- Witaj wielki władco bestii Trallosku przewodniczący Conga i całego przymierza Tatalii - powiedział Tazar i ukląkł na jedno kolano - ty też abi - syknął
- ok - powiedziała abi i uklękła "na kuckach"
- włóż w to więcej szacunku - syknął znowu tazar i abi poprawiła swoje nogi. spojrzała w góre i ujrzała jaszczuroczłecką twarz przewodniczącego tesalii. miał diadem przystrojony kolorowym pierzem i piurami jaszczurów dżungli i szmaragdy i szafiry w opasce. jego jaszczurzy pysk był niebieski z żółtym pod spodem i łyskały jego żółte jaszczurze oczy. z paszczy wydobył się język przecięty na pół na środku i zaczął gadać a miał wielkie ciało na 2 m i ogon z tyłu obwijał tron. jego wielkie mięśnie lśniły w świetle pochodni opięte ciasno gadzią lśniącą skórą
- wystarczy, prosze powstać. - powiedział trallosk i zszedł z podwyższenia do nich. nachylił się do abi i podniósł jej twarz chwytając pod brodą swoimi dużymi jaszczurzymi zimnymi rękami z ostrymi czarnymi pazurami gada
- no no kogo my tu mamy, nasza mała przestępczyni - powiedział trallosk bezemocjonalnym tonem wpatrując się z bliska w twarz abi - z czym przychodzisz donosicielko fortecy
- wypraszam sobie tak mnie nazywać - powiedziała abi a tazar napiął mięsnie twarzy z nerwów. abi zaczęła grzebać w torbie i wyciągła z niej rozwijaną wiadomość
- oto poselstwo czarodziejów z bracady które miałam dowieźć. - powiedziała abi a król od razu powstał i wczytał się w list bębniąc pazurami o blat
- ciekawe... a więc sama uciekłaś z twierdzy crag hacka? - skierował w abi swój badawczy zwrok - i poznałaś okrucieństwo orków... - zamilknął i nagle zwrócił się do swojego przyboczniaka - proszę wysłać drugą papugę do bracady. Odpowiemy na ich wezwanie... ale pod jednym warunkiem. Crag Hack będzie mój - powiedział król tesalii a w jego oczach obudził się płomień zemsty
- ok ja mam zwłaszcza z jabarkasem i krellion na pieńku - powiedziała groźnie abi
- tazarze! - mężczyzna wzdrygnoł i od razu odpowiedział na wezwanie króla
- zwołaj narade wojenną z iwoną i drakonem. wszystkie klany muszą wysłać najlepszych wojowników do walki. to okazja w której możemy raz na zawsze zmiażdżyć siły orków. a ty abi... - dziewczyna skupiła się na królu - przejdziesz gruntowny trening amazonek jak to było ustalone. jabarkas i krellion są twoi, dobrze wypełnij swą zemstę wykorzystując nasze sztuki walki - zamrugał do niej porozumiewawczo
- dziękuję do widzenia- powiedziała abi i wyszli z komnaty króla
***
od rana dziewczyny musiały przyszykować się na ciężki trening pod okiem reni. Iwona nie mogła osobiście się nimi zająć bo brała udział w naradach wojennych a inne jaszczuroczłeczki przyglądały im się uważnie
- gdy rzucasz czakramem musisz poczuć wiatr we włosach - powiedziała żartobliwie reni mrugając okiem i wystawiając język - to śmiercionośna broń i musisz uważać jak leci z wiatrem
- jestem czarodziejką wiatru znam te numery - powiedziała abi - dawaj go - wyrwała z ręki reni czakram i zmierzyła zwrokiem odległość do celu
- musisz rzucić nim jak dyskiem dla psów - powiedziała reni - będzie wirować w powietrzu
- jezu wiem nie przeszkadzaj - powiedziała abi i wykonała kilka prób rzutu. reni zrezygnowana podeszła ustawić tine i paule do pozycji ataku. abi skoncentrowała swój umysł i wypuściła część magicznej mocy by stworzyć wokół dysku wirującą chmurę wiatru. - a teraz leć! - krzyknęła i wypuściła go z ręki. czakram zatoczył łuk w powietrzu i uderzył w sam środek tarczy
- łaaał! - zaskoczone jaszczuroczłeczki aż wstały z wrażenia a w całej sali zrobiło się cicho
- jak to zrobiłaś - zapytała jaszczuroczłeczka hejdi stojąca obok
- nic specjalnego mam po prostu moc wiatru - odpowiedziała abi. reni podeszła do niej z otwartą gębą ze zdziwienia
- nigdy nie widziałam takiej techniki! nasze amazonki zawsze odbijają czakramy od ścian by trafiły w cel po skomplikowanej trasie lotu!
- wolę robić rzeczy po swojemu - mrugnęła rozbawiona abi. nagle podeszła do niej iwona
- nikt wcześniej nie połączył magii z bronią amazonek... i widzę, że był to krok w błoto. pokaż mi to jeszcze raz - abi rzuciła czakramem kilkakrotnie w różne strony i zawsze trafiał do celu
- wystarczy! - powiedziała iwka - czas wypróbować cię w praktyce. niedługo wyruszamy do bracady a ty musisz być przechszczona w boju.
***
amazonki razem z abi wyszły do dżungli na misję. z drzew zwieszały się liany i był zaduch a podmokły teren utrudniał poruszanie sie
- fuuu - powiedziała abi gdy nagle but wpadł jej w błoto po kolano. próbowała go wyjąć ale bez skutku a inne amazonki zaczęły się śmiać
- dlatego właśnie nie nosimy cięzkich butów - zaśmiała się jaszczuroczłeczka viki i wręczyła abi lekkie skórzane półbuty
- ciii... - powiedziała iwka i pokazała palcem do przodu - nie może nas usłyszeć. dziewczyny spojrzały do przodu i zobaczyły...
- koń? - spytała zaskoczona abi robiąc zdziwiony wyraz twarzy a viki zaczęła chichotać
- to nie czas na żarty. - iwka zmroziła je swoimi lodowatymi oczami zakrytymi barwami wojennymi - to centaur. Amazonki walczą z nimi od wieków. ten zwiadowca wkroczył na nasze tereny i prosi się o łomot - zdziwiona abi spojrzała jeszcze raz i teraz zauważyła. od pasa w górę był goły chłopak a reszta to był koń
- szykuj się do walki. musimy go przepędzić - powiedziała iwka i napięła swój łuk. - nie będziemy go zabijać. jest jeszcze mały i nie chcemy wywołać wojny. ale musi wiedzieć że z tatalią się nie zadziera... - spojrzała porozumiewawczo na abi - może ty mu pokażesz, gdzie raki zimują?
- tak jest - powiedziała abi i skupiła się na postaci centaura. wyjęła swój dysk, zamachnęła się i rzuciła. leciał między drzewami prosto do celu. centaur nagle go zauważył i wierzgnął ze strachu a wtem dysk zmienił swój lot i minął go obcinając tylko trochę włosów z grzywy. centaur zaczął uciekać w popłochu a abi spokojnie wycofała swój dysk
- w twoich rękach ta śmiercionośna broń może nieść też miłosierdzie - powiedziała iwka - ofiaruję ci ten dysk. niech stanowi o tym że walczyłaś u boku amazonek. wracamy do domu.
***
dziewczyny trenowały dzień w dzień i abi stała się mistrzynią wirującego dysku. paula i tina natomiast bardzo zaprzyjaźniły się z amazonkami i zaczęły przejmować ich obyczaje
- łaaał! paula, jak odważnie! - powiedziała abi pewnego dnia gdy paula wyszła ze swojej kwatery tylko w samej przepasce na piersi i uda kolorując swoje ciało farbami maskującymi amazonek
- to jeszcze nic! - powiedziała paula i odwróciła się. miała bok wygolony do gołej czaszki. nagle z jej pokoju wybiegła też tina
- poczekaj na to! - odwróciła głowę i abi ujrzała 4 kościane kolczyki wystające z jej ucha
- ja zostanę przy moim stylu - powiedziała abi ubierając ciuchy wojowniczki - ale nieźle wyglądacie dziewczyny
- no ba! - krzyknęła tina i przybiła piątkę z paulą. nagle cała trójka usłyszała szelest skrzydeł i obróciła się w jego stronę.
- to sowa z bracady! - powiedziała rozradowana abi i podbiegła do ptaka. odczepiła list z jej łapki i pogłaskała ją po glówce a później odleciała
- co to? - zapytała tina
- zaraz się przekonam! - zawołała dziarsko abi i rozerwała kopertę wyciągając list. abi stała w miejscu i nagle z jej ust powoli zniknął uśmiech
- co się stało abi? - zapytała zdziwiona paula. koleżanka nie odpowiadając powoli osunęła się na fotel a na jej twarzy był obecny niewysłowiony szok
- abi? coś się stało? - spytała tina podchodząc do koleżanki. z rąk abi wyleciała kartka i opadła na ziemię. tina nie patyczkując się podniosła ją i przeczytała:
Zgodnie z decyzją najwyższego czarodzieja Bracady Theodorusa za złamanie regulaminu wicedowódczyni Abigail Knox zostaje usunięta ze szkoły magii i czarodziejstwa Bracada. Jej stanowisko dowódczyni Bracady zostaje cofnięte, a wszystkie jednostki, którymi włada, wracają pod opiekę Fortecy. Abigail Knox jest proszona o stawienie się do bracady na przesłuchanie. Niżej podpisano Theodorus Vallix, Arcyczarodziej Bracady.
- A to się porobiło - powiedziała zdziwiona tina przykładając rękę do ust
cdn.
piątek, 28 lipca 2017
czwartek, 20 lipca 2017
Rozdział XVI - Dziewczyna w amazonii
- Hej, jestem Abi jestem tu nowa - Powiedziała Abi wyciągając ręke do trenerki amazonek jaszczuroczłeczki Iwony a ona zerknęła swoim gadzim zwrokiem w stronę Tazara stojącego za abi i lekko popychającego ją do środka chatki amazonki. Była tu też Reni i Marcysia
- czyli to jest ta sławna wojowniczka abi która przybyła po pomoc w walce z orkami i zakłóciła spokój w porcie macarena? - zmierzyła ją oczami od stup do głów - marne z ciebie chuchro
- wypraszam sobie!!! - krzyknęła abi - jestem doświadczona w walce
- tak??? to pokaż co potrafisz! idziemy na ring! - powiedziała głośno iwka i amazonki stojące w drzwiach z drugiej strony pokoju rozstąpiły sie. abi pytająco spojrzała na reni
- idź, tam iwona sprawdzi cie w walce, tak jest zawsze gdy ktoś przyłącza się do oddziału amazonek - zaśmiała się reni dodając abi otuchy. abi podążyła za iwoną i były teraz w wielkim anfiteatrze z kamienia w środku dżungli a na ławkach siedziały inne dziewczyny żeby oglądać walke i kibicować swojej przywódczyni. dwie jednak krzyczały inne hasło:
- ABI!!! Dasz radę wierzymy w ciebie!!! - krzyczała paula i tina a jedna z nich wywijała wielkim słomianym ponponem i wyła łuuuu!!! Powiedz A! Powiedz B! Powiedz I! Wojowniczka Abi wkopie ci! - zakrzyknęła Tina podskakując a inne jaszczuroczłeczki spojrzały na nią zmrożonymi oczami
- no co? też kibicujcie swojej trenerce! - krzyknęła paula a jaszczuroczłeczki popatrzyły po sobie i po chwili też skakały z ponponami
- Zasadą pojedynku jest: nie używać magi! możemy mieć tylko te bronie które wnosimy ze sobą! Nie możemy uśmiercić przeciwniczki! - powiedziała głośno iwona stojąc naprzeciwko abi na środku boiska - a teraz odwróć się i odejdź 20 kroków do przodu! - abi zrobiła to i nawet nie zauważyła, że iwona też poszła w drugą strone. Miała teraz chwile czasu zeby sie rozejrzeć. koloseum było przykryte skórzanymi płachtami na górze zwieszonymi na wielkich kijach a arena była kółkowa. Słońce przyświecało z niej prosto z góry a na ławkach siedziały skąpo ubrane jaszczuroczłeczki w strojach amazonek i kibicowały iwce. Spojrzała na swoją przeciwniczke. była to bardzo wysoka jaszczuroczłeczka z niebieską łuską i białym pod brodą i na brzuchu. miała wielki jasny grzebień jaszczurki zamiast włosów w który były wpięte kolczyki i była wytatułowana na całej ręce a na głowie miała kolorowy piuropusz. jej bronie to dzida i łuk. miała uciętą jedną pierś by efektywniej strzelać z łuku w walce jednym słowem była niezłą wojowniczką
- 3! 2! 1! Start! - krzyknęła amazonka stojąca w rozkroku nad wejściem do koloseum i uderzyła pałką w wielki gąg. wojowniczki zaczęły na siebie nacierać...
w międzyczasie na ławki przyszła marcysia, reni i tazar i siadły koło pauli i tiny
- przyniosłam bałówkę - powiedziała rezolutnie reni obejmując dziewczyny od tyłu i siadła między nimi. zajadając się gotowaną kukurydzą oglądały zmagania abi której kibicowały a tazar siedział spokojnie na boku i wpatrywał się w nią swoim męskim zwrokiem dokładnie obserwując jej taktyke w walce. na ringu w tym momencie panował już chaos...
Gdy tylko zaczął się pojedynek iwona odrzuciła swój łuk
- daje mi zbyt dużą przewage - powiedziała iwona - a chce potraktować cie sprawiedliwie. walczymy tylko na broń z ostrzem
- ok! ale ja nie dam ci forów! - odkrzyknęła abi i wystrzeliła do przeciwniczki jak z procy. iwona uważnie śledziła tor biegu abi i odskoczyła na bok odbijając jej obnażony miecz
- haa!!! - krzyknęła gdy ich bronie sie zderzyły. teraz zrobiła szybki ruch na bok i popchnęła abi tszonkiem swej broni ale ta nie dała sie - w tym samym momencie podskoczyła i stała teraz na broni trenerki!
- i co teraz? - zapytała abi robiąc minę zwycięstwa
- nie opuszczaj gardy! - krzyknęła iwona i cofnęła broń spod nóg abi a ta poleciała na ziemie ale w tej chwili wyciągnęła swój miecz celujący w przeciwniczke
- hiyee!!! - z okrzykiem walki wyprostowała swoją rękę ale amazonka zrobiła salto w tył a publiczność zamarła. abi nie czekała tylko wystrzeliła do przodu z wystawionym ostrzem miecza ale jaszczuroczłeczka odbiła się ręką od ziemi i zablokowała go dzidą
- nie ze mną te numery! - krzykneła podcinając nogi abi
- ałaa!!! - zawyła abi i zaryła o ziemie ale od razu się podniosła uchylając sie od dzidy
- było blisko! - krzyknęła paula przykładając ręce do buzi a z ust jaszczuroczłeczek wydobył się odgłos buczenia bo ich trenerka prawie wygrała. tazar nadal z zastanowieniem patrzył na pojedynek ale teraz też już jadł kukurydze bo reni mu ją wcisnęła do ręki. pojedynek od tego momentu był jeszcze bardziej zażarty
- hoee!! - zawyła abi tnąc od boku i zaczęła kręcić młynek mieczem powoli zbliżając się do amazonki. ta nie próżnowała i odbijała ciosy krzycząc HA! Ha! Ha! ale musiała się cofać pod ich naporem. wtem abi wykonała okrzyk walki i przeskoczyła saltem nad jaszczuroczłeczką i skierowała ostrze miecza w jej plecy a ta się wywaliła. abi stała teraz nad nią
- jesteś na mojej łasce! zwyciężyłam! - krzyknęła abi przystawiając miecz do szyi iwony, ale ta miała wojownicze iskierki w oczach... jeszcze nie skończyła
- nie mówiłam, że masz nie spuszczać gardy? - mrugnęła do niej okiem i odrzuciła coś w bok. nagle abi usłyszała dźwięk odbijania się i...
- aaaa!!! - zlękła się gdy miecz nagle z wielkim szarpnięciem wyrwał się jej z ręki i wywaliła się do tyłu. teraz iwona stała nad nią i wyciągając rękę na bok złapała wirujący dysk celując włócznią w szyje abi
- Zwyciężyła trenerka oddziału amazonek Ivona Vey! - krzyknęła sekundantka koło gągu i wszystkie amazonki wystrzeliły w górę z okrzykiem - hurra!!!
- wstań - spokojnym głosem iwona wyciągnęła swoją jaszczurzą rękę w strone abi a ta ją złapała i już stała na nogach - to jest czakram - powiedziała trenerka wskazując na swoją broń. abi widziała je u innych amazonek ale myślała że to tylko kolczyk na pas
- nie, nie! - zaśmiała się amazonka - to nie ozdoba. ten dysk jest bardzo przydatny w walce i właśnie po to tu jesteś abi - powiedziała i nagle obok nich zjawił się tazar, reni, marcysia, paula i tina
- Gdy nauczysz się władać bronią amazonek będziesz niepokonana na polu bitwy - powiedział tazar
- łiii!!! My też chcemy się tego nauczyć - krzyknęła paula i tina obskakujące trenerkę amazonek
- dobrze, dobrze, wy też się tego nauczycie! - zaśmiała się iwona czochrając ich czupryny. Nagle podszedł do nich alkin
- o, jesteś już kochanie! - powiedziała marcysia rzucając mu się na szyje i dając mu całusa w owłosiony policzek. gnoll zaśmiał się miło i odszedł z nią obejmując ją ramieniem do karocy
- ok zakończmy tą rodzinną scenę! - huknął nagle wesoło tazar - Wojowniczki Abi, Paulo i Tino, jesteście przyjęte na trening u amazonek!
- Tak jest wodzu! - krzyknęła wesoło tina salutując
- Abi, wieczorem wpadnij do mnie na sekundke. musimy iść do króla thralloska - powiedział tazar
- ok
- Rano widzę was na placu treningowym! rozejść się! - krzyknęła żartobliwie żołniersko iwona i dziewczyny wybiegły wesoło z areny.
- Nie wierzę, że tu jesteśmy! - powiedziała paula - miałam niezłego stracha jak siedziałam w pace
- noo, ja też się mocno zlękłam - powiedziała abi wkładając swój miecz do pochwy. - chodźmy coś przekąsić! - krzyknęła i wszystkie dziewczyny poszły do restauracji na frytki.
***
Gdy tylko nieporozumienie zostało wyjaśnione paula i tina od razu były wypuszczone z więzienia. Tazar zrozumiał że abi była poszkodowana przez los i docenił jej kunszt walki jako wojowniczki. Cofnął z niej wyrok pod warunkiem, że od tej pory abi będzie sojuszniczką tatalii i pomoże im walczyć z orkami a oni wspomogą ją w treningu. Reni wyjaśniła abi co zrobiła źle
- miałaś racje nie ma u nas praw człowieka - powiedziała żartobliwie reni - ale nie ma też praw diabła. wszyscy o siebie dbamy i pozwalamy sobie żyć jak chcemy ale pomagamy sobie nawzajem i nie znosimy zła. - zrobiła smutną pauze - dlatego nienawidzimy orków chociaż w oczach czarodziejów jesteśmy tak samo dzicy jak oni - uśmiechneła sie
- nie jesteś dzika jesteś tak samo ogarnięta jak my - powiedziała abi
- nie o to chodzi - zaśmiała się reni - nie mamy tutaj żadnej nauki i żyjemy w plemieniu a wy macie cywilizacje dlatego czarodzieje z fortecy nie traktują nas poważnie - zamilkła - ale my pewnego dnia pokażemy im ich błąd i udowodnimy że jaszczurki też mają moc
- i ja mam wam w tym pomóc - domyśliła sie abi
- dokładnie! jesteś dowódcą fortecy więc jeśli nauczysz się naszej walki to zauważą że nie tylko magia i technika mogą zdziałać cuda - zaśmiała się jaszczuroczłeczka
- prawdziwa wojowniczka nie może ograniczać sie do jednego stylu walki - powiedziała abi formułe której nauczyła sie od neli
- dokładnie! - powiedziała dziarsko reni. wróćmy teraz do teraźniejszości
***
- Już czas abi - powiedział tazar wchodząc do jej kwatery. był to surowy pokój z oknem na bagno w którym wszystkie meble były drewniane a ściany gliniane. na ziemi leżał czerwony dywan w ozdoby ale był już bardzo starty. łóżko nie miało materaca i było wyściułane słomą i skórami
- jestem gotowa - odpowiedziała abi. ubrała swój najlepszy strój i zarzuciła na szyję swój ulubiony czerwony wisiorek. miała jednak u boku swój miecz a w drugiej ręce trzymała poselstwo do tralloska. - idziemy! - wyszli razem na pole. zapadł już wieczór i wielkie budowle conga były rozświetlone przez zielone bagniste lampy a na ulicach nie było prawie nikogo. było słychać dźwięki moczarów i wszędzie latały świetliki. weszli na główną drogę i zaczęli wspinać się na schody prowadzące na najwyższa piramidę w której była komnata królewska. Nagle tazar odwrócił się i abi też to zrobiła. roztaczał się stąd widok na miasto
- oto conga miasto sprzymierzonych - powiedział tazar - kiedyś w amazonii żyły 3 plemiona które ze sobą walczyły: ludzie jaszczuroczłeki i gnole. wszyscy różnili sie od siebie i nie akceptowali swojego wyglądu - mówił wpatrując się w księzyc w pełni - na piramidach składano krwawe ofiary i uważaliśmy siebie nawzajem za zwierzęta. ale to sie zmieniło gdy pojawiły się one...
- kto? - zapytała zdziwiona abi
- diabły. - odpowiedział cicho tazar wpatrując się w jej oczy - diabły kreegan przybyły nad antargich i chciały opanować wszystkie rasy nawet nas
- i co dalej - zapytała abi
- uzyskaliśmy wspólnego rogatego wroga który spopielał nasze siedziby. musieliśmy sie zjednoczyć w walce i pokonać przeciwnika - mówiąc to robił gest ręką ukazujacy ścięcie na szafot - i właśnie wtedy przekonaliśmy się że mimo różnic nie różnimy się tak bardzo... a dziś widzimy takie pary jak marcysia i alkin - uśmiechnął się serdecznie ale szybko na jego twarzy pojawił się grymas bólu - ale nasienie diabelskie jeszcze nie wygasło...
- masz na myśli orków tak? - zapytała abi
- dokładnie tak. orkowie to zbeszczeszczona rasa w której rozbudzona jest krew diabłów... i póki nie znikną ze świata nigdy nie uzyskamy spokoju i chyba też to wiesz abi. - spojrzał na dziewczyne która smutno zwiesiła głowe i zamilkła
- no, idziemy do króla. musisz pokazać mu co przyniosłaś z fortecy i dopełnić swoją misje - poklepał ją do plecach i wyspindrali się na szczyt piramidy. po obu stronach wejścia stały policjantki conga
- proszę przepuścić mnie do wodza. to wojowniczka abi która przynosi mu poselstwo z fortecy - powiedział tazar a strażniczki rozstąpiły się. jedna z nich mrugnęła do abi okiem i pokazała kciuk w góre
- jestem kiki ciotka reni - powiedziała kiki - wszystko będzie dobrze abi wierze w ciebie
- dzięki kiki - powiedziała abi kiwając głową. tazar odsunął kotarę i weszli razem na audiencje do króla tralloska...
cdn.
- czyli to jest ta sławna wojowniczka abi która przybyła po pomoc w walce z orkami i zakłóciła spokój w porcie macarena? - zmierzyła ją oczami od stup do głów - marne z ciebie chuchro
- wypraszam sobie!!! - krzyknęła abi - jestem doświadczona w walce
- tak??? to pokaż co potrafisz! idziemy na ring! - powiedziała głośno iwka i amazonki stojące w drzwiach z drugiej strony pokoju rozstąpiły sie. abi pytająco spojrzała na reni
- idź, tam iwona sprawdzi cie w walce, tak jest zawsze gdy ktoś przyłącza się do oddziału amazonek - zaśmiała się reni dodając abi otuchy. abi podążyła za iwoną i były teraz w wielkim anfiteatrze z kamienia w środku dżungli a na ławkach siedziały inne dziewczyny żeby oglądać walke i kibicować swojej przywódczyni. dwie jednak krzyczały inne hasło:
- ABI!!! Dasz radę wierzymy w ciebie!!! - krzyczała paula i tina a jedna z nich wywijała wielkim słomianym ponponem i wyła łuuuu!!! Powiedz A! Powiedz B! Powiedz I! Wojowniczka Abi wkopie ci! - zakrzyknęła Tina podskakując a inne jaszczuroczłeczki spojrzały na nią zmrożonymi oczami
- no co? też kibicujcie swojej trenerce! - krzyknęła paula a jaszczuroczłeczki popatrzyły po sobie i po chwili też skakały z ponponami
- Zasadą pojedynku jest: nie używać magi! możemy mieć tylko te bronie które wnosimy ze sobą! Nie możemy uśmiercić przeciwniczki! - powiedziała głośno iwona stojąc naprzeciwko abi na środku boiska - a teraz odwróć się i odejdź 20 kroków do przodu! - abi zrobiła to i nawet nie zauważyła, że iwona też poszła w drugą strone. Miała teraz chwile czasu zeby sie rozejrzeć. koloseum było przykryte skórzanymi płachtami na górze zwieszonymi na wielkich kijach a arena była kółkowa. Słońce przyświecało z niej prosto z góry a na ławkach siedziały skąpo ubrane jaszczuroczłeczki w strojach amazonek i kibicowały iwce. Spojrzała na swoją przeciwniczke. była to bardzo wysoka jaszczuroczłeczka z niebieską łuską i białym pod brodą i na brzuchu. miała wielki jasny grzebień jaszczurki zamiast włosów w który były wpięte kolczyki i była wytatułowana na całej ręce a na głowie miała kolorowy piuropusz. jej bronie to dzida i łuk. miała uciętą jedną pierś by efektywniej strzelać z łuku w walce jednym słowem była niezłą wojowniczką
- 3! 2! 1! Start! - krzyknęła amazonka stojąca w rozkroku nad wejściem do koloseum i uderzyła pałką w wielki gąg. wojowniczki zaczęły na siebie nacierać...
w międzyczasie na ławki przyszła marcysia, reni i tazar i siadły koło pauli i tiny
- przyniosłam bałówkę - powiedziała rezolutnie reni obejmując dziewczyny od tyłu i siadła między nimi. zajadając się gotowaną kukurydzą oglądały zmagania abi której kibicowały a tazar siedział spokojnie na boku i wpatrywał się w nią swoim męskim zwrokiem dokładnie obserwując jej taktyke w walce. na ringu w tym momencie panował już chaos...
Gdy tylko zaczął się pojedynek iwona odrzuciła swój łuk
- daje mi zbyt dużą przewage - powiedziała iwona - a chce potraktować cie sprawiedliwie. walczymy tylko na broń z ostrzem
- ok! ale ja nie dam ci forów! - odkrzyknęła abi i wystrzeliła do przeciwniczki jak z procy. iwona uważnie śledziła tor biegu abi i odskoczyła na bok odbijając jej obnażony miecz
- haa!!! - krzyknęła gdy ich bronie sie zderzyły. teraz zrobiła szybki ruch na bok i popchnęła abi tszonkiem swej broni ale ta nie dała sie - w tym samym momencie podskoczyła i stała teraz na broni trenerki!
- i co teraz? - zapytała abi robiąc minę zwycięstwa
- nie opuszczaj gardy! - krzyknęła iwona i cofnęła broń spod nóg abi a ta poleciała na ziemie ale w tej chwili wyciągnęła swój miecz celujący w przeciwniczke
- hiyee!!! - z okrzykiem walki wyprostowała swoją rękę ale amazonka zrobiła salto w tył a publiczność zamarła. abi nie czekała tylko wystrzeliła do przodu z wystawionym ostrzem miecza ale jaszczuroczłeczka odbiła się ręką od ziemi i zablokowała go dzidą
- nie ze mną te numery! - krzykneła podcinając nogi abi
- ałaa!!! - zawyła abi i zaryła o ziemie ale od razu się podniosła uchylając sie od dzidy
- było blisko! - krzyknęła paula przykładając ręce do buzi a z ust jaszczuroczłeczek wydobył się odgłos buczenia bo ich trenerka prawie wygrała. tazar nadal z zastanowieniem patrzył na pojedynek ale teraz też już jadł kukurydze bo reni mu ją wcisnęła do ręki. pojedynek od tego momentu był jeszcze bardziej zażarty
- hoee!! - zawyła abi tnąc od boku i zaczęła kręcić młynek mieczem powoli zbliżając się do amazonki. ta nie próżnowała i odbijała ciosy krzycząc HA! Ha! Ha! ale musiała się cofać pod ich naporem. wtem abi wykonała okrzyk walki i przeskoczyła saltem nad jaszczuroczłeczką i skierowała ostrze miecza w jej plecy a ta się wywaliła. abi stała teraz nad nią
- jesteś na mojej łasce! zwyciężyłam! - krzyknęła abi przystawiając miecz do szyi iwony, ale ta miała wojownicze iskierki w oczach... jeszcze nie skończyła
- nie mówiłam, że masz nie spuszczać gardy? - mrugnęła do niej okiem i odrzuciła coś w bok. nagle abi usłyszała dźwięk odbijania się i...
- aaaa!!! - zlękła się gdy miecz nagle z wielkim szarpnięciem wyrwał się jej z ręki i wywaliła się do tyłu. teraz iwona stała nad nią i wyciągając rękę na bok złapała wirujący dysk celując włócznią w szyje abi
- Zwyciężyła trenerka oddziału amazonek Ivona Vey! - krzyknęła sekundantka koło gągu i wszystkie amazonki wystrzeliły w górę z okrzykiem - hurra!!!
- wstań - spokojnym głosem iwona wyciągnęła swoją jaszczurzą rękę w strone abi a ta ją złapała i już stała na nogach - to jest czakram - powiedziała trenerka wskazując na swoją broń. abi widziała je u innych amazonek ale myślała że to tylko kolczyk na pas
- nie, nie! - zaśmiała się amazonka - to nie ozdoba. ten dysk jest bardzo przydatny w walce i właśnie po to tu jesteś abi - powiedziała i nagle obok nich zjawił się tazar, reni, marcysia, paula i tina
- Gdy nauczysz się władać bronią amazonek będziesz niepokonana na polu bitwy - powiedział tazar
- łiii!!! My też chcemy się tego nauczyć - krzyknęła paula i tina obskakujące trenerkę amazonek
- dobrze, dobrze, wy też się tego nauczycie! - zaśmiała się iwona czochrając ich czupryny. Nagle podszedł do nich alkin
- o, jesteś już kochanie! - powiedziała marcysia rzucając mu się na szyje i dając mu całusa w owłosiony policzek. gnoll zaśmiał się miło i odszedł z nią obejmując ją ramieniem do karocy
- ok zakończmy tą rodzinną scenę! - huknął nagle wesoło tazar - Wojowniczki Abi, Paulo i Tino, jesteście przyjęte na trening u amazonek!
- Tak jest wodzu! - krzyknęła wesoło tina salutując
- Abi, wieczorem wpadnij do mnie na sekundke. musimy iść do króla thralloska - powiedział tazar
- ok
- Rano widzę was na placu treningowym! rozejść się! - krzyknęła żartobliwie żołniersko iwona i dziewczyny wybiegły wesoło z areny.
- Nie wierzę, że tu jesteśmy! - powiedziała paula - miałam niezłego stracha jak siedziałam w pace
- noo, ja też się mocno zlękłam - powiedziała abi wkładając swój miecz do pochwy. - chodźmy coś przekąsić! - krzyknęła i wszystkie dziewczyny poszły do restauracji na frytki.
***
Gdy tylko nieporozumienie zostało wyjaśnione paula i tina od razu były wypuszczone z więzienia. Tazar zrozumiał że abi była poszkodowana przez los i docenił jej kunszt walki jako wojowniczki. Cofnął z niej wyrok pod warunkiem, że od tej pory abi będzie sojuszniczką tatalii i pomoże im walczyć z orkami a oni wspomogą ją w treningu. Reni wyjaśniła abi co zrobiła źle
- miałaś racje nie ma u nas praw człowieka - powiedziała żartobliwie reni - ale nie ma też praw diabła. wszyscy o siebie dbamy i pozwalamy sobie żyć jak chcemy ale pomagamy sobie nawzajem i nie znosimy zła. - zrobiła smutną pauze - dlatego nienawidzimy orków chociaż w oczach czarodziejów jesteśmy tak samo dzicy jak oni - uśmiechneła sie
- nie jesteś dzika jesteś tak samo ogarnięta jak my - powiedziała abi
- nie o to chodzi - zaśmiała się reni - nie mamy tutaj żadnej nauki i żyjemy w plemieniu a wy macie cywilizacje dlatego czarodzieje z fortecy nie traktują nas poważnie - zamilkła - ale my pewnego dnia pokażemy im ich błąd i udowodnimy że jaszczurki też mają moc
- i ja mam wam w tym pomóc - domyśliła sie abi
- dokładnie! jesteś dowódcą fortecy więc jeśli nauczysz się naszej walki to zauważą że nie tylko magia i technika mogą zdziałać cuda - zaśmiała się jaszczuroczłeczka
- prawdziwa wojowniczka nie może ograniczać sie do jednego stylu walki - powiedziała abi formułe której nauczyła sie od neli
- dokładnie! - powiedziała dziarsko reni. wróćmy teraz do teraźniejszości
***
- Już czas abi - powiedział tazar wchodząc do jej kwatery. był to surowy pokój z oknem na bagno w którym wszystkie meble były drewniane a ściany gliniane. na ziemi leżał czerwony dywan w ozdoby ale był już bardzo starty. łóżko nie miało materaca i było wyściułane słomą i skórami
- jestem gotowa - odpowiedziała abi. ubrała swój najlepszy strój i zarzuciła na szyję swój ulubiony czerwony wisiorek. miała jednak u boku swój miecz a w drugiej ręce trzymała poselstwo do tralloska. - idziemy! - wyszli razem na pole. zapadł już wieczór i wielkie budowle conga były rozświetlone przez zielone bagniste lampy a na ulicach nie było prawie nikogo. było słychać dźwięki moczarów i wszędzie latały świetliki. weszli na główną drogę i zaczęli wspinać się na schody prowadzące na najwyższa piramidę w której była komnata królewska. Nagle tazar odwrócił się i abi też to zrobiła. roztaczał się stąd widok na miasto
- oto conga miasto sprzymierzonych - powiedział tazar - kiedyś w amazonii żyły 3 plemiona które ze sobą walczyły: ludzie jaszczuroczłeki i gnole. wszyscy różnili sie od siebie i nie akceptowali swojego wyglądu - mówił wpatrując się w księzyc w pełni - na piramidach składano krwawe ofiary i uważaliśmy siebie nawzajem za zwierzęta. ale to sie zmieniło gdy pojawiły się one...
- kto? - zapytała zdziwiona abi
- diabły. - odpowiedział cicho tazar wpatrując się w jej oczy - diabły kreegan przybyły nad antargich i chciały opanować wszystkie rasy nawet nas
- i co dalej - zapytała abi
- uzyskaliśmy wspólnego rogatego wroga który spopielał nasze siedziby. musieliśmy sie zjednoczyć w walce i pokonać przeciwnika - mówiąc to robił gest ręką ukazujacy ścięcie na szafot - i właśnie wtedy przekonaliśmy się że mimo różnic nie różnimy się tak bardzo... a dziś widzimy takie pary jak marcysia i alkin - uśmiechnął się serdecznie ale szybko na jego twarzy pojawił się grymas bólu - ale nasienie diabelskie jeszcze nie wygasło...
- masz na myśli orków tak? - zapytała abi
- dokładnie tak. orkowie to zbeszczeszczona rasa w której rozbudzona jest krew diabłów... i póki nie znikną ze świata nigdy nie uzyskamy spokoju i chyba też to wiesz abi. - spojrzał na dziewczyne która smutno zwiesiła głowe i zamilkła
- no, idziemy do króla. musisz pokazać mu co przyniosłaś z fortecy i dopełnić swoją misje - poklepał ją do plecach i wyspindrali się na szczyt piramidy. po obu stronach wejścia stały policjantki conga
- proszę przepuścić mnie do wodza. to wojowniczka abi która przynosi mu poselstwo z fortecy - powiedział tazar a strażniczki rozstąpiły się. jedna z nich mrugnęła do abi okiem i pokazała kciuk w góre
- jestem kiki ciotka reni - powiedziała kiki - wszystko będzie dobrze abi wierze w ciebie
- dzięki kiki - powiedziała abi kiwając głową. tazar odsunął kotarę i weszli razem na audiencje do króla tralloska...
cdn.
poniedziałek, 10 lipca 2017
Rozdział XV - Dziewczyna znowu w pace
Abi stała z obnażonym mieczem wpatrując się w orszak Alkina gdy wystartowała. Z krzykiem biegła w strone furasa a on nie spodziewał sie ataku
- Abi!? - zduszony kszyk wydobył sie z ust zaskoczonej marcysi która szybko zalała sie rzewnymi łzami - abi to naprawde ty
ale abi nie słuchała marcysi. Przeleciała tuż obok niej i podskoczyła robiąc z okrzykiem walki salto w powietrzu i wylądowała na wozie Alkina
- no no no... - pogroziła mu palcem abi gdy go przyszpiliła do ściany i jego zwierzęcy łeb znajdował sie za jej mieczem - zaskoczony że dziewczyna taka jak te - wskazała ręką na zapłakana marcysie która nie wiedziała za co zabrać ręce i próbowała coś powiedzieć a inne niewolnice alkina sie rozpierzchły - jest w stanie podnieść rękę na dumnego męskiego pana dziewczyn? - zmrużyła jedno oko żartobliwie dla efektu pogardy
- k-kim ty jesteś!? pożałujesz tego wstrętna...!!! - przerażony gnoll nie dokończył bo miecz abi niebezpiecznie zbliżył sie do jego szyi psa. zaczoł się szamotać i toczyć piane z ust a abi odwróciła od niego zwrok
- tina! paula! przewróćcie wóz! dziewczyny! - zwróciła sie do rozbieganych niewolnic i okolicznych dziewczyn stojących przed domami - oto przybyłam ja, wojowniczka abi! - wskazała na siebie ręką - wasze wybawienie z rąk obleśnych wykorzystujących was facetów co nie mają szacunku dla kobiet! - z satysfakcją spojrzała jak tina i paula barykadują się we wozie - rebelia w macarenie właśnie się rozpoczyna!- krzykneła abi i wzniosła swój miecz który zalśnił w słońcu. Ale dziewczyny stały prosto a niektóre biegały z krzykiem
- co robicie? możecie rzucić się do walki - krzykneła zdezorientowana abi. z przerażeniem zauważyła, że niektóre z nich biegną na policje
- a więc to tak... wasi panowie was tak przekabacili że nie wiecie już co dla was dobre!? - zawołała abi - pokaże wam prawdziwą moc wojowniczki i wyzwol..
- STOP!!! ROZEJŚĆ SIĘ! - usłyszała głos z tyłu i obrociła się. przez ulice biegł cały oddział policjantek-jaszczurek z główną dowódczynią na czele
- Jestem Maja dowódczyni policji Macarena! - Powiedziała jaszczuroczłeczka wyciągając swoją odznake z narysowanym nasionkiem - i w imieniu prawa tesalii zostajesz aresztowana!
- co? - zawołała zdezorientowana abi - dlaczego? dlaczego gdy jesteś strażniczką prawa nie bronisz nich! - krzykneła pokazując zapłakana marcysie która teraz zdołała wziąś głos
- abi ja ci chciałam powiedzieć ale to było tak szybko... - chlipała marcysia - my nie jesteśmy niewolnicami... - abi ze zdziwieniem spojrzała to na marcysie a potem na inne dziewczyny. były przerażone, ale nie bały sie swoich mężów - tuliły sie do nich spoglądając ze strachem na abi
- Jestem strażniczką prawa tetatalii i bronię obywatelki tatalii przed złoczyńcami takimi jak ty! - krzyknęła Maja - proszę wyciągnąc ręce!
- co??? Ale... - abi nie zdązyła nic powiedzieć bo poczuła żelazny uścisk z tyłu. to alkin ją przytrzymywał bo w chaosie wyswobodził sie spod jej ostrza. na boku lamentowała tina i paula już zakute i prowadzone przez strażniczki do karocy policyjnej
- Wojowniczko Abi jak się przedstawiłaś... czeka cię sąd! zostajesz natychmiastowo przewieziona do cytadeli i wtrącona do lochu za zakłócanie porządku w macarenie! - powiedziała władczo Maja ale abi nie chciała dać za wygraną. spróbowała użyć swoich powietrznych mocy by odepchać jaszczuroczłeczki zakładające jej kajdanki
- stój abi! - krzyknęła marcysia tupając nogą - nie wiem dlaczego to zrobiłaś ale wszystko odkręcę! uratuje cię! tylko nie rób głupstw! - krzyczała za nią a abi postanowiła jej posłuchać. skuta została wprowadzona za tiną i paulą do wozu policyjnego, a woźnica ruszył konie i odjechały do stolicy tatalii, Conga.
***
- oto wasze nowe koleżanki! - krzyknoł gnolski strażnik i wrzucił tine i paule na zbity pysk do celi w pace a potem zatrzasnął krate - mam nadzieje że sie dobrze bedziecie bawić! - zasmiał sie kręcąc pękiem kluczy na palcu a potem odszedł
- za co siedzicie? - zapytała jakaś baba w kącie bawiąca się wypchanymi lalkami i wyglądała jak psychiczna
- nasza koleżanka chciała obalić niewolnictwo w tatalii - powiedziała tina - ale wygląda na to...
- że niewolnictwa w tatalii wcale nie ma, prawda, złotko? - powiedziała kiwająca sie baba karmiąc swoją lalke kawałkiem szczura
- w co myśmy sie wpakowały!? - krzyknęła paula i walła nogą o kratę z nerwów
- ałaaa! - kryzkła z bólu
- a gdzie prowadzicie abi, co, psiaki!? - zawołała w korytarz. po chwili zjawił się gnolski strażnik
- dla waszej dziarskiej wojowniczki mamy specjalne przesłuchanie... - zaśmiał się - i podczas niego wszystko z niej wyciągniemy... ale nie, nie martw się na pewno wróci w jednym kawałku... może - i zaśmiał się głęboko oddalając w korytarzu
- może gryza? - zapytała baba z kąta rzucając tinie nędzny ochłap szczura
- fuuuuu!!! - krzyknęła tina i odsunęła sie do drugiej ściany
- mamy przerąbane. - powiedziała paula i zrezygnowana siadła.
***
Abi otworzyła oczy i z przerażeniem poczuła, że nie może się ruszyć. była zamknięta w trochę brudnym pomieszczeniu ze stolikiem na którym stała tylko lampka olejna. spojrzała ledwo na swoje ręce i zabrało jej oddech ze stresu. była przymocowana skórzanymi pasami do wielkiego żelaznego krzesła. nie zaczeła się szamotać bo wiedziała, że nic to nie da. "a więc znowu w lochu, co?" - pomyślała z rozbawieniem zamykając oczy by wyobrazić sobie plan ucieczki. teraz była dużo silniejsza niż wtedy, gdy porwał ją jabarkas - lochy tatalii na pewno potrafiłaby rozsadzić...
Nagle usłyszała kroki na schodach. Ze skupieniem wyobrażając sobie magiczny pocisk wiatru wpatrywała się w zamknięte drzwi. gdy tylko ktoś tu wejdzie oberwie i to ostro... do sali jednak weszła...
- reni!? - zdziwiona abi rozdziawiła usta a za reni wszedł ktoś jeszcze
- abi, to jest tazar, główny wódz wojenny tatalii - powiedziała reni - a ja mówiłam ci coś o tym, że masz nie ingerować w nasze obyczaje... może być z tobą kiepsko - powiedziała smutno patrząc w strone abi
- wystarczy reni, prosze opuść komnate i zostaw nas w cztery oczy - powiedział tazar a reni usłuchała go i wyszła. Tazar był człowiekiem o brązowych zmierzwionych włosach i brązowych wpółwypukłych oczach ale był wielki i rozbudowany w ciele i miał brode. miał ubranie podobne do ubrań orków odkrywające umieśnione ciało i był dużo większy od abi, zwrostem dorównując crag hackowi. Od swojego barbarzyńskiego koleżki wydawał sie jednak dużo spokojniejszy i mniej brudny
- uwolnij mnie z tego krzesła - powiedziała zimnym tonem abi wpatrując się w mężczyzne
- nie wydaje mi sie żebyś była w pozycji do stawiania mi warunków - powiedział tazar spokojnie wpatrując się w szamoczącą się abi - jesteś amazonką? - zapytał po chwili milczenia
- nie jestem żadną amazonką jestem zwykłą dziewczyną z fortecy! - powiedziała abi nie zaprzestając wysiłku w uwolnieniu sie
- zabawne, bo nigdy nie widziałem tak rozbrykanej dziewczyny która by nie była amazonką - powiedział tazar - dlaczego taka zwykła dziewczyna z fortecy jak ty przyszła do portu macarena i zrobiła w nim rozróbe
- jestem tu z misją ale teraz to bez znaczenia odkąd dowiedziałam się, że więzicie dziewczyny!!! - krzykneła abi i już zamachnęła się żeby splunąc mu w twarz ale on powstrzymał ją ręką
- właśnie dlatego jesteś zakleszczona. musimy wszystko spokojnie sobie wyjaśnić - powiedział tazar siadając na krześle za stołem
- tu nie ma nic do wyjaśniania - powiedziała abi z pogardliwym zwrokiem
- a właśnie, że jest. kto ci powiedział, że tutejsze dziewczyny są niewolnicami? - zapytał tazar wpatrując się w abi - wiesz jak z boku wyglądało twoje postępowanie? obca dziewczyna w środku miasta nagle robi wielką chryje
- to nic w porównaniu z tym co jeszcze wam zrobie jak tylko sie stąd uwolnie - ryknęła abi zaczęła zbierać magiczną moc
- niezła z ciebie sztuka nono - powiedział tazar - ale zmiękniesz jak pokaże ci to! wprowadzić marcysie - krzyknął i drzwi do celi znów sie otwarły a przez nie przeszła zapowietrzona z płaczu marcysia
- dlaczego z nimi trzymasz gdy cie tak traktują!? - zapytała rozżalona abi a z jej oczu zaczęły spływać łzy
- Abi, to nie tak! Alkin mnie uratował i ja... - tutaj zrobiła pauze i ściskała piąstki wpatrując się w ziemie - i ja coś do niego czuję! - wykrzyczała w przestrzeń zamykając oczy
- ale szłaś za jego wozem jak niewolnica! - powiedziała zdezorientowana abi
- to nie tak! byłam w jego honorowym orszaku zwycięskim a ty wszystko zepsułaś! - krzyknęła marcysia a tazar stał z boku i przypatrywał się jej uważnie - wiem co przeszłaś abi i ja przeszłam to samo co ty - powiedziała spokojniej wpatrując jej sie w oczy - ale nie możesz oceniać wszystkich miejsc tą samą miarą! mieszkańcy tatalii to nie barbarzyńcy jak crag hack i jego banda! - abi słuchała w milczeniu slów koleżanki a jej uściski rozluźniły się
- Wojownicy tatalii od lat walczą z siepaczami crag hacka i wykupują niewolnice z ich targów żeby zapewnić im godny byt i ja trafiłam na jednego z nich!
- ja nie wiedziałam... - powiedziała zdezorientowana abi
- dobra już wystarczy tej szopki, wiem z czym przychodzisz abi - powiedział tazar z boku - nie będziemy już wykupywać żadnych niewolnic - powiedział zagadkowo i zwrócił oczy w twarz abi - ponieważ przyłączymy się do walki i zmiażdzymy potęgę crag hacka raz na zawsze - zaskoczona abi nie mogła wydobyć z siebie żadnego głosu - a ty - zbliżył się do niej, wspiął jedną nogą na oparcie stołka i oparł silną muskularną rękę tuż obok jej głowy wisząc nad nią zakleszczoną w krześle przesuchań zbliżył swoją twarz do twarzy abi tak że mogła dostrzec wszystkie szczegóły jego gęby - ty nam w tym pomożesz...
cdn.
- Abi!? - zduszony kszyk wydobył sie z ust zaskoczonej marcysi która szybko zalała sie rzewnymi łzami - abi to naprawde ty
ale abi nie słuchała marcysi. Przeleciała tuż obok niej i podskoczyła robiąc z okrzykiem walki salto w powietrzu i wylądowała na wozie Alkina
- no no no... - pogroziła mu palcem abi gdy go przyszpiliła do ściany i jego zwierzęcy łeb znajdował sie za jej mieczem - zaskoczony że dziewczyna taka jak te - wskazała ręką na zapłakana marcysie która nie wiedziała za co zabrać ręce i próbowała coś powiedzieć a inne niewolnice alkina sie rozpierzchły - jest w stanie podnieść rękę na dumnego męskiego pana dziewczyn? - zmrużyła jedno oko żartobliwie dla efektu pogardy
- k-kim ty jesteś!? pożałujesz tego wstrętna...!!! - przerażony gnoll nie dokończył bo miecz abi niebezpiecznie zbliżył sie do jego szyi psa. zaczoł się szamotać i toczyć piane z ust a abi odwróciła od niego zwrok
- tina! paula! przewróćcie wóz! dziewczyny! - zwróciła sie do rozbieganych niewolnic i okolicznych dziewczyn stojących przed domami - oto przybyłam ja, wojowniczka abi! - wskazała na siebie ręką - wasze wybawienie z rąk obleśnych wykorzystujących was facetów co nie mają szacunku dla kobiet! - z satysfakcją spojrzała jak tina i paula barykadują się we wozie - rebelia w macarenie właśnie się rozpoczyna!- krzykneła abi i wzniosła swój miecz który zalśnił w słońcu. Ale dziewczyny stały prosto a niektóre biegały z krzykiem
- co robicie? możecie rzucić się do walki - krzykneła zdezorientowana abi. z przerażeniem zauważyła, że niektóre z nich biegną na policje
- a więc to tak... wasi panowie was tak przekabacili że nie wiecie już co dla was dobre!? - zawołała abi - pokaże wam prawdziwą moc wojowniczki i wyzwol..
- STOP!!! ROZEJŚĆ SIĘ! - usłyszała głos z tyłu i obrociła się. przez ulice biegł cały oddział policjantek-jaszczurek z główną dowódczynią na czele
- Jestem Maja dowódczyni policji Macarena! - Powiedziała jaszczuroczłeczka wyciągając swoją odznake z narysowanym nasionkiem - i w imieniu prawa tesalii zostajesz aresztowana!
- co? - zawołała zdezorientowana abi - dlaczego? dlaczego gdy jesteś strażniczką prawa nie bronisz nich! - krzykneła pokazując zapłakana marcysie która teraz zdołała wziąś głos
- abi ja ci chciałam powiedzieć ale to było tak szybko... - chlipała marcysia - my nie jesteśmy niewolnicami... - abi ze zdziwieniem spojrzała to na marcysie a potem na inne dziewczyny. były przerażone, ale nie bały sie swoich mężów - tuliły sie do nich spoglądając ze strachem na abi
- Jestem strażniczką prawa tetatalii i bronię obywatelki tatalii przed złoczyńcami takimi jak ty! - krzyknęła Maja - proszę wyciągnąc ręce!
- co??? Ale... - abi nie zdązyła nic powiedzieć bo poczuła żelazny uścisk z tyłu. to alkin ją przytrzymywał bo w chaosie wyswobodził sie spod jej ostrza. na boku lamentowała tina i paula już zakute i prowadzone przez strażniczki do karocy policyjnej
- Wojowniczko Abi jak się przedstawiłaś... czeka cię sąd! zostajesz natychmiastowo przewieziona do cytadeli i wtrącona do lochu za zakłócanie porządku w macarenie! - powiedziała władczo Maja ale abi nie chciała dać za wygraną. spróbowała użyć swoich powietrznych mocy by odepchać jaszczuroczłeczki zakładające jej kajdanki
- stój abi! - krzyknęła marcysia tupając nogą - nie wiem dlaczego to zrobiłaś ale wszystko odkręcę! uratuje cię! tylko nie rób głupstw! - krzyczała za nią a abi postanowiła jej posłuchać. skuta została wprowadzona za tiną i paulą do wozu policyjnego, a woźnica ruszył konie i odjechały do stolicy tatalii, Conga.
***
- oto wasze nowe koleżanki! - krzyknoł gnolski strażnik i wrzucił tine i paule na zbity pysk do celi w pace a potem zatrzasnął krate - mam nadzieje że sie dobrze bedziecie bawić! - zasmiał sie kręcąc pękiem kluczy na palcu a potem odszedł
- za co siedzicie? - zapytała jakaś baba w kącie bawiąca się wypchanymi lalkami i wyglądała jak psychiczna
- nasza koleżanka chciała obalić niewolnictwo w tatalii - powiedziała tina - ale wygląda na to...
- że niewolnictwa w tatalii wcale nie ma, prawda, złotko? - powiedziała kiwająca sie baba karmiąc swoją lalke kawałkiem szczura
- w co myśmy sie wpakowały!? - krzyknęła paula i walła nogą o kratę z nerwów
- ałaaa! - kryzkła z bólu
- a gdzie prowadzicie abi, co, psiaki!? - zawołała w korytarz. po chwili zjawił się gnolski strażnik
- dla waszej dziarskiej wojowniczki mamy specjalne przesłuchanie... - zaśmiał się - i podczas niego wszystko z niej wyciągniemy... ale nie, nie martw się na pewno wróci w jednym kawałku... może - i zaśmiał się głęboko oddalając w korytarzu
- może gryza? - zapytała baba z kąta rzucając tinie nędzny ochłap szczura
- fuuuuu!!! - krzyknęła tina i odsunęła sie do drugiej ściany
- mamy przerąbane. - powiedziała paula i zrezygnowana siadła.
***
Abi otworzyła oczy i z przerażeniem poczuła, że nie może się ruszyć. była zamknięta w trochę brudnym pomieszczeniu ze stolikiem na którym stała tylko lampka olejna. spojrzała ledwo na swoje ręce i zabrało jej oddech ze stresu. była przymocowana skórzanymi pasami do wielkiego żelaznego krzesła. nie zaczeła się szamotać bo wiedziała, że nic to nie da. "a więc znowu w lochu, co?" - pomyślała z rozbawieniem zamykając oczy by wyobrazić sobie plan ucieczki. teraz była dużo silniejsza niż wtedy, gdy porwał ją jabarkas - lochy tatalii na pewno potrafiłaby rozsadzić...
Nagle usłyszała kroki na schodach. Ze skupieniem wyobrażając sobie magiczny pocisk wiatru wpatrywała się w zamknięte drzwi. gdy tylko ktoś tu wejdzie oberwie i to ostro... do sali jednak weszła...
- reni!? - zdziwiona abi rozdziawiła usta a za reni wszedł ktoś jeszcze
- abi, to jest tazar, główny wódz wojenny tatalii - powiedziała reni - a ja mówiłam ci coś o tym, że masz nie ingerować w nasze obyczaje... może być z tobą kiepsko - powiedziała smutno patrząc w strone abi
- wystarczy reni, prosze opuść komnate i zostaw nas w cztery oczy - powiedział tazar a reni usłuchała go i wyszła. Tazar był człowiekiem o brązowych zmierzwionych włosach i brązowych wpółwypukłych oczach ale był wielki i rozbudowany w ciele i miał brode. miał ubranie podobne do ubrań orków odkrywające umieśnione ciało i był dużo większy od abi, zwrostem dorównując crag hackowi. Od swojego barbarzyńskiego koleżki wydawał sie jednak dużo spokojniejszy i mniej brudny
- uwolnij mnie z tego krzesła - powiedziała zimnym tonem abi wpatrując się w mężczyzne
- nie wydaje mi sie żebyś była w pozycji do stawiania mi warunków - powiedział tazar spokojnie wpatrując się w szamoczącą się abi - jesteś amazonką? - zapytał po chwili milczenia
- nie jestem żadną amazonką jestem zwykłą dziewczyną z fortecy! - powiedziała abi nie zaprzestając wysiłku w uwolnieniu sie
- zabawne, bo nigdy nie widziałem tak rozbrykanej dziewczyny która by nie była amazonką - powiedział tazar - dlaczego taka zwykła dziewczyna z fortecy jak ty przyszła do portu macarena i zrobiła w nim rozróbe
- jestem tu z misją ale teraz to bez znaczenia odkąd dowiedziałam się, że więzicie dziewczyny!!! - krzykneła abi i już zamachnęła się żeby splunąc mu w twarz ale on powstrzymał ją ręką
- właśnie dlatego jesteś zakleszczona. musimy wszystko spokojnie sobie wyjaśnić - powiedział tazar siadając na krześle za stołem
- tu nie ma nic do wyjaśniania - powiedziała abi z pogardliwym zwrokiem
- a właśnie, że jest. kto ci powiedział, że tutejsze dziewczyny są niewolnicami? - zapytał tazar wpatrując się w abi - wiesz jak z boku wyglądało twoje postępowanie? obca dziewczyna w środku miasta nagle robi wielką chryje
- to nic w porównaniu z tym co jeszcze wam zrobie jak tylko sie stąd uwolnie - ryknęła abi zaczęła zbierać magiczną moc
- niezła z ciebie sztuka nono - powiedział tazar - ale zmiękniesz jak pokaże ci to! wprowadzić marcysie - krzyknął i drzwi do celi znów sie otwarły a przez nie przeszła zapowietrzona z płaczu marcysia
- dlaczego z nimi trzymasz gdy cie tak traktują!? - zapytała rozżalona abi a z jej oczu zaczęły spływać łzy
- Abi, to nie tak! Alkin mnie uratował i ja... - tutaj zrobiła pauze i ściskała piąstki wpatrując się w ziemie - i ja coś do niego czuję! - wykrzyczała w przestrzeń zamykając oczy
- ale szłaś za jego wozem jak niewolnica! - powiedziała zdezorientowana abi
- to nie tak! byłam w jego honorowym orszaku zwycięskim a ty wszystko zepsułaś! - krzyknęła marcysia a tazar stał z boku i przypatrywał się jej uważnie - wiem co przeszłaś abi i ja przeszłam to samo co ty - powiedziała spokojniej wpatrując jej sie w oczy - ale nie możesz oceniać wszystkich miejsc tą samą miarą! mieszkańcy tatalii to nie barbarzyńcy jak crag hack i jego banda! - abi słuchała w milczeniu slów koleżanki a jej uściski rozluźniły się
- Wojownicy tatalii od lat walczą z siepaczami crag hacka i wykupują niewolnice z ich targów żeby zapewnić im godny byt i ja trafiłam na jednego z nich!
- ja nie wiedziałam... - powiedziała zdezorientowana abi
- dobra już wystarczy tej szopki, wiem z czym przychodzisz abi - powiedział tazar z boku - nie będziemy już wykupywać żadnych niewolnic - powiedział zagadkowo i zwrócił oczy w twarz abi - ponieważ przyłączymy się do walki i zmiażdzymy potęgę crag hacka raz na zawsze - zaskoczona abi nie mogła wydobyć z siebie żadnego głosu - a ty - zbliżył się do niej, wspiął jedną nogą na oparcie stołka i oparł silną muskularną rękę tuż obok jej głowy wisząc nad nią zakleszczoną w krześle przesuchań zbliżył swoją twarz do twarzy abi tak że mogła dostrzec wszystkie szczegóły jego gęby - ty nam w tym pomożesz...
cdn.
piątek, 7 lipca 2017
Rozdział II - Samotna Chatka
Słońce powoli znikało za horyzontem pozostawiając po sobie różową poświatę. Teri widziała zaledwie mały skrawek zachodu, który przebijał się przez gęste kępy liści. Szła dosyć żwawo popędzana celem podróży i nadzieją w sercu.
- Znaleźć Gruzildę i dowiedzieć się co tu jest grane - myślała, starając się nie zgubić szlaku. Ścieżka nie była prawie w ogóle widoczna, dlatego musiała skupić całą swoją uwagę.
- Znaleźć Gruzildę i dowiedzieć się co tu jest grane - myślała, starając się nie zgubić szlaku. Ścieżka nie była prawie w ogóle widoczna, dlatego musiała skupić całą swoją uwagę.
***
Kiedy zaczęła sobie nucić pod nosem jakąś skoczną melodie, do której od razu zachciało jej się tańczyć, żeby umilić sobie podróż, zdała sobie sprawę, że wydeptana droga się skończyła. A może z niej zeszłą? Nie miała zielonego pojęcia.
- Kurczę, a właśnie robi się coraz ciemniej - powiedziała sama do siebie - Co teraz? Hmmm... muszę jakoś sobie poradzić. Spróbuję dalej iść w tę samą stronę.
Therese zaczęła przedzierać się przez zarośnięte gęstwiny, zdając się na własne wyczucie oraz intuicję. Jednak z każdym krokiem las wydawał się stawiać coraz większy opór. Szybko traciła zapał, siły oraz odwagę.
- Oh! Co ja robię... przecież nawet nie znam tej okolicy. A co jeśli... w tym lesie żyją wilki! Na pewno! Przecież wszyscy tak mówili. Nie mam zamiaru paść ofiarą jakiegoś wygłodniałego zwierza. Może jednak zawrócę? - dziewczyna odwróciła się, żeby wrócić, ale zobaczyła tylko całkowity mrok. Jakby nikt tamtędy nie przechodził. - Ojoj, chyby nici z tego.
Teri zaczęła błądzić niczym dziecko we mgle. Nie miała pojęcia, w którą stronę iść dalej lub w którą pójść, żeby wrócić. A robiło się coraz ciemniej...
Po jakimś czasie, gdy zapadła już głęboka noc, zdezorientowana Therese usiadła na jakimś kamulcu i zaczęła płakać.
- Co ja pocznę? Nigdy stąd się nie wydostanę. - krzyczała przez łzy. - Do tego jetem kompletnie sama ...
Nagle las stał się niezmiernie żywy przerywając zupełną ciszę. Dziewczyna zerwała się na równe nogi w przerażeniu. Gdzieś w oddali zobaczyła, jak jej się zdawało, parę dużych świecących ślepi. Wrzasnęła i pobiegła w przeciwnym kierunku. Gałęzie obijały jej ciało pozostawiając mini rany. Nie zwracała na to uwagi, tylko pędziła dalej ile sił w nogach. Starała się nie odwracać, jednak ciekawość zwyciężyła. Gdy odwróciła głowę nic tam nie było... Za to bum! Zrobiła spektakularną wywalkę, przez swoją nieuwagę. Twarzą zaryła w mszystą ziemię.
- Aaała - pomimo bólu, który przeżywała postarała się błyskawicznie odwrócić. Ku jej przerażeniu zobaczyła drzewa, które zdawały się mieć twarze, jednak nie takie jakie pamiętała z kanapek, naleśników, czy żurku przygotowywanych przez jej mamę za dobrych czasów - te były paskudne i straszne. Sparaliżowana grozą Teri po paru sekundach zebrała się do ponownej ucieczki z niemym krzykiem. Lecz dookoła widziała coraz więcej zmor.
Gdy już niemal padała z sił zauważyła gdzieś w oddali światło. Dało jej to nadzieję na przetrwanie, więc zebrała resztę energii i ... skoczyła, gdy tylko znalazła się wystarczająco blisko. Teraz znajdowała się na polanie oświetlanej blaskiem księżyca w pełni.
- Tu jestem w miarę bezpieczna! - powiedziała na głos. Jednak wśród ciemności drzew znów znalazły się te świecące ślepia, które się coraz bardziej przybliżały. - O nie...
Dało się słyszeć donośny szelest liści i z buszu wyłoniła się olbrzymia postać.
- Teri! To naprawdę ty! - powiedział sympatycznie rosły mężczyzna... a przynajmniej do połowy mężczyzna, bo drugą połę od pasa w dół zajmowało końskie cielsko. Był to centaur!
- Dion! Jak dobrze, że to ty. - Therese od razu poczuła się bardziej komfortowo, gdy zobaczyłą znajomą twarz. Oboje znali się dobrze, ale najczęściej spotykali się w lasku, w którym dziewczyna uczyła się kung fu - Ten las jest okropny! Ledwo się stamtąd wydostałam, tyle tam duchów...
- Haha, to cały czas ja cię goniłem, od kiedy cię tam zobaczyłem. Jestem ciekaw co robisz tutaj sama i to tak daleko od domu? - zbliżył się ujawniając swoje długawe, blond włosy.
- Wyszłam z wioski i nie zamierzam tam wracać dopóki nie dowiem się co się dzieje! Wydaje mi się, że czycha na nas jakieś niebezpieczeństwo. Muszę dostać informacje od wiedźmy, która mieszka gdzieś nieopodal. Nazywa się Gruzilda.
- Ooo, szukasz Gruzildy! Tego się nie spodziewałem. - zaciekawieniem Dion - Ale ona nie jest wiedźmą. My ją znamy jako Czarodziejkę Zagajnika. To dobra kobieta.
- Moja wioska widzi w niej siewcę zarazy. Myślą, że to przez nią kiedyś wymarło pół osady.
- To kompletne brednie! Z tego co wiem ona starała się wszystkiemu zapobiec, ale magia, która wówczas tu zapanowała była zbyt silna...
- Tak czy siak cała wieś tutaj zmierza, żeby jej pokazać gdzie raki zimują. A ja muszę być pierwsza! Mógłbyś mnie tam zaprowadzić?
- Hmmm... to brzmi naprawdę okropnie. Żeby ją osądzać o takie rzeczy! - przerwał na chwilę, aby się zastanowić - Dobrze, zaprowadzę cię. Trochę zeszłąś z trasy, ale chatka Czarodziejki Zagajnika nie jest daleko stąd.
- Doskonale! Wiem, że zabłądziłam, ale...ale to przez te twarze na drzewach. Nieprzyjemna sprawa. - gdy to mówiła zatrzęsła się na samo wspomnienie o ciemnym lesie.
- Ha! Teri, jakie twarze? Ten las to bardzo bezpieczne miejsce. My się nim opiekujemy i strzeżemy. To musiały być tylko wytwory twojej wyobraźni. Muszę przyznać, że dla zwykłego śmiertelnika może wydawać się odpychający. - wziął głęboki oddech - Teri, musisz wyjść poza schemat! Bądź dzielna! Przecież nie jesteś zwykłą dziewczyną. Wiedziałem, to od naszego pierwszego spotkania. Ty jesteś WOJOWNICZKĄ Teri. Świat stoi przed tobą otworem, wzywa cię!
- Dziękuję! Bardzo miłe słowa... postaram się je wyryć w pamięci - powiedziała posyłając serdeczny uśmiech w stronę przyjaciela, który go odwzajemnił.
- Chodźmy już, nie ma czasu do stracenia. Trzeba ostrzec Gruzildę.
Teri tylko skinęła zgodnie głową i ruszyła za Dionem.
Na początku szli w ciszy podziwiając okrągły księżyc widniejący na niebie. Gdy zeszli z polany, by znów zanurzyć się w głębi zarośli, centaur zaczął rozmowę, ponieważ zauważył niepewność na twarzy Teri. Wspominali razem spędzone chwile co jakiś czas śmiejąc się i dokazując. Therese całkowicie zapomniała o strachu. Szła nieugięta i szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Cały czas powtarzała słowa, które powiedział Dion - Jesteś WOJOWNICZKĄ - to było naprawdę sympatyczne.
***
Podróż minęła dosyć szybo, dzięki wspólnym pogaduszką. Kiedy zza drzew wyłoniła się samotna drewniana chatka centaur powiedział:
- Jesteśmy na miejscu. Nie mogę ci niestety dalej towarzyszyć, już prawie świta, a ja mam tym razem wartę przy naszym zamku. Powodzenia!
- Dziękuję jeszcze raz za wszystko. Do zobaczenia!
- Trzymaj się Teri! - z tymi słowami pogalopował gdzieś w drugą stronę. Dziewczyna jeszcze przez chwilę machała mu na pożegnanie z szerokim uśmiechem, który jednak znikł zaraz po tym, gdy odwróciła się w stronę chatki. Czuła się kompletnie zestresowana.
- A co jeżeli ona śpi? Nie powinnam jej przeszkadzać. Może poczekam do rana, żeby jej nie niepokoić nagłą wizytą. Oh, przecież ona i tak jest niespodziewana... - ciągnęła monolog wewnętrzny, nie zauważając, że drzwi do środka same się otworzyły.
- Witaj Teri. Spodziewałam się ciebie... - dobiegł ją tajemniczy głos - Może zechcesz wejść do środka?
- Gru...Gruzilda? - dziewczyna zapytała bardo niepewnie.
- Tak to ja. Nie daj się prosić i wejdź.
- No dob..dobrze. - odpowiedziała, a w myślach powtarzała - Jestem wojowniczką, jestem wojowniczką...
Powoli zbliżała się w stronę otwartych drzwi, po czym przystanęła i weszła do ciemnego pomieszczenia.
Kiedy była już w środku zapalił się rząd pochodni, które oświetliły małe pomieszczenie. Chatka wydawała się przytulna choć przestarzała i lekko zaniedbana. Natura zdawała się tu mieć wolną rękę.
- Przepraszam za bałagan, rzadko miewam gości - Do Teri uśmiechała się staruszka, o siwych, kręconych włosach. Czubek jej głowy zakrywał kaptur, który był częścią ciemno-zielonej szaty. Kobieta lekko się garbiła podpierając się na drewnianej lasce. Sprawiała miłe wrażenie.
- Oh, naprawdę nic nie szkodzi. Można poczuć się przynajmniej swojsko.
- Właśnie tak staram się żyć! Ale do rzeczy... Nazywam się Gruzilda - Czarodziejka Zagajnika. To moje elfickie imię.
- Tak, słyszałam. Mogę na wstępie cię o coś zapytać? Skąd wiedziałaś, że przybędę?
- Ha, mogę ci powiedzieć, ale wolę to pokazać! - staruszka obkręciła się na pięcie i zasiadła na misternie wykonanym, drewnianym krześle. Zresztą, wszystko tu było z drewna.
Po chwili przygotowania wyciągnęła z szuflady talię kart. Teri rozpoznała w nich tarota.
- Abra Sims Mork! Abra Sims Zirr! - zaczęła wypowiadać tajemnicze słowa, które układały się w cudownie brzmiącą całość. Po całej zwrotce dało się słychać przepiękną melodię. Włosy kobiety pofrunęły do góry, jakby owiewane silnym wiatrem. Z kart wydobywało się światło.
Trwało to jeszcze chwilę, po czym wszystkie niepojęte symptomy zniknęły.
- W ten sposób mogę widzieć przyszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wiem, że w naszą stronę zmierza wściekły tłum, dlatego muszę się streszczać. - Gruzilda popatrzyła prosto w stronę Therese. - Znałam twojego ojca. On był bardzo wyjątkowym człowiekiem, oj bardzo. I ty jesteś taka sama! Potrafił prawdziwie czytać przyszłość nawet bez kart. Podejrzewam, ze tobie też to się zdarza...
- Faktycznie, było tak kilka razy. Była bardzo zaniepokojona tymi wizjami...
- Nie powinnaś, to prawdziwy dar Teri. Nawet ja nie jestem do tego zdolna. Ty możesz za pomocą tarota, bez tych wszystkich ceregieli, w jednej chwili zobaczyć jakiś okres czasu.
- Ale...ale ja nigdy nie interesowałam się tarotem. Brzydził mnie wręcz, gdy ludzie z mojej wioski bogacili się na nieprawdziwych wróżbach.
- Nie dziwię ci się. Ale to były tylko udawane talie. Zwykłe podróby. Ja mam dla ciebie specjalną... Powierzył mi ją kiedyś twój ojciec. Znalazł ją na jednej ze swoich wypraw. Już wtedy wiedział jaki los go czeka... nie mógł mu zapobiec. Tobie pewnie też się zdarzało mieć różne wizje.
- To naprawdę niezwykłe! - oczy Teri świeciły się od zaciekawienia. - A co wiesz na temat zarazy?
- Słuchaj mnie uważnie. Wiem, że w Levensfree krążą plotki, ze to moja sprawka. Jednak prawdziwą przyczyną są Nekromanci! To oni chcą zniszczyć wszelką żywą istotę! Od wieków toczy się wojna pomiędzy nimi, a królestwem elfów i ludzi. Tamtej nocy do wioski przyszła jedna z nich - Vidomina. Chciała uzupełnić braki w armii, więc rzuciła potężne zaklęcie znane jedynie nekromantą. Nazywamy je Rozkładem. W jego wyniku powstała wielka fala zarazy, która spustoszyła wioskę, a przeżyli tylko ci którzy posłuchali twojego ojca i opuścili domy. On niestety zaraził się, gdy przekonywał kolejne osoby. Uratował tyle żyć... Żeby nie dać satysfakcji Vidominie pozostali spalili całą osadę. Ja w tym czasie przepędziłam nekromantkę. Niestety zauważyli mnie, gdy wracałam do lasu i uznali to za moją winę.
- Nekromanci?! Ale jak wygrać z kimś kto już nie żyje? - Teri nie dowierzała temu co słyszy.
- To będzie jedno z twoich zadań Therese. Zawsze byłaś ciekawa świata. Tera jego los zależy od ciebie! Musisz powstrzymać nekromantów! Ostatnio dowiedziałam się, że planują powtórzyć atak...ale ze znacznie większą armią. Obawiam się, że nawet połączone siły ludzi i elfów nie przeciwstawią się takiej potędze. A teraz dodatkowo są posprzeczani co tym bardziej nas osłabia. Zrób co zdołasz, aby pogodzić obie strony przeciwko wspólnemu przeciwnikowi. Trzeba też dowiedzieć się dokładniej jak zamierzają działać Rycerze Śmierci... Musimy pokrzyżować ich plany. To jest twoje dziedzictwo!
- Moja mama też to powtarzała. Nigdy nie chciałam uczyć się jak używać tarota.
- Tu chodzi o twoje prawdziwe dziedzictwo! To które dokonał twój ojciec i wielu przed nim. Jesteś prawdziwą Cyganką - Czytającą z Kart.
- Ale... nawet jeśli. Nie pokonam armii nieumarłych paroma kopniakami i ostrymi kartami. Nie wiem, czy się do tego nadaję.
- Jak już mówiłam, mam dla ciebie specjalną talię. Taką, z którą tylko ty będziesz potrafiła współpracowac. Za jej pomocą możesz używać potężnych zaklęć. - Gruzilda położyła rękę na biurku i zawołała - Glug! - z drewnianego mebla wyłoniła się mała szufladka. Wyciągnęła z niej tajemnicze karty. Jednak zanim wręczyła je Teri pokazała jej książeczkę.
- To będzie twoja Księga Zaklęć. Zapoznaj się teraz z nią. Masz tam spis wszystkich kart oraz ich zdolności. Niestety nie mogę ci niczego zaprezentować, bo przekracza to moje kwalifikacje.
- To... nie mogę w to uwierzyć! Dzisiaj spełniają się wszystkie moje marzenia. Będę mogła podróżować i poznawać świat. Przeżywać kolejne przygody. Moja mama zawsze mówiła, żeby trzymać się razem, bo świat na zewnątrz jest zbyt niebezpieczny. Ale przy takim obrocie spraw...
- Owszem. Pamiętaj jednak, że jest to równie niebezpieczne! Będziesz musiała mieć oczy dookoła głowy.
- Zapamiętam. - po tych słowach Therese zabrała się do czytania otrzymanej książeczki.
Talia Tarota "Ampelius"
- Wisielec: Zatrzymuje czas na terenie dookoła osoby rzucającej czar
- Głupiec: Tworzy klony, iluzję osoby używającej karty
- Kapłanka: Chroni wskazany cel
- Cesarzowa: Wspiera swoją radą
- Cesarz: Atakuje w zwarciu wskazany cel
- Wiara: Możliwość niewidzialności
- Kochankowie: Przyciąga do siebie dwa wskazane cele
- Rydwan: Przyspiesza rzucającego czar
- Moc (Siłą): Wzmacnia witalnie i duchowo
- Pustelnik: Przewodnik znający wszystkie ścieżki, wskazuje drogę
- Koło Fortuny: Losowe wydarzenie
- Sprawiedliwość: Wskazuje prawdę
- Umiarkowanie: Pozwala zmienić rozmiar
- Diabeł: Przeraża cel tworząc cienie
- Wieża: Stawia mur obronny
- Mag: Umożliwia rzucanie innych czarów poszczególnych szkół magii
- Zmartwychwstanie: Leczy wskazany cel
- Gwiazda: Rozbłysk światłą
- Księżyc: Sprowadza mrok na obszar dookoła rzucającej czar
- Świat: Teleportuje na niewielką odległość
- Śmierć: Zabija losową osobę na niewielkim obszarze, niszczy inną kartę, na stałe usuwając ją z kolekcji
- Słońce: Wzmacnia działanie innej karty, jest usuwane jako pierwsze po użyciu Śmierci, później już losowo
- Nekromanci?! Ale jak wygrać z kimś kto już nie żyje? - Teri nie dowierzała temu co słyszy.
- To będzie jedno z twoich zadań Therese. Zawsze byłaś ciekawa świata. Tera jego los zależy od ciebie! Musisz powstrzymać nekromantów! Ostatnio dowiedziałam się, że planują powtórzyć atak...ale ze znacznie większą armią. Obawiam się, że nawet połączone siły ludzi i elfów nie przeciwstawią się takiej potędze. A teraz dodatkowo są posprzeczani co tym bardziej nas osłabia. Zrób co zdołasz, aby pogodzić obie strony przeciwko wspólnemu przeciwnikowi. Trzeba też dowiedzieć się dokładniej jak zamierzają działać Rycerze Śmierci... Musimy pokrzyżować ich plany. To jest twoje dziedzictwo!
- Moja mama też to powtarzała. Nigdy nie chciałam uczyć się jak używać tarota.
- Tu chodzi o twoje prawdziwe dziedzictwo! To które dokonał twój ojciec i wielu przed nim. Jesteś prawdziwą Cyganką - Czytającą z Kart.
- Ale... nawet jeśli. Nie pokonam armii nieumarłych paroma kopniakami i ostrymi kartami. Nie wiem, czy się do tego nadaję.
- Jak już mówiłam, mam dla ciebie specjalną talię. Taką, z którą tylko ty będziesz potrafiła współpracowac. Za jej pomocą możesz używać potężnych zaklęć. - Gruzilda położyła rękę na biurku i zawołała - Glug! - z drewnianego mebla wyłoniła się mała szufladka. Wyciągnęła z niej tajemnicze karty. Jednak zanim wręczyła je Teri pokazała jej książeczkę.
- To będzie twoja Księga Zaklęć. Zapoznaj się teraz z nią. Masz tam spis wszystkich kart oraz ich zdolności. Niestety nie mogę ci niczego zaprezentować, bo przekracza to moje kwalifikacje.
- To... nie mogę w to uwierzyć! Dzisiaj spełniają się wszystkie moje marzenia. Będę mogła podróżować i poznawać świat. Przeżywać kolejne przygody. Moja mama zawsze mówiła, żeby trzymać się razem, bo świat na zewnątrz jest zbyt niebezpieczny. Ale przy takim obrocie spraw...
- Owszem. Pamiętaj jednak, że jest to równie niebezpieczne! Będziesz musiała mieć oczy dookoła głowy.
- Zapamiętam. - po tych słowach Therese zabrała się do czytania otrzymanej książeczki.
Talia Tarota "Ampelius"
- Wisielec: Zatrzymuje czas na terenie dookoła osoby rzucającej czar
- Głupiec: Tworzy klony, iluzję osoby używającej karty
- Kapłanka: Chroni wskazany cel
- Cesarzowa: Wspiera swoją radą
- Cesarz: Atakuje w zwarciu wskazany cel
- Wiara: Możliwość niewidzialności
- Kochankowie: Przyciąga do siebie dwa wskazane cele
- Rydwan: Przyspiesza rzucającego czar
- Moc (Siłą): Wzmacnia witalnie i duchowo
- Pustelnik: Przewodnik znający wszystkie ścieżki, wskazuje drogę
- Koło Fortuny: Losowe wydarzenie
- Sprawiedliwość: Wskazuje prawdę
- Umiarkowanie: Pozwala zmienić rozmiar
- Diabeł: Przeraża cel tworząc cienie
- Wieża: Stawia mur obronny
- Mag: Umożliwia rzucanie innych czarów poszczególnych szkół magii
- Zmartwychwstanie: Leczy wskazany cel
- Gwiazda: Rozbłysk światłą
- Księżyc: Sprowadza mrok na obszar dookoła rzucającej czar
- Świat: Teleportuje na niewielką odległość
- Śmierć: Zabija losową osobę na niewielkim obszarze, niszczy inną kartę, na stałe usuwając ją z kolekcji
- Słońce: Wzmacnia działanie innej karty, jest usuwane jako pierwsze po użyciu Śmierci, później już losowo
Po skończonej lekturze Therese zrobiła wielkie oczy.
- Czy ja naprawdę będę potrafiła to wszystko?! - zapytała.
- Ależ naturalnie. Tylko używaj ich rozważnie! Szczególnie Śmierci i Koła Fortuny. Nie da się przewidzieć w jaki sposób zadziałają. Nawet za pomocą tej talii. Reszta kart służy do wróżenia razem z tymi specjalnymi. Powinno wszystko działać jak należy. Mają jeszcze jedną zdolność. Nidy się nie tępią i automatycznie do ciebie wracają. Możesz spokojnie używać ich w razie zagrożenia.
- To naprawdę jest jak sen!
- Czy ja naprawdę będę potrafiła to wszystko?! - zapytała.
- Ależ naturalnie. Tylko używaj ich rozważnie! Szczególnie Śmierci i Koła Fortuny. Nie da się przewidzieć w jaki sposób zadziałają. Nawet za pomocą tej talii. Reszta kart służy do wróżenia razem z tymi specjalnymi. Powinno wszystko działać jak należy. Mają jeszcze jedną zdolność. Nidy się nie tępią i automatycznie do ciebie wracają. Możesz spokojnie używać ich w razie zagrożenia.
- To naprawdę jest jak sen!
Nagle gdzieś z zewnątrz dało się słychać dźwięki tłumu. Ludzie z Levensfree byli już bardzo blisko. Mogli tu dotrzeć lada moment.
- Teri, czas na ciebie! Musisz uciekać. Powiem ci jeszcze jedno - najważniejsze! Nie możesz używać ich od tak, kiedy ci się podoba. Ogranicza cię twoja wewnętrzna siłą, czyli mana. Raz na dzień jesteś w stanie wykorzystać zaledwie część kart, tym bardziej uważaj co robisz. Powodzenia. Od ciebie teraz wszystko zależy!
- Co się stanie jak oni przyjdą? Nie mogę teraz cię tak zostawić. Jestem w stanie pomóc...
- Dam sobie radę! Natura jest po mojej stronie. Ty już ruszaj! - staruszka kiwnęła znacząco głową w stronę drzwi.
Therese pożegnała się z Czarodziejką Zagajnika i wyszła tylnim wyjściem. Pomimo krótkiego czasu, który z nią spędziła, czuła, że zdążyły się zaprzyjaźnić. Gdy odeszła parę kroków, odwróciła się raz jeszcze, żeby pomachać, ale chatki tam nie było. Zastąpiło ją gigantyczne drzewo.
- A więc to jest jej plan! Bardzo sprytne. - zaśmiała się Teri i ruszyła w dalszą drogę. Z daleka dalej było słychać tłum...
- Teri, czas na ciebie! Musisz uciekać. Powiem ci jeszcze jedno - najważniejsze! Nie możesz używać ich od tak, kiedy ci się podoba. Ogranicza cię twoja wewnętrzna siłą, czyli mana. Raz na dzień jesteś w stanie wykorzystać zaledwie część kart, tym bardziej uważaj co robisz. Powodzenia. Od ciebie teraz wszystko zależy!
- Co się stanie jak oni przyjdą? Nie mogę teraz cię tak zostawić. Jestem w stanie pomóc...
- Dam sobie radę! Natura jest po mojej stronie. Ty już ruszaj! - staruszka kiwnęła znacząco głową w stronę drzwi.
Therese pożegnała się z Czarodziejką Zagajnika i wyszła tylnim wyjściem. Pomimo krótkiego czasu, który z nią spędziła, czuła, że zdążyły się zaprzyjaźnić. Gdy odeszła parę kroków, odwróciła się raz jeszcze, żeby pomachać, ale chatki tam nie było. Zastąpiło ją gigantyczne drzewo.
- A więc to jest jej plan! Bardzo sprytne. - zaśmiała się Teri i ruszyła w dalszą drogę. Z daleka dalej było słychać tłum...
niedziela, 2 lipca 2017
Rozdział XIV - Dziewczyna w tropikach
Abi i dziewczyny długo płyneły statkiem do Tatalii. Musiały ominąć wszyskie góry Bracady i potem płynąć daleko od brzegu Krewlodu żeby dotrzeć do tropikalnego kraju zamieszkanego przez jaszczuroczłeki i gnolle
- Hej Abi jestem Renata w skrócie Reni. - Nagle usłyszaly dziwny szyczący, ale wesoły głos z hamaka obok bo były w środku statku. Abi obróciła się w stronę głosu i ujrzała łysk białego oka.
- Aaa!! - Wydobyła z siebie niemy krzyk i od razu zrobiło jej sie głupio. Przed sobą miała Jaszczuroczłeczkę która miała niebieską skóre i była półgadem humanoidalnym z piórkową opaską na czole i na ramionach, miała też skórzane ubranie i łuk przepasany przez ramie a z kołczanu wystawało dużo strzał. Reni zmróżyła swój jaszczurzy zwrok i dziewczyny widziały jak jej oczy sie przykurczają a z paszczy wydobył sie język przepołowiony na pół jak u wężów
- Hej Reni ja to Tina, a to Paula, jesteśmy niezależnymi wojowniczkami i podróżujemy z Abi w eskorcie do Tatalii. Kim jesteś reni? - Zapytała przyjaźnie tina żeby nie robić niezręcznej sytuacji i podała ręke Reni a jaszczurka podała swoją. Dziewczyny zauważyły że ma niebieską lśniącą łuske na ręce i ostro zakończone czarne pazury
- Będę waszą przewodniczką jak przybijemy do tatali i zaprowadze was do naszej stolicy. - Powiedziała rezolutnie reni i wsparła się o swój oślizły łokieć - Pierwszy raz widzisz jaszczuroczłeka? - zapytała patrząc wyrozumiale na Abi
- Tak.. Wychowałam sie w stepach krewlodu znam tylko orków ludzi i dżiny chociaż widziałam już gremliny - powiedziała zawstydzona abi. Nie może przecież sdyskredytować swojej nowej koleżanki za jej wygląd - szczerze troche sie zlękłam ale sory
- Nic sie nie stało ludzie zawsze się wystraszają na pierwszy raz - powiedziała reni ze śmiechem - ale my mamy to samo, jesteście tacy... goli! My mamy swoją łuske - zaśmiała sie jeszcze
- Opowiedz mi więcej o bagnach reni - powiedziała Abi
- Ok. Oprócz jaszczuroczłeków na bagnach mieszkają jeszcze zwykli ludzie i gnole. Gnole to takie furry ćwierćmisie ćwierćpieski półludzie, ogarniasz?
- to musi ciekawie wyglądać - powiedziała abi
- Gnole to najlepsi wojownicy gdy jaszczuroczłeki to najlepsi łowcy! - Reni napięła dumnie strune swojego łuku i brzdękła - i wszyscy z nas mogą zostać wiedźmami i wiedźminami jak chcemy nauczyć się magii! Ale mnie to nigdy nie zajarało - powiedziała obojętnie i wrociła do swoich zajęć
- Mam dostać się do króla thralosska i dać mu to - powiedziała abi pokazując Reni list z bracady
- oooo, ważny dokument! Nie możesz mi tego pokazywać! - zaparła się wesoło reni i odchyliła się w tył - nie bój żaby zaprowadze cie do stolicy. ale... - tutaj reni zniżyła głowe i nachyliła sie do abi - pamiętaj że w tatalii panuje inna kultura. Nie wszystko może wyglądać tak jak się do tego nauczyłaś... i musisz to uszanować... bo inaczej... - reni zamilkła ale każdy wiedział o cochodzi
- nie bój sie reni w bracadzie wszystko mi już powiedzieli - powiedziała abi
- okej! to gdy załatwiłyśmy wszystkie sprawy to... może w coś zagramy? - zapytała nieoczekiwanie tina. w końcu miały jeszcze dużo drogi do tatalii
- ok! ja zacznę odliczanie! 1... - tina zaczęła grę w 33 i spędziły czas aż do nocy płynąc łajbą o nazwie Samozwaniec.
***
Abi i dziewczyny troche zaprzyjaźniły sie z Reni ale nadal utrzymywały dystans. Troche bały się jej naszyjnika z oczu... Ale wiedziały, że nie mogą nic począć, bo nowa koleżanka sie zasmuci
- Hej abi! - zawołała z sykiem reni - przybyła własnie sowa z bracady! - dziewczyny zgromadziły się wokół zamokniętej sówki. Zbliżały sie już do brzegów tatalii i wszędzie były wielkie mgiełki deszczowe i często padało. tatalia to była deszczowa kraina dżungli i abi nigdy jeszcze nie była w takim klimacie: codziennie padało!
- To od Thane'a! - powiedziała abi - i jest tylko do mnie...
- Okej abi, rozumiemy - powiedziała tina i wskoczyła na siatke statku i wspieła sie na bocianie gniazdo - widzę ląąąd!!! - rozległ się jej krzyk
- przygotować sie do zebrania żagli! - krzykła tina i wskoczyła na lewą sterburte
- abi, idź przeczytać list spokojnie do kajuty. ja zajme się statkiem - powiedziała reni i abi wróciła do środka statku. siadła na hamaku i otworzyła list. Zaczęła czytać...
- nie... nie może być... - powiedziała abi, a jej broda zaczęła klekotać. na papier spadały wielkie krokodyle łzy...
***
"Witaj, Abi. Zwieszchnictwo mi zabroniło ale muszę to do ciebie napisać. Visdomir jest w ciężkim stanie i jestem jego lekarzem. W strzale Shivy była silna trucizna która odebrała mu mowe i ruszanie rękami i nogami. Leży w skrzydle szpitalnym a my staramy się go uratować. Jest w strasznym stanie, ale ty musisz być silna. Skup sie na swojej misji Abi i nie myśl o nim bo magia bracady utrzyma go przy życiu do twojego powrotu. Staramy się go uratować ze wszystkich sił... Mam nadzieje, że u ciebie wszystko dobrze. bądź bespieczna w tatalii i wracaj szybko. Pamiętaj o wadze twojej misji. Radzimy sobie z orkami i utrzymujemy ich w oddali od zamku. Na zawsze tobie oddany nauczyciel Thane."
***
- Pasażerowie, wysiadać! - krzyknoł wielki marynarz w pasiastej koszulce i kapeluszu indiana jonsa - Przybiliśmy właśnie do portu tatali - Macarena! Witajcie w nowym świecie! - dziewczyny wyszły ze środka statku troche zasmucone i osowiałe i spojrzały dookoła. Słyszały dźwięki dżungli i widziały szybujące po niebie papugi. Była to całkowita zmiana klimatu bo w bracadzie marzły do kości a tutaj było jak w lipcu
- Nie smuć się Abi, na pewno dadzą sobie rade z Vizdusiem! - powiedziała Paula dając jej kuksańca w bok - chodźmy na kokosowego drinka z palemką!
- Chyba coś ci się pomyliło - powiedziała zaskoczona Reni wychodząc z kajuty - tatalia to bagnista kraina. na brzegu być może wygląda to okazale ale wewnącz kontynentu jest wielkie bagno
- A ja już się nastawiłam na skąpe stroje i nawet wzięłam olejek przeciwsłoneczny - powiedziała zrezygnowana tina. dziewczyny zmroziły ją zwrokiem - żartowałam! - zaśmiała się - wiem, że jesteśmy na misji
- wychodzimy na brzeg. Musimy szybko dostać się do stolicy i wrócić do bracady. - powiedziała zdecydowanie abi i staneła na nowej ziemi.
- zostawię was na chwile same i pójdę do cioci Kiki okej? - powiedziała reni
- w porządku, rozejrzymy sie po miasteczku! - Powiedziała Paula - Abi, nie smuć się, musimy się trochę rozerwać!
- No dobra - i poszły wgłąb miasteczka tatalii pozostawiając iron girls obok statku.
- Bardzo fajne budownictwo - powiedziała abi wpatrując się w drewniane domy zwieszone z drzew, liniane drabinki i skórzane zasłony. wszystkie miały otwarte balkony i nie miały szyb w oknach bo tu było gorąco. dziewczyny przypatrywały się egzotycznym strojom tatalczyków którzy wszyscy mieli odkryte bżuchy i wielkie dekolty. mężczyźni chodzili zazwyczaj w samych gaciach eksponując swoje mięsnie. Wszędzie były kramy sklepików w których wiedźmy sprzedawały rużne straszne rzeczy np. oczy traszki i sok z żuka, a nawet wypatrzyły sklep z wudu
- Trzymaj się z dala od wudu! - ostrzegła jaszczuroczłeczka policjantka stojąca na rogu ulicy - nie zapuszczajcie się w tamto miejsce. tam są sklepy czarnej magii
- ok. - powiedziały zrezygnowane dziewczyny i poszły w drugą strone. Abi cały czas czuła, że coś tu jest nie tak. obywatele byli niby szczęśliwi, ale rzadko kiedy widziała samodzielne kobiety - zazwyczaj chodziły gęsiego za chłopakami i spuszczały zwrok albo nie było ich na ulicach.
- coś mi tu śmierdzi... - powiedziała abi
- fuuu!!! to chyba to! - tina wskazała na wielki gar z gotującymi się głowami w stoisku obok
- nie, nie o to chodzi! - powiedziała abi i stukła ją po głowie - nie zauważyłyście nic dziwnego? gdzie są... dziewczyny, które nie są wojowniczkami? - powiedziała abi ściszonym glosem
- dziewczyny...? - paula i tina zdziwiły się i rozejrzały po ulicy. rzeczywiście - nie znalazły na niej prawie żadnej dziewczyny. po ulicach chodziły tylko jaszczuroczłeckie policjantki albo ludzcy i gnolscy mężczyźni. Paula postanowiła działać
- Hej, jak masz na imie - zagadała pierwszego lepszego gnolla obok. Miał białą sierść i brązowe oczy i pysk jak piesek złączony z misiem
- Jestem Dracon a ty - powiedział gnoll wojownik
- Ja jestem Paula. Masz jakąś brankę? - Paula zmrużyła oko i dała mu kuksańca w bok. Jego oczy nagle zrobiły się bardzo zimne a pysk się skrzywił w minę zniewagi
- Nie ze mną takie numery. Właśnie dlatego nienawidzę kobiet z innych krajów szczyt wszystkiego! - żachną się i odwrucił. wiedziały, że nie będzie już z nim żadnej rozmowy
- Ale gdzie są wasze dziewczyny? - zapytała tina
- Jak to gdzie? siedzą spokojnie w domach i nie paradują same po ulicy! - powiedział dracon. Dziewczyny przytaknęły głową i szybko odleciały na bok i stanęły w kółeczku
- mam wrażenie że tu nadal panują przestarzałe stosunki miedzypułciowe - powiedziała abi
- Ale co z wojowniczkami jaszczuroczłeków? - zaproponowała nieśmiale tina
- One są amazonkami tak jak reni. są wychowane do walki i obcieły swoje piersi. - powiedziała abi - chodzi mi o zwykłe dziewczyny
- Myślisz że nie przestrzegają tu praw człowieka - zapytała cicho tina, żeby nikt ich nie usłyszał
- Musimy jeszcze się przekonać... Ostatecznie nasze najważniejsze zadanie to list do kru... - Abi nagle zamarła. Wpatrywała się intensywnie w jeden punkt w mieście a dziewczyny potoczyły zwrokiem za nią
- Nie może być... - powiedziała abi i przygryzła warge marszcząc brwi
- o co chodzi abi? - zapytała nieśmiało tina wyszukując oczami tego co widziała abi.
Środkiem miasta kroczył orszak jednego z najwyższych gnollskich wojowników, Alkina. Za jego drewnianym powozem ciągniętym przez 2 gorgony buchające ogniem z nosów szły 4 dziewczyny ze spuszczonymi głowami
- chodzi ci o nie? - zapytała tina
- Musimy zrobić pauzę w naszej misji z bracady. Nie mogę na to pozwolić - powiedziała abi wysuwając koniuszek miecza. Nie spodziewała się tego, co ujrzała. Dziewczyny z orszaku Alkina nie były zwykłymi dziewczynami... a na pewno nie szły za nim z własnej woli.
- Kim one są? - zapytała paula
- Bardzo dobrze znam się z jedną z nich... zostałyśmy razem porwane przez jabarkasa i nie pozwole, by moja pszyjaciółka cierpiała jak ja. - powiedziała abi wyjmując od góry miecz przypięty z tyłu
Marcysia obróciła głowę i spojrzała na dziewczyny stojące w oddali. "Jedna z nich wydaje mi się znajoma..." - Pomyślała, ale nie mogła dłużej zwlekać. Musiała gonić karoce swojego pana...
cdn.
- Hej Abi jestem Renata w skrócie Reni. - Nagle usłyszaly dziwny szyczący, ale wesoły głos z hamaka obok bo były w środku statku. Abi obróciła się w stronę głosu i ujrzała łysk białego oka.
- Aaa!! - Wydobyła z siebie niemy krzyk i od razu zrobiło jej sie głupio. Przed sobą miała Jaszczuroczłeczkę która miała niebieską skóre i była półgadem humanoidalnym z piórkową opaską na czole i na ramionach, miała też skórzane ubranie i łuk przepasany przez ramie a z kołczanu wystawało dużo strzał. Reni zmróżyła swój jaszczurzy zwrok i dziewczyny widziały jak jej oczy sie przykurczają a z paszczy wydobył sie język przepołowiony na pół jak u wężów
- Hej Reni ja to Tina, a to Paula, jesteśmy niezależnymi wojowniczkami i podróżujemy z Abi w eskorcie do Tatalii. Kim jesteś reni? - Zapytała przyjaźnie tina żeby nie robić niezręcznej sytuacji i podała ręke Reni a jaszczurka podała swoją. Dziewczyny zauważyły że ma niebieską lśniącą łuske na ręce i ostro zakończone czarne pazury
- Będę waszą przewodniczką jak przybijemy do tatali i zaprowadze was do naszej stolicy. - Powiedziała rezolutnie reni i wsparła się o swój oślizły łokieć - Pierwszy raz widzisz jaszczuroczłeka? - zapytała patrząc wyrozumiale na Abi
- Tak.. Wychowałam sie w stepach krewlodu znam tylko orków ludzi i dżiny chociaż widziałam już gremliny - powiedziała zawstydzona abi. Nie może przecież sdyskredytować swojej nowej koleżanki za jej wygląd - szczerze troche sie zlękłam ale sory
- Nic sie nie stało ludzie zawsze się wystraszają na pierwszy raz - powiedziała reni ze śmiechem - ale my mamy to samo, jesteście tacy... goli! My mamy swoją łuske - zaśmiała sie jeszcze
- Opowiedz mi więcej o bagnach reni - powiedziała Abi
- Ok. Oprócz jaszczuroczłeków na bagnach mieszkają jeszcze zwykli ludzie i gnole. Gnole to takie furry ćwierćmisie ćwierćpieski półludzie, ogarniasz?
- to musi ciekawie wyglądać - powiedziała abi
- Gnole to najlepsi wojownicy gdy jaszczuroczłeki to najlepsi łowcy! - Reni napięła dumnie strune swojego łuku i brzdękła - i wszyscy z nas mogą zostać wiedźmami i wiedźminami jak chcemy nauczyć się magii! Ale mnie to nigdy nie zajarało - powiedziała obojętnie i wrociła do swoich zajęć
- Mam dostać się do króla thralosska i dać mu to - powiedziała abi pokazując Reni list z bracady
- oooo, ważny dokument! Nie możesz mi tego pokazywać! - zaparła się wesoło reni i odchyliła się w tył - nie bój żaby zaprowadze cie do stolicy. ale... - tutaj reni zniżyła głowe i nachyliła sie do abi - pamiętaj że w tatalii panuje inna kultura. Nie wszystko może wyglądać tak jak się do tego nauczyłaś... i musisz to uszanować... bo inaczej... - reni zamilkła ale każdy wiedział o cochodzi
- nie bój sie reni w bracadzie wszystko mi już powiedzieli - powiedziała abi
- okej! to gdy załatwiłyśmy wszystkie sprawy to... może w coś zagramy? - zapytała nieoczekiwanie tina. w końcu miały jeszcze dużo drogi do tatalii
- ok! ja zacznę odliczanie! 1... - tina zaczęła grę w 33 i spędziły czas aż do nocy płynąc łajbą o nazwie Samozwaniec.
***
Abi i dziewczyny troche zaprzyjaźniły sie z Reni ale nadal utrzymywały dystans. Troche bały się jej naszyjnika z oczu... Ale wiedziały, że nie mogą nic począć, bo nowa koleżanka sie zasmuci
- Hej abi! - zawołała z sykiem reni - przybyła własnie sowa z bracady! - dziewczyny zgromadziły się wokół zamokniętej sówki. Zbliżały sie już do brzegów tatalii i wszędzie były wielkie mgiełki deszczowe i często padało. tatalia to była deszczowa kraina dżungli i abi nigdy jeszcze nie była w takim klimacie: codziennie padało!
- To od Thane'a! - powiedziała abi - i jest tylko do mnie...
- Okej abi, rozumiemy - powiedziała tina i wskoczyła na siatke statku i wspieła sie na bocianie gniazdo - widzę ląąąd!!! - rozległ się jej krzyk
- przygotować sie do zebrania żagli! - krzykła tina i wskoczyła na lewą sterburte
- abi, idź przeczytać list spokojnie do kajuty. ja zajme się statkiem - powiedziała reni i abi wróciła do środka statku. siadła na hamaku i otworzyła list. Zaczęła czytać...
- nie... nie może być... - powiedziała abi, a jej broda zaczęła klekotać. na papier spadały wielkie krokodyle łzy...
***
"Witaj, Abi. Zwieszchnictwo mi zabroniło ale muszę to do ciebie napisać. Visdomir jest w ciężkim stanie i jestem jego lekarzem. W strzale Shivy była silna trucizna która odebrała mu mowe i ruszanie rękami i nogami. Leży w skrzydle szpitalnym a my staramy się go uratować. Jest w strasznym stanie, ale ty musisz być silna. Skup sie na swojej misji Abi i nie myśl o nim bo magia bracady utrzyma go przy życiu do twojego powrotu. Staramy się go uratować ze wszystkich sił... Mam nadzieje, że u ciebie wszystko dobrze. bądź bespieczna w tatalii i wracaj szybko. Pamiętaj o wadze twojej misji. Radzimy sobie z orkami i utrzymujemy ich w oddali od zamku. Na zawsze tobie oddany nauczyciel Thane."
***
- Pasażerowie, wysiadać! - krzyknoł wielki marynarz w pasiastej koszulce i kapeluszu indiana jonsa - Przybiliśmy właśnie do portu tatali - Macarena! Witajcie w nowym świecie! - dziewczyny wyszły ze środka statku troche zasmucone i osowiałe i spojrzały dookoła. Słyszały dźwięki dżungli i widziały szybujące po niebie papugi. Była to całkowita zmiana klimatu bo w bracadzie marzły do kości a tutaj było jak w lipcu
- Nie smuć się Abi, na pewno dadzą sobie rade z Vizdusiem! - powiedziała Paula dając jej kuksańca w bok - chodźmy na kokosowego drinka z palemką!
- Chyba coś ci się pomyliło - powiedziała zaskoczona Reni wychodząc z kajuty - tatalia to bagnista kraina. na brzegu być może wygląda to okazale ale wewnącz kontynentu jest wielkie bagno
- A ja już się nastawiłam na skąpe stroje i nawet wzięłam olejek przeciwsłoneczny - powiedziała zrezygnowana tina. dziewczyny zmroziły ją zwrokiem - żartowałam! - zaśmiała się - wiem, że jesteśmy na misji
- wychodzimy na brzeg. Musimy szybko dostać się do stolicy i wrócić do bracady. - powiedziała zdecydowanie abi i staneła na nowej ziemi.
- zostawię was na chwile same i pójdę do cioci Kiki okej? - powiedziała reni
- w porządku, rozejrzymy sie po miasteczku! - Powiedziała Paula - Abi, nie smuć się, musimy się trochę rozerwać!
- No dobra - i poszły wgłąb miasteczka tatalii pozostawiając iron girls obok statku.
- Bardzo fajne budownictwo - powiedziała abi wpatrując się w drewniane domy zwieszone z drzew, liniane drabinki i skórzane zasłony. wszystkie miały otwarte balkony i nie miały szyb w oknach bo tu było gorąco. dziewczyny przypatrywały się egzotycznym strojom tatalczyków którzy wszyscy mieli odkryte bżuchy i wielkie dekolty. mężczyźni chodzili zazwyczaj w samych gaciach eksponując swoje mięsnie. Wszędzie były kramy sklepików w których wiedźmy sprzedawały rużne straszne rzeczy np. oczy traszki i sok z żuka, a nawet wypatrzyły sklep z wudu
- Trzymaj się z dala od wudu! - ostrzegła jaszczuroczłeczka policjantka stojąca na rogu ulicy - nie zapuszczajcie się w tamto miejsce. tam są sklepy czarnej magii
- ok. - powiedziały zrezygnowane dziewczyny i poszły w drugą strone. Abi cały czas czuła, że coś tu jest nie tak. obywatele byli niby szczęśliwi, ale rzadko kiedy widziała samodzielne kobiety - zazwyczaj chodziły gęsiego za chłopakami i spuszczały zwrok albo nie było ich na ulicach.
- coś mi tu śmierdzi... - powiedziała abi
- fuuu!!! to chyba to! - tina wskazała na wielki gar z gotującymi się głowami w stoisku obok
- nie, nie o to chodzi! - powiedziała abi i stukła ją po głowie - nie zauważyłyście nic dziwnego? gdzie są... dziewczyny, które nie są wojowniczkami? - powiedziała abi ściszonym glosem
- dziewczyny...? - paula i tina zdziwiły się i rozejrzały po ulicy. rzeczywiście - nie znalazły na niej prawie żadnej dziewczyny. po ulicach chodziły tylko jaszczuroczłeckie policjantki albo ludzcy i gnolscy mężczyźni. Paula postanowiła działać
- Hej, jak masz na imie - zagadała pierwszego lepszego gnolla obok. Miał białą sierść i brązowe oczy i pysk jak piesek złączony z misiem
- Jestem Dracon a ty - powiedział gnoll wojownik
- Ja jestem Paula. Masz jakąś brankę? - Paula zmrużyła oko i dała mu kuksańca w bok. Jego oczy nagle zrobiły się bardzo zimne a pysk się skrzywił w minę zniewagi
- Nie ze mną takie numery. Właśnie dlatego nienawidzę kobiet z innych krajów szczyt wszystkiego! - żachną się i odwrucił. wiedziały, że nie będzie już z nim żadnej rozmowy
- Ale gdzie są wasze dziewczyny? - zapytała tina
- Jak to gdzie? siedzą spokojnie w domach i nie paradują same po ulicy! - powiedział dracon. Dziewczyny przytaknęły głową i szybko odleciały na bok i stanęły w kółeczku
- mam wrażenie że tu nadal panują przestarzałe stosunki miedzypułciowe - powiedziała abi
- Ale co z wojowniczkami jaszczuroczłeków? - zaproponowała nieśmiale tina
- One są amazonkami tak jak reni. są wychowane do walki i obcieły swoje piersi. - powiedziała abi - chodzi mi o zwykłe dziewczyny
- Myślisz że nie przestrzegają tu praw człowieka - zapytała cicho tina, żeby nikt ich nie usłyszał
- Musimy jeszcze się przekonać... Ostatecznie nasze najważniejsze zadanie to list do kru... - Abi nagle zamarła. Wpatrywała się intensywnie w jeden punkt w mieście a dziewczyny potoczyły zwrokiem za nią
- Nie może być... - powiedziała abi i przygryzła warge marszcząc brwi
- o co chodzi abi? - zapytała nieśmiało tina wyszukując oczami tego co widziała abi.
Środkiem miasta kroczył orszak jednego z najwyższych gnollskich wojowników, Alkina. Za jego drewnianym powozem ciągniętym przez 2 gorgony buchające ogniem z nosów szły 4 dziewczyny ze spuszczonymi głowami
- chodzi ci o nie? - zapytała tina
- Musimy zrobić pauzę w naszej misji z bracady. Nie mogę na to pozwolić - powiedziała abi wysuwając koniuszek miecza. Nie spodziewała się tego, co ujrzała. Dziewczyny z orszaku Alkina nie były zwykłymi dziewczynami... a na pewno nie szły za nim z własnej woli.
- Kim one są? - zapytała paula
- Bardzo dobrze znam się z jedną z nich... zostałyśmy razem porwane przez jabarkasa i nie pozwole, by moja pszyjaciółka cierpiała jak ja. - powiedziała abi wyjmując od góry miecz przypięty z tyłu
Marcysia obróciła głowę i spojrzała na dziewczyny stojące w oddali. "Jedna z nich wydaje mi się znajoma..." - Pomyślała, ale nie mogła dłużej zwlekać. Musiała gonić karoce swojego pana...
cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

