niedziela, 24 września 2017

Rozdział XXIII - Wojowniczka broni zamku

"Ciekawe jak radzi sobie Abi" - Pomyślał król Tralossk przechadzając się po statku tam i spowrotem. Był skąpo ubrany jak to jaszczuroczłeki miał wyszukane skurzane spodenki do kolan i takie pasy na górnej części ciała i naramienniki. Ogólnie był w zbroi do walki a nie w szatach króla

- Królu dopływamy do Cocojumbo - pojawił się Alkin z marcysią u jego boku

- Zobacz widać dzisiaj piękny mały wóz - powiedziała rozmarzona dziewczyna wskazując palcem w gwiazdy a trallosk zaśmiał się cicho

- napatrz się w gwiazdy, niedługo niebo będzie zasnute wojenną pożogą - powiedział tajemniczym tonem i odkiwał głową alkinowi. Podszedł na dziób statku i stanął na nim dając jedną noge na burte a wiatr rozwiewał jego grzebień. zamknął oczy i wydychnął powietrze skupiając się i wyobraził sobie rozeźloną twarz crag hacka

"Niedługo odpłacę ci się pięknym za nadobne..." - na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech. nikt nie wiedział co planuje... Wiedział że dla jego przeciwnika największą zniewagą będzie pokonanie go przes tych którymi pogardza... Przez lud jaszczuroczłeków których zniewolił i których uważał za głupich

Nagle z rozmyślenia wyrwał go głośny skrzek i spojrzał w górę a nad jego głową latała ciemna sowa

- Masz dla mnie list? Z Bracady? - Powiedział zdziwiony król bo nie spodziewał się nic z bracady a w jego królestwie listy przynosiły papugi. oderwał zwitek z nogi ptaka i popukał go delikatnie po głowie a ona odgruchała i poleciała. rozwinął list i zobaczył tylko kilka słów...

"POMOCY! Jesteśmy atakowani przez oddziały Crag Hacka! Wspomóż nas w walce bo Wrota Żywiołów padną!" - słowa nakreślone charakterem pisma reni i alfabetem jaszczuroczłeków (orkowie nie odczytaliby ich). Więc już się zaczyna... Muszą działać szybko, lecz też rozbić obóz i rozbudować cocojumbo...

- Irena! Rusz z oddziałem amazonek by odbić wrota żywiołów - krzyknął tralossk po krótkim namyśle. Musiał sam udać się do miasta, by dopilnować najważniejszych przygotowań i nie mógł wkroczyć do akcji tak szybko. Postanowił wkroczyć na pole bitwy by zwycięsko odnieść pochód do wrót twierdzy swojego wroga...

- Gotuję się! - Odkrzyknęła jaszczuroczłeczka robiąc gest salutu (jaszczuroczłeki stoją na baczność i dają głowę do góry i złączają ręce łokciami aż do góry odwrócone pięści też razem) a za nią cały jej oddział. Gdy statek przybił do brzegu obok miasta od razu ruszyły do boju...

"Oby nie było za późno" - Pomyślała ze strachem Kiki szarżując razem z resztą amazonek w stronę zamku w którym była Reni.

***

- ABI!!! - krzyknął jakiś głos z boku i dziewczyna otrząsła się z iluzji. stał nad nią dessa i telepał jej ramionami

- co...? - dziewczyna obróciła się i zobaczyła dymy i światła zza muru miasta

- jesteśmy atakowani! - ryknął ork i abi wiedziała, co musi zrobić. Nie może teraz przegrać. Nie dla tego przebyła całą tą drogę. musi wziąc odpowiedzialność za to co przysięgła i stanąć do walki jak prawdziwa wojowniczka. Nigdy nie może już okazać słabości w walce. W jedną chwile zapomniała o wszystkim i liczyło się tylko jedno - utrzymaniu zamku w obronie przed oddziałami wroga

- jasne! - odpowiedziała wyraźnie patrząc w głębokie oczy orka z zaciętą miną. ten od razu zrozumiał i szeroko się uśmiechnął

- razem z grindanem wezmę na siebie prawą stronę zamku. ignissa zajmuje się już lewą flanką a tobie przypadła główna brama - powiedział i spojrzał na nią jeszcze raz

- wszystko w porządku tam na górze? - zapytał patrząc podejrzliwie

- tak... to znaczy nie... ale... nie mamy czasu! - odpowiedziała abi niemal krzycząc. musiała najpierw pobiec do swojej kwatery i ubrać zbroję a potem...

- już mnie nie ma! spotkajmy się po zwycięstwie! - powiedziała dumnym tonem patrząc zdeterminowanym zwrokiem i rozdzielili się.

***

Najpierw góra. Czarna kolczuga lśniąca w blasku świec z elementami skór i metalowymi płytkami. Na obydwa ramiona naramienniki solidne i obite ćwiekami. skórzane ćwiekowane nasady na nadgarstki. ćwiekowana wojenna spódniczka... i cięzkie, wojenne buty ze stalową nasadą, a na końcu solidny pas ze sunącymi wężami czyli znakiem królestwa jaszczuroczłeków.



Abi wzięła delikatnie swój miecz, którym niegdyś cięła krellion. Ostrze mignęło do niej niebespiecznie a na jej twarzy pojawił się uśmiech i włożyła je do pochwy. przywiązała czakram do pasa z drugiej strony. Wojowniczka Abi była gotowa do walki. Zdecydowanym ruchem zgasiła świece i opuściła komnatę udając się do bram Wrót Żywiołów. Jej pierwsza potyczka się rozpoczęła...

***

Abi zdecydowana bronić bramy za wszelką cenę wspięła się na nią i ogarnęła zwrokiem pole bitwy. Było bardzo dużo goblinów i orków, wiele wilczych jeźdźców a nawet kilka cyklopów. Nad zamkiem latało też parę roków które zbliżały się niebespiecznie a nad wszystkim górowała wielka katapulta, która właśnie wystrzeliła...

- uwaga! - krzyknęła abi a oddziały obrońców popatrzyły na nią

- jestem waszą dowódczynią w tej potyczce - nie skończyła, bo kamień z katapulty uderzył w lewy mur, który trochę się rozczaskał a abi skuliła się i przyłożyła ręce do głowy ale szybko sie podniosła. żywiołaki burzy na wieżach za nią cały czas ostrzeliwały orków ale niemal bes skutku

- Na rozkaz! - podleciała jedna z rusałek, Pixi, i pomachała Abi wesoło, ale szybko się przelękła, bo tuż obok niej przeleciała orcza strzała

- Uważajcie! jesteście delikatne nie pakujcie się w wir bitwy! - powiedziała głośno abi - trzymajcie straż na murach gdy będą chcieć się przedrzeć to ich zaatakujcie

- okej! - rusałka mrugnęła okiem i odleciała do swoich koleżanek przekazując im wieści a potem się ustawiły tak jak kazała im abi

- czas odpowiedzieć ogniem! - krzyknęła abi, a żywiołaki ognia przeleciały przez bramę i udeżyły w oddział wilczych jeźdźców. poparzone zwierzęta uciekały w popłochu a abi wzniosła swój miecz radośnie na znak zwycięstwa

- strzelcy! - abi zwróciła się do żywiołaków burzy i lodu po obu stronach - zajmijcie się rokami! - zamknęła oczy, skupiła swoją moc i zrobiła kolisty znak rękami

- Diqa! - szepnęła słowa zaklęcia zwiększającego precyzję strzelców. Wiedziała, że ich strzały niemal same trafią teraz do celu. Dumnie patrzyła, jak żywiołaki zbierają moc i strzelają w krążące nad nimi roki, które zaczęły spadać na ziemie martwe

"Chyba idzie mi całkiem nieźle!" - Pomyślała Abi, ale szybko powściągnęła swoją radość gdy spojrzała na pole bitwy. Zdawało się, że wojska wroga niemal dwukrotnie przewyższają liczebnie wojska Abi

"No to klops..." - pomyślała, gdy cyklopy ruszyły do ataku. Podniosły z ziemi wielkie kamienie i cisnęły nimi w lewą część muru, która rozpadła się tym razem bezpowrotnie...

- Aaa!!! - krzyknęły rusałki w popłochu, gdy gobliny zaczęły biec w ich stronę... Nagle wokół nich pojawiły się postawne żywiołaki ziemi, by wspomóc je w obronie

- właśnie tak! - krzyknęła nieco przerażona abi gdy nagle niebo nad nią zrobiło się ciemniejsze...

"co...? wróg musi znać zaklęcia!" - krzyknęła w duchu widząc, jak pojedyncza błyskawica trafia w żywiołaki lodu których 1/3 sie rozbiła

- nie!!! - krzyknęła abi poszukując zwrokiem wrogiego bohatera. "Sokoli zwrok" - szepnęła zwężając swoje oczy a wizja szybko się powiększyła... Od razu go poznała. Był to Terek jeden z przyboczniaków Crag Hacka. Ten który nocami dobierał się do Pauli gdy jeszcze nie miała siły by się mu przeciwstawić...

- dla ciebie nie ma przebaczenia. - szepnęła abi. postanowiła go zgładzić, jednak zanim mogła nadejść ta chwila, musiała zająć się jego wojskami...

Nagle z tyłu nadpłynął tajemniczy szelest. Abi obróciła się i zobaczyła migoczące wysokie postacie suniące w jej stronę

- Witaj abi - usłyszała szept energii zza kaptura jednej z nich - stawiamy się do walki na twoje wezwanie. - były to żywiołaki magii

 - nareszcie! popłyńcie w ogry z maczugami! są bardzo niebespieczne - powiedziała abi a żywiołaki magii posłusznie otoczyły ogry i raziły ich energią spod swoich płaszczy, gdy w międzyczasie cios katapulty nadkruszył kolejną część muru...

- czas na moją odpowiedź! - krzyknęła Abi i wzniosła swój miecz obydwoma rękami. zamknęła oczy i zaczęła szeptać formułę najbardziej morderczego zaklęcia jakie znała...

- Silsilat min albaraghii albarq!!! - Krzyknęła, a magiczna moc w niej eksplodowała. nad oddziałami wrogich orków pojawiła się ogromna chmura burzowa i poraziła ich łańcuchowym piorunem który wstrzelił się jeszcze w cyklopy, a potem w gobliny i trolle. Abi opadła na kolana - ten czar niemal całkowicie wyczerpał jej magiczną moc... Była jednak zadowolona z rezultatu bo wielka część oddziałów Tereka padła.

- Abi! - krzyknęła jedna z przerażonych rusałek, która miała nadszarpnięte skrzydło i krwawiła z buzi. dziewczyna odwróciła się w jej strone i zobaczyła, że prawie połowa dziewczyn leży martwa

- nieee!!! - krzyknęła abi i ledwo nad sobą zapanowała by nie zalać się łzami

- spokojnie my się szybko regenerujemy! - uspokoiła ją rusałka robiąc znak uspokojenia dwoma rękami - ale czujemy ból - skrzywiła się i wyplula krew - lewa strona prawie padła przyślij nam więcej oddziałów! - dokończyła z piskiem

- ale nie mamy więcej! - odkrzyknęła przerażona abi. szala bitwy przechylała się na stronę jej oponenta... a ona nie mogła na to pozwolić

- nie mogę dłużej czekać! - krzyknęła abi i zeszła z piedestału dowódcy - zajmij moje miejsce! - usadziła na nim zdezorientowaną rusałkę

- ale ja nie wiem jak!!! - ta krzyknęła dziewczęcym głosem i nachmurzona obróciła głowę w drugą stronę

- słuchaj, od tego zależy los zamku! ja zajmę się ich dowódcą... jeśli go stracą, nie będa mogli już walczyć. - powiedziała abi, a rusałka wypuściła powietrze z ust i przytaknęła

- jak ci na imię? - zapytała abi

- jestem vox - powiedziała rusałka

- Vox stajesz się oficjalną obrończynią wrót żywiołów na 10 minut! - powiedziała abi i przekazała jej medal odwagi a potem odwróciła się i zeskoczyła z bramy. wylądowała ciężko i od razu się podniosła. skuliła się nieco i zanurkowała w bijących się oddziałach orków i ogrów

- hej, tss! - szepnęła do jednego z żywiołaków magii a ten się do niej odwrócił

- dowódczyni? ale... dlaczego nie jesteś tam? - spytał bezpłciowym głosem zdezorientowany żywiołak i zwrócił swoją energetyczną twarz w stronę bramy i oniemiał

- nie pytaj, to bardzo ważne! od tego zależy los całej bitwy! - powiedziała głosnym szeptem abi - ukryj mnie w swojej szacie i podejdźmy do tereka. ja się nim zajme...

- dobrze ale... tak nigdy jeszcze... dowódca musi...

- idziemy! - nakazującym tonem powiedziała abi i rozchyliła brzegi szaty żywiołaka pod które weszła. wewnątrz nie było żadnego organicznego ciała - jedynie wiązki energii wyglądające jak gałązki obwieszone bąbkami wijące się od góry aż do dołu. Abi ze zdziwieniem zauważyła, że i one są niematerialne, a jednocześnie ciągle się poruszają i połyskliwie migotają, są w ciągłym ruchu... Zdawały się przepływać przez nią samą, okalać ją ciepłem i uspokajać. czuła, jak jej magiczna energia odnawia się w szybkim tempie poruszała się skulona wraz z szatą żywiołaka, który dokładnie znał drogę.

- słuchaj jak dojdziesz do orków, rozchylisz swoją szatę tak jak do zwykłego ataku - szepnęła abi - a wtedy ja wyskoczę na dowódcę i użyję mojego czakramu

- dobrze, abi. - usłyszała głos z każdej strony, wydobywający się jakby z świetlistych gałązek. nagle usłyszała paniczne krzyki i świst strzał

- co to? - zapytała zdezorientowana dziewczyna która nie widziała pola bitwy

- jesteśmy tuż koło orków ale... zaczynamy chyba przegrywać - westchnęły gałązki a ich światło przybladło

- damy radę!

- atakuję... wyskakuj! - szepnęły, i nagle ich położenie zaczęło się zmieniać a w ciemności pojawiła się wielka szpara przez którą energia wyciekła uderzając w orków a wraz z nią wyskoczyła abi

- ajajajajaja!!! - zrobiła salto z krzykiem stając na ramionach jednego z orków i wbiła mu miecz od boku w płóco, obróciła się i zeskoczyła na ziemię i odpięła swój czakram. terek powoli odwrócił głowę w jej stronę i jego oczy stanęły dęba z przerażenia

- co...!? - z rozdziawionej buzi w której brakowało kilku zębów wydobył się jęk zdziwienia

- oto moja zemsta za lata poniżenia moich przyjaciółek i mnie! poczuj smak krwi! - krzyknęła abi i zamachnęła się czakramem, w który przelała całą pozostałą moc powietrza

- Surea. - Szepnęła, a czakram ze świstem wystrzelił z jej ręki lecąc prosto w drewienko katapulty

- chyba nie trafiłaś! ahahahaarrgghhh!!! - terek zmarszczył twarz w okrutnym grymasie, wyjął swój miecz i nachylił się do walki z abi, ale ta tylko na to czekała. z satysfakcją patrzyła, jak czakram odbija się od katapulty, później od kanta tarczy jednego z martwych orków i ze świstem leci prosto w czaszkę tereka...

Trzask!

Oszołomiony mężczyzna stał jeszcze chwilę w rozkroku, ze zdziwioną miną poruszając szybko oczkami, po czym padł na ziemię. Abi podeszła ciężkim krokiem, oparła swoją nogę o jego martwą klatkę piersiową, nachyliła się i jednym szybkim ruchem wyrwała czakram ktury utkwił w boku jego głowy. Obserwowała, jak kropelki krwi ściekają po metalu, po czym odwróciła się w stronę zamku... adrenalina nieco opadła i poczuła, jak opuszczają ją siły. ostatkiem sił dostrzegła, że brama została właśnie wyłamana - a ona sama zauważona przez najbliższy oddział orków

- aawrukk!!! - rozkrzyczały się orki szarżując w stronę abi, która ostatkiem sił oparła się o swój miecz, po czym osunęła się na ciało tereka i straciła przytomność...

ostatnim, co usłyszała, a może tylko jej się to wydawało, był szelest owadzich skrzydeł

cdn.

czwartek, 21 września 2017

One shot - GRA

//Jest to one shot (pojedyczna historia) ktorą dzis wymyśliłem jak blylme w szkole//


Mam na imię Paweł - a o to moja historia
***
-Paweł wstawaj pora na śniadanie bo spóźnisz się do skoły - zawołała moja mama. Niechętnie ściągnąłem kołdrę z siebie i zeszedłem na dół. Czekała na mnie miska z płatkami oraz mlekiem oraz kawa inka.
- Jesz szybko bo juz 7:25 - powiedziała mama
- DObra - powiedziałem
Dziś miałem sześć lekcji do trzynastej i nie mogle sie doczekac az wrócę do domu i bede grał w gry. Sczególnie że dziś były same lekcje ktorych nie lubiłem - a na dodatek na końcu w-f.
Skonczylem jesc i poszedłem na autobus. Znalazłem wolne miesjce i wyjąłem słuchawki i zacząłem słuchac mojej ulubionej muzy -sabatonu.
***
czekałem na autobus do domu i słuchałem muzy gdy nagle zauważyłem że obok mnie stoji Dżesika - najładniejsza laska w klasie.
_ Hej Dżes - zagadałem
_ uhm sory ale tylko znajomi moga do mnie muwić Dżes - powiedziała Dżes
- Aha a nie jesteśmy znajomymi - powiedziałem i zasmiałem się - No w końcu chodzimy razem do klasy
Dżes spojrzała na mnie uważnie i nagle westchnęła
- Aaaaa - poiwedziała - No tak. Już wiem. To ty jesteś tym dziwadłem co napisał to opowiadanie o Karolinie?
Poczułem przypływ złości. Pół roku temu napisałem opko fantasy w którym jedna z bohatere nazywała sie i wyglądała jak koleżanka z klasy. W tym opowiadaniu elfka Karoleena zakochała się w głuwnym bohaterze - Pavlu. No krutko mówiąc ktoś z klasy to znalazł się wszyscy ze mnie śmiali a Karolina zablokowała mnie na fb nawet. Nie wiem o co im chodziło bo opko było spoko całkiem a ona w ogule powienna być zadowolona że ją dałem do tego opka. Poczułem takiw stręt nagle do wszystkich. Głupi ludzie - pomyslałem i zalożyłem słuchawki i sie odwruciłem. Prubowałem zapomnieć o tym wszytskicm
***
W domu usiadłem do kompa. Niestety nie miał w co grać wiec musiaem znalezc jakas niezła gre. Nagle wyświetliła mi się reklama

NAJLEPSZA GRA MMO TEGO ROKU

Nieźle - pomysłałem i kliknołem sćiągnij.
Nie wiedziałem, że całe moje życie sie własnie odmienia......
***
Zrobiłem postać rogue efa i rozpoczołem gre. Gra bła całkie spoko i szybko wbiłem 10 level. Nie było widać dużo graczy ale to dobrze - z natury byłem typem samotnika. Inniludzie.... nudzili mnie. Oni i ich prymitywna moralnośc oraz głupota. Jednak czułem się dziwnie - chciało mi się spac i co chwilę kleiły mi się oczy. Nagle zasnołem
***
Stałemw  dziwnej sali. Gd obejrzałem sie zauwazylem wysoką, piękną elfkę
- Witaj - odezwala sie - Mam na imię Złotowłosa, ale możesz muwic mi Złolo. Jestem księżiczką elfuw z Greenforest
- Greenforest???? ALe to z tej gry!!!! - powiedziałem
- Masz racje bo jestes w grze. Widocznie jestes niezwkly bo przeniosles sie do swiata gry - WItaj wsrud nas
Ngle na dole pojawil mi sie pasek skili a na gorze hp i mana
_wow - powiedzialem - A co jak bede chcial wysjc z gry?
- Wtedy musisz sie skupic  a otworzy ci ie menu i klikasz wyloguj - powiedziala Zloło - ALe uwazaj. Gdy jestes w walce, nie mozesz wyjsc z gry - powiedziala i zapatrzyla sie w da smutno jakby myslac nad czyms.
Reszte czasu spedzilem grajac. Nawet ne spostrzeglem jak nagle minelo kilka godzin i musialem juz isc spac bo rano znuw do szkoly musialem isc. Wyszedlem z gy i otworzylem oczy - bylem w sowim pokoju. Poszedlem spac.
Jednak slowo Zloło mnie niepokoiły.....


// to takiw step a pote bedzie dalsza czesc bo musze juz isc spac

Rozdział XXII - Wojowniczka i jej przeznaczenie

Abi ostrożnie podeszła do lustra w którym nie mogła się przejrzeć i nie widziała nic tylko pusty pokój. Rozejrzała się po komnacie dżina. Wyglądała tak samo jak w fortecy, z sufitu z namalowanymi gwiazdami zwieszały sie szkarłatne kotary i pełno było półek z książkami i magicznymi przedmiotami takimi jak np. kula magii ziemi

- Zanim zaczniemy musisz mi zaufać abi - powiedział thane wyłaniając się z cienia. Miał smutną zakłopotaną minę i był spłoszony

- no dobra powiedz mi o co z tym chodzi? - spytała dziewczyna pokazując na lustro. dlaczego nic w nim nie widziała? brak jej odbicia sprawiał straszne wrażenie i czuła się nieswojo. dotkła swojej twarzy by przekonać się czy wszystko nadal ma na miejscu

- wiesz jak działa zwierciadło Ain Eingarp? - spytał tajemniczo thane siadając ostrożnie na skraju ławeczki i podwinął przy tym swoją fioletową aksamitną szatę. Dzisiaj miał oprócz niej miętowe pantalony takie jak w arabeskach i żółte buty z rogalikami z palców oraz czerwony turban

- szczerze to chyba nie - odpowiedziała rezolutnie abi i walnęła się słotko w głowe na znak niewiedzy

- Zwykły człowiek w zwierciadle ujrzy to, czego najbardziej pragnie - powiedział thane - ujrzą to wszystkie myślące stworzenia. Ale... - spojrzał wilkiem na dziewczyne stojącą obok a abi ujrzała na jego twarzy grymas bólu - ta reguła nie działa dla dżinów. Jesteśmy stworzeniami zrodzonymi z magi i naszym zadaniem jest spełnianie życzeń. dla nas to lustro działa odwrotnie

- hmm... - zastanowiła się dziewczyna i nagle przyszedł jej do głowy pomysł który zasygnalizowała wzniesionym do góry palcem wskazującym

- dżiny widzą w lustrze pragnienia osoby której spełniają życzenie? - zapytała nieśmiale a thane powoli pokiwał głową

- dokładnie tak abi jesteś bardzo inteligentną wojowniczką - pochwalił ją thane - w tej chwili widzę w lustrze... - sciszył swój ton, ale nie oderwał oczu od twarzy dziewczyny nieco sie do niej przybliżając - ciebie stojącą z wzniesionym mieczem nad pokonaną krellion. - sporzał jeszcze raz na lustro i mimowolnie się uśmiechnął dokańczając - wokół ciebie stoją twoji przyjaciele... czyż nie o tym marzysz? twoje serce jest czyste jak łza, pragniesz jedynie zwycięstwa by ochronić swoich bliskich... - przechylił głowę w jej strone i dostrzegła w jego twarzy samotną łzę ale szybko ją otarł

- co widzisz w lustrze, abi? - zapytał łapiąc ją nieoczekiwanie delikatnie za rękę a ona jej nie cofnęła lubiła jego dotyk. spojrzała w lustro nadal widząc pusty pokój... miała ochotę ukryć to przed thanem ale napotkała jego czujny zwrok i powiedziała szybko

- nic tu nie ma, nie odbijam sie nawet ja... - powiedziała robiąc najszczerszą minę jaką umiała. dźin zrobił tajemniczy grymas i nie wiedziała o co chodzi. siedzieli w milczeniu przez okrągłą minutę asz powiedział

- Możesz być zła gdy to powiem ale... przez silne przeżycia nasze dusze mogą się połączyć z duszami osób z którymi je dzielimy a wtedy... - wskazał na lustro - dzięki temu lustru możemy odkryć ich najskrytsze pragnienie - poczuła jak jego uścisk się zwiększa - myślę, że możesz dostać się do świadomości jabarkasa - powiedział prosto z mostu lecz nie był to dla niej szok

- ok - powiedziała i stanęła przed lustrem. zamknęła oczy i zaczęła wyobrażać sobie swojego kata. zobaczyła wyobraźniom jego żółte połyskujące oczy... brud na twarzy i ciele i wszyskie szczegóły a potem włamała się do jego głowy i szybko otwarła je. dostrzegła w lustrze wrota żywiołów dokładnie tak, jakby stała na jednym ze wzgórz. była niemal pewna że mogłaby przekroczyć magiczne wrota i stanąć tam. nagle z boku pojawiły się wojska orków biegnące w miasto pod osłoną nocy i szybko powiedziała o tym thaneowi

- dokładnie o to nam chodziło! - powiedział dżin - teraz wiemy, skąd zaatakują... dziękuję abi - ale dziewczyna nie patrzyła na niego. zapatrzona była w lustro, w którym wizja wojenna trzeszczała jak w zepsutym telewizorze jakby przeskakiwała na inny kanał... abi ujrzała siebie, w czystym futrze i lnianej szacie siedzącą na słonecznym podwórzu. zdziwiona rozdziawiła buzię a jej odbicie uśmiechnęło się słotko i do niej pomachało

- coś się stało abi? - zapytał nerwowo thane, ale ona szybko otrząsnęła się z iluzji. w lustrze znów nic się nie działo chociaż tym razem przynajmniej widziała siebie

- nie, nic... naprawdę. - popatrzyła na wystraszonego dżina trzymając się twardo. ten nagle wstał i podszedł do niej bardzo blisko tak że poczuła jego jonizujący zapach.. "o co mu chodzi..?" przemknęło jej przez myśl gdy poczuła jak jego ramiona powoli okalają się wokół niej...

- abi, jesteś... - usłyszała jego cichy głos tuż nad swoim uchem

 - co..? - szepnęła stojąc jak słup soli i poczuła na twarzy drapnięcie jego brody a po chwili pocałunek na swoim czole... nagle przed oczami zobaczyła wizję jabarkasa który zrobił kiedyś to samo i jej ciało zareagowało bez jej kontroli. odepchnęła mężczyzne i odskoczyła a jej serce znów zaczęło bić. thane leżał rozwalony na ziemi pod lustrem i powywracane były jego wszystkie szaty tak że był z gaciami na wierzchu a ona nie mogła nabrać tchu patrząc na niego z przerażeniem

- abi... ja... - wzniósł w jej stronę rękę a na jego twarzy był grymas przerażenia tak samo jak u abi

- z...zostaw mnie! nie! dlaczego...! - wyrwało się dziewczynie która zaczęła się miotać i chciała uciec... złapała się za głowę i pociągła swoje włosy chciała wybiec z wieży i biec przed siebie nie oglądając się na wrota żywiołów, biec w ciemną noc, słaniać się od uderzeń gałęzi, biec, aż jej ubranie sie zedrze aż jej ciało sie zedrze a ona w szale połączy się z naturom

- przepraszam... nie chciałem cię przestraszyć... ja... - w jego oczach zalśniły łzy a słowa zmieniły się w cichy jęk i przygasły stłumione przez szatę. zwinięty w kłębek nie mógł wydobyć tchu z rozpaczy a abi biegła już po spiralnych schodach... bez myśli zostawiając za sobą przewróconą ławkę i półotwarte drzwi biegła nie zostawiając nic za sobą otwierała kolejne i kolejne komnaty gdy wtem...

nad górami dało się usłyszeć dźwięk wojennego rogu i bębny, setki bębnów których ton narastał i narastał... abi wybiegła z akademii i spojrzała dokładnie w miejsce, z którego obserwowała w wizji wrota żywiołów i dojrzała tam jakiś harmider... ale ona tylko padła na kolana, mogła tylko się przyglądać, jak do zamku zbliża się oddział crag hacka..

***

z ratusza dało się usłyszeć mocny dźwięk dzwonu. reni gdy tylko usłyszała bębny, zerwała się z łóżka i pobiegła na wieżę, by zaalarmować całe miasto

- do broni!!! jesteśmy atakowani! - krzyknęła na całe gardło, potrząsając grubym sznurem. "Dlaczego atakują tak szybko!? Nie zdążyłam nawet zawiadomić Tralosska!" - pomyślała w panice, odrywając się od dzwonu i biegnąc w stronę okna, ale po sekundzie wahania odwróciła się i znów zaczęła huśtać wielkim dzwonem

- IGNISSA! - wydarła się i nagle wybuchnęła nerwowym śmiechem gdy uświadomiła sobie że przecież nikt nie słyszy jej krzyku bo zagłusza ją wielki dzwon

"Nie mogę przestać alarmować ale muszę dać znać oddziałom cytadeli! Może przybęda na czas i..." - jej tok myślenia przerwała nadlatująca strzała, która utkwiła w jej pancerzu. od siły uderzenia aż ją cofnęło i się przewróciła

- ałaa! tu jest niebezpiecznie! - krzyknęła mimo woli padając na ziemię. podczołgała się do schodów mając nadzieję, że nic jej nie jest i próbowała wymacać w ciemności miejsce, w które trafiła strzała - na szczęście je nie przeszyła. wokół zaczęły zapalać się światła na znak, że udało jej się wybudzić osadę... jaszczuroczłeczka jednym silnym ruchem wyrwała strzałę ze swojej zbroi przekonując się, że grot tylko ją drasnął. po piersi spływała jej jednak strużka krwi

- muszę to opatrzyć - powiedziała sama do siebie i przyśpieszyła tempo zbiegania po schodach. nagle wszystko wokół niej zaczęło się zamazywać a ona się potknęła i wyrżnęła jak długa na parterze...

" o nie, czy ona była... zat..." - pomyślała i resztką sił wygrzebała z kieszeni świstek papieru, na którym był sygnał do ataku dla wojsk cytadeli

- ktokolwiek...! - powiedziała w przestrzeń, wyciągając rękę z kartką. Nagle poczuła czyjś dotyk, dotyk twardych palców zamykających się na jej ręce

- wyślij to do... ireny. - powiedziała słabym tonem czując, jak jej ciało paraliżuje się coraz bardziej i straciła przytomność. ostatnim, co ujrzała, był zamazany kształt orka...

***

Krellion i Jabarkas stali w rozkroku na wzgórzu z umięsnionymi rękami opartymi o ich wielkie bronie - topór jabarkasa i dwuręczny miecz krellion. Wiatr dmął w ich twarze rozwiewając brązowe włosy jabarkasa i muskając łysą czaszkę krellion. orkowscy dowódcy wpatrywali się w księżyc nad wrotami żywiołów, który zachodził właśnie chmurą. jabarkas pociągnął głęboki chlust ze swojej menażki a krellion zrobiła to samo i strużki napoju spływały po ich brodach aż krellion zaharczała i zaśmiała się chrapliwie

- wreszcie nadszedł czas... zmiażdżymy ten niewielki obóz a potem... potem ruszymy na fortecę. - w jej oczach pojawił się czerwony błysk. obydwoje dowódcy zniknęli w tłumie orczych wojowników biegnących obok nich... a fala zaraz miała uderzyć w miasto nieświadomej wojowniczki.

cdn.