Hej, jestem Abi. Mam jasne włosy, skóre i oczy, jestem drobna ale mam umięśnioną sylwetke i pare blizn wojennych. Jestem wojowniczką i bohaterką zamku wrota żywiołów.
Pisała abi w swoim nowym pamiętniku. Odkąd wylądowała z przyjaciółmi we wrotach żywiołów minęło już kilka miesięcy. Przez ten czas razem z jej dawnym nauczycielem magii, dżinem Thanem, jaszczuroczłeczką reni i orkiem Dessą rozbudowali zamek i zgromadzili oddziały do walki z okrutnym dowódcą orczoludzkich wojsk, Jabarkasem. Byli kolorową drużyną wielu ras i zdobyli parę przyjaciół. Abi ubrała się w swoje szaty dowódczyni zamku (miała tylko taki turkusowoniebieski tabard który zarzuciła na swoją otwartą skórzanostalową zbroję wojowniczki) i zeszła na śniadanie.
- Hej abi! - Krzyknęła Ignissa i jej pomachała, a z ręki wystrzeliło jej kilka iskier. Była to nowa przyjaciółka Abi i była żywiołaczką ognia. Oznaczało to że cały czas płonęła ale mogła uspokajać swoje płomienie i była najlepszą dowódczynią żywiołaków ognia wrót żywiołów. W przyszłości miała przeprowadzić desant ognistymi balistami na wojska wroga
- Hejka! - odkrzyknęła Abi i spojrzała na dzisiejsze śniadanie. Była to sałatka warzywna z kurczakiem i sosem łagodnym
- Pycha! - krzyknęła i zaczęła pałaszować gdy z kuchni wyszła drobna sylwetka. Był to Grindan najlepszy mag wrót żywiołów którego specjalność to magia ziemi. Teraz wyczarował to wspaniałe jedzenie
- Dziękuje Abi - odpowiedział swoim krasnoludzkim wesołym głosem i podskoczył na stołek obok Abi również pałaszując. abi była drobna więc krasnolud sięgał jej głową do szyi
- Hej co dzisiaj robimy? - reni wpadła przez okno podwijając swój ogon. Była nieco roztrzepana i biegała po zamku od rana
- dzisiaj mamy obchód postępów w tworzeniu nowych wojsk - powiedziała abi - musimy skontrolować nasze oddziały przed wyruszeniem w walke. - Reni zamilkła. Wiedziała, że starcie zbliża sięz każdym dniem.
Od czasu gdy abi wróciła z Conga wiele się zmieniło. Razem z Thanem była liderką zamku wrota żywiołów i w sojuszu z bracadą i cytadelą organizowali wspólne odparcie ataku crag hacka. Dawne rany w jej sercu się zabliźniły i znów była dość wesołą dziewczyną głównie przez wpływ reni - tęskniła jednak za swoimi towarzyszkami tiną i paulą oraz miała teraz nowych sojuszników. Król Tralossk wysyłał jej sowy bardzo często dopytując się o jej postępy we wrotach żywiołów a abi wiedziała, że jest jego ważną sojuszniczką. Poza tym abi wyćwiczyła się w bojach odbijając okoliczne kopalnie z rąk wrogów i teraz nikt nie mógł się z nią równać w sztuce miecza
- Witaj abi - powiedział nagle głęboki głos z tyłu i abi ujrzała swojego zwiadowcę, dessę. był to dobry ork który uciekł z twierdzy pod rzadami jabarkasa i był teraz w ruchu oporu przeciwko jego rezimowi. patrolował okoliczne lasy dbając o bezpieczeństwo wrót żywiołów
- Hej dessa jak tam? - zapytała dziewczyna zagryzając ostatnie kęsy śniadania
- wojska jabarkasa założyły bazę na przeciwległym brzegu doliny - powiedział smutno dessa - gromadzą siły ale nadal nie są gotowi do ataku
- doskonale. - powiedziała abi, zeskakując z krzesła a krasnolud zrobił to samo i stęknął cicho bo odbił się od podłogi - czas rozpocząć nasz obchód - powiedziała i skierowała się do wyjścia z ratusza. ignissa popłynęła w powietrzu zaraz obok nich
- rusałki, baczność! - krzyknął grindan, gdy zbliżyli się do magicznych latarni. rozchichotane dziewczyny w zwiewnych niebieskich szatach ze skrzydłami motyla ustawiły się w szeregu. było ich bardzo wiele a jedna z nich podleciała do nich i skierowała zwrok na orka. wyciągnęła rękę i pogładziła jego wyrazistą szczękę a ten odsunął głowę z dziwną miną
- o co ci chodzi Pixi - zapytał skonfundowany a rusałka zadziornie zakręciła ręką w powietrzu
- zabijemy wielu orków czyż nie? - zwróciła się do swoich podwładnych a te zaklaskały i wzniosły ręce w geście zwycięstwa podlatując w górę - chcę ci się dobrze przyjrzeć kochasiu
- ech dziewczyny - mruknął dessa i szybko skierował się w stronę ołtarzu powietrza, gdzie mieli iść za chwilę.
- jesteście naszą główną siłą uderzeniowo obronną! liczymy na was, rusałki - powiedziała abi - z moją mocą przyśpieszenia będziecie niepokonane w boju! - a potem poszła za dessą
gdy wkroczyli do świątyni żywiołaków powietrza, wiatry wokół nich zdawały się szeptać. abi zamknęła oczy i głęboko wzięła powietrze a później je wydmuchała co przywołało władcę burz
- użyczcie mi siły w naszym następnym boju. wzywam wszystkie siły powietrza do walki z jabarkasem, crag hackiem i krellion! przybądźcie na me wezwanie! - krzyknęła abi wznosząc się w powietrze ręce z których czupków palców wystrzeliły błyskawice. nagle wokół zaroiło się od małych tornad
- jesteśmy gotowi, generale - usłyszeli szept setki świszczących powietrznych gardeł. abi to wystarczyło
- czekajcie na wezwanie. niedługo wyruszamy w bój - powiedziała abi mrugając do nich okiem i schodząc po schodach. skierowali swe kroki do ołtarza wody
- hej thane! - krzyknęła rozradowana dziewczyna biegnąc w stronę swojego nauczyciela. ten medytował pod wielkim wodospadem z gołą klatką piersiową a woda oblewała jego okazałe niebieskie mięsnie dżina. powoli otworzył oczy i widząc swoją podopieczną uśmiechnięty powstał i wyszedł spod strumienia
- żywioł wody jest gotowy, abi. - powiedział patrząc na nią z góry. jako mag wody miał pełne panowanie nad żywiołakami a abi była pod wrażeniem jego siły. zauważyła jednak, że chce jej coś powiedzieć
- o co chodzi? - zapytała abi bezpośrednio. Odkąd razem byli dowódcami wrót żywiołów, nie miała już do niego szacunku jako do nauczyciela a był teraz jej partnerem w walce
- zastanawiam się... - na jego twarzy pojawił się grymas zamyślenia - abi, przyjdź dzisiaj wieczorem do mojej komnaty na szczycie gildii magów. być może z twoją pomocą... jesteś w końcu ćwierćdżinką, więc... - spojrzał na zdziwioną dziewczynę i trochę się speszył, ale szybko odzyskał wigor - myślę, że możemy spróbować dowiedzieć się, co planuje jabarkas. Jesteś z nim bardzo związana... - przerwał z grymasem bólu. nie chciał wspominać przy abi o czasie, gdy była niewolnicą, ale dziewczyna była twarda jak głaz i nie zdradzała na twarzy żadnego bólu. - i być może będziesz w stanie użyć swojej mocy, by odgadnąć, o czym marzy. Może uda ci się ujrzeć, z której strony chcą przypuścić atak na wrota żywiołów, lub co kombinują...
- spoko, thane. - powiedziała abi i ukazała wesoły uśmiech. dżin skinął nerwowo i powrócił do swojego sanktuarium. Abi obejrzała się na swoich przyjaciół ze zdziwioną miną a reni poklepała ją po plecach
- coś tu się święci! - krzyknęła rezolutnie
- reni co ci chodzi po głowie! - ork zdzielił ją delikatnie swoją wielką ręką
- ałaa - udała krzyk bólu i pobiegła w stronę ołtarza ognia, a ignissa popłynęła za nią cicho. Abi odetchnęła i obejrzała się na góry, a potem na przyjaciół biegnących po rozkwieconej łące obok zamku. te szczęsliwe chwile będą trwać jeszcze kilka dni... - smutno pogrążyła się w wojennych wizjach i ujrzała to samo miejsce, ale skąpane w krwi i pełne porzuconych broni. szybko jednak otrząsnęła się z iluzji i pośpieszyła do ołtarza ognia gdzie ujrzała ignissę tańczącą z żywiołakami
- moje oddziały wspomogą cię, gdy tylko nadejdzie pora. na razie będziemy się bawić! - powiedziała z wesołymi iskierkami w oczach. reszta szybko odeszła do sąsiadującego ołtarzu ziemi, gdzie krasnolud wywołał kolosy, które zostaną główną siłą obronną wojsk abi. dziewczyna popukała w jednego z nich, ale z jego wnętrza nie wydobył się nawet jeden dźwięk
- są bardzo wytrzymałe. jestem pewien, że orkowie nie poradzą sobie z nimi tak łatwo - powiedział krasnolud z dumą, a potem zaczął dyrygować swoimi żywiołakami, ustawiając je w żywy mur
- chodźmy dalej! - krzyknęła reni i w trójkę pobiegli do wielkiego portalu na środku miasta. było to najdziwniejsze miejsce w całych wrotach żywiołów. z portalu wychodziły dziwne czarne istoty, które zdawały się składać z czystej magii, jeszcze bardziej niż dżiny. nazywały siebie żywiołakami magii i były niesamowitą siłą w walce ale było ich mało
- witajcie, żywiołaki magii. - powiedziała abi kłaniając się. żywiołaki magii były wyższymi istotami i trzeba było okazać im szacunek, zanim zechciały brać udział w boju
- witaj, wojowniczko abi - z portalu wydobył się głos - wiemy, czego potrzebujesz i czego od nas oczekujesz. gdy nadejdzie czas, przybędziemy z pomocą. - i nie usłyszeli już nic więcej...
***
Wieczorem abi opuściła ratusz i udała się do gildii magów. tej nocy rozwiązać miało się wiele niedokończonych spraw... zakołotała cicho w drzwi i otworzył jej rześki dżin
-wejdź, abi. nie mamy wiele czasu do stracenia. - powiedział, po czym wspięli się po długich, kręconych schodach. Gdy abi weszła do komnaty, ujrzała to, czego najmniej by się tutaj spodziewała. było to zwierciadło ain eingarp...
***
tina i paula przyczajone na szczycie wzgórza spoglądały na wielki obelisk w dolinie, chroniony przez kościanego smoka.
- to tutaj. ostatni element układanki jest ukryty za tym strażnikiem - powiedziała tina, teraz amazońsko przystrzyżona i ubrana w skórzany strój amazonki. były ukryte przez noc, ale jeśli chciałyby przeprowadzić atak, wszyscy wokół to zauważą
- nie mamy wiele czasu. musimy rozprawić się z nim natychmiast. - powiedziała paula, wyciągając swój miecz - to, co jest skryte na końcu naszej drogi, jak nic wspomoże nasze siły w walce z oprawcami... - powiedziała tajemniczo, spoglądając na niemal pełną mapę Układanki spoczywającą w rękach jej koleżanki
- święty graal... - szepnęła tina, gładząc ją delikatnie swoją ręką. na jej ustach pojawił się szyderczy uśmiech.
cdn.
piątek, 25 sierpnia 2017
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Rozdział XX - Wojowniczka wyrusza w podróż
Abi bez słowa wpadła do swojej kwatery w zamku i zaczęła się pakować gdy nagle pojawiła się doris
- Hej Słabi - powiedziała doris udając rezolutny ton - ucałowałaś już Julę na powitanie? - zadziornie poruszała tłustym palcem o framuge okna wydymając tłustą twarz dżinki która zjadła za wiele
- przymknij się doris - abi odfuknęła - nie jestem taka dziecinna jak ty i nie obchodzą mnie te gierki
- ooo - doris zrobiła udawaną zawiedzioną minę - to pa mam nadzieje że kochacie się ze swoim jaszczusiem
- co - abi odwróciła szybko głowe do doris zdezorientowana
- haha więc miałam racje pa abba - powiedziała doris dokuczliwie znikając na schodach. Nie zabolało to abi wszystko było jej obojętne. Abi opuściła ręce i wciszy kontynuowała zapełnianie walizki. Nigdy nie miała już przecież wrócić do bracady. "Nie potrzebuje tego miejsca. Nie potrzebuje nikogo" - pomyślała abi, ale po chwili przed oczami pojawiły sie twarze jej przyjaciół "nie nie mogę ich zostawić. dotarłam aż tutaj tylko dzięki ich pomocy."
- Więc się dowiedziałaś... - Nela cichym krokiem weszła do pokoju i położyła rękę na ramieniu abi ale ta ją strąciła
- Nie potrzebuje współczucia. Byłam słabeuszkom i dałam mu się omotać. ale od dzisiaj... - abi stanęła na środku pokoju a od tyłu oświetlało ją zachodzące słońce nad jeziorem bracady co sprawiało bohaterskie wrażenie - od dzisiaj jestem prawdziwą wojowniczką. nie tylko na ciele, ale też na umyśle. Nie mogę przejmować się ludźmi bes honoru... i tolerować nie mających szacunku do dziewczyn
- Abi... - Nela popatrzyła smutno na dziewczynę i skinęła głową - Pamiętaj że zawsze jesteś mile widziana w moim domu
- Dzięki nela - powiedziała abi i narzuciła skórzany plecak kostkę przepasając swój miecz. U pasa miała też przyczepiony amazoński czakram. zerknęła na łóżko na którym leżał stos ozdobnych sukni i biżuteri - prezentów od visdomira. Dotknęła swojego czerwonego jajeczka na szyi
- Daj te rzeczy doris mi nie będą już potrzebne. - powiedziała twardo do neli a ta potaknęła na znak zrozumienia - jestem znowu singielką - uśmiechnęła się cierpko
- chciałabym ci coś dać abi - powiedziała nela i otworzyła zaciśniętą pięść - to oprawione oko smoka - abi przyjrzała się ślicznemu pierścionkowi - zwiększy twoje umiejętności w walce
- dzięki nela to bardzo mi się przyda - powiedziała abi i włożyła pierścień na miejsce dawnej obrączki od razu czując jak napływa do niej siła - a teraz pa - minęła dżinkę i zeszła po schodach na zawsze opuszczając swój chwilowy dom. "Nie mogłabym tu zostać. nie po tym wszystkim co zgotował mi visdomir. - pomyślała kwaśno wychodząc z zamku"
- hej abi - zobaczyła przed sobą pati i jakiegoś pszystojnego dżina - jesteś gotowa?
- chciałabym wyruszyć jak najszybciej. Idę do komnaty thane'a - powiedziała abi
- Ja idę po nele. zostałam do niej przydzielona na misji - powiedziała smutno pati po czym zamilkła - przykro mi z... - chciała wyrazić swoje kondolencje ale abi zatrzymała ją ręką spuszczając zwrok
- nie potrzebuje twojego współczucia. radzę sobie z tym - syknęła przez zaciśnięte zęby - visdomir już pożałował swojego postępowania - na te słowa dżin zerknął na nią i trochę się uśmiał
- Wojowniczka Abi sprawiła niezłe lanie jego dziewczynie - powiedział po czym dalej stał prosto bo był dżińskim strażnikiem bracady
- rozumiem... - pati stała wpatrzona w ziemię po czym skierowała zwrok na abi - mam do ciebie prośbę abi. Jestem przydzielona do Neli z którą wyruszę do bastionu po elficką pomoc w walce z crag hackiem. Ale... Dessa nie wyruszy ze mną. Jest w twojej drużynie abi - dziewczyna była nieco zaskoczona - miej na niego oko abi tutaj jest prawie w takiej sytuacji jak dziewczyny w twierdzy - abi kiwnęła głową i położyła rękę na ramieniu koleżanki
- nie ma sprawy pati - koleżanka przytuliła abi a potem zniknęła w bramie zamku. abi zwróciła się teraz do dżina a ten podskoczył położył niebieską rękę na piersi i pochylił głowę
- strażnik panti do usłóg - powiedział dżin w zbroi
- nie musisz okazywać mi honorów nie jestem już dowódczynią bracady - powiedziała abi
- nic nie szkodzi. jesteś wielką wojowniczką i mam do ciebie szacunek - powiedział a abi mimowolnie się uśmiechnęła. rzadko miała respekt od chłopaków.
- dzięki ty też wyglądasz na niezłego wojownika - zerknęła na jego mięsnie a dżin się zarumienił ale po chwili odzyskał ogłade
- odeskortuje was do wrót żywiołów. czeka nas długa podróż - powiedział panti - chodź, abi. Reszta czeka już na nas w karawanie - udali się do niej. abi ujrzała kilka powozów zaprzęgniętych za sobą jak pociąg. te podpięte z tyłu były na bagaże, a z przodu osobowe.
- w każdej karocy są 2 łóżka. ta jest na dziewczyny - powiedział panti i przepuścił abi która weszła do powozu. w środku zastała reni czytającą książkę
- co to? - zapytała abi a reni odwróciła się do niej zaskoczona i abi zauważyła, jak jej twarz wykrzywia się triumfalnym grymasie
- pokazałaś mu gdzie raki zimują jak prawdziwa amazonka! - powiedziała reni i przyszykowała rękę do piątki którą przybiła z abi
- wreszcie ktoś kto mi nie współczuje - powiedziała abi z lekkim uśmiechem, ale reni zamilkła.
- wiem, że w głębi to dla ciebie trudne. ale radzisz sobie świetnie - powiedziała szczerząc rezolutnie swoje jaszczurze zęby
- przejrzałaś mnie - abi wypuszczając powietrze z ust usiadła ciężko na swoim łóżku
- karawana do wrót żywiołów rusza! - usłyszały krzyk pantiego z przodu i nagle wszystko poderwało się do jazdy. wojowniczka wyruszyła w podróż.
***
Półnagi Crag Hack siedział na swoim kolczym tronie w głównej komnacie twierdzy oświetlonej pochodniami. Wokół niego zgromadzone były zniewolone dziewczyny które musiały zachowywać się zalotnie gdy nie wszystkie tego chciały. naprzeciwko niego siedziała krellion i jabarkas. do komnaty weszła shiva
- witaj wielki crag hacku wodzu twierdzy rockwallen - powiedziała shiva i uklękła na jedno kolano a crag hack odwalił dziewczyne która się do niego lepiła i wstał
- mam dla ciebie bardzo ważną misje. spisałaś się niedawno podczas walki z bracadą - podszedł do niej i złapał za jej brodę swoją wielką ręką i wzniósł jej twarz tak że w nią zaglądał. shiva jednak strzepnęła jego rękę i się zaśmiała
- nie dla mnie te numery - powiedziała odpychając lekko umięśnione ramie crag hacka - na fotelu masz swoje dziewczyny
- szkoda... bo jesteś niezła - powiedział do niej patrząc w jej biust i się trochę zaśmiał. shiva jednak ani myślała go zakrywać
- nie traćmy czasu. jaka jest moja następna misja? - zapytała shiva wpatrując się w oblicze wodza. ten oparł rękę o swój bok i wskazał na mapę krainy leżącą na stole. shiva jednak bardzo szybko dostrzegła, że mapa nie jest pełna
- czy to...? - zapytała
- tak. to mapa prowadząca do świętego grala. - powiedział jabarkas swoim głębokim głosem orka - pierwszy atak na bracade nie powiódł się tak jak planowaliśmy. nie udało nam się zdobyć zamku i nie odzyskaliśmy żadnej... - popatrzył łapczywie na branki crag hacka a ten się zaśmiał
- brak dziewczyny dobrze ci zrobi jabarkas - powiedział crag hack
- nie pozwalasz mi na nie bym był skuteczniejszy w walce i miał determinacje - zezłościł się ork
- wyłap swoje ptaszki spowrotem do klatki... - powiedział crag hack kopiąc jedną z leżących półnagich dziewczyn. ta wydała teatralny okrzyk bólu do którego była przyuczona - kontynuuj, krellion
- nasze wojska po walce nie są tak liczne jak przedtem. jeśli chcemy zmiażdżyć bracadę i jej sojuszników potrzebujemy prawdziwej mocy.
- którą da nam właśnie ten artefakt - dokończył crag hack. - jesteś szybka jak wiatr, zwinna i ponętna. Spiszesz się doskonale na tej ważnej misji dla twierdzy - powiedział uśmiechając się do niej mrocznie a potem usiadł spowrotem na swoim fotelu. krellion zwinęła mapę i wręczyła ją shivie
- gdy zdobędziesz graala, szybko wróć z nim do nas. z jego mocą zmiażdżymy bracadę. - powiedziała orczyca - a ja porachuję kości tym słabym dziewczynom, które podniosły na mnie broń... - oblizała się wypuszczając z ust lejochy śliny a jabarkas spojrzał na nią groźnie
- nie bój się, później będą twoje - powiedziała krellion śmiejąc się rubasznie - chcę dokończyć zabawę tylko z tymi trzema najbliższymi twojej pannie młodej. Zresztą zawsze możemy wykończyć je wspólnie - zamrugała złowieszczo
- wychodzę - powiedziała shiva i strażnicy rozstapili się. przeszła ciemnym korytarzem i wyszła na zewnątrz twierdzy. było parne powietrze i zewsząd widziała tylko palące się orkowskie ognie. "straciliśmy dużo krwi podczas ostatniej walki..." - pomyślała licząc ciemne sylwetki orków, których było trochę mniej, niż kiedyś. "bardzo dobrze. wzmorzy to szał w tych kreaturach" - zaśmiała się, zagwizdała w dwa palce i w okamnieniu znalazła się na roku. wzniosła się nad zamek i wyruszyła w nieznane nie wiedząc, że nie tylko ona opuściła swoją stolicę tej nocy... Dwie małe sylwetki, daleko, daleko stąd, całkowicie nie wiedząc o celu shivy mające tą samą misję mknęły przez nocny las...
cdn.
- Hej Słabi - powiedziała doris udając rezolutny ton - ucałowałaś już Julę na powitanie? - zadziornie poruszała tłustym palcem o framuge okna wydymając tłustą twarz dżinki która zjadła za wiele
- przymknij się doris - abi odfuknęła - nie jestem taka dziecinna jak ty i nie obchodzą mnie te gierki
- ooo - doris zrobiła udawaną zawiedzioną minę - to pa mam nadzieje że kochacie się ze swoim jaszczusiem
- co - abi odwróciła szybko głowe do doris zdezorientowana
- haha więc miałam racje pa abba - powiedziała doris dokuczliwie znikając na schodach. Nie zabolało to abi wszystko było jej obojętne. Abi opuściła ręce i wciszy kontynuowała zapełnianie walizki. Nigdy nie miała już przecież wrócić do bracady. "Nie potrzebuje tego miejsca. Nie potrzebuje nikogo" - pomyślała abi, ale po chwili przed oczami pojawiły sie twarze jej przyjaciół "nie nie mogę ich zostawić. dotarłam aż tutaj tylko dzięki ich pomocy."
- Więc się dowiedziałaś... - Nela cichym krokiem weszła do pokoju i położyła rękę na ramieniu abi ale ta ją strąciła
- Nie potrzebuje współczucia. Byłam słabeuszkom i dałam mu się omotać. ale od dzisiaj... - abi stanęła na środku pokoju a od tyłu oświetlało ją zachodzące słońce nad jeziorem bracady co sprawiało bohaterskie wrażenie - od dzisiaj jestem prawdziwą wojowniczką. nie tylko na ciele, ale też na umyśle. Nie mogę przejmować się ludźmi bes honoru... i tolerować nie mających szacunku do dziewczyn
- Abi... - Nela popatrzyła smutno na dziewczynę i skinęła głową - Pamiętaj że zawsze jesteś mile widziana w moim domu
- Dzięki nela - powiedziała abi i narzuciła skórzany plecak kostkę przepasając swój miecz. U pasa miała też przyczepiony amazoński czakram. zerknęła na łóżko na którym leżał stos ozdobnych sukni i biżuteri - prezentów od visdomira. Dotknęła swojego czerwonego jajeczka na szyi
- Daj te rzeczy doris mi nie będą już potrzebne. - powiedziała twardo do neli a ta potaknęła na znak zrozumienia - jestem znowu singielką - uśmiechnęła się cierpko
- chciałabym ci coś dać abi - powiedziała nela i otworzyła zaciśniętą pięść - to oprawione oko smoka - abi przyjrzała się ślicznemu pierścionkowi - zwiększy twoje umiejętności w walce
- dzięki nela to bardzo mi się przyda - powiedziała abi i włożyła pierścień na miejsce dawnej obrączki od razu czując jak napływa do niej siła - a teraz pa - minęła dżinkę i zeszła po schodach na zawsze opuszczając swój chwilowy dom. "Nie mogłabym tu zostać. nie po tym wszystkim co zgotował mi visdomir. - pomyślała kwaśno wychodząc z zamku"
- hej abi - zobaczyła przed sobą pati i jakiegoś pszystojnego dżina - jesteś gotowa?
- chciałabym wyruszyć jak najszybciej. Idę do komnaty thane'a - powiedziała abi
- Ja idę po nele. zostałam do niej przydzielona na misji - powiedziała smutno pati po czym zamilkła - przykro mi z... - chciała wyrazić swoje kondolencje ale abi zatrzymała ją ręką spuszczając zwrok
- nie potrzebuje twojego współczucia. radzę sobie z tym - syknęła przez zaciśnięte zęby - visdomir już pożałował swojego postępowania - na te słowa dżin zerknął na nią i trochę się uśmiał
- Wojowniczka Abi sprawiła niezłe lanie jego dziewczynie - powiedział po czym dalej stał prosto bo był dżińskim strażnikiem bracady
- rozumiem... - pati stała wpatrzona w ziemię po czym skierowała zwrok na abi - mam do ciebie prośbę abi. Jestem przydzielona do Neli z którą wyruszę do bastionu po elficką pomoc w walce z crag hackiem. Ale... Dessa nie wyruszy ze mną. Jest w twojej drużynie abi - dziewczyna była nieco zaskoczona - miej na niego oko abi tutaj jest prawie w takiej sytuacji jak dziewczyny w twierdzy - abi kiwnęła głową i położyła rękę na ramieniu koleżanki
- nie ma sprawy pati - koleżanka przytuliła abi a potem zniknęła w bramie zamku. abi zwróciła się teraz do dżina a ten podskoczył położył niebieską rękę na piersi i pochylił głowę
- strażnik panti do usłóg - powiedział dżin w zbroi
- nie musisz okazywać mi honorów nie jestem już dowódczynią bracady - powiedziała abi
- nic nie szkodzi. jesteś wielką wojowniczką i mam do ciebie szacunek - powiedział a abi mimowolnie się uśmiechnęła. rzadko miała respekt od chłopaków.
- dzięki ty też wyglądasz na niezłego wojownika - zerknęła na jego mięsnie a dżin się zarumienił ale po chwili odzyskał ogłade
- odeskortuje was do wrót żywiołów. czeka nas długa podróż - powiedział panti - chodź, abi. Reszta czeka już na nas w karawanie - udali się do niej. abi ujrzała kilka powozów zaprzęgniętych za sobą jak pociąg. te podpięte z tyłu były na bagaże, a z przodu osobowe.
- w każdej karocy są 2 łóżka. ta jest na dziewczyny - powiedział panti i przepuścił abi która weszła do powozu. w środku zastała reni czytającą książkę
- co to? - zapytała abi a reni odwróciła się do niej zaskoczona i abi zauważyła, jak jej twarz wykrzywia się triumfalnym grymasie
- pokazałaś mu gdzie raki zimują jak prawdziwa amazonka! - powiedziała reni i przyszykowała rękę do piątki którą przybiła z abi
- wreszcie ktoś kto mi nie współczuje - powiedziała abi z lekkim uśmiechem, ale reni zamilkła.
- wiem, że w głębi to dla ciebie trudne. ale radzisz sobie świetnie - powiedziała szczerząc rezolutnie swoje jaszczurze zęby
- przejrzałaś mnie - abi wypuszczając powietrze z ust usiadła ciężko na swoim łóżku
- karawana do wrót żywiołów rusza! - usłyszały krzyk pantiego z przodu i nagle wszystko poderwało się do jazdy. wojowniczka wyruszyła w podróż.
***
Półnagi Crag Hack siedział na swoim kolczym tronie w głównej komnacie twierdzy oświetlonej pochodniami. Wokół niego zgromadzone były zniewolone dziewczyny które musiały zachowywać się zalotnie gdy nie wszystkie tego chciały. naprzeciwko niego siedziała krellion i jabarkas. do komnaty weszła shiva
- witaj wielki crag hacku wodzu twierdzy rockwallen - powiedziała shiva i uklękła na jedno kolano a crag hack odwalił dziewczyne która się do niego lepiła i wstał
- mam dla ciebie bardzo ważną misje. spisałaś się niedawno podczas walki z bracadą - podszedł do niej i złapał za jej brodę swoją wielką ręką i wzniósł jej twarz tak że w nią zaglądał. shiva jednak strzepnęła jego rękę i się zaśmiała
- nie dla mnie te numery - powiedziała odpychając lekko umięśnione ramie crag hacka - na fotelu masz swoje dziewczyny
- szkoda... bo jesteś niezła - powiedział do niej patrząc w jej biust i się trochę zaśmiał. shiva jednak ani myślała go zakrywać
- nie traćmy czasu. jaka jest moja następna misja? - zapytała shiva wpatrując się w oblicze wodza. ten oparł rękę o swój bok i wskazał na mapę krainy leżącą na stole. shiva jednak bardzo szybko dostrzegła, że mapa nie jest pełna
- czy to...? - zapytała
- tak. to mapa prowadząca do świętego grala. - powiedział jabarkas swoim głębokim głosem orka - pierwszy atak na bracade nie powiódł się tak jak planowaliśmy. nie udało nam się zdobyć zamku i nie odzyskaliśmy żadnej... - popatrzył łapczywie na branki crag hacka a ten się zaśmiał
- brak dziewczyny dobrze ci zrobi jabarkas - powiedział crag hack
- nie pozwalasz mi na nie bym był skuteczniejszy w walce i miał determinacje - zezłościł się ork
- wyłap swoje ptaszki spowrotem do klatki... - powiedział crag hack kopiąc jedną z leżących półnagich dziewczyn. ta wydała teatralny okrzyk bólu do którego była przyuczona - kontynuuj, krellion
- nasze wojska po walce nie są tak liczne jak przedtem. jeśli chcemy zmiażdżyć bracadę i jej sojuszników potrzebujemy prawdziwej mocy.
- którą da nam właśnie ten artefakt - dokończył crag hack. - jesteś szybka jak wiatr, zwinna i ponętna. Spiszesz się doskonale na tej ważnej misji dla twierdzy - powiedział uśmiechając się do niej mrocznie a potem usiadł spowrotem na swoim fotelu. krellion zwinęła mapę i wręczyła ją shivie
- gdy zdobędziesz graala, szybko wróć z nim do nas. z jego mocą zmiażdżymy bracadę. - powiedziała orczyca - a ja porachuję kości tym słabym dziewczynom, które podniosły na mnie broń... - oblizała się wypuszczając z ust lejochy śliny a jabarkas spojrzał na nią groźnie
- nie bój się, później będą twoje - powiedziała krellion śmiejąc się rubasznie - chcę dokończyć zabawę tylko z tymi trzema najbliższymi twojej pannie młodej. Zresztą zawsze możemy wykończyć je wspólnie - zamrugała złowieszczo
- wychodzę - powiedziała shiva i strażnicy rozstapili się. przeszła ciemnym korytarzem i wyszła na zewnątrz twierdzy. było parne powietrze i zewsząd widziała tylko palące się orkowskie ognie. "straciliśmy dużo krwi podczas ostatniej walki..." - pomyślała licząc ciemne sylwetki orków, których było trochę mniej, niż kiedyś. "bardzo dobrze. wzmorzy to szał w tych kreaturach" - zaśmiała się, zagwizdała w dwa palce i w okamnieniu znalazła się na roku. wzniosła się nad zamek i wyruszyła w nieznane nie wiedząc, że nie tylko ona opuściła swoją stolicę tej nocy... Dwie małe sylwetki, daleko, daleko stąd, całkowicie nie wiedząc o celu shivy mające tą samą misję mknęły przez nocny las...
cdn.
niedziela, 6 sierpnia 2017
Rozdział XIX - Dziewczyna doznaje szoku
- Witaj, Abi oraz amazonko - powiedział Theodorus gdy tylko abi weszła do sali - jak wiesz mamy sprawy do obgadania - za biurkiem nagle znalazła się też nela i serena
- nawiązałam sojisz z tralosskiem a wy mnie wyrzucacie??? - wykrzykneła abi na całą sale a reni pokiwała głową
- no właśnie - dodała reni
- Lecz zanim to zrobiłaś prawie zaprzepaściłaś szanse na to - powiedział mroźnym tonem teodorus - dlaczego rzuciłaś się na bezbronnych obywateli miasteczka macarena
- to było nieporozumienie! - krzykneła reni a abi właśnie sobie coś uświadomiła. Czemu Trallossk nie dał jej pisma z wyjaśnieniem gdy wszystkiego już się dowiedział? - Abi zacisnęła pięści z gniewu "specjalnie nie poręczył za mnie bo chce mnie mieć w garści!"
- Abigail Knox, nie posłuchałaś naszych rozkazów. Miałaś nie wdawać się w kontakt z mieszkańcami tatalii tylko iść prosto do króla a ty prawie wywołałaś kolejną wojnę - powiedziała żelaznym głosem serena - nie masz nic na swoje usprawiedliwienie
- ale Abi martwiła się tylko o swoich pszyjaciół - powiedziała reni a potem wspólnie wszystko wyjaśniły
- ok już wszystko wiem - powiedziała nela - nie jestem na ciebie zła abi
- ja też nie jestem ale nie możesz być już dowódcą w fortecy - powiedział gorzko theodorus - zostałaś wyklęta przez naszych mieszkańców i przyniosłaś nam wstyd na arenie międzyzamkowej i mówią o tobie że jesteś w gorącej wodzie kąpana
- ale ja chcę walczyć z jabarkasem! - powiedziała abi - nie mogę biernie stać gdy mogę wyzwolić resztę dziewczyn z opresji i na zawsze zakończyć ich nędzny żywot! nie możecie mnie wycofać z frontu! - rada czarodziejów już miała coś powiedzieć gdy nagle drzwi otwarły się z wielkim hukiem i potrąciły waze stojącą obok która też spadła z wielkim hukiem!
- Ręczę za nią więc nie dajcie jej do więzienia!!! - Abi od razu poznała ten ciepły głos. Odwróciła się i krzyknęła radośnie
- Thane!!! - w drzwiach stał jej ulubiony nauczyciel z wystraszoną miną
- I jeszcze ciebie tutaj brakowało... - powiedziała serena
- Thane oni chcą mnie odwrócić z frontu! - powiedziała z rozpaczą abi. Może dżin będzie mógł coś wskórać... Ten popatrzył na nią, później na radę i w milczeniu zaczął chodzić w kółko ciągnąc koniuszkami palców swoją bródkę
- ech ja już wiem co tu się święci - powiedziała serena rozkładając ręce a thane przystanął i uniósł niebieski palec przed sobą na znak wymyślenia pomysłu
- Abi może wziąć udział w mojej misji - powiedział - na pewno przyda mi się silna wojowniczka. dzięki temu opuści bracade i będzie miała możliwość rehabilitacji a nadal będzie w ofensywie na orków - abi niemal podskoczyła z radości patrząc z wdziecznością na thanea a on się do niej ciepło uśmiechnął
- pójdę z tobą abi - szepnęła jej do ucha reni
- na pewno jesteś tego pewien? Abi do tej pory sprawiała same problemy ja jestem na nie - powiedziała serena i pokazała kciuk w dół
- ja jestem na tak - powiedziała nela unosząc go w górę a potem odwróciła się do sereny i teodorusa siedzącego na środku - szkoliłam abi i wiem jaki ma potencjał. nie możemy pozwolić by się zmarnowała a w macarenie dała obraz swojej sile przyjaźni
- nie cenimy tutaj siły przyjaźni i innych bzdetów - powiedział theodorus - abi patrzyła na niego ze zdenerwowaniem. od niego zależał werdykt i to, czy abi weźmie udział w misji thane'a... ale jaka to właściwie misja? Ręka theodorusa niebezpiecznie się podniosła i... abi spadł kamień z serca gdy zobaczyła, że palec kieruje się do góry
- abi przechodzisz dalej!!! - wymsknęło się reni
- z uwagi na twoje wstawiennictwo i to że weźmiesz za nią odpowiedzialność możesz zabrać abi. - powiedział theodorus - ale pamiętaj - tu zwrócił się do abi łyskając swoimi okularami połówkami - nie jesteś już dowódcą bracady.
- no dobra dobra rozumiem - powiedziała abi - ważne jest to że nadal walcze z crag hackiem
- amazonko, musimy porozmawiać. reszta niech opuści komnate - powiedziała serena. abi pożegnała się z reni i zbliżyła się do thane'a
- wyjaśnię ci o co chodzi wszystko będzie dobrze abi - powiedział i objął ją delikatnie ramieniem gdy wychodzili z sali. na korytarzu wpadli na...
- Pati! - krzyknęła abi i uściskała się z przyjaciółką. za pati poruszył się większy kształt
- hej dessa - powiedziała abi podając rękę orkowi która szybko zniknęła w jego wielkiej zielonej dłoni
- hej - delikatnie się uśmiechnął. "wcale nie wygląda strasznie" - przemknęło przez głowę abi przyzwyczajonej do frywolnych i rozpustnych uśmiechów innych orków. "dlaczego dessa tak bardzo się od nich różni?"
- co tu robicie? - zapytała abi i pati już miała coś powiedzieć, ale głos zabrał thane obracając się szybko do nich wszystkich szeleszcząc swoim czerwoną peleryną
- Przygotowujemy się do wielkiej wojny! - powiedział teatralnym tonem unosząc twarz pod kątem tak że paczył na nich z góry - dlatego musimy zebrać siły do walki. Po odparciu sił orków zebraliśmy najsilniejszych bohaterów bracady i podzieliliśmy się na drużyny
- nas też przydzielą - powiedziała pati - dawno cię nie było i wiele przegapiłaś - przymrużyła do niej oko - dessa świetnie spisał się w walce a i ja ugrałam co nie co - ork odwrócił zwrok
- nie musisz się przechwalać zrobiliśmy co do nas należało - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu
- moja grupa bohaterów została przydzielona do uruchomienia konfluksu - powiedział thane
- co to ten konflex - zapytała zdezorientowana abi
- magiczna twierdza w której gromadzą się siły żywiołów. z ich pomocą możemy pokonać orków i nie stracić prawdziwych żyć w walce. - powiedział thane - to bardzo ważna misja abi - dziewczyna jednak zamilkła i popatrzyła w ziemię a ork to zauważył
- nie martw się na pewno będziesz mieć okazje do walki - powiedział uśmiechając się cierpko i położył jej wielką rękę na ramieniu a pati przyglądała się jej uważnie. pod naciskiem jego ręki nagle abi poczuła, że zapomniała o czymś bardzo ważnym... spojrzała na swoje ręce i zauważyła niewielki pierścionek
- właśnie! - wykrzyknęła - muszę spotkać się z visdomirem - nagle twarze jej przyjaciół zmieniły się nie do poznania wszyscy zamarli
- abi... właśnie... bo... - pati zaczęła się plątać ale abi nie zwracała już na to uwagi
- biegnę do skrzydła szpitalnego! - krzyknęła abi i wyleciała z gildii magów
- chciałem jej powiedzieć trochę później... - powiedział thane przyjmując normalną pozę z rezygnacją. nagle drzwi za nimi się otworzyły i wyszła z nich reni
- następni! - powiedziała do pati i dessy na którym zatrzymała zdziwiony zwrok, ale wzruszyła ramionami i skierowała oczy na thanea
- gdzie abi? - zapytała a thane westchnął
***
- gdzie visdomir? - zapytała abi podbiegając do pierwszej lepszej dżinki. od razu jednak pożałowała tego czynu - była to Doris...
- Uuu Abi-Słabi - zamruczała pokazując obydwoma rękami kciuki w dół i naginając ciało w stronę abi
- nie zgrywaj się doris - abi odpowiedziała na zaczepkę
- poszukaj kochasia w jego domku!!! - zaśmiała się doris pokazując na dolinę z willami za bracadą - na pewno ucieszy się na twój widok - ledwo powstrzymywała śmiech
- visdomir wybudził się ze śpiączki? - w sercu abi zakwitła nowa nadzieja - muszę się z nim zobaczyć!
- nawet nie wiesz jak bardzo jest teraz żwawy - powiedziała doris z dziwnym uśmiechem ale abi już nie było. leciała jak pędziwiatr w stronę doliny, szybko znalazła się w strefie bez śniegu i biegła prosto do willi visdomira, która była teraz też jej domem...
willa była niewielka ale strzelista i okazała. miała małą wieżyczkę podobną jak te w bracadzie i niebieskie dachy które zawsze podobały się abi. wokół niej znajdował się niewielki ogród w którym rosły krzewy róż w ulubionym kolorze abi niebieskim. jednym słowem był to wymarzony kącik do spokojnego życia abi
- visdomir bardzo się cieszę że już wyzdrowiałeś! - krzyknęła abi wpadając do głównego holu. Przystanęła na środku pomieszczenia. Zamilkła, a jej twarz powoli robiła się kamienna. Stała jak słup soli i nie mogła wypowiedzieć nawet słowa. To samo działo się z visdomirem wyciągniętym na wielkiej sofie. nie miał na sobie koszulki ukazując nieco umięśnione ciało ale nie tak jak np. jabarkasa. od pasa w dół był przykryty czerwoną satynową kołdrą i... nie był sam. obok niego wtulona do jego piersi smacznie spała Julka bes stanika
- abi? - powiedział visdomir z przerażeniem na twarzy - abi czekaj... ja wszystko wyjaśnię... - próbował wstać ale julka przyszpiliła go do łóżka i zakręciła się zadziornie. jej ręka musnęła jego piersi i poszła na dół pod kołdrę a dziewczyna zamruczała
- mmrr kocham cie kotku
Abi stała zszokowana i czuła jak serce podchodzi jej do gardła.
- ...aczę. - zdołała wykrztusić widząc ciemne mroczki przed oczami
- Julka... nie - visdomir próbował wyswobodzić się z uścisku dziewczyny - abi to nie tak jak myślisz - popatrzył na nią z nadzieją ale julka w tym samym momencie zaczęła namiętnie całować go w szyje. szybko na jego twarzy pojawił się inny grymas wywołany działaniem julki... Abi nagle wyczuła w sobie ogromną siłę. W jednej chwili zrozumiała wszystko i wiedziała już, co musi powiedzieć. Uwolniła całą moc magiczną, jaką dysponowała w tym momencie. Wiatr zgasił wszystkie płonące świece i w pomieszczeniu zapadł półmrok a włosy abi tańczyły wokół jej głowy wywołując straszny widok. dziewczyna lekko uniosła się w powietrze a szyby w oknach po obu stronach drzwi do willi eksplodowały wybite mroźnym wiatrem padając deszczem odłamków do środka
- okazałam słabość i teraz tego pożałowałam - zagrzmiała abi a jej głos zdawał się rozbrzmiewać po całej willi. Julka dopiero teraz oderwała się od ciała visdomira
- kiyaaa!!! - wykrzyczała starając przykryć swoje gołe cycki kołdrą
- gdy byłam w tatalii cały czas martwiłam się o ciebie wiedząc o twoim stanie i poprzysięgłam zemstę na shivie za to że cie zraniła - krzyczała abi a przedmioty latały wokół niej. wycelowała zaostrzony paznokieć w przerażonego chłopaka - naprawdę wierzyłam że coś dla ciebie znaczę a ty... ty... - odwróciła twarz w stronę wystraszonej julki. ta nagle wygięła twarz w odrażającym grymasie jak z anime
- noo co? - powiedziała ladacznickim tonem - mogłaś nie zostawiać swojego chłopaka gdy jest takim ciachem - visdomir jednak wypchał nogami julkę z łóżka a ta pacła o ziemię
- jak traktujesz kobietę!!! - krzyknęła goła julka na czworakach i wstała a potem od razu pobiegła do łazienki zasłaniając się rękami. abi wystrzeliła w nią odłamkiem szkła który głęboko wbił się w plecy dziewczyny a ona z krzykiem bólu wpadła do pomieszczenia i zatrzasnęła drzwi
- myślałem że nie żyjesz abi - próbował visdomir ale abi była nieugięta
- mogłam się spodziewać że nie mogę ufać facetom!!! - z jej oczu zaczęły płynąć łzy - wykorzystujecie dziewczyny dla siebie i traktujecie je jak rzeczy... ale ja...
- zrozum abi nic nie czuję do julki... kocham tylko ciebie uspokój się - powiedział i poruszył się a abi zobaczyła że jest cały goły pod spodem i prychnęła z pogardą. nagle łzy zniknęły z jej oczu i pozostała tylko odraza
- byłem bez ciebie samotny abi - próbował dalej visdomir - potrzebowałem...
- potrzebowałeś dziewczyny tak??? - zaśmiała się spazmatycznie abi - uległej i spełniającej wszystkie twoje zachcianki zwłaszcza cielesne!!! i myślałeś że będę łatwa bo byłam niewolnicą... - zmrużyła oczy i nagle szybkim ruchem zdarła pierścionek zaręczonowy w który przelała całą swoją magiczną moc
- weź to sobie plugawcze!!! - wykrzyknęła abi i z całej siły cisnęła mu pierścionkiem między oczy a visdomir trafiony wytrysnął krwią z czoła i legł na ziemie. abi upadła na posadzke i wicher przestał dmąć. słychać było tylko przytłumione juki julki z klozetu
- a ty p*zdo nie jesteś warta mojego gniewu! - wykrzyczała abi - udław się swoim kochankiem! - podeszła do drzwi, kopnęła je z całej siły a ryk julki się nasilił. abi nawet nie zauważyła, że szklane odłamki poharatały jej stopy. przeszła przez hol i wyważyła drzwi do willi skoncentrowaną siłą powietrza. nie wypowiadając nawet słowa, dumnie unosząc głowę przeszła przez ogród, w ten sam sposób wyważyła furtkę i udała się do bracady nie oglądając się za siebie. Na jej twarzy nawet na chwilę nie pojawił się grymas smutku. To ona zwyciężyła w tej walce.
cdn.
- nawiązałam sojisz z tralosskiem a wy mnie wyrzucacie??? - wykrzykneła abi na całą sale a reni pokiwała głową
- no właśnie - dodała reni
- Lecz zanim to zrobiłaś prawie zaprzepaściłaś szanse na to - powiedział mroźnym tonem teodorus - dlaczego rzuciłaś się na bezbronnych obywateli miasteczka macarena
- to było nieporozumienie! - krzykneła reni a abi właśnie sobie coś uświadomiła. Czemu Trallossk nie dał jej pisma z wyjaśnieniem gdy wszystkiego już się dowiedział? - Abi zacisnęła pięści z gniewu "specjalnie nie poręczył za mnie bo chce mnie mieć w garści!"
- Abigail Knox, nie posłuchałaś naszych rozkazów. Miałaś nie wdawać się w kontakt z mieszkańcami tatalii tylko iść prosto do króla a ty prawie wywołałaś kolejną wojnę - powiedziała żelaznym głosem serena - nie masz nic na swoje usprawiedliwienie
- ale Abi martwiła się tylko o swoich pszyjaciół - powiedziała reni a potem wspólnie wszystko wyjaśniły
- ok już wszystko wiem - powiedziała nela - nie jestem na ciebie zła abi
- ja też nie jestem ale nie możesz być już dowódcą w fortecy - powiedział gorzko theodorus - zostałaś wyklęta przez naszych mieszkańców i przyniosłaś nam wstyd na arenie międzyzamkowej i mówią o tobie że jesteś w gorącej wodzie kąpana
- ale ja chcę walczyć z jabarkasem! - powiedziała abi - nie mogę biernie stać gdy mogę wyzwolić resztę dziewczyn z opresji i na zawsze zakończyć ich nędzny żywot! nie możecie mnie wycofać z frontu! - rada czarodziejów już miała coś powiedzieć gdy nagle drzwi otwarły się z wielkim hukiem i potrąciły waze stojącą obok która też spadła z wielkim hukiem!
- Ręczę za nią więc nie dajcie jej do więzienia!!! - Abi od razu poznała ten ciepły głos. Odwróciła się i krzyknęła radośnie
- Thane!!! - w drzwiach stał jej ulubiony nauczyciel z wystraszoną miną
- I jeszcze ciebie tutaj brakowało... - powiedziała serena
- Thane oni chcą mnie odwrócić z frontu! - powiedziała z rozpaczą abi. Może dżin będzie mógł coś wskórać... Ten popatrzył na nią, później na radę i w milczeniu zaczął chodzić w kółko ciągnąc koniuszkami palców swoją bródkę
- ech ja już wiem co tu się święci - powiedziała serena rozkładając ręce a thane przystanął i uniósł niebieski palec przed sobą na znak wymyślenia pomysłu
- Abi może wziąć udział w mojej misji - powiedział - na pewno przyda mi się silna wojowniczka. dzięki temu opuści bracade i będzie miała możliwość rehabilitacji a nadal będzie w ofensywie na orków - abi niemal podskoczyła z radości patrząc z wdziecznością na thanea a on się do niej ciepło uśmiechnął
- pójdę z tobą abi - szepnęła jej do ucha reni
- na pewno jesteś tego pewien? Abi do tej pory sprawiała same problemy ja jestem na nie - powiedziała serena i pokazała kciuk w dół
- ja jestem na tak - powiedziała nela unosząc go w górę a potem odwróciła się do sereny i teodorusa siedzącego na środku - szkoliłam abi i wiem jaki ma potencjał. nie możemy pozwolić by się zmarnowała a w macarenie dała obraz swojej sile przyjaźni
- nie cenimy tutaj siły przyjaźni i innych bzdetów - powiedział theodorus - abi patrzyła na niego ze zdenerwowaniem. od niego zależał werdykt i to, czy abi weźmie udział w misji thane'a... ale jaka to właściwie misja? Ręka theodorusa niebezpiecznie się podniosła i... abi spadł kamień z serca gdy zobaczyła, że palec kieruje się do góry
- abi przechodzisz dalej!!! - wymsknęło się reni
- z uwagi na twoje wstawiennictwo i to że weźmiesz za nią odpowiedzialność możesz zabrać abi. - powiedział theodorus - ale pamiętaj - tu zwrócił się do abi łyskając swoimi okularami połówkami - nie jesteś już dowódcą bracady.
- no dobra dobra rozumiem - powiedziała abi - ważne jest to że nadal walcze z crag hackiem
- amazonko, musimy porozmawiać. reszta niech opuści komnate - powiedziała serena. abi pożegnała się z reni i zbliżyła się do thane'a
- wyjaśnię ci o co chodzi wszystko będzie dobrze abi - powiedział i objął ją delikatnie ramieniem gdy wychodzili z sali. na korytarzu wpadli na...
- Pati! - krzyknęła abi i uściskała się z przyjaciółką. za pati poruszył się większy kształt
- hej dessa - powiedziała abi podając rękę orkowi która szybko zniknęła w jego wielkiej zielonej dłoni
- hej - delikatnie się uśmiechnął. "wcale nie wygląda strasznie" - przemknęło przez głowę abi przyzwyczajonej do frywolnych i rozpustnych uśmiechów innych orków. "dlaczego dessa tak bardzo się od nich różni?"
- co tu robicie? - zapytała abi i pati już miała coś powiedzieć, ale głos zabrał thane obracając się szybko do nich wszystkich szeleszcząc swoim czerwoną peleryną
- Przygotowujemy się do wielkiej wojny! - powiedział teatralnym tonem unosząc twarz pod kątem tak że paczył na nich z góry - dlatego musimy zebrać siły do walki. Po odparciu sił orków zebraliśmy najsilniejszych bohaterów bracady i podzieliliśmy się na drużyny
- nas też przydzielą - powiedziała pati - dawno cię nie było i wiele przegapiłaś - przymrużyła do niej oko - dessa świetnie spisał się w walce a i ja ugrałam co nie co - ork odwrócił zwrok
- nie musisz się przechwalać zrobiliśmy co do nas należało - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu
- moja grupa bohaterów została przydzielona do uruchomienia konfluksu - powiedział thane
- co to ten konflex - zapytała zdezorientowana abi
- magiczna twierdza w której gromadzą się siły żywiołów. z ich pomocą możemy pokonać orków i nie stracić prawdziwych żyć w walce. - powiedział thane - to bardzo ważna misja abi - dziewczyna jednak zamilkła i popatrzyła w ziemię a ork to zauważył
- nie martw się na pewno będziesz mieć okazje do walki - powiedział uśmiechając się cierpko i położył jej wielką rękę na ramieniu a pati przyglądała się jej uważnie. pod naciskiem jego ręki nagle abi poczuła, że zapomniała o czymś bardzo ważnym... spojrzała na swoje ręce i zauważyła niewielki pierścionek
- właśnie! - wykrzyknęła - muszę spotkać się z visdomirem - nagle twarze jej przyjaciół zmieniły się nie do poznania wszyscy zamarli
- abi... właśnie... bo... - pati zaczęła się plątać ale abi nie zwracała już na to uwagi
- biegnę do skrzydła szpitalnego! - krzyknęła abi i wyleciała z gildii magów
- chciałem jej powiedzieć trochę później... - powiedział thane przyjmując normalną pozę z rezygnacją. nagle drzwi za nimi się otworzyły i wyszła z nich reni
- następni! - powiedziała do pati i dessy na którym zatrzymała zdziwiony zwrok, ale wzruszyła ramionami i skierowała oczy na thanea
- gdzie abi? - zapytała a thane westchnął
***
- gdzie visdomir? - zapytała abi podbiegając do pierwszej lepszej dżinki. od razu jednak pożałowała tego czynu - była to Doris...
- Uuu Abi-Słabi - zamruczała pokazując obydwoma rękami kciuki w dół i naginając ciało w stronę abi
- nie zgrywaj się doris - abi odpowiedziała na zaczepkę
- poszukaj kochasia w jego domku!!! - zaśmiała się doris pokazując na dolinę z willami za bracadą - na pewno ucieszy się na twój widok - ledwo powstrzymywała śmiech
- visdomir wybudził się ze śpiączki? - w sercu abi zakwitła nowa nadzieja - muszę się z nim zobaczyć!
- nawet nie wiesz jak bardzo jest teraz żwawy - powiedziała doris z dziwnym uśmiechem ale abi już nie było. leciała jak pędziwiatr w stronę doliny, szybko znalazła się w strefie bez śniegu i biegła prosto do willi visdomira, która była teraz też jej domem...
willa była niewielka ale strzelista i okazała. miała małą wieżyczkę podobną jak te w bracadzie i niebieskie dachy które zawsze podobały się abi. wokół niej znajdował się niewielki ogród w którym rosły krzewy róż w ulubionym kolorze abi niebieskim. jednym słowem był to wymarzony kącik do spokojnego życia abi
- visdomir bardzo się cieszę że już wyzdrowiałeś! - krzyknęła abi wpadając do głównego holu. Przystanęła na środku pomieszczenia. Zamilkła, a jej twarz powoli robiła się kamienna. Stała jak słup soli i nie mogła wypowiedzieć nawet słowa. To samo działo się z visdomirem wyciągniętym na wielkiej sofie. nie miał na sobie koszulki ukazując nieco umięśnione ciało ale nie tak jak np. jabarkasa. od pasa w dół był przykryty czerwoną satynową kołdrą i... nie był sam. obok niego wtulona do jego piersi smacznie spała Julka bes stanika
- abi? - powiedział visdomir z przerażeniem na twarzy - abi czekaj... ja wszystko wyjaśnię... - próbował wstać ale julka przyszpiliła go do łóżka i zakręciła się zadziornie. jej ręka musnęła jego piersi i poszła na dół pod kołdrę a dziewczyna zamruczała
- mmrr kocham cie kotku
Abi stała zszokowana i czuła jak serce podchodzi jej do gardła.
- ...aczę. - zdołała wykrztusić widząc ciemne mroczki przed oczami
- Julka... nie - visdomir próbował wyswobodzić się z uścisku dziewczyny - abi to nie tak jak myślisz - popatrzył na nią z nadzieją ale julka w tym samym momencie zaczęła namiętnie całować go w szyje. szybko na jego twarzy pojawił się inny grymas wywołany działaniem julki... Abi nagle wyczuła w sobie ogromną siłę. W jednej chwili zrozumiała wszystko i wiedziała już, co musi powiedzieć. Uwolniła całą moc magiczną, jaką dysponowała w tym momencie. Wiatr zgasił wszystkie płonące świece i w pomieszczeniu zapadł półmrok a włosy abi tańczyły wokół jej głowy wywołując straszny widok. dziewczyna lekko uniosła się w powietrze a szyby w oknach po obu stronach drzwi do willi eksplodowały wybite mroźnym wiatrem padając deszczem odłamków do środka
- okazałam słabość i teraz tego pożałowałam - zagrzmiała abi a jej głos zdawał się rozbrzmiewać po całej willi. Julka dopiero teraz oderwała się od ciała visdomira
- kiyaaa!!! - wykrzyczała starając przykryć swoje gołe cycki kołdrą
- gdy byłam w tatalii cały czas martwiłam się o ciebie wiedząc o twoim stanie i poprzysięgłam zemstę na shivie za to że cie zraniła - krzyczała abi a przedmioty latały wokół niej. wycelowała zaostrzony paznokieć w przerażonego chłopaka - naprawdę wierzyłam że coś dla ciebie znaczę a ty... ty... - odwróciła twarz w stronę wystraszonej julki. ta nagle wygięła twarz w odrażającym grymasie jak z anime
- noo co? - powiedziała ladacznickim tonem - mogłaś nie zostawiać swojego chłopaka gdy jest takim ciachem - visdomir jednak wypchał nogami julkę z łóżka a ta pacła o ziemię
- jak traktujesz kobietę!!! - krzyknęła goła julka na czworakach i wstała a potem od razu pobiegła do łazienki zasłaniając się rękami. abi wystrzeliła w nią odłamkiem szkła który głęboko wbił się w plecy dziewczyny a ona z krzykiem bólu wpadła do pomieszczenia i zatrzasnęła drzwi
- myślałem że nie żyjesz abi - próbował visdomir ale abi była nieugięta
- mogłam się spodziewać że nie mogę ufać facetom!!! - z jej oczu zaczęły płynąć łzy - wykorzystujecie dziewczyny dla siebie i traktujecie je jak rzeczy... ale ja...
- zrozum abi nic nie czuję do julki... kocham tylko ciebie uspokój się - powiedział i poruszył się a abi zobaczyła że jest cały goły pod spodem i prychnęła z pogardą. nagle łzy zniknęły z jej oczu i pozostała tylko odraza
- byłem bez ciebie samotny abi - próbował dalej visdomir - potrzebowałem...
- potrzebowałeś dziewczyny tak??? - zaśmiała się spazmatycznie abi - uległej i spełniającej wszystkie twoje zachcianki zwłaszcza cielesne!!! i myślałeś że będę łatwa bo byłam niewolnicą... - zmrużyła oczy i nagle szybkim ruchem zdarła pierścionek zaręczonowy w który przelała całą swoją magiczną moc
- weź to sobie plugawcze!!! - wykrzyknęła abi i z całej siły cisnęła mu pierścionkiem między oczy a visdomir trafiony wytrysnął krwią z czoła i legł na ziemie. abi upadła na posadzke i wicher przestał dmąć. słychać było tylko przytłumione juki julki z klozetu
- a ty p*zdo nie jesteś warta mojego gniewu! - wykrzyczała abi - udław się swoim kochankiem! - podeszła do drzwi, kopnęła je z całej siły a ryk julki się nasilił. abi nawet nie zauważyła, że szklane odłamki poharatały jej stopy. przeszła przez hol i wyważyła drzwi do willi skoncentrowaną siłą powietrza. nie wypowiadając nawet słowa, dumnie unosząc głowę przeszła przez ogród, w ten sam sposób wyważyła furtkę i udała się do bracady nie oglądając się za siebie. Na jej twarzy nawet na chwilę nie pojawił się grymas smutku. To ona zwyciężyła w tej walce.
cdn.
piątek, 4 sierpnia 2017
Rozdział XVIII - Dziewczyna ma kłopoty
Reni wpadła do pokoju Abi i zauważyła że jej koleżanka się pakuje
- Idealnie! Właśnie miałam ci przekazać że płyniemy do Bracady - powiedziała Reni. Abi odwróciła się zaskoczona i pokazała jaszczuroczłeczce list a ta zamilkła.
- Wiesz coś o tym Reni? - zapytała podejrzliwie abi
- Bo... - Reni zarumieniła się i spuściła zwrok - Jak Maja cię pochwyciła to musiała wysłać raport do Tralloska a on wtedy przesłał list do bracady. To standardowa procedura
- Więc wyrzucili mnie z dowódctwa bracady przez was!? Ja się policzę z tym tralloskiem! - krzyknęła abi i wyszła trzaskając drzwiami. Reni stała na środku pokoju zdezorientowana ale po chwili przeskoczyła przez okno odbijając się ręką od parapetu i pobiegła w dzicz. Musiała szybko zapytać Iry, co robić.
***
Kotara do komnaty tralloska rozchyliła się szybkim szarpnięciem dziewczyny. sala tronowa była jednak pusta. Rozwścieczona dziewczyna ścisnęła pięści i poszła w stronę sypialni króla i z hukiem otworzyła drzwi
- Przez ciebie wyrzucili mnie z bracady!!! - krzyknęła abi w przestrzeń szukając oczami króla. Nie znalazła go jednak ani na łóżku, ani przy stole. spojrzała więc na ziemię i...
- Gdzie ty się wychowałaś? - powiedział spokojnym tonem jaszczuroczłek kontynuując kąpiel w drewnianej balii tak jakby nie było tutaj dziewczyny - Do prywatnych sal króla nie powinno się wchodzić bez pukania - zawstydzona Abi szybko odwróciła zwrok od jego nagiego ciała, ale po chwili zdecydowała się patrzeć mu prosto w oczy. On nie zwracając na nią uwagi szorował swój ogon. Po chwili jednak uniósł oczy i odpowiedział abi spojrzeniem
- myślisz, że w bracadzie mogłabyś tutaj nadal stać? - zapytał. Abi nie mogła wytrzymać jego bezemocjonalnego tonu ale zastanowiła się przez chwile
- chyba nie
- no właśnie. Być może twoje wyrzucenie z bracady nie jest takie złe - mrugnął do niej trallosk, po czym wstał z balii. Tym razem abi jednak się odwróciła i już po chwili król był w przewiązanym ręczniku
- Będę z tobą szczery abi. - powiedział trallosk siadając na krześle i założył noge na noge - masz wielki potencjał do bycia silną wojowniczką, czyste serce i nienawidzisz niewolnictwa. Jesteś wybuchowa i zawsze mówisz to, co myślisz. Nie pasujesz do bracady - przerwał na chwilę patrząc na jej reakcje i kontynuował - pasujesz tutaj
- czyli chcesz mnie wykorzystać!? - zapytała wrogo abi wpatrując się w niego ze złością
- jeśli chcesz to tak nazwać to tak ale w środku dobrze wiesz, że potrzebujemy siebie nawzajem. Ale teraz wracaj do bracady i wyjaśnij tą swoją małą sprawę - mrugnął do niej - a później bądź w gotowości. Poślę z tobą jedną z moich najlepszych amazonek
- zniszczyłeś mi życie nie chce dla ciebie pracować - powiedziała abi i splunęła mu pod nogi. trallosk roześmiał się i zaklaskał w ręce
- nie zawsze to, co chcemy jest dla nas najlepsze - powiedział filozoficznie - a teraz daj mi się przebrać chyba że chcesz jeszcze pooglądać moje nagie ciało
- aaarghh!!! - jęknęła abi ze zlości i odwróciła się na pięcie wychodząc z komnaty króla. w wejściu na piramide zauważyła stojących przyjaciół
- t-ty tam byłaś!? - przerażony tazar wywrócił oczami blady jak ściana - on mógł cię skazać na śmierć
- i co z tego!!! - wykrzyknęła wkurzona abi - niech się dzieje co chce ja mam już tego dość!
- uspokuj się wreszcie abi!!! - krzyknęła zapłakana marcysia a wszyscy zamilkli - na pewno wszystko się ułoży ale nie trać nerwów! - wtuliła zapłakaną twarz w ciało alkina a ten przytulił ją w milczeniu. jej sylwetka zatrzęsła się kilka razy od ryku ale gnoll pogłaskał ją delikatnie po głowie i się uspokoiła
- chodź abi polecimy do macareny. nasz statek wypływa wieczorem - powiedziała reni spokojnie - płynę z tobą i wszystko tam wyjaśnimy - paula i tina podbiegły do rozwścieczonej koleżanki i zaczęły ją uspokajać
- my musimy tutaj zostać bo nie skończyłyśmy treningu amazonek - powiedziała tina i paula - ale na pewno jeszcze się spotkamy abi. Musimy ramię w ramię stanąć do walki z jabarkasem i krellion!
- no dobra - powiedziała abi jak nerwy jej trochę przeszły - i tak muszę tam popłynąć - odwróciła się do skamieniałego nadal tazara - a ty wyjaśnij temu królowi że jako dziewczyna mam swoją wartość i jestem z niej dumna. nie będzie mną sobie rządził jak mu się podoba
- Trallosk to rozumie nawet lepiej niż ty abi - powiedział twardo tazar - nie bez powodu tak zażarcie walczy z crag hackiem... - nie dokończył bo kotara do sypialni króla właśnie się rozchyliła i wyszedł z niej jaszczuroczłek powolnym krokiem
- jeszcze tu jesteście? i to tak licznie? - zapytał udając zdziwienie. tazar, reni, alkin i uspokojona już marcysia szybko uklękli na jedno kolano i wstali
- macie do mnie coś ważnego? - zapytał trallosk zagryzając jabłko i siadając na swoim tronie
- nie, już idziemy królu - powiedziała reni i opuścili komnatę. stanęli na szczycie piramidy i objęli zwrokiem całe bagno tatalii
- nie możemy pozwolić by inwazja orków się powtórzyła - powiedział alkin - gdy bracada padnie, następnym celem będzie nasz dom. dlatego musisz być silna abi, a siła nie polega tylko na walce. musisz trzymać na wodzy swoje emocje
- już jestem spokojna - powiedziała sztucznie uśmiechnięta abi szczerząc zęby. zeszli w milczeniu po długich schodach i u podnóża się rozdzielili - abi z reni poszły w jedną, a reszta w drugą stronę
- do zobaczenia abi! - pomachała jej tina i paula
- no hej dziewczyny - odpowiedziała abi i zwróciła się w stronę lądowiska. nagle podbiegł do nich mały gnoll
- Hej Tomi - powiedziała Reni i rozczochrała jego sierść na głowie - zrobiłeś o co cię prosiłam?
- Tak jest! Bagaże abi już lecą do macareny - abi dopiero teraz się chwilę zastanowiła
- jak to lecą? - zapytała zdziwionym tonem
- aaaaha, nie znasz najpopularniejszego środka transportu w tatalii? chodź ze mną - powiedziała reni i pobiegły ścieżką. nagle znalazły się na otwartej powierzchni na której wylegiwały się kolorowe zwierzaki
- to pierzaste węże. kiedyś jaszczuroczłeki czciły je jako bogów ale teraz są przydatne zwłaszcza w podróży - powiedziała reni. wybrały jednego węża, odpięła jego plakietkę z napisem "Pipi" i oddała gnollskiej pani stojącej za ladą
- poproszę lot do macareny. dwie osoby, ja i abi - powiedziała reni. Pani zapisała w notesie jej imię i nazwisko i po chwili wsiadały na Pipiego
- trzymaj się za jego kły. ja siądę z tyłu - powiedziała reni. gdy usadowiły się na siodle reni kopnęła delikatnie węża na boku i wzniosły się w powietrze
- nie mogliśmy być gorsi niż orkowie którzy mają roki do latania - powiedziała żartobliwie reni. Leciały przez godzine a abi oglądała z zapartym tchem widoki. potem wylądowały w macarenie i poszły do statku. abi ze zdziwieniem przystanęła na środku ścieżki
- gdzie moje Iron Girls? - zapytała z wyrzutem
- mówisz o stalowych koloskach? - zapytała starsza pani obierająca na boku ryby - stały tutaj przez cały czas. były trochę straszne, ale jakiś tydzień temu po prostu weszły prosto do morza
- arggh!!! pewnie wróciły same do bracady - powiedziała ze złością abi - i tak pokazałam jaką jestem dobrą przywódczynią! moje oddziały same mnie zostawiły
- nie myśl o nich, to były tylko jakieś blaszaki - powiedziała reni - wierne wojowniczki pod twoją komendą nigdy by cię nie zostawiły - powiedziała i uśmiechnęła się
- dzięki reni - abi odwzajemniła uśmiech i spojrzały przed siebie. przy wejściu na pomost stała znajoma jaszczuroczłeczka
- Kiki! - zawołała uradowana reni i rzuciła się w objęcia cioci
- Bądźcie bezpieczne w podróży! - powiedziała kiki - to coś dla was - wręczyła dziewczynom worek pełen suszonych daktyli
- dzięki kiki! - zawołały i wsiadły na statek, który odbił od brzegu. czekała je kilkudniowa podróż do bracady...
***
trzeciego wieczoru abi i reni siedziały na dziobie statku wpatrzone w księżyc. dziewczyny już się pogodziły i zagryzając ostatnie daktyle opowiadały sobie o sobie. Były ciepło ubrane a z nieba pruszył delikatny śnieg - jutro rano już będą w bracadzie.
- Dlaczego tralossk tak nie lubi bracady? - zapytała Abi po chwili milczenia wywołanej wysłuchaniem przez reni jej historii bycia w niewoli
- jest bardzo podobny do ciebie abi - powiedziała reni - wszyscy w królestwie o tym wiedzą. nasz król sam był niewolnikiem crag hacka. dawno temu tatalia prowadziła z twierdzą wojnę o tereny graniczne, jeszcze wtedy, gdy erathia miała wojne z diabłami. wioska trallosska została zrównana z ziemią a on sam uprowadzony przez odział orków. po roku jednak wszczoł bunt i wyzwolił się z niewoli... nie poszło to jednak tak gładko jak tobie abi. Nie mieli magicznych sztuczek do dyspozycji i niewielu buntowników przeżyło. Król postanowił zrobić wszystko, by pomścić śmierć towarzyszy, ale aż do teraz nie miał dogodnej okazji
- nigdy nie widziałam jaszczuroczłeków ani gnolli w twierdzy - powiedziała zaskoczona abi
- już nas nie łapią, nie odkąd trallossk jest naszym władcą - ucięła reni - poza tym wojna dawno się skończyła. nie możemy dopuścić do kolejnej, ale jeśli mamy szansę zmiażdżyć crag hacka i jego bandę... - zacisnęła pięść na daktylu, który zmienił się w miazgę.
- za to ja trochę łapie ale dlaczego bracada wtedy nie zareagowała? - zapytała zdziwiona abi - przecież ma sojusz z tatalią
- sojusz z tatalią istnieje odkąd go przywiozłaś - powiedziała ze zgryźliwym uśmiechem reni - bracada nie lubi naszego państwa abi. Nie uważa nas za lepszych niż banda crag hacka ale wie, że nienawidzimy ich tak samo jak oni sami. gdy tralossk uciekł z twierdzy, dostał się właśnie do bracady. czarodzieje wzięli go za dziką bestie bo był jaszczuroczłekiem... - reni zamilkła - dopiero niedawno zaakceptowali nas jako rozumną rasę
- ok rozumiem - powiedziała cicho abi wpatrzona w swoje nogi. zrobiło jej się wstyd że na początku też głupio zareagowała na wygląd reni a teraz poznała w niej najlepszą przyjaciółkę
- chodźmy spać, jutro czeka nas wiele pyskowania - jaszczuroczłeczka mrugnęła do abi okiem i wróciły do swoich kajut
- dobranoc abi - powiedziała reni zza ściany leżąc na swoim hamaku
- słodkich snów reni - i zasnęły
***
rano statek dobił do wybrzeży bracady. spakowana abi razem z reni zeszły na brzeg i od razu zostały przechwycone przez strażników
- witaj, abi - powiedział z niesmakiem dżin w magicznej zbroi - rada już na ciebie czeka
- wiem przecież - syknęła przez zęby abi - nie pozwolę im długo na mnie czekać. chodź reni
- zaraz zaraz ona tutaj zostanie - powiedział dżin
- nie, reni idzie ze mną. - powiedziała abi - a jeśli mi zabronisz to pożałujesz - dotknęła swojego czakramu przyczepionego do pasa. nie będzie już uległa - musi wziąć swój los w swoje własne ręce i bronić swoich przyjaciół przed niesprawiedliwością. reni wyszczerzyła zęby w szczerym uśmiechu radości i razem skierowały się w stronę gildii magów.
cdn.
- Idealnie! Właśnie miałam ci przekazać że płyniemy do Bracady - powiedziała Reni. Abi odwróciła się zaskoczona i pokazała jaszczuroczłeczce list a ta zamilkła.
- Wiesz coś o tym Reni? - zapytała podejrzliwie abi
- Bo... - Reni zarumieniła się i spuściła zwrok - Jak Maja cię pochwyciła to musiała wysłać raport do Tralloska a on wtedy przesłał list do bracady. To standardowa procedura
- Więc wyrzucili mnie z dowódctwa bracady przez was!? Ja się policzę z tym tralloskiem! - krzyknęła abi i wyszła trzaskając drzwiami. Reni stała na środku pokoju zdezorientowana ale po chwili przeskoczyła przez okno odbijając się ręką od parapetu i pobiegła w dzicz. Musiała szybko zapytać Iry, co robić.
***
Kotara do komnaty tralloska rozchyliła się szybkim szarpnięciem dziewczyny. sala tronowa była jednak pusta. Rozwścieczona dziewczyna ścisnęła pięści i poszła w stronę sypialni króla i z hukiem otworzyła drzwi
- Przez ciebie wyrzucili mnie z bracady!!! - krzyknęła abi w przestrzeń szukając oczami króla. Nie znalazła go jednak ani na łóżku, ani przy stole. spojrzała więc na ziemię i...
- Gdzie ty się wychowałaś? - powiedział spokojnym tonem jaszczuroczłek kontynuując kąpiel w drewnianej balii tak jakby nie było tutaj dziewczyny - Do prywatnych sal króla nie powinno się wchodzić bez pukania - zawstydzona Abi szybko odwróciła zwrok od jego nagiego ciała, ale po chwili zdecydowała się patrzeć mu prosto w oczy. On nie zwracając na nią uwagi szorował swój ogon. Po chwili jednak uniósł oczy i odpowiedział abi spojrzeniem
- myślisz, że w bracadzie mogłabyś tutaj nadal stać? - zapytał. Abi nie mogła wytrzymać jego bezemocjonalnego tonu ale zastanowiła się przez chwile
- chyba nie
- no właśnie. Być może twoje wyrzucenie z bracady nie jest takie złe - mrugnął do niej trallosk, po czym wstał z balii. Tym razem abi jednak się odwróciła i już po chwili król był w przewiązanym ręczniku
- Będę z tobą szczery abi. - powiedział trallosk siadając na krześle i założył noge na noge - masz wielki potencjał do bycia silną wojowniczką, czyste serce i nienawidzisz niewolnictwa. Jesteś wybuchowa i zawsze mówisz to, co myślisz. Nie pasujesz do bracady - przerwał na chwilę patrząc na jej reakcje i kontynuował - pasujesz tutaj
- czyli chcesz mnie wykorzystać!? - zapytała wrogo abi wpatrując się w niego ze złością
- jeśli chcesz to tak nazwać to tak ale w środku dobrze wiesz, że potrzebujemy siebie nawzajem. Ale teraz wracaj do bracady i wyjaśnij tą swoją małą sprawę - mrugnął do niej - a później bądź w gotowości. Poślę z tobą jedną z moich najlepszych amazonek
- zniszczyłeś mi życie nie chce dla ciebie pracować - powiedziała abi i splunęła mu pod nogi. trallosk roześmiał się i zaklaskał w ręce
- nie zawsze to, co chcemy jest dla nas najlepsze - powiedział filozoficznie - a teraz daj mi się przebrać chyba że chcesz jeszcze pooglądać moje nagie ciało
- aaarghh!!! - jęknęła abi ze zlości i odwróciła się na pięcie wychodząc z komnaty króla. w wejściu na piramide zauważyła stojących przyjaciół
- t-ty tam byłaś!? - przerażony tazar wywrócił oczami blady jak ściana - on mógł cię skazać na śmierć
- i co z tego!!! - wykrzyknęła wkurzona abi - niech się dzieje co chce ja mam już tego dość!
- uspokuj się wreszcie abi!!! - krzyknęła zapłakana marcysia a wszyscy zamilkli - na pewno wszystko się ułoży ale nie trać nerwów! - wtuliła zapłakaną twarz w ciało alkina a ten przytulił ją w milczeniu. jej sylwetka zatrzęsła się kilka razy od ryku ale gnoll pogłaskał ją delikatnie po głowie i się uspokoiła
- chodź abi polecimy do macareny. nasz statek wypływa wieczorem - powiedziała reni spokojnie - płynę z tobą i wszystko tam wyjaśnimy - paula i tina podbiegły do rozwścieczonej koleżanki i zaczęły ją uspokajać
- my musimy tutaj zostać bo nie skończyłyśmy treningu amazonek - powiedziała tina i paula - ale na pewno jeszcze się spotkamy abi. Musimy ramię w ramię stanąć do walki z jabarkasem i krellion!
- no dobra - powiedziała abi jak nerwy jej trochę przeszły - i tak muszę tam popłynąć - odwróciła się do skamieniałego nadal tazara - a ty wyjaśnij temu królowi że jako dziewczyna mam swoją wartość i jestem z niej dumna. nie będzie mną sobie rządził jak mu się podoba
- Trallosk to rozumie nawet lepiej niż ty abi - powiedział twardo tazar - nie bez powodu tak zażarcie walczy z crag hackiem... - nie dokończył bo kotara do sypialni króla właśnie się rozchyliła i wyszedł z niej jaszczuroczłek powolnym krokiem
- jeszcze tu jesteście? i to tak licznie? - zapytał udając zdziwienie. tazar, reni, alkin i uspokojona już marcysia szybko uklękli na jedno kolano i wstali
- macie do mnie coś ważnego? - zapytał trallosk zagryzając jabłko i siadając na swoim tronie
- nie, już idziemy królu - powiedziała reni i opuścili komnatę. stanęli na szczycie piramidy i objęli zwrokiem całe bagno tatalii
- nie możemy pozwolić by inwazja orków się powtórzyła - powiedział alkin - gdy bracada padnie, następnym celem będzie nasz dom. dlatego musisz być silna abi, a siła nie polega tylko na walce. musisz trzymać na wodzy swoje emocje
- już jestem spokojna - powiedziała sztucznie uśmiechnięta abi szczerząc zęby. zeszli w milczeniu po długich schodach i u podnóża się rozdzielili - abi z reni poszły w jedną, a reszta w drugą stronę
- do zobaczenia abi! - pomachała jej tina i paula
- no hej dziewczyny - odpowiedziała abi i zwróciła się w stronę lądowiska. nagle podbiegł do nich mały gnoll
- Hej Tomi - powiedziała Reni i rozczochrała jego sierść na głowie - zrobiłeś o co cię prosiłam?
- Tak jest! Bagaże abi już lecą do macareny - abi dopiero teraz się chwilę zastanowiła
- jak to lecą? - zapytała zdziwionym tonem
- aaaaha, nie znasz najpopularniejszego środka transportu w tatalii? chodź ze mną - powiedziała reni i pobiegły ścieżką. nagle znalazły się na otwartej powierzchni na której wylegiwały się kolorowe zwierzaki
- to pierzaste węże. kiedyś jaszczuroczłeki czciły je jako bogów ale teraz są przydatne zwłaszcza w podróży - powiedziała reni. wybrały jednego węża, odpięła jego plakietkę z napisem "Pipi" i oddała gnollskiej pani stojącej za ladą
- poproszę lot do macareny. dwie osoby, ja i abi - powiedziała reni. Pani zapisała w notesie jej imię i nazwisko i po chwili wsiadały na Pipiego
- trzymaj się za jego kły. ja siądę z tyłu - powiedziała reni. gdy usadowiły się na siodle reni kopnęła delikatnie węża na boku i wzniosły się w powietrze
- nie mogliśmy być gorsi niż orkowie którzy mają roki do latania - powiedziała żartobliwie reni. Leciały przez godzine a abi oglądała z zapartym tchem widoki. potem wylądowały w macarenie i poszły do statku. abi ze zdziwieniem przystanęła na środku ścieżki
- gdzie moje Iron Girls? - zapytała z wyrzutem
- mówisz o stalowych koloskach? - zapytała starsza pani obierająca na boku ryby - stały tutaj przez cały czas. były trochę straszne, ale jakiś tydzień temu po prostu weszły prosto do morza
- arggh!!! pewnie wróciły same do bracady - powiedziała ze złością abi - i tak pokazałam jaką jestem dobrą przywódczynią! moje oddziały same mnie zostawiły
- nie myśl o nich, to były tylko jakieś blaszaki - powiedziała reni - wierne wojowniczki pod twoją komendą nigdy by cię nie zostawiły - powiedziała i uśmiechnęła się
- dzięki reni - abi odwzajemniła uśmiech i spojrzały przed siebie. przy wejściu na pomost stała znajoma jaszczuroczłeczka
- Kiki! - zawołała uradowana reni i rzuciła się w objęcia cioci
- Bądźcie bezpieczne w podróży! - powiedziała kiki - to coś dla was - wręczyła dziewczynom worek pełen suszonych daktyli
- dzięki kiki! - zawołały i wsiadły na statek, który odbił od brzegu. czekała je kilkudniowa podróż do bracady...
***
trzeciego wieczoru abi i reni siedziały na dziobie statku wpatrzone w księżyc. dziewczyny już się pogodziły i zagryzając ostatnie daktyle opowiadały sobie o sobie. Były ciepło ubrane a z nieba pruszył delikatny śnieg - jutro rano już będą w bracadzie.
- Dlaczego tralossk tak nie lubi bracady? - zapytała Abi po chwili milczenia wywołanej wysłuchaniem przez reni jej historii bycia w niewoli
- jest bardzo podobny do ciebie abi - powiedziała reni - wszyscy w królestwie o tym wiedzą. nasz król sam był niewolnikiem crag hacka. dawno temu tatalia prowadziła z twierdzą wojnę o tereny graniczne, jeszcze wtedy, gdy erathia miała wojne z diabłami. wioska trallosska została zrównana z ziemią a on sam uprowadzony przez odział orków. po roku jednak wszczoł bunt i wyzwolił się z niewoli... nie poszło to jednak tak gładko jak tobie abi. Nie mieli magicznych sztuczek do dyspozycji i niewielu buntowników przeżyło. Król postanowił zrobić wszystko, by pomścić śmierć towarzyszy, ale aż do teraz nie miał dogodnej okazji
- nigdy nie widziałam jaszczuroczłeków ani gnolli w twierdzy - powiedziała zaskoczona abi
- już nas nie łapią, nie odkąd trallossk jest naszym władcą - ucięła reni - poza tym wojna dawno się skończyła. nie możemy dopuścić do kolejnej, ale jeśli mamy szansę zmiażdżyć crag hacka i jego bandę... - zacisnęła pięść na daktylu, który zmienił się w miazgę.
- za to ja trochę łapie ale dlaczego bracada wtedy nie zareagowała? - zapytała zdziwiona abi - przecież ma sojusz z tatalią
- sojusz z tatalią istnieje odkąd go przywiozłaś - powiedziała ze zgryźliwym uśmiechem reni - bracada nie lubi naszego państwa abi. Nie uważa nas za lepszych niż banda crag hacka ale wie, że nienawidzimy ich tak samo jak oni sami. gdy tralossk uciekł z twierdzy, dostał się właśnie do bracady. czarodzieje wzięli go za dziką bestie bo był jaszczuroczłekiem... - reni zamilkła - dopiero niedawno zaakceptowali nas jako rozumną rasę
- ok rozumiem - powiedziała cicho abi wpatrzona w swoje nogi. zrobiło jej się wstyd że na początku też głupio zareagowała na wygląd reni a teraz poznała w niej najlepszą przyjaciółkę
- chodźmy spać, jutro czeka nas wiele pyskowania - jaszczuroczłeczka mrugnęła do abi okiem i wróciły do swoich kajut
- dobranoc abi - powiedziała reni zza ściany leżąc na swoim hamaku
- słodkich snów reni - i zasnęły
***
rano statek dobił do wybrzeży bracady. spakowana abi razem z reni zeszły na brzeg i od razu zostały przechwycone przez strażników
- witaj, abi - powiedział z niesmakiem dżin w magicznej zbroi - rada już na ciebie czeka
- wiem przecież - syknęła przez zęby abi - nie pozwolę im długo na mnie czekać. chodź reni
- zaraz zaraz ona tutaj zostanie - powiedział dżin
- nie, reni idzie ze mną. - powiedziała abi - a jeśli mi zabronisz to pożałujesz - dotknęła swojego czakramu przyczepionego do pasa. nie będzie już uległa - musi wziąć swój los w swoje własne ręce i bronić swoich przyjaciół przed niesprawiedliwością. reni wyszczerzyła zęby w szczerym uśmiechu radości i razem skierowały się w stronę gildii magów.
cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)