wtorek, 31 października 2017

Rozdział III - Na rozstaju dróg

  Teri wędrowała nieustannie od wielu dni. Natomiast krajobraz pozostawał w dalszym ciągu taki sam, chociaż gęsty las powoli ustępował przepuszczając więcej światła. Prowiant, który wzięła ze sobą na początku podróży zdążył się już dawno skończyć, teraz była zmuszona zdać się na łaskę natury. Przy każdej okazji zbierała jakieś owoce, jagody - czasami nawet złowiła rybę w rzece za pomocą swoich nowych, cudownie naostrzonych, kart. Była zaskoczona jak świetnie radzi sobie z przetrwaniem w nowej sytuacji.
- Ha! Udało się! - powiedziała sama do siebie, gdy po raz pierwszy rozpaliła ogień - Przynajmniej nie będę, jadła surowizny. Ostatnio pa takim sushi zrobiło mi się niedobrze...
  Jednak niewiele dzieliło ją od decyzji o powrocie na swoje dawne miejsce. Nie czuła się w 100% gotowa, nie wiedziała od czego zacząć. Dodatkowo cały czas towarzyszyła jej samotność oraz brak możliwości rozwiania wątpliwości.
- Kurczę. Co jeśli wszystko runie jak domek z kart, albo domino? Nie mam zielonego pojęcia co tak naprawdę chcę teraz zrobić. Idę naprzód szukając jakiejś okazji? To głupie. - Myśli kłębiły się w jej głowie, jak wata cukrowa na corocznych odpustach. - Przecież nie wbiję do króla elfów i powiem: Hej, hej. Musisz pogodzić się z cesarstwem ludzi, bo inaczej KATASTROFA! W drugą stronę to też nic nie da. Obie te krainy od jakiegoś czasu się bardzo nie lubią. Mają jakąś drakę o niewolnictwo, czy coś takiego. Hmmmm... Nie mogę też pójść od tak do nekromantów. Bo co? Będę ich śledzić krok, w krok? Niby w ten sposób zdobyłabym dowody, żeby przekonać do zjednoczenia ludzi i elfów. Ale... przecież nie jestem żadnym Sherlockiem. Nie wyjawią mi też swoich planów, prędzej sprawią że dołączę do ich cuchnącej armii. Och! Jestem w kropce!

Każdego dnia Teri przeznaczała coraz więcej czasu na rozmyślania o tym co w ogóle robi i dokąd zmierza. No właśnie... Idzie gdzieś, ale nie ma pojęcia gdzie. Ta bezcelowość przyprawiała ją o ból głowy przez co z dnia na dzień robiła mniejszą ilość kilometrów. Nie miała na nic ochoty, ani chęci.

***

W końcu po kolejnych żmudnych dniach wędrówki udało jej się dojść na skraj lasu. Oczom dziewczyny ukazał się szeroko rozpostarty teren jakiego nigdy wcześniej nie widziała. Było tu dość płasko, lecz w oddali mieniły się szczyty kolejnych i kolejnych pagórków. Stanęła zadumana przed olbrzymim kierunkowskazem. Po paru minutach doszło do niej coś ważnego - teraz musi dojść do pierwszej poważnej i samotnej decyzji.  Nie da rady wciąż iść bez planu. Poszczególne etapy misji znajdują się w całkowicie przeciwnych kierunkach.
- Ludzie? Elfy? Nekromanci? Co wybrać?

Gapiła się tak w rzeźbione drewno jeszcze przez parę minut. Nagle coś w niej pękło. Może przecież użyć w końcu swoich cudownych kart! Wcześniej bardzo się przed tym wzbraniała. Nie chciała pochopnie rzucać zaklęciami na lewo i prawo. Szczególnie po instrukcjach jakie otrzymała od Gruzildy. Wyciągnęła ze swojej kieszeni niewielkie pudełeczko z napisem "Ampelius". Wyciągnęła kartę ze złotymi literami, które układały się w słowo - Cesarzowa. Na grafice widniała poważna matrona w wysoko podniesioną głową. Wydawała się lekko uśmiechać. Poniżej znajdowało się zaklęcie napisane runicznym językiem elfickim.

- Na całe szczęście uczyłam się tego w szkole na dodatkowych zajęciach.  No dobra, raz kozie śmierć! - pomyślała Teri, wzięła głęboki oddech i zaczęła czytać lekko kalecząc elfią wymowę.
Coś błysło, coś sykło i w kłębach białego dymu ukazała się postać. Kobieta stała dumnie, ze skrzyżowanymi dłońmi, a bogato zdobiona szata spływała do samej ziemi. Otworzyła lekko usta:
- Co tam? - zapytała podniosłym głosem świdrując cygankę spojrzeniem.
- Ja jestem Teri i mam pewien problem...
- Wiem kim jesteś. Wszyscy zastanawialiśmy się kiedy będziemy mogli Cię bliżej poznać. Trochę to zajęło szczerze mówiąc :/
- Jak to... zastanawialiście się?
- Wyobraź sobie, że talia której jesteś właścicielką jest ciągle żywa. Gdy znikamy stąd nie oznacza to, że całkowicie przestajemy istnieć. Zamieszkujemy talię i ... jakby to ująć, przestrzeń, którą nazywamy Inną Rzeczywistością.
- Jeszcze przyjdzie czas, że się nad tym będę zastanawiała. Teraz potrzebuje rady, bo jestem całkowicie zagubiona.
- Oczywiście służę radą. Dam ci ich nawet więcej niż myślałaś. Po pierwsze muszę cię pouczyć. Nie możesz całkowicie blokować się na talię Teri! My jesteśmy dla ciebie. Musisz się przełamać w sobie i zacząć korzystać z daru jaki Ci się trafił.
- Ale Gruzilda, ona mówiła, żeby nie szastać zaklęciami.
- Owszem! Ale jestem pewna, że ty nie jesteś taka. Znajdź złoty środek.
- Dobrze. Obiecuję się o tym pamiętać. A co powiesz na to? - wyciągnęła rękę pokazując znak drogowy, pod którym się znajdowały. - Nie wiem dokąd pójść. Nigdzie mnie nie wysłuchają.
- Wiem, że to ciężka decyzja. Nawet ja nie jestem całkowicie pewna w niektórych przypadkach. Ale znam lekarstwo na twoje troski. Znajdź sprzymierzeńca! Sama wiele nie zdziałasz w takiej sytuacji. Jednak tak jak ci mówiono - wybieraj ich bardzo ostrożnie. Nigdy nie wiadomo kto udaje i pogrywa sobie z tobą. Może gdy będziesz sama nie wysłuchają twoich słów, lecz w grupie zawsze raźniej.
- To nadal brzmi skomplikowanie, ale myślę, że masz rację!
- Jako pierwszy priorytet ustaw sobie pogodzenie elfów i ludzi. To bardzo ważne w dzisiejszych czasach. Nie wiadomo kiedy przybędzie armia nieumarłych, a czas ucieka na jakichś kutniach i niesnaskach :/
- Muszę znaleźć jedno dobre rozwiązanie. Teraz o wiele bardziej wierzę w siebie. Dziękuję bardzo za twoje wsparcie.
- Powodzenia Teri! Pamiętaj, że teraz przez jakiś czas nie będę mogła cię wspierać. Ale, gdy tylko będziesz mnie potrzebowała - wołaj! Cała talia jest do twojej dyspozycji, nie bój się z niej korzystać. Bądź silna i pewna siebie, bo inaczej wszystko legnie w gruzach twojej zmarnowanej szansy. Do zobaczenia...
Po raz kolejny pojawiły się obłoki tajemniczego dymu, które zaczęły obejmować postać.
- Będę! - zdążyła na pożegnanie dodać Teri.
Ostatnie promyki światła i dziewczyna znów była sama na skrzyżowaniu. Rzuciła ostatnie spojrzenie na znak i pobiegła w stronę, którą ten nazywał Cesarstwem Ludzi. Teraz już nie oglądała się wstecz. Wiedziała, że ma misję i za wszelką cenę ją wykona.

***

Kilka dni później Teri poznała o wiele więcej kart ze swojej talii. Codziennie starała się poznawać kolejne - ich moc, przeznaczenie i sposób w jaki najlepiej ich użyć. Gdy siadywała na przerwy, w nocy, trenowała z nimi. Nie tykała się tylko dwóch z nich - Śmierci oraz Koła Fortuny. Wiedziała, że są nieobliczalne i nie należy ich używać w błahych sytuacjach. Co jakiś czas wspominała słowa Gruzildy i Cesarzowej. Dodawały jej otuchy i sprawiały, że samotność na jakiś czas znikała.
Każdego dnia przemierzała też sporą ilość kilometrów i poznawała nowe obszary. Nigdy wcześniej nie widziała podobnego krajobrazu. Napotykała rozległe farmy pokrywające po horyzont wzgórza oraz równiny, często widywała wiatraki, w których wyrabiano mąkę. Zobaczyła także pierwsze w swoim życiu zamki. Wszystkie wydawały się być bajkowe, malownicze. Co jakiś czas można było dostrzec pojedynczy na pagórku, w oddali. Podobno w nich zasiadali rycerze broniący wieśniaków przed ewentualnym zagrożeniem.
Dziewczyna stała się też bardziej otwarta na ludzi, zaczęła z nimi rozmawiać, zdobywać informacje, ale nie zapomniała, aby nie powierzać nikomu celów swej podróży. Jednak nie przeszkadzało jej to w byciu życzliwą w stosunku do otaczającego ją świata.
Każdego wieczora podziwiała zachód słońca, który wcześniej przysłaniały jej drzewa.

Właśnie podczas jednego z takich zachodów słońca postanowiła zejść z wozu transportującego stosy siana. Rano spotkała pewnego mężczyznę, który zaproponował jej podwózkę. Teri początkowo była okropnie podejrzliwa, jednak promienisty uśmiech i miły wyraz twarzy przekonały ją do skorzystania z oferty. Milky Will - jak kazał się nazywać - okazał się świetnym towarzyszem podróży. Jednak dziewczyna sprytnie kryła swoje zamiary i omijała niewygodne pytania, które mogłyby jej w przyszłości zaszkodzić.  Zwinnie zmianiała tematy na takie typowe: rozmawiali o słonecznej pogodzie, o ciuchach lub o słodkich pieskach. Udało się jej nawet dowiedzieć co nieco o okolicy. Różne plotki krążyły pośród wieśniaków. Podobno najwięcej można było dowiedzieć się w kościołach, gdzie jakieś staruszki na okrągło plotkowały i mówiły co im ślina na język przyniosła. Ale w każdym słowie było ziarnko prawdy, które Teri wydobyła od Milky Willa. Mieszkańcy spodziewali się nadciągającej wojny z różnych stron - nie ufali ani elfą, ani krasnoludom czy nawet sędziwym czarodziejom. O orkach nie wspominając! Cygance trochę zbledła mina, kiedy tylko usłyszała te informacje.
- Jak do licha mam zapanować nad tym kotłem? Przecież tu się dzieje jakaś masakra. Na serio potrzeba mi kogoś do pomocy... - pomyślała.
Mężczyzna zawarzył zmianę w zachowaniu współpodróżniczki.
- Jeśli chcesz możemy zmienić temat, ten chyba cię trochę znudził...
- Nie, nie to tak po prostu. Smutne wiadomości tak na mnie wpływają.
 Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzontem, a niebo stało się już niemal całkowicie pomarańczowe. Teri dostrzegła wioskę, która mieściła się paręset metrów od drogi.
- To chyba pora na mnie. Tutaj wysiądę.
- Na pewno? Jeśli chcesz to mogę Cię dalej podrzucić!
- Nie ma potrzeby. Mam tutaj... tutaj mieszka... moja ciocia! Tak właśnie!
- Hmmm... skoro tak wolisz. Prrrr! - konie momentalnie stanęły dęba i powóz się zatrzymał.
- Dziękuję za wszystko jeszcze raz! Dowidzenia!
- Do zobaczenia Teri! Pozdrów ciotkę!
Dziewczyna posłała ostatni ciepły uśmiech w stronę Milky Willa i skręciła w mniejszą uliczkę.

Wioska nie oszołamiała bogactwem i przepychem, ale za to wyglądała na bardzo rodzinną. Wszędzie biegały dzieci, za którymi biegały matki. Mieszkańcy obdarzali Teri niezbyt ufnymi spojrzeniami, bo chyba rzadko zdarzał się tu ktoś całkowicie obcy. Pierwszą osobą do której postanowiła zagadać był sprzedawca stojący przy stanowisku z pięknie pachnącymi wyrobami garmażeryjnymi. Cyganka dowiedziała się od niego trochę na temat wioski. On dał jej kilka rzeczy do spróbowania przed zakupem. Jednak gdy Teri zajrzała do swojej sakiewki zlękła się - była prawie pusta!
- Już wszystko wydałam?! - krzyczała w swojej głowie.
Wtedy właśnie wpadła na genialny pomysł. Wzięła trochę chleba, serka białego i dżemu. Wszystkie te produktu stały na stoisku w sporej odległości od siebie.
- Spróbuj! - powiedziała do sprzedawcy.
- Fu! Co to za jakieś paskudne połączenie?!
- Zaufaj mi! To przepis z moich rodzinnych stron. - dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- No dobra. - Mężczyzna zrobił małego gryza, po czym jego oczy poszerzyły się momentalnie w wyrazie zachwytu i zaskoczenia. Nastąpił kolny gryz i. następny i następny... aż pochłonął całą kanapkę w oka mgnieniu. - Wyborne! Wyborne! WYBORNE! Nigdy nie wpadłbym na takie coś. Niezwykle pomysłowe!
- Jadam to niemal codziennie. A przynajmniej jadałam... Miałam nadzieję, że panu posmakuje!
- Jest doskonałe. Trzymaj! - sprzedawca podał jej spory worek, w którym znajdował się smakowity prowiant.
- Niestety okazało się, że nie mam jak zapłacić. Przykro mi.
- Nie ma sprawy! Jedyne czego chcę to pozwolenia na wykorzystanie twojego przepisu w moim sklepie. Zgadzasz się na takie warunki? Dorzucę nawet parę monet!
- Ojejciu! Oczywiście! W takim razie życz szczęścia. Pa!
- Teraz pobiję całą konkurencję o głowę! Z taką pychotą! Dowidzenia!

Przez następną godzinę szeroki banan nie znikał z twarzy Teri. Lubiła pomagać ludziom i czynić ich radosnymi. Czuła, że zasłużyła sobie na porządny posiłek. Usiadła na skraju chodnika i zajadała się różnościami z otrzymanego pakunku. Przy okazji obserwowała życie wioski. Zrobiło się już niemal całkowicie ciemno, więc większość ludzi zniknęła we wnętrzu budynków. Z miejsca, w którym siedziała z łatwością zlokalizowała najbardziej oświetlony oraz najgłośniejszy budynek - była to gospoda, o której dowiedziała się z rozmowy ze sprzedawcą. Podobno handlarze, którzy regularnie odwiedzają tę wioskę, żeby wymienić swoje towary, nocowali właśnie w tam. Nad drzwiami znajdował się szyld z napisem: Wrony, Sroki i Skowrony. Najwidoczniej taką nosił nazwę, choć wydała się trochę dziwna według Teri.
- Przynajmniej mam jak zapłacić za nocleg. Muszę lepiej gospodarować tym co mam... - zamyśliła się jeszcze na parę chwil, po czym wstała, zebrała swoje manatki i weszła do środka.

- Witamy w gospodzie Wrony, Sroki i Skowrony. Czym mogę służyć? - do Teri szczerzyła się kobieta w średnim wieku z wielką kokardą we włosach.
- Emmm... Chciałabym wynająć pokój na jedną noc. O ile to nie problem oczywiście.
- Ależ skąd! Zapraszam...
Cyganka została mile ugoszczona przez gospodynię, zapłaciła co trzeba było (nie tak dużo jak się spodziewała) i dostała klucz do swojego prywatnego pokoju.
- Proszę tamtędy na korytarz. Potem w prawo. Na miejscu powinny być czekoladki na poduszce. - kobieta mrugnęła w stronę Teri znacząco.
- Ale super! - pomyślała i natychmiast pobiegła w stronę wskazaną przez kobietę.
Jednak zdążyła zrobić zaledwie kilka susów, gdy zobaczyła jak drzwi , które chciała otworzyć lecą z impetem w jej stronę. Prosto w jej twarz. Później już tylko chrząst, przenikliwy ból i smak krwi w ustach. Upadła i przez pełne napięcia zamieszanie usłyszała tylko :
- Sory!
- Wracaj tu! Złodziej! Złodziej!



cdn.


środa, 25 października 2017

Rozdział XXVII - Wojowniczka w wojennym zamęcie

- Abi! Wraca do nas! - krzyknęła jakaś dziewczyna i abi otwarła oczy. Zobaczyła dach namiotu w którym leżała przykryta jakimiś kocami i miała zabandażowane pół ciała chociaż nie czuła żadnych większych ran

- Jak się tu znalazłam? - spytała w przestrzeń i ujrzała przyjazne twarze jaszczuroczłeków

- Jestem Verdish - powiedziała ciemnowłosa kobieta wchodząca do namiotu - uleczyłam twoje rany po walce z watażkami crag hacka

- dzięki - odpowiedziała abi - ale boli mnie głowa nie pamiętam nic z walki

- dostałaś berdyszem - dodała smutno lekarka - ale już uleczyłam twoje pęknięcie czaszki

- co? - abi dotknęła się po głowie i rzeczywiście znalazła pusty plac bez włosów na boku i zamknęła oczy w skupieniu - pamiętam pokonanie krellion i...

- właśnie... - powiedziała jedna z jaszczuroczłeczek która była troche roztrzepana - bo gdy nasz oddział z królem tralosskiem na czele

- co? - abi przyłożyła rękę do rozdziawionych ust. spotkał ją teraz szok bo na te słowa przypomniała sobie wszystko...

***

Wyczerpana wojowniczka stawiała opór do końca - ramie w ramie z dawnym oprawcą. Byli otoczeni przez horde barbarzyńców rozwścieczonych śmiercią swojej dowódczyni krellion i bijących się między sobą i z nimi też o władze nad oddziałem

- zostawcie mnie krellion pozwoliła mi honorowo odejść! - krzyknęła abi - nie zrobię wam krzywdy nie chodzi mi o was

- chcemy tylko walki! śmierć! ogień! kreww! - ryknął jakiś watażka ludzki i rzucił się na abi z toporem ale jego cios odbił jabarkas

- depczesz jej ciało plugawcze! - ryknął ork i sieknął na odlew i ciało watażki rozpięło się na pół i poleciało gdzieś na bok a ork dalej chronił ciało krellion. abi obejrzała się wokół i w zdezorientowaniu nie mogła znaleźć żadnej drogi ucieczki a w międzyczasie rzucił się na nich kolejny watażka - tym razem ork

- hiyaaa!!! - krzyknęła abi ostatkiem sił i wykonała cios z półobrotu ale ork na jej mieczu nadal ryczał i w sumie poczuła że coś tu jest nie tak chociaż tak zawsze się zachowywali

- i głowe na połowe! - krzyknął machając toporem nad jej twarzą chociaż miał miecz w brzuchu ale ona odbiła cios swoim czakramem i go dobiła. w ferworze walki odwróciła się do jabarkasa

- nie myśl że ci odpuściłam ale musimy na chwile zakopać topór wojenny! - krzyknęła a ork obrócił się skonfundowany. abi zrobiła głęboki wydech powietrza i dodała

- krellion zginęła w boju jak wojowniczka i teraz również my możemy tak zginąć! obrońmy się tu do końca a jeśli nie polegniemy to stoczymy pojedynek na śmierć i życie! - ork popatrzył na ciało dowódczyni a potem na abi i skinął głową ale od razu musiał odbić cios watażki i znowu zagłębili się w wir walki na 2 minuty

- zajmij się tymi z frontu ja zajmę się tyłami! później wyrównamy porachunki... ale teraz... do walki! - ryknęła abi i przeskakując martwe ciała rzuciła się na jednego z barbarzyńców

- nonono... ptaszyna próbuje odlecieć! - usłyszała nagle charczący głos obok i spojrzała w tamtą stronę. jeden z żołdaków crag hacka z macem ryknął - nie pozwólcie jej uciec! - i wszyscy rzucili się na abi...

- nie jestem tchórzem! haaaa! - z krzykiem rozbiła hełm jednego z nich na pół i ciągle dzielnie odpierała grad ciosów które jednak zaczęły ją dosięgać

" to mój koniec...!" - pomyślała i zamknęła oczy odpierając ciosy tylko intuicją.

- Abiii! - usłyszała nagle cichy krzyk przyjaciółki i odwróciła szybko głowę w jego stronę. nad bitwą pojawił się grad amazońskich strzał, nadleciały ważki... król na wojennej gorgonie... i właśnie wtedy poczuła miażdżący cios w głowę. miała wrażenie, że świat się rozpływa i opadła w błogą ciemność

***

Abi wyszła z namiotu, spoglądając na wojenne pogorzelisko. stosy trupów paliły się a dźwięki bitwy ucichły na zawsze. była w sosnowym lesie i wstawało właśnie słońce więc bitwa musiała trwać całą noc - i chylić się już ku końcowi... wszędzie było pełno rannych żołnierzy którzy jęczeli i pielęgniarek z bracady które leczyły czarem i z bagien które leczyły ziołami i szamanizmem. podeszła powoli do dwóch zmasakrowanych i podeptanych ale nadal znajomych ciał leżących na białym prześcieradle na dużym kamieniu. wokół były poranne mgły i przeświecało przez nie słońce a abi czuła rześkość poranka... kto dał takie honory krellion?

- Bardzo dobrze że doszłaś do siebie abi - usłyszała znajomy głos z tyłu i obróciła się. To był król tralossk w wojennej zbroi. Chociaż wyglądał na trochę zmęczonego po wielkiej bitwie to widziała że w jego oczach palił się żar walki. też miał kilka bandaży i abi zauważyła że brakuje części jego grzebienia który musiał stracić w boju

- spodziewałem się tego po tobie - ciągnął król wpatrując się nie w dziewczynę a w ciała leżące przed nią - jednak chciałbym żebyś trochę na siebie uważała abi

- podczas krwawej walki nie ma czasu na ostrożność. możemy liczyć tylko na siebie i na nasze miecze - powiedziała abi ściskając w ręku swoją broń a król zacmokał

- zapomniałaś o jednym i myślę że właśnie to czyni cię tym kim jesteś abi - powiedział zbliżając się do niej powoli i stanął nad ciałem krellion i visdomira a potem dał jej rękę na ramię

- możemy liczyć na miecze naszych sprzymierzeńców - powiedziała abi, a król poklepał ją 3 razy po plecach

- dokładnie tak abi, a ja chciałbym móc liczyć na to, że nie polegniesz w walce z nic nie znaczącymi berserkerami -  obrócił ją do siebie i zadzierała głowę patrząc mu prosto w oczy - ponieważ mamy coś do zrobienia i chciałbym, żebyś była wtedy u mojego boku. pozostał ostatni krok - nagle za nimi usłyszeli kroki dziewczyn

- obrona wroga przełamana - abi ujrzała pati z raportem wojennym w ręce i dessą oraz tazarem u boku - wszystko gotowe byśmy ruszali

- abi! - krzyknęła reni, tina i paula chórem - wiedziałyśmy że z tego wyjdziesz!

król puścił abi i odwrocił się do wszystkich zgromadzonych

- Oto zgromadził się elitarny oddział mścicieli - powiedział - i teraz nic już nas nie powstrzyma przed ostatecznym zwycięstwem. crag hack spodziewa się że wszyscy walczymy na polu bitwy i ze swojej bazy kontroluje wszystkie oddziały. a my złożymy mu przyjacielską wizytę i...

- wiem, wiem! - przerwała tina, a tazarowi i reni szczeny opadły do ziemi że zachowała się tak wobec króla - my pobijemy się ze strażą, a ty załatwisz crag hacka

- ale zanim ruszymy, abi musi jeszcze coś załatwić - powiedział król z szelmowskim uśmiechem - wprowadźcie go!

abi spojrzała na bok i spomiędzy drzew wyszły dwie amazońskie jaszczuroczłeczki prowadzące na postronku jabarkasa. jego rany były uleczone tak samo jak rany abi ale był osłabiony i brakowało mu woli walki

- pozostawiliśmy go przy życiu jako jedynego z oddziału który na ciebie naskoczył abi - powiedział tralossk - ponieważ wiem że do ciebie należy wymierzenie mu sprawiedliwości - abi zatkało i patrzyła na osłabionego orka to na króla i swoich przyjaciół

- ale zanim dam ci tą sposobność oddajmy honory twemu towarzyszowi i wojowniczce, która straciła życie w walce z tobą - powiedział, a wtedy podeszła do nich reni

- masz, abi - powiedziała i wręczyła jej do ręki płonącą pochodnię. dziewczyna powoli podeszła do stosu na którym leżały ciała i podpaliła go z boku. do nieba zaczął ulatywać dym a wraz z nim ich dusze... wszyscy patrzyli w trawiący je ogień w milczeniu oddając im ostatni hołd godny wojownika

- zostawiam was tutaj - powiedział po dłuższej pauzie trallosk i wszyscy odeszli. w międzyczasie  jaszczuroczłeczki przywiązały jabarkasa do wielkiego pala spod którego mógł oglądać on ceremonie pogrzebu. abi usiadła na pieńku przed nim a on unikał jej zwroku

- szale się odwróciły prawda - powiedziała po chwili ciszy a jabarkas wzniósł swoją napuchniętą twarz w jej strone

- nie zamierzam stawiać oporu moje życie jest w twoich rękach - powiedział jabarkas a abi w sumie to troche zatkało bo spodziewała się bardziej szyderstw i krzyku jak dawno temu

- od początku nie myliłem się co do ciebie abi - powiedział spokojnym jak na okoliczności tonem - miałaś odwagę i zacięcie... stawiałaś się mi jak nikt inny wcześniej - abi poczuła ogromną złość

- i dopięłam swego. jak tylko znalazłam się w twierdzy to zaprzysięgłam sprawiedliwość i zemstę i teraz właśnie ona się dokonuje - powiedziała abi - ale to jeszcze nie koniec - wojowniczka wstała a słońce oświetliło jej twarz. górowała teraz nad pełznącym jabarkasem i mogłaby go zabić jak tylko by chciała. Spojrzała na niego z góry i poczuła dwie sprzeczne emocje. jedna jej część szepcząca gdzieś z wnętrza krzyczała by zabić go tu i teraz a druga dawała mu litość

- jestem wojowniczką która ma honor w walce. wiele się nauczyłam podczas swojej podróży - nie zabijam bez powodu i nie niosę śmierci oraz zniszczenia jak ty ze swoją bandą gdy zniszczyłeś mój rodzinny dom - powiedziała, wyjmując miecz i kierując go do jego twarzy - a ratuję niewinnych i niosę sprawiedliwość oprawcom

- "zabij!" - szept w głowie

"przypomnij sobie co przez niego przecierpiałaś" - abi spojrzała na twarz orka który wpatrywał się w nią uważnie swoimi żółtymi oczami które tak dobrze pamiętała. przypomniała sobie walkę nad ciałem krellion i teraz już wiedziała, że jabarkas mimo wszystko ma swą dumę i nie uchyli się przed ciosem

"tak naprawdę chcesz zobaczyć jego krew" - spojrzała na jego świeże blizny ale potem znów wróciła do jego twarzy czekającej w milczeniu

"przelej ją" - wzniosła miecz nad siebie

"wbij miecz" - stała w niezdecydowaniu

"sprawiedliwości stanie się zadość!" - obejrzała się na palące się ciała

"on zrobiłby to samo z tobą!" - wzięła głęboki oddech

"cięcie!" - wydech

"teraz!" - miecz spada na jabarkasa

- Nie! - krzyknęła abi i wbiła miecz tuż obok jabarkasa który nie zrobił żadnego ruchu

- Nie powalę już leżącego! - powiedziała głośno tak jakby sama do siebie - moja zemsta nie będzie mieć sensu gdy nie zgładzę źródła całego zła! - obejrzała się na niego z zaciśniętą pięścią i górując nad nim powiedziała - zrównam z ziemią potęgę crag hacka! a ty drżyj pod groźbą mego miecza! jesteś moim jeńcem i dopilnuję, by spotkała cię sprawiedliwość - nie będzie to jednak śmierć z mojej ręki bo nigdy nie stanę się taka jak wy! - przypomniała sobie wszystkie chwilę w których żałowała że spotkał ją taki los, wszystkie jęki zniewolonych dziewczyn, wszystkie rany, których doświadczyły, cały trud, by dostać się aż tutaj...

- krew rodzi jedynie krew a moja walka jest odpowiedzią na waszą przemoc. Idę skończyć to, co rozpoczął twój król dawno temu... - powiedziała, wyjmując miecz z ziemi obok oniemiałego jabarkasa i włożyła go do pochwy. opuścił głowę i nie powiedział już ani słowa a abi odwróciła się i odeszła w stronę miejsca gdzie czekał na nią król. obróciła się jeszcze na odchodne i dodała do skrępowanego orka:

- twoje wojska zrównały z ziemią moją wioskę... wybiły i wzięły w niewolę moją rodzinę i przyjaciół, zniszczyły całe moje dawne życie! A mimo tego ja twój nędzny żywot darowałam. Jeśli jednak zechcesz stanąć ze mną do pojedynku, zabiję cię w uczciwej walce i nie będę mieć litości. - powiedziała i odeszła, pozostawiając go samego sobie

"mogłaś zakończyć to tu i teraz..." - usłyszała myśl w głowie

"pragnę zakończyć to raz na zawsze i nikt mnie nie powstrzyma! Lecz jedna śmierć nie odpłaci cierpienia którego doświadczyłyśmy, nie wróci dawnych chwil i nie uratuje reszty dziewczyn które nadal są w niewoli! Zamiast przelać jego krew zniszczę źródło, które go zrodziło!" - pomyślała sprawiedliwie i ujrzała swoich przyjaciół w towarzystwie kolorowych pierzastych węży i był tu też thane oraz amazonka irena. abi stanęła przed nimi w ciszy






- jestem gotowa. ruszajmy do sali tronowej crag hacka! - powiedziała a król trallosk uśmiechnął się

- wszystko już załatwiłaś? - zapytał, a abi zdecydowanie kiwnęła głową. ten jakby odczytał jej myśli i podał jej rękę by wspięła się na jego wierzchowca. Po obu stronach otaczały ją teraz jego niebieskie ramiona bo siedziała z przodu a on trzymał cugle. abi objęła ciało węża i mocno złapała się za jego  pierzastą grzywę 

- pora raz na zawsze zakończyć tą walkę! ruszamy! - krzyknął król za nią i wszyscy wznieśli się w powietrze. oddział mścicieli na 5 wężach poszybował w stronę miejsca, gdzie wszystko się zaczęło...

cdn...

poniedziałek, 16 października 2017

Rozdział XXVI - Wojowniczka vs wojowniczka

Wojowniczka abi wzniosła swe ostrze przecinając ciało kolejnego z napastników
- Hiyaaa!! - Krzyknęła abi roztryskując krew jakiegoś watażki. Walka trwała już jakiś czas i Abi nie była wstanie liczyć minut które upłynęły od początku. Zagłębiła się w szale wojowniczki i czas liczyła od jednego do drugiego pokonanego wojaka crag hacka - miała ich na koncie już ponad 50 i była cała od krwi

- Hej abi jak tam idzie??? - spytała Suzan która znalazła się niemal znikąd

- Hej Suzan! - Ucieszyła się abi, ale dziewczyna już znikła w morzu bijących się ciał. W trakcie walki nie było czasu na żadne rozmowy ani nawet na zastanowienie - bardzo liczył się instynkt wojownika. Właśnie teraz abi uniknęła ciosu zza pleców którego nie mogła zobaczyć lecz wyczuła go swoim szóstym zmysłem

- Aaargghh!!! - Ryknęła, obracając się w powietrzu i siekąc na odlew i odłupała łeb goblina i nagle zauważyła że znalazła się w totalnym potrzasku

- o nie! - szepnęła abi widząc że ma przed sobą kamienną ścianę i obróciła się szybko. skamieniała widząc za sobą że jedyna droga ucieczki jest odcięta przez napływające siły wroga

"Nawet jeśli umrę tu i teraz... obronię się do końca!" - pomyślała i już wyciągnęła broń do walki, gdy nagle wpadł jej do głowy wspaniały pomysł - "jestem przecież też czarodziejką!" - niemal krzyknęła w myślach i wymówiła cicho słowa zaklęcia

- Tayaran! - wykonała odpowiedni gest ręką i wzniosła się w powietrze patrząc na ogłupione twarze wrogów ze śmiechem i wylądowała na szczycie skały gdzie nie mogły ją dosięgnąć żadne ich ataki

- Pa! - pomachała im i posłała buziaka wznosząc ręce w niebo

- Saeiqa! - krzyknęła i w motłoch wystrzeliła błyskawica. Abi odgarnęła trochę naelektryzowany kosmyk włosów, poprawiła czakram i pobiegła przed siebie

"Gdzie jestem?" - pomyślała po chwili, oglądając się wokół siebie. Chociaż po drodze pokonała kilka wojowników, teraz zdawała się tkwić w ciszy i nikogo nie było wokół niej tylko las. Musiała zawrócić i odnaleźć pole bitwy ale w tej chwili nie było to już takie proste - wszystkie drzewa zdawały się być takie same, a była zbyt zmęczona by rzucić kolejny czar lotu. Nagle poczuła na sobie czyjś zwrok...

***

Visdomir czaił się w krzakach na wzgórzach ponad polem bitwy. Gdzieś tutaj znajdywał się jego cel całkowicie nieprzygotowany na jego nagłe pojawienie się. Użył zaklęcia niewidzialności i leciał cichcem między drzewami wypatrując jej... Bo jego celem była dziewczyna i to nie byle jaka. Przycupnął na szczycie jednego ze wzgórz i wyszukiwał jej... i nagle zobaczył abi. Nieświadoma dziewczyna szła powoli w jego strone całkowicie nie wiedząc o jego obecności...

Chłopak nie wytrzymał. Zrzucił z siebie zaklęcie i wyszedł na pełne słońce.

***

To był on. Miała ochotę się do niego nie odezwać i uciec zwrokiem ale wytrzymała spojrzenie. To już nie te czasy - pomyślała

- Hej - powiedziała abi - zgubiłam drogę na dół - wzruszyła ramionami nieco niepewnie - wiesz jak wrócić na pole bitwy?

- Abi zaczekaj ja... - próbował jej były

- Słuchaj - abi uniosła rękę na gest sprzeciwu - między nami już wszystko skończone. Zapomnij o mnie i albo zejdź mi z oczu albo traktuj mnie jako inną wojowniczke - powiedziała zarzucając zdecydowanie głową w dąsie

- Nie o to chodzi!  - pokręcił głową visdomir - o to też... - dodał cicho - ale mamy teraz coś ważniejszego na głowie! - zbliżył się do niej i wyciągnął rękę w jej strone

- jezus przestań!!! - ryknęła abi i dała mu kopa w brzuch swoim ciężkim butem wojownika a visdomir stracił dech i osunął się na ziemię

- tego chciałeś? jestem teraz niezależna!  - krzyknęła - i nie masz pra...

- abi unik! - krzyknął visdomir łapiąc oddech ale ona wyczuła to swoim instynktem wojowniczki.

- nieźle, nieźle! - usłyszeli zachrypnięty głos gdzieś z tyłu, gdy topór przeleciał tuż przed głową odchylającej się abi i utkwił w pniu obok - właśnie tego się po tobie spodziewałam, maleńka

- kto mówi? - abi nie obróciła się stojąc nadal tyłem do napastniczki. Była między młotem a kowadłem

- Naprawdę nie poznajesz mojego głosu? - powiedziała nieznajoma nieco obrażalskim tonem i to było bardzo sztuczne. Abi jednak nie wytrzymała bycia twardzielką i obróciła się...

To była Krellion. Miała na sobie tylko skórzane pasy wojowniczki odsłaniające jej umięśnioną skórę i na jedno ramię naramiennik też skórzany z takimi kłami w modzie orków. Miała też skórzane opięte spodnie i skórzane rękawice bez palców oraz bardzo cięzkie wojownicze buty z metalowym okuciem a w ręce dzierzyła wielki miecz którym kiedyś przebiła julke. Wyjeła menzurke i napiła sie z niej a płyn ściekł jej po brodzie z ust z których wychodziły 2 kły. Miała krótką fryzure jak indianie

- No, no, no... - Powiedziała Krellion powoli zbliżając się do abi która mocniej ścisnęła swoje ostrze - niezłe ziółko z ciebie wyrosło

- Stałam się taka by pomścić to co mi zrobiliście! - powiedziała abi zdecydowanym tonem

- Twarde warunki szykują twarde dziewczyny... - powiedziała krellion przechodząc powoli bokiem wciąż wpatrując się w abi - przeszłam tą samą szkołe życia rozumiem cie abi

- nic nie rozumiesz! - krzyknęła abi - straciłam przez was dom i rodzine! musze przelewać waszą krew by chronić swoich sojuszników! - visdomir milcząc próbował się w tym czasie podnieść

- ale widzę że cieszy cię walka... - powiedziała krellion oblizując się - pokonywanie swoich ograniczeń i ten moment gdy górujesz nad wrogiem i jest na twojej łasce

- nie wybrałam takiego losu. to była droga którą musiałam podążyć - powiedziała abi z nachmurzoną twarzą - szykuj się do walki krellion. skończymy to tu i teraz

- doskonale! - zaśmiała się orczyca - wiedziałam, że mogę na to liczyć! stałaś się prawdziwą wojowniczką abi

- wojowniczką, która pokona cię w walce - powiedziała abi unosząc swą broń. nagle spomiędzy drzew wyszli członkowie zamku twierdza ale nie walczyli. chcieli obserwować pojedynek mistrzyń - dawnej niewolnicy, abigail knox oraz ich liderki wojny, krellion niegodziwej

- Pojedynkujemy się na śmierć i życie na honorowych zasadach twierdzy - powiedziała krellion - jeśli wygrasz moi ludzie nic ci nie zrobią i odejdziesz w spokoju a jeśli przegrasz to zabieram twoje ciało - powiedziała krellion

- ok - odpowiedziała abi i przyszykowała się do walki. wiedziała, że nie może użyć tym razem magii - jej energia została już odnowiona, ale nie chciała mieć przewagi nad drugą wojowniczką. chciała pokonać ją w prawdziwym pojedynku - tylko na siłę i miecze

- Ogień! Krew! Walka! - zahuczały wojska nieprzyjaciela 3krotnie.

- Visdomirze pakuj się stąd - powiedziała abi - nie potrzebuje twojej pomocy

- ale... - zaczął czarodziej ale abi już rzuciła na niego zaklęcie

- Tayaran! - szepnęła, a ciało jej byłego odleciało gdzieś na bok. obróciła się do skonfundowanej krellion i głośno powiedziała

- Znam magie ale nie użyje jej w naszej walce. właśnie rzuciłam wszystkie karty na stół - orczyca uśmiechnęła się szeroko a jej oczy zalśniły szkarłatem

- jesteś nie tylko wojownicza ale i sprawiedliwa - powiedziała - zanim rozpoczniemy napij się tego - powiedziała i rzuciła jej swój bukłak. Abi zatkało

- to wzmocni cię w walce zawsze tego używamy widziałaś przecież już nie raz - powiedziała krellion która ledwo wytrzymywała już napięcie i chciala rzucić się do walki. Abi podniosła go czując zapach pirzma zmieszany z alkoholem i też zwykły smród jak przed ratuszem. skrzywiła się z obrzydzeniem

- nie chcę pokonam cię i bez tego! - powiedziała abi ale krellion była nieugięta

- nalegam... - powiedziała a abi spojrzała jeszcze raz na bukłak. W sumie nie chciała zachować się niehonorowo i rozumiała żądanie drugiej wojowniczki nawet jeśli chciała ją obalić

- dobra. - powiedziała abi i odkręciła zakrętke, przetarła kółko wokół otworu na picie i wzięła duży łyk

smakowało to troche jak ocet i też tak samo paliło w całe gardło. abi zakrztusiła się i niemal wypluła zawartość, ale ona jakby sama poleciała do środka jej ciała, zagnieździła się gdzieś w środku i zaczęła wysyłać płomień gniewu. w kilka sekund abi zaczęła intensywnie czuć każdy mięsień swojego ciała - wiedziała, że na krótką chwilę stała się mega silna. Popatrzyła na krellion i wiedziała od razu że może zabić

- teraz wiesz jak walczymy... stałaś się jedną z nas - powiedziała krellion a abi tylko zafuczała. nie chciała nic więcej oprócz walki z krellion

- Nie dam ci żadnych forów - powiedziała abi gniewnym tonem i wystrzeliła jak pocisk w stronę krellion. orczyca ze śmiechem zaczęła odbijać ciosy wojowniczki

- nono!!! Nie sądziłam że twoja chęć mordu jest taka wielka! - ryknęła siekąc na odlew ale abi zrobiła szybki unik i zaryczała wojenny okrzyk. wypuściła w przeciwniczkę chyba milion ciosów pełnych gniewu a krellion odbijała każdy raz za razem cofając się. wojownicy twierdzy na trybunach z kamieni i pieńków kibicowali krellion. Orczyca nagle zrobiła salto w powietrzu i znalazła się za abi, ale ta to wyczuła i obróciła się z rwetesem siekąc z boku

- hiyaa!!! - krzyknęła abi wbijając miecz w rękę krellion. pierwsza krew została przelana, lecz natychmiast krellion oddała jej pięknym za nadobne siekąc ją w udo

- uach!!! - abi ryknęła padając na ziemię lecz uniosła miecz odbijając kolejny z ciosów krellion. szybko rozejrzała się po polu pojedynku i znalazła to, czego szukała. jednym susem podbiegła do wielkiego kamienia, stanęła na nim i wzniosła się w powietrze skacząc robiąc salto w krellion

- aiyayayayaya!!!-  krzyknęła okrzyk walki, lecz krellion odsunęła się na bok przeturlaniem i abi zamiast na orczyce ciężko wylądowała na ziemi

- sprytne, ale nie dla mnie te numery! - krzyknęła krellion i zaczęła wirować ze swoim ostrzem czego nie dało się uniknąć. Abi musiała zrezygnować ze zwarcia i podbiegła do boku areny gdzie... wpadła na jabarkasa

- Abi! - Krzyknął gardłowo zaskoczony ork a abi też krzyknęła ze zlęknienia bo się go nie spodziewała

- Nie teraz walczę! - odpowiedziała bez zastanowienia i znów wzięła rozpęd biegnąc w oszołomioną krellion i podcięła jej nogi swoim butem , a krellion podskoczyła, oparła się swoją ręką na ramieniu abi, zrobiła nad nią salto i walnęła ją w brzuch końcówką swojego miecza

- uoch!!! - głucho jęknęła abi i poczuła cios w głowę. była nieco oszołomiona i gdy otrząsnęła się z iluzji natychmiast obróciła głowę w bok i zobaczyła ostrze krellion wbijające się tuż obok niej

- było blisko! - ryknęła orczyca a abi natychmiast wstała i znów była gotowa do walki. Obie przeciwniczki były ranne a abi czuła, że dziwna siła zaczyna ją opuszczać. Powoli docierał do niej ból z nogi i nie trzymała miecza już tak pewnie jak wcześniej

"Muszę to skończyć tu i teraz!" - pomyślała i już miała rzucić się na krellion, gdy zobaczyła, że visdomir podchodzi do niej od tyłu

- nie! krellion uważaj! - krzyknęła abi a czarodziej zrobił najbardziej skonfundowaną minę jaką kiedykolwiek widziała. orczyca natychmiast obróciła się i obrzuciła czarodzieja pogardliwym spojrzeniem. abi mogłaby rzucić się teraz na orczyce od tyłu i ją wykończyć ale nie chciała dobijać jej w ten sposób bo miała honor w walce. niestety visdomir zaczął rzucać czar... i wszystko stało się strasznie szybko. Abi wyciągnęła rękę w niemym krzyku, krellion obnażyła swój miecz, a visdomir był całkowicie nieprzygotowany na atak orczycy. rzucił mordercze zaklęcie w tej samej chwili, gdy jej miecz dosięgnął jego brzucha, który rozpłatał od góry do dołu. obydwie sylwetki osunęły się na ziemię, a widownia zadrżała i zamilkła... i wzniosły się pomruki niezadowolenia

Abi podbiegła do dwóch ciał. Krellion żyła, ale miała całkiem wybuchniętą twarz i klatke piersiową i w sumie ledwo oddychała bo visdomir strzelił w nią kulą ognia a czarodziej leżał z rozpłatanym brzuchem i pluł krwią. Abi wiedziała, że zostało mu najwyżej 2 minuty życia chyba że ktoś go uleczy ale ona nie umiała

- To... był wspaniały pojedynek - powiedziała krellion charcząc bo miała spalone gardło. abi nie mogła złapać oddechu ze stresu i nie wiedziała do kogo nachylić się najpierw. nagle z boku zjawił się jabarkas i uklęknął przy krellion

- dowódczyni! - zagrzmiał z nutką wahania

- abi wygrała ten pojedynek - powiedziała orczyca wznosząc rękę w górę jakby chciała złapać słońce - macie... puścić ją teraz wolno - jabarkas popatrzył na abi z dziwnym wyrazem twarzy i pokiwał głową a orczyca zamknęła oczy i powiedziała:

- abi... dobij mnie. chce zginąć z twoich rąk... tak jak to miało się skończyć. to będzie śmierć... godna wojowniczki...

- krellion czekaj! - powiedziała abi zdecydowanym głosem - nie wiadomo czy bym wygrała... byłam już całkiem osłabiona i... ty nadal nie musisz być mar... - ale nagle przypomniała sobie wszystko, o co walczyła. przypomniała sobie brudne twarze niewolnic crag hacka, julkę nabitą na miecz krellion i dymy wznoszące się nad jej wioską. Nie mogła oszczędzać swoich wrogów - nawet jeśli zdobyli jej szacunek, bo byli niebespieczni. Ale jednocześnie... poczuła z orczycą pewnego rodzaju więź... odrzuciła nagle od siebie wszystkie poprzednie argumenty i skupiła się na jednym - w pełni zrozumiała to, o czym mówiła krellion. o śmierci w chwale pojedynku

- dobrze. - powiedziała abi i uklęknęła przy orczycy. złapała za jej trochę spopieloną rękę, a drugą zbliżyła swój miecz do jej zmasakrowanej klatki piersiowej

- spotkamy się w świecie... poległych wojowników - powiedziała krellion patrząc jej w oczy, a abi pokiwała głową i... szybko a jednocześnie dekilatnie wbiła miecz w ciało orczycy. Kobieta spokojnie wydała ostatnie tchnienie i umarła z uśmiechniętym wyrazem twarzy

- a...abi! - usłyszała głos visdomira obok siebie i zaklęła w duchu bo całkiem o nim zapomniała. obróciła się do swojego byłego i zauważyła że próbuje on leczyć swoje rany ale w sumie nic z tego bo są za duże

- dlaczego??? - zapytała szeptem, nachylając się do niego - nie potrzebowałam twojej pomocy... a teraz - spojrzała na brzuch visdomira i szybko wróciła do jego bladej twarzy

- abi... tak naprawdę kochałem tylko ciebie... - powiedział visdomir próbując się uśmiechnąć

- i dlatego zechciałeś oddać za mnie... - abi zaczęła, ale od razu się powstrzymała bo pomyślała że tak chyba nie powinna teraz powiedzieć. rana visdomira była zbyt duża by mógł wyjść cało z całej sytuacji ale zdawał się walczyć do końca więc nie mogła odebrać mu ostatniej nadziei. od razu ogarnęła jak ma się zachować

- tak. - powiedział visdomir a jego ręka opadła. abi wiedziała, że żadne czary, tym bardziej jego własne, nie są w stanie już go uratować. postanowiła w tej ostatecznej chwili wybaczyć mu jego winy - to na pewno ułatwi mu odejście z tego świata

- dziękuję - wyszeptała abi i schyliła się do jego czoła, na którym ze zdziwieniem zauważyła małą bliznę. odgarnęła włosy i złożyła na nim pocałunek. odchyliła się a visdomir uśmiechnął się i znieruchomiał.

Wojowniczka klęczała pomiędzy dwoma martwymi ciałami osób, które zmieniły jej los.

ale nie była tu sama. Wokół niej zebrał się cały oddział krellion który był nieźle wkurzony

- zaczekajcie! dowódczyni nakazała wam... - próbował jabarkas, ale szeregowi wojownicy nie chcieli go słuchać

- te szumowiny złamały reguły pojedynku! - ryknął wielki dryblas na przodzie - i kto teraz ma być niby naszym dowódcą? ty? - opluł jabarkasa i popchnął go a ork niemal przewrócił się na ciało krellion.

- pożałujesz tego, Kirk! - wrzasnął i rzucił się na mięsniaka. Abi w tym czasie szybko wstała i rozejrzała się wokoło - była w całkowitej pułapce bez wyjścia, a krąg berserkerów wciąż się zaciśniał... "Byłam taka głupia!" - pomyślała - "choć orczyca zachowała się honorowo, przecież szeregowi wojownicy nie rozumieją całej sytuacji i w sumie mamy  z nimi wojne to czemu mieliby mnie puścić???" Pomyślała nad możliwą drogą ucieczki, ale sytuacja była beznadziejna a jej ciało oraz moc wyczerpane do cna. Musiała przygotować się na okrutny koniec, z którego dumna mogłaby być każda wojowniczka. Ale może...

czy ktoś przyjdzie jej na pomoc?

cdn.

piątek, 13 października 2017

Rozdział XXV - Wojowniczka rusza do walki

- Wspaniała robota - powiedział krol tralossk przyglądając się pięknie rzeźbionemu kielichowi który przyniosła tina i paula

- nie ma sprawy - powiedziały dziewczyny. wszyscy troje stali nad stawem hydr w Cocojumbo nowej bazie wypadowej Tralosska w pobliżu Wrót Żywiołów i zamku Crag Hacka. To stąd miał ruszyć atak na wojska zła

- Dałbym wam za to tytuły, sławę i bogactwa mojego kraju.. - zaczął król, a dziewczyny przyjrzały się mu uważnie - ale to nic nie znaczy dopóki nie zgładzimy crag hacka. Jego śmierć będzie najbardziej fajną nagrodą za nasze trudy - powiedział, a tina pokiwała energicznie głową

- takie mścicielki jak my nie potrzebują żadnych świecidełek wystarczy krew naszych wrogów! - powiedziała wznosząc swój czakram w górę który zalśnił odbitym światłem a król się zaśmiał

- spójrzcie, moje wojowniczki, jak dzięki wam rodzi się szansa naszego zwyciestwa - powiedział król, zamachnął się i... wrzucił graala do bagna

- cooo? - krzyknęła paula - ale szukałyśmy go tyle czasu!!!

- poczekaj... - powiedział tralossk wpatrując się w skupieniu w koła na wodzie bagna tam gdzie wpadł puchar. nagle jezioro zaczeło bulgotać i zaczęła wychodzić z niego wielka rosiczka aż na końcu zakwitła na środku miasta pięknym kwiatem. wszyscy od razu poczuli napływającą siłę do walki

- teraz to miasto jest pobłogosławione - powiedział tralossk - a z tą siłą pokonamy każde zło

- tak! - krzyknęły dziewczyny podskakując i przybijając sobie piątke. król jednym ruchem obrócił się szeleszcząc swoim czerwonym płaszczem i poszedł w stronę kwatery dowodzenia

- podwoić naukę nowych żołnierzy! - wydał krótki rozkaz

- tak jest! - zasalutowal alkin i pobiegł do koszar. dziewczyny stały jeszcze przez chwilę, patrząc na piękno kwiatu...

***

to było już dawno temu. teraz dziewczyny stały w pełnych zbrojach na zewnątrz zamku wrót żywiołów i brały udziałw przeglądzie wojsk a obie miały za sobą armie bagna. Cztery różne rasy zgromadziły sie w tym miejscu by zgładzić ostatniego przeciwnika w tej części świata. Na czele wojsk fortecy stała Nela z zastępem dżinów i czarodziei, na czele wrót żywiołów abi i jej przyjaciele, na czele elfów jenova a na czele wojsk cytadeli sam król tralossk w wojennej zbroi skorzanej razem ze swoimi najlepszymi wojownikami i paulą i tiną po obu stronach swojego gorgona na którym jechał. na przeciwległej stronie przyszłego pola bitwy gromadziły sie wojska nieprzyjaciela

- pss abi! - szepnęła reni która została w oddziałach wrót chociaż mogła iść do cytadeli - zobacz tam

abi obróciła się za palcem reni i oczy jej zdębiały.

- dlaczego on tu jest? - zapytała szeptem w przestrzeń, patrząc na swojego byłego chłopaka... a właściwie zdradliwom szumowine która zachowała sie jak ostatni skunks. Odkąd zerwała z visdomirem całkowicie sie zmieniła nabrała siły i pewności siebie. Już nigdy nie wpadnie w sidła zdradzieckiej miłości takiej jak ta a do czarodzieja czuła tylko wzgarde. Mimowolnie szukała jednak zwrokiem swojej rywalki która jej odebrała chłopaka - tej szczypawicy Julki. Z satysfakcją wyprostowała się na siodle swojego rumaka nie zauważając jej drobnego ciałka u boku swojego byłego

- mam nadzieje że u nich wszystko jak najgorzej - powiedziała wesoło, a reni parsknęła śmiechem

nagle zagrzmiał wojenny róg i wszyscy zwrócili uwagę na środek przed oddziałami. wjechał tam na koniu król tralossk w towarzystwie neli, thane'a i jenovy.

- wspaniali wojownicy i dzielni magowie - zagrzmiał magicznie wzmocniony głos neli i wszyscy wsłuchali się w dowódców - przedstawiciele wielu ras! zjednoczyliśmy się tutaj pod jednym celem - zmiażdżeniu potegi crag hacka lidera barbarzyńców krewlodu który najeżdża nasze ziemie odkąd zaczął swoje panowanie!

- Crag Hacka, który zniewolił nasz lud lecz się wyswobodziliśmy i teraz oddamy pięknym za nadobne! - ryknął tralossk, a wojska bagniaków zagrzmiały wiwatem

- Crag Hacka który wypacza ścieżki natury! - ryknęła jenova wznosząc swój łuk a elfy zasalutowały

- I wreszcie - powiedział thane i wskazał na abi, która uroczyście wjechała na środek. czuła niezłą tremę bo miała przemówić przed całymi wojskami a potem ci żołnierze będa oddawać życie za ich zwycięstwo. przełknęła gule w gardle, obróciła się na swoim koniu i rozpoczęła. wiedziała że visdomir wpatruje się w nią jak w boski klejnot ale nie obchodziło jej to

- Zanim zacznę chciałabym by wszystkie dziewczyny które zainspirowałam wyłoniły się z tłumu! Towarzyszki! Stańmy razem w tej decydującej chwili! Pokażcie swoją siłę i bez wstydu oddajcie sprawiedliwość! - krzyknęła abi wznosząc swój miecz. Paula i Tina niemal natychmiast ruszyły galopem w strone abi i stanęły po obu jej stronach mijając tralosska który nie mógł ukryć szerokiego uśmiechu. Powoli, lecz ustawicznie coraz więcej dziewczyn wyłoniało się od dwóch stron - z oddziałów elfów i fortecy - niegdyś ubezwłasnowolnione i rozbite, teraz w lśniących zbrojach często z krótko obciętymi włosami i bliznami od walki. Po kilku minutach ok 50 dziewczyn stało u boku abi, a żadna z nich zdawała nie ustępować jej w rynsztunku i woli walki. zaskoczona abi zauważyła, że wraz z tłumem dziewczyn przyszła też julka. Popatrzyła na nią groźnie, a ta tylko delikatnie się uśmiechnęła

- jesteśmy w tym razem abi - powiedziała, dotykając swojego brzucha tam, gdzie niegdyś ugodziła ją krellion. Abi postanowiła nie odzywać się do julki ale przetestować jej siłę walki - swoimi czynami miała odkupić dawną winę bo na visdomirze i tak jej już nie zalerzało ale dziewczyna splamiła swój honor więc tylko skinęła jej głową

- Oto lud, który wraz z przyjaciółmi wyprowadziłam z niewoli! - zagrzmiała abi a jej głos rozniósł się po całych oddziałach - dowód na to że polityka niewolnictwa crag hacka jest niesłuszna! te dziewczyny wielokrotnie udowodniły swoją wartość w wielu bojach i obronie tego w co wierzą! Nigdy nie będą już marionetkami i inne dziewczyny z marionectwa wyratują! Wraz z nimi nie zawaham się oddać życia za powodzenie naszej misji!  - słońce piekło delikatnie jej skóre a na polu nastała cisza. Jedna z dziewczyn beti nagle wzniosła pięść w górę i krzyknęła

- do boju! ruszajmy na twierdzę! - kryzknęła, a inne dziewczyny rozwrzeszczały się za nią i zaczęły tupać nogami do rytmu co sprawiało wojownicze wrażenie

- Żołnierze! - krzyknął tralossk zjawiając się u ramienia abi, które dotknął swoją zimną ręką a abi zamiast na niego nawrzeszczeć tylko się uśmiechnęła. Wiedziała, że król musi grać pierwsze skrzypce bo ma taką role

- wielu z was może zginąć w tym boju jednak pamiętajcie że nie giniecie na marne! Klęska crag hacka to światła przyszłość dla naszego rodu! - krzyknął a ważki wzniosły się w powietrze robiąc piękne wzory zakręcone

- napiąć łuki! idziemy! - krzyknęła jenova i czwórka głównych dowódców - abi, tralossk, jenova i nela, a za nimi ich przyboczniacy, np reni, tina, paula, thane, dessa, pati, ignissa itd wyruszyli. Słońce zagasło - rozpoczynała się wielka krwawa bitwa, a pogoda wiedziała, że odpowiednim nastrojem dla niej będą cięzkie szare chmury... a potem krwawy zachód słońca...

***

Abi nie wiedziała jednak, że nie tylko wojacy Przymierza slyszeli jej płomienną mowę. Samotny mały jaszcząb zawrócił znad pola bitwy, minął górę i las i wylądował na ramieniu Oris - mistrza sokolego zwroku twierdzy. Jasnowłosa dziewczyna nie mogła złapać tchu z wrażenia i natychmiast pobiegła do namiotu dowództwa

- ...wystarczająco dużo wody, panie - usłyszała orkowski szept należący do krellion

- doskonale. pamiętaj, że zapasy muszą być otoczone największą ochroną - powiedział crag hack i oris nie mogła dłużej czekać więc wbiegła do pokoju i aż pośliznęła się na dywaniku i przejechała 2m

- mam ważną wiadomość! bardzo ważną wiadomość! - krzykła dziewczyna zamykając oczy i ściskając pięści które dała za siebie wychylając się do przodu i shylając głowę przed crag hackiem. dowódca barbarzyńców w skórzanych obcisłych spodniach i skórzanych pasach uwydatniających jego umięsnione ciało oraz skórzanych naramiennikach wstał ze swojego tronu i podszedł powoli do rozdygotanej dziewczyny stawiając cięzkie kroki w swoich zakutych butach. w rece dzierżył swój rogaty hełm a w drugiej swój wielki miecz. Jego oczy na dzikiej twarzy zdawały się błyszczeć nie tylko brązem, ale też nutką czerwieni... Krellion nadal siedziała na swoim fotelu z nogami danymi na stół, a sprawiający wrażenie zaniedbanego Jabarkas w kącie ostrzył swój topór i wsłuchiwał się w całą dyskusje. Dowódca stanął naprzeciwko dziewczyny i był od niej prawie 2 razy wyższy. Kucnął przy niej dotykając swoim płaszczem z wilczej skóry ziemi i jak zwykł to robić podniósł jej głowę do góry za brodę swoją wielką ręką tak, że mógł zmiażdżyć jej gardło

- jaka wiadomość jest na tyle ważna by przeszkadzać w naszej naradzie? - zapytał bardzo blisko twarzy oris aż dziewczyna się przelękła bo serio widziała wszystkie szczegóły jego twarzy i w sumie mógł ją udusić tu i teraz

- dowódco... Abigail Knox... Ona żyje! - wysapała Oris - Ja widziałam... Monitorowałam pole bitwy swoim sokolim zwrokiem jak mi nakazałeś i... - Ale dziewczyna nie dokończyła. Widziała, jak wyraz twarzy crag hacka zmienia się od tej informacji aż dowódca wybuchnął głośnym śmiechem i aż ją troche opluł

"fuuu" - pomyślała oris ale nie powiedziała tego na głos bo by ją zabił

- Jabarkasie! - zagrzmiał crag hack, wstając z kolan. Zapuszczony ork popatrzył na niego wilkiem i wstał salutując

- Nie słyszałeś? - Crag Hack roześmiał się serdecznie i klepnął Jabarkasa po plecach tak, że ork aż wydał ryk

- Twoja dziewczynka nadal jest na chodzie. - szepnął mu do ucha nachylając się tak blisko że jabarkas poczuł jego ciepły oddech ale potem pokiwał głową i wyszczerzył zęby w okrutnym grymasie . Nie uszło to uwadze orczycy, która jak z bicza strzelił wstała ze swojego fotela i podeszła szybkim krokiem do dziewczyny

- Powtórz to mi prosto w oczy - powiedziała, biorąc pokaźny łyk ze swojej manierki i nachylając się nad klęcząca Oris - Abigail Knox nadal żyje? - zmrużyła swoje zielone oczy, badawczo wpatrując się w wystraszoną wieszczkę

- Jestem tego pewna na 100% - powiedziała oris, a Krellion odrzuciła ją na bok i zaśmiała się w powietrze

- Jabarkas! Idziemy z nią zatańczyć! - ryknęła, natychmiast przywołując swoich sługusów którzy ubierali jej już napierśnik do walki. Złapała swój wielki miecz i zbliżyła się do wyjścia z namiotu. Teraz sługusi nakładali jej hełm a światło słońca padało prosto do namiotu przyświecając na jego metalowej pokrywie

- Czas rozpocząć bój! - krzyknęła i zbiegła ze zbocza namiotu, a jabarkas zaraz za nią. Crag Hack przez chwilę poprawiał coś w swojej zbroi i gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik i już miał wychodzić z namiotu to obrócił się powoli, przypominając sobie o istnieniu dziewczyny

- Oris? - Powiedział cicho, a dziewczyna oglądnęła się na niego

- Tak, panie? - zapytała niemal szeptem wiedząc już, co ją czeka

- Zaczekaj tu na mnie i nie opuszczaj namiotu - powiedział crag hack wychodząc z paskudnym uśmiechem. Dziewczyna padła na ziemię szlochając cicho. Oddałaby wszystko, by być teraz na polu bitwy - ale po przeciwnej stronie barykady.

***

Szarża wilczych jeźdźców ruszyła, a elfie łuki napięły się z jękiem.

- Strzał! - ryknęła Jenova, wypuszczając magiczną strzałę, która ze świstem wyprzedziła inne i trafiła w jednego z najszybciej biegnących jeźdźców. Grad strzał spadł na wojska nadciągających barbarzyńców, a w pierwszej linii Abi wraz z przyjaciółmi właśnie zderzyła się z pierwszą falą przeciwników. Wojowniczka choć mogła się tego spodziewać to nie wiedziała, że jej prześladowczyni - okrutna Krellion podąża jej śladem, by stoczyć z nią pojedynek na śmierć i życie. Wszystko miało przesądzić się w następnych godzinach.

Świeża posoka skropiła ziemię.

Wojna się rozpoczęła.

cdn.

piątek, 6 października 2017

Rozdział XXIV - Wojowniczka i skryte sekrety

- ...Abi! Abi! Otwórz oczy! - usłyszała znajomy głos gdzieś z oddali "Jeszcze nie teraz... musze coś załatwić dziewczyny!" - Wysłała silną myśl ale nie była pewna czy ona doszła do jej przyjaciółek. Widziała przed sobą światło które ją wołało... Biegła w jego strone ale ono nie przybliżało sie ani troche a z jego środka wychodziła jakaś ciemna umięśniona postać ale nie było widać szczegółów bo był cień na niej

- Abigail Knox - powiedziało głębokim głosem który zdawał się być jednak miły dla abi

- tak to ja - powiedziała abi

nagle wszystko wokół sie rozmyło i leciało w dół i abi przycisnęło do niewidzialnej ziemi

- aaaa!  - abi widziała swoją wioskę z lotu ptaka ale wszystko cały czas leciało w dół i obraz był zaszumiony takimi kreskami jak od deszczu. dziewczyna spostrzegła jak niebo staje się czerwone a wszystkie domy murszeją i się rozpadają a potem znowu były normalne i znowu rozwalone i znowu normalne...

- przestań!!! - krzyknęła abi przyciskając ręce do głowy i nagle wszystko ustało jak na zatrzymanym video - niektóre elementy delikantnie się poruszały ale natychmiast wracały w swoje miejsce i otoczenie ogarnęła sepia

- kim jesteś i czemu mi to pokazujesz? - krzyknęła abi w przestrzeń

- jestem tobą - usłyszała szept z boku

- jesteś mną - z drugiej strony

- jestem abi! - usłyszała krzyk gdzieś za sobą i obróciła się. zobaczyła drobną dziewczynę uwiązaną do postronka, z poharatanymi rękami i nogami i w brudnej sukience. to była abi - abi, która nie poznała jeszcze żądzy walki, abi, która dopiero co utraciła swój dom. spojrzała na swoje ręce teraz z odciskami brudne i nieco umięśnione a potem znów na dziewczyne. teraz obok niej siedział jabarkas na pieńku

- jesteś całkiem inna niż one - powiedział jabarkas wskazując na inne dziewczyny które były stosem ciał i się paliły

- nie!!! - krzyknęła młodsza abi i zaczęła się rzucać

"o co chodzi?" - krzyknęła w myślach prawdziwa abi, mająca na sobie zbroję i dzierrząca miecz sprawiedliwości. teraz postacie się zmieniły i widziała jabarkasa na postronku który wyglądał na bardzo osłabionego i biednego a na pieńku siedziała abi w pełnej zbroi gdy zamiast dziewczyn były ciała orków

- ABI! - nagle coś ją wyrwało z wizji i wstała z głośnym chaustem powietrza

- wróciłaś do nas! - krzyknęła uradowana tina i przytuliła swoją przyjaciółkę a od drugiej strony naskoczyła na nią paula. na łóżku obok siedziała uśmiechnięta reni z kroplówką w ręce a abi też miała kroplówke

- a gdzie właściwie byłam - powiedziała zdezorientowana abi odklejając się od swoich koleżanek

- od bitwy minął już tydzień - powiedziała reni na łóżku obok - cały czas byłaś nieprzytomna

Abi bardzo zszokowały te wieści bo wydawało jej się że jeszcze przed chwilą była na polu bitwy "Czyli wygraliśmy bitwę! ale nadal czeka nas wojna..." - pomyślała dziewczyna dająca się ponieść ponuremu humorowi

Nagle drzwi do sali się otworzyły i weszła nela

- Abi, wreszcie wstałaś! - krzyknęła dżinka - mam dla ciebie bardzo dobre wieści

- jakie? - spytała abi zaskoczona. nie spodziewała się tu dżinki

- forteca docenia co zrobiłaś tu we wrotach żywiołów - powiedziała nela - i już nie jest na ciebie wkurzona

abi od razu zrobiło się niezręcznie ale wiedziała jak teraz się zachować

- jestem teraz niezależną wojowniczką. - powiedziała stanowczym tonem - i nie pracuję już na usługach fortecy. - mina neli od razu zrzedła i dżinka opuściła ramiona

- obroniłam wrota żywiołów by ochronić ludzi którzy tu mieszkają - powiedziała abi - nie po to żebyście mieli z tego korzyści. zrobie wszystko by zwyciężyć w walce z crag hakiem i jego bandą więc łącza nas wspólne interesy... ale to wszystko - abi wyłożyła kawe na ławe a nele aż zatkało z wrażenia

- zmieniłaś się abi - powiedziała zimnym tonem

- wojna zmieniła nas wszystkie - powiedziała patrząc na dziewczyny każda z nich była ranna i dostała wojenne blizny a nie znalazły się jeszcze nawet w wirze prawdziwej walki... nela zaś od razu zmieniła fason

- w takim razie cieszymy się że jesteś naszą sojuszniczką abi - powiedziała dżinka a abi uśmiechnęła się do niej nieśmiale

- jak wygląda sytuacja na froncie - dziewczyna prosto z mostu wyłożyła kawe na ławe

- w tej samej chwili gdy pokonałaś dowódcę wojsk przeciwnika nadciągnęły siły króla tralosska - powiedziała tina - a razem z nimi ja i paula

- jesteśmy teraz przybocznymi króla! - powiedziała paula - gdyby nie ty abi nigdy nie opuściłybyśmy tego śmierdzącego obozu i nadal byłybyśmy niewolnicami a teraz... - paula popatrzyła w ziemię - teraz jesteśmy wojowniczkami. I wspólnie zgładzimy zło

- my również szykujemy się do walki - powiedziała nela - i mam nadzieje że zgodzisz się poprowadzić wojska Wrót raz jeszcze - przerwała wpatrzona w dziewczyne - tym razem na stolicę wroga. - wszystkie dziewczyny wstrzymały oddech w oczekiwaniu na reakcje abi

- jasne - powiedziała dziewczyna - ale pozwólcie mi działać na własną rękę

- w porządku... - powiedziała nela cicho i zrobiło się troche dziwnie

- chciałabym z tobą o czymś porozmawiać abi... - nela spojrzała na dziewczyny zgromadzone w pokoju - ale chciałabym, żebyście na moment wyszły bo to osobista sprawa - tina chciała zaprotestować ale paula ją powstrzymała ręką

- wyjdziemy - powiedziała kiwając głową ze zrozumieniem

- nie musicie opuszczać pokoju jesteśmy przyjaciółkami - powiedziała abi ale dziewczyny już zamknęły za sobą drzwi. została z nimi tylko reni która była widocznie zbita z pantałyku

- to będzie okej jeśli tu zostanę? - popatrzyła jaszczuroczłeczka na dżinkę a potem na swoją kroplówke. była totalnie przytwierdzona do łóżka. nela tylko machneła ręką na znak, że nic z tym nie mogą zrobić a reni obróciła się do ściany i przysłoniła swoje uszy grzebieniem

- chciałabym z tobą pomówić o thanie - powiedziała nela a abi westchnęła. przypomniała sobie wszystko co stało się na wieży tamtej nocy i nie była zła na dżina - po prostu bardzo się wystraszyła i dostała szoku

- czyli wiesz o tym co się wtedy stało? - zapytała podejrzliwie a dżinka usiadła na skraju jej łóżka i pokiwała na tak

- thane nie wyszedł z wieży od tamtego czasu - powiedziała nela spuszczając smutnie zwrok - jest na siebie wściekły za to co zrobił

- nie do końca rozumiem - powiedziała abi

- Zapewne zauważyłaś jak bardzo zainteresowałaś thane'a... - powiedziała nela bawiąc się czymś w swoich rękach i abi dostrzegła, że był to pierścionek który o czymś jej przypominał...

- chciałabym opowiedzieć ci historię która zdarzyła się bardzo dawno temu - powiedziała nela - a która ma tutaj istotne znaczenie

- słucham. - powiedziała abi która w sumie dopiero teraz dostrzegła że nie ma żadnych większych ran i bez problemu usiadła na łóżku. reni na posłaniu obok odkryła ucho z zainteresowaniem

- W fortecy dawniej mieszkała pewna dżinka... Wiesz, my, dżiny, żyjemy bardzo długo więc to było jeszcze przed twoim narodzeniem. Była bardzo radosna rezolutna i lubiła się ze wszystkimi przekomarzać. Czasem troche wkurzała ale ogólnie była dobrą dziewczyną - powiedziała nela i mrugnęła okiem - I pewnego dnia Thane odkrył, że to właśnie jej życzenia powinien spełniać. rozumiesz, co mam na myśli? - spytała nela

- tak - odparła natychmiast abi - nieprzymuszone dżiny spełniają życzenia osób do których są obecnie najbardziej przywiązane

- wspaniale - powiedziała nela - no więc dżinka poczuła to samo i spędzili ze sobą bardzo wiele cudownych romantycznych chwil. Wreszcie postanowili się pobrać

- ale thane nie ma dziewczyny! - powiedziała abi stanowczo

- zaraz do tego dojdę, nie bądź taka pochopna - powiedziała nela z gorzkim uśmiechem - właśnie wtedy, gdy się zaręczyli... tego dnia naród diabelski zaatakował i wszystko się zmieniło. pożoga ogarnęła całą fortecę i powstało ogromne zamieszanie. musieliśmy się bronić, a nagle okazało się, że z diabłami współpracują też orkowie z krewlodu... - dla neli musiały być to wstrzącające wspomnienia bo jej ręka troche sie telepała i abi za nią złapała a kobieta popatrzyła na nią ciepło - kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a dziewczyna ta nigdy już nie powróciła do fortecy. przepadła jak kamień w wodę... - powiedziała nela smutno i popatrzyła na abi - nie mieliśmy o niej żadnej wieści aż do tamtego roku. Wtedy znalazł cię visdomir - dokończyła dżinka a abi szczena poleciała do ziemi

- czyli abi była kiedyś branką thane'a? - krzyknęła reni z ogromnym zdziwieniem na ustach. abi obróciła się w jej stronę i zauważyła, że jaszczuroczłeczka opiera obydwoma rękami swoje policzki i patrzy na dżinke z wielką ciekawością aż jej usta były otwarte

- nie, nie! - ze śmiechem zareagowała nela - to działo się blisko 100 lat temu. Dziewczyną tą była Daemyr Knox. - ta wiadomość spadła między wszystkich jak miecz

- coooo - powiedziała abi i reni jednocześnie ze zdziwieniem na twarzy

- Odkąd twoja babcia zniknęła z bracady thane nigdy w nikim się nie zakochał - powiedziała nela - oddał się nauce by skutecznie zniszczyć klan demonów. aż do momentu w którym pojawiłaś się ty czyli żywy dowód na to że jego ukochana przeżyła i pozostawiła po sobie ślad. jesteś do niej tak podobna... - powiedziała dżinka nachylając się nad abi

- więc to tydzień temu to... - abi zaczęła ze zdenerwowaniem

- nie wyciągaj tak pochopnych wniosków! - zaśmiała się nela radośnie - thane bardzo się o ciebie troszczy i jest dla ciebie jak ojciec - powiedziała - przeraził się gdy pomyślał że zrobił ci krzywdę... odkąd tylko pojawiłaś się w bracadzie, cały czas wstawiał się za tobą i cię chronił... myślę że powinnaś go odwiedzić abi - i oddać mu to - powiedziała nela, wręczając abi pierścionek. dziewczyna przypomniała sobie teraz wszystko: identyczny pierścionek widziała na palcu swojej mamy, który otrzymała od swojej matki w dzień swoich zaręczyn... mignęło jej zwierciadło ain eingarp, dawno temu, gdy była jeszcze słaba, w którym znajdowały się trzy odbicia - thane, ona oraz jej babcia...

- pójdę od razu - powiedziała dziewczyna i zeskoczyła z łóżka. Nela również z niego wstała i zbliżyła się do drzwi, a gdy je otworzyła, wypadły zza nich dwie dziewczyny

- wiedziałam, że cały czas podsłuchiwałyście - powiedziała dżinka czochrając grzywki pauli i tiny. obróciły się w stronę abi, która w krystalicznie białej szacie stała obok okna trzymając pierścionek w którym odbijały się promienie słońca wpatrując się w niego

- spotkamy się na kolacji - powiedziała do dziewczyn i minęła je w przejściu. usłyszały, jak jej kroki na schodach przyśpieszyły, a potem ujrzały biegnącą sylwetkę przez okno. reni podciągnęła nogi pod brodę i patrzyła na krajobraz z nikłym uśmiechem, który bardzo szybko zszedł z jej twarzy

- czuję, że już niebawem to wszystko się skończy - powiedziała, dotykając swoich ran postrzałowych - ale jakim kosztem...?

Abi znikła w wieży akademickiej, by po chwili wynurzyć się z niej w towarzystwie dżina z którym udała się w stronę jeziora. mieli sobie bardzo wiele do powiedzenia...

***

Crag Hack wyszedł przed swoją twierdzę, wpatrzony w palące słońce.

- wszystko jest gotowe - powiedział podwładny goblin - panie, armia może wyruszać.

- doskonale - powiedział barbarzyńca i spuścił swój zwrok, patrząc na tysiące żołdaków stłoczonych przed twierdzą

- może wygraliście tę jedną bitwę... ale nie wojnę. ŚMIERĆ! KREW! OGIEŃ! - wykrzyknął w niebo machając swoim toporem. odpowiedziało mu morze gardeł...

cdn.


niedziela, 1 października 2017

Rozdział XVIII.5 (spin-off) - Wojowniczki na misji

Dwie amazońskie postacie chyłkiem zbiegły ze stromego zwgórza. To paula i tina. Wyruszyły na misje by wspomóc abi w walce z crag hackiem i osiągnąć upragnioną zemste. Tina ma ścięte włosy na jeża z zostawionymi kosmykami kręconych włosów na boku i kolczyk z zakręconego kła w uchu jest pomaziana na twarzy niebieską farbą i ma jastrzębi wyraz twarzy. Ma skórzaną lekką zbroję odkrywającą opalony słońcem brzuch a u pasa wisi jej czakram - broń amazonki. na jej plecy zarzucony był kołczan i łuk. paula zaś zachowała swoje dawne włosy ale też miała strój amazonki chociaż nie taki odlotowy jak stój tiny a w ręce miała wielki gladius

- cii - powiedziała paula przysuwając palec do ust - musimy obejść go dookoła

dziewczyny były w potrzasku. musiały zdobyć część zagadki z obelisku, jednak tego chroniła magiczna bestia... którą musiały pokonać tylko we 2 os.

Wielki kościany smok zionął trupim światłem a z jego oczodołów spływała struga zepsucia

- fuuu - powiedziała demonstracyjnie tina machając ręką koło nosa

- nie zgrywaj się - paula ze śmiechem dała jej kuksańca w bok i obie cicho się zaśmiały - ja obejdę go dookoła a ty zajmij go swoimi strzałami i czakramem. wejdę na niego i wbije mu miecz prosto w kościsty kark - powiedziała wojowniczka błyskając swoją bronią w świetle księżyca

- ok zaczynamy! - odpowiedziała tina i zakradła się przed smoka a potem strzeliła. strzała poszybowała przez noc i trafiła w sam środek oczodołu smoka a potem spadła gdzieś spod czaszki. magiczna bestia zaryczała i zaczęła szukać niebezpieczeństwa

- trele lele dudki! - tina wyskoczyła zza krzaka z głupią miną a smok od razu do niej pobiegł. zwinna dziewczyna wskoczyła na drzewo i ukryła się przed zdezorientowaną bestiom. druga z dziewczyn szła tymczasem bokiem łąki, wskoczyła na skałę i skała tuż nad smokiem. tina wiedziała, że to czas na jej reakcje. wyjęła czakram, wycelowała w inny kamień i rzuciła

stalowy dysk poszybował tuż koło czaszki smoka, odbił się od skały, poleciał w drugą stronę i utknął w jego żebrach przecinając jedno z nich a bestia zaryczała szukając w panice źródła ataku. w tym momencie spadł na niego cień w kształcie dziewczyny

- arrrgh!!! - paula z krzykiem dowaliła się do karku bestii i jednym szybkim cięciem go ścięła a kościana głowa walła o kamienie a reszta ciała zatrzęsla się i runęła a potem dziewczyna wyłoniła się ze stosu kości i potrząsnęła głową

- niezły cios! - powiedziała rezolutnie tina mierzwiąc włosy przyjaciółki. paula otrzepała się z kurzu i obydwie zwróciły swój zwrok w stronę magicznego obelisku

- to ostatni element układanki! - paula podskoczyła z radości i podbiegła do obelisku a tina wyjęła swoją mapę graala i zdecydowanym ruchem przyłożyła ją do ściany obelisku. nagle światło którym lśniły litery na wielkim kamieniu spłynęły w ciemną skrzyneczkę a dziewczyny usłyszały głos uwolnienia

- mamy całą mapę! hurra! - wrzasnęła tina nie bacząc na kłopoty i uścisnęła paulę z radości a potem obie przyjżały się jej badawczo

- wiem gdzie to jest! to tylko parę mil stąd! - powiedziała zaskoczona paula

- musimy się pośpieszyć kopanie może zająć nam cały dzień - dodała poważnym tonem tina i zarzuciła łuk na ramię - jestem tak ciekawa jak on wygląda! - rozmarzonym zwrokiem ogarnęła gwieździstą noc nad sobą

- ruszamy - powiedziała paula i wbiegły w noc tam gdzie zostawiły swoje rumaki. Nie wiedziały jednak, że czujne oczy innej wojowniczki podążały za nimi...

***

To tutaj! - powiedziała rześko tina opierając się o łopatę którą wbiła w ziemię. chociaż nie spały wiele godzin były bardzo przejęte i nie czuły żadnego zmęczenia - za chwile miały odnaleźć największy skarb tejziemi. jej koleżanka zdjęła bluzke i postanowiła pracować w samym staniku bo czekała je ciężka fizyczna robota

- zaczynamy! - powiedziała dziarsko paula i wbiła łopatę w ziemie. pracowały kilka godzin skropione potem od gorącego słońca które przyświecało na ich gładkie brzuchy i nieco umięśnione ramiona bo były wojowniczkami

nagle łopata pauli stuknęła o coś

- łooł!!! ostrożnie, czy to...? - tina z zainteresowaniem odskoczyła od swojej dziury i podleciała do wykopaliska pauli

- nie to tylko stary piszczel - powiedziała ze śmiechem koleżanka i odrzuciła go na bok. dziewczyny wykopały już taką wielką dziurę że nie było widać nawet ich głów. myślały że kostka nic nie znaczyła ale była ona oznaką czegoś większego... kilka zamachnięć łopatą i...

- Tina! chodź szybko! - umorusana paula odgarnęła z czoła spoconą grzywkę i przywołała przyjaciółkę która podbiegła tym razem bez słowa

przed nimi stała malutka skrzynka która była szerokości otwartej dłoni i wysokości też otwartej dłoni  miała czerwone ozdobniki i zielone klejnoty po bokach

- to musi być on! - wrzasnęła tina i szybko wykopała skrzynkę i ją otwarła. z niej wystrzelił promień jasnego światła które było słoneczne ale odbijało się od miriady kryształów okalających świety kielich. tralossk będzie zadowolony - pomyślała paula na ten widok - a crag hack będzie gryzł ziemie

- paula, mamy go!!! - krzyknęła i znów objęła swoją przyjaciółkę a ta nieoczekiwanie cmoknęła ją prosto w usta. oszołomiona tina popatrzyła na paulę ze zdziwieniem ale zdecydowanie zamknęła oczy i oddała jeszcze bardziej gorący pocałunek...

- no no no... co my tu mamy... - usłyszały za sobą głos, który najmniej chciałyby usłyszeć... szybko się od siebie odsunęły a tina zasłoniła swoim ciałem kielich lecz dla sokolego zwroku shivy nic nie było do ukrycia...

- śledziłam was cały dzień! dziękuję za wykonanie tak cięzkiej pracy w której nie chciałabym się babrać - powiedziała ruda wojowniczka siedząca na żółtym ptaku gromu ze śmiechem wskazując na rozległe wykopaliska dziewczyn - ale macie coś, co... należy do mnie - puściła im oko

- to my go znalazłyśmy! - powiedziała paula zimnym tonem wpatrując się w shivę, która zeskoczyła ze swojego ptaka i stanęła nad rozpadliną którą wykopały koleżanki

- no cóż, wy go znalazłyście... ale kto o tym będzie pamiętać, jeśli to ja Shiva, przyniosę kielich zbawienia do wielkiego crag hacka i złożę mu go na kolanach? - powiedziała rozmarzonym tonem wojowniczka uciekając oczami w niebo wyobrażała sobie jak sowicie odpłaci się jej crag hack i jaki szacunek u niego dostanie...

- ale nie mamy czasu nędzne niewolnice! - powiedziała znad dziury - znajcie swoje miejsce i oddajcie mi kielich to nic wam nie zrobie - schyliła się zasłaniając słońce i wyciągnęła do nich rękę - no ruchy ruchy!

dziewczyny były w kropce. zostawiły swoje bronie na zewnątrz wykopu i w dziurze były bezbronne. paula spojrzała na tinę która dziarsko wystąpiła przed szereg dyskretnie wsuwając kielich do dziury w ścianie obok

- nie poddamy się tak łatwo! teraz nikt nie może nami rządzić! - powiedziała tina wpatrując się z odwagą w oczy barbarzyńskiej wojowniczki. shiva sięgnęła do swojego miecza i wyjęła gołe ostrze na tine

- widzisz to? - powiedziała shiva - macie gołe ręce a ja mam nad wami miażdżącą przewagę nie masz prawa dyktować mi warunków

- a więc stań i walcz o swój kielich! odwołuję się do twojego honoru wojowniczki! - powiedziała tina opierając ręce o zgrabne biodra a shiva tylko się roześmiała

- gdybym myślała o swoim honorze wojowniczki za każdym razem gdy przebijam mieczem nieposłuszne niewolnice to już dawno byłabym zbawiona w wahlalii - rzekła - nie mam czasu na takie smarkule jak wy. aiaiaiaiaia!!! - krzyknęła shiva i zrobiła salto w powietrzu wskakując do dziury. rozpoczęła się walka - walka o zwycięstwo albo śmierć. tina szybko sięgnęła do swojego boku i wyjęła czakram którym odbiła pierwszy cios miecza shivy aż poszła iskra

- niezła jestes kto cię ćwiczył? - powiedziała shiva oblizując usta - ale twój koniec jest tu i teraz!

- chyba twój! - krzykła tina i dała jej wielkiego kopa w brzuch a shiva zatoczyła się nie mogą złapać oddechu ale szybko się ogarnęła

- arggh!!! - rzuciła się na tine z pazurami i złapała za jej włosy ciągnąc je na bok

- i kto teraz jest górą? - szepnęła jej do ucha wyrywając kosmyk włosów i odepchnęła ją na ziemię. zakurzona tina nie mogła złapać oddechu a shiva wytrąciła jej czakram z ręki

- niezła broń... może powinnam się nauczyć jej używać - powiedziała shiva obracając dysk w palcach. nieostrożna wojowniczka nie pomyślała jednak że od lśniącego ostrza odbije się promień światła

- ałaa! - oślepiła się na kilka sekund a wtedy zapomniana przez nią paula rzuciła się na nią od tyłu ze swoim mieczem bo zdążyła wespnąć się po niego chyłkiem jak shiva była zajęta tiną. shiva miała jednak niezły refleks i uchyliła się od ciosu a paula przeleciała obok lecz szybko się obróciła i odparła kolejny cios

- ha! ha! ha! - krzyczały wojowniczki odbijając swoje miecze raz po raz

nagle shiva popatrzyła w bok i na jej twarzy pojawił się straszny uśmiech

- a co powiesz jeśli zamiast zaatakować ciebie... zrobię to!!! - krzyknęła i wbiła miecz we wstającą właśnie z ziemi tinę przecinając jej udo do krwi i dziewczyna znów wpadła w piach z krzykiem

- nieee!!! - paula rzuciła się na nią z jeszcze większą determinacją a oszalała shiva z rechotem oddała w nią grad ciosów. paula nie mogła się skupić na walce bo chciała sprawdzić czy wszystko dobrze z tiną

- no no... tak to jest jak ma się słaby punkt! - powiedziała shiva uskakując od parującej pauli i przygwożdżąc rękę tiny wymierzając w nią ostrze

- uczucie cię osłabia! - powiedziała w paulę zbliżając swój miecz do szyi tiny, lecz paula była szybsza. doskoczyła do shivy i wymierzyła ostrze w jej szyje

- hahahaha!!! jeśli ją zabiję to ty zabijesz mnie, tak? - zapytała shiva śmiejąc się w słońce

- nie będę biernie się przyglądała! - krzyknęła tina która w międzyczasie złapała swój czakram i przejechała nim po nodze shivy która upadła na kolano haratając mieczem ramię tiny. nad nią stała paula wciąż wymierzając w nią miecz

- zabij mnie, przecież tego właśnie chciałaś! - krzyknęła zdesperowana shiva w stronę pauli - na co czekasz?

- to żałosne chodźmy stąd tina - powiedziała paula roztrzęsionym tonem

- hahahaaha!!! czyli boisz się przelać moją krew? - zapytała szalonym tonem shiva - ja jednak nie będę się wzbraniała! - z krzykiem szarpnęła mieczem i wymierzyła w paulę rozpoczynając nowy grad ciosów. była jednak osłabiona... i miecz pauli sam natrafił na dogodne miejsce do cięcia

- hiyaa!! - zrospaczonym tonem krzyknęła paula i przebiła shivę mieczem na wylot

- ty... - krew ściekająca po ustach shivy uwydatniła jej okropny uśmiech od ucha do ucha - jesteś wspaniałą wojowniczką

- uczyłam się od najlepszej! - powiedziała stanowczo paula i wyrwała miecz z ciała shivy. barbarzyńska kobieta ciężko dyszała i nie była zdolna do dalszej walki. paula wzbraniała się przed tym ale wiedziała że musi to zrobić. szykowała się do ostatecznego ciosu, który dobiłby wojowniczkę...

- dalej, zrób to. - powiedziała shiva zdecydowanym tonem - przegrałam w pojedynku. pozwól mi umrzeć w walce - jej rana nie musiała być śmiertelna, lecz shiva zdawała się zaakceptować swój los. nie starała się siebie opatrzyć lecz oddawała ostatnie tchnienia patrząc w słońce a z jej ust ciekła krew. paula z wahaniem popatrzyła na tinę

- nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. możemy ją opatrzyć i... - tina przerwała czując na sobie zwrok broczącej krwią shivy

- pozwól mi umrzeć... z honorem wojowniczki. - powiedziała shiva - ale posłuchaj... crag hack... on... to nie tak jak myślicie... - zakrztusiła się i zwymiotowała krwią. jej oddech stał się świszczący i jeszcze cięższy a z przeciętego tłowia poleciała wielka porcja krwi. wyciągnęła rękę w stronę przerażonej tiny i dotknęła jej twarzy

- dbajcie o... siebie. - powiedziała ostatkiem sił, a jej palce ześliznęły się po jej policzku pozostawiając smugę krwi i znieruchomiały. Tak dumna Shiva poległa w walce z amazońską wojowniczką - Wojowniczką Paulą w asyście Tiny.

***

Chodźmy już. - Powiedziała tina oświetlona przez ostatnie promienie zachodzącego słońca. Obydwie stały przed świeżą mogiłą, nad którą zamiast krzyża znajdował się żelazny, piękny miecz shivy błyszczący w słońcu. Paula obejmowała zabandażowaną tinę i stały tak razem już od jakiegoś czasu, oddając honory wojowniczce, którą pokonały rankiem

- to nie była wyrównana walka... byłyśmy we dwie a ona...  - powiedziała smutno paula

- wiedziała, na co się pisze pracując dla crag hacka. - powiedziała zdecydowanym tonem tina - gdyby wróciła bez graala, i tak straciłaby życie. crag hack bardzo na nią liczył a ja dobrze go znam... - powiedziała tina, wspominając chwile, gdy barbarzyńca obchodził się z nią tak brutalnie a ona nie miała jeszcze w sobie ognia wojowniczki by mu się przeciwstawić

- niczym nie możesz się obwiniać zrobiłaś to co słuszne. - dodała, ścierając łzę z policzka pauli

- teraz obydwie mamy krew na rękach - powiedziała rezolutnie paula, wpatrując się w swoje brudne od pracy i walki dłonie. ostatni promień słońca odbił się od mogiły shivy i zagasł

- bez porównania do krwi którą przelały wojska crag hacka. musimy się pośpieszyć i dostarczyć graal tralosskowi by go powstrzymać- powiedziała tina, odrywając się od przyjaciółki i przygotowując konie do biegu przez prerie. w środku myślała jednak o tym, co powiedziała shiva... chciała przekazać im coś bardzo ważnego, coś... a potem to... popatrzyła na swoją przyjaciółkę, która w milczeniu wstała znad mogiły, zapięła swój miecz i wsiadła na konia.

- ruszamy. - powiedziała paula zdecydowanym tonem i minęła tinę.

" będę dbać o ciebie, Paula." - pomyślała tina, patrząc w jej plecy na których kiwało się dwuręczne ostrze. Nie wiedziała o tym, że w tej samej chwili Paula pomyślała dokładnie to samo o niej

Dwie amazonki samotne a jednak szczęśliwe rozpoczęły ostatnią fazę swojej podróży kierując się do Cocojumbo...

cdn.