poniedziałek, 4 grudnia 2017

Rozdział IV - Bóle mniejsze i większe cz. 1

  Wszystko dookoła zastygło. Każdy oddech, każde słowo, wszyscy znaleźli się w bezkresnym letargu. Kelnerka przestała nalewać piwo do kufla, kot zawisł w powietrzu, a tancerki pozostały w swych fikuśnych pozach. Wcześniejszy hałas spowodowany zaistniałą przed sekundą sytuacją, muzyką i rozmowami ucichł. Teri powoli wstała podpierając się na wyciągniętej w jej kierunku ręce mężczyzny proponującego pomoc (on też aktualnie był słupem soli). Otrzepała się z sukienkę z kurzu   i sprawdziła, czy nic oprócz nosa nie zostało złamane. 

- Chyba reszta jest cała. Ale ten nos... jak to boli!

- Do wesela się zagoi. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. - wyszeptał powoli młody mężczyzna. Zwisał 
on z sufitu przywiązany za stopę do grubej liny. Był to Wisielec z talii kart należącej do Therese.

- Pocieszenie mi teraz nie jest potrzebne. Ile jeszcze potrwa zaklęcie? Muszę dogonić tego kolesia, który mi to zrobił. 

- Zostało Ci trochę czasu. Ale musisz się pospieszyć! - mówił coraz szybciej, jakby się rozkręcał i odtajał. 

- Dzięki wielkie. A co z nim? - Dziewczyna wskazała na osobę podającą jej rękę. - Nie zdziwi się, że znikam w ułamek sekundy?

- Zostaw to mnie. Stworzę mini iluzję. Tak jakbyś szybko zebrała się i wyleciała stąd w trymiga. 

Therese kiwnęła porozumiewawczo głową i wyszła na zewnątrz. Mogła teraz całą swoją uwagę i czas (którego miała niemal nieograniczoną ilość) poświęcić na znalezienie łobuza, który był odpowiedzialny za jej rany. 
 Na zewnątrz panował już głęboki mrok. Kątem oka udało się jej dostrzec ślady, które mogły sugerować, że chwilę temu ktoś przemkną tędy w zbójeckim pośpiechu - zrzucona z parapetu donica i rozdeptana ziemia. Natychmiast podążyła za poszlaką, która pokierowała ją aż do rogu ulicy. Gdy tylko się wychyliła dostrzegła mężczyznę. Tego który wybiegł jako drugi od strony korytarza.

- Mam cię! - powiedziała pod nosem Teri, kiedy rozpoznała drugą postać - głównego sprawcę zbrodni. To on odpowiadał za jej upokorzenie, bolący nos oraz ogólne rozkojarzenie.
Spokojnym krokiem wyminęła goniącego, dzięki czemu znalazła się tuż przy tajemniczym chłopaku. Miał na sobie czarny kaptur. Można było dostrzec postępujące ruchy, co oznaczało, że zaklęcie Wisielca przestawało działać.


- No to sobie porozmawiamy... - cyganka lekko uchyliła drzwi do szopy, koło której aktualnie się znajdowali, weszła do środka i jednym ruchem pociągnęła za sobą chłopaka.
 W tym samym momencie wszystko wróciło do swojego naturalnego stanu...


***

- Ała! Co tu się... - nie dokończył, bo Teri przystawiła mu swoją rękę do ust. Sekundę później ścigający go mężczyzna przebiegł koło szopy.

- Bądź chwilę cicho. - wyszeptała dziewczyna cały czas spoglądając w kierunku uchylonych drzwi. - Jeszcze może wrócić.

- Zostaw mnie! - sprawnym ruchem pozbył się uścisku i wstał. Na jego twarzy momentalnie zawitało zadziwienie, gdy tylko zobaczył cygankę w całej okazałości. - To TY? Jakim cudem jesteś tu? Przed chwilą leżałaś na ziemi w karczmie.


- Po prostu... szybko chodzę. - dziewczyna na chwilę się zmieszała, po czym przypomniała sobie jaki jest cel pogoni za tym chłopakiem. - A TY masz mi tylko tyle do powiedzenia? To plus SORY? 


- No ja wiem, wiem, ale nie miałem przecież czasu, żeby cokolwiek zrobić. Musiałem uciekać. - powiedział otrzepując się z siana.

- No właśnie, bo jesteś złodziejem! - Therese popatrzyła na rzecz trzymaną przez chłopaka w ręce. Wygadało to jak zwinięty rulon papieru. - Co to jest?

- No to... to nie twoja sprawa. Mam swoje powody. - łatwo można było wyczuć zmieszanie w jego głosie.

- Teraz jest już moja. Wciągnąłeś mnie w to waląc drzwiami prosto w nos. Chyba należy mi się parę wyjaśnień, co? - popatrzyła na współrozmówcę spode łba.

- Naprawdę wolałbym Cię w to nie mieszać. Tu się liczą losy większe niż ty, czy ja. Być może uda mi się obrócić losy pewnej wojny. - zrobił krótką pauzę i westchnął - Paza tym, to nie ja tu jestem złodziejem. Ja tylko odbieram swoją własność, którą mi odebrano!
Teri w dalszym ciągu patrzyła na niego badawczo. Wyczuła w nim prawdziwe emocje, ale nie była przekonana na ile to gra, a na ile prawda.

- Dlaczego miałabym Ci od tak po prostu uwierzyć?

- Booo... - chłopak stanął prosto. Promienie księżyca oświetlały jego sylwetkę przez szparę w drzwiach. Jednym sprawnym ruchem ręki ściągnął kaptur zakrywający większość głowy. Oczą Teri ukazała się para szpiczastych elfich uszu i niemalże białe włosy. - Jestem elfem. A my nigdy nie kłamiemy. Chyba, że któryś odda się całkowicie ścieżce zła i nieprawości tym samym łamiąc nasz kodeks. Ale ja służę naszemu królowi całym sercem, duszą i ciałem. - w pokoju zaległa cisza jak makiem zasiał. Dopiero po chwili dziewczyna odważyła się odezwać.

- To wszystko zmienia! Znam wiele stworzeń z waszego królestwa. Wychowałam się na granicy między ludźmi, a elfami w cygańskiej wiosce. Jestem Therese, dla przyjaciół Teri.

- Cyganko Teri przyjmij najszersze przeprosiny od Rexa, królewskiego posłańca elfów...

- Co??? Rex? To imię dla psa. Elfy zawsze mają bardzo dumne imiona, jak na przykład Evenlass...

- Wiesz co? Ja posuwam się do największego aktu przeprosin, a ty mnie jeszcze wyśmiewasz?

- Przepraszam, po prostu musiałam jakoś odreagować. Jest mi niezmiernie miło! - cyganka postanowiła lekko ukłonić się nauczona elfią kulturą. - Gdyby tylko Dion to zobaczył. Królewski posłaniec... - wyszeptała pod nosem.

- Naprawdę znasz Diona? To mój przyjaciel. Niestety mamy mało okazji do spotkań, bo działamy w różnych rejonach. 
 Rex pomimo wcześniejszego speszenia coraz bardziej przekonywał się do Therese i i postanowił się trochę otworzyć.

- Ciekawe czemu nigdy o tobie nie wspomniał? Rozmawialiśmy nieraz całymi nocami. - odpowiedziała zaskoczona Teri. 

- Mamy swoje powody. Nastały ciężkie czasy, więc jesteśmy wysyłani na coraz większą ilość tajnych misji, o których nie możemy wspominać nawet najbliższym. Co prawda nie jesteśmy w stanie kłamać, ale wtedy mówimy jedynie część prawdy. Elfy są w tym mistrzami. Nasi nlajbliźsi najczęściej to rozumieją, choć nawet nie wiedzą gdzie, jak i nad czym pracujemy. - zbliżył się do cyganki. - Może chciałabyś mi pomóc i potowarzyszyć w podróży? Przyjaciele Diona są moimi przyjaciółmi. 

Teri momentalnie przypomniała sobie słowa Cesarzowej :

- "Znajdź sprzymierzeńca! Sama wiele nie zdziałasz w takiej sytuacji. Jednak tak jak ci mówiono - wybieraj ich bardzo ostrożnie. Nigdy nie wiadomo kto udaje i pogrywa sobie z tobą. [...]"
Przecież właśnie go znalazła! Nie oszuka jej, nie przeszkodzi w misji, a może nawet razem odeprą przeciwności losu!

- W grupie zawsze raźniej! Zgadzam się, ale pod jednym warunkiem...


***

- Czyli mówisz, że też masz jakąś misję do spełnienia, hmmm? Może chciałabyś mi zdradzić więcej szczegółów? - zapytał z zaciekawieniem Rex. Szedł żwawym krokiem, a zaraz za nim podążała Teri. 
Szli już od paru godzin. Słońce dawno pokazywało zbliżające się popołudnie. Dookoła rozpościerały się głównie pola i nieliczne drzewa. 

- Czy ja wiem? Już i tak chyba za dużo Ci wyjawiłam. Chociażby moje zdolności... - dziewczyna odpowiedziała przyjacielskim tonem.

- Powiem Ci, że trochę mi zaimponowałaś! Nigdy jeszcze nie spotkałem się z takim rodzajem magii. Wróżenie to już nie lada wyczyn, ale żeby wyciągąć jeszcze tyle ze zwykłej talii kart... Niesamowite! - młodzieniec popatrzył się na zwoje, których nigdy nie spuszczał oka, po czym powiedział: No dobra, ja powiem co sprawiło, że tu jestem, a wtedy ty uchylisz rąbka tajemnicy. Stoi? - obrócił się i wyciągnął wolną rękę w stronę Teri. 

- Nooo... Stoi! - cyganka zamaszyście uścisnęła dłoń w geście porozumienia. 
W tym momencie Teri na parę sekund całkowicie odleciała, tracąc kontakt z rzeczywistością. Ukazał się jej skrawek wizji, która była dość niepoukładana. Najpierw jakieś śmiechy, dwie podróżujące osoby, później czyjś tryumf, a na koniec nastąpiła pustka. Poczuła jedynie wielki żal i cierpienie. Nie potrafiła tego wytłumaczyć. Wcześniejsze wizje wyraźnie mówiły o co chodzi. 

- ... no i potem powiedział, że mam zdobyć to. - Rex potrząsnął zwitkiem, który trzymał. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Wyglądasz na jakąś nieobecną. - powiedział ze skwaszoną miną. 

- Ja...ja... chyba muszę chwilę odsapnąć. Jakoś zakręciło mi się w głowie. - Teri poczuła spływający po plecach zimny pot. 

- Faktycznie nie wyglądasz najlepiej. Na razie trochę zwolnijmy i poszukajmy miejsca na nocleg. I tak za jakiś czas będzie się ściemniało. 

Po mniej więcej półgodziny spaceru natrafili na miło wyglądającego rolnika. Przedstawił się im jako Goor i zaproponował nocleg w swoim młynie. Kiedy Rex wszystko załatwiał Teri przycupnęła na pieńku i zamyśliła się patrząc na złote kłosy zboża:

- Co to było? Czy on mnie skrzywdzi? Może nie powinnam się z nim wcale zadawać, a tym bardziej zdradzać swoich sekretów. Przecież on już zna moje umiejętności. Nie zaskoczę go... - po raz kolejny, od kiedy wyszła ze swojej rodzinnej wioski, jej sytuacja znalazła się pod olbrzymim znakiem zapytania. - Powinnam zaczerpnąć kolejnej porady... ale nie przy nim. Musze go jakoś spławić, bo ...
W tym momencie poczuła rękę na swoim ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła Rexa. Jego ciepły uśmiech na chwilę sprawił, że zapomniała o wątpliwościach. 

- Chodź. Już wszystko gotowe. - kiwną głową w kierunku młyna.

Wieczorem rozpalili ognisko przed swoją miejscówką i zjedli zupę, którą wręczył im Goor. Niby Teri i Rex ze sobą, ale rozmowa się nie kleiła. Cyganka cały czas badała teren i zmniejszyła swój stopień zaufania. Wiedziała, że chłopak to zauważył, ale oboje nie ruszali tego tematu. 

- Wiesz... jak zrobiło mi się niedobrze to nie do końca zrozumiałam co do mnie mówisz. Jaka jest ta twoja misja. - zapytała Therese grzebiąc w pustej misce łyżką. 

 - W skrócie, to nasz król wyznaczył mnie do zadania polegającego na zdobyciu części mapy do pewnego miejsca. Wie, że orki, z którymi aktualnie za bardzo się nie lubimy planują atak na nasze tereny. Właściwie to już zaczęli co jakiś czas niby "przez przypadek" bezcześcić nasze lasy. Ale raczej nie dojdzie to bezpośredniego starcia dopóki nie dostanie tego! - tym razem dokładnie rozwinął na ziemi szczętki papieru. 
Była to faktycznie mapa. Jednak niekompletna. Teri rozpoznała co to jest. Kiedyś przeczytała o tym, kiedy włamała się wraz z Felisią do działu ksiąg zakazanymi w szkolnej bibliotece.
- To mapa do Świętego Graala! Czytałam kiedyś o tym. Podobno pozwala osiągnąć sporą moc.

- Dokładnie! Dlatego nie może to wpaść w ręce orków. Prawdopodobnie mają już parę części mapy do tego artefaktu... Aż strach pomyśleć jakby go skompletowali. Najpierw padnie forteca, potem cytadela... no i w końcu my.

- Już rozumiem. Słyszałam trochę o sytuacji jaka panuje między rasami. Ludzie są teraz po stronie orków i wystawili elfów, chociaż od zawsze panował miedzy nimi sojusz. Szajba im odbiła!

- Mhm. Dlatego muszę jak najszybciej odeskortować to do bazy. Ten koleś, któremu to zwinąłem pracuje dla orków. Jakimś cudem udało mu się to znaleźć obelisk, a tym samym uzupełnić mapę. Ten skrawek natomiast odebrał mojemu starszemu bratu... zabijając go przy tym! - oczy Rexa zaszły łzami, ale dobrze to okrywał. 
Teri bez namysłu od razu zareagowała. Zbliżyła się do niego i poklepała po ramieniu.

- Wiem jak to jest stracić kogoś bliskiego. Mój tata... był wyjątkowym człowiekiem. Nauczył mnie wierzyć w siebie i nie polegać ze wszystkim na innych. Natomiast moja mama i przyjaciółka... No cóż, poczułam się przez nie zdradzona tego dnia, którego wyruszyłam w drogę.

Chłopak lekko otarł oczy w rękaw po czym powiedział:
- Właśnie. Teraz twoja kolej. Co sprawiło, że jesteś tu gdzie jesteś?

- No wiesz jak to jest. Ktoś łamie Ci nos, a później okazuje się całkiem spoko. 
Oboje wybuchnęli śmiechem, więc trochę zajęło zanim mogła kontynuować.

- A tak serio to jestem tu aby rozwiązać pewną zagadkę. Cała sprawa jest mocno powiązana z nekromantami i czuć w niej zapach zgnilizny. Rosną w siłę i być może wkrótce będą większym problemem niż orkowie! - w jej głowie wciąż dudniło  "Czy dobrze robię? Powinnam zaufać? Ale on jest taki prawdziwy!" - Przy okazji odkrywam swoje przeznaczenie. To ono pcha mnie do przodu...

- Łał! To na prawdę jest poważna sprawa. Nie miałem o tym zielonego pojęcia. - oczy Rexa zrobiły się jakby większe. - Postaram Ci się pomóc, jeśli tylko będę w stanie.

- Za to ja pomogę Ci dokończyć zadanie brata. Tak aby jego poświęcenie nie poszło na marne. 
Obietnice zawisły w powietrzu, a dzika natura zdawała się być ich świadkiem - Wiatr poruszał płomieniami sprawiając, że wyginały się w fikuśne kształty oświetlając dwoje ludzi patrzących sobei w oczy. 

***

Ognisko całkowicie się wypaliło. Teri leżała na drewnianej podłodze młyna. Nie była z stanie zasnąć, wciąż mając ostatnią wizję z tyłu głowy. Gdy tylko stwierdziła, że Rex znajduje się już w głębokim letargu, wyszła na palcach. 
Panowała głęboko noc. Jedynie parę gwiazd oświetlało okolicę, więc nie widziała za wiele. Chciała jak najszybciej zaczerpnąć porady, żeby rozwiać w jakimkolwiek stopniu swoje wątpliwości. Oddaliła się od budynku i zaczęła szukać w talii karty z napisem "Cesarzowa". Wtem usłyszała kroki... z ciemności wyłoniła się masywna sylwetka zbliżająca się w stronę Therese.


cdn. 

środa, 15 listopada 2017

Epilog - Wojowniczka zasiada na tronie

Zwłoki crag hacka już się dopaliły do końca i na podwyższeniu pozostały tylko kości z których prochy zabrał ze sobą wiatr. Mieszkańcy twierdzy niektórzy popłakujący a inni w milczeniu obserwujący pogrzeb, teraz zwrócili swoje twarze na abi

- to już czas - powiedziała oris i dała sygnał jakiejś szamance która zaczęła szeptać z resztą. abi ze zdziwieniem zmróżyła oczy

- no co? - zapytała z rozbawieniem oris - mimo wszystko jestem dowódczynią twierdzy a teraz mam z tobą najlepszy kontakt więc naturalnie stałam się odpowiedzialna za ceremonię koronacyjną! - abi na te słowa zdawała się być wyraźnie zbita z pantałyku

- a jak wygląda taka ceremonia? - spytała ze zmróżonym zwrokiem - jak coś to jestem twarda przetrzymam wszystkie próby

- nie, nie! - zaśmiała się oris - jest całkiem zwyczajna... chociaż nigdy nie widziałam jej na oczy bo crag hack władał nami 40 lat i tylko najstarsze szamanki wiedzą co robić

nagle część świateł powoli wygasła i pochodniami zaznaczona była tylko droga do ratusza. powoli zabrzmiał samotny gąg... a potem drugi... trzeci...

- Obywatele Rockwallen! - rozległ się głos jakiejś starowiny który obejmował całe miasto - nowa przewodnicząca naszej twierdzy została wybrana. - dymy z ognia zdawały się krążyć wokół schodów jak duchy - Wojowniczko Abigail! Podejdź do mnie, by uzyskać namaszczenie naszych przodków

- dobra - powiedziała abi i zerwała się z miejsca. kilkoma susami znalazła się na dole i powoli poszła w stronę szamanki oglądając zaciekawione twarze wokół siebie. mężczyzn do kobiet było może 1/4 bo wszyscy prawie umarli na wojnie i najwięcej było jeśli chłopaków to takich młodszych

"Przynajmniej będę mieć mniej problemów bo żaden watażka nie zechce władzy dla siebie i nie zrobi rewolty" - pomyślała abi ale od razu przyłożyła rękę do ust "jezus serio zaczynam myśleć jak jakaś królowa" - pomyślała i pacnęła się w głowę rezolutnie. To była prawda że najstraszliwsi wojownicy których najtrudniej byłoby przekabacić na ścieżkę dobra umarli w walce z bracadą i siłami tralosska ale to nie znaczyło że musiała być taka cyniczna bo wiedziała że w sumie ich rodziny teraz czeka masakra i będzie miała pełne ręce roboty żeby wszystko było ok

- Wojowniczko Abigail - powiedziała starowina z głową wilka na głowie i szamańską laską i miała długie szare włosy żółte oczy i pomarszczoną twarz- Jestem Nerisa. Osunęłam się w cień podczas panowania crag hacka bo duchy szeptały mi że nie jest prawowitą osobą do bycia liderem orków i ludzi ze stepów. Gdy go wybierano to chciałam coś wskórać, ale moje plany spaliły na panewce. Lecz teraz powróciłam do Rockwallen bo kilka dni temu dostałam wizji w której ujrzałam ciebie - powiedziała

- to znaczy że... - szepnęła cicho abi

- to znaczy - powiedziała szamanka tym razem głośno tak, by usłyszała ją cała twierdza - że duchy zaakceptowały cię jako nową liderkę! Chwała Wojowniczce Abi poskramiaczce! - krzyknęła roztrzęsionym ale silnym tonem

- Chwała! - ryknęły orki i ludzie wokół

- Chwała! - krzyknęły dziewczyny. niektóre z nich stały w odosobnieniu bo dopiero co wyswobodziły się od swoich dawnych panów albo umarli na wojnie ale część z nich dalej była u boku swoich chłopaków bo w sumie przywykły do tego i niektórzy nie byli dla nich aż tacy źli a teraz jak byli odnarkotyzowani to już w ogóle

- Oto pierwsze namaszczenie! - powiedziała szamanka a bębny i gągi znów odezwały się. teraz ich głos narastał a płomienie tańcząc robiły klimatyczne cienie na całej abi i podwyższeniu. Szamanka zanurzyła rękę w czarze z jakimś płynem i potarła nim po obu policzkach abi

- to krew roka - powiedziała szeptem a abi rzeczywiście poczuła metaliczny zapach - a teraz odwróć się do swojego ludu

- ok - powiedziała abi i powoli popatrzyła z góry na zgromadzone twarze wpatrzone w nią z nadzieją. uśmiechnęła się ciepło do przyjaciół którzy machali jej z tłumu

- Powitajcie następczynie Crag Hacka! Abigail! - powiedzieli śpiewnie szamanowie i szamanki na bokach a Nerisa powoli włożyła na głowę abi dawny hełm crag hacka, teraz całkiem wyczyszczony i lśniący jak nowy

- Niech żyje wojowniczka abi! - rozległ się krzyk gdy korona osadziła się na jej głowie a potem balowanie trwało aż do samego rana

***

hełm z zakrzywionymi rogami i kłami sterczącymi po obu stronach do przodu. skórzane naramienniki z ćwiekami, skórzana ćwiekowana zbroja, nastawki zbrojowe na ręce, skórzana ćwiekowana spódniczka. skórzane, ciężkie buty oraz wielki miecz i dysk amazonek. Spod hełmu wypływa fala jasnych włosów o kolorze zboża, błyskają niebieskie oczy ze złotymi obwódkami. Bardzo gładka, o nieco dziwnym odcieniu skóra, wskazujące na nieludzkie dziedzictwo.

Wojowniczka Abi wkroczyła powoli do swojej nowej sali tronowej. zniknęły wszystkie rury dla dziewczyn, obelżywe kotary, stoliki i łoża z misami z winogronami. chodź tron pozostał taki sam, cała komnata całkowicie zmieniła swój wystrój i była dużo surowsza - nadal dominowały kolory brązowy czerwony i pomarańczowy, na ścianach nadal wisiały topory i poroża, ale tak naprawdę wszystko się zmieniło. na środku pojawił się gładki stół do planowania, pojawiło się więcej krzeseł a wszystkie okna zostały odkryte i otwarte

Krok.

Krok.

Krok.

Wojowniczka Abi stanęła na podwyższeniu naprzeciwko swojego nowego tronu. Pomacała okute skórą oparcia, przejechała ręką po wymaszczeniu z futra, teraz nowym i bardzo miękkim. spojrzała na niewielkie pochodnie po obu stronach tronu, na flagę twierdzy zwisającą na całą ścianę za nim...

obróciła się w stronę drzwi wejściowych, które teraz już zawsze miały być dla wszystkich otwarte...

i dawna niewolnica, a teraz pełna chwały zwyciężczyni, sprawiedliwa wojowniczka i odważna, twarda dziewczyna, liderka Rockwallen usiadła. Wtuliła się w futro, ułożyła się wygodnie i spojrzała w drzwi, przez które weszła właśnie Oris.

- Wspaniale - powiedziała z bananem na ustach - ten tron zdaje się być stworzony właśnie dla ciebie! - abi uśmiechnęła się do niej ciepło, zamknęła oczy i odetchnęła. Jako królowa miała teraz odpowiedzialność za wszystkich mieszkańców twierdzy - wszystkie dziewczyny, dawne niewolnice, samotne matki, opuszczone córki, aż wreszcie silni wojownicy, teraz coraz bardziej cierpiący od skutków odstawienia diabelskiej wody

- Pora rozpocząć moje panowanie - powiedziała głośno - mamy wiele pracy. Zbierz wszystkich naszych ludzi i przekaż im moje pierwsze rozkazy! Nie mamy ani chwili do stracenia!

- Tak jest, Abi! - Oris zasalutowała z uśmiechem i wybiegła z sali wiedząc, że teraz wszystko się zmieni... Dla twierdzy nadeszły nowe czasy - skąpane nie w krwi, a w pocie od pracy, bogate nie w niewolników, a w dobra, pogrążone nie w chaosie i piasku, a w słońcu i roślinach.

Ale to opowieść którą opowiemy innym razem.

***

A co stało się z resztą bohaterów?

Paula i Tina znalazły swoje miejsce u ramienia króla Tralosska. Stały się najsilniejszymi wojowniczkami bagiennego królestwa, czempionkami amazonek, które podróżowały po świecie, wykonując rozkazy jaszczurzego króla. Często wpadały do Abi w odwiedziny.

Reni przybyła do Twierdzy by zamieszkać w Ambasadzie Tatalii. Jej zadaniem stało się nadzorowanie kwitnącego pokoju i współpracy między obydwoma królestwami i codziennie widziały się z abi. Dodatkowo została czempionką amazonek której mało która mogła dorównać i szkoliła młode dziewczyny w twierdzy sztuki walki

Król Tralossk stał się najlepszym sojusznikiem królestwa Krewlodu i najczęstszym zagranicznym gościem w progach twierdzy

Marcysia ostatecznie wyszła za Alkina i stworzyli kochający dom. Przygarnęli wiele sierot wojennych z walki z crag hackiem ale też mieli swoją córeczkę Gosię

Dziewczyny takie jak Beti albo Ewka rozpierzchły się po całym świecie, znajdując szczęście, niektóre zakładając rodziny albo stając się najsilniejszymi wojowniczkami. Wiele z nich dołączyło do Abi, stając się jej strażniczkami i takimi jakby policjantkami

Suzan i Teri dorobiły się w dalekim świecie własnych heroicznych czynów

Julka przybyła do Twierdzy, by wspomóc Abi w odbudowie jej nowego państwa i dziewczyny się przeprosiły

Doris nadal nie znalazła chłopaka bo nie zmądrzała i nadal była nadęta

W Bracadzie ogólnie wszystko było po staremu bo dżiny żyły bardzo długo i tam prawie nic się nie zmieniało ale bardziej zaakceptowali jaszczuroczłeki jako rozumne

Thane pozostał u boku abi oficjalnie jako ambasador bracady ale bracada normalnie była wkurzona na abi i raczej nie gadała z nią

Pati i Dessa w końcu wzięli ślub, zamieszkali w pobliżu twierdzy i mają szczęśliwą rodzinę

Jabarkas powrócił do twierdzy, błagając Abi o wybaczenie i żałując za swoje czyny mówiąc że jego życie należy teraz do niej. Abi ostatecznie dała mu kredyt zaufania i stał się jednym z jej ludzi i teraz już w ogóle nie myślał o dziewczynach jak o rzeczach i nie śmierdział ani nie pił

Oris stała się jedną z najbardziej zaufanych przyboczniaczek Abi. Poznała ścieżki bycia szamanką i uczyła się pod okiem Nerisy

Abi wprowadziła różne usprawnienia w systemie twierdzy np. teraz niewolnictwo było zakazane i wszędzie była czysta woda a na targach nie obracały się obdarte dziewczyny tylko produkty spożywcze jak np pomidory ogórki i sery i zrobiła tak że wiele obywateli założyli np farmy albo szkolono drużyny łowców którzy wychodzili po zwierzynę. Zrobiła tartak i kopalnie miedzi i pracowali tam normalnie ludzie i orkowie więc nie robili już wypadów barbarzyńskich na inne wioski i rockwallen utrzymywało się samo. Woda w fontannach lśniła czystością a wokół twierdzy już pierwszej wiosny urosła trawa - zapewne przez brak diabelskiego grobowca pod spodem - a potem też pierwsze drzewa i kwiaty ogólnie wszystko wyglądało dużo lepiej...

I pewnego słonecznego dnia, kilka lat po obaleniu crag hacka, mała dziewczynka biegła z drewnianym kijem przez młody sad w miejscu, w którym abi niegdyś ćwiczyła walkę z dziewczynami

- haa! - krzyknęła swoim jeszcze piskliwym, ale też trochę głębokim głosem robiąc ruchy walki podpatrzone od starszych wojowniczek. z jej uśmiechniętych ust wystawały 2 kły, była trochę ciemnozielona i miała szpiczaste uszy i grube ciemne włosy i brązowe trochę głęboko osadzone oczy

- No no no... - usłyszała znajomy głos gdzieś z tyłu

- Czemu znowu mnie podglądasz!? - powiedziała obrażonym tonem i ze zrezygnowaniem opuściła kij patrząc na jaszczuroczłeczkę która była trochę starsza ale nie było po niej tego za bardzo widać bo zachowywała się prawie tak samo jak wcześniej

- Wiesz że dla ciebie jeszcze za wcześnie na ćwiczenia, a ja jestem nauczycielką w szkolę łuku i miecza - powiedziała udając nudny ton Reni - Ale jesteś całkiem niezła i jestem pewna że twoja mama byłaby z ciebie dumna... Jak chcesz to możemy do niej iść i zapytamy czy możesz zacząć chodzić na zajęcia od września - dodała bardziej energicznie i wyszczerzyła zęby

- naprawdę? - wykrzyknęła dziewczynka i zrobiła wielkie oczy - to super! chodźmy! - i pobiegła wybrukowaną białymi kamieniami ścieżką w dół a reni poszła za nią powoli w stronę twierdzy obserwując czyste niebo po którym latały roki

Rodziło się nowe pokolenie wojowniczek - nowe pokolenie, które musiało przygotować się na nowe, niespokojne czasy, które miały dopiero nadejść...





KONIEC

wtorek, 14 listopada 2017

Rozdział XXX - Wojowniczka walczy o chwałę

W oczach mieszkańców twierdzy pojawił się ognik walki a wojownicy którzy siedzieli otumanieni teraz popychali abi po plecach i życzyli jej wszystkiego dobrego a dziewczyny albo płakały i chciały przytrzymać ją za rękę albo jak były wojowniczkami to tez popychały jak chłopacy

- Pomścij swojego wielkiego ojca abi! - powiedział jakiś ork z łzami w oczach i założył jej sznurek z kłem na szyję

Sama abi była otumaniona i nie wiedziała do końca co się stało...

"Dlaczego sprawy przybrały taki obrót!?" zamknęła oczy i zobaczyła przed sobą twarz króla. zachciało jej się płakać... zaufała mu, uważała za najważniejszego sojusznika i wspólnie pokonała z nim crag hacka a teraz okazało się, że wszystko było tylko grą która miała na zawsze usunąć jego dziedzictwo z powierzchni ziemi

"Nie mogę się tak poddać" - pomyślała abi i zacisnęła pięść na swoim czakramie - "pokaże mu że z wojowniczką abi nie wolno zadzierać!"

ale co jeśli... jej śmierć była najlepszym wyjściem?

najbardziej było jej szkoda swoich przyjaciół bo gdy król ogłosił pojedynek to reni i reszta z cytadeli musieli za nim iść a u boku abi został tylko thane oris pati i dessa

- Abi... - powiedziała cicho pati i delikatnie złapała przyjaciółke za ręke - wszystko na pewno dobrze się skończy

- no nie wiem - abi przygryzła wargę i popatrzyła w ziemię. chodź tego nie widziała to wiedziała, że powoli zbliżają się do areny - na której czekało ją jej przeznaczenie... tłum po obu stronach się wzmagał i dziewczyna wiedziała że mieszkańcy zajmują miejsca wokół areny by widzieć z bliska całe widowisko

- nie ważne co się stanie nie możesz w siebie zwątpić abi - usłyszała ciepły głos dessy obok i popatrzyła w jego głębokie oczy orka a on położył jej rękę na ramieniu - jesteś najwspanialszą wojowniczką jaką znam i wiem że nigdy byś się nie poddała

- pamiętaj że ciągle jesteśmy z tobą - powiedział thane uśmiechając się delikatnie. abi z łzami w oczach oddała im wszystkim uśmiech i stanęła przed wejściem na arenę

- dziękuję wam za wszystko - powiedziała - a teraz pa idę walczyć na śmierć i życie - obróciła się i pobiegła chyłkiem w środek koloseum. przyjaciele przez chwilę stali patrząc za nią zwrokiem a thane wyciągnął bezwładnie rękę przed siebie a potem weszli po schodach na górę i usiedli na szczycie areny. z przeciwnej strony pomachała im nieśmiale paula

- Obywatele Rockwallen! - ryknął magicznie wzmocniony głos króla - za chwilę rozpocznie się pojedynek który tradycyjnie wyłoni przyszłego władcę rockwallen którym zostanę ja! - z trybun wokół wzniosło się "buuuu"

- Abi Hack! Abi Hack! Abi Hack! - ktoś zaczął skandować i nagle wszyscy orkowie i ludzie powstali i krzyczeli waląc rękami w barierki

- Ale ja jestem Abigail Knox! - wrzasnęła abi chociaż nikt jej nie usłyszał

- Abi! Abi! Abi!

- Wierzymy w ciebie Abi! - głos jakiejś orczycy

- Zabij go i zrób porządek z tymi jaszczurami! - rozwrzeszczały się jej dzieci

- Cisza! - ryknął król i wszyscy na początku dalej się darli ale po chwili ucichli bo w sumie się bali że ich pozabija

- Zgromadziliśmy się tu po to, byście wszyscy ujrzeli koniec waszej nikłej nadziei! Tu i teraz zakończę żywot ostatniej potomkini rodu Crag Hacka! Abi! Stawaj do walki! - krzyknął Tralossk wyzywająco i ustawił się w walecznej pozie

- Dlaczego to robisz!? Ja ci zaufałam! - krzyknęła abi a król tak jakby nie słyszał tych słów wystrzelił w jej stronę

"Nie... On naprawdę...! Muszę się bronić!" - w ułamku sekundy abi odparowała pierwszy cios i odbiła się do tyłu stawając na gardę

- Jesteś widocznie zbyt łatwowierna hehe - powiedział tralossk szczerząc swoje zęby i nagle wzbił się w powietrze lecąc szybko w stronę abi bo zrobił super wyskok

- Ale jeszcze kilka chwil temu... - próbowała abi ale musiała odbijać cios za ciosem i cały czas się cofała do ściany która się zbliżała...

- Byłaś moim narzędziem abi to wszystko - powiedział tralossk uśmiechając się szyderczo - bardzo łatwo było cię nabrać na miłe słówka i obietnicę zemsty każdego można tak obrobić jak ma się dobre podejście

- To nieprawda! - ryknęła abi i jej ciosy stały się odrobinę silniejsze

- Wierzysz we wzniosłe ideały, jednak one zasłaniają ci prawdziwą rzeczywistość! - Odpowiedział tralossk i podłożył jej ogon ale abi była na to przygotowana i podskoczyła

- hiyaa! - wykrzyknęła i uderzyła mieczem z całą siłą

- nono, uderzyłem w czuły punkt! - roześmiał się tralossk nagle wyjął sztylet którym wycelował w brzuch dziewczyny ale ona była szybsza i odbiła go swoim czakramem przy okazji raniąc delikatnie tralosska

- pierwsza krew! - krzyknął ktoś na trybunach i wszyscy nagle ucichli wpatrując się, kto dostał

- abi! pokaż mu gdzie raki zimują! - wykrzyknęła pati

- nie mogę ci tego odpuścić - wrzasnęła abi powstrzymując łzy bo wiedziała że musi być twarda. skończył się czas na gierki - czas na prawdziwy pojedynek

- obrażasz nie tylko mnie ale wszystkie dziewczyny które wierzyły w wyzwolenie! dzięki swojej determinacji i...

- miały tylko silnego lidera czyli ciebie! same były do kitu! - odkrzyknął król

- aaaarrrgggghhh!!! - zaryczała abi i teraz to jej ciosy napierały na osłaniającego się tralosska

- ojj widzę że odzywa się krew tatusia! - krzyknął tralossk siekąc na odlew

- sam do tego doprowadziłeś i teraz pożałujesz! - abi podskoczyła i zrobiła salto w powietrzu z krzykiem walki i pociągnęła króla za ogon ale ten nie wywalił się tylko potoczył pod nią i teraz on był za nią

- uchm! - abi zrobiła wyskok w bok i obróciła się na jednej nodze siekąc przed siebie a król odbił to swoją zbroją na ręke

- widzę że nie żartujesz - powiedział - ale czy naprawdę jesteś w stanie mnie zabić? - spytał i uśmiechnął się od ucha do ucha

"Czy potrafiłabym go zabić?" - pomyślała abi i natychmiast poczuła w sobie dwie ścierające się ze sobą siły za obydwoma opcjami

- a może użyjesz do tego magii? - zastanawiał się król odpierając cios za ciosem - przecież to głupota by nie używać tak silnej mocy podczas walki

- nie użyję magii by mieć przewagę! pokonam cię zwyczajnie tu i teraz - powiedziała abi, odczepiła swój czakram i wystrzeliła go w kolumnę, a on odbił się od niej, potem od barierki na trybunach i poszybował prosto w plecy jaszczuroczłeka ale ten podskoczył i czakram trafił prosto do ręki abi

- widzę że nieźle posługujesz się moimi technikami walki - powiedział tralossk i mrugnął do niej okiem

- nie to było moim celem! - krzyknęła abi i wymierzyła cios na skos czego król totalnie się nie spodziewał i znowu trysnęła krew a trybuny ucichły i wybuchły wiwatem. abi trochę się przeraziła i cofnęła do tyłu bo król miał przeciętą rękę aż do kości i krew leciała strumieniami

- haaaaaa!!! - zaryczał tralossk i wymierzył w nią cios a abi ledwo go uniknęła i tez dostała ale po udach a wszyscy wstrzymali oddech

- skończmy to! - powiedziała abi starając się nie krzyknąć z bólu

- ten pojedynek może mieć tylko jednego zwycięzcę! - odpowiedział tralossk i wyskoczył do niej a abi odbiła jego cios płazem i tralossk poleciał do tyłu i... potknął się o kamień wywalając się jak długi!

abi natychmiast do niego doskoczyła i przystawiła mu ostrze do gardła a tłum zamarł

- no cóż z tą ręką chyba już nie dam rady cię pokonać w uczciwej walce - powiedział jaszczurolud wzruszając ramionami na ziemi - utnij mi głowę i wznieś nad arenę

- śmierć! krew! walka! - rozległ się okrzyk gdzieś na trybunach i nagle wszyscy go podłapali

- Śmierć! Krew! Walka!

- Śmierć! Krew! Walka!

"Zabij!"

"Wygrała w uczciwym pojedynku! On cię zdradził! Zasługuje na to!"

"Podnieś rękę i tnij mieczem..."

"By sięgnąć po władzę!"

Abi stała w rozkroku nad broczącym krwią jaszczuroczłekiem i oparła jedną nogę o jego klatkę piersiową, podniosła jego miecz i rzuciła na bok a potem wzniosła głowę ponad trybuny. wiedziała co musi teraz zrobić by uratować całą sytuację - musiała przyjąć swoje dziedzictwo.

- Cisza! - krzyknęła i ze zdziwieniem zauważyła że jej wrzask rozniósł się po całej arenie a wszyscy umilkli.

- Wygrałam pojedynek i mój przeciwnik nie jest już zdolny do walki. Jest teraz na mojej łasce! - powiedziała a z góry rozległy się krzyki

- Dobij go!

- Nie! Za dużo krwi zostało już przelane! - wrzasnęła abi - Może crag hack zezwalał na takie rzeczy ale za moich czasów tak nie będzie! Przegrywając ze mną w pojedynku - wskazała na leżącego jaszczuroczłeka - stracił nie tylko swoją pozycję ale również honor wojownika! to dla niego wystarczająca kara! Na zawsze zapamięta, że pokonała go - wzniosła zamkniętą pięść w stronę słońca, wyprostowała się i krzyknęła

- Wojowniczka Abi!

z trybun rozległ się wiwat a z zamkniętych wcześniej drzwi wyszli znachorzy z noszami żeby wynieść ciało tralosska. król nie mógł utrzymać poważnej miny i szepnął z uśmiechem

- właśnie tego po tobie oczekiwałem abi.

dziewczyna obróciła się na moment i spojrzała na uśmiechniętego od ucha do ucha jaszczuroczłeka... i w tej chwili wszystko zrozumiała a powietrze wyleciało z jej ust nie pozostawiając żadnego tchu.

***

Zabandażowana abi jednym ruchem otworzyła drzwi do sali tronowej i ze zdziwieniem nie odnalazła tu ciała crag hacka a podłoga była idealnie czysta. wkroczyła do niej szybkim krokiem a za nią podążała pati dessa tina i paula. Thane razem z Oris udali się do ratusza by ostatecznie oczyścić wody w fontannach.

- Pozwoliliśmy sobie wynieść ciało na zewnątrz o pani. - powiedział ork który wcześniej dostarczał crag hackowi wiadomość

- Jak masz na imię? - zapytała abi szorstko idąc dalej w stronę tronu

- Grog, o pani - powiedział ork schylając głowę

- Po pierwsze, nie tytułuj mnie żadną panią jestem wojowniczka abi. - powiedziała abi obracając się na pięcie a on pokiwał energicznie głową - a po drugie zwołaj wszystkich dostępnych dowódców wojennych i wyślij roki do wszystkich którzy znajdują się na bitwie.

Całkowicie skołowany ork wykrzywił swoją twarz ze zdziwieniem, podążył zwrokiem w dół i odpowiedział

- ale pani ojciec stanowczo nakazał...

- teraz ja zostanę władczynią rockwallen i zajmę jego miejsce. - powiedziała stanowczo abi - a moje rozkazy są bezwzględne

- tak jest wojowniczko! - odpowiedział Grog salutując i opuścił salę. Abi odgarnęła jakieś kielichy i zbędne rzeczy z głównego stołu w komnacie i usiadła u jego szczytu

- to będzie bardzo długi dzień - powiedziała wydychając powietrze

- abi my byłyśmy tak samo zaskoczone jak ty... - zaczęła tina, ale abi uciszyła ją otwartym gestem dłoni

- jeszcze się rozmówię z tralosskiem ale najpierw czekają mnie ważniejsze sprawy. Musimy tylko powstrzymać tę wojenną machinę zanim będzie za późno - powiedziała a do komnaty wrócił jej przyboczniak z towarzystwem paru dowódców ale większość była na wojnie. abi rozpoznawała większość z nich bo widziała ich czasem jak jeszcze była niewolnicą ale teraz uderzyło w nią to jak mizernie wszyscy wyglądają. dawniej z płomieniami w oczach, wyprostowani i energiczni, teraz wszyscy się przygarbili i byli jacyś niemrawi

- mają szczęście że widzę ich z bliska pierwszy raz - powiedziała tina szeptem - inaczej ta piękna posadzka spłynęłaby krwią raz jeszcze...

- cisza! - powiedziała abi do koleżanek a one popatrzyły na nią z rozbawieniem

- stajesz się prawdziwą królową w 5 minut nie ma co - powiedziała tina uciekając zwrokiem na bok

- jak widzicie role się odwróciły. dawne niewolnice teraz okazały się wspaniałymi wojowniczkami które odmieniły porządek w twierdzy - powiedziała abi - ale chociaż wiem jakie grzechy popełnialiście dawniej wasza pozycja za moich rządów wcale nie musi się zmienić - mówiła wyraźnie i starała się zachować spokojny ton, a dziewczyny patrzyły na nią z podziwem. Wiedziały, że abi żyła pragnieniem zemsty, pamiętały też jak była wcześniej roztrzepana i nie mogłą utrzymać języka za zębami

- daję wam nowe bojowe zadanie które sprawdzi waszą lojalność córce waszego... wspaniałego wodza - dodała gorzko i zadrżały jej kąciki ust - udacie się na fronty by zakończyć wszelkie walki! - wodzowie byli tak samo zszokowani jak wysłannik wcześniej

- Ale... - powiedziała jakaś ciemna orczyca ale abi ją ubiegła

- Wiem, że Crag Hack nakazał pełen atak. Wiecie jednak w głębi że ta wojna jest przegrana! - powiedziała głośno - zatrzymajcie ten zbędny rozlew krwi i uratujcie rodziny swoich kompanów! ale jeśli się nie mylę, walki prawdopodobnie już wygasły - powiedziała cicho, ale szybko się ogarnęła

- przyprowadźcie też wszystkie swoje niewolnice do tego pokoju. będzie ich dotyczyć pierwszy dekret jaki wydam tuż po swojej konoracji

- ok - odpowiedzieli dowódcy i rozeszli się a po chwili weszły zniewolone dziewczyny

- abi!!! - krzyknęły te które ją rozpoznały - cała twierdza stoi na głowie! co tu się dzieje? - spytały

- uroczyście oświadczam, że od tej chwili jesteście całkowicie wolne! - krzyknęła abi

***

nastawał już wieczór gdy abi podeszła pod skrzętnie ustawiony stos na którym leżało ciało crag hacka. w miejscu, gdzie niegdyś ona miała umrzeć spalona na stosie, teraz spalone miało zostać ciało jej największego wroga a być może i ojca. Spojrzała na fontanny, teraz osuszone a potem na swoich przyjaciół wśród których siedział tralossk na wózku inwalidzkim z zabandażowaną ręką i patrzył w milczeniu na stos. Abi oraz oris weszły na wzniesienie przed nim

- czyń honory - powiedziała wojowniczka wręczając jej pochodnie. Dawna niewolnica crag hacka która przyczyniła się do jego śmierci teraz rzuciła rozpalony drąg od którego zajęło się jego cielsko. wszyscy w milczeniu patrzyli, jak materiał powoli zaczyna się palić, niektórzy płakali a inni patrzyli pustym zwrokiem

- poczekaj tu chwilkę w tych minutach ciszy ja muszę coś załatwić z tralosskiem - powiedziała abi a oris przytaknęła i dziewczyna zeskoczyła z podium

- nieźle to sobie wymyśliłeś - powiedziała abi zbliżając się do króla w swoim orszaku

- przepraszam za te wszystkie okrutne słowa - powiedział jaszczuroczłek uśmiechając się cierpko - ale chciałem byś dała podczas pojedynku z siebie wszystko. żebyś była przyparta do muru i byś pokazała nam wszystkim swoją legendę wojowniczki

- w porządku - powiedziała abi siadając obok niego i złapała za swoje kolana. wpatrzona w ogień zadała jeszcze jedno pytanie, które nurtowało ją od samego rana:

- czy naprawdę jestem córką crag hacka? - niemal wyszeptała, patrząc zmartwionym zwrokiem w twarz tralloska

- a któż to wie! - król machnął ręką i popatrzył na nią poważnymi oczami - ważne, że jesteś nią dla nich. Odkąd odkryliśmy tę tajemnicę zrozumiałem, że to po prostu owładnięci demonami zwyczajni ludzie którzy nadal, a zwłaszcza teraz gdy tyle trzeba tu naprawić potrzebują swojego bohatera... A ty nadajesz się na to wyśmienicie. - przerwał na chwilę, patrząc na wznoszące się w górę dymy - nie ważne czyją jesteś córką ważne są twoje czyny. Tylko od ciebie zależy czy będziesz kroczyć bestialską drogą swego poprzednika czy poprowadzisz ten umęczony lud ku świetlanej przyszłości...

- ok - odpowiedziała abi, odetchnęła i siedziała przy nim jeszcze chwilę, po czym wstała

- muszę iść gdy spalimy ciało będę miała pasowanie na liderkę twierdzy - powiedziała

- abi... pamiętaj że mogę być twoim największym sojusznikiem i na to liczę - powiedział poważnie tralossk - i na tym poprzestańmy. podczas walki nie dałem ci żadnych forów wygrałaś ze mną fair play - dokończył a abi uśmiechnęła się do niego

- wiem - powiedziała i odeszła w ciszy w stronę czekającej na nią oris. nadchodziły wielkie zmiany, których głównym źródłem miała być nowa przewodnicząca sił orków i ludzi ze stepów - wojowniczka abi.

cdn. w epologu: Wojowniczka zasiada na tronie

poniedziałek, 13 listopada 2017

Rozdział XXIX - Wojowniczka poznaje prawdę

wojowniczka abi i reszta paczki schodziła po ciemnych schodach wgłąb ratusza za zlęknioną oris trzymającą przed sobą pochodnie. przeszli bez problemu przez plac pomiędzy twierdzą a dwoma brudnymi fontannami - wieść o pokonaniu crag hacka rozeszła się bardzo szybko i mijali tylko wystraszone kobiety obok swoich domów albo zdezorientowane niewolnice i otępiałych wojowników bo nie wiedzieli co teraz

- nie ważcie się podjąć jakiegokolwiek działania póki nie wróce - ryknął tralossk ze schodów na szczycie ratusza zanim zeszli w dół - to ja pokonałem crag hacka i dobrze wiecie co to znaczy - pokiwał wszystkim palcem i abi obejrzała po pustych twarzach watażków niegdyś tak opętanych gniewem . abi wiedziała co to znaczy - odkąd tralossk pokonał crag hacka to on był oficjalnym przewodniczącym twierdzy i wszyscy powinni go słuchać. nagle przed szereg wyszedł jeden z watażków

- nie będzie nami żądził jaszczurek!!! - krzyknął pochopnie i wyjął swój topór ale dziewczyna usłyszała świst strzały i obejrzała się na bok. to reni przebiła barbarzyńce jednym precyzyjnym strzałem i reszta natychmiast ucichła. wiedzieli kto teraz dzieli skóre na niedźwiedziu

- są strasznie dziwni - powiedziała tina - zachowują się tak jakby...

- wszystko co sprawiało kim są nagle przepadło - dokończył tralossk - i jeśli się nie mylę zaraz zobaczysz o co chodzi. zostańcie tutaj i strzeżcie wejścia do budynku - powiedział do swoich przyboczniaków a oni zasalutowali

***

oris doprowadziła ich do ciemnych drzwi kończących kamienny korytarz

- to tutaj... - szepnęła i delikatnie nacisnęła wielką klamkę

- skąd wiesz o tym miejscu? - spytała zaciekawiona reni a oris wstrząsnęło

- ja... bo ja jestem główną niewolnicą crag... - nagle potrząsnęła głową i powiedziała mniej zlęknionym tonem - byłam nią i to mi zlacał najważniejsze poufne zadanie które teraz zdradze wam

- nie wiedziałam że tu jest taki tunel... - szepnęła paula

- wie o nim naprawde mało osób to tajemnica siły crag hacka - powiedziała oris a król z zaintrygowaniem na twarzy gładził się po swojej brodzie a to samo robił thane ale on gładził prawdziwy zarost bo go miał. dessa i pati spojrzeli na siebie zmartwieni i wrota się otwarły...

buchnął w nich zapach stęchlenia zmieszany z siarką i alkoholem który był dziwnie znajomy abi i zimny wiatr a pochodnia niemal zgasła

- zawsze tak jest - powiedziała oris rezolutnie i podeszła w bok zapalając czarę ognia. nagle światło poleciało po lustrach na cały pokój i w jedną chwilę było jasno prawie jak na górze

- wow... - powiedziały dziewczyny rozglądając się po przestronnym pokoju który musiał być tu od zarania dziejów twierdzy. na ścianach były rzeźby strasznych twarzy i dziwne półki a na środku stała wielka bania z wodą do której z jednej strony wpadała woda z normalnej rzeki (tej samej która wypływa z twierdzy) a z drugiej strony były jakieś rury do skrzynkopieca i miski obok i rury też leciały do góry a obok była wielka hydropompa

- ten zapach... - szepnął thane spoglądając na konstrukcje - jesteśmy teraz kilkadziesiąt metrów od ratusza... - nagle podszedł na środek, przyjrzał się bliżej pracującej maszynie, spojrzał na niepewnie stojącą oris i na wszystkich

- jesteśmy właśnie pod fontannami twierdzy z których wszyscy barbarzyńcy czerpią swoją wodę - powiedział dżin a oris pokiwała powoli głową. dessa cofnął głowę ze zdziwioną miną i spojrzał na pati ze zrozumieniem

- dziewczyno pokaż nam co tutaj musisz robić - powiedział traloskk i wszyscy zwrócili swój zwrok na oris. ta podeszła niepewnie do misy i tlącego się pieca

- wrzucam tutaj kości które znajdują się w tych komorach - powiedziała oris wskazując na wgłębienia w ścianach - ten ogień podgrzewa cały baniak i to tak jakby bojler. później... - mówiąc to otworzyła piec i na wszystkich wyziajało morowe powietrze a przy tym zatkała nos

- biorę szufelką popiół i wrzucam go do tej misy...  a później dodaję do nich mieszankę ziół, które znajdują się po tej stronie sali - pokazała na bok i wszyscy tam popatrzyli a pati od razu do nich podeszła

- poznaję to. te zabijają wszystkie aromaty - wskazała na worek pełen fioletowych listków - a te są silnie pobudzające - wskazała na brunatne korzenie obok - zawsze zastanawiało mnie czemu wszystkie szamanki muszą zbierać ich tak dużo bo wystarczyłoby dużo mniej do naszych rytuałów ale zamówienia z twierdzy były ogromne

- gdy już to zrobię, dodaję szczyptę magicznego proszku z tej szkatułki - wskazała na niewielki pojemnik pod urządeniem - a potem kręcę tą korbką - zademonstrowała robiąc to chociaż misa była teraz pusta - a zmielone składniki trafiają do zbiornika nasycając wodę swoją mocą. z niej później robimy alkohol dla naszych wojowników a reszta pompowana jest do góry i...

- i zasila fontanny, z których orkowie oraz ludzie zamieszkujący twierdze korzystają dzień w dzień - dokończył tralossk z szelmowskim uśmiechem a oris pokiwała głową. król odwrócił się nagle do dessy i powiedział

- wszyscy znacie dobrze tego orka który wsławił się w walce ze złem... czym różni się od swoich brutalnych pobratymców? wygląda dokładnie tak samo, dorastał w tym samym miejscu, miał tego samego wodza a różnica jest ogromna i zastanawiało mnie to odkąd go poznałem. dessa nigdy nie skosztował wody z fontanny ponieważ mieszkał daleko od twierdzy i jego rodzina używa swojej własnej studni a nigdy nie pił trunków crag hacka

- już wszystko rozumiem - powiedział powoli ork a jego zwrok się zaognił - gdybym wiedział wcześniej...

- nikt z nas nie wiedział o tym wcześniej bo nikt nie spodziewałby się że crag hack może zrobić coś tak szalonego - powiedział tralossk i spojrzał tym razem na thane'a - przyjacielu z bracady, czy mógłbyś wyjaśnić wojowniczkom, co to za aromat? tak dobrze znany, tak znienawidzony i tak zabójczy... - dokończył i zwiesił głowę

- dawno temu gdy crag hack był jeszcze bardzo młody nasz świat najechały diabły - kregganie przybyli z nieba by podbić nas świat - powiedział thane a wszyscy pokiwali głową bo znali tą historie - choć odwiedzały nasz świat już od dawna. znajdujemy się teraz w starożytnym diablim cmentarzysku a to że znajduje się ono pod osadą orków oznacza, że prawdopodobnie to właśnie ich stworzyciele - powiedział smutno a dla wszystkich to był prawdziwy szok

- więc te kości które spalałam... - powiedziała oris zza ręki zasłaniającej usta

- tak one należą do diabłów - powiedział thane i nagle zawrócił w miejscu a jego płaszcz zaszeleścił i obrócił się wokół takim fajnym ruchem. czarodziej podszedł teraz do misy z magicznym proszkiem

- tą czarnoksięską substancje zaś rozpozna każdy wyuczony mag - lecz nikt o zdrowym umyśle tego nie użyje a w bracadzie jest ona zakazana. - powiedział, po czym nabrał ją na palec i pokazał wszystkim - widzicie jaki ma kolor?

- jest szary... - powiedziała abi zmróżając oczy

- to znaczy że stracił swoją moc bo jego dawca jest martwy - powiedział thane - ten proszek to Polifium. gdy dostanie się do czyjegoś ciała sprawia że osoba na moment staje się całkiem oddana osobie z którą związany jest proch. mieszkańcy twierdzy otrzymywali go niemal z mlekiem matki...

- czyli była to esencja crag hacka? - powiedziała zszokowana reni - i dlatego wszyscy tam, na górze...

- dokładnie tak - powiedział thane - cała ta sprytna mieszanka tworzy razem zabójczą truciznę... narkotyk, który mieszkańcy twierdzy zażywają już od najmłodszych lat. narkotyk, dzięki któremu crag hack trzymał taką potęgę w swojej ręce. narkotyk, który wprowadzał demoniczną energie do ciał swoich biorców rozniecając ich gniew i chęć mordu, jednocześnie wyostrzając zmysły i tłumiąc ból. narkotyk, którego tajemnica działania została zdradzona abi i narkotyk, który nadal działa ale teraz stracił swą moc posłuszeństwa, bo crag hack jest martwy. - dokończył z zastanowieniem, wpatrując się w zdezorientowaną dziewczynę

- abigail knox... - zacmokał król tralossk i przeszedł w kółko abi powoli krocząc - wszyscy poznaliśmy tajemnicę crag hacka, jednak ty jesteś jej dziedzicem. z tą potęgą możesz podbić cały świat - wzniósł w górę ściśniętą pięść - możesz też nakazać pozabijać się watażkom nawzajem, na zawsze kończąc ich mękę w mentalnej niewoli, którą tak dobrze znasz, uwalniając od nich świat. - rozcisnął ją robiąc głuche przyklepanie do ziemi - możesz nakazać im się zmienić i czynić dobro, zapanować nad całą twierdzą i stać się liderką która poprowadzi dawniej brutalny lud do świetlistej przyszłości. - dał ręce na boki w teatralnej pozie -  wszystko zależy tylko od ciebie... a my nie wpłyniemy na twą decyzję - stanął naprzeciwko niej i popatrzył jej prosto w oczy - co zamierzasz zrobić, abi?

dziewczyna czuła na sobie zwrok wszystkich w pokoju i popatrzyła na alchemiczną maszynerię. dzięki temu może stać się kimś wielkim... w tajemnicy sterować całym oddziałem barbarzyńców których miałaby na swoje skinienie...

"Wielka wojowniczka, liderka twierdzy Abigail Knox." - usłyszała szept w umyśle

tym razem nie czuła jednak żadnej chwili wachania. bez słowa podeszła do wazy z pyłem Polifium, spojrzała na swoich przyjaciół i...

- hiiya! - wymierzyła siarczystego kopniaka, który rozbił ją na kawałeczki, a chmura pyło wzbiła się w powietrze.

***

nagle ziemia w twierdzy się zatrzęsła ale trwało to tylko jakieś 5 sekund. zdezorientowani mieszkańcy spojrzeli na siebie pytającym zwrokiem i po chwili wrócili do swoich zwykłych czynności. nie wiedzieli jeszcze że właśnie zostali wyswobodzeni z niewoli o której nie mieli nawet pojęcia.

***

pati i dessa szli razem za rękę zamykając korowód szczebiocząc cicho a przed nimi paula i tina, potem reni i thane a na przodzie abi i tralossk.

- dlaczego crag hack chciał bym przejęła jego ohydne dziedzictwo? - powiedziała abi smutnym głosem a król obok wydawał się bardzo zaskoczony

- abi nie widzisz tego? - spojrzał na nią pytającymi oczami - jesteś przecież ideałem silnej wojowniczki! jeśli tylko byś tego zapragnęła mogłabyś zawojować cały świat... i crag hack to wiedział - zauważył to z chwilą gdy odkrył twoją determinację by dopełnić zemsty. byłaś w stanie pokonać jego najlepszych wojowników owładniętych szałem jego piekielnej mikstury i był pewien, że z radością zakończyłaś ich życie. choć doskonale znał twoje możliwości jako wojowniczki nie wiedział o tobie tylko jednego - dodał ciszej i objął ją ramieniem ale patrzył dalej przed siebie - nie zauważył że mimo całego zła którego doświadczyłaś twoje serce pozostało szczere i czyste... lśniło w ciemności dając przykład zniewolonym, prowadząc zagubionych, buntując się wobec zła, niosąc odkupienie upadłym i ratując niewinnych. tego, co było twoją największą siłą i prowadziło cię przez cały czas, chociaż nie byłaś tego nawet świadoma...

- ale strzeliłeś przemowę nie ma co - powiedziała rezolutnie abi i się roześmiała a trallosk też wybuchając śmiechem rozczochrał jej czuprynę

- i mimo wszystkiego czego doświadczyłaś nadal potrafisz szczerze się śmiać! - powiedział głośno - trzy minuty po tym, jak dokonałaś eksplozji największej na świecie nory narkotykowej... tsk. - popatrzył w ziemię, a abi na niego się obejrzała

- o co chodzi? - spytała

- wyobraź sobie że teraz cała wioska crag hacka będzie na przymusowym odwyku. - powiedział król, a abi zadrżały kąciki ust, ale nie zdołała się roześmiać

***

z budynku ratusza wyszedł korowód przyjaciół prowadzony przez oris w białej sukni i wojowniczke abi w kolczej zbroi z obnażonym mieczem. tuż obok szybko zbiegał tralossk który spojrzał w niebo

- nasze wojska już są - powiedział wskazując na ważki czające się ze wszystkich stron

- poproszę pana - ukłonił się teatralnie, na co jego ludzie stanęli dęba, a thane wykonał szybki ruch różdżką i król odwrócił się do całej wioski stojąc na szczycie schodów ratusza. abi spojrzała na fontanny - teraz nieczynne, będące jedynie dwoma bajorami brudnej wody, która nadal jednak była skażona.

- obywatele rockwallen! orkowie, ludzie, trolle, cyklopi i gobliny! Wszyscy usłyszcie mój głos i wyjrzyjcie ze swoich nor bo wojna już się skończyła - ryknął tralossk w przestrzeń a z budynków rzeczywiście zaczęły wychodzić zaciekawione osoby - głównie dzieci, dawne niewolnice i niewiele dorosłych z których przeważały jednak kobiety

- wojska twierdzy zostały zdziesiątkowane a wasz władca obalony w honorowym pojedynku! - krzyknął jaszczuroczłek a oris złapała się za rękaw i popatrzyła w ziemię

- zrobiłaś to, co było słuszne - powiedział do niej cicho dessa i klapnął ją w ramię - dzięki tobie mają szansę odzyskać swoj honor... - oris cicho się rozpłakała i nowi przyjaciele z tyłu objęli ją

- oznacza to, że ja jestem waszym obecnym królem. Jednakże...! - spojrzał po ich zszokowanych twarzach - jestem władcą królestwa, którego siły zmiażdżyły wojska waszego lidera, w którego skład wchodzili wasi mężowie i wasze żony. to oczywiste, że nie zdajecie się pałać miłością do mojej rasy. będąc waszym królem, mógłbym spodziewać się samych skrytobójczych ataków przez możliwe ruchy oporu. potrzebujecie jednak silnego lidera, który poprowadzi was w mrocznych czasach, które dla was nadejdą, lidera, który dzieli z wami krew, przeszłość i duszę. dlatego... - uciął, patrząc na wszystkie zdziwione twarze patrzące w jego stronę - aby ukazać wam, że nadaję się na to stanowisko, dać wyraz swej siły i mocy oraz wyrazić szacunek dla waszych tradycji... - wszyscy słuchali magicznie wzmocnionego głosu z zapartym tchem, a wokół ratusza gromadził się coraz większy tłum

- dlatego właśnie wyzywam na tradycyjny, honorowy pojedynek tę oto wspaniałą wojowniczkę, Abigail Hack, zaginioną córkę waszego wspaniałego wodza! Pojedynek rozpocznie się w samo południe na arenie twierdzy! liczę na to, że wszyscy obywatele stawią się, by obejrzeć, jak krew mego przeciwnika na zawsze zostaje starta z tego świata.

"co!?" - zszokowanej abi niemal oczy nie wyszły z orbit. zrobiło jej się słabo z wrażenia i pisk w uszach zagłuszył cały wrzask, który po chwili ciszy wybuchł z niezliczonych gardeł mieszkańców rockwallen równie zdziwionych jak wszyscy. Czy to możliwe, by była jego córką?

"Tak..." - usłyszała cichy głos w głowie. Nigdy nie poznała swojego ojca, mieszkała jedynie z matką oraz babką, które trafiły do jej wioski po długiej tułaczce... Z przerażeniem przypomniała sobie zwrok crag hacka, jego oczy o kształcie tak zbliżonym do jej oczu... i powoli spojrzała swymi na przyjaciół którzy patrzyli na nią z rozdziawionymi buziami a potem na króla, który nie oglądając się nawet na nią podążył w stronę areny

- Abigail Hack... - wyszeptała oniemiała tina opuszczając brwi wpatrując się w swoją przyjaciółkę a potem padła na kolana w osłabieniu i przytrzymała ją paula.

"Ale... dlaczego? Jak?" - pomyślała zrozpaczona abi w szaleństwie oglądając się na otaczający ją coraz bliższy tłum mieszkańców twierdzy.

Jak zakończy się ta sprawa? Kto zostanie pokonany w pojedynku na śmierć i życie? Czy Abigail Hack przerwie dziedzictwo Crag Hacka, czy to właśnie pod jej berłem twierdza stanie się niepokonana dla całego świata? Co zaplanował Tralossk?

Dowiecie się tego w następnym, ostatnim rozdziale pierwszej sagi opowiadającej o Wojowniczce Abi: Wojowniczka walczy o chwałę.

cdn.

środa, 8 listopada 2017

Rozdział XXVIII - Wojowniczka w decydującym starciu

Wojowniczka abi leciała w przestworzach u boku Tralloska wraz z przyjaciółmi. Powoli zbliżali się już do twierdzy rockwallen by pokonać ostatecznego przeciwnika - crag hacka władcę twierdzy. Dziewczyna wiedziała że jego śmierć nie będzie końcem kłopotów bo będą musieć rozprawić się jeszcze z tymi co będą chcieć walczyć albo np zdobyć tron dla siebie ale jak zabiją crag hacka to będzie dużo łatwiej wygrać całą walke

- Hej a jak właściwie wylądujemy tak na środku? - spytała rezolutnie zdezorientowana pati a siedzący za nią dessa zaśmiał się głębokim głosem ale po chwili wykrzywił buzie w zastanowieniu patrząc w chmury i przyłożył palec do ust z boku

- Nie bój żaby wszystko mamy obmyślane! - krzyknęła paula której wiatr mierzwił włosy a za nią siedziała wtulona tina - wkradniemy się tym samym wejściem którym kiedyś opuściłam twierdzę z visdomirem przez gildię magów - powiedziała do wszystkich a król skinął głową

- odkąd liderka roków shiva nie żyje nikt nie zobaczy nas z powietrza - powiedział - a jeśli dojdzie do walki to mam was moi najsilniejsy wojownicy - popatrzył na wszystkich z lekkim uśmiechem a jego podwładni wznieśli głowy z szacunkiem. nagle wszyscy zobaczyli twierdzę w oddali

- gildia magów jest połączona z twierdzą siecią korytarzy - powiedziała paula - bez problemu dojdziemy do sali tronowej a tam...

- rozegra się decydujące starcie - dokończyła abi półszeptem

***

A niczego nie spodziewający się władca twierdzy spokojnie spijał z kieliszka mocne wino rozwalony na tronie tak że jedna noga była na ziemi a druga na oparciu i miał podpartą głowę. pod jego tronem klęczała półnaga orris ze spuszczoną głową i crag hack co chwile dotykał ją nogą

- witaj wielki crag hacku panie twierdzy rockwallen - powiedział troche nadęty ork wchodząc do sali tronowej - mam dla ciebie raport z wojny

- daj mi go i opuść komnate - powiedział watażka a ork usłuchał i wręczył mu kartke do rak a potem szybko uciekł. Crag hack rozwinął bristol i przyjżał się uważnie

- nie... niemożliwe! - ryknął na całą salę i z całej siły dał oris kopa w twarz a ona z piskiem odleciała do tyłu i stoczyła się po schodach i położyła się nieruchomo z płaczem na ziemi

- krellion została pokonana przez... - spojrzał z gniewem na dziewczynę, wstał z tronu i szybkim krokiem do niej podszedł a potem pociągnął ją do góry za włosy i jego twarz znajdowała się naprzeciwko jej twarzy a ona zamykała oczy kuliła się w sobie ale też z bólu

- dziewczynę w twoim wieku... całkiem podobną... - wysyczał i popchnął ją w stronę tronu a orris się uderzyła i teraz słaniała się opierając plecami o dół tronu a crag hack nad nią stał w całej okazałości bararzyncy

- wojowniczkę abi - powiedział cicho i wybuchnął szaleńczym śmiechem

"Abi!? Niech to się skończy... błagam..." - pomyślała dziewczyna gdy mężczyzna ukucnął przed nią i jednym silnym ruchem zbliżył ją do siebie drugą ręką udając delikatne głaskanie na jej policzku

- Aaaa!!! P-pom...! - krzyknęła i zaczęła się wyrywać gdy brutalnie zamknął jej usta swoimi

- Stój! - Crag Hack usłyszał głos za sobą i obrócił się z okrutnym uśmiechem

- No, no, no... - powiedział i odrzucił łkającą ze strachu i poniżenia oris która leżała bezwładnie na tronie - kto przerywa upojne chwile z moją laleczką

- To ja! Wojowniczka Abi! - krzyknęła Abi stojąca w rozkroku w wejściu do komnaty a echo poniosło jej głos przez cała salę. Abi wyjęła swój miecz i wycelowała go w crag hacka - I jestem tu by na zawsze zakończyć twoje panowanie! - Zamachnęła się mieczem i przecięła na pół chorągwie z flagą crag hacka która była obok na znak rewolty a barbarzyńca gardłowo się zaśmiał i zszedł po schodach od tronu w stronę abi

- Kogo my tu mamy!!! Dziewczyna, która przeżyła... - popatrzył na nią z góry i oblizał sie - nie na długo! - szybkim ruchem wyjął swój wielki topór - stań do walki!

- Pokonałam wszystkich twoich pionków - krzyknęła abi - lecz nie dokonałam tego sama i to nie ja zadam ci miażdżący cios! przybyłam tu z przyjaciółmi! - powiedziała i odsunęła się od drzwi a wtedy przez nie wbiegła paula i tina i stanęły po obu stronach przejścia uśmiechając się szyderczo a crag hack oniemiał

- aahh, już rozumiem... wróciłyście do domu, tak? - zapytał w rozbawieni lecz następnych gości sie już nie spodziewał jak wleciała do pokoju irena i reni

- jaszczuroczłeki??? - w szoku cofnął głowę do tyłu a obydwie amazonki mignęły do niego okiem i zasyczały teatralnie i wtem do sali wbiegł thane i tazar

- bracadczycy i bagniaki współpracują? to prawdziwy szok - powiedział ze znudzeniem ale następnego ciosu już naprawdę się nie spodziewał... do sali dumnie wkroczyła pati i dessa

- hej, crag hack! - powiedziała pati i odwróciła głowe na bok w żachnięty sposób a dessa dał jedną rękę na drugą tak że jedna szła do góry a druga na bok takim niegrzecznym gestem i odwrócił głowę w drugą stronę

- wszystkie ptaszki wracają do klatki... - pocwiedział cicho - i wszyscy zapewne pragniecie rzucić się na mnie naraz i skończyć me władanie... a później? - zakończył głośniej rzucając w zgromadzonych sojuszników

- a później co? zabijemy cię i tyle - powiedziała rezolutnie tina

- hahahahahaha!!! - roześmiał się znowu aż cały się zatrząsł i jego muskularne ręce zafalowały - naiwniacy przecież później będzie walka o mój tron

- nie będzie żadnej walki o twój tron on jest już komuś od dawna przeznaczony - wojownik usłyszał głos z ciemnego wejścia jeszcze jednej osoby nieobecnej w sali tronowej...

Powoli z cienia wyłonił się król tralossk z szerokim uśmiechem na ustach i obnażonym mieczem. Crag hack starał się zachować zimną krew ale było widać że na jego twarzy jest niemrawa mina

- A kogo my tu mamy? - powiedział udając że się nie przejął i przeszedł kawałek na bok komnaty - mój dawny jaszczurek we własnej osobie... już ci odrósł ogonek? - zapytał patrząc wilkiem na tyłek tralloska z którego wyrastał ogon. abi też popatrzyła w tamtą stronę i zauważyła że wokół niego jest cieńka blizna. król zachował zimną krew do końca

- gdy z tobą się porachuję nie odrośnie ci nic... - powiedział i obejrzał się po wszystkich sojusznikach - trzymajcie gardę i nie wtrącajcie się do tego pojedynku! Ja zgładzę crag hacka a wy osłaniajcie nasze tyły!

- nikt mnie nie zgładzi bo... - zaczął crag hack i szybkim ruchem wcisnął przycisk na ścianie. zgromadzeni usłyszeli przesuwające się przekładnie i nagle całą komnatą zatrząsł huk bębnu.

Nad twierdzą rozniósł się największy alarm...

Lecz król już wystrzelił w stronę crag hacka nie czekając na nic i biegł w niego prawie z prędkością dźwięku a watażka odskoczył na bok i król przeleciał obok niego

- Niezła próba! Ale moi żołdacy za chwilę tu będą i policzą się z twoimi dzieciakami! - ryknął crag hack zanosząc się śmiechem a król tralossk jednym szybkim ruchem zrobił skok i obrócił się w stronę crag hacka odbijając się na swoich jaszczurzych nogach. crag hack wymierzył w niego toporem i zamachnął się do tyłu stojąc w rozkroku by zrobić ciężki atak z góry

- i kto tu walczy jak sierota! - ryknął król szczerząc zęby a potem zanurkował pod crag hackiem, szybko przeleciał między jego nogami i złapał za topór od tyłu jedną ręką... kopiąc wroga w krok

ale crag hack był na to przygotowany i dał kopa do tyłu raniąc nogę tralosska swoją ostrogą

- ała! - syknęła reni która trzymała ręce przy buzi z emocji wpatrzona na pojedynek a paula obok poklepała ją po ramieniu. wtem od tyłu nadciągnęli jacyś losowi orkowie którzy usłyszeli alarm i ludzie

- o co...? - popatrzyli na walczących królów i od razu pojęli, co mają robić

- stawajcie do walki! hiyaa! - krzyknął jeden z nich i drużyna tralosska znów musiała zmierzyć się ze śmiercią...

- myślałeś że nabiorę się na taką znaną sztuczkę? - zapytał crag hack łapiąc jaszczuroczłeka od tyłu za głowę i wykręcając go za grzebień ale to król zaczął się śmiać

- zapomniałeś o tym, że... nie walczysz z drugim człowiekiem! - ryknął i w wykręconej pozycji uderzył jeszcze raz ale tym razem ogonem najeżonym metalowymi kłami takim elementem zbroi dla jaszczuroczłeków a crag hack krzyknął i osunął się na ziemię skulony

- oris! przynieś bukłak! - krzyknął wyciągając rękę w stronę tronu ale jaszczuroczłek już stał na jego ciele opierając się jedną nogą o jego bark a crag hack nie mógł się dalej ruszyć. przerażona dziewczyna powstała z klęczek, pokiwała głową i wzięła manierkę powoli podchodząc do crag hacka a w tej samej chwili król wymierzył miecz od góry w ciało barbarzyńcy

- chodź wszystko by to załatwiło to nie chcę cię zabijać w ten sposób... stań do walki! chyba że nie możesz... - zaśmiał się jaszczuroczłek schodząc z jego ciała. w tej samej chwili grupa króla zniewoliła napastników i trzymając ich ręce od tyłu wpatrywała się w pojedynek z zapartym tchem a barbarzyńcy tak samo. dziewczyna nieco zestrachana nachyliła sie nad swoim panem i zaczęła go poić ale abi od razu wiedziała o co chodzi...

- stop! tralossk nie pozwól jej... - abi wyciągnęła rękę przed siebie wgapiając się w króla jak ciele w malowane wrota a on odwrócił się do niej skonfundowany ale nie zdążył wykonać żadnej innej reakcji

crag hack powoli wstał z klęczek i po całej sali rozniósł się rozszalały śmiech

- ahahahahahah!!!

- uważaj! - ryknęła abi i odrzuciła trzymanego przez siebie watażkę podbiegając do króla by wspomóc go w walce a reszta nie wiedząc co się święci z uwagą obserwowała pojedynek..

crag hack kopnął leżącą oris która potoczyła się z jękiem na bok i oblizał swoją rozszalałą twarz uważnie wpatrując się w tralosska. zaczął cięzko oddychać i zrobił groźną minę

- rawwwrrr - zaryczał dziko i cały zadygotał opierając swoją rękę o trzonek topora

- on jest teraz w szale berserkera! - powiedziała abi głośnym szeptem do króla a trallosk ze zdziwienia odchylił głowę do tyłu ale po chwili skierował się do crag hacka i się zaśmiał

- aby mnie pokonać potrzebujesz środków zmieniających świadomość? - wzniósł majestatycznie swoją głowe i popatrzył z góry na wściekłego berserkera - żałosne - syknął i natychmiast napręzył się do walki zagrały wszyskie jego mięśnie...

lecz to crag hack skoczył pierwszy i z wielkim krzykiem zamachnął się na króla toporem!

- Nie! Ainkhifad! - Krzyknęła abi wznosząc swoją rękę która zalśniła na kolor magii i wielki podmuch uderzył w rozszalałego crag hacka. to wystarczyło by przekrzywić tor jego ciosu a trallosk skorzystał z okazji by podłożyć mu nogę... ale crag hack zrobił salto w powietrzu i stanął za królem łapiąc swój topór i wykręcając się by uderzyć go z całej siły od tyłu w ramię

- Abi! nie ingeruj w... - krzyknął król ale nie dokończył bo musiał zrobić unik i zakręcił ogonem żeby crag hack się wywalił. tym razem się udało i tralossk złapał w spadaniu jego topór jednocześnie siekąc go nogą na odlew aż z policzka trysnęła krew na jasne płytki sali tronowej

- ahahahahaha!!! - gardłowo zaśmiał się leżący crag hack i natychmiast powstał, odsuwając się nieco do tyłu

- nie masz już broni, którą możesz mnie zaatakować! poddaj się a zakończę twe życie szybko... na co nie zasługujesz - powiedział tralossk zbliżając się do crag hacka z ogniem w oczach a ten z rozszalałym zwrokiem ciągle cofał się w stronę tronu... tralossk wzniósł swoje ostrze zbliżając się do crag hacka gdy ten już miał zanurkować na bok po jakąś broń gdy...

Orris która wykorzystała chwile nieuwagi podczas pojedynku skryła się za kotarami tronu a teraz wyskoczyła z nich jak z procy, dopadła crag hacka od tyłu i przejechała ostrzem sztyletu po jego szyi

- Hiyaaaa! - ryknęła wykręcając mu głowę

- Aaaaaaarrrhggggmmm - Zamryglał crag hack a król w tej samej chwili z całej siły wbił miecz w jego gorące od barbarzyńskiej mikstury ciało

- Ja... Ale... - Orris popatrzyła na swoje ręce we krwi i z błędnikiem w oczach kiwając głową na boki zaczęła cofać się do tronu. wypuściła sztylet z rąk i upadła opierając się o tron a crag hack nadal tkwił nabity na miecz tralloska i nadal nie był martwy...

- ahahahahaa!!! - wydał przedśmiertny śmiech a wszystkich w sali przeszedł dreszcz grozy. swoimi wybałuszonymi oczami popatrzył na stojącą na boku w kontrapoście abi i przywołał ją do siebie

- ty znasz sekret mojej potęgi... - zaharczał wypluwając krew która też leciała mu z całej szyi. trallosk cierpliwie trzymał miecz w jego ciele bo wiedział że jak go wyjmie to crag hack od razu umrze a teraz z zaciekawieniem spytał:

- sekret potęgi mówisz... sekret który czyni z twego ludu rozszalałe bestie nie liczące się z życiem i ładem! za cenę siły zatraciliście własną wolność! - powiedział jaszczuroczłek ale crag hack nie zwracał na niego uwagi ciągle wpatrując się w abi hipnotycznym zwrokiem... i znów wybuchnął śmiechem który przerodził się w lekki chark i dyszenie od wysiłku utrzymania ostatków życia

- abigail... wiem że tego zaznałaś - wyszeptał a dziewczyna wzniosła brwi w pytającym geście

- oris mała zdrajczynio... pokaż tej wojowniczce... źródło naszej mocy - powiedział wznosząc rękę do roztrzęsionej dziewczyny która pierwszy raz przebiła ludzkie ciało

- pokaż je... by przejęła... moje dziedzictwo... do którego została stworzona. - dokończył ostatkiem sił i w tym właśnie momencie król z obrzydzeniem jednym szarpnięciem wyrwał miecz z jego ciała a crag hack upadł z impetem o ziemię martwy. drużyna tralosska wypuściła swych więźniów z rąk którzy stali w ogromnej konfuzji - a oczy wszystkich skierowane były w stronę oris, współzabójczyni lidera twierdzy.

- Oris, byłaś bardzo dzielna - powiedział jaszczuroczłek powoli zbliżając się do dziewczyny. ukląkł na jedno kolano, położył jej rękę na ramieniu i powiedział

- ale to jeszcze nie koniec. ukaż nam sekret twego dawnego pana by na zawsze zakończyć tę farsę - powiedział król a oris całkiem się rozkleiła. abi bez słowa wpatrywała się w martwe ciało swojego największego wroga... ale czy na pewno?

obejrzała się na swoich przyjaciół którzy patrzyli na nią uważnie...

czyżby ostatnim wrogiem, który musi zostać pokonany by świat odzyskał równowagę...

była ona sama?

cdn.