poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział V - Dziewczyna w płomieniach

Wojowniczka Abi była spryciulą. Wszyscy myśleli, że od bezpośredniego uderzenia wielką włochatą pięścią Crag Hacka zatraciła swoją świadomość ale to się nie stało. Abi udawała od samego początku i ciągle była przytomna, nawet wtedy, kiedy Krellion ciągła ją po kamieniach schodząc z Twierdzy. Słyszała dziewczyny które w nią wierzyły i które nauczyły się walki dzięki jej treningowi, ale nie bała się o nie bo wiedziała, że dadzą sobie radę. Były silne i znały wiele walecznych technik, a niektóre z nich, takie jak Teri nawet prawie ją przewyższały w walce. Miała nadzieje, że nic sie nie stanie Pauli i Julce oraz Visdomirowi, bo wiedziała, że na pewno podążą za nią gdziekolwiek zawlecze ją Krellion. Ale Abi nie miała stalowych nerwów. Była trochę wystraszona bo nie wyobrażała sobie stania przywiązaną do palika gdy płomienie podchodzą już do nóg i niewiele chwil ją dzieli od chwili śmierci. Ale miała już plan ucieczki. Nagle jednak całe jej ciało podskoczyło na wielkim kamieniu

- Uhmm!!! - Jęknęła Abi uderzając o głaz

- Oooo!!! Księżniczka otworzyła oczy? - Krellion wyszczerzyła się do niej w paskudnym uśmiechu. Nie miała kilku zębów od kopniaka Abi, z czego młoda wojowniczka była naprawdę dumna.

- Księżniczka nie może się doczekać gdy zła księżna zamknie swe oczy na wieki - odpowiedziała Abi sponiewierając Krellion złym zwrokiem

- Taka jesteś pyskata? Zmienisz zdanie gdy zobaczysz... To! - W tej chwili dwaj orkowie pomagierowie popchnęli ciało Abi do góry i stanęła na swoich nogach. Ujrzała dziedziniec przed ratuszem i dwie brudne fontanny serwujące picie dla orków. Ona nigdy nie łyknęła nawet łyka tej wody, bo wiedziała, że jest brudna i orkowie się w niej też myją. Nie skupiła się jednak na fontannach bo zobaczyła nowy element wystroju. Na środku, pomiędzy wielkimi fontannami stał stos i wielki pal, do którego miała zostać przywiązana abi. drewienka wokół niego były już zręcznie poukładane, pozostało tylko podłożenie ognia. Na dziedzińcu gromadziło się coraz więcej gapiów, którzy oczekiwali brutalnego widowiska. Abi obejrzała się wokół siebie i ujrzała przemykające cienie za budynkiem Chaty. Czy to może....?

- Ałaaa! Uspokójcie się to boli!!! - krzyknęła, kiedy jeden z orków pociągnął ją za włosy

- Hehehe może zetniemy te piękne złote loki na pamiątke dla Jabarkasa? - Zasyczał jeden a z jego paszczy wydobyły się bąble śliny i osadziły się na ciemnozielonych ustach

- Fuuu!! Zostawcie moje włosy świnie bo pożałujecie! - Ryknęła Abi i zaczęła się wyrywać, ale była zakleszczona na amen. Nie płakała, gdy orkowie obcięli jej włosy tuż przy skórze. "Jeszcze się za to zemszczę... Dodam to do reszty krzywd, które mi wyrządziliście... I odpłacę pięknym za nadobne." - Myślała Abi, ale jej twarz pozostała niezwruszona. W ten sposób ukazała swoją odwagę i zaciętość i to, że nie jest zwykłą, płaczliwą dziewczyną. Skończyła nią być już dawno temu - wtedy, gdy po raz pierwszy złapała za ostrze miecza. Obcięta na jeża Abi wyglądała niemal jak chłopak, ale to nie  zmieniło tego, że nadal promieniowała urodą. Nie straciła swojej kobiecości, krótka fryzura tylko ją podkreśliła. Teraz wyglądała jak wojowniczka... Abi była prowadzona do stosu. Orkowie wokół coraz głośniej wyli i bębnili w swoje tarcze, krzycząc "Na stos! Na stos!" W końcu stanęła przed nim i wszyscy zamilkli.

- Niewolnica Abigail, branka Jabarkasa, zostaje skazana na śmierć poprzez całospalenie na stosie. Jej winy to: podżeganie do buntu przeciwko władzy Twierdzy: Wielkiego Crag Hacka dowódcy wojsk Krewlodu, jego prawej ręki Jabarkasa Groźnego, zabójcy książąt i lewej ręki Krellion, Egzekutora Twierdzy, czyli mnie! - Ryknęła Krellion stojąc na podwyższeniu. Wszyscy orkowie zabębnili trzy razy w swoje tarcze krzycząc:

- Śmierć! Krew! Ogień!

Krzyki zdawały się narastać i Abi nie mogła już ich słuchać. Choć widziała już wiele, nie mogła uwierzyć w brutalność i nieludzkość orków. Dlaczego oni są tacy źli i wyrządzają cierpienie niewinnym? - pomyślała zgryźliwie Abi pochylając głowę.

- Teraz zedrzyjcie z niej to, co litościwie od nas otrzymała! - Ryknęła Krellion, Orkowie znów zabębnili i krzyknęli trzy słowa, a dwoje strażników podeszło do Abi i zdarło z niej byle jaką suknie, którą musiała nosić w Twierdzy. Teraz Abi była w samej bieliźnie, naga naprzeciwko trybunału, odziana tylko w swą winę. Ale czy chęć wyzwolenia niewinnych była winą? Abi czuła, że postąpiła słusznie. Orkowie poprowadzili ją po stopniach, minęli stosy skrzętnie ułożonego drewna, które niebawem miało stać się przyczyną jej śmierci. Ale czy na pewno?

Abi została przywiązana za ręce do górnej części palu. jej nogi wisiały luzem, a ciało wyginało się lśniąc w słońcu. Zobaczyła, jak jeden z orków podpala pochodnie i podchodzi do najbliższego stosu drewna.

- Sprawiedliwości staje się zadość! - Ryknęła Krellion i pochodnia poleciała w drewna, które od razu się zapaliły.

- Sprawiedliwość dla kogo??? Dla panów niewolników i najeźdźców??? Dla tych, co stoją wyżej od nas, gdy jesteśmy takimi samymi ludźmi? Ja pragnę innej sprawiedliwości i ona się dokona, bo zło zawsze musi zostać przezwyciężone! Sprawiedliwości ubogich i uciśnionych, sprawiedliwości niewolnic! A ta sprawiedliwość zawiera w sobie wasze ścięte głowy! - Wykrzyknęła Abi kierując swój zwrok w skrzywioną twarz wojownika. Twarz Crag Hacka zrobiła się czerwona ze złości i już miał coś wykrzyczeć, gdy nagle...

Nagle wszyscy usłyszeli wielki huk! Abi szybko obejrzała się w stronę, z której dochodził, a była to gildia magów... A raczej to, co z niej pozostało. Cały budynek eksplodował a jego odłamki leciały w stronę wioski goblinów. Wielki dym wzniósł się w niebo i zaczął z niesamowitą szybkością opadać w stronę zgromadzenia. "To moja szansa!" pomyślała Abi. Nie pozostało już wiele czasu, bo prawie czuła liżące płomienie.


- Ataaak! Orkowie, szykujcie się do walki! Ktoś przeprowadza desant na Twierdze! - Nagle usłyszała krzyki i zrobił się wielki chaos. Crag Hack i jego obstawa zerwali się z miejsca i wszyscy zaczęli biegać we wszystkie strony - nikt nie zwracał uwagi na to, co robi Abi. Ona zręcznie oparła stopy o pal, podciągnęła się i odbiła, wykonując półsalto w powietrzu. teraz kucała na szczycie pala i kombinowała, jak rozciąć więzy krępujące jej przywiązane dłonie. Pomogła sobie zębami i po wyswobodzeniu jednej ręki było już łatwiej. Szybko odwiązała drugą i stanęła na palu. Przed nią roztaczał się widok na cały zgiełk ogarnięty dymem. Abi zdziwiła się, bo dym oblegał tylko wioskę goblinów i okolice ratusza, wszędzie indziej było niebieskie niebo. "To musi być jakaś sztuczka Visdomira!" Pomyślała Abi z radością. Pod nią szalały płomienie, a jakby w nie wskoczyła, to od razu by się spaliła. Musiała znaleźć inną drogę ucieczki.   Obejrzała się wokół siebie i zauważyła fontanny pełne brudnej wody. Nie chciała tego robić, ale wiedziała, że to jej jedyna nadzieja.

- Raz kozie śmierć! - krzyknęła Abi i obracając się z całej siły odbiła się od palu. Poszybowała w powietrzu i spadła prosto w środek fontanny "na bombę", po czym wynurzyła się z cuchnącej wody i szybko podpłynęła do brzegu. Nikt jej nie widział, bo orkowie tarasili się nawzajem. Nagle zauważyła przed sobą... rękę!
- Visdomir, to naprawdę ty! - Krzyknęła uradowana Abi i podała mu swoją smukłą dłoń. Czarodziej odchylił się do tyłu z cichym stęknięciem i wydobył dziewczynę z wody. Ta od razu rzuciła mu się w objęcia i poczuła twarde mięśnie pod lekką tuniką.

- Dziękuję, że po mnie przyszedłeś! - Ale od razu poczuła, jak jej twarz ogarnia pąs i zawstydzona odepchnęła się od niego.   Nie mogła ukazywać słabości w takiej chwili! Nagle zauważyła Tinę i Paulę, które stały tuż za Visdomirem z szelmowskimi uśmiechami

- To wasza sprawka? - Spytała Abi ogarniając ręką chaos w twierdzy. Orkowie wbiegali na siebie, rozwalali budynki i byli zdezorientowani. Crag Hack i inni dowódcy próbowali ogarnąć sytuacje, ale bez skutku.

- Nie mamy czasu na pytania ale tak, to my! Paula i Visdomir podłożyli magiczną pułapkę pod gildię magów, to ona wywołała eksplozję. Ale teraz uciekajmy do statku zanim zauważą, że na stosie brakuje najważniejszej rzeczy! - Powiedziała wesoło Tina i zwróciła swój zwrok na stos. Abi też to zrobiła i zobaczyła, że płomienie pochłonęły już go całego. Może... Orkowie będą myśleć, że Abi jest martwa? "Wrócę po głowę Jabarkasa nawet zza grobu!" - pomyślała chytrze Abi.

 ***

Abi i reszta drużyny bardzo szybko znaleźli się poza granicami twierdzy. Minęli kilka drzew i nagle znaleźli się przy rzece. Abi spojrzała na wielki statek, który zdawał się unosić niemal nad wodą. Uradowana dostrzegła, że cały pokład wypełniają dziewczyny, które jeszcze przed chwilą były niewolnicami, a teraz będą mieć szansę na rozpoczęcie nowego życia, tym razem u boku mężczyzny, którego wybiorą sobie same.

- To statek Zamku napędzany magią Bracady, miasta czarodziejów, do którego popłyniemy. Tam ukryją się dziewczyny a my... - Urwał Visdomir i spojrzał na Abi. Ta trochę się zaczerwieniła ale odpowiedziała:

- Też popłynę do Bracady, moja cała rodzina została wyrżnięta przez Jabarkasa. Nie mam gdzie wrócić... - Spuściła zwrok i zasmuciła się, ponieważ to była prawda. Abi pozostała sama - nie miała żadnej bliskiej osoby, żadnej rodziny, do której mogła wrócić. Jej miejsce na ziemi zostało zniszczone przez najazd Jabarkasa - jedyne co jej zostało, to zemsta na nim. Visdomir zauważył, że się zasmuciła i pogładził ją po głowie, która była krótko ścięta. Okrył ją też swoją peleryną, ponieważ Abi nie miała na sobie sukni.

- Gdy już dotrzemy, dostaniesz wszystko, czego zapragniesz. Cały rynsztunek i darmowe lekcje walki oraz... - Visdomir zastanowił się, czy wymówić to słowo... Ale zrobił to. - Oraz magii. Wyczuwam w tobie duży potencjał. Chodźmy już, nie możemy tu dłużej marudzić. - Weszli na statek i Abi została wesoło powitana przez wszystkie niewolnice.

- Abi, ty żyjesz!!! Jestem taka szczęśliwa, że udało się nam wszystkim! - Krzyknęła Julka i objęła Abi. Visdomir zszedł do kajuty i nakazał, by statek zaczął płynąć. Chwile radości jednak przerwał dźwięk ptaków...

- To roki! Spójrzcie! - krzyknęły niektóre z dziewczyn patrząc w niebo.

Jabarkas razem z Shivą przyleciał na roku i wylądował na pobliskiej górze. Wiedział jednak, że z tej odległości nic nie zrobi dziewczynom i nie mógł zaatakować statku, bo to by była dla niego pewna śmierć.

- AAAAAAWRRRUK! - Ryknął ze złości wznosząc swoje żółte szpony do nieba. - JESZCZE SIĘ POLICZYMY, WSTRĘTNY BRACADCZYKU! ZABRAŁEŚ NASZE DZIEWCZYNY, MY ZABIERZEMY WASZE ŻYCIE! ZAPAMIĘTAJ TO! CRAG HACK WŁAŚNIE PODPISUJE AKT WOJNY PRZECIWKO WAM! - Krzyknął z całej siły tak, że bez żadnych wątpliwości wszyscy na statku to usłyszeli. "On nie wie, że nie jestem martwa" - Pomyślała Abi z satysfakcją.

Statek popłynął dalej a słońce zaczęło zachodzić. Dziewczyny długo jeszcze widziały dymy wznoszące się z miejsca, gdzie w górach była ukryta Twierdza. Już nigdy tam nie wrócimy! - myślały. "Na pewno nie jako niewolnice, ale być może jako mścicielki... " - dodała w myślach Abi. Stojąc obok Visdomira na dziobie statku wpatrywała się w horyzont, oczekując przyszłości, która miała ją spotkać.

cdn. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz