Teri miała w głowie od dawna zaplanowany obraz dzisiejszego dnia i nie mogła pozwolić sobie na opóźnienie. Niestety sen, który dopadł jej tej nocy, nieco wydłużył poranne czynności - długo nie mogła zmusić się do wstania ze swojego słomianego łoża. Powoli zeszła po schodach by znaleźć się w kuchni, gdzie czekała na nią zniecierpliwiona matula.
- Co tak długo? Śniadanie od 20 minut ci stygnie na talerzu! - powiedziała chłodnym tonem dojrzała kobieta. Jej kruczoczarne kołtuny powoli zakrywały pasma długich, szorstkich włókien. Twarz, choć pokryta zmarszczkami i ogólnie wykończona życiem, mogła kiedyś przypominać tą posiadaną przez Therese.
- Nie mam na to czasu, i tak już zaspa...
- Nie, nie, NIE! Nawet mi nie mów, ze dzisiaj też gdzieś wychodzisz. Odwiedza nas dzisiaj wujek Rosh i ciocia Cornelia. Mają zabrać cię do miasta i pokazać czym się zajmujemy. Myślę, że jesteś już na tyle dorosła, aby zacząć pracować i wspomóc rodzinę finansowo.
- Co?! Nie mam zamiaru zajmować się jakimś kuglarstwem i oszukiwaniem ludzi. Nienawidzę za to naszej społeczności.
- Czy ci się podoba, czy nie to jest twoje dziedzictwo.
- Chyba oszalałaś! Tata nie chciał tego, starał się naprawdę pomagać ludziom, zamiast opowiadać im bajki o ich przyszłości...
- Tata nie żyje, zrozum to. A my musimy jakoś iść do przodu tylko tak jakoś przetrwamy.
- Czemu to ciebie nie pochłonęła zaraza!!!
Matka nie wytrzymała i wymierzyła dłonią w lico córki, jednak w ostatniej chwili zatrzymała ją w powietrzu.
- TERI, MARSZ NA GÓRĘ! ALE JUŻ!
Dziewczyna jednak popatrzyła jej w oczy ze smutkiem, odepchnęła i otworzyła drzwi, żeby uciec. Ku jej zdumieniu zobaczyła tam postawnego mężczyznę oraz drobną kobietę. Był to wujek i ciocia.
- Teri! Chyba słyszałem jakieś okrzyki radości. - powiedziała wesoło ciocia Cornelia.
Ona jednak nie chciała zostać tam ani chwili dłużej. Ominęła ich i pobiegła ile fabryka dała, tak aby znaleźć się jak najdalej od swojej zaborczej matki.
- Teri! Teri! Co się stało? - słyszała gdzieś w oddali znajome głosy. Jednak z czasem okrzyki zaczęły milknąć rozpływając się w powietrzu.
Po zabójczym maratonie zatrzymała się przy wąskiej rzeczce. Musiała chwilę odsapnąć, więc klapnęła na olbrzymim kamieniu i nabrała łyk lodowatej wody. Zaczęła rozmyślać o tym co się właśnie wydarzyło.
Poczuła, że postąpiła słusznie, choć słowa, które rzuciła w stronę matki - "Czemu to ciebie nie pochłonęła zaraza?" - były wypowiedziane z żelazną miną, to w środku poczuła okropne przygnębienie i żal do samej siebie.
- Czy naprawdę jestem taka? Okropna ze mnie córka... - myśli kłębiły się w jej głowie. - Ale to oni postępują niesłusznie! Cała wioska, rodzina, ludzie! Jak oni mogą tak nabierać biednych mieszczan?! Tata miał pewien cel w życiu. Naprawdę starał się wspierać innych swoim darem widzenia przyszłości. On widział ją, tak...tak na poważnie...
Therese nie interesowała się ni tarotem, ni wróżbiarstwem od jego śmierci. Nie widziała w tym żadnego sensu, a szczególnie gdy miałaby zmyślać. Zawsze starała się być jak najbardziej szczera, aż do bólu. Pewnie dlatego miała tak mało przyjaciół... Posiadała za to czas dla siebie! Gdy inne dzieciaki uczyły się układać karty, ona ciskała nimi to w drzewa, to w jakieś ruchome cele niczym wyborowy łucznik strzałami. Wychodziło to jej to znakomicie! Przez to prawie codziennie wracała ze szkoły z uwagami w dzienniczku - za bójki, albo zakłócanie spokoju w klasie. Ale czy te jej wina, że Pamela Liberation śmiała się z jej postrzępionych kart? Pokazała jej tylko co potrafią te cudeńka wysyłając w złośnicę całą serię - nic nie zostało z jej bujnych loków! Jednak mało kto potrafił docenić jej zdolności. Zakolegowała się tylko z jedną dziewczyną z klasy - Felisią Crisp. Teri uczyła ją jak poprawnie rzucać kartami, a w zamian otrzymywała lekcje kung-fu! W tym również była niesamowicie dobra. Wkrótce uczennica przerosłą "mistrza" i wspólnie trenowały nowe układy podczas codziennych spotkań w lesie. Na dzisiaj też były umówione, dlatego dziewczyna musiała szybko zmykać z domu. Za. nic nie chciała pominąć kolejnych ćwiczeń.
- Ok, muszę się zbierać. Felisia nie może czekać! - pomyślała i zebrała się na równe nogi. Już uspokoiła siebie oraz swój oddech. Nie chciała dłużej rozmyślać nad kutnią, a tym bardziej nad tym co czeka ją po powrocie do domu.
Szła powolnym spacerkim chłonąc przecudne widoki, które roztaczały się dookoła. Droga była dokładnie wydeptana w wysokiej trawie. Pod stopami spokojnie płynął strumyk, przy którym wcześniej odpoczywała, po drugiej stronie zaczynał się rzadki lasek, gęstniejący wraz z odległością, przez liście sączyły się strugi światła ogrzewające twarz Teri. Dziewczyna była dość urodziwa, jednak wychodząca poza schemat typowej cyganki. Stosunkowo lekkie rysy twarzy nadrabiała swoją nad wyraz intensywną mimiką. Po jej czole spływały czarne jak noc, kędzierzawe włosy - takie jak posiadała matka w młodości - właśnie włosy najbardziej je do siebie upodabniały. Therese często lubiła nosić chustki na głowie, oraz delikatną biżuterię. Nie przepadała za sukienkami, chociaż zakładała je z przyzwyczajenia. Wolała w ich miejsce założyć luźne spodnie z szerokimi nogawkami zwężającymi się pod kolanem. W takich ubraniach czuła się wolna i cieszyć się swobodą ruchów przy treningach. Mimo, że cyganie są postrzegani przez innych jako lud wolny i bez zasad, ona widziała to zupełnie inaczej. Całe społeczeństwo było skostniałe! Źle odbierali jej lekkiego ducha oraz brak skrępowania, które tak kochała.
Teri coraz bardziej zbliżała się do miejsca gdzie zazwyczaj umawiała się z Felisią. Był to gęsty las, nieprzypominający tego koło strumyka. Wiele osób bało się go, mówiąc, że zamieszkują go cudaczne istoty takie jak centaury, czy nimfy. Nic dziwnego - Levensfree znajdowało się na granicy ziem elfów i ludzi, chociaż należało bezpośrednio do tych drugich. Therese nie bała się tych stworzeń. Niejednokrotnie ucinała sobie z nimi pogawędkę, im również zależało na swobodzie tak jak jej. Rozumieli się doskonale.
- Felisia! Halo?! - zawołała za koleżanką - Hmmm, chyba jej jeszcze nie ma. No trudno, nie wie co ją ominie - zaśmiała się w duchu.
Postanowiła nie marnować czasu, więc rozpoczęła trening. Zadawała serię ciosów, raz nogami, raz rękami prosto w konary starych drzew wizualizując przy tym postać przeciwnika.
Minęło sporo czasu i nikt dalej się nie zjawiał. Zawiedziona Teri zasiadła na trawie i wsłuchiwała się w cichy szelest liści. Sprawiało jej to błogą radość. Potrafiła się wtedy niezmiernie skupić i odprężyć. Nagle przed jej oczyma ukazał się nieznany obraz. Było to miejsce...Tak to Levensfree! Ale jakieś takie zdeformowane. Po chwili Zauważyła okropny chaos, przypominający ten z dzieciństwa. Czyżby znowu ścigało ją widmo przeszłości. Nie! To jest obraz znany z teraźniejszości, jednak czy to możliwe... to oznacza, ze zaraza może powrócić! Teri szybko otwarła oczy i próbowała się poderwać.
- Nie! To nie możliwe! Tak nie może być! - krzyczała. - Muszę komuś o tym powiedzieć.
Zszokowana dziewczyna nie zwracając uwagi na zmęczenie, pobiegła w stronę wioski, tą samą drogą, którą tu przybyła.
Podczas podróży nawiedzały ją kolejne widzenia. Te, które już były i te które mogą nadejść... W głowie dziewczyny ugrzązł obraz ojca, wszystkie wspólne chwile. Większość czasu spędzała właśnie z nim. Nauczył córkę samodzielności i zaradności, zawdzięczała mu to kim teraz jest.
Gdy docierała do celu obrazy zanikały. Zobaczyła znajomą twarz w oddali. Była to Felisia! Nie można pomylić z nikim tej blond czupryny.
- Halo! Hej! - krzyknęła w stronę koleżanki przybliżając się.
- T...Teri? Ojej, przepraszam, że mnie nie było, ale...ale...
- Mam Ci coś ważne... no właśnie, gdzie byłaś? Byłyśmy przecież umówione.
- No właśnie mam ci coś ważnego do powiedzenia. - Teri rzuciła jej pytające spojrzenie - Wiem, że miałuśmy pomagać i tak dalej, ale rozmawiałam dzisiaj z twoją i moją mamą. Od dzisiaj zaczynam szkolenie i będę jak inni chodziła do miasta. Przeprasza.
- Jak to?! Nawet ty? Przecież zawsze mi obiecywałaś... - Therese z trudem powstrzymywała łzy - To pewnie moja mama zrobiła ci takie kiełbie we łbie. Zaraz z nią poważnie porozmawiam!!!
- Teri! Czekaj! Miałaś mi coś ważnego powiedzieć. Teri!
Ona jednak nie słuchała. Była już w drodze do swojego domu. Miała zamiar wszystko wyjaśnić ze swoją matulą. Nie mogła... nie chciała tego dłużej tolerować. Tym razem była gotowa opuścić swój rodzinny dom, chociaż obiecała tego nie robić swemu ojcu na łożu śmierci. On wiedział, że może kiedyś do tego dojść - obie z mamą nigdy się nie dogadywały. Teri uważała, że kobieta chce jak najbardziej podciąć jej skrzydła, usidlić na zawsze u swego boku.
- Coś ty narobiła? Słucham! - wykrzyczała Therese gdy tylko z impetem wparowała do swojego domu.
- Ooo, córeczka jak miło cię widzieć. Czy coś się stało? - wargi kobiety zdawały się wędrować ku górze .
- Nie udawaj głupiej. Wiem co zrobiłaś! Masz to teraz natychmiast odkręcić.
- A coś ty myślała? Ciocia i wujek jechali tu taki szmat drogi dla ciebie. Chcieli cię czegoś nauczyć... ale ty jak zwykle swoje. Nie mogłam im pozwolić odejść z pustymi rękami. - powoli zaczęła wstawać ze swojego miejsca - To jest biznes dziecko. Teraz ta twoja koleżanka od siedmiu boleści - panna Crisp! - zajmie twoje miejsce i będzie pod ich okiem pracowała w mieście.
- Ja... ja cię nie poznaje! Przeszłaś samą siebie! Jak mogłaś mi coś takiego zrobić?
- A jak inaczej mam cię tutaj zatrzymać? Hmmm?
- Właśnie nie możesz. Nie zostanę tutaj ani chwili dłużej. Odchodzę!
- Nigdzie cię nie puszczę! - chwyciła Therese za nadgarstek.
- A może to ta zaraza...Ona cię zmienia. Znów ją widziałam, ale tutaj. W teraźniejszości...
- Jak?! To może znowu Gruzilda, jak ona śmie. - powiedziała pod nosem puszczając z uścisku Teri. - Musimy ją powstrzymać.
- Co? Kim jest Gruzilda? Mamo! - Teri układała sobie w głowie nowo poznane fakty. Nigdy nie dowiedziała się co sprowadziło plagę. Nikt nie chciał jej udzielić informacji, pomimo że była jej naocznym świadkiem. - Czy to ona sprowadziła zarazę?
- Nie mam czasu! Muszę poinformować burmistrza. Ta wiedźma znów przeciw nam knuje! Ale nie ma odwagi wyjść z tego swojego zarośniętego lasu.
Matka wyszła kierując się Do Głównego Budynku, w którym zasiadał burmistrz. Teri była w szoku! Przed chwilą się kłóciły i nic innego nie miało znaczenia. Jednak teraz? Dziewczyna nie wiedziała co robić. Postanowiła posłuchać głosu swojego serca, a ono podpowiadało jej tylko jedno - Znajdź Gruzildę! Może to ona da ci wszystkie odpowiedzi - Nie miała w końcu nic do stracenia, jej życie i tak dostatecznie waliło się na głowę. Lasu z resztą i tak się nie bała.
Wyszła więc po chwili wewnętrznej rozmowy. Czuła napływającą adrenalinę. Teraz wszystko się zmieni...
Na zewnątrz zobaczyła Felisię. Postanowiła do niej podejść - wiedziała, ze postępuje słusznie.
- Teri! Nic ci nie jest? Wyglądasz koszmarnie... - zaczęła Felisia.
- Naprawdę nie mam na to czasu! Czy wiesz coś o Gruzildzie? - zapytała stanowczo.
- Ja... Co? Nie wiem, czy mogę... - dziewczyna widocznie się speszyła.
- Gadaj natychmiast! Wiem, że nie umiesz kłamać.
- No, ale mi zabronili... No... no dobrze. Niektórzy mówią, że mieszka gdzieś w tamtej stronie lasu. Koło stawu. Tylko tyle wiem. Nikt miał ci nie mówić, bo wiedzą jakim lekkoduchem jesteś, i że niczego się nie boisz... Proszę uważaj na siebie i nie narób głupot. Proszę!
- O mnie się nie martw. Hah! Nasze drogi chyba tutaj się rozstają. Myślałam, że jesteś twardsza i im się nie dasz. Może jednak coś z ciebie będzie.
- Nadal nie zapomniałam o moich obietnicach. Zrobię co w mojej mocy. Żegnaj Teri!
Dziewczyny jeszcze raz objęły się. Mimo, iż tak wiele je teraz dzieliło, nadal czuły wspólną więź. Po paru sekundach Therese odbiegła. Musiała się spieszyć, żeby zdążyć przed wioską dotrzeć do "wiedźmy z lasu".
- Nie można ciągle żyć przeszłością. Muszę odkryć co tutaj się wyrabia - pomyślała Teri i zniknęła gdzieś w ciemniej puszczy.
cdn.
środa, 28 czerwca 2017
czwartek, 15 czerwca 2017
Rozdział XIII - Dziewczyna musi zmykać
DLACZEGOOOO!!!??? - Krzyknęła w myślach Abi patrząc na omdlonego Visdomira u swoich stóp. Magowie z bracady strzelali w roki Shivy magicznymi pociskami ale to nic nie dalo bo ona szybko uciekła
- Abi jesteśmy z tobą! Co mamy robić? - Krzyknęła Tina przeciskając się przez tłum gości którzy byli spanikowani i latali we wszystkie strony deptając welon Abi, który leżał zdarty na ziemi i sie poniewierał bo jej spadł chwilę wcześniej
- Spokój! - Ryknął Theodorus na całą salę i wszyscy przystanęli - Abi, twoja misja właśnie się rozpoczyna. Nie możemy dłużej czekać. Biegnijcie do statku! - Powiedział spokojnym tonem jak na okoliczności
- Ale Visdomir!? - Zdezorientowana Abi popatrzyła raz na theodorusa a raz na swojego niedoszłego małżonka
- Zajmiemy sie nim i uleczymy jego rany a teraz idź! - Abi stała w miejscu i była rozerwana w myślach. "Nie mogę teraz iść!!! Orkowie zniszczyli najpiękniejszą chwile w moim życiu muszę się odegrać!"
- ABI!!! Idziemy! - Krzyknęła Paula i pociągnęła ją do tyłu
- Zedrzyj tą kiecke blokuje twoje ruchy! - Tina dodała i pociągnęła za suknie ślubną abi urywając ją i ukazując jej zgrabne lśniące nogi
- Tina!!! Ona kosztowała 300 dukatów! - Powiedziała paula dając jej kuksańca w bok
- Przyda się bardziej na bandaż dla visdomira! Idziemy! - Krzyknęła Tina, pociągnęła dziewczyny i zaczęły przepychać się w tłumie do schodów. Iron Girls przygotowaly im drogę rozpychając innych i znalazły się na brzegu jeziora. Altany były rozwalone i pół z nich pływało w strzępach w jeziorze a w wodzie było dużo zdezorientowanych ludzi którzy szybko chcieli uciekać przed atakiem orków
- Dlaczego mój ślub zmienił się w koszmar!!! - Nie wytrzymała abi i krzykneła w niebo
- Ciii!!! Ona chyba nadal nie wie że zyjesz nie odzywaj sie - Przyblokowała jej usta Paula i biegły brzegiem w strone zamku
- Musimy szybko zdobyć księgę czarów i ekwipunek na wyprawę! Zostały w moim dormitorium - powiedziała Abi
- ok biegniemy - odkrzyknęły paula i tina
- Iron Girls! Strzeżcie ludzi w jeziorze przed orkami dopóki nie wrócimy! - Abi wykrzyczała swój pierwszy rozkaz. Dziewczyny przystaneły w szeregu i szybkim ruchem przyłożyły rękę do czoła od boku
- O..K.! - Wydały metaliczny rozdźwięk i wzróciły się natychmiast w strone jeziora
A żywe dziewczyny poleciały w strone zamku. Wleciały szybko do niego i minęły strażników którzy zdumieni zagwizdali na nogi abi
- Sory śpieszymy sie! - Odpowiedziała dziewczyna i z determinacją pobiegła po schodach do swojego dormitorium. Wpadła do niego jak burza i szybko skierowała się do swojego pokoju, ale nagle stanęła na srodku i odwróciła się do dziewczyn i krzyknęła
- Tak naprawde nie chcę nigdzie jechać! - cisnęła białą torebke ślubną na łóżko - Walka zaczyna się tu i teraz zwłaszcza że zranili visdomira!
- My też nie chcemy Abi! Starcie z Krellion i Jabarkasem jest tak blisko od nas! - zawtórowały dziewczyny
- Tak naprawde nie pojedziemy tylko ich oszukamy! - Zaproponowała Paula i popatrzyła po towarzyszkach. Te spojrzały na siebie i już miały odkiwać głową gdy...
- No, no no... Naprawde chciałabyś zawieść całą bracade która pokłada w tobie nadzieje - Usłyszały głos neli i abi od razu zrobiło się głupio. Dżinka stała w drzwiach i uważnie sie jej przyglądała, a abi nie wytrzymała i rzuciła jej sie w objęcia
- nie wiem co teraz robić!!!
- Rozumiem Abi, jesteś zdenerwowana... Wszystko przygotowałam, możecie lecieć! - wskazała na pakunki obok drzwi do pokoju. Abi chwile się zastanowiła i... postanowiła zaskoczyć wszystkich
- Paula i Tina, zostańcie. To moja misja i miałam w nią jechać sama. Oddajcie Jabarkasowi za mnie wielkiego kopniaka w tyłek! - Powiedziała zdecydowana obracając się do dziewczyn
- Ale Abi...!!!
- Bracada potrzebuje teraz bardziej waszego miecza niz ja mam przecież Iron Girls! Postaram się wrócić jak najszybciej a w tym czasie wy dajcie z siebie wszystko! - Popatrzyla na dziewczyny które stały w niezdecydowaniu "Chciałabym żeby ze mną poszły ale tu są potrzebniejsze. Nie mogę myśleć o sobie!" spojrzała na Nele i ujrzała minę aprobaty
- Doceniam twoje dojrzałe podjeście. A teraz idźcie! - odkrzyknęła Nela przepuszczając je do drzwi. Dziewczyny milczały... Zbiegły na dół razem z walizką i przebiły sie przez wrota zamku. leciały w strone stoczni gdy nagle ujrzały przed sobą wielką sylwetke rozbudowanego orka...
***
Shiva wracała z misji zwiadowczej do garnizonu orków położonego zaraz koło bracady. Założyli go niedawno i wszyscy byli jeszcze troche opieszali ale mieli już plan walki. Wylądowała na płaskim miejscu i szybko poleciała do głównego dowódcy Crag Hacka
- Melduje sie! Nie przywiozłam ze sobą chłoptasia bo miał ślub ale nieźle go uszkodziłam. - Zaśmiała się Shiva - krew zrosiła biały welon panny młodej!
- AHAHAAHAHAHHA! Zakochany głupiec znalazł sobie nową dziewczyne jak spaliliśmy mu Abi - Zaharczał Crag Hack - No nic a reszta wiadomości?
- W bracadzie panuje teraz totalny haos - odpowiedziała shiva - wszyscy byli na slubie gdy zaatakowałam moimi rokami. Na pewno szykują się do odparcia ataku którego...
- Nie będzie od tej strony! Zaatakujemy ich tyły! AhAHAHAHA - Ryknął Crag Hack i obrócił sie - Sforo! - Krzyknął w orków na polu i oni szybko ustawili sie do akcji - Wyruszamy jutro o 12! zaatakujemy bracade od doliny willi i rozwalimy ten głupi zamek!
- KREW! WALKA! ŚMIERĆ! - odkrzyknęli orkowie a na ustach crag hacka zjawił się obleśny szeroki uśmiech ekstazy walki. Gdzieś w krzakach poruszyła się sowa i poleciała na południe.
***
Sowa leciała, leciała aż doleciała do małego obozowiska zaraz u murów bracady. Z namiotu wywlokła się zaspana dziewczyna ze zmierzwioną czupryną i odebrała wiadomość, podskoczyła z szoku i szybko wgramoliła się spowrotem do namiotu. Zobaczyła tam śpiącego smacznie orka który leżał bokiem i przytulał poduszkę
- Hej, hej! Musimy szybko biec do bracady! - krzyknęła Pati i kopnęła go kilka razy po nogach aż otworzył oczy i od razu szybko powstał
- Jak tam u crag hacka? - Zapytał Dessa ocierając oczy ze śpiochów i ziewając
- Chcą zaatakować bracadę jutro od strony doliny willi! - Powiedziała zniecierpliwiona Pati pakując wszystko, co ze sobą wzieli
- To nie mamy na co czekać, ale nie przyjmą mnie przyjaźnie - powiedział zrezygnowany ork zwijając namiot. Dessa i Pati bali się wejść do bracady od wczoraj bo wiedzieli, że wygląd Dessy odstraszy jej mieszkańców więc zrobili obozowisko ale nie mogli dłużej czekać. Zarzucili plecaki, wskoczyli na konie i popędzili do wrót bracady
- Hej kto idzie stać! - Krzyknął strażnik
- Hej jestem Pati a to Dessa. Jedziemy z ważną wiadomością do władz bracady i jesteśmy wam przychylni - Powiedziała Pati uśmiechając się i dała dessie kuksańca żeby też zrobił serdeczny uśmiech. ten posłuchał jej rady i skrzywił swoją buzię w uśmiechu ale przez to wyskoczyły jego orcze kły
- Jesteś orkiem! - krzyknął z wrogością mężczyzna z okna i już wyciągał swój napięty łuk...
- Stop! On jest dobrym orkiem i uciekliśmy razem z twierdzy żeby powiedzieć o ich planach wojennych! - Powiedziała Pati wysuwając się naprzód i broniąc towarzysza który pokiwał smutno głową
- No doba, Możecie wjechać, ale zostawcie tutaj broń! - powiedział strażnik
- Nie mamy broni jesteśmy tylko podróżnikami - powiedziała Pati i obróciła się ukazując, że nie ma broni
- To wejdźcie ale mam was na oku - pokiwał palcem strażnik. Pati i Dessa wjechali do bracady i... w ten sposób spotkali się z Abi.
***
- Pati!? - Krzyknęła Paula wypuszczając powietrze z ust
- Całe szczęście że jesteście! - Powiedziała Pati
- Ale dlaczego... - Powiedziała zdziwiona tina patrząc na Dessę który trzymał założone ręce i patrzył w bok
- Nie mamy czasu na wyjaśnienia ale to dobry ork i nie zrobi wam krzywdy! Musimy biec do władcy bracady, gdzie on jest i kto to? - zapytała pati. To, co stało się następnie, zdziwiło wszystkich. Abi choć znana ze swojej nienawiści do orków i zacietrzewienia w walce z nimi pierwsza podeszła do Dessy i wyciągnęła rękę
- Hej jestem Abi. - powiedziała ledwo wypowiadając słowa, bo bała się stojącego przed nią orka, ale wiedziała, że nie może sądzić wszystkich po jabarkasie. Poza tym nagle stało się tak wiele złego że była całkiem zdezorientowana. Dessa popatrzył na nią i na jego twarzy pojawił się prawdziwy, a nie udawany uśmiech
- Jestem Dessa, miło mi cię poznać - podał delikatnie rękę abi i pozwolił, by to ona nią potrząsnęła. Ta uniosła zwrok i popatrzyła w twarz dessy
- Musicie iść w strone ratusza, dowódca bracady ma okulary-połówki i... - Abi zamilkła bo głos jej ugrzązł w gardle gdy przypomniała sobie scenę ślubu sprzed chwili
- Abi, dziękuję. Musisz jeszcze jedno wiedzieć - powiedziała Pati patrząc na załamaną dziewczynę - Oni nie wiedzą, że żyjesz
- Wykorzystaj to mądrze - powiedział Dessa i puścił jej rękę
- Biegniemy, Pati! - powiedział, wsiadł na konia i pojechali szybko w stronę ratusza
- Okej na nas też czas! - Powiedziała Tina i ponagliła resztę dziewczyn. Abi zdziwiona popatrzyła na nią
- No co, myślałaś, że się zgodzimy tu zostać? Nie ma szans! - Powiedziała Paula a Abi nie zaprotestowała. Chciała dziewczyny u swojego boku.
Podleciały do stoczni, Abi zwołała Iron Girls, które posłusznie wynurzyły się z jeziora niosąc nie umiejących pływać ludzi na brzeg i ustawiły się przed wejściem na statek
- Kapitanie, cel: Tatalia! Płyniemy na misję we trójkę! - Powiedziała Abi
- Wznieść maszt! - krzyknął jakiś majtek na boku gdy Abi z dziewczynami i swoim oddziałem wkroczyła na statek
- Odbijamy! - i marynarz odwiązał statek od portu bracady. Przed Abi szykowała się nowa przygoda... Razem z dziewczynami stała na boku statku i spoglądała na ruiny swojego wesela myśląc o tym, że kiedyś za to się odegra. Orkowie zapłacą za wszystko, co jej wyrządzili...
cdn.
- Abi jesteśmy z tobą! Co mamy robić? - Krzyknęła Tina przeciskając się przez tłum gości którzy byli spanikowani i latali we wszystkie strony deptając welon Abi, który leżał zdarty na ziemi i sie poniewierał bo jej spadł chwilę wcześniej
- Spokój! - Ryknął Theodorus na całą salę i wszyscy przystanęli - Abi, twoja misja właśnie się rozpoczyna. Nie możemy dłużej czekać. Biegnijcie do statku! - Powiedział spokojnym tonem jak na okoliczności
- Ale Visdomir!? - Zdezorientowana Abi popatrzyła raz na theodorusa a raz na swojego niedoszłego małżonka
- Zajmiemy sie nim i uleczymy jego rany a teraz idź! - Abi stała w miejscu i była rozerwana w myślach. "Nie mogę teraz iść!!! Orkowie zniszczyli najpiękniejszą chwile w moim życiu muszę się odegrać!"
- ABI!!! Idziemy! - Krzyknęła Paula i pociągnęła ją do tyłu
- Zedrzyj tą kiecke blokuje twoje ruchy! - Tina dodała i pociągnęła za suknie ślubną abi urywając ją i ukazując jej zgrabne lśniące nogi
- Tina!!! Ona kosztowała 300 dukatów! - Powiedziała paula dając jej kuksańca w bok
- Przyda się bardziej na bandaż dla visdomira! Idziemy! - Krzyknęła Tina, pociągnęła dziewczyny i zaczęły przepychać się w tłumie do schodów. Iron Girls przygotowaly im drogę rozpychając innych i znalazły się na brzegu jeziora. Altany były rozwalone i pół z nich pływało w strzępach w jeziorze a w wodzie było dużo zdezorientowanych ludzi którzy szybko chcieli uciekać przed atakiem orków
- Dlaczego mój ślub zmienił się w koszmar!!! - Nie wytrzymała abi i krzykneła w niebo
- Ciii!!! Ona chyba nadal nie wie że zyjesz nie odzywaj sie - Przyblokowała jej usta Paula i biegły brzegiem w strone zamku
- Musimy szybko zdobyć księgę czarów i ekwipunek na wyprawę! Zostały w moim dormitorium - powiedziała Abi
- ok biegniemy - odkrzyknęły paula i tina
- Iron Girls! Strzeżcie ludzi w jeziorze przed orkami dopóki nie wrócimy! - Abi wykrzyczała swój pierwszy rozkaz. Dziewczyny przystaneły w szeregu i szybkim ruchem przyłożyły rękę do czoła od boku
- O..K.! - Wydały metaliczny rozdźwięk i wzróciły się natychmiast w strone jeziora
A żywe dziewczyny poleciały w strone zamku. Wleciały szybko do niego i minęły strażników którzy zdumieni zagwizdali na nogi abi
- Sory śpieszymy sie! - Odpowiedziała dziewczyna i z determinacją pobiegła po schodach do swojego dormitorium. Wpadła do niego jak burza i szybko skierowała się do swojego pokoju, ale nagle stanęła na srodku i odwróciła się do dziewczyn i krzyknęła
- Tak naprawde nie chcę nigdzie jechać! - cisnęła białą torebke ślubną na łóżko - Walka zaczyna się tu i teraz zwłaszcza że zranili visdomira!
- My też nie chcemy Abi! Starcie z Krellion i Jabarkasem jest tak blisko od nas! - zawtórowały dziewczyny
- Tak naprawde nie pojedziemy tylko ich oszukamy! - Zaproponowała Paula i popatrzyła po towarzyszkach. Te spojrzały na siebie i już miały odkiwać głową gdy...
- No, no no... Naprawde chciałabyś zawieść całą bracade która pokłada w tobie nadzieje - Usłyszały głos neli i abi od razu zrobiło się głupio. Dżinka stała w drzwiach i uważnie sie jej przyglądała, a abi nie wytrzymała i rzuciła jej sie w objęcia
- nie wiem co teraz robić!!!
- Rozumiem Abi, jesteś zdenerwowana... Wszystko przygotowałam, możecie lecieć! - wskazała na pakunki obok drzwi do pokoju. Abi chwile się zastanowiła i... postanowiła zaskoczyć wszystkich
- Paula i Tina, zostańcie. To moja misja i miałam w nią jechać sama. Oddajcie Jabarkasowi za mnie wielkiego kopniaka w tyłek! - Powiedziała zdecydowana obracając się do dziewczyn
- Ale Abi...!!!
- Bracada potrzebuje teraz bardziej waszego miecza niz ja mam przecież Iron Girls! Postaram się wrócić jak najszybciej a w tym czasie wy dajcie z siebie wszystko! - Popatrzyla na dziewczyny które stały w niezdecydowaniu "Chciałabym żeby ze mną poszły ale tu są potrzebniejsze. Nie mogę myśleć o sobie!" spojrzała na Nele i ujrzała minę aprobaty
- Doceniam twoje dojrzałe podjeście. A teraz idźcie! - odkrzyknęła Nela przepuszczając je do drzwi. Dziewczyny milczały... Zbiegły na dół razem z walizką i przebiły sie przez wrota zamku. leciały w strone stoczni gdy nagle ujrzały przed sobą wielką sylwetke rozbudowanego orka...
***
Shiva wracała z misji zwiadowczej do garnizonu orków położonego zaraz koło bracady. Założyli go niedawno i wszyscy byli jeszcze troche opieszali ale mieli już plan walki. Wylądowała na płaskim miejscu i szybko poleciała do głównego dowódcy Crag Hacka
- Melduje sie! Nie przywiozłam ze sobą chłoptasia bo miał ślub ale nieźle go uszkodziłam. - Zaśmiała się Shiva - krew zrosiła biały welon panny młodej!
- AHAHAAHAHAHHA! Zakochany głupiec znalazł sobie nową dziewczyne jak spaliliśmy mu Abi - Zaharczał Crag Hack - No nic a reszta wiadomości?
- W bracadzie panuje teraz totalny haos - odpowiedziała shiva - wszyscy byli na slubie gdy zaatakowałam moimi rokami. Na pewno szykują się do odparcia ataku którego...
- Nie będzie od tej strony! Zaatakujemy ich tyły! AhAHAHAHA - Ryknął Crag Hack i obrócił sie - Sforo! - Krzyknął w orków na polu i oni szybko ustawili sie do akcji - Wyruszamy jutro o 12! zaatakujemy bracade od doliny willi i rozwalimy ten głupi zamek!
- KREW! WALKA! ŚMIERĆ! - odkrzyknęli orkowie a na ustach crag hacka zjawił się obleśny szeroki uśmiech ekstazy walki. Gdzieś w krzakach poruszyła się sowa i poleciała na południe.
***
Sowa leciała, leciała aż doleciała do małego obozowiska zaraz u murów bracady. Z namiotu wywlokła się zaspana dziewczyna ze zmierzwioną czupryną i odebrała wiadomość, podskoczyła z szoku i szybko wgramoliła się spowrotem do namiotu. Zobaczyła tam śpiącego smacznie orka który leżał bokiem i przytulał poduszkę
- Hej, hej! Musimy szybko biec do bracady! - krzyknęła Pati i kopnęła go kilka razy po nogach aż otworzył oczy i od razu szybko powstał
- Jak tam u crag hacka? - Zapytał Dessa ocierając oczy ze śpiochów i ziewając
- Chcą zaatakować bracadę jutro od strony doliny willi! - Powiedziała zniecierpliwiona Pati pakując wszystko, co ze sobą wzieli
- To nie mamy na co czekać, ale nie przyjmą mnie przyjaźnie - powiedział zrezygnowany ork zwijając namiot. Dessa i Pati bali się wejść do bracady od wczoraj bo wiedzieli, że wygląd Dessy odstraszy jej mieszkańców więc zrobili obozowisko ale nie mogli dłużej czekać. Zarzucili plecaki, wskoczyli na konie i popędzili do wrót bracady
- Hej kto idzie stać! - Krzyknął strażnik
- Hej jestem Pati a to Dessa. Jedziemy z ważną wiadomością do władz bracady i jesteśmy wam przychylni - Powiedziała Pati uśmiechając się i dała dessie kuksańca żeby też zrobił serdeczny uśmiech. ten posłuchał jej rady i skrzywił swoją buzię w uśmiechu ale przez to wyskoczyły jego orcze kły
- Jesteś orkiem! - krzyknął z wrogością mężczyzna z okna i już wyciągał swój napięty łuk...
- Stop! On jest dobrym orkiem i uciekliśmy razem z twierdzy żeby powiedzieć o ich planach wojennych! - Powiedziała Pati wysuwając się naprzód i broniąc towarzysza który pokiwał smutno głową
- No doba, Możecie wjechać, ale zostawcie tutaj broń! - powiedział strażnik
- Nie mamy broni jesteśmy tylko podróżnikami - powiedziała Pati i obróciła się ukazując, że nie ma broni
- To wejdźcie ale mam was na oku - pokiwał palcem strażnik. Pati i Dessa wjechali do bracady i... w ten sposób spotkali się z Abi.
***
- Pati!? - Krzyknęła Paula wypuszczając powietrze z ust
- Całe szczęście że jesteście! - Powiedziała Pati
- Ale dlaczego... - Powiedziała zdziwiona tina patrząc na Dessę który trzymał założone ręce i patrzył w bok
- Nie mamy czasu na wyjaśnienia ale to dobry ork i nie zrobi wam krzywdy! Musimy biec do władcy bracady, gdzie on jest i kto to? - zapytała pati. To, co stało się następnie, zdziwiło wszystkich. Abi choć znana ze swojej nienawiści do orków i zacietrzewienia w walce z nimi pierwsza podeszła do Dessy i wyciągnęła rękę
- Hej jestem Abi. - powiedziała ledwo wypowiadając słowa, bo bała się stojącego przed nią orka, ale wiedziała, że nie może sądzić wszystkich po jabarkasie. Poza tym nagle stało się tak wiele złego że była całkiem zdezorientowana. Dessa popatrzył na nią i na jego twarzy pojawił się prawdziwy, a nie udawany uśmiech
- Jestem Dessa, miło mi cię poznać - podał delikatnie rękę abi i pozwolił, by to ona nią potrząsnęła. Ta uniosła zwrok i popatrzyła w twarz dessy
- Musicie iść w strone ratusza, dowódca bracady ma okulary-połówki i... - Abi zamilkła bo głos jej ugrzązł w gardle gdy przypomniała sobie scenę ślubu sprzed chwili
- Abi, dziękuję. Musisz jeszcze jedno wiedzieć - powiedziała Pati patrząc na załamaną dziewczynę - Oni nie wiedzą, że żyjesz
- Wykorzystaj to mądrze - powiedział Dessa i puścił jej rękę
- Biegniemy, Pati! - powiedział, wsiadł na konia i pojechali szybko w stronę ratusza
- Okej na nas też czas! - Powiedziała Tina i ponagliła resztę dziewczyn. Abi zdziwiona popatrzyła na nią
- No co, myślałaś, że się zgodzimy tu zostać? Nie ma szans! - Powiedziała Paula a Abi nie zaprotestowała. Chciała dziewczyny u swojego boku.
Podleciały do stoczni, Abi zwołała Iron Girls, które posłusznie wynurzyły się z jeziora niosąc nie umiejących pływać ludzi na brzeg i ustawiły się przed wejściem na statek
- Kapitanie, cel: Tatalia! Płyniemy na misję we trójkę! - Powiedziała Abi
- Wznieść maszt! - krzyknął jakiś majtek na boku gdy Abi z dziewczynami i swoim oddziałem wkroczyła na statek
- Odbijamy! - i marynarz odwiązał statek od portu bracady. Przed Abi szykowała się nowa przygoda... Razem z dziewczynami stała na boku statku i spoglądała na ruiny swojego wesela myśląc o tym, że kiedyś za to się odegra. Orkowie zapłacą za wszystko, co jej wyrządzili...
cdn.
piątek, 9 czerwca 2017
Rozdział XII - Dziewczyna na ślubnym kobiercu
- Witaj Abi - Powiedział Theodorus ze szczytu stołu. Abi przyszła do gildii magów by otrzymać swoją pierwszą misje wicedowódczyni bracady i dostać swój pierwszy oddział do walki z wrogami. Tego dnia miała mieć też ślub z Visdomirem, do którego przygotowania trwały już od tygodnia i pomagała w nich Tina i Paula wraz z dziewczynami które przyjechały do miasta czarodziei
- Jestem na wasze rozkazy - Rzekła Abi klękając na jedno kolano i spoglądając zwrokiem w stronę stołu władcy miasta
- Twoja pierwsza misja będzie bardzo trudna ale wyruszycie w nią razem z Visdomirem. To taki prezent od nas na wasz ślub - Nela mrugnęła okiem - W ramach misji zapewnimy wam podróż poślubną!
- Łał a jakie są konkrety i jej cel? - Spytała uradowana Abi
- Wszyscy wiemy że zbliża się wojna z Crag Hackiem i jego orkowską bandą. Chcemy mieć nad nimi miażdżącą przewagę żeby zabić wszystkich zanim zgromadzą siły. - Powiedziała Serena a następnie wątek kontynuował Theodorus
- Mamy już sojusz z ludźmi, ale oni myślą zwłaszcza o swojej zemście. Nie chcą brać udziału w walce o obalenie Crag Hacka i wyzwolenie reszty niewolnic w twierdzy tylko zabić go nie myśląc że system twierdzy zostanie nietknięty i zastąpi go inny barbarzyńca. My zaś gwarantujemy prawa człowieka i chcemy je szerzyć w świecie Antagarichu - Teraz przerwała Nela
- A do tego potrzebujemy silnych wojowników którzy tak samo jak my nie chcą twierdzy na terenie kontynentu i wiedzą że reżim pszemocy jest złem. - Nela zamilkła na chwilę wpatrując się w twarz Abi. Dziewczyna była jednak zdecydowana i skupiona, więc dżinka postanowiła kontynuować:
- Wyruszycie w cytrusowe tereny kontynentu. Od północy barbarzyński kraj Krewlodu graniczy z Tatalią, niezależnym państwem treserów zwierząt, amazonek i człekoształtnych zwierząt*. Mają tam inną kulturę która różni się od naszej ale wiemy, że zawiera ona prawa człowieka więc w nią nie ingerujemy. Nikt nie jest tam niewolnikiem i każdy może decydować o swoim losie.
- Musisz udać się do cytadeli i porozmawiać z królem Tralloskiem i jego przybocznym Tarnumem dając mu to - Powiedziała Serena i wręczyła sówce siedzącej na stoliku pergamin, który poszybował z jej pomocą do abi - To poselstwo do nich które zawiera wezwanie do walki
- Ale ja chcę walczyć z orkami! - Nie wytrzymała Abi wykrzykując na całą sale
- Wiemy, wiemy! - Zaśmiała się Nela ale po chwili była już poważna - Zanim pozwolimy ci wdać się w wwir bitwy, musisz nabrać dużo doświadczenia w innych walkach. Tradycją jest że nowi bohaterowie są wysyłani na misje poza teren królestwa gdzie nabywają krzepy i poznają nowe miejsca. Dzięki temu staniesz się prawdziwą wojowniczką i będziesz bezpieczna w walce z nimi
- Ale Nela nie rozumiesz!!! Wojna już się zaczęła a ja mam uciekać w tropiki??? - Ryknęła Abi wysuwając się do przodu i patrząc z nadzieją w dżinke, która była dla niej prawie jak matka
- Ta misja nauczy cię wiele, a zwłaszcza pokory, Abi. Pomoc wojsk cytadelskich będzie dla nas niezastąpiona podczas walki z orkami. Wszyscy bagniacy i barbarzyńcy to wrogowie od dziecka więc na pewno nam pomogą bo nienawidzą krewlodu - Powiedział Theodorus stanowczo wpatrując się w początkującą dowódczynie
- Na pewno przyda ci się zmiana klimatu i trochę odetchnięcia - Nela błysła do niej okiem - Poza tym musisz nauczyć się dowodzić wojskami, a ja mam coś dla ciebie... - Wszyscy byli w milczeniu i Abi nie wiedziała, co zrobić. Czuła, że przywódcy bracady mogą mieć racje, ale jednocześnie pragnęła przelać krew orków. Nagle jednak uświadomiła sobie, że pomoc bagniaków może zmniejszyć ilość ofiar w cywilach bracady. "Mniej dziewczyn umrze... postanowione. Musze chronić życie a nie kierować się tylko zemstą i zwem krwi. Poza tym..." Wizja wakacji w dżungli tataliańskiej sam na sam z Visdomirem zdawała się bardzo romantyczna i przygodowa
- Nie mam wyboru, prawda? - Powiedziała smutno Abi patrząc w oczy Neli która powoli pokiwała głową na nie. Abi westchnęła
- No okej zgadzam się na misję. - I nagle wszyscy trzej przywódcy wypuścili powietrze z ust
- Uffff na szczęście nie zechciałaś być buntowniczką - Powiedziała żartobliwie Serena
- Oficjalnie nadaję ci tą misje, Abi. Od tej chwili jesteś odpowiedzialna za dostarczenie listu do Tatalii. Wasz statek jest już przygotowany i wyruszycie od razu po ślubie - wasza noc miodowa będzie na promie! - Powiedział wesoło czarodziej zza okularów-połówek i skierował różdżkę w sufit na którym pojawiły się różowe serduszka i napis "Gratulacje w dniu ślubu"
- No dobra, dobra, zaczekaj z tym na uroczystość! - Zaśmiała się Serena klepiąc go po plecach a on się żachnął i szybko wyłączył efekty magiczne
- Chodź, Abi. Pokażę ci twoje nowe wojsko - Powiedziała Nela, wyskoczyła zza biurka, wzięła Abi za rękę i razem wybiegły z gildii magów
- Bardzo rezolutna ta nasza Abi, co? - Powiedziała ciepło Serena mrugając do Theodorusa. Czarodziej jednak był już pogrążony w planie zbliżającej się bitwy z orkami.
***
Nela wraz z uczennicą wkroczyły do fabryki golemów. Abi nigdy jeszcze tutaj nie była, ale zawsze podobał jej się magiczny dym ulatujący z wielkich fabrycznych kominów tuż obok zamku Bracady. Nazywała ją w myślach fabryką chmur. Dym ten nigdy nie był śmierdzący i nie robił smogu nad bracadą tylko pachniał ozonem i był magiczny więc nie przeszkadzał mieszkańcom w oddychaniu a robił powietrze takie, jak nad morzem
- Łaaaał ile tu maszynerii! - Powiedziała zaskoczona abi oglądając fabrykę w środku. Wielkie koła zębate i metalowe rury oraz parowe miechy pracowały cały czas a przed nimi kontrolowali pracę spoceni robotnicy bracady bo było tu 50 stopni ciepła. Byli skąpo ubrani i Abi mogła zauważyć, że wszyscy są umięśnieni niezależnie od tego, czy są dżinami czy ludźmi
- Nie wiedziałam, że czarodzieje pracują też fizycznie - zaśmiała się Abi witając z jednym z nich który był szefem fabryki i miał wielki hełm pracowniczy i wyglądał jakby miał 50 lat
- My jesteśmy alchemikami-technikami. Bracada nie jest tylko czarodziejską krainą - jesteśmy pionierami w technologii parowej całego kontynentu! Wszystko zawdzięczamy czarodziejom, którzy magicznie poprawili nasze techniki budowy maszyn, ale tak naprawdę bez nas są oni nikim - powiedział spomiędzy wąsów uśmiechnięty alchemik którego nigdy wcześniej nie widziała
- No już już Dave, za chwile zrobisz z niej pracownika tygodnia a ma stać się wojowniczką - Zaśmiała się Nela klepiąc go po plecach i oboje zaczęli się śmiać a potem mężczyzna zwrócił zwrok na abi
- Aaaa, to nasza młoda wojowniczka, tak? - Zapytał dziarsko wpatrując się w abi - Mamy tu coś dla ciebie, najnowszy model do walki, z nimi będziesz bespieczna w każdym miejscu kontynentu. Proszę za mną! - Zawołał i gwizdnął, a przed zaskoczoną abi zjawiła się mini-ławeczka torowa
- Proszę zapiąć pasy, jedziemy wgłąb fabryki na torze ławeczkowym! - Krzyknął Dave i nagle deseczka zaklinowała Abi na siedzeniu. Jechały bokiem i mogły obserwować proces pracy podczas którego wytapiano golemy i artefakty dla bracady
- O, to nasza stacja! Stop! - Zatrzymali się i wyszli. Przed nimi stały ciemne, ludzkie kształty, w których abi poznała...
- Nie może być...
- A właśnie że może! Najnowsze modele, osiem sztuk, żelazne dziewczyny dla żelaznej wojowniczki! - Zaśmiał się Dave - no już, już, wydaj im jakiś rozkaz! - Popatrzył nagląco na Abi
- Hmmm... Garda! - krzyknęła Abi i wszystkie dziewczyny poruszając się tak samo jak w tańcu zrobiły pozycje ochronną w walce wykonując żelazny okrzyk "hiyaaa!"
- Świetnie, Abi! Żelazne golemy będą na każde twoje skinienie, musisz wydawać tylko precyzyjne rozkazy. To standardowa technika przeszkolenia dowódców - panowanie nad ludźmi jest dużo trudniejsze, musisz więc najpierw przećwiczyć dowództwo na tych oto dziewczynach. - Powiedziała Nela - To, jak wiele z nich przetrwa twoją podróż zaświadczy, jaki potencjał dowódczy masz w sobie. Nie możesz lekkomyślnie wysyłać ich do walki, traktuj je tak, jakby były twoimi koleżankami
- Nazwij swój nowy oddział! Jest w końcu naszą dumą, pracowaliśmy z ekipą nad nimi cały tydzień! - Ryknął Dave mierzwiąc włosy Abi
- Hmmm... Będziecie Iron Girls! - Powiedziała Abi, a wszystkie dziewczyny wykonały skok w powietrzu i stanęły na baczność
- I.R.O.N. G.I.R.L.S. - powiedziały spoglądając na siebie nawzajem
- Są całkiem słodkie! - Powiedziała Abi
- No, w końcu to nasze najlepsze dziewczyny. A teraz wracam do pracy, a ty przygotuj się na swój ślub! Wybranek nie może wiecznie czekać... - Mrugnął do niej Dave i oddalił się wgłąb fabryki
***
Abi miała na sobie bufiastą, długą, białą suknie ślubną z welonem i wplecionymi w niego kwiatami wiosennymi bracady. Welon opadał aż do ziemi a na rękach miała półprzezroczyste rękawice, a na nogach szklane pantofelki. Nela razem z Doris, która nie była już taka żachnięta, zrobiły najlepszy makijaż, jaki Abi miała kiedykolwiek na swojej twarzy - niebiesko-żółte cienie nad oczami podkreślały jej magnetyczny, dżino-ludzki zwrok, a czerwone usta odcinały się na twarzy sprawiając efekt pikanterii. Wyglądała jednym słowem wystrzałowo!
- Wyglądasz świetnie Abi! - Przykląsnęła Tina, która razem z Paulą wybierała sukienkę dla Abi - Gdzie będziecie mieszkać z Visdomirem po waszym ślubie? Tradycyjnie pan młody wnosi panne młodą przez próg, nie mogę się tego doczekać! - I wraz z paulą zawyły rozkosznie opadając na łóżko Abi - To będzie takie ro-man-ty-czneee! - westchnęły
- No już już, nie żartujcie tak ze mnie! - Zaśmiała się Abi zza welonu - Nie znam jego domu. Podobno to jedna z rezydencji znajdujących się w dolinie, za zamkiem i fabryką golemów
- Mogę wejść dziewczyny? - Usłyszały zapukanie w drzwi. To była Nela
- Tak!
- Musimy już wyruszać! Ślub będzie za godzinę przed ratuszem, a my nie możemy tam się teleportować ani szybko iść - tradycyjnie panna młoda popłynąć musi białą łódką z łabędziem na dziobie! - Powiedziała Nela. I zrobiły to.
***
Abi płynęła razem z druhnami, Tiną i Paulą, magiczną łodzią zrobioną z białego drewna. Na jeziorze Bracady było pełno małych, pływających altanek ustrojonych kwiatami i stołami weselnymi. Wszędzie byli goście, ale najwięcej stało ich wokół schodów ratusza, na których szczycie miał dokonać się ślub. Na niebie szybowały magiczne efekty świetlne i wielkie napisy "GRATULACJE, ABI + VISDOMIR!" "HURRA!" "Gorzko! Gorzko!" i zewsząd słychać było ślubną muzykę. Jednym słowem - wesele było tak huczne, jakiego nigdy jeszcze nie widziała. "To całkiem inna jakość, niż ta pokazówka w twierdzy. Tym razem nie skrzyżuję palców podczas przysięgi." - Pomyślała Abi wspominając swój pierwszy, nieważny ślub. Tak naprawdę nadal była panną. Przybiły do brzegu tuż przed ratuszem i zeszły na suchy ląd. Ludzie, gremliny i dżini odsunęli się robiąc ścieżkę dla abi, a małe gremlinki rozrzucały kwiaty z dziećmi jak na bożym ciele. Z zaskoczeniem Abi zauważyła, że co jakiś czas na stopniach stoją Iron Girls, robiąc bramę dla niej. Bardzo blisko ołtarza stały też jej koleżanki z twierdzy, które teraz nawoływały Abi i machały do niej
- Abi!!! Gratulacje w dniu ślubu! - Krzyknęła uszczęśliwiona Ewka płacząc ze wzruszenia
- Jesteś śliczna Abi! - Zawtórowała Beti i Julka, najlepsze koleżanki, które dzięki ślubowi Abi znów się spotkały. Nagle wybuchnęły fanfary i zaczął grać marsz ślubny a wszyscy goście zamilkli i wpatrywali w abi. U jej boku nagle zwizualizował się Visdomir w czarnym fraku
- Hej, Abba. Wreszcie możemy się zobaczyć... Daj rękę. - Powiedział Visdomir, a Abi z uśmiechem mu ją podała i powolnym krokiem wchodzili po schodach. Paula i Tina trzymały welon Abi, dostojnie krocząc tuż za nią. "Czy tak wspaniały ślub mogłoby cokolwiek zepsuć?" Pomyślała rozmarzona dziewczyna, wchodząc po schodach pomiędzy wznoszącymi się nad nimi mieczami Iron Girls. Przystanęli na szczycie schodów, gdzie stał prowizoryczny ślubny ołtarz i duchowny, w którym abi ze zdziwieniem rozpoznała Theodorusa
- No co? Myślałaś, że w ateickim kraju ślubu udzieli ksiądz? Wierzymy w naukę, nie religię - mrugnął do niej okiem a ona się zaśmiała, ale Visdomir ją uciszył. Spojrzała po ludziach wokół i rozpoznała prawie wszystkich swoich przyjaciół - brakowało tylko niektórych dziewczyn, które poszły do Bastionu i Thane'a.
- A teraz spójrzcie na siebie, rozpoczyna się ceremonia. - Powiedział Theodorus wzmocnionym głosem i wszystko ucichło.
- Visdomirze z domu Lipsky, czy przysięgasz być wiernym tej oto brance na śmierć i życie i kroczyć wraz z nią po świecie póki śmierć was nie rozłączy, chronić ją i walczyć razem ze złem?
- Przysięgam. - Powiedział Visdomir patrząc głęboko w oczy Abi. Dziewczyna usłyszała cichy pisk z tyłu - to Tina nie mogła wytrzymać z wrażenia
- Abigail z rodu Knox, czy przyjmujesz tego oto młodzieńca, przysięgasz być mu wierna, chronić go i walczyć ramię w ramię ze złem? - Zapytał czarodziej i Abi już miała odpowiedzieć gdy... Stało się to samo, co kiedyś! Nie mogła wydobyć z siebie głosu, jej nogi były jak z waty a ciało odmawiało posłuszeństwa. "Abi, nie możesz teraz się poddać! To ważna chwila!" - Krzyknęła do siebie w myślach i postanowiła poradzić sobie tak samo, jak wcześniej. Wyczuła iskierkę w swoim wnętrzu i pokierowała ją do gardła, by pomogła jej wypowiedzieć słowo:
- Przysięgam. - Powiedziała Abi
- Wymieńcie się obrączkami. - Szepnął Theodorus, podając im małe pudełeczko. Visdomir otworzył je i jego oddech zamarł. Abi spojrzała na pierścionki i zauważyła, że mają w sobie malutkie odłamki czerwonawego kamienia, którego nie widziała nigdy przedtem
- Przecież to...! - Powiedział zaskoczony Visdomir wpatrując się w Theodorusa
- Tak, to odłamki kamienia filozoficznego. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać. - Powiedział Theodorus mrużąc oko zza okularów-połówek. Visdomir rozklekotanymi rękami włożył Abi obrączkę na palec serdeczny, a Abi wspomagając się iskierką magii włożyła większy z pierścieni na jego wypielęgnowaną dłoń.
- Visdomirze, możesz pocałować pannę młodą. Z tą chwilą wasz kontrakt się dopełni. - Huknął Visdomir, a cała sala zamarła w oczekiwaniu. Visdomir delikatnie wzniósł welon Abi i powoli zbliżył w jej stronę swoje usta układające się do pocałunku gdy nagle...
Abi poczuła to w jednej sekundzie. Wiedziała, że musi zareagować!
- Dire Alhawa'! - Krzyknęła Abi uwalniając swoją magiczną moc i wykonując ręką znak czaru. Nad parą młodą w ostatniej chwili wzniosła się tarcza powietrza, osłaniająca ich od ataków z dystansu. Jednak...
- Abba... - Szepnął Visdomir wpatrzony w jej twarz i Abi z przerażeniem zauważyła, że z jego ust zaczyna wypływać cienka strużka krwi
- Nie!!! - Wydała zduszony krzyk spoglądając w jego nieosłoniętą pierś, z której sterczał grot strzały, a wokół niego pojawiała się coraz większa plama krwi. Wszyscy goście struchleli, nie mogąc zrozumieć, co stało się na ślubnym kobiercu.
- Nie... Nie teraz...! - Panicznie powiedziała Abi patrząc to w Visdomira, to w niebo. Nad jeziorem bracady w powietrzu na wielkim brązowym ptaku szybowała łuczniczka, która wystrzeliła grad strzał w Visdomira. Była to Shiva...
- Zabawę czas zacząć. - Szepnęła bohaterka Twierdzy, oblizując się i z satysfakcją patrząc na to, jak Visdomir u boku panny młodej bez świadomości pada na ziemię.
cdn.
* gnolle: takie furry psoludzie i jaszczuroludzie, ludzie-jaszczurki
- Jestem na wasze rozkazy - Rzekła Abi klękając na jedno kolano i spoglądając zwrokiem w stronę stołu władcy miasta
- Twoja pierwsza misja będzie bardzo trudna ale wyruszycie w nią razem z Visdomirem. To taki prezent od nas na wasz ślub - Nela mrugnęła okiem - W ramach misji zapewnimy wam podróż poślubną!
- Łał a jakie są konkrety i jej cel? - Spytała uradowana Abi
- Wszyscy wiemy że zbliża się wojna z Crag Hackiem i jego orkowską bandą. Chcemy mieć nad nimi miażdżącą przewagę żeby zabić wszystkich zanim zgromadzą siły. - Powiedziała Serena a następnie wątek kontynuował Theodorus
- Mamy już sojusz z ludźmi, ale oni myślą zwłaszcza o swojej zemście. Nie chcą brać udziału w walce o obalenie Crag Hacka i wyzwolenie reszty niewolnic w twierdzy tylko zabić go nie myśląc że system twierdzy zostanie nietknięty i zastąpi go inny barbarzyńca. My zaś gwarantujemy prawa człowieka i chcemy je szerzyć w świecie Antagarichu - Teraz przerwała Nela
- A do tego potrzebujemy silnych wojowników którzy tak samo jak my nie chcą twierdzy na terenie kontynentu i wiedzą że reżim pszemocy jest złem. - Nela zamilkła na chwilę wpatrując się w twarz Abi. Dziewczyna była jednak zdecydowana i skupiona, więc dżinka postanowiła kontynuować:
- Wyruszycie w cytrusowe tereny kontynentu. Od północy barbarzyński kraj Krewlodu graniczy z Tatalią, niezależnym państwem treserów zwierząt, amazonek i człekoształtnych zwierząt*. Mają tam inną kulturę która różni się od naszej ale wiemy, że zawiera ona prawa człowieka więc w nią nie ingerujemy. Nikt nie jest tam niewolnikiem i każdy może decydować o swoim losie.
- Musisz udać się do cytadeli i porozmawiać z królem Tralloskiem i jego przybocznym Tarnumem dając mu to - Powiedziała Serena i wręczyła sówce siedzącej na stoliku pergamin, który poszybował z jej pomocą do abi - To poselstwo do nich które zawiera wezwanie do walki
- Ale ja chcę walczyć z orkami! - Nie wytrzymała Abi wykrzykując na całą sale
- Wiemy, wiemy! - Zaśmiała się Nela ale po chwili była już poważna - Zanim pozwolimy ci wdać się w wwir bitwy, musisz nabrać dużo doświadczenia w innych walkach. Tradycją jest że nowi bohaterowie są wysyłani na misje poza teren królestwa gdzie nabywają krzepy i poznają nowe miejsca. Dzięki temu staniesz się prawdziwą wojowniczką i będziesz bezpieczna w walce z nimi
- Ale Nela nie rozumiesz!!! Wojna już się zaczęła a ja mam uciekać w tropiki??? - Ryknęła Abi wysuwając się do przodu i patrząc z nadzieją w dżinke, która była dla niej prawie jak matka
- Ta misja nauczy cię wiele, a zwłaszcza pokory, Abi. Pomoc wojsk cytadelskich będzie dla nas niezastąpiona podczas walki z orkami. Wszyscy bagniacy i barbarzyńcy to wrogowie od dziecka więc na pewno nam pomogą bo nienawidzą krewlodu - Powiedział Theodorus stanowczo wpatrując się w początkującą dowódczynie
- Na pewno przyda ci się zmiana klimatu i trochę odetchnięcia - Nela błysła do niej okiem - Poza tym musisz nauczyć się dowodzić wojskami, a ja mam coś dla ciebie... - Wszyscy byli w milczeniu i Abi nie wiedziała, co zrobić. Czuła, że przywódcy bracady mogą mieć racje, ale jednocześnie pragnęła przelać krew orków. Nagle jednak uświadomiła sobie, że pomoc bagniaków może zmniejszyć ilość ofiar w cywilach bracady. "Mniej dziewczyn umrze... postanowione. Musze chronić życie a nie kierować się tylko zemstą i zwem krwi. Poza tym..." Wizja wakacji w dżungli tataliańskiej sam na sam z Visdomirem zdawała się bardzo romantyczna i przygodowa
- Nie mam wyboru, prawda? - Powiedziała smutno Abi patrząc w oczy Neli która powoli pokiwała głową na nie. Abi westchnęła
- No okej zgadzam się na misję. - I nagle wszyscy trzej przywódcy wypuścili powietrze z ust
- Uffff na szczęście nie zechciałaś być buntowniczką - Powiedziała żartobliwie Serena
- Oficjalnie nadaję ci tą misje, Abi. Od tej chwili jesteś odpowiedzialna za dostarczenie listu do Tatalii. Wasz statek jest już przygotowany i wyruszycie od razu po ślubie - wasza noc miodowa będzie na promie! - Powiedział wesoło czarodziej zza okularów-połówek i skierował różdżkę w sufit na którym pojawiły się różowe serduszka i napis "Gratulacje w dniu ślubu"
- No dobra, dobra, zaczekaj z tym na uroczystość! - Zaśmiała się Serena klepiąc go po plecach a on się żachnął i szybko wyłączył efekty magiczne
- Chodź, Abi. Pokażę ci twoje nowe wojsko - Powiedziała Nela, wyskoczyła zza biurka, wzięła Abi za rękę i razem wybiegły z gildii magów
- Bardzo rezolutna ta nasza Abi, co? - Powiedziała ciepło Serena mrugając do Theodorusa. Czarodziej jednak był już pogrążony w planie zbliżającej się bitwy z orkami.
***
Nela wraz z uczennicą wkroczyły do fabryki golemów. Abi nigdy jeszcze tutaj nie była, ale zawsze podobał jej się magiczny dym ulatujący z wielkich fabrycznych kominów tuż obok zamku Bracady. Nazywała ją w myślach fabryką chmur. Dym ten nigdy nie był śmierdzący i nie robił smogu nad bracadą tylko pachniał ozonem i był magiczny więc nie przeszkadzał mieszkańcom w oddychaniu a robił powietrze takie, jak nad morzem
- Łaaaał ile tu maszynerii! - Powiedziała zaskoczona abi oglądając fabrykę w środku. Wielkie koła zębate i metalowe rury oraz parowe miechy pracowały cały czas a przed nimi kontrolowali pracę spoceni robotnicy bracady bo było tu 50 stopni ciepła. Byli skąpo ubrani i Abi mogła zauważyć, że wszyscy są umięśnieni niezależnie od tego, czy są dżinami czy ludźmi
- Nie wiedziałam, że czarodzieje pracują też fizycznie - zaśmiała się Abi witając z jednym z nich który był szefem fabryki i miał wielki hełm pracowniczy i wyglądał jakby miał 50 lat
- My jesteśmy alchemikami-technikami. Bracada nie jest tylko czarodziejską krainą - jesteśmy pionierami w technologii parowej całego kontynentu! Wszystko zawdzięczamy czarodziejom, którzy magicznie poprawili nasze techniki budowy maszyn, ale tak naprawdę bez nas są oni nikim - powiedział spomiędzy wąsów uśmiechnięty alchemik którego nigdy wcześniej nie widziała
- No już już Dave, za chwile zrobisz z niej pracownika tygodnia a ma stać się wojowniczką - Zaśmiała się Nela klepiąc go po plecach i oboje zaczęli się śmiać a potem mężczyzna zwrócił zwrok na abi
- Aaaa, to nasza młoda wojowniczka, tak? - Zapytał dziarsko wpatrując się w abi - Mamy tu coś dla ciebie, najnowszy model do walki, z nimi będziesz bespieczna w każdym miejscu kontynentu. Proszę za mną! - Zawołał i gwizdnął, a przed zaskoczoną abi zjawiła się mini-ławeczka torowa
- Proszę zapiąć pasy, jedziemy wgłąb fabryki na torze ławeczkowym! - Krzyknął Dave i nagle deseczka zaklinowała Abi na siedzeniu. Jechały bokiem i mogły obserwować proces pracy podczas którego wytapiano golemy i artefakty dla bracady
- O, to nasza stacja! Stop! - Zatrzymali się i wyszli. Przed nimi stały ciemne, ludzkie kształty, w których abi poznała...
- Nie może być...
- A właśnie że może! Najnowsze modele, osiem sztuk, żelazne dziewczyny dla żelaznej wojowniczki! - Zaśmiał się Dave - no już, już, wydaj im jakiś rozkaz! - Popatrzył nagląco na Abi
- Hmmm... Garda! - krzyknęła Abi i wszystkie dziewczyny poruszając się tak samo jak w tańcu zrobiły pozycje ochronną w walce wykonując żelazny okrzyk "hiyaaa!"
- Świetnie, Abi! Żelazne golemy będą na każde twoje skinienie, musisz wydawać tylko precyzyjne rozkazy. To standardowa technika przeszkolenia dowódców - panowanie nad ludźmi jest dużo trudniejsze, musisz więc najpierw przećwiczyć dowództwo na tych oto dziewczynach. - Powiedziała Nela - To, jak wiele z nich przetrwa twoją podróż zaświadczy, jaki potencjał dowódczy masz w sobie. Nie możesz lekkomyślnie wysyłać ich do walki, traktuj je tak, jakby były twoimi koleżankami
- Nazwij swój nowy oddział! Jest w końcu naszą dumą, pracowaliśmy z ekipą nad nimi cały tydzień! - Ryknął Dave mierzwiąc włosy Abi
- Hmmm... Będziecie Iron Girls! - Powiedziała Abi, a wszystkie dziewczyny wykonały skok w powietrzu i stanęły na baczność
- I.R.O.N. G.I.R.L.S. - powiedziały spoglądając na siebie nawzajem
- Są całkiem słodkie! - Powiedziała Abi
- No, w końcu to nasze najlepsze dziewczyny. A teraz wracam do pracy, a ty przygotuj się na swój ślub! Wybranek nie może wiecznie czekać... - Mrugnął do niej Dave i oddalił się wgłąb fabryki
***
Abi miała na sobie bufiastą, długą, białą suknie ślubną z welonem i wplecionymi w niego kwiatami wiosennymi bracady. Welon opadał aż do ziemi a na rękach miała półprzezroczyste rękawice, a na nogach szklane pantofelki. Nela razem z Doris, która nie była już taka żachnięta, zrobiły najlepszy makijaż, jaki Abi miała kiedykolwiek na swojej twarzy - niebiesko-żółte cienie nad oczami podkreślały jej magnetyczny, dżino-ludzki zwrok, a czerwone usta odcinały się na twarzy sprawiając efekt pikanterii. Wyglądała jednym słowem wystrzałowo!
- Wyglądasz świetnie Abi! - Przykląsnęła Tina, która razem z Paulą wybierała sukienkę dla Abi - Gdzie będziecie mieszkać z Visdomirem po waszym ślubie? Tradycyjnie pan młody wnosi panne młodą przez próg, nie mogę się tego doczekać! - I wraz z paulą zawyły rozkosznie opadając na łóżko Abi - To będzie takie ro-man-ty-czneee! - westchnęły
- No już już, nie żartujcie tak ze mnie! - Zaśmiała się Abi zza welonu - Nie znam jego domu. Podobno to jedna z rezydencji znajdujących się w dolinie, za zamkiem i fabryką golemów
- Mogę wejść dziewczyny? - Usłyszały zapukanie w drzwi. To była Nela
- Tak!
- Musimy już wyruszać! Ślub będzie za godzinę przed ratuszem, a my nie możemy tam się teleportować ani szybko iść - tradycyjnie panna młoda popłynąć musi białą łódką z łabędziem na dziobie! - Powiedziała Nela. I zrobiły to.
***
Abi płynęła razem z druhnami, Tiną i Paulą, magiczną łodzią zrobioną z białego drewna. Na jeziorze Bracady było pełno małych, pływających altanek ustrojonych kwiatami i stołami weselnymi. Wszędzie byli goście, ale najwięcej stało ich wokół schodów ratusza, na których szczycie miał dokonać się ślub. Na niebie szybowały magiczne efekty świetlne i wielkie napisy "GRATULACJE, ABI + VISDOMIR!" "HURRA!" "Gorzko! Gorzko!" i zewsząd słychać było ślubną muzykę. Jednym słowem - wesele było tak huczne, jakiego nigdy jeszcze nie widziała. "To całkiem inna jakość, niż ta pokazówka w twierdzy. Tym razem nie skrzyżuję palców podczas przysięgi." - Pomyślała Abi wspominając swój pierwszy, nieważny ślub. Tak naprawdę nadal była panną. Przybiły do brzegu tuż przed ratuszem i zeszły na suchy ląd. Ludzie, gremliny i dżini odsunęli się robiąc ścieżkę dla abi, a małe gremlinki rozrzucały kwiaty z dziećmi jak na bożym ciele. Z zaskoczeniem Abi zauważyła, że co jakiś czas na stopniach stoją Iron Girls, robiąc bramę dla niej. Bardzo blisko ołtarza stały też jej koleżanki z twierdzy, które teraz nawoływały Abi i machały do niej
- Abi!!! Gratulacje w dniu ślubu! - Krzyknęła uszczęśliwiona Ewka płacząc ze wzruszenia
- Jesteś śliczna Abi! - Zawtórowała Beti i Julka, najlepsze koleżanki, które dzięki ślubowi Abi znów się spotkały. Nagle wybuchnęły fanfary i zaczął grać marsz ślubny a wszyscy goście zamilkli i wpatrywali w abi. U jej boku nagle zwizualizował się Visdomir w czarnym fraku
- Hej, Abba. Wreszcie możemy się zobaczyć... Daj rękę. - Powiedział Visdomir, a Abi z uśmiechem mu ją podała i powolnym krokiem wchodzili po schodach. Paula i Tina trzymały welon Abi, dostojnie krocząc tuż za nią. "Czy tak wspaniały ślub mogłoby cokolwiek zepsuć?" Pomyślała rozmarzona dziewczyna, wchodząc po schodach pomiędzy wznoszącymi się nad nimi mieczami Iron Girls. Przystanęli na szczycie schodów, gdzie stał prowizoryczny ślubny ołtarz i duchowny, w którym abi ze zdziwieniem rozpoznała Theodorusa
- No co? Myślałaś, że w ateickim kraju ślubu udzieli ksiądz? Wierzymy w naukę, nie religię - mrugnął do niej okiem a ona się zaśmiała, ale Visdomir ją uciszył. Spojrzała po ludziach wokół i rozpoznała prawie wszystkich swoich przyjaciół - brakowało tylko niektórych dziewczyn, które poszły do Bastionu i Thane'a.
- A teraz spójrzcie na siebie, rozpoczyna się ceremonia. - Powiedział Theodorus wzmocnionym głosem i wszystko ucichło.
- Visdomirze z domu Lipsky, czy przysięgasz być wiernym tej oto brance na śmierć i życie i kroczyć wraz z nią po świecie póki śmierć was nie rozłączy, chronić ją i walczyć razem ze złem?
- Przysięgam. - Powiedział Visdomir patrząc głęboko w oczy Abi. Dziewczyna usłyszała cichy pisk z tyłu - to Tina nie mogła wytrzymać z wrażenia
- Abigail z rodu Knox, czy przyjmujesz tego oto młodzieńca, przysięgasz być mu wierna, chronić go i walczyć ramię w ramię ze złem? - Zapytał czarodziej i Abi już miała odpowiedzieć gdy... Stało się to samo, co kiedyś! Nie mogła wydobyć z siebie głosu, jej nogi były jak z waty a ciało odmawiało posłuszeństwa. "Abi, nie możesz teraz się poddać! To ważna chwila!" - Krzyknęła do siebie w myślach i postanowiła poradzić sobie tak samo, jak wcześniej. Wyczuła iskierkę w swoim wnętrzu i pokierowała ją do gardła, by pomogła jej wypowiedzieć słowo:
- Przysięgam. - Powiedziała Abi
- Wymieńcie się obrączkami. - Szepnął Theodorus, podając im małe pudełeczko. Visdomir otworzył je i jego oddech zamarł. Abi spojrzała na pierścionki i zauważyła, że mają w sobie malutkie odłamki czerwonawego kamienia, którego nie widziała nigdy przedtem
- Przecież to...! - Powiedział zaskoczony Visdomir wpatrując się w Theodorusa
- Tak, to odłamki kamienia filozoficznego. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać. - Powiedział Theodorus mrużąc oko zza okularów-połówek. Visdomir rozklekotanymi rękami włożył Abi obrączkę na palec serdeczny, a Abi wspomagając się iskierką magii włożyła większy z pierścieni na jego wypielęgnowaną dłoń.
- Visdomirze, możesz pocałować pannę młodą. Z tą chwilą wasz kontrakt się dopełni. - Huknął Visdomir, a cała sala zamarła w oczekiwaniu. Visdomir delikatnie wzniósł welon Abi i powoli zbliżył w jej stronę swoje usta układające się do pocałunku gdy nagle...
Abi poczuła to w jednej sekundzie. Wiedziała, że musi zareagować!
- Dire Alhawa'! - Krzyknęła Abi uwalniając swoją magiczną moc i wykonując ręką znak czaru. Nad parą młodą w ostatniej chwili wzniosła się tarcza powietrza, osłaniająca ich od ataków z dystansu. Jednak...
- Abba... - Szepnął Visdomir wpatrzony w jej twarz i Abi z przerażeniem zauważyła, że z jego ust zaczyna wypływać cienka strużka krwi
- Nie!!! - Wydała zduszony krzyk spoglądając w jego nieosłoniętą pierś, z której sterczał grot strzały, a wokół niego pojawiała się coraz większa plama krwi. Wszyscy goście struchleli, nie mogąc zrozumieć, co stało się na ślubnym kobiercu.
- Nie... Nie teraz...! - Panicznie powiedziała Abi patrząc to w Visdomira, to w niebo. Nad jeziorem bracady w powietrzu na wielkim brązowym ptaku szybowała łuczniczka, która wystrzeliła grad strzał w Visdomira. Była to Shiva...
- Zabawę czas zacząć. - Szepnęła bohaterka Twierdzy, oblizując się i z satysfakcją patrząc na to, jak Visdomir u boku panny młodej bez świadomości pada na ziemię.
cdn.
* gnolle: takie furry psoludzie i jaszczuroludzie, ludzie-jaszczurki
wtorek, 6 czerwca 2017
Slayer Caleb - atak we śniegu
Wkrótce na horyzoncie ukazało się miasto które bardziej
przypominało wieś. Miało tylko kilka budynków otoczonych drewniana palisadą.
- Nie wygląda zbyt podniosle – powiedział Shtash
Caleb kiwnął głową bo rzadko się odzywal chyba że było coś
ważnego.
Sre stanęła przed bramą która była drewnianą furtką i
powiedziała:
-Witajcie w moich włościach.
- Coś tu smierdzi – szepnął Shtash. Caleb zaciągnłą się mroźnym powietrzem ale potem pomyślał że być może Shtash powiedział to w sensie metaforycznym i kiwnął głową. Skąd Sre miałaby tyle kosztowności a nie stac było ją na rozbudowe ratusza lub ufortyfikowania?
- Coś tu smierdzi – szepnął Shtash. Caleb zaciągnłą się mroźnym powietrzem ale potem pomyślał że być może Shtash powiedział to w sensie metaforycznym i kiwnął głową. Skąd Sre miałaby tyle kosztowności a nie stac było ją na rozbudowe ratusza lub ufortyfikowania?
Furtka pomału uchyliła się i weszli do środka wraz orszakiem.
- wiem że jesteście zmęczeni więc idzcie spać a jutro pogadamy - powiedziała Sre. Caleb spojrzał w gore i zobaczył słońce przysłonięte chmurami więc ciężko było mu ocenić czas więc kiwnął głową – może Serio było już tak późno? Zresztą czuł się dziwnie zmęczony.
- wiem że jesteście zmęczeni więc idzcie spać a jutro pogadamy - powiedziała Sre. Caleb spojrzał w gore i zobaczył słońce przysłonięte chmurami więc ciężko było mu ocenić czas więc kiwnął głową – może Serio było już tak późno? Zresztą czuł się dziwnie zmęczony.
Poszli
do domu który im wyznaczono na spanie, który był szczerze powiedziawszy
szałasem ze skórami na powierzchni. Chociaż wojownicy spali w gorszych
warunkach byli lekko zawiedzeni bo mieli nadzieje że w końcu wyspią się w
luksusach i wezmą prysznic a tu nic. Rozebrali się węc i weszli na sienniki i
przykryli się skórami i poszli spać.
Nagle w nocy obudził ich huk i wrzask.
Nagle w nocy obudził ich huk i wrzask.
Wybiegli
półnadzy z szałasu i nagle dostrzegli armie Starożytnych Behemothow która ich
otoczyła.
Nagle
zza nich wyszła Sre.
- Haha! – powiedziała – Wpadliście w moją pułapkę! Myśleliście
że jesteśmy elfami ale to byłam ja, Krolowa Behemothów!!!! – powiedziała i
rozdarła swoją suknie ukazując futro które porastało jej piekne ciało i
zaczęło rozprzestrzeniac się aż pokryło
ją całą. Caleb wrzasnął wsciekle – czuł się mega oszukany całą tą farsą.
Wyciągnęli
swoje miecze i zaczeli się bic z behemothami chociaż wiedzieli z enie maja
szans – było ich zbyt dużo! Przez chwilę Caleb pomysł że tu umrze i dało mu to
nową energię do walki ale nadal wiedział że im się nie powiedzie.
Nagle
usłyszeli nad sobą odgłos trąbki.
- Onie! – wrzasnęła Sre – Uciekajmy!!! – i jej oddzial
Behemothow zaczął uciekać.
Zasypał ich deszcz strzał i Caleb i SHtash zasłonili się mieczami żeby nie ucierpieć. Behemothy padały z wrzaskiem a strzały nadal wbijały się w ich ciała . Po chwili cały teren pokryty był futrem i krwią.
Zasypał ich deszcz strzał i Caleb i SHtash zasłonili się mieczami żeby nie ucierpieć. Behemothy padały z wrzaskiem a strzały nadal wbijały się w ich ciała . Po chwili cały teren pokryty był futrem i krwią.
- Szybko! Łapać ją!!!! – krzyknął ktos z i krzaków wybiegły
elfy i strzelały z łuków. Caleb i Shtash nie wiedzieli co się dzieje wiec
krzyknęli
- Co się dzieje??? –
Nie martwcie się – odpowiedział jakiś elf co do nich
podszedł – To zła wiedzma, ma moc żeby zamieniac ludzi w behemothy. Mieszkancy
tej wioski to pewnie behemothy które was zaatakowaly których ona przemieniła –
westchnął – Niestety nie mogliśmy im już pomoc wiec musieliśmy ich zabic. Teraz
musimy ją zabic jak najszybciej żeby nie znalazla sobie drugiej wioski i nie
przemienila ich.
Wojownicy kiwnęli głowa i powiedzieli
- Możemy wam pomoc? Bo idziemy akurat w kierunku wioski
lodowych elfow ale możemy najpierw wam pomoc
- Wiecie co, ona ucieka akurat w tamtym kierunku wiedz
chodzcie z nami
- Okej – powiedzieli
- Tak w ogole mam na imie Kymil Mirastina ale możecie mi
mówić Kamil.
- okej – powiedzieli i ruszyli za Sre razem biegiem.
***
biegli przez jakis czas Az się zmęczyli i przestali. Kamil wskazał na budynek obok i powiedził
- hej to jest karczma akurat może chcecie coś przekąsić? – zapytał
- no ok. – powiedział Shtash a Caleb nie powiedział nic bo milczał
weszli do środka a w środku było dużo różnych bohaterow i jadło mięsiwo oraz piło miód i piwo oraz wódkę. Shtash zamówił Duzy udziec dzika a Caleb jajecznice oraz kopytka, a Kamil wziął sałatkę bo był weganinem.
- Więc skąd przychodzicie i co was tu sprowadza – spytał Kamil gryzac jakiś pomidor
- to tajemnica – powiedział Caleb i wgryzł się w jajecznicę
- aha no ok. – powiedział Kamil – my jesteśmy na misji bo jesteśmy specjalnym oddziałem z Sylvanu i mamy znaleźć Sre. Kiedys była naszą czarodziejką i niezła z niej była laska ale otem zaczęła pałać się mroczną magią i stala się Behemotołakiem – westchnął a w jego głosie słuchać można było dziwną tęsknotę – no i teraz musimy ją zabic bo robi dużo zlego. Mowiliscie ze idziecie do wioski lodowych elfow? Macie tam jakis konkretny interes czy tylko tak o?
- szukamy kogos – powiedział Shtash – może ją widziałeś, ma długie czarne włosy do ziemi oraz blada skore
- nigdy nie widziałem nikogo takiego – powiedział Kamil
- no ok. – powiedział shtash a caleb nie powiedział nic bo akurat żul ale również tak uważał.
ale tak naprawdę to wcale nie była ich misja…..
***
Gdy poszli już spać do swoich pokoju nagle obudził ich ryk rozdzieranego drewna. Szybko wzieli swoje miecze i zbiegli na dół a tam była normalnie masakra – wszedzie krew i flaki. Nagle ujrzeli dużego zielonego goblina na dużym szarym wilku.
- Czy to wy jesteście Caleb i Shtash? – zapytał ich
- Tak – powiedzieli bo była o prawda
- to teraz UMRZECIE – krzyknął i nagle rzuciło się na nich oddział goblinów na wilkach tzw. Wilczych jeźdźców.
Na szczęście nie wiedzieli ze w karczmie był też oddział strzelców Kamila i szybko ich zastrzelili.
- Kto cie wysłał – syknął Caleb nad umierającym goblinem
-nigdyyyyy ci nie powhieeeem – wycharczał ten – Krew! Ogien! Śmier! – i umarł
- Słyszałem ze ostatnio niezłą rozróba się odbyła w twierdzy może to przez to – powiedział Kamil
_znali nasze imiona…. Szukali nas…. Ale czemu…. – zastanawiał się SHtash – Masakra nawet nigdy nie byliśmy w twierdzy….
- Sre także poznala magie behemothów z twierdzy to wszystko jest jakos powiązane ale jakk…. – zastanawial się Kamil
- nie ma co się zatsanwiaic – powiedział caleb – musimy isc złapać sre i ona nam powie oco chodzi
wiec pobiegli
***
Caleb zaczał się zastanawiac nad tym wszystkim…. Czuł się tak zagubiony, przez te kilka dni msieli stoczy tyle walk a on chociaż był Slayerem o wiele mocniejszym od zwykłego człowieka – miał super siłe i zrecznosc oraz widzial w ciemnosci – także był już zmęczony. Nie chciał wiedziec co jeszcze czeka go w tym opuszczonym przez boga swiecie. Na jego mięsistych barkach spoczywała tak wielka odpowiedzialność ze czasem już sobie nie radził. Dobrze ze miał chociaż Shtasha, swojego powiernika tajemnic i odczuć, najblizszgo przyjaciela i prawie członka rodziny. Gdy szli przez gesty bór spojrzał Caleb na swojego przyjaciela i westchnął – dobrze meic kogoś takiego przy sobie. Piekne miesnie Shtasha napinały się gdy chodził a jego długie włosy powiewały i był mega pociągający ale też mądry i inteligentny. Czasem caleb się dziwił że Shtash nieznalazł sobie np. dziewczyny i nie osiadł z nią gdzieś ale potem myślał o tym o powiedział mu jego ojciec kiedys:
***
biegli przez jakis czas Az się zmęczyli i przestali. Kamil wskazał na budynek obok i powiedził
- hej to jest karczma akurat może chcecie coś przekąsić? – zapytał
- no ok. – powiedział Shtash a Caleb nie powiedział nic bo milczał
weszli do środka a w środku było dużo różnych bohaterow i jadło mięsiwo oraz piło miód i piwo oraz wódkę. Shtash zamówił Duzy udziec dzika a Caleb jajecznice oraz kopytka, a Kamil wziął sałatkę bo był weganinem.
- Więc skąd przychodzicie i co was tu sprowadza – spytał Kamil gryzac jakiś pomidor
- to tajemnica – powiedział Caleb i wgryzł się w jajecznicę
- aha no ok. – powiedział Kamil – my jesteśmy na misji bo jesteśmy specjalnym oddziałem z Sylvanu i mamy znaleźć Sre. Kiedys była naszą czarodziejką i niezła z niej była laska ale otem zaczęła pałać się mroczną magią i stala się Behemotołakiem – westchnął a w jego głosie słuchać można było dziwną tęsknotę – no i teraz musimy ją zabic bo robi dużo zlego. Mowiliscie ze idziecie do wioski lodowych elfow? Macie tam jakis konkretny interes czy tylko tak o?
- szukamy kogos – powiedział Shtash – może ją widziałeś, ma długie czarne włosy do ziemi oraz blada skore
- nigdy nie widziałem nikogo takiego – powiedział Kamil
- no ok. – powiedział shtash a caleb nie powiedział nic bo akurat żul ale również tak uważał.
ale tak naprawdę to wcale nie była ich misja…..
***
Gdy poszli już spać do swoich pokoju nagle obudził ich ryk rozdzieranego drewna. Szybko wzieli swoje miecze i zbiegli na dół a tam była normalnie masakra – wszedzie krew i flaki. Nagle ujrzeli dużego zielonego goblina na dużym szarym wilku.
- Czy to wy jesteście Caleb i Shtash? – zapytał ich
- Tak – powiedzieli bo była o prawda
- to teraz UMRZECIE – krzyknął i nagle rzuciło się na nich oddział goblinów na wilkach tzw. Wilczych jeźdźców.
Na szczęście nie wiedzieli ze w karczmie był też oddział strzelców Kamila i szybko ich zastrzelili.
- Kto cie wysłał – syknął Caleb nad umierającym goblinem
-nigdyyyyy ci nie powhieeeem – wycharczał ten – Krew! Ogien! Śmier! – i umarł
- Słyszałem ze ostatnio niezłą rozróba się odbyła w twierdzy może to przez to – powiedział Kamil
_znali nasze imiona…. Szukali nas…. Ale czemu…. – zastanawiał się SHtash – Masakra nawet nigdy nie byliśmy w twierdzy….
- Sre także poznala magie behemothów z twierdzy to wszystko jest jakos powiązane ale jakk…. – zastanawial się Kamil
- nie ma co się zatsanwiaic – powiedział caleb – musimy isc złapać sre i ona nam powie oco chodzi
wiec pobiegli
***
Caleb zaczał się zastanawiac nad tym wszystkim…. Czuł się tak zagubiony, przez te kilka dni msieli stoczy tyle walk a on chociaż był Slayerem o wiele mocniejszym od zwykłego człowieka – miał super siłe i zrecznosc oraz widzial w ciemnosci – także był już zmęczony. Nie chciał wiedziec co jeszcze czeka go w tym opuszczonym przez boga swiecie. Na jego mięsistych barkach spoczywała tak wielka odpowiedzialność ze czasem już sobie nie radził. Dobrze ze miał chociaż Shtasha, swojego powiernika tajemnic i odczuć, najblizszgo przyjaciela i prawie członka rodziny. Gdy szli przez gesty bór spojrzał Caleb na swojego przyjaciela i westchnął – dobrze meic kogoś takiego przy sobie. Piekne miesnie Shtasha napinały się gdy chodził a jego długie włosy powiewały i był mega pociągający ale też mądry i inteligentny. Czasem caleb się dziwił że Shtash nieznalazł sobie np. dziewczyny i nie osiadł z nią gdzieś ale potem myślał o tym o powiedział mu jego ojciec kiedys:
Koledzy
przed laskami
I się usmichenął
- Czy już się zbliżamy do wioski lodowych elfow – powiedział shtash
- tak – powiedział Kamil
nagle spośród drzed wynurzyła się wioska. Miała dziwne budynki jakby na palikach z wyglądały jakby miały nózki i szpiczaste daszki ibyła pokryta śniegiem.
- dziwnie cicho tu – szepnął SHtash
- no – powiedział Kamil
I nagle gdy podeszli bliżej zobaczyli to.
wszedzie na białym śniegu była krew. To była normalnie masakra wszedzie były flaki i krew i ciała. Nagle za sobą usłyszeli dziki smiech….
- Czy już się zbliżamy do wioski lodowych elfow – powiedział shtash
- tak – powiedział Kamil
nagle spośród drzed wynurzyła się wioska. Miała dziwne budynki jakby na palikach z wyglądały jakby miały nózki i szpiczaste daszki ibyła pokryta śniegiem.
- dziwnie cicho tu – szepnął SHtash
- no – powiedział Kamil
I nagle gdy podeszli bliżej zobaczyli to.
wszedzie na białym śniegu była krew. To była normalnie masakra wszedzie były flaki i krew i ciała. Nagle za sobą usłyszeli dziki smiech….
poniedziałek, 5 czerwca 2017
Rozdział XI - Dziewczyna jest dowódcą
- Hej Abi dziś twój wielki dzień - Powiedziała Nela wchodząc do komnaty Abi która spała słodko. Nela miała racje mianowicie Abi skończyła już swój główny trening i dzisiaj miała zostać mianowana na dowódce wojsk by móc walczyć ramie w ramie z Nelą na polu bitwy. Najpierw jednak musiała iść do gildii magów by otrzymać swoją własną księgę czarów normalnie wartą 500 dukatów - ale dla Abi to miał być prezent od nauczycieli i Visdomira. Abi opowiedziała Neli o tym co działo się na randce i teraz wiedziały że zbliża się ślub więc Abi zaprosiła na niego dziewczyny i wysłały list polecony do ich miejsca pobytu
- Na pewno sobie poradze jako dowódca Bracady? - Spytała zlękniona Abi. Dotychczas dziewczyny same za nią podążały i nie musiała nimi kierować a odkąd będzie dowódcą to będzie musiała wydawać rozkazy na polu walki bo same sobie nie dadzą rady
- A pamiętasz wszystkiego czego cię nauczyłam? - Nela puściła jej oko a Abi pokiwała głową - No to luz blues będzie okej! - Krzyknęła Nela i razem wyszły z komnaty Abi mijając pokój Doris z którego było słychać cichy szloch
- Hej doris coś nie tak? - Spytała Abi pukając kołatką do pokoju koleżanki
- Idź sobie zostaw mnie w spokoju bo nie gadam z tobą! - Usłyszała krzyk i powrót do ryku
- O co chodzi? - Zapytała Abi patrząc na Nele a ta z zaciśniętymi wargami odpowiedziała
- Doris jest zazdrosna że zwykła dziewczyna jak ty jest szybciej dowódcą niż ona która jest pełną dżinką. Ale to nic ona też kiedyś sprawdzi się na polu walki
- Okej dziwne że sprawa dżinizmu jest dla niej taka ważna - zwruszyła ramionami Abi - To pa lece po księge czarów - Wybiegła z wieży, poprzeskakiwała wszystkie schodki i wyleciała na pole biegnąc w stronę gildii magów.
***
- Hej Thane to ja, Abi co u ciebie? - rozpromieniona dziewczyna wskoczyła do gabinetu nauczyciela z szelmowskim uśmiechem i zobaczyła że wszystko jest nieposprzątane tylko leży w tym samym miejscu od wczoraj
- Thane? - Zdziwiona dziewczyna ogarnęła zwrokiem cały pokój i nie dostrzegła swojego ulubionego nauczyciela. Postanowiła trochę powęszyć. Weszła za kotarę odzielającą sale lekcyjną od gabinetu nauczyciela. Było w nim dużo sprzętów magicznych, w tym lustro ain eingarp, klatka na skrzaty i góry ksiąg magicznych z zaklęciami. Na stoliku leżał talerzyk z ciasteczkami i kupek z do połowy dopitą kawą. Magiczne lustro zwróciło uwagę dziewczyny więc do niego podeszła i nagle podskoczyła ze strachu!
Wszystko w pokoju nauczyciela odbijało się wiernie w lustrze... oprócz Abi, której odbicia wcale nie było! Dziewczyna czuła, jak serce podchodzi jej do gardła i już miała zacząć krzyczeć gdy nagle coś zaczęło się pojawiać... Abi odetchnęła z ulgą bo była to jej własna postać. Nagle Abi z lustra spojrzała na bok i przyszła druga postać - to była jej babcia!
- Babcia!? - Niemo krzykła Abi oglądając się na boki, ale nie ujrzała babci, która przecież dawno nie żyła. Spojrzała jeszcze raz w lustro na którym odbicie Abi trzymało babcię za rękę i razem uśmiechały się do widza, a potem Abi przytuliła się do babci która zaczęła ją pocieszać... Nagle na odbiciu pojawił się ktoś jeszcze - to był Thane który powoli podchodził do dwóch postaci niemal w nie wchodząc...
- Abi co tutaj robisz? - Usłyszała nagle glos nauczyciela i wzdrygła się. "A więc to nie była iluzja tylko prawda!" - Pomyślała abi odwracając zwrok za siebie. Thane stał za nią ze skrzyżowanymi rękami i wpatrywał się smutno w lustro przed nią
- Jezu myślałam że wychodzisz z... - nie dokończyła bo zobaczyła skupienie nauczyciela
- Zwierciadło Ain eingarP ukazuje ludziom ich największe pragnienia i jest bardzo niebezpieczne w niepowołanych rękach... Każdy widzi tam coś innego, ale bardzo ważne jest, by potraktować to jako lekcję, a nie dać się pochłonąć - Skończył i spojrzał wyczekująco na Abi
- Widziałam tam swoją babcię... - Powiedziała Abi ze sutkiem w głosie. Poczuła, jak do oczu napływają jej łzy - i to chyba jedyne miejsce w którym kiedykolwiek mogę jeszcze ją zobaczyć - powiedziała trzęsącym tonem i jej tama łez puściła. Thane wydawał się zaskoczony ale bardzo szybko pokiwał głową i podszedł bliżej abi a potem ją objął
- Chociaż nie da się cofnąć śmierci twoich bliskich to pamiętaj że wierzą w ciebie i dzięki nim masz determinacje by być wojowniczką - powiedział a ona pokiwała głową nadal rycząc "Wojowniczka nie może być taka słaba uczuciowo!" - Krzyknęła do siebie w głowie ale to nic nie dało więc oddała się wsparciu nauczyciela
- Daremyth na pewno byłaby dumna z tego że poznałaś magię powietrza i umiesz nią walczyć... Z tego że mimo wszystkiego co ci się stało nadal masz siłe do walki. Że chcesz stanąć do niej i rozwalić zamek wstrętnych orków i kontynuujesz jej dziedzictwo. Bądź silna Abi wszyscy w ciebie wierzymy - usłyszała spomiędzy łez i rozpłakała się jeszcze bardziej bo od dawna nie usłyszała takiego wsparcia. Thane otarł je i dał jej husteczke a ona wysmarkała nos i usiadła powoli się uspokajając.
- Dzięki - powiedziała Abi i zrobiło jej się trochę głupio: jak będzie dowódcą to będzie walczyć ramię w ramię z Thaneme i Nelą a teraz ryczy jak bóbr w jego gabinecie
- To dla ciebie Abi od nas wszystkich - Powiedział gdy już się uspokoiła i wręczył jej upragnione zawiniątko. Abi szybko odsłoniła dekoracyjny papier owinięty wstążką i ujrzała nowiutką księgę czarów w której magia powietrza była już zapełniona pismem i rycinami thane'a
- Zawsze jak dotrzesz do nowego miasta to idź do gildii magów. w ten sposób twoja księga magii powoli zapełni się i poznasz wszystkie zaklęcia! - powiedział Thane a abi odkiwała głową
- Jest śliczna - powiedziała patrząc na okładkę z ozdobnym napisem "Abigail Knox - Księga Czarów" - dzięki za wszystko
- A teraz szybko, leć na ceremonię mianowania! - Powiedział Thane i Abi już nie było. Chwilę postał w miejscu, odwrócił się i usiadł naprzeciwko zwierciadła ain eingarp, smutno wpatrując w jego czeluści...
***
- Ahahahaha!!! - Ryknął Jabarkas na całą salę wpatrując przez taras na pola przed twierdzą. Całe były czarne od uzbrojonych wojsk orków
- Zebraliśmy wssspaniałą armię! - Syknęła Krellion wpatrując się w crag hacka. Był bez koszulki i miał namalowane na umięśnionym ciele wzory walki. Wyszedł na zewnątrz i wzniósł w niebo włócznie z zawiązanymi włosami abi i ryknął
- ŚMIERĆ! KREW! WALKA!
- ŚMIERĆ! KREW! WALKA! - odkrzyknęły setki orczych gardeł z dołu waląc w gągi
- A co zrobimy z dezerterami? - Zapytała w tle Shiva patrząc w Krellion.
- Gird i Dessa zdradzili nas. Właściwie to... dam ci dodatkowe zadanie... ehehehehe!!! - Z krztuszeniem zaśmiała się orczyca - dopadnij ich, ale żywych! srogo pożałują tego że nas zossstawili...
- Ok! - Odpowiedziała Shiva i opuściła komnatę.
- ŚMIERĆ! KREW! WALKA! ŚMIERĆ! KREW! WALKA! - można było słyszeć z zewnątrz krzyki wojenne orków przezdługie minuty... Shiva słyszała je będąc już daleko, w przestworzach wraz z oddziałem roków poszukując uciekinierów...
***
Abi weszła na salę - tą samą, co na początku gdy pojawiła się w Bracadzie. Za stołem zasiadał Theodorus, Nela i Septienna oraz... Visdomir
- Abigail Knox, czy posiadasz księgę czarów? - Zapytał wzmocnionym głosem Theodorus a Abi dumnie pokazała mu książkę
- Doskonale. Pora zacząć ceremonię mianowania na wicebohaterke Bracady! - Nagle abi ujrzała wielkie błyski i wokół pojawili się wszyscy obecni w mieście bohaterowie w kolorowych szatach którzy ją otoczyli. Wielka trójka i Visdomir wstali ze stołu a ten ostatni podszedł do abi i złapał ją za rękę a ona zwróciła w jego oczy swoje oczy z determinacją
- Abigail Knox czy przysięgasz walczyć ze złem będąc honorową wojowniczką strzegącą królestwa magii i czarodziejstwa Bracada? - Usłyszała chór głosów wszystkich dowódców i ciepły ton visdomira przed sobą
- Przysięgam - powiedziała Abi robiąc klęknięcie. Visdomir złapał jej rękę i stanął obok niej a podszedł do niej Theodorus i złożył całusa na jej czole
- Zostałaś pobłogosławiona! - zagrzmiały kobiety wśród dowódców bracady
- Niech twoja siła magii i mocy wesprze nas w trudnych chwilach! - krzyknęli faceci
- Na zawsze pamiętaj o swojej obietnicy. - Szepnął Theodorus patrząc jej prosto w oczy swoim przenikliwym zwrokiem zza okularów połówek. Zwrócił się teraz do wszystkich bohaterów w kółku i powiedział głośno
- Abigail Knox od dzisiejszego dnia jest waszą towarzyszką. Wspierajcie ją w walce i wierzcie w jej moc
- Gratulacje Abi! - krzyczęli raz po raz dowódcy i znikali. Na końcu na sali została tylko nela i visdomir oraz wielka trójka
- Abi, od teraz będziesz dostawała misje. Nie jesteś już niezależną wojowniczką i podlegasz Bracadzie - powiedziała Nela a Abi poczuła się trochę nieswojo ale szybko otrząsnęła się z iluzji. W końcu to pomoże jej w walce z orkami
- Świetnie, Abba - powiedział namiętnie Visdomir, ale szybko dokończył - teraz już znikam, bo normalnie nie powinniśmy się widzieć aż do ślubu. Pa! - i wokół niego eksplodowała pąsowa mgiełka a on w niej znikł
- Wróćmy do domu, musimy zacząć przygotowania do twojego wielkiego dnia! - Powiedziała wesoło Nela a wielka trójka pokiwała głowami. Złapała Abi za nadgarstek i obie teleportowały się do dormitorium.
***
Pati i Dessa od kilku dni poruszali się ciemnym lasem. Nie mieli ani chwili do stracenia bo wiedzieli, że atak orków nastanie lada chwila. Musieli dostać się do Bracady przed nimi żeby ostrzec Abi
- Słuchaj a jak właściwie to się stało że nie jesteś taki jak oni - Spytała Pati wpatrując się w Dessę od jakiegoś czasu gdy jechali na swoich koniach
- Już ci o tym mówiłem Pati. Chociaż jesteśmy półdiabłami to mamy też ludzką naturę. Tylko od nas zależy czy sprzeciwimy się złu w nas... - Powiedział tajemniczo ale nagle zmrużył oczy i lekko parksnął obracając głowę na bok - Ale reżim przemocy Crag Hacka wzmacnia to zło i każe nam być złymi. Ja się temu nie dałem od początku ale inni jak Jabarkas... - Spuścił zwrok i jechali chwile w milczeniu - Jabarkas był kiedyś moim kolegą, aż do czasu, jak Crag Hack go zepsuł tak samo jak innych orków pozwalając im na pszemoc wobec kobiet. Nigdy mu tego nie wybacze. - Jechali dalej w milczeniu a nad ich głowami pojawiały się gwiazdy m.in wielki wóz. Gwiazda polarna prowadziła ich na mroźne tereny Bracady.
***
- Łaał nie mogę uwierzyć że nasza Abi znalazła sobie miejsce w TAKIM zamku! - Krzyknęła wesoło Paula która jechała na koniu otulona zimowym płaszczem z kożuchem
- Ja też ale tym bardziej że abi ma ślub! - Dopowiedziała Tina obejmując ją od tyłu bo jechały na jednym koniu
- Nie mogę się już doczekać! Nigdy bym się nie spodziewała że zostaniemy jej druhnami! - Krzyknęła Paula
- Nooo - odpowiedź Tiny
Minęły mur i wjechały na teren zamku. Choć do uroczystości był jeszcze tydzień czasu to wiedziały, że czeka je wiele pracy by przygotować idealne wesele. Nie spodziewały się jednak, jak okrutnie skończy się ta impreza... Skąpana nie płatkami róż - a krwią niewinnych.
cdn...
- Na pewno sobie poradze jako dowódca Bracady? - Spytała zlękniona Abi. Dotychczas dziewczyny same za nią podążały i nie musiała nimi kierować a odkąd będzie dowódcą to będzie musiała wydawać rozkazy na polu walki bo same sobie nie dadzą rady
- A pamiętasz wszystkiego czego cię nauczyłam? - Nela puściła jej oko a Abi pokiwała głową - No to luz blues będzie okej! - Krzyknęła Nela i razem wyszły z komnaty Abi mijając pokój Doris z którego było słychać cichy szloch
- Hej doris coś nie tak? - Spytała Abi pukając kołatką do pokoju koleżanki
- Idź sobie zostaw mnie w spokoju bo nie gadam z tobą! - Usłyszała krzyk i powrót do ryku
- O co chodzi? - Zapytała Abi patrząc na Nele a ta z zaciśniętymi wargami odpowiedziała
- Doris jest zazdrosna że zwykła dziewczyna jak ty jest szybciej dowódcą niż ona która jest pełną dżinką. Ale to nic ona też kiedyś sprawdzi się na polu walki
- Okej dziwne że sprawa dżinizmu jest dla niej taka ważna - zwruszyła ramionami Abi - To pa lece po księge czarów - Wybiegła z wieży, poprzeskakiwała wszystkie schodki i wyleciała na pole biegnąc w stronę gildii magów.
***
- Hej Thane to ja, Abi co u ciebie? - rozpromieniona dziewczyna wskoczyła do gabinetu nauczyciela z szelmowskim uśmiechem i zobaczyła że wszystko jest nieposprzątane tylko leży w tym samym miejscu od wczoraj
- Thane? - Zdziwiona dziewczyna ogarnęła zwrokiem cały pokój i nie dostrzegła swojego ulubionego nauczyciela. Postanowiła trochę powęszyć. Weszła za kotarę odzielającą sale lekcyjną od gabinetu nauczyciela. Było w nim dużo sprzętów magicznych, w tym lustro ain eingarp, klatka na skrzaty i góry ksiąg magicznych z zaklęciami. Na stoliku leżał talerzyk z ciasteczkami i kupek z do połowy dopitą kawą. Magiczne lustro zwróciło uwagę dziewczyny więc do niego podeszła i nagle podskoczyła ze strachu!
Wszystko w pokoju nauczyciela odbijało się wiernie w lustrze... oprócz Abi, której odbicia wcale nie było! Dziewczyna czuła, jak serce podchodzi jej do gardła i już miała zacząć krzyczeć gdy nagle coś zaczęło się pojawiać... Abi odetchnęła z ulgą bo była to jej własna postać. Nagle Abi z lustra spojrzała na bok i przyszła druga postać - to była jej babcia!
- Babcia!? - Niemo krzykła Abi oglądając się na boki, ale nie ujrzała babci, która przecież dawno nie żyła. Spojrzała jeszcze raz w lustro na którym odbicie Abi trzymało babcię za rękę i razem uśmiechały się do widza, a potem Abi przytuliła się do babci która zaczęła ją pocieszać... Nagle na odbiciu pojawił się ktoś jeszcze - to był Thane który powoli podchodził do dwóch postaci niemal w nie wchodząc...
- Abi co tutaj robisz? - Usłyszała nagle glos nauczyciela i wzdrygła się. "A więc to nie była iluzja tylko prawda!" - Pomyślała abi odwracając zwrok za siebie. Thane stał za nią ze skrzyżowanymi rękami i wpatrywał się smutno w lustro przed nią
- Jezu myślałam że wychodzisz z... - nie dokończyła bo zobaczyła skupienie nauczyciela
- Zwierciadło Ain eingarP ukazuje ludziom ich największe pragnienia i jest bardzo niebezpieczne w niepowołanych rękach... Każdy widzi tam coś innego, ale bardzo ważne jest, by potraktować to jako lekcję, a nie dać się pochłonąć - Skończył i spojrzał wyczekująco na Abi
- Widziałam tam swoją babcię... - Powiedziała Abi ze sutkiem w głosie. Poczuła, jak do oczu napływają jej łzy - i to chyba jedyne miejsce w którym kiedykolwiek mogę jeszcze ją zobaczyć - powiedziała trzęsącym tonem i jej tama łez puściła. Thane wydawał się zaskoczony ale bardzo szybko pokiwał głową i podszedł bliżej abi a potem ją objął
- Chociaż nie da się cofnąć śmierci twoich bliskich to pamiętaj że wierzą w ciebie i dzięki nim masz determinacje by być wojowniczką - powiedział a ona pokiwała głową nadal rycząc "Wojowniczka nie może być taka słaba uczuciowo!" - Krzyknęła do siebie w głowie ale to nic nie dało więc oddała się wsparciu nauczyciela
- Daremyth na pewno byłaby dumna z tego że poznałaś magię powietrza i umiesz nią walczyć... Z tego że mimo wszystkiego co ci się stało nadal masz siłe do walki. Że chcesz stanąć do niej i rozwalić zamek wstrętnych orków i kontynuujesz jej dziedzictwo. Bądź silna Abi wszyscy w ciebie wierzymy - usłyszała spomiędzy łez i rozpłakała się jeszcze bardziej bo od dawna nie usłyszała takiego wsparcia. Thane otarł je i dał jej husteczke a ona wysmarkała nos i usiadła powoli się uspokajając.
- Dzięki - powiedziała Abi i zrobiło jej się trochę głupio: jak będzie dowódcą to będzie walczyć ramię w ramię z Thaneme i Nelą a teraz ryczy jak bóbr w jego gabinecie
- To dla ciebie Abi od nas wszystkich - Powiedział gdy już się uspokoiła i wręczył jej upragnione zawiniątko. Abi szybko odsłoniła dekoracyjny papier owinięty wstążką i ujrzała nowiutką księgę czarów w której magia powietrza była już zapełniona pismem i rycinami thane'a
- Zawsze jak dotrzesz do nowego miasta to idź do gildii magów. w ten sposób twoja księga magii powoli zapełni się i poznasz wszystkie zaklęcia! - powiedział Thane a abi odkiwała głową
- Jest śliczna - powiedziała patrząc na okładkę z ozdobnym napisem "Abigail Knox - Księga Czarów" - dzięki za wszystko
- A teraz szybko, leć na ceremonię mianowania! - Powiedział Thane i Abi już nie było. Chwilę postał w miejscu, odwrócił się i usiadł naprzeciwko zwierciadła ain eingarp, smutno wpatrując w jego czeluści...
***
- Ahahahaha!!! - Ryknął Jabarkas na całą salę wpatrując przez taras na pola przed twierdzą. Całe były czarne od uzbrojonych wojsk orków
- Zebraliśmy wssspaniałą armię! - Syknęła Krellion wpatrując się w crag hacka. Był bez koszulki i miał namalowane na umięśnionym ciele wzory walki. Wyszedł na zewnątrz i wzniósł w niebo włócznie z zawiązanymi włosami abi i ryknął
- ŚMIERĆ! KREW! WALKA!
- ŚMIERĆ! KREW! WALKA! - odkrzyknęły setki orczych gardeł z dołu waląc w gągi
- A co zrobimy z dezerterami? - Zapytała w tle Shiva patrząc w Krellion.
- Gird i Dessa zdradzili nas. Właściwie to... dam ci dodatkowe zadanie... ehehehehe!!! - Z krztuszeniem zaśmiała się orczyca - dopadnij ich, ale żywych! srogo pożałują tego że nas zossstawili...
- Ok! - Odpowiedziała Shiva i opuściła komnatę.
- ŚMIERĆ! KREW! WALKA! ŚMIERĆ! KREW! WALKA! - można było słyszeć z zewnątrz krzyki wojenne orków przezdługie minuty... Shiva słyszała je będąc już daleko, w przestworzach wraz z oddziałem roków poszukując uciekinierów...
***
Abi weszła na salę - tą samą, co na początku gdy pojawiła się w Bracadzie. Za stołem zasiadał Theodorus, Nela i Septienna oraz... Visdomir
- Abigail Knox, czy posiadasz księgę czarów? - Zapytał wzmocnionym głosem Theodorus a Abi dumnie pokazała mu książkę
- Doskonale. Pora zacząć ceremonię mianowania na wicebohaterke Bracady! - Nagle abi ujrzała wielkie błyski i wokół pojawili się wszyscy obecni w mieście bohaterowie w kolorowych szatach którzy ją otoczyli. Wielka trójka i Visdomir wstali ze stołu a ten ostatni podszedł do abi i złapał ją za rękę a ona zwróciła w jego oczy swoje oczy z determinacją
- Abigail Knox czy przysięgasz walczyć ze złem będąc honorową wojowniczką strzegącą królestwa magii i czarodziejstwa Bracada? - Usłyszała chór głosów wszystkich dowódców i ciepły ton visdomira przed sobą
- Przysięgam - powiedziała Abi robiąc klęknięcie. Visdomir złapał jej rękę i stanął obok niej a podszedł do niej Theodorus i złożył całusa na jej czole
- Zostałaś pobłogosławiona! - zagrzmiały kobiety wśród dowódców bracady
- Niech twoja siła magii i mocy wesprze nas w trudnych chwilach! - krzyknęli faceci
- Na zawsze pamiętaj o swojej obietnicy. - Szepnął Theodorus patrząc jej prosto w oczy swoim przenikliwym zwrokiem zza okularów połówek. Zwrócił się teraz do wszystkich bohaterów w kółku i powiedział głośno
- Abigail Knox od dzisiejszego dnia jest waszą towarzyszką. Wspierajcie ją w walce i wierzcie w jej moc
- Gratulacje Abi! - krzyczęli raz po raz dowódcy i znikali. Na końcu na sali została tylko nela i visdomir oraz wielka trójka
- Abi, od teraz będziesz dostawała misje. Nie jesteś już niezależną wojowniczką i podlegasz Bracadzie - powiedziała Nela a Abi poczuła się trochę nieswojo ale szybko otrząsnęła się z iluzji. W końcu to pomoże jej w walce z orkami
- Świetnie, Abba - powiedział namiętnie Visdomir, ale szybko dokończył - teraz już znikam, bo normalnie nie powinniśmy się widzieć aż do ślubu. Pa! - i wokół niego eksplodowała pąsowa mgiełka a on w niej znikł
- Wróćmy do domu, musimy zacząć przygotowania do twojego wielkiego dnia! - Powiedziała wesoło Nela a wielka trójka pokiwała głowami. Złapała Abi za nadgarstek i obie teleportowały się do dormitorium.
***
Pati i Dessa od kilku dni poruszali się ciemnym lasem. Nie mieli ani chwili do stracenia bo wiedzieli, że atak orków nastanie lada chwila. Musieli dostać się do Bracady przed nimi żeby ostrzec Abi
- Słuchaj a jak właściwie to się stało że nie jesteś taki jak oni - Spytała Pati wpatrując się w Dessę od jakiegoś czasu gdy jechali na swoich koniach
- Już ci o tym mówiłem Pati. Chociaż jesteśmy półdiabłami to mamy też ludzką naturę. Tylko od nas zależy czy sprzeciwimy się złu w nas... - Powiedział tajemniczo ale nagle zmrużył oczy i lekko parksnął obracając głowę na bok - Ale reżim przemocy Crag Hacka wzmacnia to zło i każe nam być złymi. Ja się temu nie dałem od początku ale inni jak Jabarkas... - Spuścił zwrok i jechali chwile w milczeniu - Jabarkas był kiedyś moim kolegą, aż do czasu, jak Crag Hack go zepsuł tak samo jak innych orków pozwalając im na pszemoc wobec kobiet. Nigdy mu tego nie wybacze. - Jechali dalej w milczeniu a nad ich głowami pojawiały się gwiazdy m.in wielki wóz. Gwiazda polarna prowadziła ich na mroźne tereny Bracady.
***
- Łaał nie mogę uwierzyć że nasza Abi znalazła sobie miejsce w TAKIM zamku! - Krzyknęła wesoło Paula która jechała na koniu otulona zimowym płaszczem z kożuchem
- Ja też ale tym bardziej że abi ma ślub! - Dopowiedziała Tina obejmując ją od tyłu bo jechały na jednym koniu
- Nie mogę się już doczekać! Nigdy bym się nie spodziewała że zostaniemy jej druhnami! - Krzyknęła Paula
- Nooo - odpowiedź Tiny
Minęły mur i wjechały na teren zamku. Choć do uroczystości był jeszcze tydzień czasu to wiedziały, że czeka je wiele pracy by przygotować idealne wesele. Nie spodziewały się jednak, jak okrutnie skończy się ta impreza... Skąpana nie płatkami róż - a krwią niewinnych.
cdn...
czwartek, 1 czerwca 2017
Rozdział X - Dziewczyna idzie na randkę
Kochana Tino,
Dzięki za twój list do mnie u mnie wszystko dobrze i jestem bespieczna w fortecy. W ciągu 3 miesięcy nieźle się tu zadomowiłam. Już prawie skończyłam kurs magii powietrza u Thane'a, mojego ulubionego nauczyciela. Jest cudowny i zachowujemy się z nim jak koledzy. Tak samo bardzo lubie Nele, moją szefową dormitorium która daje mi lekcje walki. Nieźle się poprawiłam w walce od czasu w którym walczyłyśmy razem z orkami w twierdzy: musisz to zobaczyć!!! Mam nadzieje że niedługo się spotkamy, bo bardzo za wami tęsknie. Nie uwierzysz ale okazało się że jestem ćwierćdżinką!!! Sama byłam nieźle zaskoczona tym faktem, ale dzięki temu mogę lepiej dokopać Jabarkasowi i jego bandzie. Poza tym moje włosy już odrosły i nie wyglądam jak filistyn zza krzaka :D Zdradzę ci że układa mi się z Visdomirem... Dzisiaj wieczór zaprosił mnie na randkę. Właśnie się ubieram i wychodzę! <3 Pa odpisz szybko i napisz co u was!
Twoja Abi
Abi zakleiła kopertę i założyła na nóżke puchatej czarnej sowy po czym wypuściła ją przez okno w swojej komnacie. Bardzo się cieszyła że dziewczyny nie urwały kontaktu. Postanowiła się odszczelić na randke z Visdomirem. Ubrała swoje najlepsze dziewczęce ciuchy czyli: czerwoną wąską suknie ze złotym ślaczkiem, czarne skórzane buty, białe rękawice i podkolanówki. założyła na szyje czerwone jajeczko które kupiła u cyganki jakiś czas temu i na głowe pełny klejnotów srebrny diadem który pożyczyła od Neli. Przejrzała sie w lustrze i zrobiła kilka randkowych póz
- Wyglądam nieziemsko! Ale... troche to do mnie nie pasuje lecz nie mogę iść na randke w stroju wojowniczki! - Zaśmiała się abi, otuliła sie norkowym szalem i zeszła po schodach
- Powodzenia Abi! Jak cię widzę to przypomina mi się moja pierwsza randka... - Rozmarzyła się Nela - Musisz mi wszystko opowiedzieć jak wrócisz! Nie zapomnij pikantnych szczegółów! - Nela mrugła porozumiewawczo okiem w stronę abi a siedząca w kącie Doris która uczyła się magii walła książką o stół i prychła z zazdrości.
- Zrobię tak! A teraz pa! - Abi obróciła się na obcasie i z szelestem sukni wyszła z sali. Doris ze zrezygnowaniem wróciła do lektury. Nie wierzyła, że Abi zwykła dziewczyna, tak szybko ma chłopaka, a ona, prawdziwa dżinka nadal jest singlem
- Nie martw się Doris, też kiedyś znajdziesz swojego amatora! - Zawołała Nela i zabrała się do mycia naczyń myśląc o swoich dawnych romansach. "Abi zasłużyła na tą randke. Radzi sobie świetnie zarówno w magi i mocy." - Pomyślała Nela zakładając nelonowe rękawice.
***
Gird szła ścieżką w strone gildii magów twierdzy. Była opalona, niska i miała brązowe rozczochrane włosy i oczy a nosiła zielone kolczyki pawie oczka i skórzane ubranie z futerkiem (takie jak z rosji). Chociaż rewolucja Abi skończyła się już dawno temu, w jej głowie nadal szumiały frazesy Visdomira i niej. Chociaż ponad połowa niewolnic uciekła z Abi, wiele jeszcze pozostało pod władaniem Crag Hacka, bo nie miały siły się wyzwolić albo były w domu gdy wybuchła rebelia. Gird była niemal jedną z nich... Dawno temu została porwana ze swojej wioski przez Jabarkasa, tak samo jak Abi, ale miała magiczne moce. Dzięki nim utrzymała swoje stanowisko i nie skończyła w łużku z orkami tylko została czarodziejką twierdzy. Przez wiele lat zakładała maske służki twierdzy, zmieniając nawet imie. Tak naprawde nazywała się Pati a imienia Gird nienawidziła bo dostała je od orków Crag Hacka. Wiele razy próbowali z nią romansować ale ona zawsze ich od siebie odtrącała. Z zamyślenia wyrwał ją głos gdzieś z boku
- Hej Pati - Spojrzała w górską ścieżkę i zobaczyła wysokiego rozbudowanego orka
- Cześć Dessa co u ciebie - spytała Pati i zwolniła blokade swoich nerwów oddychając z ulgą. Dessa nie był jak inni orkowie bo miał czyste rzeczy, obcięte paznokcie często się mył i nie śmierdział pirzmem. Chociaż miał standardowy orkowski wygląd to wyglądał całkiem inaczej niż inni bo nie parskał śliną i nie marszczył twarzy więc wyglądał okej. W dodatku nie zachowywał się tak barbarzyńsko jak oni i był zawsze miły. Miał zaczesane do tyłu rudawobrązowe włosy i krótką brodę, miał na głowie opaske z niebieskim diamentem a jego ubranie nie odsłaniało ciała tak strasznie jak np. u Jabarkasa ale nadal można było dostrzec jego solidną budowe mięśni
- Szukałem cie Pati. Przygotowałem wszystko na droge. Możemy za chwile uciekać z twierdzy. - Powiedział swoim ciepłym głosem i uśmiechnoł sie miło niemal ukrywając swoje zęby. Dessa i Pati już dawno nie chcieli pracować dla Crag Hacka bo on pozwalał na niewolnictwo i podbijał niewinne wioski. W dodatku ukrywali pewien sekret...
- Całe szczęście że Jabarkas nie wie że Abi żyje - Powiedziała Gird a Dessa wcale nie był zaskoczony bo mu powiedziała wcześniej. Czarodziejka jako jedyna widziała swoim Sokolim Zwrokiem, jak Abi wyswobadza się ze stosu i ucieka razem z dziewczynami i Visdomirem
- Musimy jej powiedzieć że szuka jej kolegów - Powiedział nieco zmartwiony Dessa. Widział Abi tylko z oddali i wiedział, że ona go nie pozna i na początku będzie myślała że jest tak samo zepsuty jak inni orkowie a to była nieprawda - Dlatego skierujemy się do Bracady żeby przy okazji powiadomić o tym, że Crag Hack zbiera siły do walki. Muszą być gotowi żeby odbić atak - Powiedział a Pati energicznie pokiwała głową
- Hejka o czym tak gawędzicie? - Shiva nagle spłyneła na roku z góry i stanęła między bohaterami
- A nic nic idziemy do gildii magów pouczyć się czaru kuli ognia - powiedziała troche speszona Pati
- No okej ale pamiętajcie że wieczór musicie sie stawić do Crag Hacka na przegląd wojsk bo niedługo wyruszamy na wojne z bracadą - powiedziała shiva i jeszcze spojrzała na desse - ech a wy ciągle wyubierani jak na cebulke. Pokażcie czasem troche ciałka jak my! - zakręciła swoim gołym brzuchem, zaśmiała sie i wskoczyła na roka i odleciała
- Pati, chodź szybko bo nie chce już dłużej znosić takiego zachowania - Powiedział zdegustowany dessa a pati też była zła bo też nie lubiła jak ludzie w twierdzy zachowują się pornograficznie
- Okej - odpowiedziała a Dessa złapał ją za ręke i szybko zbiegli ze ścieżki. Wzieli prowiant z jaskini i w ukryciu przebiegli między skałami. Tam wsiedli na schowane konie i pogalopowali do lasu kierując się w strone bracady i rzucili na siebie zaklęcie ukrycia. "Już nigdy nie wróce do tego piekła" - Pomyślała Pati patrząc na skupionego w jeździe koniem Desse. "Może gdyby nie Crag Hack i Jabarkas to wszyscy orkowie byliby normalni" - pomyślała w rozmarzeniu i znikneli w mroku a dźwięk kopyt ich koni szybko zanik.
***
Abi wkroczyła do najlepszej restauracji bracady i wszyscy się na nią obejrzeli. Rozstałczała aurę kobiecości dzięki perfumom pożyczonym od Neli. Spojrzała w kąt lokalu i zobaczyła Visdomira który do niej nawoływał więc podeszła do stołu
- Hej Abba jesteś dzisiaj śliczna - Powiedział Visdomir i ją lekko objął a ona wypuściła powietrze z płuc. Spojrzała na jego uczesane włosy i związaną bródke, ubrał na siebie najlepszy garnitur i był w białej koszuli. "Nieźle się odstrzelił specjalnie dla mnie" - Pomyślała doceniona Abi i delikatnie usiadła naprzeciwko niego. Visdomir pstryknął palcami i zapalił różaną świeczke na środku stołu by podbić romantyczną atmosfere. Abi czuła sie troche dziwnie, bo jeszcze nigdy nie była traktowana jak kobieta. Najpierw była zwykłą dziewczyną a potem niewolnicą więc mężczyźni i orkowie robili z nią co chcieli i nie mogła się przeciwstawić. Potem w Bracadzie została uczennicą więc nie miała czasu na randki aż do teraz... Nagle przed oczami staneła jej zasmucona twarz Thane'a ale ona odgoniła iluzje. "Jest czas na nauke i na zabawe. Teraz jestem w tym drugim" - powiedziała sobie i spojrzała na Visdomira dostrzegając, że od jakiegoś czasu znad świecy wbija w nią swój głęboki, zielony zwrok. Troche się zarumieniła ale wytrzymała spojrzenie chłopaka
- Zamówmy teraz naszą romantyczną kolacje - Powiedział Visdomir i nagle przed Abi pojawiło się menu restauracji
- Nie krępuj się wybierz coś na bogato - mrugnął Visdomir a abi wybrała ostrygi w sosie winegret, pieczonego bażanta ze śliwką i kawior a do tego białe musujące wino. Visdomir wybrał to samo i po chwili czekania zjawiła się kelnerka
- Prosze oto państwa kolacja i mamy promocje 20% dla par - powiedziała a Visdomir wyjął dukaty z portfela i powiedział - Zapłacę całą kwote a te 20% to napiwek dla załogi - uśmiechnął się a kelnerka podziękowała i odeszła
- Czekaj, abba... - Powiedział Visdomir i spróbował ją karmić ale...
- Jezu przestań czuje sie jak down - powiedziała Abi i odbiła widelec z kawałkiem mięsa. Wiedziała, że to miał być romantyczny gest dla niej, ale czuła, że to niegodne wojowniczki
- Okej to nie i tak wiesz jak bardzo cie kocham - jedli przez chwile w milczeniu a Visdomir pod stołem co jakiś czas próbował muskać nogą abi i ona miała od tego fale gorąca. Jak skończyli jeść i kelnerka wzięła talerze to Abi wiedziała, że kroi się teraz coś dużego...
- Abba, czekaj... zapraszam na parkiet wspaniałą kobietę! - Powiedział Visdomir podając jej rękę, a ona speszona ją przyjęła i poszli na parkiet. Światła przygasły i orkiestra zdawała się grać tylko dla nich. Visdomir objął Abi w talii i poprowadził ją na środek sali, gdzie tańczyli razem bardzo blisko siebie w rytm powolnej romantycznej muzyki.
- Chciałbym ci coś wyznać, Abba... - Powiedział Visdomir i nagle magiczne reflektory skierowały się wprost na nich. Visdomir klęknął na jedno kolano i wyjął zza pazuchy niewielkie, szkarłatne pudełeczko...
- Abigail Knox... Czy zostaniesz moją żoną? - Zapytał Visdomir wpatrując się w nią z nadzieją. Otwarł pudełeczko i Abi ujrzała wpięty w jedwabną poduszkę bladozłoty, cieńki pierścionek z kamieniem lapis-lazuli w środku oplecionym srebrnymi korzonkami metalu. "Chyba nie mogę mu odmuwić jeśli jest tak czarujący... Poza tym wszyscy na nas patrzą..." - Pomyślała Abi i popatrzyła po sali a potem na Visdomira. Otwarła usta i spróbowała powiedzieć "tak" ale coś jakby przyblokowało jej usta. "To ze stresu... Visdomir!" - Popatrzyła w niego ze strachem w oczach i już prawie się rozpłakała ale udało jej się bardzo ciężko pokiwać głową. Powoli wyciągnęła roztrzęsioną rękę przed siebie... "Co się dzieje czemu nad sobą nie panuję do końca?" - Pomyślała przerażona abi i nagle wpadła na świetny plan. Wzięła kawałek magicznej mocy drzemiącej w jej piersiach i wpuściła ją do ręki a ta gładko posunęła w stronę visdomira. Chłopak odetchnął i powoli włożył pierścionek na jej palec serdeczny. Nagle cała sala zaczęła klaskać a abi już nie wytrzymała - nagle puścił jej zawór łez. Ukryła twarz w dłoniach a Visdomir powstał i mocno ją przytulił ocierając jej łzy
- Czemu płaczesz Abba? Przecież to tak szczęśliwy moment dla nas - Powiedział Visdomir ścierając jej łzy
- Nie wiem to chyba z nerwów - Zaśmiała się Abi i popatrzyła w oczy Visdomira. Ten wiedział, co zrobić, żeby uspokoić dziewczyne. Powoli nachylił się do jej twarzy a ich usta się zetknęły i pogrążyli się w namiętnym pocałunku, podczas którego Abi czuła, że słabnie z wrażenia. Orkiestra dalej grała, a nowa para zakochanych przeżywała swoje pierwsze chwile zaręczonych. Nad fortecą jednak zbierały się ciężkie, krwawe chmury, które już niedługo miały je przerwać...
cdn.
Dzięki za twój list do mnie u mnie wszystko dobrze i jestem bespieczna w fortecy. W ciągu 3 miesięcy nieźle się tu zadomowiłam. Już prawie skończyłam kurs magii powietrza u Thane'a, mojego ulubionego nauczyciela. Jest cudowny i zachowujemy się z nim jak koledzy. Tak samo bardzo lubie Nele, moją szefową dormitorium która daje mi lekcje walki. Nieźle się poprawiłam w walce od czasu w którym walczyłyśmy razem z orkami w twierdzy: musisz to zobaczyć!!! Mam nadzieje że niedługo się spotkamy, bo bardzo za wami tęsknie. Nie uwierzysz ale okazało się że jestem ćwierćdżinką!!! Sama byłam nieźle zaskoczona tym faktem, ale dzięki temu mogę lepiej dokopać Jabarkasowi i jego bandzie. Poza tym moje włosy już odrosły i nie wyglądam jak filistyn zza krzaka :D Zdradzę ci że układa mi się z Visdomirem... Dzisiaj wieczór zaprosił mnie na randkę. Właśnie się ubieram i wychodzę! <3 Pa odpisz szybko i napisz co u was!
Twoja Abi
Abi zakleiła kopertę i założyła na nóżke puchatej czarnej sowy po czym wypuściła ją przez okno w swojej komnacie. Bardzo się cieszyła że dziewczyny nie urwały kontaktu. Postanowiła się odszczelić na randke z Visdomirem. Ubrała swoje najlepsze dziewczęce ciuchy czyli: czerwoną wąską suknie ze złotym ślaczkiem, czarne skórzane buty, białe rękawice i podkolanówki. założyła na szyje czerwone jajeczko które kupiła u cyganki jakiś czas temu i na głowe pełny klejnotów srebrny diadem który pożyczyła od Neli. Przejrzała sie w lustrze i zrobiła kilka randkowych póz
- Wyglądam nieziemsko! Ale... troche to do mnie nie pasuje lecz nie mogę iść na randke w stroju wojowniczki! - Zaśmiała się abi, otuliła sie norkowym szalem i zeszła po schodach
- Powodzenia Abi! Jak cię widzę to przypomina mi się moja pierwsza randka... - Rozmarzyła się Nela - Musisz mi wszystko opowiedzieć jak wrócisz! Nie zapomnij pikantnych szczegółów! - Nela mrugła porozumiewawczo okiem w stronę abi a siedząca w kącie Doris która uczyła się magii walła książką o stół i prychła z zazdrości.
- Zrobię tak! A teraz pa! - Abi obróciła się na obcasie i z szelestem sukni wyszła z sali. Doris ze zrezygnowaniem wróciła do lektury. Nie wierzyła, że Abi zwykła dziewczyna, tak szybko ma chłopaka, a ona, prawdziwa dżinka nadal jest singlem
- Nie martw się Doris, też kiedyś znajdziesz swojego amatora! - Zawołała Nela i zabrała się do mycia naczyń myśląc o swoich dawnych romansach. "Abi zasłużyła na tą randke. Radzi sobie świetnie zarówno w magi i mocy." - Pomyślała Nela zakładając nelonowe rękawice.
***
Gird szła ścieżką w strone gildii magów twierdzy. Była opalona, niska i miała brązowe rozczochrane włosy i oczy a nosiła zielone kolczyki pawie oczka i skórzane ubranie z futerkiem (takie jak z rosji). Chociaż rewolucja Abi skończyła się już dawno temu, w jej głowie nadal szumiały frazesy Visdomira i niej. Chociaż ponad połowa niewolnic uciekła z Abi, wiele jeszcze pozostało pod władaniem Crag Hacka, bo nie miały siły się wyzwolić albo były w domu gdy wybuchła rebelia. Gird była niemal jedną z nich... Dawno temu została porwana ze swojej wioski przez Jabarkasa, tak samo jak Abi, ale miała magiczne moce. Dzięki nim utrzymała swoje stanowisko i nie skończyła w łużku z orkami tylko została czarodziejką twierdzy. Przez wiele lat zakładała maske służki twierdzy, zmieniając nawet imie. Tak naprawde nazywała się Pati a imienia Gird nienawidziła bo dostała je od orków Crag Hacka. Wiele razy próbowali z nią romansować ale ona zawsze ich od siebie odtrącała. Z zamyślenia wyrwał ją głos gdzieś z boku
- Hej Pati - Spojrzała w górską ścieżkę i zobaczyła wysokiego rozbudowanego orka
- Cześć Dessa co u ciebie - spytała Pati i zwolniła blokade swoich nerwów oddychając z ulgą. Dessa nie był jak inni orkowie bo miał czyste rzeczy, obcięte paznokcie często się mył i nie śmierdział pirzmem. Chociaż miał standardowy orkowski wygląd to wyglądał całkiem inaczej niż inni bo nie parskał śliną i nie marszczył twarzy więc wyglądał okej. W dodatku nie zachowywał się tak barbarzyńsko jak oni i był zawsze miły. Miał zaczesane do tyłu rudawobrązowe włosy i krótką brodę, miał na głowie opaske z niebieskim diamentem a jego ubranie nie odsłaniało ciała tak strasznie jak np. u Jabarkasa ale nadal można było dostrzec jego solidną budowe mięśni
- Szukałem cie Pati. Przygotowałem wszystko na droge. Możemy za chwile uciekać z twierdzy. - Powiedział swoim ciepłym głosem i uśmiechnoł sie miło niemal ukrywając swoje zęby. Dessa i Pati już dawno nie chcieli pracować dla Crag Hacka bo on pozwalał na niewolnictwo i podbijał niewinne wioski. W dodatku ukrywali pewien sekret...
- Całe szczęście że Jabarkas nie wie że Abi żyje - Powiedziała Gird a Dessa wcale nie był zaskoczony bo mu powiedziała wcześniej. Czarodziejka jako jedyna widziała swoim Sokolim Zwrokiem, jak Abi wyswobadza się ze stosu i ucieka razem z dziewczynami i Visdomirem
- Musimy jej powiedzieć że szuka jej kolegów - Powiedział nieco zmartwiony Dessa. Widział Abi tylko z oddali i wiedział, że ona go nie pozna i na początku będzie myślała że jest tak samo zepsuty jak inni orkowie a to była nieprawda - Dlatego skierujemy się do Bracady żeby przy okazji powiadomić o tym, że Crag Hack zbiera siły do walki. Muszą być gotowi żeby odbić atak - Powiedział a Pati energicznie pokiwała głową
- Hejka o czym tak gawędzicie? - Shiva nagle spłyneła na roku z góry i stanęła między bohaterami
- A nic nic idziemy do gildii magów pouczyć się czaru kuli ognia - powiedziała troche speszona Pati
- No okej ale pamiętajcie że wieczór musicie sie stawić do Crag Hacka na przegląd wojsk bo niedługo wyruszamy na wojne z bracadą - powiedziała shiva i jeszcze spojrzała na desse - ech a wy ciągle wyubierani jak na cebulke. Pokażcie czasem troche ciałka jak my! - zakręciła swoim gołym brzuchem, zaśmiała sie i wskoczyła na roka i odleciała
- Pati, chodź szybko bo nie chce już dłużej znosić takiego zachowania - Powiedział zdegustowany dessa a pati też była zła bo też nie lubiła jak ludzie w twierdzy zachowują się pornograficznie
- Okej - odpowiedziała a Dessa złapał ją za ręke i szybko zbiegli ze ścieżki. Wzieli prowiant z jaskini i w ukryciu przebiegli między skałami. Tam wsiedli na schowane konie i pogalopowali do lasu kierując się w strone bracady i rzucili na siebie zaklęcie ukrycia. "Już nigdy nie wróce do tego piekła" - Pomyślała Pati patrząc na skupionego w jeździe koniem Desse. "Może gdyby nie Crag Hack i Jabarkas to wszyscy orkowie byliby normalni" - pomyślała w rozmarzeniu i znikneli w mroku a dźwięk kopyt ich koni szybko zanik.
***
Abi wkroczyła do najlepszej restauracji bracady i wszyscy się na nią obejrzeli. Rozstałczała aurę kobiecości dzięki perfumom pożyczonym od Neli. Spojrzała w kąt lokalu i zobaczyła Visdomira który do niej nawoływał więc podeszła do stołu
- Hej Abba jesteś dzisiaj śliczna - Powiedział Visdomir i ją lekko objął a ona wypuściła powietrze z płuc. Spojrzała na jego uczesane włosy i związaną bródke, ubrał na siebie najlepszy garnitur i był w białej koszuli. "Nieźle się odstrzelił specjalnie dla mnie" - Pomyślała doceniona Abi i delikatnie usiadła naprzeciwko niego. Visdomir pstryknął palcami i zapalił różaną świeczke na środku stołu by podbić romantyczną atmosfere. Abi czuła sie troche dziwnie, bo jeszcze nigdy nie była traktowana jak kobieta. Najpierw była zwykłą dziewczyną a potem niewolnicą więc mężczyźni i orkowie robili z nią co chcieli i nie mogła się przeciwstawić. Potem w Bracadzie została uczennicą więc nie miała czasu na randki aż do teraz... Nagle przed oczami staneła jej zasmucona twarz Thane'a ale ona odgoniła iluzje. "Jest czas na nauke i na zabawe. Teraz jestem w tym drugim" - powiedziała sobie i spojrzała na Visdomira dostrzegając, że od jakiegoś czasu znad świecy wbija w nią swój głęboki, zielony zwrok. Troche się zarumieniła ale wytrzymała spojrzenie chłopaka
- Zamówmy teraz naszą romantyczną kolacje - Powiedział Visdomir i nagle przed Abi pojawiło się menu restauracji
- Nie krępuj się wybierz coś na bogato - mrugnął Visdomir a abi wybrała ostrygi w sosie winegret, pieczonego bażanta ze śliwką i kawior a do tego białe musujące wino. Visdomir wybrał to samo i po chwili czekania zjawiła się kelnerka
- Prosze oto państwa kolacja i mamy promocje 20% dla par - powiedziała a Visdomir wyjął dukaty z portfela i powiedział - Zapłacę całą kwote a te 20% to napiwek dla załogi - uśmiechnął się a kelnerka podziękowała i odeszła
- Czekaj, abba... - Powiedział Visdomir i spróbował ją karmić ale...
- Jezu przestań czuje sie jak down - powiedziała Abi i odbiła widelec z kawałkiem mięsa. Wiedziała, że to miał być romantyczny gest dla niej, ale czuła, że to niegodne wojowniczki
- Okej to nie i tak wiesz jak bardzo cie kocham - jedli przez chwile w milczeniu a Visdomir pod stołem co jakiś czas próbował muskać nogą abi i ona miała od tego fale gorąca. Jak skończyli jeść i kelnerka wzięła talerze to Abi wiedziała, że kroi się teraz coś dużego...
- Abba, czekaj... zapraszam na parkiet wspaniałą kobietę! - Powiedział Visdomir podając jej rękę, a ona speszona ją przyjęła i poszli na parkiet. Światła przygasły i orkiestra zdawała się grać tylko dla nich. Visdomir objął Abi w talii i poprowadził ją na środek sali, gdzie tańczyli razem bardzo blisko siebie w rytm powolnej romantycznej muzyki.
- Chciałbym ci coś wyznać, Abba... - Powiedział Visdomir i nagle magiczne reflektory skierowały się wprost na nich. Visdomir klęknął na jedno kolano i wyjął zza pazuchy niewielkie, szkarłatne pudełeczko...
- Abigail Knox... Czy zostaniesz moją żoną? - Zapytał Visdomir wpatrując się w nią z nadzieją. Otwarł pudełeczko i Abi ujrzała wpięty w jedwabną poduszkę bladozłoty, cieńki pierścionek z kamieniem lapis-lazuli w środku oplecionym srebrnymi korzonkami metalu. "Chyba nie mogę mu odmuwić jeśli jest tak czarujący... Poza tym wszyscy na nas patrzą..." - Pomyślała Abi i popatrzyła po sali a potem na Visdomira. Otwarła usta i spróbowała powiedzieć "tak" ale coś jakby przyblokowało jej usta. "To ze stresu... Visdomir!" - Popatrzyła w niego ze strachem w oczach i już prawie się rozpłakała ale udało jej się bardzo ciężko pokiwać głową. Powoli wyciągnęła roztrzęsioną rękę przed siebie... "Co się dzieje czemu nad sobą nie panuję do końca?" - Pomyślała przerażona abi i nagle wpadła na świetny plan. Wzięła kawałek magicznej mocy drzemiącej w jej piersiach i wpuściła ją do ręki a ta gładko posunęła w stronę visdomira. Chłopak odetchnął i powoli włożył pierścionek na jej palec serdeczny. Nagle cała sala zaczęła klaskać a abi już nie wytrzymała - nagle puścił jej zawór łez. Ukryła twarz w dłoniach a Visdomir powstał i mocno ją przytulił ocierając jej łzy
- Czemu płaczesz Abba? Przecież to tak szczęśliwy moment dla nas - Powiedział Visdomir ścierając jej łzy
- Nie wiem to chyba z nerwów - Zaśmiała się Abi i popatrzyła w oczy Visdomira. Ten wiedział, co zrobić, żeby uspokoić dziewczyne. Powoli nachylił się do jej twarzy a ich usta się zetknęły i pogrążyli się w namiętnym pocałunku, podczas którego Abi czuła, że słabnie z wrażenia. Orkiestra dalej grała, a nowa para zakochanych przeżywała swoje pierwsze chwile zaręczonych. Nad fortecą jednak zbierały się ciężkie, krwawe chmury, które już niedługo miały je przerwać...
cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)