sobie tego!" - Pomyślała Abi i wtedy nagle drzwi do pokoju sternika się otwarły i trzasły o ściane
- Wszystkie dziewczyny, które chcą jechać do AvLee niech ustawią się przy wyjściu ze statku! Delegacja elfów już na was czeka w szarej przystani. - Powiedział Visdomir wzmocnionym głosem i zszedł po schodach. Abi chciała go znaleźć w tłumie dziewczyn ale wiedziała, że teraz czeka ją coś ważniejszego. Musi pożegnać przyjaciółki bo ich drogi tu się rozchodzą.
***
- Trzymaj się Paula! - Abi objęła przyjaciółkę z którą pokonała Krellion. Jednak prawie połowa dziewczyn ze statku postanowiła iść do elfów - dowiedziały się o wiecznej zimie w Bracadzie.
- Będziemy do ciebie pisać! Na pewno niedługo się zobaczymy! - odkrzyknęła Tina i wsiadły na konie a potem pogalopowały na przodzie grupy. Statek odbił od brzegu i kontynuował swój rejs. Abi ze smutkiem odwróciła się i weszła na górę statku a potem siadła na dziobie. Ze szczęściem odkryła, że jednak nie jest sama!
- Hej Abi - powiedziała krótkowłosa dziewczyna siadając obok niej. To była Julka! Jednak nie poszła z dziewczynami do elfów!
- Cieszę się że przy mnie zostałaś. Inaczej nie miałabym nikogo znajomego w Bracadzie - powiedziała Abi
- Spodoba ci się tam! - Powiedziała wesoło Julka a Abi sie zdziwiła
- Wiesz jak tam jest???
- Mieszkałam tam zanim mnie porwali! - I dziewczyny zaczeły gadać o nowym mieście. Abi dowiedziała się że są tam piękne pawilony i greckie świątynie na wzgurzach a na środku wielki strzelisty zamek z niebieskimi wieżami. Znajdowały się tam też fabryki golemów i gargulców i najpojemniejsza gildia magów w całym znanym świecie. W Bracadzie wszyscy wojownicy oprócz walki uczyli się też magii żeby być bardziej skutecznymi w walce. Nagle Abi zauważyła, że robi się coraz zimniej i z nieba zaczyna pruszyć delikatny śnieg.
- Powoli dopływamy! - Krzyknął Visdomir gdzieś z tyłu. "Dlaczego nie odzywa się do mnie od samego rana? Dlaczego mnie unika?" - Zastanowiła się Abi. "Muszę sama się tego dowiedzieć." i z tą myślą wstała i poleciała do niego. Zastała go w gabinecie gdzie porządkował swoje księgi i się pakował
- Słuchaj Abi, za chwile dotrzemy do Bracady. Pójdziesz od razu ze mną i nie mamy wiele czasu na wyjaśnienia. Musze cię do kogoś zaprowadzić. - Powiedział Visdomir a Abi się zdziwiła. Nagle ogarnął ją wielki strach. Co jeśli on kłamie od samego początku i... chce ją tylko dla siebie tak jak Jabarkas? "Nie, nie może tak być" - Abi potrząsnęła głową żeby pozbyć się iluzji. Nie chciała wierzyć w taką wersje wydarzeń
- A co z dziewczynami? - Zapytała Abi
- Wszyscy już wiedzą o waszym przybyciu. Bohaterowie Bracady będa przygotowani żeby rozlokować twoje koleżanki w mieście więc nie musisz się o nie martwić - Mówiąc to nie odwracał zwroku od starożytnych zwojów magii. "Coś tu nie gra" pomyślała Abi, ale na razie wzruszyła tylko ramionami i wyszła z kajuty. Musi poczekać na rozwój wypadków.
Wychodząc na zewnątrz spojrzała przed siebie i ujrzała widok o którym mówiła jej przed chwilą Julka teraz stojąca na dziobie w entuzjaźmie. Wielkie, murowane strzeliste wieże o niebieskich dachach znikały niemal w chmurach a budowle magiczne na stoku góry zdawały się być jak z bajki. Wszystko to było pokryte delikatnym śniegiem a z fabryk wznosił się magiczny dym. Tuż obok niej nagle pojawił się Visdomir. Wziął ją za rękę
- Proszę bardzo witam w moim mieście! - razem zeszli po schodkach i stanęli na nowej ziemi a właściwie śniegu. "Nowy etap mojego życia właśnie się rozpoczyna... co tu mnie czeka?" - Pomyślała Abi i spojrzała w zielone oczy Visdomira. Były zdecydowane i patrzyły przed siebie, ale Abi poczuła coś w środku. Mogłaby patrzeć tak na niego godzinami.
- Od chwili wkroczenia na tą ziemię jesteście wolne! Wszystkie dawne niewolnice otrzymują teraz prawa człowieka i są niezależne od dawnych panów! Wszystkie obowiązki które wam dali są usunięte! - Krzyknął jakiś facet na przodzie i Abi z zaskoczeniem zauważyła że jest cały niebieski.
" To tak jak moja..." Pomyślała Abi, ale nie zdążyła dokończyć, bo Visdomir zwrócił w nią swoją twarz i chwile stali zanurzając nawzajem w sobie swoje oczy
- Chodź, Abi. Za chwilę wszystko zrozumiesz. - Nie mogła nic zrobić - musiała mu się poddać nawet z racji jego urody. Pobiegli razem drogą w stronę fortecy. Co czeka na Abi w tym dziwnym miejscu?
cdn.
poniedziałek, 8 maja 2017
Rozdział V - Dziewczyna w płomieniach
Wojowniczka Abi była spryciulą. Wszyscy myśleli, że od bezpośredniego uderzenia wielką włochatą pięścią Crag Hacka zatraciła swoją świadomość ale to się nie stało. Abi udawała od samego początku i ciągle była przytomna, nawet wtedy, kiedy Krellion ciągła ją po kamieniach schodząc z Twierdzy. Słyszała dziewczyny które w nią wierzyły i które nauczyły się walki dzięki jej treningowi, ale nie bała się o nie bo wiedziała, że dadzą sobie radę. Były silne i znały wiele walecznych technik, a niektóre z nich, takie jak Teri nawet prawie ją przewyższały w walce. Miała nadzieje, że nic sie nie stanie Pauli i Julce oraz Visdomirowi, bo wiedziała, że na pewno podążą za nią gdziekolwiek zawlecze ją Krellion. Ale Abi nie miała stalowych nerwów. Była trochę wystraszona bo nie wyobrażała sobie stania przywiązaną do palika gdy płomienie podchodzą już do nóg i niewiele chwil ją dzieli od chwili śmierci. Ale miała już plan ucieczki. Nagle jednak całe jej ciało podskoczyło na wielkim kamieniu
- Uhmm!!! - Jęknęła Abi uderzając o głaz
- Oooo!!! Księżniczka otworzyła oczy? - Krellion wyszczerzyła się do niej w paskudnym uśmiechu. Nie miała kilku zębów od kopniaka Abi, z czego młoda wojowniczka była naprawdę dumna.
- Księżniczka nie może się doczekać gdy zła księżna zamknie swe oczy na wieki - odpowiedziała Abi sponiewierając Krellion złym zwrokiem
- Taka jesteś pyskata? Zmienisz zdanie gdy zobaczysz... To! - W tej chwili dwaj orkowie pomagierowie popchnęli ciało Abi do góry i stanęła na swoich nogach. Ujrzała dziedziniec przed ratuszem i dwie brudne fontanny serwujące picie dla orków. Ona nigdy nie łyknęła nawet łyka tej wody, bo wiedziała, że jest brudna i orkowie się w niej też myją. Nie skupiła się jednak na fontannach bo zobaczyła nowy element wystroju. Na środku, pomiędzy wielkimi fontannami stał stos i wielki pal, do którego miała zostać przywiązana abi. drewienka wokół niego były już zręcznie poukładane, pozostało tylko podłożenie ognia. Na dziedzińcu gromadziło się coraz więcej gapiów, którzy oczekiwali brutalnego widowiska. Abi obejrzała się wokół siebie i ujrzała przemykające cienie za budynkiem Chaty. Czy to może....?
- Ałaaa! Uspokójcie się to boli!!! - krzyknęła, kiedy jeden z orków pociągnął ją za włosy
- Hehehe może zetniemy te piękne złote loki na pamiątke dla Jabarkasa? - Zasyczał jeden a z jego paszczy wydobyły się bąble śliny i osadziły się na ciemnozielonych ustach
- Fuuu!! Zostawcie moje włosy świnie bo pożałujecie! - Ryknęła Abi i zaczęła się wyrywać, ale była zakleszczona na amen. Nie płakała, gdy orkowie obcięli jej włosy tuż przy skórze. "Jeszcze się za to zemszczę... Dodam to do reszty krzywd, które mi wyrządziliście... I odpłacę pięknym za nadobne." - Myślała Abi, ale jej twarz pozostała niezwruszona. W ten sposób ukazała swoją odwagę i zaciętość i to, że nie jest zwykłą, płaczliwą dziewczyną. Skończyła nią być już dawno temu - wtedy, gdy po raz pierwszy złapała za ostrze miecza. Obcięta na jeża Abi wyglądała niemal jak chłopak, ale to nie zmieniło tego, że nadal promieniowała urodą. Nie straciła swojej kobiecości, krótka fryzura tylko ją podkreśliła. Teraz wyglądała jak wojowniczka... Abi była prowadzona do stosu. Orkowie wokół coraz głośniej wyli i bębnili w swoje tarcze, krzycząc "Na stos! Na stos!" W końcu stanęła przed nim i wszyscy zamilkli.
- Niewolnica Abigail, branka Jabarkasa, zostaje skazana na śmierć poprzez całospalenie na stosie. Jej winy to: podżeganie do buntu przeciwko władzy Twierdzy: Wielkiego Crag Hacka dowódcy wojsk Krewlodu, jego prawej ręki Jabarkasa Groźnego, zabójcy książąt i lewej ręki Krellion, Egzekutora Twierdzy, czyli mnie! - Ryknęła Krellion stojąc na podwyższeniu. Wszyscy orkowie zabębnili trzy razy w swoje tarcze krzycząc:
- Śmierć! Krew! Ogień!
Krzyki zdawały się narastać i Abi nie mogła już ich słuchać. Choć widziała już wiele, nie mogła uwierzyć w brutalność i nieludzkość orków. Dlaczego oni są tacy źli i wyrządzają cierpienie niewinnym? - pomyślała zgryźliwie Abi pochylając głowę.
- Teraz zedrzyjcie z niej to, co litościwie od nas otrzymała! - Ryknęła Krellion, Orkowie znów zabębnili i krzyknęli trzy słowa, a dwoje strażników podeszło do Abi i zdarło z niej byle jaką suknie, którą musiała nosić w Twierdzy. Teraz Abi była w samej bieliźnie, naga naprzeciwko trybunału, odziana tylko w swą winę. Ale czy chęć wyzwolenia niewinnych była winą? Abi czuła, że postąpiła słusznie. Orkowie poprowadzili ją po stopniach, minęli stosy skrzętnie ułożonego drewna, które niebawem miało stać się przyczyną jej śmierci. Ale czy na pewno?
Abi została przywiązana za ręce do górnej części palu. jej nogi wisiały luzem, a ciało wyginało się lśniąc w słońcu. Zobaczyła, jak jeden z orków podpala pochodnie i podchodzi do najbliższego stosu drewna.
- Sprawiedliwości staje się zadość! - Ryknęła Krellion i pochodnia poleciała w drewna, które od razu się zapaliły.
- Sprawiedliwość dla kogo??? Dla panów niewolników i najeźdźców??? Dla tych, co stoją wyżej od nas, gdy jesteśmy takimi samymi ludźmi? Ja pragnę innej sprawiedliwości i ona się dokona, bo zło zawsze musi zostać przezwyciężone! Sprawiedliwości ubogich i uciśnionych, sprawiedliwości niewolnic! A ta sprawiedliwość zawiera w sobie wasze ścięte głowy! - Wykrzyknęła Abi kierując swój zwrok w skrzywioną twarz wojownika. Twarz Crag Hacka zrobiła się czerwona ze złości i już miał coś wykrzyczeć, gdy nagle...
Nagle wszyscy usłyszeli wielki huk! Abi szybko obejrzała się w stronę, z której dochodził, a była to gildia magów... A raczej to, co z niej pozostało. Cały budynek eksplodował a jego odłamki leciały w stronę wioski goblinów. Wielki dym wzniósł się w niebo i zaczął z niesamowitą szybkością opadać w stronę zgromadzenia. "To moja szansa!" pomyślała Abi. Nie pozostało już wiele czasu, bo prawie czuła liżące płomienie.
- Ataaak! Orkowie, szykujcie się do walki! Ktoś przeprowadza desant na Twierdze! - Nagle usłyszała krzyki i zrobił się wielki chaos. Crag Hack i jego obstawa zerwali się z miejsca i wszyscy zaczęli biegać we wszystkie strony - nikt nie zwracał uwagi na to, co robi Abi. Ona zręcznie oparła stopy o pal, podciągnęła się i odbiła, wykonując półsalto w powietrzu. teraz kucała na szczycie pala i kombinowała, jak rozciąć więzy krępujące jej przywiązane dłonie. Pomogła sobie zębami i po wyswobodzeniu jednej ręki było już łatwiej. Szybko odwiązała drugą i stanęła na palu. Przed nią roztaczał się widok na cały zgiełk ogarnięty dymem. Abi zdziwiła się, bo dym oblegał tylko wioskę goblinów i okolice ratusza, wszędzie indziej było niebieskie niebo. "To musi być jakaś sztuczka Visdomira!" Pomyślała Abi z radością. Pod nią szalały płomienie, a jakby w nie wskoczyła, to od razu by się spaliła. Musiała znaleźć inną drogę ucieczki. Obejrzała się wokół siebie i zauważyła fontanny pełne brudnej wody. Nie chciała tego robić, ale wiedziała, że to jej jedyna nadzieja.
- Raz kozie śmierć! - krzyknęła Abi i obracając się z całej siły odbiła się od palu. Poszybowała w powietrzu i spadła prosto w środek fontanny "na bombę", po czym wynurzyła się z cuchnącej wody i szybko podpłynęła do brzegu. Nikt jej nie widział, bo orkowie tarasili się nawzajem. Nagle zauważyła przed sobą... rękę!
- Visdomir, to naprawdę ty! - Krzyknęła uradowana Abi i podała mu swoją smukłą dłoń. Czarodziej odchylił się do tyłu z cichym stęknięciem i wydobył dziewczynę z wody. Ta od razu rzuciła mu się w objęcia i poczuła twarde mięśnie pod lekką tuniką.
- Dziękuję, że po mnie przyszedłeś! - Ale od razu poczuła, jak jej twarz ogarnia pąs i zawstydzona odepchnęła się od niego. Nie mogła ukazywać słabości w takiej chwili! Nagle zauważyła Tinę i Paulę, które stały tuż za Visdomirem z szelmowskimi uśmiechami
- To wasza sprawka? - Spytała Abi ogarniając ręką chaos w twierdzy. Orkowie wbiegali na siebie, rozwalali budynki i byli zdezorientowani. Crag Hack i inni dowódcy próbowali ogarnąć sytuacje, ale bez skutku.
- Nie mamy czasu na pytania ale tak, to my! Paula i Visdomir podłożyli magiczną pułapkę pod gildię magów, to ona wywołała eksplozję. Ale teraz uciekajmy do statku zanim zauważą, że na stosie brakuje najważniejszej rzeczy! - Powiedziała wesoło Tina i zwróciła swój zwrok na stos. Abi też to zrobiła i zobaczyła, że płomienie pochłonęły już go całego. Może... Orkowie będą myśleć, że Abi jest martwa? "Wrócę po głowę Jabarkasa nawet zza grobu!" - pomyślała chytrze Abi.
***
Abi i reszta drużyny bardzo szybko znaleźli się poza granicami twierdzy. Minęli kilka drzew i nagle znaleźli się przy rzece. Abi spojrzała na wielki statek, który zdawał się unosić niemal nad wodą. Uradowana dostrzegła, że cały pokład wypełniają dziewczyny, które jeszcze przed chwilą były niewolnicami, a teraz będą mieć szansę na rozpoczęcie nowego życia, tym razem u boku mężczyzny, którego wybiorą sobie same.
- To statek Zamku napędzany magią Bracady, miasta czarodziejów, do którego popłyniemy. Tam ukryją się dziewczyny a my... - Urwał Visdomir i spojrzał na Abi. Ta trochę się zaczerwieniła ale odpowiedziała:
- Też popłynę do Bracady, moja cała rodzina została wyrżnięta przez Jabarkasa. Nie mam gdzie wrócić... - Spuściła zwrok i zasmuciła się, ponieważ to była prawda. Abi pozostała sama - nie miała żadnej bliskiej osoby, żadnej rodziny, do której mogła wrócić. Jej miejsce na ziemi zostało zniszczone przez najazd Jabarkasa - jedyne co jej zostało, to zemsta na nim. Visdomir zauważył, że się zasmuciła i pogładził ją po głowie, która była krótko ścięta. Okrył ją też swoją peleryną, ponieważ Abi nie miała na sobie sukni.
- Gdy już dotrzemy, dostaniesz wszystko, czego zapragniesz. Cały rynsztunek i darmowe lekcje walki oraz... - Visdomir zastanowił się, czy wymówić to słowo... Ale zrobił to. - Oraz magii. Wyczuwam w tobie duży potencjał. Chodźmy już, nie możemy tu dłużej marudzić. - Weszli na statek i Abi została wesoło powitana przez wszystkie niewolnice.
- Abi, ty żyjesz!!! Jestem taka szczęśliwa, że udało się nam wszystkim! - Krzyknęła Julka i objęła Abi. Visdomir zszedł do kajuty i nakazał, by statek zaczął płynąć. Chwile radości jednak przerwał dźwięk ptaków...
- To roki! Spójrzcie! - krzyknęły niektóre z dziewczyn patrząc w niebo.
Jabarkas razem z Shivą przyleciał na roku i wylądował na pobliskiej górze. Wiedział jednak, że z tej odległości nic nie zrobi dziewczynom i nie mógł zaatakować statku, bo to by była dla niego pewna śmierć.
- AAAAAAWRRRUK! - Ryknął ze złości wznosząc swoje żółte szpony do nieba. - JESZCZE SIĘ POLICZYMY, WSTRĘTNY BRACADCZYKU! ZABRAŁEŚ NASZE DZIEWCZYNY, MY ZABIERZEMY WASZE ŻYCIE! ZAPAMIĘTAJ TO! CRAG HACK WŁAŚNIE PODPISUJE AKT WOJNY PRZECIWKO WAM! - Krzyknął z całej siły tak, że bez żadnych wątpliwości wszyscy na statku to usłyszeli. "On nie wie, że nie jestem martwa" - Pomyślała Abi z satysfakcją.
Statek popłynął dalej a słońce zaczęło zachodzić. Dziewczyny długo jeszcze widziały dymy wznoszące się z miejsca, gdzie w górach była ukryta Twierdza. Już nigdy tam nie wrócimy! - myślały. "Na pewno nie jako niewolnice, ale być może jako mścicielki... " - dodała w myślach Abi. Stojąc obok Visdomira na dziobie statku wpatrywała się w horyzont, oczekując przyszłości, która miała ją spotkać.
cdn.
- Uhmm!!! - Jęknęła Abi uderzając o głaz
- Oooo!!! Księżniczka otworzyła oczy? - Krellion wyszczerzyła się do niej w paskudnym uśmiechu. Nie miała kilku zębów od kopniaka Abi, z czego młoda wojowniczka była naprawdę dumna.
- Księżniczka nie może się doczekać gdy zła księżna zamknie swe oczy na wieki - odpowiedziała Abi sponiewierając Krellion złym zwrokiem
- Taka jesteś pyskata? Zmienisz zdanie gdy zobaczysz... To! - W tej chwili dwaj orkowie pomagierowie popchnęli ciało Abi do góry i stanęła na swoich nogach. Ujrzała dziedziniec przed ratuszem i dwie brudne fontanny serwujące picie dla orków. Ona nigdy nie łyknęła nawet łyka tej wody, bo wiedziała, że jest brudna i orkowie się w niej też myją. Nie skupiła się jednak na fontannach bo zobaczyła nowy element wystroju. Na środku, pomiędzy wielkimi fontannami stał stos i wielki pal, do którego miała zostać przywiązana abi. drewienka wokół niego były już zręcznie poukładane, pozostało tylko podłożenie ognia. Na dziedzińcu gromadziło się coraz więcej gapiów, którzy oczekiwali brutalnego widowiska. Abi obejrzała się wokół siebie i ujrzała przemykające cienie za budynkiem Chaty. Czy to może....?
- Ałaaa! Uspokójcie się to boli!!! - krzyknęła, kiedy jeden z orków pociągnął ją za włosy
- Hehehe może zetniemy te piękne złote loki na pamiątke dla Jabarkasa? - Zasyczał jeden a z jego paszczy wydobyły się bąble śliny i osadziły się na ciemnozielonych ustach
- Fuuu!! Zostawcie moje włosy świnie bo pożałujecie! - Ryknęła Abi i zaczęła się wyrywać, ale była zakleszczona na amen. Nie płakała, gdy orkowie obcięli jej włosy tuż przy skórze. "Jeszcze się za to zemszczę... Dodam to do reszty krzywd, które mi wyrządziliście... I odpłacę pięknym za nadobne." - Myślała Abi, ale jej twarz pozostała niezwruszona. W ten sposób ukazała swoją odwagę i zaciętość i to, że nie jest zwykłą, płaczliwą dziewczyną. Skończyła nią być już dawno temu - wtedy, gdy po raz pierwszy złapała za ostrze miecza. Obcięta na jeża Abi wyglądała niemal jak chłopak, ale to nie zmieniło tego, że nadal promieniowała urodą. Nie straciła swojej kobiecości, krótka fryzura tylko ją podkreśliła. Teraz wyglądała jak wojowniczka... Abi była prowadzona do stosu. Orkowie wokół coraz głośniej wyli i bębnili w swoje tarcze, krzycząc "Na stos! Na stos!" W końcu stanęła przed nim i wszyscy zamilkli.
- Niewolnica Abigail, branka Jabarkasa, zostaje skazana na śmierć poprzez całospalenie na stosie. Jej winy to: podżeganie do buntu przeciwko władzy Twierdzy: Wielkiego Crag Hacka dowódcy wojsk Krewlodu, jego prawej ręki Jabarkasa Groźnego, zabójcy książąt i lewej ręki Krellion, Egzekutora Twierdzy, czyli mnie! - Ryknęła Krellion stojąc na podwyższeniu. Wszyscy orkowie zabębnili trzy razy w swoje tarcze krzycząc:
- Śmierć! Krew! Ogień!
Krzyki zdawały się narastać i Abi nie mogła już ich słuchać. Choć widziała już wiele, nie mogła uwierzyć w brutalność i nieludzkość orków. Dlaczego oni są tacy źli i wyrządzają cierpienie niewinnym? - pomyślała zgryźliwie Abi pochylając głowę.
- Teraz zedrzyjcie z niej to, co litościwie od nas otrzymała! - Ryknęła Krellion, Orkowie znów zabębnili i krzyknęli trzy słowa, a dwoje strażników podeszło do Abi i zdarło z niej byle jaką suknie, którą musiała nosić w Twierdzy. Teraz Abi była w samej bieliźnie, naga naprzeciwko trybunału, odziana tylko w swą winę. Ale czy chęć wyzwolenia niewinnych była winą? Abi czuła, że postąpiła słusznie. Orkowie poprowadzili ją po stopniach, minęli stosy skrzętnie ułożonego drewna, które niebawem miało stać się przyczyną jej śmierci. Ale czy na pewno?
Abi została przywiązana za ręce do górnej części palu. jej nogi wisiały luzem, a ciało wyginało się lśniąc w słońcu. Zobaczyła, jak jeden z orków podpala pochodnie i podchodzi do najbliższego stosu drewna.
- Sprawiedliwości staje się zadość! - Ryknęła Krellion i pochodnia poleciała w drewna, które od razu się zapaliły.
- Sprawiedliwość dla kogo??? Dla panów niewolników i najeźdźców??? Dla tych, co stoją wyżej od nas, gdy jesteśmy takimi samymi ludźmi? Ja pragnę innej sprawiedliwości i ona się dokona, bo zło zawsze musi zostać przezwyciężone! Sprawiedliwości ubogich i uciśnionych, sprawiedliwości niewolnic! A ta sprawiedliwość zawiera w sobie wasze ścięte głowy! - Wykrzyknęła Abi kierując swój zwrok w skrzywioną twarz wojownika. Twarz Crag Hacka zrobiła się czerwona ze złości i już miał coś wykrzyczeć, gdy nagle...
Nagle wszyscy usłyszeli wielki huk! Abi szybko obejrzała się w stronę, z której dochodził, a była to gildia magów... A raczej to, co z niej pozostało. Cały budynek eksplodował a jego odłamki leciały w stronę wioski goblinów. Wielki dym wzniósł się w niebo i zaczął z niesamowitą szybkością opadać w stronę zgromadzenia. "To moja szansa!" pomyślała Abi. Nie pozostało już wiele czasu, bo prawie czuła liżące płomienie.
- Ataaak! Orkowie, szykujcie się do walki! Ktoś przeprowadza desant na Twierdze! - Nagle usłyszała krzyki i zrobił się wielki chaos. Crag Hack i jego obstawa zerwali się z miejsca i wszyscy zaczęli biegać we wszystkie strony - nikt nie zwracał uwagi na to, co robi Abi. Ona zręcznie oparła stopy o pal, podciągnęła się i odbiła, wykonując półsalto w powietrzu. teraz kucała na szczycie pala i kombinowała, jak rozciąć więzy krępujące jej przywiązane dłonie. Pomogła sobie zębami i po wyswobodzeniu jednej ręki było już łatwiej. Szybko odwiązała drugą i stanęła na palu. Przed nią roztaczał się widok na cały zgiełk ogarnięty dymem. Abi zdziwiła się, bo dym oblegał tylko wioskę goblinów i okolice ratusza, wszędzie indziej było niebieskie niebo. "To musi być jakaś sztuczka Visdomira!" Pomyślała Abi z radością. Pod nią szalały płomienie, a jakby w nie wskoczyła, to od razu by się spaliła. Musiała znaleźć inną drogę ucieczki. Obejrzała się wokół siebie i zauważyła fontanny pełne brudnej wody. Nie chciała tego robić, ale wiedziała, że to jej jedyna nadzieja.
- Raz kozie śmierć! - krzyknęła Abi i obracając się z całej siły odbiła się od palu. Poszybowała w powietrzu i spadła prosto w środek fontanny "na bombę", po czym wynurzyła się z cuchnącej wody i szybko podpłynęła do brzegu. Nikt jej nie widział, bo orkowie tarasili się nawzajem. Nagle zauważyła przed sobą... rękę!
- Visdomir, to naprawdę ty! - Krzyknęła uradowana Abi i podała mu swoją smukłą dłoń. Czarodziej odchylił się do tyłu z cichym stęknięciem i wydobył dziewczynę z wody. Ta od razu rzuciła mu się w objęcia i poczuła twarde mięśnie pod lekką tuniką.
- Dziękuję, że po mnie przyszedłeś! - Ale od razu poczuła, jak jej twarz ogarnia pąs i zawstydzona odepchnęła się od niego. Nie mogła ukazywać słabości w takiej chwili! Nagle zauważyła Tinę i Paulę, które stały tuż za Visdomirem z szelmowskimi uśmiechami
- To wasza sprawka? - Spytała Abi ogarniając ręką chaos w twierdzy. Orkowie wbiegali na siebie, rozwalali budynki i byli zdezorientowani. Crag Hack i inni dowódcy próbowali ogarnąć sytuacje, ale bez skutku.
- Nie mamy czasu na pytania ale tak, to my! Paula i Visdomir podłożyli magiczną pułapkę pod gildię magów, to ona wywołała eksplozję. Ale teraz uciekajmy do statku zanim zauważą, że na stosie brakuje najważniejszej rzeczy! - Powiedziała wesoło Tina i zwróciła swój zwrok na stos. Abi też to zrobiła i zobaczyła, że płomienie pochłonęły już go całego. Może... Orkowie będą myśleć, że Abi jest martwa? "Wrócę po głowę Jabarkasa nawet zza grobu!" - pomyślała chytrze Abi.
***
Abi i reszta drużyny bardzo szybko znaleźli się poza granicami twierdzy. Minęli kilka drzew i nagle znaleźli się przy rzece. Abi spojrzała na wielki statek, który zdawał się unosić niemal nad wodą. Uradowana dostrzegła, że cały pokład wypełniają dziewczyny, które jeszcze przed chwilą były niewolnicami, a teraz będą mieć szansę na rozpoczęcie nowego życia, tym razem u boku mężczyzny, którego wybiorą sobie same.
- To statek Zamku napędzany magią Bracady, miasta czarodziejów, do którego popłyniemy. Tam ukryją się dziewczyny a my... - Urwał Visdomir i spojrzał na Abi. Ta trochę się zaczerwieniła ale odpowiedziała:
- Też popłynę do Bracady, moja cała rodzina została wyrżnięta przez Jabarkasa. Nie mam gdzie wrócić... - Spuściła zwrok i zasmuciła się, ponieważ to była prawda. Abi pozostała sama - nie miała żadnej bliskiej osoby, żadnej rodziny, do której mogła wrócić. Jej miejsce na ziemi zostało zniszczone przez najazd Jabarkasa - jedyne co jej zostało, to zemsta na nim. Visdomir zauważył, że się zasmuciła i pogładził ją po głowie, która była krótko ścięta. Okrył ją też swoją peleryną, ponieważ Abi nie miała na sobie sukni.
- Gdy już dotrzemy, dostaniesz wszystko, czego zapragniesz. Cały rynsztunek i darmowe lekcje walki oraz... - Visdomir zastanowił się, czy wymówić to słowo... Ale zrobił to. - Oraz magii. Wyczuwam w tobie duży potencjał. Chodźmy już, nie możemy tu dłużej marudzić. - Weszli na statek i Abi została wesoło powitana przez wszystkie niewolnice.
- Abi, ty żyjesz!!! Jestem taka szczęśliwa, że udało się nam wszystkim! - Krzyknęła Julka i objęła Abi. Visdomir zszedł do kajuty i nakazał, by statek zaczął płynąć. Chwile radości jednak przerwał dźwięk ptaków...
- To roki! Spójrzcie! - krzyknęły niektóre z dziewczyn patrząc w niebo.
Jabarkas razem z Shivą przyleciał na roku i wylądował na pobliskiej górze. Wiedział jednak, że z tej odległości nic nie zrobi dziewczynom i nie mógł zaatakować statku, bo to by była dla niego pewna śmierć.
- AAAAAAWRRRUK! - Ryknął ze złości wznosząc swoje żółte szpony do nieba. - JESZCZE SIĘ POLICZYMY, WSTRĘTNY BRACADCZYKU! ZABRAŁEŚ NASZE DZIEWCZYNY, MY ZABIERZEMY WASZE ŻYCIE! ZAPAMIĘTAJ TO! CRAG HACK WŁAŚNIE PODPISUJE AKT WOJNY PRZECIWKO WAM! - Krzyknął z całej siły tak, że bez żadnych wątpliwości wszyscy na statku to usłyszeli. "On nie wie, że nie jestem martwa" - Pomyślała Abi z satysfakcją.
Statek popłynął dalej a słońce zaczęło zachodzić. Dziewczyny długo jeszcze widziały dymy wznoszące się z miejsca, gdzie w górach była ukryta Twierdza. Już nigdy tam nie wrócimy! - myślały. "Na pewno nie jako niewolnice, ale być może jako mścicielki... " - dodała w myślach Abi. Stojąc obok Visdomira na dziobie statku wpatrywała się w horyzont, oczekując przyszłości, która miała ją spotkać.
cdn.
piątek, 5 maja 2017
SLayer Caleb - Prolog
PROLOG
Caleb,
ostatni z plemienia Slayerów, popatrzył w dal
- O czym myslisz, Calebie? – spytał jego towarzysz Shtash,
wysoki, ciemnowłosy o skórze koloru ciemnego piwa z pianką, jego umięśnione
ciało błyszczało wśród śniegu pokrywającego Lew’dar.
- Myślę o Elizabeth – odpowiedział Caleb, równie wysoki ale
przystojniejszy, co może wydac się dziwne bo Stash tez był przystojny, ale
Caleb bardziej. Jego blond, jasne niczym promienie słońca włosy związane miał w
dlugi warkocz który sięgał aż do jego umięśnionych, jędrnych pośladków. Jego
naoliwione ciało ochraniał tylko strzep wilczej skóry zawieszonej wokół pasa.
- Musisz o niej zapomniec – powiedział Shtash
- Wiem – powiedział Caleb – ale nie umiem.
***
GDy
przybyli do wioski Shtash poszedł się przespać do karczmy a Caleb znalazł parę
dziwek. Dla Caleba kobiety były tylko zabawkami bo żadna nie oparłaby się jego
klacie tzw. Kaloryferowi. Ale żadnej z nich nie kochał i nic dla niego nie
znaczyły – oprócz Elizabeth. Ale ona nie żyła…
Zresztą
kobiety była za słabe i delikatne by zaimponowac takiemu Slayerowi jak Caleb.
Jego jedynym towarzyszem był Shtash, przyjaciel z lat dzieciństwa, z którym
dzielił niezliczoną ilość dni i nocy.
Caleb leżał teraz w łózku, obok niego dwie piękne kobiety z piersiami niczym bojlery, krągłe niczym koła u wozu, spały przykryte skórami tygrysów szablo zębnych. Caleb myślał o misji którą wyznaczył im sam Lord Dar’nees. Była to misja wielce niebezpieczna ale Caleb nie bał się o się śmierci – smuciło go tlyko że wraz z jego śmiercią wymrze całe plemie Slayerów.
Caleb leżał teraz w łózku, obok niego dwie piękne kobiety z piersiami niczym bojlery, krągłe niczym koła u wozu, spały przykryte skórami tygrysów szablo zębnych. Caleb myślał o misji którą wyznaczył im sam Lord Dar’nees. Była to misja wielce niebezpieczna ale Caleb nie bał się o się śmierci – smuciło go tlyko że wraz z jego śmiercią wymrze całe plemie Slayerów.
***
Rankiem
wyruszyli, zanim jeszcze jasne słońce wynurzyło się zza mrocznych horyzontów.
Gdzieś za nimi rozległe się wycie wilków. Caleb przymknął oczy i znów pomyślał
o swym zadaniu.
- Jak myślisz, gdzie ona może być? – spytał Stash,
odchylając się lekko w siodle
- Potwory z gór podobno mają swoje jamy gdzieś na północy –
powiedział Caleb – Ale nie wiem czy tam by ją zaciągnęli. Może chcą ją sprzedac
jak niewolnica, a może ma zostać branka Króla Gór – któż to wie – westchnął –
Dlatego musimy wyruszyć do wioski Lodowych Elfów. Może któryś z nich będzie coś wiedział…
Shtash kiwnął
głową. Wkrótce ogarnął ich zimny wiatr, który wraz ze soba przygnał ciemne,
śniegowe chmury. Płatki śniegu osiadały na Calebie i jego koniu, ich biel przypinała
mu przez moment biel sukni Elizabeth w dniu ich slubu, a potem,
kreew,krew,kreew,krew, Caleb zasyczał i zamknął oczy i wrzasnął.
- Co się stało – zapytal Shtash lekko zestrachany
- nic – powiedział Caleb.
Ale jednak nie było to nic….
***
***
GDy
jechali tka na swych koniach Caleb nagle dostrzegł coś w kąciku oka.
- TO – wrzasnął ale nagle strzała ukłuła go w reke i
przebiła ją na wylot. Nagle z krzaków wokół nich i z góry (byli w wąwozie)
wyskoczyło stado ludzi poubieranych w liście pomalowane na niebiesko i biało)
Shtash nagle ruszył na nich szarzując i przeciął dwoje na pół swoim ogromnym,
stałowym mieczem, Mroczną Zagładą. Caleb wyciągnął strzałę z ramienia z głośnym
odgłosem *pślum* i wyjął swój łuk i zestrzelił dwóch kolejnych napadaczy. Koń
Shtasha stanął dęba i odkopnął trzech napastników. Wtedy Caleb ruszył mu z
pomoca i stratował ich a następnie nabił na swój miecz Niszczyciel Marzeń
jednego i rzucił nim w dwóch kolejnych. Jednak ich nie ubywało. Wkrótce wokół
nich narosły kupy trupów ale atak nie ustępował. Mężczyzni byli już zmeczeni i
ich goracy pot parował z ich nagich ciał i wszedzie zrobiła się mgła. Nagle za
sobą usłyszeli krzyk.
- STOP – krzyknął ktos.
Nagle z krzaków wyszła kobieta odziana w suknię zrobioną z
jasnego materiału, która była długa do ziemi ale miała rozcięcie prawie do pasa
od dołu i duży dekolt. Ubrana była w srebrne naszyjniki i miała korone zrobioną
z białych liści a także szpiczaste uszy i długie białe włosy prawie do ziemi.
- Już dosyc widziałam – powiedziała – Chcialam zobaczyc czy jesteście
na tyle odwazni byscie zasłużyli bym was nie zabito. Witajcie w moich
włościach. Jestem Królowa Sre’brnie , pani tutejszych elfów – kiwnęła głową w
ich stronę.
Caleb i Shtash również kiwnęli głowa i otarli swoje meicze z
krwi
- Nie jestes zła że zabiliśmy tyle twoich ludzi -zapytał Shtash
- Ani troche – odparła Sre’brnie – To byli niewolnicy
- To ok. – powiedział Shtash
_ Tak w ogole możecie mi mowic Sre a jak wam na imie
- Ja jestem Caleb a to Shtash – powiedział Caleb – Czy zaprowadzisz
nas teraz do siebie?
- oczywiście – powiedziała i wyszła z krzaków na droge a wraz z nia jej świta – proszę zejdzcie z koni i ruszajcie za mną.
- oczywiście – powiedziała i wyszła z krzaków na droge a wraz z nia jej świta – proszę zejdzcie z koni i ruszajcie za mną.
I ruszyli.
Rozdział IV - Dziewczyna w opałach
Wojowniczka Abi stała na szczycie schodów wraz z Krellion. Stała to za mało powiedziane - obydwie wykonywały zatrważającą ilość szybkich ruchów i technik miecza. Abi atakowała z całą siłą a Krellion osłaniała się swoją orkowską szablą by za chwile sytuacja uległa całkowitemu obrotowi. Obie walczyły z całych sił a ich celem było całkowite zdruzgotanie drugiej. Tina wraz z dziewczynami wróciła wgłąb twierdzy a na dole schodów został tylko Visdomir, Paula i ranna Julka
- Czy jest coś co mogę zrobić??? Kim tak właściwie jesteś i czemu nam pomagasz? - Spytała Paula przyglądając się jak niebieskie światło ścieka z dłoni Visdomira w ranę Julki a ona się zasklepia i Julka zaczyna oddychać miarowo
- Jestem magiem z Fortecy ale teraz nie mamy na to czasu! Czy jesteś w stanie pomóc Abi? - Zapytał Visdomir a jego zielone oczy spojrzały z niepewnością na roztrzęsioną Paulę.
- M-myślę, że Abi zdołała mnie wiele nauczyć... A-ale... - Ale Paula spojrzała na swój miecz. Przypomniała sobie jedną z pierwszych lekcji Abi, na której tłumaczyła swoim uczennicom, że najważniejsza jest odwaga do przeciwstawienia się złu. Właśnie teraz wybiła wielka chwila Pauli. Ścisnęła mocniej miecz w swoich palcach i spojrzała na pojedynkującą się koleżankę. Abi była w coraz większym potrzasku, a Krellion nie spodziewała się ataku ze strony Pauli... W tej chwili zdecydowała. Po cichu przeszła pod ścianą w stronę pojedynkowiczek i z inpetem rzuciła się od tyłu na gołe plecy Krellion!
- Arrrghhhh! ryknęła orczyca dławiąc się krwią. Paula trafiła. Zdumiona abi spoglądała na koleżanke która radziła sobie w walce całkiem nieźle i parując atak Krellion przyszpiliła ją swoim mieczem do podłogi.
- Razem jesteśmy niepokonane - Krzyknęła wesoło paula i przybiła piątkę z Abi. Związały orczyce do pala a ona szamotała się
- Wrrrrryyyy!!!! Jeśli myślicie, że to koniec, to się srogo mylicie! Cssała twierdza jesst obstawiona przez oddziały orków a zwłaszcza u wejścia! Strażnicy nigdy was nie przepuszczą! - Zaniosła się śmiechem Krellion ale Abi dała jej kopa w ryj
- Twarda jesteś - mruknęła krellion z szelmowskim uśmiechem patrząc w jej twarz
- Stul pysk! Nie mamy czasu na pogawędke - Ale jednak przelękła się. Była wyczerpana a Julka była ranna. Czy rzeczywiście są gotowi na walkę z obstawą bramy twierdzy?
- Przykro mi to mówić ale Krellion ma racje. Nie możemy w takim stanie uciec główną drogą bo ja też jestem wyczerpany leczeniem Julki. Jak coś to jest już w stanie używalności - Powiedział Visdomir a dziewczyny spojrzały na Julke. Spała i uśmiechała się przez sen więc chyba już nic ją nie bolało
- Poza tym nieźle walczyłaś. Jak już uciekniemy z Twierdzy to zabiorę cię do mojego zamku i tam możesz zapisać się na zaawansowane szkolenie i rozwiniesz swoje możliwości w walce - Visdomir mrugnął do niej okiem, a ona pierwszy raz od początku walki poczuła, że uginają się pod nią kolana. "Co mi chodzi po głowie?" - Zastanowiła się Abi patrząc na jego uśmiech. Był taki ciepły i czuła, że mogłaby się w nim zanurzyć...
-...Abi! Musimy już iść! - krzyknęła Paula a Abi otrząsnęła się. Wyciągała do niej rękę i ponaglała a Visdomir znikał już w przejściu. Abi skinęła głową i podała rękę przyjaciółce a ta pociągnęła ją i razem weszły na korytarz. Krellion została na schodach drąc się w niebogłosy.
***
Julka opierała się w półśnie na ramieniu Visdomira, Abi jej troche zazdrościła, ale wiedziała, że jest bardzo słaba i nie ma siły iśc, bo przed chwilą była przebita jak szaszłyk. We trójkę ze zdziwieniem oglądali widok który mieli przed sobą. Cały korytarz był rozwalony a szczątki naczyń walały się po całej ziemi. Ale nagle zobaczyli coś jeszcze gorszego. W drzwiach od pokoju z którego wcześniej wyleciała jedna z dziewczyn leżało ciało mężczyzny, w którym Abi rozpoznała jednego z wczorajszych biesiadników. Jedna z dziewczyn przebiła go włócznia z chorągwi...
- No to się porobiło... Niezłe są te dziewczyny ale musimy się stąd zmywać bo jak orkowie nas zobaczą to będzie na nas - powiedział Visdomir i przyśpieszyli kroku.
- Dziewczyny poszły w stronę zbrojowni czyli na prawo - Powiedziała Abi i pobiegła w tamtą stronę. Reszta już miała tam się kierować, gdy nagle abi szybko odwróciła się i zrobiła straszną minę pokazując im ręką żeby uciekali w drugą stronę
- Abi!? O co chodzi!?? - Zawołała Paula ale przerażona abi przystawiła palec do ust i zrobiła znak "cii" odwołując ich ręką. W końcu zrozumieli o co chodzi... naprzeciwko abi kroczył crag hack, dowódca twierdzy. Jakby zobaczył Visdomira z dziewczynami w rynsztunku to na pewno by wszystkich pozabijał, a teraz to wyglądało tak, jakby tylko Abi była za to odpowiedzialna... Abi poświęciła się dla dziewczyn i dla nich by mogli uciec, ale będą musieć ją odbić. Na pewno znajdziemy sposób! - przyrzekła sobie Paula biegnąc z Visdomirem i Julką. Przyczają się przy wejściu do twierdzy i na pewno będzie tam już reszta dziewczyn. Przebiegli przez przeciwległy korytarz, pobiegli po schodach, minęli wieżę, wskoczyli w tunel prowadzący do gildii magów i wydostali się tamtędy z Twierdzy.
***
Crag Hack widząc korytarz i Abi na nim był wściekły. Nigdy nie zdarzyło się żeby niewolnica dokonała takiego zniszczenia i zachowała się tak haniebnie bo dotychczas takie kobiety były w jego oczach słabe i niegodne niczego.
- Nieźle zawojowałaś ślicznotko... Ale teraz czeka cię marny koniec. Nie mam zamiaru trzymać w twierdzy takiej zdrajczyni. Przygotuj się na okrutną śmierć... straże! - zawołał Crag Hack i przylecieli orkowie a on nakazał im...
- Zabierzcie jej broń i weźcie ją do Krellion. Zawołam Jabarkasa bo jest właścicielem tej gadziny. Rozprawimy się z nią przez spalenie jak to u nas w twierdzy hehehe - zaśmiał się głośno plując śliną ale wtedy sobie coś uświadomił. Gdzie jest reszta niewolnic i czemu wszystkie pokoje są pootwierane??? Abi zauważyła to i odchrząkła a on popatrzył jej prosto w oczy
- Twoje ptaszki uciekły z klatki crag hack. są już daleko i na pewno wszystkim rozpowiedzą jak traktujecie tutaj dziewczyny. przygotuj się na odrzucenie na arenie międzyzamkowej!!! - zaśmiała się Abi ze swojego żartu i starała się nie schodzić zwrokiem z oczu crag hacka. wiedziała że to go najbardziej wkurzy bo nie lubi braku szacunku od kobiet. On jednak nie zamierzał się z nią patyczkować chociaż nieźle nadepła mu na odcisk. Ścisnął pięśći i bardzo szybko do niej potszedł i chciał jej walnąć w twarz ale ona zręcznie uchyliła się od ciosu
- Ale masz cela! - wesoło zawołała Abi bo wiedziała że go to wkurzy
- AARRRGH!!! - ryknął Crag Hack i walnął drugą ręką. tym razem trafił i Abi straciła przytomność ale właśnie o to jej chodziło. Zaplanowała to wcześniej i wiedziała, że w takim stanie nic jej więcej nie zrobią i ją zakują jako zakładniczkę a reszta dziewczyn bezpiecznie ucieknie z twierdzy.
- Zabębnijcie w gong na alarm. Niech cała twierdza trzyma rękę na pulsie bo one gdzieś tu są... i wyłapiemy je wszystkie co do jednej a później na ich oczach rozprawimy się z tą tutaj! - kopnął z kolana nieprzytomne ciało Abi, obrócił się i poszedł w stronę swojej sali tronowej.
Orkowi strażnicy wzięli abi za ręce i zawlekli do schodów, tam odwiązali rozwścieczoną krellion od pala i przekazali jej Abi, a potem wyszła wlekąc ją za sobą i spotkała Tinę z resztą dziewczyn...
***
- Dziewczyny, miecze w broń!!! Rozprawmy się z tymi przerośniętymi kurczakami! Pokonamy ich na... 89%! - krzyknęła Suzan. Wraz z dziewczynami i Teri stały naprzeciwko dziewięciu roków stojących trójkami którymi dowodziła Shiva. Piecze nad dziewczynami postanowiła objąć Tina. Dziewczyny zaczęły przygotowywać się do poważnej walki. Orkowcy przechodnie zgromadzili się wokół bo dawno nie widzieli takiej walki.
- Myślicie że pokonacie moje ptaki??? - Zaśmiała się Shiva robiąc to pytanie. Nagle zaczęła wykonywać dziwne ruchy i gesty i jedno ze skupisk roków zostało owładnięte wiatrem który natychmiast przeszedł.
- Przyśpieszyłam ich ruchy! teraz nie będziecie w stanie ich pokonać!!! - Shiva zaniosła się śmiechem i rykneła - roki naprzód!!! - Wszystkie oddziały ptaków poszybowały w stronę dziewczyn, dwa w nie i jeden w Suzan i Teri. Musiały poradzić sobie rozłącznie...
- Dziewczyny nie traććie gardy! Jesteście w stanie je pokonać to tylko wielkie kurczaki a wy nauczyłyście się walki! - ryknęła tina. Dziewczyny od razu poczuły się odważniejsze i pobiegły w stronę roków. Rzuciły się na nie z atakiem i od razu 2 padły martwe pod naporem ich siły. Potem reszta próbowała skontratakować ale nie udało im się to bo dziewczyny były szybkie i uciekły z piskiem. Teraz była kolej Suzan i Teri. Teri wykonując swój taniec wyciągła zza pazuchy karty a z nich dwa jokery. Rzuciła nimi w stronę roków i oślepiła je a Suzan w tym czasie pobiegła i zabiła je tańcem swoich ostrzy. Shiva nie wierzyła w to, co widzi - dziewczyny tak szybko pokonały jej ptaki? Próbowała rzucić kolejne zaklęcie ale nie zdążyła, bo do walki wkroczyła Tina zabijając kolejne 2 ptaki z pomocą dziewczyn. To był koniec.
- Jeszcze się policzymy, zapamiętajcie moje imię! - Krzyknęła Shiva i odleciała na ostatnim z roków w stronę gór. Dziewczyny dziwiły się, jak łatwo im poszło
- Hahaha taka z ciebie wielka wojowniczka a uciekasz z podkulonym ogonem! Cykor! - krzyknęła Suzan w niebo za odlatująca Shivą a ta się żachnęła i poleciała nie mówiąc nic. Dziewczyny nie mogły jednak przystanąć bo wszędzie byli orkowie i musiały ratować abi. Właśnie wtedy zobaczyły wyłaniającą się z drugiej strony Paule Julke i Visdomira.
- Paula nic ci nie jest!!! - krzyknęła Tina i pobiegła w objęcia przyjaciółki. Zaczęła rzewnie płakać i obejmować się z Paulą ale to nie był czas na to. Visdomir wstrzymał je ręką, wyszedł na środek i krzyknął wzmocnionym magią głosem
- Niewolnice! Widziałyście właśnie jak jedna z was jest prowadzona na pewną śmierć przez orczycę Krellion. Jak widziałyście na przykładzie tych dzielnych wojowniczek jest w was ukryta wielka siła! Musicie tylko w nią uwierzyć i działać razem! Wasza słabość tkwi w samotności, siła w jedności! Czas pozbyć się kajdan którymi uraczyli was wasi zielonoskurzy panowie. Skierujcie ich własne ostrza przeciwko nim! - I po wypowiedzeniu tych słów... Nagle wokół niego pojawił się z hukiem bardzo gęsty dym i objął całe zgromadzenie!
- To nasza szansa, szybko! Mamy plan! - Krzyknęła Paula łapiąc za rękę Tinę. Wszyscy orkowie wokół byli zdezorientowani a dziewczyny słyszały głuche krzyki i nawoływania oraz szczękanie ostrzy wyciąganych z pochew. Czy dziewczyny wszczęły właśnie rebelię???
- Teri i Suzan weźcie słabsze dziewczyny i uciekajcie stąd za twierdzę! Tam płynie rzeka i na niej jest łódź którą przypłynął Visdomir z rycerzami. uciekniemy nią wszystkie! Spotkamy się jak uratujemy Abi!
- Ok! - odkrzyknęła Teri i zebrały dziewczyny we mgle a potem uciekły.
- Tina biegniemy w stronę ratusza bo tam zabrali Abi!
- Ale co stało się z Visdomirem??? - Zapytała zdezorientowana Tina
- Później ci wyjaśnię, użył zaklęcia iluzji! Pobiegł już do Abi, teraz nasza kolej! Pokażmy dumnie czego nas nauczyła! - krzyknęła Paula wznosząc miecz. Tak rozpoczęła się rebelia w twierdzy zapamiętana na długo jako kara za niewolnictwo.
Czy Visdomir i dziewczyny zdołają uratować Abi? Czy Suzan i Teri z resztą dziewczyn dotrą bezpiecznie do zacumowanej łodzi? Tego dowiecie się już niedługo...
cdn.
- Czy jest coś co mogę zrobić??? Kim tak właściwie jesteś i czemu nam pomagasz? - Spytała Paula przyglądając się jak niebieskie światło ścieka z dłoni Visdomira w ranę Julki a ona się zasklepia i Julka zaczyna oddychać miarowo
- Jestem magiem z Fortecy ale teraz nie mamy na to czasu! Czy jesteś w stanie pomóc Abi? - Zapytał Visdomir a jego zielone oczy spojrzały z niepewnością na roztrzęsioną Paulę.
- M-myślę, że Abi zdołała mnie wiele nauczyć... A-ale... - Ale Paula spojrzała na swój miecz. Przypomniała sobie jedną z pierwszych lekcji Abi, na której tłumaczyła swoim uczennicom, że najważniejsza jest odwaga do przeciwstawienia się złu. Właśnie teraz wybiła wielka chwila Pauli. Ścisnęła mocniej miecz w swoich palcach i spojrzała na pojedynkującą się koleżankę. Abi była w coraz większym potrzasku, a Krellion nie spodziewała się ataku ze strony Pauli... W tej chwili zdecydowała. Po cichu przeszła pod ścianą w stronę pojedynkowiczek i z inpetem rzuciła się od tyłu na gołe plecy Krellion!
- Arrrghhhh! ryknęła orczyca dławiąc się krwią. Paula trafiła. Zdumiona abi spoglądała na koleżanke która radziła sobie w walce całkiem nieźle i parując atak Krellion przyszpiliła ją swoim mieczem do podłogi.
- Razem jesteśmy niepokonane - Krzyknęła wesoło paula i przybiła piątkę z Abi. Związały orczyce do pala a ona szamotała się
- Wrrrrryyyy!!!! Jeśli myślicie, że to koniec, to się srogo mylicie! Cssała twierdza jesst obstawiona przez oddziały orków a zwłaszcza u wejścia! Strażnicy nigdy was nie przepuszczą! - Zaniosła się śmiechem Krellion ale Abi dała jej kopa w ryj
- Twarda jesteś - mruknęła krellion z szelmowskim uśmiechem patrząc w jej twarz
- Stul pysk! Nie mamy czasu na pogawędke - Ale jednak przelękła się. Była wyczerpana a Julka była ranna. Czy rzeczywiście są gotowi na walkę z obstawą bramy twierdzy?
- Przykro mi to mówić ale Krellion ma racje. Nie możemy w takim stanie uciec główną drogą bo ja też jestem wyczerpany leczeniem Julki. Jak coś to jest już w stanie używalności - Powiedział Visdomir a dziewczyny spojrzały na Julke. Spała i uśmiechała się przez sen więc chyba już nic ją nie bolało
- Poza tym nieźle walczyłaś. Jak już uciekniemy z Twierdzy to zabiorę cię do mojego zamku i tam możesz zapisać się na zaawansowane szkolenie i rozwiniesz swoje możliwości w walce - Visdomir mrugnął do niej okiem, a ona pierwszy raz od początku walki poczuła, że uginają się pod nią kolana. "Co mi chodzi po głowie?" - Zastanowiła się Abi patrząc na jego uśmiech. Był taki ciepły i czuła, że mogłaby się w nim zanurzyć...
-...Abi! Musimy już iść! - krzyknęła Paula a Abi otrząsnęła się. Wyciągała do niej rękę i ponaglała a Visdomir znikał już w przejściu. Abi skinęła głową i podała rękę przyjaciółce a ta pociągnęła ją i razem weszły na korytarz. Krellion została na schodach drąc się w niebogłosy.
***
Julka opierała się w półśnie na ramieniu Visdomira, Abi jej troche zazdrościła, ale wiedziała, że jest bardzo słaba i nie ma siły iśc, bo przed chwilą była przebita jak szaszłyk. We trójkę ze zdziwieniem oglądali widok który mieli przed sobą. Cały korytarz był rozwalony a szczątki naczyń walały się po całej ziemi. Ale nagle zobaczyli coś jeszcze gorszego. W drzwiach od pokoju z którego wcześniej wyleciała jedna z dziewczyn leżało ciało mężczyzny, w którym Abi rozpoznała jednego z wczorajszych biesiadników. Jedna z dziewczyn przebiła go włócznia z chorągwi...
- No to się porobiło... Niezłe są te dziewczyny ale musimy się stąd zmywać bo jak orkowie nas zobaczą to będzie na nas - powiedział Visdomir i przyśpieszyli kroku.
- Dziewczyny poszły w stronę zbrojowni czyli na prawo - Powiedziała Abi i pobiegła w tamtą stronę. Reszta już miała tam się kierować, gdy nagle abi szybko odwróciła się i zrobiła straszną minę pokazując im ręką żeby uciekali w drugą stronę
- Abi!? O co chodzi!?? - Zawołała Paula ale przerażona abi przystawiła palec do ust i zrobiła znak "cii" odwołując ich ręką. W końcu zrozumieli o co chodzi... naprzeciwko abi kroczył crag hack, dowódca twierdzy. Jakby zobaczył Visdomira z dziewczynami w rynsztunku to na pewno by wszystkich pozabijał, a teraz to wyglądało tak, jakby tylko Abi była za to odpowiedzialna... Abi poświęciła się dla dziewczyn i dla nich by mogli uciec, ale będą musieć ją odbić. Na pewno znajdziemy sposób! - przyrzekła sobie Paula biegnąc z Visdomirem i Julką. Przyczają się przy wejściu do twierdzy i na pewno będzie tam już reszta dziewczyn. Przebiegli przez przeciwległy korytarz, pobiegli po schodach, minęli wieżę, wskoczyli w tunel prowadzący do gildii magów i wydostali się tamtędy z Twierdzy.
***
Crag Hack widząc korytarz i Abi na nim był wściekły. Nigdy nie zdarzyło się żeby niewolnica dokonała takiego zniszczenia i zachowała się tak haniebnie bo dotychczas takie kobiety były w jego oczach słabe i niegodne niczego.
- Nieźle zawojowałaś ślicznotko... Ale teraz czeka cię marny koniec. Nie mam zamiaru trzymać w twierdzy takiej zdrajczyni. Przygotuj się na okrutną śmierć... straże! - zawołał Crag Hack i przylecieli orkowie a on nakazał im...
- Zabierzcie jej broń i weźcie ją do Krellion. Zawołam Jabarkasa bo jest właścicielem tej gadziny. Rozprawimy się z nią przez spalenie jak to u nas w twierdzy hehehe - zaśmiał się głośno plując śliną ale wtedy sobie coś uświadomił. Gdzie jest reszta niewolnic i czemu wszystkie pokoje są pootwierane??? Abi zauważyła to i odchrząkła a on popatrzył jej prosto w oczy
- Twoje ptaszki uciekły z klatki crag hack. są już daleko i na pewno wszystkim rozpowiedzą jak traktujecie tutaj dziewczyny. przygotuj się na odrzucenie na arenie międzyzamkowej!!! - zaśmiała się Abi ze swojego żartu i starała się nie schodzić zwrokiem z oczu crag hacka. wiedziała że to go najbardziej wkurzy bo nie lubi braku szacunku od kobiet. On jednak nie zamierzał się z nią patyczkować chociaż nieźle nadepła mu na odcisk. Ścisnął pięśći i bardzo szybko do niej potszedł i chciał jej walnąć w twarz ale ona zręcznie uchyliła się od ciosu
- Ale masz cela! - wesoło zawołała Abi bo wiedziała że go to wkurzy
- AARRRGH!!! - ryknął Crag Hack i walnął drugą ręką. tym razem trafił i Abi straciła przytomność ale właśnie o to jej chodziło. Zaplanowała to wcześniej i wiedziała, że w takim stanie nic jej więcej nie zrobią i ją zakują jako zakładniczkę a reszta dziewczyn bezpiecznie ucieknie z twierdzy.
- Zabębnijcie w gong na alarm. Niech cała twierdza trzyma rękę na pulsie bo one gdzieś tu są... i wyłapiemy je wszystkie co do jednej a później na ich oczach rozprawimy się z tą tutaj! - kopnął z kolana nieprzytomne ciało Abi, obrócił się i poszedł w stronę swojej sali tronowej.
Orkowi strażnicy wzięli abi za ręce i zawlekli do schodów, tam odwiązali rozwścieczoną krellion od pala i przekazali jej Abi, a potem wyszła wlekąc ją za sobą i spotkała Tinę z resztą dziewczyn...
***
- Dziewczyny, miecze w broń!!! Rozprawmy się z tymi przerośniętymi kurczakami! Pokonamy ich na... 89%! - krzyknęła Suzan. Wraz z dziewczynami i Teri stały naprzeciwko dziewięciu roków stojących trójkami którymi dowodziła Shiva. Piecze nad dziewczynami postanowiła objąć Tina. Dziewczyny zaczęły przygotowywać się do poważnej walki. Orkowcy przechodnie zgromadzili się wokół bo dawno nie widzieli takiej walki.
- Myślicie że pokonacie moje ptaki??? - Zaśmiała się Shiva robiąc to pytanie. Nagle zaczęła wykonywać dziwne ruchy i gesty i jedno ze skupisk roków zostało owładnięte wiatrem który natychmiast przeszedł.
- Przyśpieszyłam ich ruchy! teraz nie będziecie w stanie ich pokonać!!! - Shiva zaniosła się śmiechem i rykneła - roki naprzód!!! - Wszystkie oddziały ptaków poszybowały w stronę dziewczyn, dwa w nie i jeden w Suzan i Teri. Musiały poradzić sobie rozłącznie...
- Dziewczyny nie traććie gardy! Jesteście w stanie je pokonać to tylko wielkie kurczaki a wy nauczyłyście się walki! - ryknęła tina. Dziewczyny od razu poczuły się odważniejsze i pobiegły w stronę roków. Rzuciły się na nie z atakiem i od razu 2 padły martwe pod naporem ich siły. Potem reszta próbowała skontratakować ale nie udało im się to bo dziewczyny były szybkie i uciekły z piskiem. Teraz była kolej Suzan i Teri. Teri wykonując swój taniec wyciągła zza pazuchy karty a z nich dwa jokery. Rzuciła nimi w stronę roków i oślepiła je a Suzan w tym czasie pobiegła i zabiła je tańcem swoich ostrzy. Shiva nie wierzyła w to, co widzi - dziewczyny tak szybko pokonały jej ptaki? Próbowała rzucić kolejne zaklęcie ale nie zdążyła, bo do walki wkroczyła Tina zabijając kolejne 2 ptaki z pomocą dziewczyn. To był koniec.
- Jeszcze się policzymy, zapamiętajcie moje imię! - Krzyknęła Shiva i odleciała na ostatnim z roków w stronę gór. Dziewczyny dziwiły się, jak łatwo im poszło
- Hahaha taka z ciebie wielka wojowniczka a uciekasz z podkulonym ogonem! Cykor! - krzyknęła Suzan w niebo za odlatująca Shivą a ta się żachnęła i poleciała nie mówiąc nic. Dziewczyny nie mogły jednak przystanąć bo wszędzie byli orkowie i musiały ratować abi. Właśnie wtedy zobaczyły wyłaniającą się z drugiej strony Paule Julke i Visdomira.
- Paula nic ci nie jest!!! - krzyknęła Tina i pobiegła w objęcia przyjaciółki. Zaczęła rzewnie płakać i obejmować się z Paulą ale to nie był czas na to. Visdomir wstrzymał je ręką, wyszedł na środek i krzyknął wzmocnionym magią głosem
- Niewolnice! Widziałyście właśnie jak jedna z was jest prowadzona na pewną śmierć przez orczycę Krellion. Jak widziałyście na przykładzie tych dzielnych wojowniczek jest w was ukryta wielka siła! Musicie tylko w nią uwierzyć i działać razem! Wasza słabość tkwi w samotności, siła w jedności! Czas pozbyć się kajdan którymi uraczyli was wasi zielonoskurzy panowie. Skierujcie ich własne ostrza przeciwko nim! - I po wypowiedzeniu tych słów... Nagle wokół niego pojawił się z hukiem bardzo gęsty dym i objął całe zgromadzenie!
- To nasza szansa, szybko! Mamy plan! - Krzyknęła Paula łapiąc za rękę Tinę. Wszyscy orkowie wokół byli zdezorientowani a dziewczyny słyszały głuche krzyki i nawoływania oraz szczękanie ostrzy wyciąganych z pochew. Czy dziewczyny wszczęły właśnie rebelię???
- Teri i Suzan weźcie słabsze dziewczyny i uciekajcie stąd za twierdzę! Tam płynie rzeka i na niej jest łódź którą przypłynął Visdomir z rycerzami. uciekniemy nią wszystkie! Spotkamy się jak uratujemy Abi!
- Ok! - odkrzyknęła Teri i zebrały dziewczyny we mgle a potem uciekły.
- Tina biegniemy w stronę ratusza bo tam zabrali Abi!
- Ale co stało się z Visdomirem??? - Zapytała zdezorientowana Tina
- Później ci wyjaśnię, użył zaklęcia iluzji! Pobiegł już do Abi, teraz nasza kolej! Pokażmy dumnie czego nas nauczyła! - krzyknęła Paula wznosząc miecz. Tak rozpoczęła się rebelia w twierdzy zapamiętana na długo jako kara za niewolnictwo.
Czy Visdomir i dziewczyny zdołają uratować Abi? Czy Suzan i Teri z resztą dziewczyn dotrą bezpiecznie do zacumowanej łodzi? Tego dowiecie się już niedługo...
cdn.
czwartek, 4 maja 2017
Rozdział III - Dziewczyny w akcji
Wojowniczka Abi kontynuowała bój z Krellion na szczycie schodów. Wszystkie dziewczyny zaniemówiły wystraszone szybkością akcji, jednak Visdomir pozostał świadomy. Szybko podbiegł do zbroczonej krwią Julki i krzyknął
- Dziewczyny! Musicie znaleźć inną drogę ucieczki bo nie przemkniecie się przez wir walki! - Spojrzały na walczącą Abi która dawała z siebie wszystko w szale szybujących ostrzy i stwierdziły, że rzeczywiście nie da rady. Visdomir zdarł kraj swojej szaty odsłaniając muskularne ramie i przewiązał ranę Julki i natychmiast zaczął używać magii leczącej by zasklepić ranę zadaną przez ostrze orczycy. Z letargu wybudziły się Tina i Paula
- Dziewczyny wiemy w którą stronę iść! Wracajmy wgłąb twierdzy i ucieknijmy bocznym przejściem - krzyknęła Paula, ale nagle jedna z dziewczyn wyszła przed szereg. Miała lazurowe oczy i czarne, długie włosy, a jej niezłe nogi wyłaniały się z krótkiej spódniczki. Jej imię to Suzan. Trenowała walkę pod okiem Abi jako jedna z pierwszych adeptek i była jedną z najlepszych.
- Chcesz zostawić Abi samą w walce??? Ona nas tyle nauczyła nie możemy je teraz tutaj zostawić samej!!! - krzyknęła suzan mrożąc Paule zwrokiem
- Zostanę z Abi a wy uciekajcie z Tiną! Ona bardzo dobrze sobie radzi a nie możemy sobie pozwolić na więcej ofiar!!! - Paula jej odpyskowała
- Cooo??? Ja zostanę z Abi a ty leć z dziewczynami na zewnątrz twierdzy! - Tina zwróciła się do Pauli obruszona i patrzyły sobie wrogo w oczy
- To ja idę sama!!! - krzyneła na całą sale Suzan ale obróciła się w złym kierunku i przywaliła w ścianę. Dziewczyny zaśmiały się ale potem spojrzały na Abi i szybko się uciszyły.
- CICHOO DZIEWCZYNY! Nie widzicie że Abi walczy za was właśnie w tej chwili!!? Paula, ty zostań z nami bo masz broń a dziewczyny niech lecą w pierwszej kolejności do zbrojowni po miecze! - odkrzyknął Visdomir i dziewczyny popatrzyły na abi w faworze walki. Krellion była już cała zmasakrowana i lała się jej krew z każdego miejsca na jej ciele
- Jezu no dobra idziemy dziewczyny! - Powiedziała zrezygnowana tina i pobiegły spowrotem na korytarz, z którego wyszły.
***
Tina prowadziła dziewczyny korytarzem do zbrojowni. Usiłowały iść cicho, zeby nie obudzić śpiących w pokojach chłopaków. tuż za tiną biegła Suzan i jeszcze jedna dziewczyna. Jej imię to Therese, w skrócie Teri. Ma na głowie luźny kędzierzawy ciemny kok, jest chudawa i ma zielone oczy. Nosi pomarańczową bluzkę bez ramiączek i strój do tańczenia bo jest niewolniczą tancerką. Nienawidzi jednak tego bo orkowie się do niej ślinili a to było obleśne więc jest szczęśliwa, że bierze udział w rewolcie. Teri rozejrzała się po korytarzu i zauważyła, że na bokach są wazy z dynastii ming i wielkie orkowskie chorągwie
- Hej dziewczyny, a co wy na to żeby rozwalić tą miejscówkę??? - Krzyknęła Teri i dziewczyny od razu podłapały jej plan. Zbliżyły się do waz i zaczęły je tłuc o ziemię a Teri urwała chorągwie i leciała z wielkim kijem
- Dziewczyny spokój!!! Nie możemy na to pozwolić, żeby chłopacy się obudzili i zobaczyli, co robimy!!! - usiłowała ogarnąć je Tina ale było za późno. Jeden z chłopaków wyszedł z pokoju, ale w tym samym momencie rozwścieczona Teri rzuciła w niego kijem i przebiła prosto w serce!!!
- Masz za swoje za to, że przysporzyłeś mi tyle cierpienia!!! - Krzykneła teri z satysfakcją
- Teri co ty robisz!!!!??? Zabiłaś właśnie człowieka!!! - krzyknęła przerażona tina. Nie wiedziała, że dziewczyny mogą być takie brutalne
- I dobrze!!! Niech inni pomyślą, że to orkowie się na niego rzucili! Oni zdążyli nam zrobić nawet więcej złego! - odkrzyknęła Teri. Nie wiedziała, jak bardzo jej proroctwo się spełni... Pobiegły dalej do zbrojowni.
***
Dziewczyny wleciały do zbrojowni i od razu rzuciły się na zbroje i bronie. Tina wzięła wielki miecz i lekką zbroje (taką z odkrytym brzuchem) a Suzan dwa miecze. Dziewczyny wzięły resztę broni, ale Teri po ubraniu takiej samej lekkiej zbroi jak Tina stała na środku i nic nie brała
- Teri dlaczego nie chcesz wziąć broni do walki? - Zapytała zdziwiona Suzi
- Nie jestem taka, jak wam się wydaje. Trenowałam walkę dużo wcześniej niż wy i jestem prawie taka dobra, jak Abi. Znam kung fu! - Powiedziała Teri a dziewczyny spojrzały na nią zdziwionym zwrokiem
- To nam pokaż a nie przechwalaj się jak samochwała - powiedziała Suzi a Teri przyjęła wyzwanie. Szybkim ruchem zakręciła się, podskoczyła i wykonała kopa w powietrzu krzycząc: Ijaaa! Dziewczyny zaczęły klaskać i były pod wrażeniem jej umiejętności
- Dobra dziewczyny, nie mamy czasu na pokazówki! uciekamy! - Powiedziała Tina i już skierowały się do wyjścia ze zbrojowni gdy zza rogu usłyszały złowieszczy śmiech...
- Hahahahahahaha!!! Nie wyjdziecie stąd żywe... - Nagle wyłonił się wielki Ork Crag Hacka a tuż za nim dwa obleśne gobliny, które syczały i miały całe obślinione gęby
- Fuuuuu gobliny! - zawyły dziewczyny z odrazy i rzuciły się pod ścianę bo nie chciały ich dotknąć
- Nie traćcie wiary! Pokonamy ich na 100 procent! - Krzyknęła Suzan i rzuciła się do walki
- AJAJAJAJAJAJAJA!!!* - Rykneła wykonując szybki skok i poszatkowała ręce jednego z goblinów. trysła krew. To ośmieliło resztę dziewczyn i nie były już takie zahukane jak na początku.
- Jest was 5! Razem macie wielką siłę i pokażcie im gdzie raki zimują!!! - trochę nieswoja Tina krzyknęła do dziewczyn a one jej odtaknęły i z krzykiem rzuciły się na przed chwilą co zaatakowanego goblina i go obsiadły. Nie liczył się już w dalszej walce. Następna ośmieliła się Teri.
- Wężowy taniec! - Krzyknęła i zaczęła falować swoim ciałem. Jej biodra wykonywały nieziemskie ruchy a cała jej postać subtelnie się zbliżyła do drugiego z goblinów. Nagle szybkim ruchem rzuciła się na ziemię i odbijając się rękami sięgnęła gołymi nogami w stronę szyi goblina. Złapała go i jednym szybkim ruchem zkręciła jego kark między stopami, a potem walneła jego ciałem o orka i go znokautowała. Wszyscy przeciwnicy byli pokonani!
- Piątka dziewczyny!!! - Krzyknęła Suzan i przybiła ją z Teri i Tiną. Związały żyjącego orka liną którą znalazły w zbrojowni i zatrzasnęły za sobą drzwi.
- Musimy biec tymi schodami - Tina pokazała na schody do skarbca - Tam jest tajny tunel którym wypływa rzeka i możemy nim się wydostać z twierdzy.
- Ok! - odpowiedziała Suzan i pobiegły tam bardzo szybko. Wkroczyły do dużej podziemnej sali otoczonej kolumnami na której środku była mała fontanna a z drugiej strony stało duże kamienne krzesło i przysypiał na nim Tyraxor, jeden z dowódców Crag Hacka.
- Kurde co teraz zrobimy??? Nie możemy tak po prostu go minąć... - Powiedziała zmartwiona Beti, jedna z dziewczyn trzymających się w kupce. Tina jednak już miała plan...
- Dziewczyny, wy zostańcie tutaj. On jeszcze nie wie, że uciekamy i myśli, że jesteśmy zwykłymi niewolnicami. Nie spodziewa się naszego ataku. Ja obejdę bokiem za kolumnami całą salę i zaatakuje go od tyłu a Suzi i Teri odwrócą jego uwagę. Start! - powiedziała Tina i zaczeły wykonywać plan.
- No hej przystojniaku - Zalotnie zamruczała Suzan zbliżając się do posłania Tyraxora. On mruknął zadowolony i popatrzył na nią wpółprzymkniętym zwrokiem
- Zeszłaś tu specjalnie dla mnie, kochaniutka - Powiedział głucho i podrapał się po zasyfionej brodzie a potem zaczoł gładzić zarośnięte piersi czarną szczecinom
- Czekaj Suzi! Ja jestem lepsza w te klocki... - Pojawiła się Teri i zaczęła falować swoim brzuchem zbliżając się do Tyrka. On zagwizdał i zaśmiał się lubierznie... Ale w tym samym czasie Tina przemykała od kolumny do kolumny. Nie mogła się doczekać, jak wbije swe ostrze w to obleśne cielsko, które tak często musiała u siebie gościć w ciemne noce. Zemsta będzie gorzka tak samo jak los, którym mie uraczyłeś.. - pomyślała Tina. Tyrek wstał z kamiennego tronu i i zszedł jeden schod niżej by być bliżej tańczącej Teri.
- A teraz... - Teri mrugnęła porozumiewawczo do Tiny, która stała za tronem już przygotowana z gołym ostrzem skierowanym w Tyrka. On myślał, że zrobiła to do niego i odmrugnoł ohydnie oblizując swoje zazębione usta. - Czas na główną atrakcję! - krzyknęła Teri i zdarła swój stanik z którego wyleciały gołe piersi prosto na zaskoczonego orka. Ten nie spodziewał się takiego obrotu sprawy - zaskoczyła go odwaga dziewczyny stojącej przed nim. Z jego nosa buchnęła krew i całe ciało poleciało do tyłu prosto na ostrze Tiny. Przebiło go na wylot na samym środku. Ostatnim co zobaczył w swoim nędznym życiu była skrzywiona z zemsty twarz Tiny.
- Sprawiedliwośći stało się zadość i nie myśl, że to koniec... Ten sam nędzny koniec spotka was wszystkich. A wszystko dzięki wojowniczce Abi, która nauczyła nas walki! Już nigdy nie będziemy niewolnicami jak dawniej! Od teraz same kierujemy swoim życiem! - krzyknęła tina przekręcając miecz w jego ciele. On plunoł krwią, zaharkał ostatni raz i wykrzywił się żałośnie. Już nie żył. Był pierwszą ofiarą mścicielki Tiny - początkiem drogi zemsty. Już nigdy nie będzie czysta, bo zbrukała swą duszę krwią, jednak wiedziała, że była to krew winnych. Sczepała czarną maź z miecza i włożyła go spowrotem do pochwy.
- Chodźcie dziewczyny! Spójrzcie na to!!! - krzyknęła Tina i je wywołała. One chociaż trochę przerażone to poparły decyzje zabicia orka. Pogratulowały Teri odwagi i Tinie taktyki w walce i wyszły z komnaty. Biegły różnymi tunelami jakiś czas aż nagle zobaczyły światło. W wielkim rozpędzie wyskoczyły z Twierdzy na zewnątrz. Wreszcie były wolne!
- Musimy zobaczyć co z Abi! - krzyknęła Beti i inne dziewczyny się na nią obejrzały. Stwierdziły, że ma rację i zaczęły skradać się do głównej bramy twierdzy poboczem. Orkowie nie zwracali na nie uwagi bo myśleli, że są zwykłymi niewolnicami. Nie reagowali nawet na ich zbroje bo myśleli, że to nowa zabawa Crag Hacka. Jednak nie mogły przemknąć niezauważone. Nagle nad całą twierdzą rozbrzmiał gong alarmowy a zewsząd rozległy się krzyki i nawoływania...
- Zostałyśmy wykryte!? - Z przerażeniem krzykneła Teri przytykając rękę do ust. Tina przytknęła do nich palec i zwróciła oczy na bramę twierdzy. To, co zobaczyły zasiało w nich ziarno przerażenia.
Przez główną bramę twierdzy wyszła Krellion. Miała mnóstwo ran na całym ciele, ale to nie wszystko... Za sobą ciągnęła za nogi ciało. Dziewczyny przerażone rozpoznały w nim Abigail. Czy przegrała??? Gdzie jest Visdomir i Paula???
- ABIII!!! - Krzyknęła Suzan i zaczęła się wyrywać ale dziewczyny ją przytrzymały. Nie mogły teraz się odkryć. Krellion podeszła do dwóch strażników i usłyszały:
- Niewolnice zaczęły rebelie. To ich przywódczyni, niewolnica Jabarkasa Abigail. Zawiadomiłam już radę wioski i wiemy, co z nią zrobimy. Za kilka chwil zostanie spalona na stosie i odpowie za to, co mi zrobiła!!! - Krellion zaniosła się okrutnym śmiechem i już miała ruszyć dalej, gdy obróciła głowę prosto na zbledniałą z przerażenia Tinę i inne dziewczyny. Wykrzywiła porąbaną mieczem Abi twarz w okropnym grymasie i zasyczała:
- Tu jesteście, ptaszki... Hahahahaha!!! Nie mam czasu na was, ale możecie być niezłą przystawką dla roków! Shiva! Porachuj im kości! - krzyknęła, zarzuciła ciało Abi na ramię i skierowała się w stronę ratusza. Dziewczyny usłyszały z nieba ryk ptaków - to wojowniczka Shiva wraz ze swoimi Rokami przybyła, by je pokonać.
Co teraz stanie się z Abi??? A jak poradzą sobie dziewczyny? Co stało się z Paulą i Visdomirem? Tego dowiecie się w następnym rozdziale
cdn.
* To okrzyk walczącej wojowniczki
- Dziewczyny! Musicie znaleźć inną drogę ucieczki bo nie przemkniecie się przez wir walki! - Spojrzały na walczącą Abi która dawała z siebie wszystko w szale szybujących ostrzy i stwierdziły, że rzeczywiście nie da rady. Visdomir zdarł kraj swojej szaty odsłaniając muskularne ramie i przewiązał ranę Julki i natychmiast zaczął używać magii leczącej by zasklepić ranę zadaną przez ostrze orczycy. Z letargu wybudziły się Tina i Paula
- Dziewczyny wiemy w którą stronę iść! Wracajmy wgłąb twierdzy i ucieknijmy bocznym przejściem - krzyknęła Paula, ale nagle jedna z dziewczyn wyszła przed szereg. Miała lazurowe oczy i czarne, długie włosy, a jej niezłe nogi wyłaniały się z krótkiej spódniczki. Jej imię to Suzan. Trenowała walkę pod okiem Abi jako jedna z pierwszych adeptek i była jedną z najlepszych.
- Chcesz zostawić Abi samą w walce??? Ona nas tyle nauczyła nie możemy je teraz tutaj zostawić samej!!! - krzyknęła suzan mrożąc Paule zwrokiem
- Zostanę z Abi a wy uciekajcie z Tiną! Ona bardzo dobrze sobie radzi a nie możemy sobie pozwolić na więcej ofiar!!! - Paula jej odpyskowała
- Cooo??? Ja zostanę z Abi a ty leć z dziewczynami na zewnątrz twierdzy! - Tina zwróciła się do Pauli obruszona i patrzyły sobie wrogo w oczy
- To ja idę sama!!! - krzyneła na całą sale Suzan ale obróciła się w złym kierunku i przywaliła w ścianę. Dziewczyny zaśmiały się ale potem spojrzały na Abi i szybko się uciszyły.
- CICHOO DZIEWCZYNY! Nie widzicie że Abi walczy za was właśnie w tej chwili!!? Paula, ty zostań z nami bo masz broń a dziewczyny niech lecą w pierwszej kolejności do zbrojowni po miecze! - odkrzyknął Visdomir i dziewczyny popatrzyły na abi w faworze walki. Krellion była już cała zmasakrowana i lała się jej krew z każdego miejsca na jej ciele
- Jezu no dobra idziemy dziewczyny! - Powiedziała zrezygnowana tina i pobiegły spowrotem na korytarz, z którego wyszły.
***
Tina prowadziła dziewczyny korytarzem do zbrojowni. Usiłowały iść cicho, zeby nie obudzić śpiących w pokojach chłopaków. tuż za tiną biegła Suzan i jeszcze jedna dziewczyna. Jej imię to Therese, w skrócie Teri. Ma na głowie luźny kędzierzawy ciemny kok, jest chudawa i ma zielone oczy. Nosi pomarańczową bluzkę bez ramiączek i strój do tańczenia bo jest niewolniczą tancerką. Nienawidzi jednak tego bo orkowie się do niej ślinili a to było obleśne więc jest szczęśliwa, że bierze udział w rewolcie. Teri rozejrzała się po korytarzu i zauważyła, że na bokach są wazy z dynastii ming i wielkie orkowskie chorągwie
- Hej dziewczyny, a co wy na to żeby rozwalić tą miejscówkę??? - Krzyknęła Teri i dziewczyny od razu podłapały jej plan. Zbliżyły się do waz i zaczęły je tłuc o ziemię a Teri urwała chorągwie i leciała z wielkim kijem
- Dziewczyny spokój!!! Nie możemy na to pozwolić, żeby chłopacy się obudzili i zobaczyli, co robimy!!! - usiłowała ogarnąć je Tina ale było za późno. Jeden z chłopaków wyszedł z pokoju, ale w tym samym momencie rozwścieczona Teri rzuciła w niego kijem i przebiła prosto w serce!!!
- Masz za swoje za to, że przysporzyłeś mi tyle cierpienia!!! - Krzykneła teri z satysfakcją
- Teri co ty robisz!!!!??? Zabiłaś właśnie człowieka!!! - krzyknęła przerażona tina. Nie wiedziała, że dziewczyny mogą być takie brutalne
- I dobrze!!! Niech inni pomyślą, że to orkowie się na niego rzucili! Oni zdążyli nam zrobić nawet więcej złego! - odkrzyknęła Teri. Nie wiedziała, jak bardzo jej proroctwo się spełni... Pobiegły dalej do zbrojowni.
***
Dziewczyny wleciały do zbrojowni i od razu rzuciły się na zbroje i bronie. Tina wzięła wielki miecz i lekką zbroje (taką z odkrytym brzuchem) a Suzan dwa miecze. Dziewczyny wzięły resztę broni, ale Teri po ubraniu takiej samej lekkiej zbroi jak Tina stała na środku i nic nie brała
- Teri dlaczego nie chcesz wziąć broni do walki? - Zapytała zdziwiona Suzi
- Nie jestem taka, jak wam się wydaje. Trenowałam walkę dużo wcześniej niż wy i jestem prawie taka dobra, jak Abi. Znam kung fu! - Powiedziała Teri a dziewczyny spojrzały na nią zdziwionym zwrokiem
- To nam pokaż a nie przechwalaj się jak samochwała - powiedziała Suzi a Teri przyjęła wyzwanie. Szybkim ruchem zakręciła się, podskoczyła i wykonała kopa w powietrzu krzycząc: Ijaaa! Dziewczyny zaczęły klaskać i były pod wrażeniem jej umiejętności
- Dobra dziewczyny, nie mamy czasu na pokazówki! uciekamy! - Powiedziała Tina i już skierowały się do wyjścia ze zbrojowni gdy zza rogu usłyszały złowieszczy śmiech...
- Hahahahahahaha!!! Nie wyjdziecie stąd żywe... - Nagle wyłonił się wielki Ork Crag Hacka a tuż za nim dwa obleśne gobliny, które syczały i miały całe obślinione gęby
- Fuuuuu gobliny! - zawyły dziewczyny z odrazy i rzuciły się pod ścianę bo nie chciały ich dotknąć
- Nie traćcie wiary! Pokonamy ich na 100 procent! - Krzyknęła Suzan i rzuciła się do walki
- AJAJAJAJAJAJAJA!!!* - Rykneła wykonując szybki skok i poszatkowała ręce jednego z goblinów. trysła krew. To ośmieliło resztę dziewczyn i nie były już takie zahukane jak na początku.
- Jest was 5! Razem macie wielką siłę i pokażcie im gdzie raki zimują!!! - trochę nieswoja Tina krzyknęła do dziewczyn a one jej odtaknęły i z krzykiem rzuciły się na przed chwilą co zaatakowanego goblina i go obsiadły. Nie liczył się już w dalszej walce. Następna ośmieliła się Teri.
- Wężowy taniec! - Krzyknęła i zaczęła falować swoim ciałem. Jej biodra wykonywały nieziemskie ruchy a cała jej postać subtelnie się zbliżyła do drugiego z goblinów. Nagle szybkim ruchem rzuciła się na ziemię i odbijając się rękami sięgnęła gołymi nogami w stronę szyi goblina. Złapała go i jednym szybkim ruchem zkręciła jego kark między stopami, a potem walneła jego ciałem o orka i go znokautowała. Wszyscy przeciwnicy byli pokonani!
- Piątka dziewczyny!!! - Krzyknęła Suzan i przybiła ją z Teri i Tiną. Związały żyjącego orka liną którą znalazły w zbrojowni i zatrzasnęły za sobą drzwi.
- Musimy biec tymi schodami - Tina pokazała na schody do skarbca - Tam jest tajny tunel którym wypływa rzeka i możemy nim się wydostać z twierdzy.
- Ok! - odpowiedziała Suzan i pobiegły tam bardzo szybko. Wkroczyły do dużej podziemnej sali otoczonej kolumnami na której środku była mała fontanna a z drugiej strony stało duże kamienne krzesło i przysypiał na nim Tyraxor, jeden z dowódców Crag Hacka.
- Kurde co teraz zrobimy??? Nie możemy tak po prostu go minąć... - Powiedziała zmartwiona Beti, jedna z dziewczyn trzymających się w kupce. Tina jednak już miała plan...
- Dziewczyny, wy zostańcie tutaj. On jeszcze nie wie, że uciekamy i myśli, że jesteśmy zwykłymi niewolnicami. Nie spodziewa się naszego ataku. Ja obejdę bokiem za kolumnami całą salę i zaatakuje go od tyłu a Suzi i Teri odwrócą jego uwagę. Start! - powiedziała Tina i zaczeły wykonywać plan.
- No hej przystojniaku - Zalotnie zamruczała Suzan zbliżając się do posłania Tyraxora. On mruknął zadowolony i popatrzył na nią wpółprzymkniętym zwrokiem
- Zeszłaś tu specjalnie dla mnie, kochaniutka - Powiedział głucho i podrapał się po zasyfionej brodzie a potem zaczoł gładzić zarośnięte piersi czarną szczecinom
- Czekaj Suzi! Ja jestem lepsza w te klocki... - Pojawiła się Teri i zaczęła falować swoim brzuchem zbliżając się do Tyrka. On zagwizdał i zaśmiał się lubierznie... Ale w tym samym czasie Tina przemykała od kolumny do kolumny. Nie mogła się doczekać, jak wbije swe ostrze w to obleśne cielsko, które tak często musiała u siebie gościć w ciemne noce. Zemsta będzie gorzka tak samo jak los, którym mie uraczyłeś.. - pomyślała Tina. Tyrek wstał z kamiennego tronu i i zszedł jeden schod niżej by być bliżej tańczącej Teri.
- A teraz... - Teri mrugnęła porozumiewawczo do Tiny, która stała za tronem już przygotowana z gołym ostrzem skierowanym w Tyrka. On myślał, że zrobiła to do niego i odmrugnoł ohydnie oblizując swoje zazębione usta. - Czas na główną atrakcję! - krzyknęła Teri i zdarła swój stanik z którego wyleciały gołe piersi prosto na zaskoczonego orka. Ten nie spodziewał się takiego obrotu sprawy - zaskoczyła go odwaga dziewczyny stojącej przed nim. Z jego nosa buchnęła krew i całe ciało poleciało do tyłu prosto na ostrze Tiny. Przebiło go na wylot na samym środku. Ostatnim co zobaczył w swoim nędznym życiu była skrzywiona z zemsty twarz Tiny.
- Sprawiedliwośći stało się zadość i nie myśl, że to koniec... Ten sam nędzny koniec spotka was wszystkich. A wszystko dzięki wojowniczce Abi, która nauczyła nas walki! Już nigdy nie będziemy niewolnicami jak dawniej! Od teraz same kierujemy swoim życiem! - krzyknęła tina przekręcając miecz w jego ciele. On plunoł krwią, zaharkał ostatni raz i wykrzywił się żałośnie. Już nie żył. Był pierwszą ofiarą mścicielki Tiny - początkiem drogi zemsty. Już nigdy nie będzie czysta, bo zbrukała swą duszę krwią, jednak wiedziała, że była to krew winnych. Sczepała czarną maź z miecza i włożyła go spowrotem do pochwy.
- Chodźcie dziewczyny! Spójrzcie na to!!! - krzyknęła Tina i je wywołała. One chociaż trochę przerażone to poparły decyzje zabicia orka. Pogratulowały Teri odwagi i Tinie taktyki w walce i wyszły z komnaty. Biegły różnymi tunelami jakiś czas aż nagle zobaczyły światło. W wielkim rozpędzie wyskoczyły z Twierdzy na zewnątrz. Wreszcie były wolne!
- Musimy zobaczyć co z Abi! - krzyknęła Beti i inne dziewczyny się na nią obejrzały. Stwierdziły, że ma rację i zaczęły skradać się do głównej bramy twierdzy poboczem. Orkowie nie zwracali na nie uwagi bo myśleli, że są zwykłymi niewolnicami. Nie reagowali nawet na ich zbroje bo myśleli, że to nowa zabawa Crag Hacka. Jednak nie mogły przemknąć niezauważone. Nagle nad całą twierdzą rozbrzmiał gong alarmowy a zewsząd rozległy się krzyki i nawoływania...
- Zostałyśmy wykryte!? - Z przerażeniem krzykneła Teri przytykając rękę do ust. Tina przytknęła do nich palec i zwróciła oczy na bramę twierdzy. To, co zobaczyły zasiało w nich ziarno przerażenia.
Przez główną bramę twierdzy wyszła Krellion. Miała mnóstwo ran na całym ciele, ale to nie wszystko... Za sobą ciągnęła za nogi ciało. Dziewczyny przerażone rozpoznały w nim Abigail. Czy przegrała??? Gdzie jest Visdomir i Paula???
- ABIII!!! - Krzyknęła Suzan i zaczęła się wyrywać ale dziewczyny ją przytrzymały. Nie mogły teraz się odkryć. Krellion podeszła do dwóch strażników i usłyszały:
- Niewolnice zaczęły rebelie. To ich przywódczyni, niewolnica Jabarkasa Abigail. Zawiadomiłam już radę wioski i wiemy, co z nią zrobimy. Za kilka chwil zostanie spalona na stosie i odpowie za to, co mi zrobiła!!! - Krellion zaniosła się okrutnym śmiechem i już miała ruszyć dalej, gdy obróciła głowę prosto na zbledniałą z przerażenia Tinę i inne dziewczyny. Wykrzywiła porąbaną mieczem Abi twarz w okropnym grymasie i zasyczała:
- Tu jesteście, ptaszki... Hahahahaha!!! Nie mam czasu na was, ale możecie być niezłą przystawką dla roków! Shiva! Porachuj im kości! - krzyknęła, zarzuciła ciało Abi na ramię i skierowała się w stronę ratusza. Dziewczyny usłyszały z nieba ryk ptaków - to wojowniczka Shiva wraz ze swoimi Rokami przybyła, by je pokonać.
Co teraz stanie się z Abi??? A jak poradzą sobie dziewczyny? Co stało się z Paulą i Visdomirem? Tego dowiecie się w następnym rozdziale
cdn.
* To okrzyk walczącej wojowniczki
Subskrybuj:
Posty (Atom)