W oczach mieszkańców twierdzy pojawił się ognik walki a wojownicy którzy siedzieli otumanieni teraz popychali abi po plecach i życzyli jej wszystkiego dobrego a dziewczyny albo płakały i chciały przytrzymać ją za rękę albo jak były wojowniczkami to tez popychały jak chłopacy
- Pomścij swojego wielkiego ojca abi! - powiedział jakiś ork z łzami w oczach i założył jej sznurek z kłem na szyję
Sama abi była otumaniona i nie wiedziała do końca co się stało...
"Dlaczego sprawy przybrały taki obrót!?" zamknęła oczy i zobaczyła przed sobą twarz króla. zachciało jej się płakać... zaufała mu, uważała za najważniejszego sojusznika i wspólnie pokonała z nim crag hacka a teraz okazało się, że wszystko było tylko grą która miała na zawsze usunąć jego dziedzictwo z powierzchni ziemi
"Nie mogę się tak poddać" - pomyślała abi i zacisnęła pięść na swoim czakramie - "pokaże mu że z wojowniczką abi nie wolno zadzierać!"
ale co jeśli... jej śmierć była najlepszym wyjściem?
najbardziej było jej szkoda swoich przyjaciół bo gdy król ogłosił pojedynek to reni i reszta z cytadeli musieli za nim iść a u boku abi został tylko thane oris pati i dessa
- Abi... - powiedziała cicho pati i delikatnie złapała przyjaciółke za ręke - wszystko na pewno dobrze się skończy
- no nie wiem - abi przygryzła wargę i popatrzyła w ziemię. chodź tego nie widziała to wiedziała, że powoli zbliżają się do areny - na której czekało ją jej przeznaczenie... tłum po obu stronach się wzmagał i dziewczyna wiedziała że mieszkańcy zajmują miejsca wokół areny by widzieć z bliska całe widowisko
- nie ważne co się stanie nie możesz w siebie zwątpić abi - usłyszała ciepły głos dessy obok i popatrzyła w jego głębokie oczy orka a on położył jej rękę na ramieniu - jesteś najwspanialszą wojowniczką jaką znam i wiem że nigdy byś się nie poddała
- pamiętaj że ciągle jesteśmy z tobą - powiedział thane uśmiechając się delikatnie. abi z łzami w oczach oddała im wszystkim uśmiech i stanęła przed wejściem na arenę
- dziękuję wam za wszystko - powiedziała - a teraz pa idę walczyć na śmierć i życie - obróciła się i pobiegła chyłkiem w środek koloseum. przyjaciele przez chwilę stali patrząc za nią zwrokiem a thane wyciągnął bezwładnie rękę przed siebie a potem weszli po schodach na górę i usiedli na szczycie areny. z przeciwnej strony pomachała im nieśmiale paula
- Obywatele Rockwallen! - ryknął magicznie wzmocniony głos króla - za chwilę rozpocznie się pojedynek który tradycyjnie wyłoni przyszłego władcę rockwallen którym zostanę ja! - z trybun wokół wzniosło się "buuuu"
- Abi Hack! Abi Hack! Abi Hack! - ktoś zaczął skandować i nagle wszyscy orkowie i ludzie powstali i krzyczeli waląc rękami w barierki
- Ale ja jestem Abigail Knox! - wrzasnęła abi chociaż nikt jej nie usłyszał
- Abi! Abi! Abi!
- Wierzymy w ciebie Abi! - głos jakiejś orczycy
- Zabij go i zrób porządek z tymi jaszczurami! - rozwrzeszczały się jej dzieci
- Cisza! - ryknął król i wszyscy na początku dalej się darli ale po chwili ucichli bo w sumie się bali że ich pozabija
- Zgromadziliśmy się tu po to, byście wszyscy ujrzeli koniec waszej nikłej nadziei! Tu i teraz zakończę żywot ostatniej potomkini rodu Crag Hacka! Abi! Stawaj do walki! - krzyknął Tralossk wyzywająco i ustawił się w walecznej pozie
- Dlaczego to robisz!? Ja ci zaufałam! - krzyknęła abi a król tak jakby nie słyszał tych słów wystrzelił w jej stronę
"Nie... On naprawdę...! Muszę się bronić!" - w ułamku sekundy abi odparowała pierwszy cios i odbiła się do tyłu stawając na gardę
- Jesteś widocznie zbyt łatwowierna hehe - powiedział tralossk szczerząc swoje zęby i nagle wzbił się w powietrze lecąc szybko w stronę abi bo zrobił super wyskok
- Ale jeszcze kilka chwil temu... - próbowała abi ale musiała odbijać cios za ciosem i cały czas się cofała do ściany która się zbliżała...
- Byłaś moim narzędziem abi to wszystko - powiedział tralossk uśmiechając się szyderczo - bardzo łatwo było cię nabrać na miłe słówka i obietnicę zemsty każdego można tak obrobić jak ma się dobre podejście
- To nieprawda! - ryknęła abi i jej ciosy stały się odrobinę silniejsze
- Wierzysz we wzniosłe ideały, jednak one zasłaniają ci prawdziwą rzeczywistość! - Odpowiedział tralossk i podłożył jej ogon ale abi była na to przygotowana i podskoczyła
- hiyaa! - wykrzyknęła i uderzyła mieczem z całą siłą
- nono, uderzyłem w czuły punkt! - roześmiał się tralossk nagle wyjął sztylet którym wycelował w brzuch dziewczyny ale ona była szybsza i odbiła go swoim czakramem przy okazji raniąc delikatnie tralosska
- pierwsza krew! - krzyknął ktoś na trybunach i wszyscy nagle ucichli wpatrując się, kto dostał
- abi! pokaż mu gdzie raki zimują! - wykrzyknęła pati
- nie mogę ci tego odpuścić - wrzasnęła abi powstrzymując łzy bo wiedziała że musi być twarda. skończył się czas na gierki - czas na prawdziwy pojedynek
- obrażasz nie tylko mnie ale wszystkie dziewczyny które wierzyły w wyzwolenie! dzięki swojej determinacji i...
- miały tylko silnego lidera czyli ciebie! same były do kitu! - odkrzyknął król
- aaaarrrgggghhh!!! - zaryczała abi i teraz to jej ciosy napierały na osłaniającego się tralosska
- ojj widzę że odzywa się krew tatusia! - krzyknął tralossk siekąc na odlew
- sam do tego doprowadziłeś i teraz pożałujesz! - abi podskoczyła i zrobiła salto w powietrzu z krzykiem walki i pociągnęła króla za ogon ale ten nie wywalił się tylko potoczył pod nią i teraz on był za nią
- uchm! - abi zrobiła wyskok w bok i obróciła się na jednej nodze siekąc przed siebie a król odbił to swoją zbroją na ręke
- widzę że nie żartujesz - powiedział - ale czy naprawdę jesteś w stanie mnie zabić? - spytał i uśmiechnął się od ucha do ucha
"Czy potrafiłabym go zabić?" - pomyślała abi i natychmiast poczuła w sobie dwie ścierające się ze sobą siły za obydwoma opcjami
- a może użyjesz do tego magii? - zastanawiał się król odpierając cios za ciosem - przecież to głupota by nie używać tak silnej mocy podczas walki
- nie użyję magii by mieć przewagę! pokonam cię zwyczajnie tu i teraz - powiedziała abi, odczepiła swój czakram i wystrzeliła go w kolumnę, a on odbił się od niej, potem od barierki na trybunach i poszybował prosto w plecy jaszczuroczłeka ale ten podskoczył i czakram trafił prosto do ręki abi
- widzę że nieźle posługujesz się moimi technikami walki - powiedział tralossk i mrugnął do niej okiem
- nie to było moim celem! - krzyknęła abi i wymierzyła cios na skos czego król totalnie się nie spodziewał i znowu trysnęła krew a trybuny ucichły i wybuchły wiwatem. abi trochę się przeraziła i cofnęła do tyłu bo król miał przeciętą rękę aż do kości i krew leciała strumieniami
- haaaaaa!!! - zaryczał tralossk i wymierzył w nią cios a abi ledwo go uniknęła i tez dostała ale po udach a wszyscy wstrzymali oddech
- skończmy to! - powiedziała abi starając się nie krzyknąć z bólu
- ten pojedynek może mieć tylko jednego zwycięzcę! - odpowiedział tralossk i wyskoczył do niej a abi odbiła jego cios płazem i tralossk poleciał do tyłu i... potknął się o kamień wywalając się jak długi!
abi natychmiast do niego doskoczyła i przystawiła mu ostrze do gardła a tłum zamarł
- no cóż z tą ręką chyba już nie dam rady cię pokonać w uczciwej walce - powiedział jaszczurolud wzruszając ramionami na ziemi - utnij mi głowę i wznieś nad arenę
- śmierć! krew! walka! - rozległ się okrzyk gdzieś na trybunach i nagle wszyscy go podłapali
- Śmierć! Krew! Walka!
- Śmierć! Krew! Walka!
"Zabij!"
"Wygrała w uczciwym pojedynku! On cię zdradził! Zasługuje na to!"
"Podnieś rękę i tnij mieczem..."
"By sięgnąć po władzę!"
Abi stała w rozkroku nad broczącym krwią jaszczuroczłekiem i oparła jedną nogę o jego klatkę piersiową, podniosła jego miecz i rzuciła na bok a potem wzniosła głowę ponad trybuny. wiedziała co musi teraz zrobić by uratować całą sytuację - musiała przyjąć swoje dziedzictwo.
- Cisza! - krzyknęła i ze zdziwieniem zauważyła że jej wrzask rozniósł się po całej arenie a wszyscy umilkli.
- Wygrałam pojedynek i mój przeciwnik nie jest już zdolny do walki. Jest teraz na mojej łasce! - powiedziała a z góry rozległy się krzyki
- Dobij go!
- Nie! Za dużo krwi zostało już przelane! - wrzasnęła abi - Może crag hack zezwalał na takie rzeczy ale za moich czasów tak nie będzie! Przegrywając ze mną w pojedynku - wskazała na leżącego jaszczuroczłeka - stracił nie tylko swoją pozycję ale również honor wojownika! to dla niego wystarczająca kara! Na zawsze zapamięta, że pokonała go - wzniosła zamkniętą pięść w stronę słońca, wyprostowała się i krzyknęła
- Wojowniczka Abi!
z trybun rozległ się wiwat a z zamkniętych wcześniej drzwi wyszli znachorzy z noszami żeby wynieść ciało tralosska. król nie mógł utrzymać poważnej miny i szepnął z uśmiechem
- właśnie tego po tobie oczekiwałem abi.
dziewczyna obróciła się na moment i spojrzała na uśmiechniętego od ucha do ucha jaszczuroczłeka... i w tej chwili wszystko zrozumiała a powietrze wyleciało z jej ust nie pozostawiając żadnego tchu.
***
Zabandażowana abi jednym ruchem otworzyła drzwi do sali tronowej i ze zdziwieniem nie odnalazła tu ciała crag hacka a podłoga była idealnie czysta. wkroczyła do niej szybkim krokiem a za nią podążała pati dessa tina i paula. Thane razem z Oris udali się do ratusza by ostatecznie oczyścić wody w fontannach.
- Pozwoliliśmy sobie wynieść ciało na zewnątrz o pani. - powiedział ork który wcześniej dostarczał crag hackowi wiadomość
- Jak masz na imię? - zapytała abi szorstko idąc dalej w stronę tronu
- Grog, o pani - powiedział ork schylając głowę
- Po pierwsze, nie tytułuj mnie żadną panią jestem wojowniczka abi. - powiedziała abi obracając się na pięcie a on pokiwał energicznie głową - a po drugie zwołaj wszystkich dostępnych dowódców wojennych i wyślij roki do wszystkich którzy znajdują się na bitwie.
Całkowicie skołowany ork wykrzywił swoją twarz ze zdziwieniem, podążył zwrokiem w dół i odpowiedział
- ale pani ojciec stanowczo nakazał...
- teraz ja zostanę władczynią rockwallen i zajmę jego miejsce. - powiedziała stanowczo abi - a moje rozkazy są bezwzględne
- tak jest wojowniczko! - odpowiedział Grog salutując i opuścił salę. Abi odgarnęła jakieś kielichy i zbędne rzeczy z głównego stołu w komnacie i usiadła u jego szczytu
- to będzie bardzo długi dzień - powiedziała wydychając powietrze
- abi my byłyśmy tak samo zaskoczone jak ty... - zaczęła tina, ale abi uciszyła ją otwartym gestem dłoni
- jeszcze się rozmówię z tralosskiem ale najpierw czekają mnie ważniejsze sprawy. Musimy tylko powstrzymać tę wojenną machinę zanim będzie za późno - powiedziała a do komnaty wrócił jej przyboczniak z towarzystwem paru dowódców ale większość była na wojnie. abi rozpoznawała większość z nich bo widziała ich czasem jak jeszcze była niewolnicą ale teraz uderzyło w nią to jak mizernie wszyscy wyglądają. dawniej z płomieniami w oczach, wyprostowani i energiczni, teraz wszyscy się przygarbili i byli jacyś niemrawi
- mają szczęście że widzę ich z bliska pierwszy raz - powiedziała tina szeptem - inaczej ta piękna posadzka spłynęłaby krwią raz jeszcze...
- cisza! - powiedziała abi do koleżanek a one popatrzyły na nią z rozbawieniem
- stajesz się prawdziwą królową w 5 minut nie ma co - powiedziała tina uciekając zwrokiem na bok
- jak widzicie role się odwróciły. dawne niewolnice teraz okazały się wspaniałymi wojowniczkami które odmieniły porządek w twierdzy - powiedziała abi - ale chociaż wiem jakie grzechy popełnialiście dawniej wasza pozycja za moich rządów wcale nie musi się zmienić - mówiła wyraźnie i starała się zachować spokojny ton, a dziewczyny patrzyły na nią z podziwem. Wiedziały, że abi żyła pragnieniem zemsty, pamiętały też jak była wcześniej roztrzepana i nie mogłą utrzymać języka za zębami
- daję wam nowe bojowe zadanie które sprawdzi waszą lojalność córce waszego... wspaniałego wodza - dodała gorzko i zadrżały jej kąciki ust - udacie się na fronty by zakończyć wszelkie walki! - wodzowie byli tak samo zszokowani jak wysłannik wcześniej
- Ale... - powiedziała jakaś ciemna orczyca ale abi ją ubiegła
- Wiem, że Crag Hack nakazał pełen atak. Wiecie jednak w głębi że ta wojna jest przegrana! - powiedziała głośno - zatrzymajcie ten zbędny rozlew krwi i uratujcie rodziny swoich kompanów! ale jeśli się nie mylę, walki prawdopodobnie już wygasły - powiedziała cicho, ale szybko się ogarnęła
- przyprowadźcie też wszystkie swoje niewolnice do tego pokoju. będzie ich dotyczyć pierwszy dekret jaki wydam tuż po swojej konoracji
- ok - odpowiedzieli dowódcy i rozeszli się a po chwili weszły zniewolone dziewczyny
- abi!!! - krzyknęły te które ją rozpoznały - cała twierdza stoi na głowie! co tu się dzieje? - spytały
- uroczyście oświadczam, że od tej chwili jesteście całkowicie wolne! - krzyknęła abi
***
nastawał już wieczór gdy abi podeszła pod skrzętnie ustawiony stos na którym leżało ciało crag hacka. w miejscu, gdzie niegdyś ona miała umrzeć spalona na stosie, teraz spalone miało zostać ciało jej największego wroga a być może i ojca. Spojrzała na fontanny, teraz osuszone a potem na swoich przyjaciół wśród których siedział tralossk na wózku inwalidzkim z zabandażowaną ręką i patrzył w milczeniu na stos. Abi oraz oris weszły na wzniesienie przed nim
- czyń honory - powiedziała wojowniczka wręczając jej pochodnie. Dawna niewolnica crag hacka która przyczyniła się do jego śmierci teraz rzuciła rozpalony drąg od którego zajęło się jego cielsko. wszyscy w milczeniu patrzyli, jak materiał powoli zaczyna się palić, niektórzy płakali a inni patrzyli pustym zwrokiem
- poczekaj tu chwilkę w tych minutach ciszy ja muszę coś załatwić z tralosskiem - powiedziała abi a oris przytaknęła i dziewczyna zeskoczyła z podium
- nieźle to sobie wymyśliłeś - powiedziała abi zbliżając się do króla w swoim orszaku
- przepraszam za te wszystkie okrutne słowa - powiedział jaszczuroczłek uśmiechając się cierpko - ale chciałem byś dała podczas pojedynku z siebie wszystko. żebyś była przyparta do muru i byś pokazała nam wszystkim swoją legendę wojowniczki
- w porządku - powiedziała abi siadając obok niego i złapała za swoje kolana. wpatrzona w ogień zadała jeszcze jedno pytanie, które nurtowało ją od samego rana:
- czy naprawdę jestem córką crag hacka? - niemal wyszeptała, patrząc zmartwionym zwrokiem w twarz tralloska
- a któż to wie! - król machnął ręką i popatrzył na nią poważnymi oczami - ważne, że jesteś nią dla nich. Odkąd odkryliśmy tę tajemnicę zrozumiałem, że to po prostu owładnięci demonami zwyczajni ludzie którzy nadal, a zwłaszcza teraz gdy tyle trzeba tu naprawić potrzebują swojego bohatera... A ty nadajesz się na to wyśmienicie. - przerwał na chwilę, patrząc na wznoszące się w górę dymy - nie ważne czyją jesteś córką ważne są twoje czyny. Tylko od ciebie zależy czy będziesz kroczyć bestialską drogą swego poprzednika czy poprowadzisz ten umęczony lud ku świetlanej przyszłości...
- ok - odpowiedziała abi, odetchnęła i siedziała przy nim jeszcze chwilę, po czym wstała
- muszę iść gdy spalimy ciało będę miała pasowanie na liderkę twierdzy - powiedziała
- abi... pamiętaj że mogę być twoim największym sojusznikiem i na to liczę - powiedział poważnie tralossk - i na tym poprzestańmy. podczas walki nie dałem ci żadnych forów wygrałaś ze mną fair play - dokończył a abi uśmiechnęła się do niego
- wiem - powiedziała i odeszła w ciszy w stronę czekającej na nią oris. nadchodziły wielkie zmiany, których głównym źródłem miała być nowa przewodnicząca sił orków i ludzi ze stepów - wojowniczka abi.
cdn. w epologu: Wojowniczka zasiada na tronie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojowniczka abi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojowniczka abi. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 14 listopada 2017
poniedziałek, 13 listopada 2017
Rozdział XXIX - Wojowniczka poznaje prawdę
wojowniczka abi i reszta paczki schodziła po ciemnych schodach wgłąb ratusza za zlęknioną oris trzymającą przed sobą pochodnie. przeszli bez problemu przez plac pomiędzy twierdzą a dwoma brudnymi fontannami - wieść o pokonaniu crag hacka rozeszła się bardzo szybko i mijali tylko wystraszone kobiety obok swoich domów albo zdezorientowane niewolnice i otępiałych wojowników bo nie wiedzieli co teraz
- nie ważcie się podjąć jakiegokolwiek działania póki nie wróce - ryknął tralossk ze schodów na szczycie ratusza zanim zeszli w dół - to ja pokonałem crag hacka i dobrze wiecie co to znaczy - pokiwał wszystkim palcem i abi obejrzała po pustych twarzach watażków niegdyś tak opętanych gniewem . abi wiedziała co to znaczy - odkąd tralossk pokonał crag hacka to on był oficjalnym przewodniczącym twierdzy i wszyscy powinni go słuchać. nagle przed szereg wyszedł jeden z watażków
- nie będzie nami żądził jaszczurek!!! - krzyknął pochopnie i wyjął swój topór ale dziewczyna usłyszała świst strzały i obejrzała się na bok. to reni przebiła barbarzyńce jednym precyzyjnym strzałem i reszta natychmiast ucichła. wiedzieli kto teraz dzieli skóre na niedźwiedziu
- są strasznie dziwni - powiedziała tina - zachowują się tak jakby...
- wszystko co sprawiało kim są nagle przepadło - dokończył tralossk - i jeśli się nie mylę zaraz zobaczysz o co chodzi. zostańcie tutaj i strzeżcie wejścia do budynku - powiedział do swoich przyboczniaków a oni zasalutowali
***
oris doprowadziła ich do ciemnych drzwi kończących kamienny korytarz
- to tutaj... - szepnęła i delikatnie nacisnęła wielką klamkę
- skąd wiesz o tym miejscu? - spytała zaciekawiona reni a oris wstrząsnęło
- ja... bo ja jestem główną niewolnicą crag... - nagle potrząsnęła głową i powiedziała mniej zlęknionym tonem - byłam nią i to mi zlacał najważniejsze poufne zadanie które teraz zdradze wam
- nie wiedziałam że tu jest taki tunel... - szepnęła paula
- wie o nim naprawde mało osób to tajemnica siły crag hacka - powiedziała oris a król z zaintrygowaniem na twarzy gładził się po swojej brodzie a to samo robił thane ale on gładził prawdziwy zarost bo go miał. dessa i pati spojrzeli na siebie zmartwieni i wrota się otwarły...
buchnął w nich zapach stęchlenia zmieszany z siarką i alkoholem który był dziwnie znajomy abi i zimny wiatr a pochodnia niemal zgasła
- zawsze tak jest - powiedziała oris rezolutnie i podeszła w bok zapalając czarę ognia. nagle światło poleciało po lustrach na cały pokój i w jedną chwilę było jasno prawie jak na górze
- wow... - powiedziały dziewczyny rozglądając się po przestronnym pokoju który musiał być tu od zarania dziejów twierdzy. na ścianach były rzeźby strasznych twarzy i dziwne półki a na środku stała wielka bania z wodą do której z jednej strony wpadała woda z normalnej rzeki (tej samej która wypływa z twierdzy) a z drugiej strony były jakieś rury do skrzynkopieca i miski obok i rury też leciały do góry a obok była wielka hydropompa
- ten zapach... - szepnął thane spoglądając na konstrukcje - jesteśmy teraz kilkadziesiąt metrów od ratusza... - nagle podszedł na środek, przyjrzał się bliżej pracującej maszynie, spojrzał na niepewnie stojącą oris i na wszystkich
- jesteśmy właśnie pod fontannami twierdzy z których wszyscy barbarzyńcy czerpią swoją wodę - powiedział dżin a oris pokiwała powoli głową. dessa cofnął głowę ze zdziwioną miną i spojrzał na pati ze zrozumieniem
- dziewczyno pokaż nam co tutaj musisz robić - powiedział traloskk i wszyscy zwrócili swój zwrok na oris. ta podeszła niepewnie do misy i tlącego się pieca
- wrzucam tutaj kości które znajdują się w tych komorach - powiedziała oris wskazując na wgłębienia w ścianach - ten ogień podgrzewa cały baniak i to tak jakby bojler. później... - mówiąc to otworzyła piec i na wszystkich wyziajało morowe powietrze a przy tym zatkała nos
- biorę szufelką popiół i wrzucam go do tej misy... a później dodaję do nich mieszankę ziół, które znajdują się po tej stronie sali - pokazała na bok i wszyscy tam popatrzyli a pati od razu do nich podeszła
- poznaję to. te zabijają wszystkie aromaty - wskazała na worek pełen fioletowych listków - a te są silnie pobudzające - wskazała na brunatne korzenie obok - zawsze zastanawiało mnie czemu wszystkie szamanki muszą zbierać ich tak dużo bo wystarczyłoby dużo mniej do naszych rytuałów ale zamówienia z twierdzy były ogromne
- gdy już to zrobię, dodaję szczyptę magicznego proszku z tej szkatułki - wskazała na niewielki pojemnik pod urządeniem - a potem kręcę tą korbką - zademonstrowała robiąc to chociaż misa była teraz pusta - a zmielone składniki trafiają do zbiornika nasycając wodę swoją mocą. z niej później robimy alkohol dla naszych wojowników a reszta pompowana jest do góry i...
- i zasila fontanny, z których orkowie oraz ludzie zamieszkujący twierdze korzystają dzień w dzień - dokończył tralossk z szelmowskim uśmiechem a oris pokiwała głową. król odwrócił się nagle do dessy i powiedział
- wszyscy znacie dobrze tego orka który wsławił się w walce ze złem... czym różni się od swoich brutalnych pobratymców? wygląda dokładnie tak samo, dorastał w tym samym miejscu, miał tego samego wodza a różnica jest ogromna i zastanawiało mnie to odkąd go poznałem. dessa nigdy nie skosztował wody z fontanny ponieważ mieszkał daleko od twierdzy i jego rodzina używa swojej własnej studni a nigdy nie pił trunków crag hacka
- już wszystko rozumiem - powiedział powoli ork a jego zwrok się zaognił - gdybym wiedział wcześniej...
- nikt z nas nie wiedział o tym wcześniej bo nikt nie spodziewałby się że crag hack może zrobić coś tak szalonego - powiedział tralossk i spojrzał tym razem na thane'a - przyjacielu z bracady, czy mógłbyś wyjaśnić wojowniczkom, co to za aromat? tak dobrze znany, tak znienawidzony i tak zabójczy... - dokończył i zwiesił głowę
- dawno temu gdy crag hack był jeszcze bardzo młody nasz świat najechały diabły - kregganie przybyli z nieba by podbić nas świat - powiedział thane a wszyscy pokiwali głową bo znali tą historie - choć odwiedzały nasz świat już od dawna. znajdujemy się teraz w starożytnym diablim cmentarzysku a to że znajduje się ono pod osadą orków oznacza, że prawdopodobnie to właśnie ich stworzyciele - powiedział smutno a dla wszystkich to był prawdziwy szok
- więc te kości które spalałam... - powiedziała oris zza ręki zasłaniającej usta
- tak one należą do diabłów - powiedział thane i nagle zawrócił w miejscu a jego płaszcz zaszeleścił i obrócił się wokół takim fajnym ruchem. czarodziej podszedł teraz do misy z magicznym proszkiem
- tą czarnoksięską substancje zaś rozpozna każdy wyuczony mag - lecz nikt o zdrowym umyśle tego nie użyje a w bracadzie jest ona zakazana. - powiedział, po czym nabrał ją na palec i pokazał wszystkim - widzicie jaki ma kolor?
- jest szary... - powiedziała abi zmróżając oczy
- to znaczy że stracił swoją moc bo jego dawca jest martwy - powiedział thane - ten proszek to Polifium. gdy dostanie się do czyjegoś ciała sprawia że osoba na moment staje się całkiem oddana osobie z którą związany jest proch. mieszkańcy twierdzy otrzymywali go niemal z mlekiem matki...
- czyli była to esencja crag hacka? - powiedziała zszokowana reni - i dlatego wszyscy tam, na górze...
- dokładnie tak - powiedział thane - cała ta sprytna mieszanka tworzy razem zabójczą truciznę... narkotyk, który mieszkańcy twierdzy zażywają już od najmłodszych lat. narkotyk, dzięki któremu crag hack trzymał taką potęgę w swojej ręce. narkotyk, który wprowadzał demoniczną energie do ciał swoich biorców rozniecając ich gniew i chęć mordu, jednocześnie wyostrzając zmysły i tłumiąc ból. narkotyk, którego tajemnica działania została zdradzona abi i narkotyk, który nadal działa ale teraz stracił swą moc posłuszeństwa, bo crag hack jest martwy. - dokończył z zastanowieniem, wpatrując się w zdezorientowaną dziewczynę
- abigail knox... - zacmokał król tralossk i przeszedł w kółko abi powoli krocząc - wszyscy poznaliśmy tajemnicę crag hacka, jednak ty jesteś jej dziedzicem. z tą potęgą możesz podbić cały świat - wzniósł w górę ściśniętą pięść - możesz też nakazać pozabijać się watażkom nawzajem, na zawsze kończąc ich mękę w mentalnej niewoli, którą tak dobrze znasz, uwalniając od nich świat. - rozcisnął ją robiąc głuche przyklepanie do ziemi - możesz nakazać im się zmienić i czynić dobro, zapanować nad całą twierdzą i stać się liderką która poprowadzi dawniej brutalny lud do świetlistej przyszłości. - dał ręce na boki w teatralnej pozie - wszystko zależy tylko od ciebie... a my nie wpłyniemy na twą decyzję - stanął naprzeciwko niej i popatrzył jej prosto w oczy - co zamierzasz zrobić, abi?
dziewczyna czuła na sobie zwrok wszystkich w pokoju i popatrzyła na alchemiczną maszynerię. dzięki temu może stać się kimś wielkim... w tajemnicy sterować całym oddziałem barbarzyńców których miałaby na swoje skinienie...
"Wielka wojowniczka, liderka twierdzy Abigail Knox." - usłyszała szept w umyśle
tym razem nie czuła jednak żadnej chwili wachania. bez słowa podeszła do wazy z pyłem Polifium, spojrzała na swoich przyjaciół i...
- hiiya! - wymierzyła siarczystego kopniaka, który rozbił ją na kawałeczki, a chmura pyło wzbiła się w powietrze.
***
nagle ziemia w twierdzy się zatrzęsła ale trwało to tylko jakieś 5 sekund. zdezorientowani mieszkańcy spojrzeli na siebie pytającym zwrokiem i po chwili wrócili do swoich zwykłych czynności. nie wiedzieli jeszcze że właśnie zostali wyswobodzeni z niewoli o której nie mieli nawet pojęcia.
***
pati i dessa szli razem za rękę zamykając korowód szczebiocząc cicho a przed nimi paula i tina, potem reni i thane a na przodzie abi i tralossk.
- dlaczego crag hack chciał bym przejęła jego ohydne dziedzictwo? - powiedziała abi smutnym głosem a król obok wydawał się bardzo zaskoczony
- abi nie widzisz tego? - spojrzał na nią pytającymi oczami - jesteś przecież ideałem silnej wojowniczki! jeśli tylko byś tego zapragnęła mogłabyś zawojować cały świat... i crag hack to wiedział - zauważył to z chwilą gdy odkrył twoją determinację by dopełnić zemsty. byłaś w stanie pokonać jego najlepszych wojowników owładniętych szałem jego piekielnej mikstury i był pewien, że z radością zakończyłaś ich życie. choć doskonale znał twoje możliwości jako wojowniczki nie wiedział o tobie tylko jednego - dodał ciszej i objął ją ramieniem ale patrzył dalej przed siebie - nie zauważył że mimo całego zła którego doświadczyłaś twoje serce pozostało szczere i czyste... lśniło w ciemności dając przykład zniewolonym, prowadząc zagubionych, buntując się wobec zła, niosąc odkupienie upadłym i ratując niewinnych. tego, co było twoją największą siłą i prowadziło cię przez cały czas, chociaż nie byłaś tego nawet świadoma...
- ale strzeliłeś przemowę nie ma co - powiedziała rezolutnie abi i się roześmiała a trallosk też wybuchając śmiechem rozczochrał jej czuprynę
- i mimo wszystkiego czego doświadczyłaś nadal potrafisz szczerze się śmiać! - powiedział głośno - trzy minuty po tym, jak dokonałaś eksplozji największej na świecie nory narkotykowej... tsk. - popatrzył w ziemię, a abi na niego się obejrzała
- o co chodzi? - spytała
- wyobraź sobie że teraz cała wioska crag hacka będzie na przymusowym odwyku. - powiedział król, a abi zadrżały kąciki ust, ale nie zdołała się roześmiać
***
z budynku ratusza wyszedł korowód przyjaciół prowadzony przez oris w białej sukni i wojowniczke abi w kolczej zbroi z obnażonym mieczem. tuż obok szybko zbiegał tralossk który spojrzał w niebo
- nasze wojska już są - powiedział wskazując na ważki czające się ze wszystkich stron
- poproszę pana - ukłonił się teatralnie, na co jego ludzie stanęli dęba, a thane wykonał szybki ruch różdżką i król odwrócił się do całej wioski stojąc na szczycie schodów ratusza. abi spojrzała na fontanny - teraz nieczynne, będące jedynie dwoma bajorami brudnej wody, która nadal jednak była skażona.
- obywatele rockwallen! orkowie, ludzie, trolle, cyklopi i gobliny! Wszyscy usłyszcie mój głos i wyjrzyjcie ze swoich nor bo wojna już się skończyła - ryknął tralossk w przestrzeń a z budynków rzeczywiście zaczęły wychodzić zaciekawione osoby - głównie dzieci, dawne niewolnice i niewiele dorosłych z których przeważały jednak kobiety
- wojska twierdzy zostały zdziesiątkowane a wasz władca obalony w honorowym pojedynku! - krzyknął jaszczuroczłek a oris złapała się za rękaw i popatrzyła w ziemię
- zrobiłaś to, co było słuszne - powiedział do niej cicho dessa i klapnął ją w ramię - dzięki tobie mają szansę odzyskać swoj honor... - oris cicho się rozpłakała i nowi przyjaciele z tyłu objęli ją
- oznacza to, że ja jestem waszym obecnym królem. Jednakże...! - spojrzał po ich zszokowanych twarzach - jestem władcą królestwa, którego siły zmiażdżyły wojska waszego lidera, w którego skład wchodzili wasi mężowie i wasze żony. to oczywiste, że nie zdajecie się pałać miłością do mojej rasy. będąc waszym królem, mógłbym spodziewać się samych skrytobójczych ataków przez możliwe ruchy oporu. potrzebujecie jednak silnego lidera, który poprowadzi was w mrocznych czasach, które dla was nadejdą, lidera, który dzieli z wami krew, przeszłość i duszę. dlatego... - uciął, patrząc na wszystkie zdziwione twarze patrzące w jego stronę - aby ukazać wam, że nadaję się na to stanowisko, dać wyraz swej siły i mocy oraz wyrazić szacunek dla waszych tradycji... - wszyscy słuchali magicznie wzmocnionego głosu z zapartym tchem, a wokół ratusza gromadził się coraz większy tłum
- dlatego właśnie wyzywam na tradycyjny, honorowy pojedynek tę oto wspaniałą wojowniczkę, Abigail Hack, zaginioną córkę waszego wspaniałego wodza! Pojedynek rozpocznie się w samo południe na arenie twierdzy! liczę na to, że wszyscy obywatele stawią się, by obejrzeć, jak krew mego przeciwnika na zawsze zostaje starta z tego świata.
"co!?" - zszokowanej abi niemal oczy nie wyszły z orbit. zrobiło jej się słabo z wrażenia i pisk w uszach zagłuszył cały wrzask, który po chwili ciszy wybuchł z niezliczonych gardeł mieszkańców rockwallen równie zdziwionych jak wszyscy. Czy to możliwe, by była jego córką?
"Tak..." - usłyszała cichy głos w głowie. Nigdy nie poznała swojego ojca, mieszkała jedynie z matką oraz babką, które trafiły do jej wioski po długiej tułaczce... Z przerażeniem przypomniała sobie zwrok crag hacka, jego oczy o kształcie tak zbliżonym do jej oczu... i powoli spojrzała swymi na przyjaciół którzy patrzyli na nią z rozdziawionymi buziami a potem na króla, który nie oglądając się nawet na nią podążył w stronę areny
- Abigail Hack... - wyszeptała oniemiała tina opuszczając brwi wpatrując się w swoją przyjaciółkę a potem padła na kolana w osłabieniu i przytrzymała ją paula.
"Ale... dlaczego? Jak?" - pomyślała zrozpaczona abi w szaleństwie oglądając się na otaczający ją coraz bliższy tłum mieszkańców twierdzy.
Jak zakończy się ta sprawa? Kto zostanie pokonany w pojedynku na śmierć i życie? Czy Abigail Hack przerwie dziedzictwo Crag Hacka, czy to właśnie pod jej berłem twierdza stanie się niepokonana dla całego świata? Co zaplanował Tralossk?
Dowiecie się tego w następnym, ostatnim rozdziale pierwszej sagi opowiadającej o Wojowniczce Abi: Wojowniczka walczy o chwałę.
cdn.
- nie ważcie się podjąć jakiegokolwiek działania póki nie wróce - ryknął tralossk ze schodów na szczycie ratusza zanim zeszli w dół - to ja pokonałem crag hacka i dobrze wiecie co to znaczy - pokiwał wszystkim palcem i abi obejrzała po pustych twarzach watażków niegdyś tak opętanych gniewem . abi wiedziała co to znaczy - odkąd tralossk pokonał crag hacka to on był oficjalnym przewodniczącym twierdzy i wszyscy powinni go słuchać. nagle przed szereg wyszedł jeden z watażków
- nie będzie nami żądził jaszczurek!!! - krzyknął pochopnie i wyjął swój topór ale dziewczyna usłyszała świst strzały i obejrzała się na bok. to reni przebiła barbarzyńce jednym precyzyjnym strzałem i reszta natychmiast ucichła. wiedzieli kto teraz dzieli skóre na niedźwiedziu
- są strasznie dziwni - powiedziała tina - zachowują się tak jakby...
- wszystko co sprawiało kim są nagle przepadło - dokończył tralossk - i jeśli się nie mylę zaraz zobaczysz o co chodzi. zostańcie tutaj i strzeżcie wejścia do budynku - powiedział do swoich przyboczniaków a oni zasalutowali
***
oris doprowadziła ich do ciemnych drzwi kończących kamienny korytarz
- to tutaj... - szepnęła i delikatnie nacisnęła wielką klamkę
- skąd wiesz o tym miejscu? - spytała zaciekawiona reni a oris wstrząsnęło
- ja... bo ja jestem główną niewolnicą crag... - nagle potrząsnęła głową i powiedziała mniej zlęknionym tonem - byłam nią i to mi zlacał najważniejsze poufne zadanie które teraz zdradze wam
- nie wiedziałam że tu jest taki tunel... - szepnęła paula
- wie o nim naprawde mało osób to tajemnica siły crag hacka - powiedziała oris a król z zaintrygowaniem na twarzy gładził się po swojej brodzie a to samo robił thane ale on gładził prawdziwy zarost bo go miał. dessa i pati spojrzeli na siebie zmartwieni i wrota się otwarły...
buchnął w nich zapach stęchlenia zmieszany z siarką i alkoholem który był dziwnie znajomy abi i zimny wiatr a pochodnia niemal zgasła
- zawsze tak jest - powiedziała oris rezolutnie i podeszła w bok zapalając czarę ognia. nagle światło poleciało po lustrach na cały pokój i w jedną chwilę było jasno prawie jak na górze
- wow... - powiedziały dziewczyny rozglądając się po przestronnym pokoju który musiał być tu od zarania dziejów twierdzy. na ścianach były rzeźby strasznych twarzy i dziwne półki a na środku stała wielka bania z wodą do której z jednej strony wpadała woda z normalnej rzeki (tej samej która wypływa z twierdzy) a z drugiej strony były jakieś rury do skrzynkopieca i miski obok i rury też leciały do góry a obok była wielka hydropompa
- ten zapach... - szepnął thane spoglądając na konstrukcje - jesteśmy teraz kilkadziesiąt metrów od ratusza... - nagle podszedł na środek, przyjrzał się bliżej pracującej maszynie, spojrzał na niepewnie stojącą oris i na wszystkich
- jesteśmy właśnie pod fontannami twierdzy z których wszyscy barbarzyńcy czerpią swoją wodę - powiedział dżin a oris pokiwała powoli głową. dessa cofnął głowę ze zdziwioną miną i spojrzał na pati ze zrozumieniem
- dziewczyno pokaż nam co tutaj musisz robić - powiedział traloskk i wszyscy zwrócili swój zwrok na oris. ta podeszła niepewnie do misy i tlącego się pieca
- wrzucam tutaj kości które znajdują się w tych komorach - powiedziała oris wskazując na wgłębienia w ścianach - ten ogień podgrzewa cały baniak i to tak jakby bojler. później... - mówiąc to otworzyła piec i na wszystkich wyziajało morowe powietrze a przy tym zatkała nos
- biorę szufelką popiół i wrzucam go do tej misy... a później dodaję do nich mieszankę ziół, które znajdują się po tej stronie sali - pokazała na bok i wszyscy tam popatrzyli a pati od razu do nich podeszła
- poznaję to. te zabijają wszystkie aromaty - wskazała na worek pełen fioletowych listków - a te są silnie pobudzające - wskazała na brunatne korzenie obok - zawsze zastanawiało mnie czemu wszystkie szamanki muszą zbierać ich tak dużo bo wystarczyłoby dużo mniej do naszych rytuałów ale zamówienia z twierdzy były ogromne
- gdy już to zrobię, dodaję szczyptę magicznego proszku z tej szkatułki - wskazała na niewielki pojemnik pod urządeniem - a potem kręcę tą korbką - zademonstrowała robiąc to chociaż misa była teraz pusta - a zmielone składniki trafiają do zbiornika nasycając wodę swoją mocą. z niej później robimy alkohol dla naszych wojowników a reszta pompowana jest do góry i...
- i zasila fontanny, z których orkowie oraz ludzie zamieszkujący twierdze korzystają dzień w dzień - dokończył tralossk z szelmowskim uśmiechem a oris pokiwała głową. król odwrócił się nagle do dessy i powiedział
- wszyscy znacie dobrze tego orka który wsławił się w walce ze złem... czym różni się od swoich brutalnych pobratymców? wygląda dokładnie tak samo, dorastał w tym samym miejscu, miał tego samego wodza a różnica jest ogromna i zastanawiało mnie to odkąd go poznałem. dessa nigdy nie skosztował wody z fontanny ponieważ mieszkał daleko od twierdzy i jego rodzina używa swojej własnej studni a nigdy nie pił trunków crag hacka
- już wszystko rozumiem - powiedział powoli ork a jego zwrok się zaognił - gdybym wiedział wcześniej...
- nikt z nas nie wiedział o tym wcześniej bo nikt nie spodziewałby się że crag hack może zrobić coś tak szalonego - powiedział tralossk i spojrzał tym razem na thane'a - przyjacielu z bracady, czy mógłbyś wyjaśnić wojowniczkom, co to za aromat? tak dobrze znany, tak znienawidzony i tak zabójczy... - dokończył i zwiesił głowę
- dawno temu gdy crag hack był jeszcze bardzo młody nasz świat najechały diabły - kregganie przybyli z nieba by podbić nas świat - powiedział thane a wszyscy pokiwali głową bo znali tą historie - choć odwiedzały nasz świat już od dawna. znajdujemy się teraz w starożytnym diablim cmentarzysku a to że znajduje się ono pod osadą orków oznacza, że prawdopodobnie to właśnie ich stworzyciele - powiedział smutno a dla wszystkich to był prawdziwy szok
- więc te kości które spalałam... - powiedziała oris zza ręki zasłaniającej usta
- tak one należą do diabłów - powiedział thane i nagle zawrócił w miejscu a jego płaszcz zaszeleścił i obrócił się wokół takim fajnym ruchem. czarodziej podszedł teraz do misy z magicznym proszkiem
- tą czarnoksięską substancje zaś rozpozna każdy wyuczony mag - lecz nikt o zdrowym umyśle tego nie użyje a w bracadzie jest ona zakazana. - powiedział, po czym nabrał ją na palec i pokazał wszystkim - widzicie jaki ma kolor?
- jest szary... - powiedziała abi zmróżając oczy
- to znaczy że stracił swoją moc bo jego dawca jest martwy - powiedział thane - ten proszek to Polifium. gdy dostanie się do czyjegoś ciała sprawia że osoba na moment staje się całkiem oddana osobie z którą związany jest proch. mieszkańcy twierdzy otrzymywali go niemal z mlekiem matki...
- czyli była to esencja crag hacka? - powiedziała zszokowana reni - i dlatego wszyscy tam, na górze...
- dokładnie tak - powiedział thane - cała ta sprytna mieszanka tworzy razem zabójczą truciznę... narkotyk, który mieszkańcy twierdzy zażywają już od najmłodszych lat. narkotyk, dzięki któremu crag hack trzymał taką potęgę w swojej ręce. narkotyk, który wprowadzał demoniczną energie do ciał swoich biorców rozniecając ich gniew i chęć mordu, jednocześnie wyostrzając zmysły i tłumiąc ból. narkotyk, którego tajemnica działania została zdradzona abi i narkotyk, który nadal działa ale teraz stracił swą moc posłuszeństwa, bo crag hack jest martwy. - dokończył z zastanowieniem, wpatrując się w zdezorientowaną dziewczynę
- abigail knox... - zacmokał król tralossk i przeszedł w kółko abi powoli krocząc - wszyscy poznaliśmy tajemnicę crag hacka, jednak ty jesteś jej dziedzicem. z tą potęgą możesz podbić cały świat - wzniósł w górę ściśniętą pięść - możesz też nakazać pozabijać się watażkom nawzajem, na zawsze kończąc ich mękę w mentalnej niewoli, którą tak dobrze znasz, uwalniając od nich świat. - rozcisnął ją robiąc głuche przyklepanie do ziemi - możesz nakazać im się zmienić i czynić dobro, zapanować nad całą twierdzą i stać się liderką która poprowadzi dawniej brutalny lud do świetlistej przyszłości. - dał ręce na boki w teatralnej pozie - wszystko zależy tylko od ciebie... a my nie wpłyniemy na twą decyzję - stanął naprzeciwko niej i popatrzył jej prosto w oczy - co zamierzasz zrobić, abi?
dziewczyna czuła na sobie zwrok wszystkich w pokoju i popatrzyła na alchemiczną maszynerię. dzięki temu może stać się kimś wielkim... w tajemnicy sterować całym oddziałem barbarzyńców których miałaby na swoje skinienie...
"Wielka wojowniczka, liderka twierdzy Abigail Knox." - usłyszała szept w umyśle
tym razem nie czuła jednak żadnej chwili wachania. bez słowa podeszła do wazy z pyłem Polifium, spojrzała na swoich przyjaciół i...
- hiiya! - wymierzyła siarczystego kopniaka, który rozbił ją na kawałeczki, a chmura pyło wzbiła się w powietrze.
***
nagle ziemia w twierdzy się zatrzęsła ale trwało to tylko jakieś 5 sekund. zdezorientowani mieszkańcy spojrzeli na siebie pytającym zwrokiem i po chwili wrócili do swoich zwykłych czynności. nie wiedzieli jeszcze że właśnie zostali wyswobodzeni z niewoli o której nie mieli nawet pojęcia.
***
pati i dessa szli razem za rękę zamykając korowód szczebiocząc cicho a przed nimi paula i tina, potem reni i thane a na przodzie abi i tralossk.
- dlaczego crag hack chciał bym przejęła jego ohydne dziedzictwo? - powiedziała abi smutnym głosem a król obok wydawał się bardzo zaskoczony
- abi nie widzisz tego? - spojrzał na nią pytającymi oczami - jesteś przecież ideałem silnej wojowniczki! jeśli tylko byś tego zapragnęła mogłabyś zawojować cały świat... i crag hack to wiedział - zauważył to z chwilą gdy odkrył twoją determinację by dopełnić zemsty. byłaś w stanie pokonać jego najlepszych wojowników owładniętych szałem jego piekielnej mikstury i był pewien, że z radością zakończyłaś ich życie. choć doskonale znał twoje możliwości jako wojowniczki nie wiedział o tobie tylko jednego - dodał ciszej i objął ją ramieniem ale patrzył dalej przed siebie - nie zauważył że mimo całego zła którego doświadczyłaś twoje serce pozostało szczere i czyste... lśniło w ciemności dając przykład zniewolonym, prowadząc zagubionych, buntując się wobec zła, niosąc odkupienie upadłym i ratując niewinnych. tego, co było twoją największą siłą i prowadziło cię przez cały czas, chociaż nie byłaś tego nawet świadoma...
- ale strzeliłeś przemowę nie ma co - powiedziała rezolutnie abi i się roześmiała a trallosk też wybuchając śmiechem rozczochrał jej czuprynę
- i mimo wszystkiego czego doświadczyłaś nadal potrafisz szczerze się śmiać! - powiedział głośno - trzy minuty po tym, jak dokonałaś eksplozji największej na świecie nory narkotykowej... tsk. - popatrzył w ziemię, a abi na niego się obejrzała
- o co chodzi? - spytała
- wyobraź sobie że teraz cała wioska crag hacka będzie na przymusowym odwyku. - powiedział król, a abi zadrżały kąciki ust, ale nie zdołała się roześmiać
***
z budynku ratusza wyszedł korowód przyjaciół prowadzony przez oris w białej sukni i wojowniczke abi w kolczej zbroi z obnażonym mieczem. tuż obok szybko zbiegał tralossk który spojrzał w niebo
- nasze wojska już są - powiedział wskazując na ważki czające się ze wszystkich stron
- poproszę pana - ukłonił się teatralnie, na co jego ludzie stanęli dęba, a thane wykonał szybki ruch różdżką i król odwrócił się do całej wioski stojąc na szczycie schodów ratusza. abi spojrzała na fontanny - teraz nieczynne, będące jedynie dwoma bajorami brudnej wody, która nadal jednak była skażona.
- obywatele rockwallen! orkowie, ludzie, trolle, cyklopi i gobliny! Wszyscy usłyszcie mój głos i wyjrzyjcie ze swoich nor bo wojna już się skończyła - ryknął tralossk w przestrzeń a z budynków rzeczywiście zaczęły wychodzić zaciekawione osoby - głównie dzieci, dawne niewolnice i niewiele dorosłych z których przeważały jednak kobiety
- wojska twierdzy zostały zdziesiątkowane a wasz władca obalony w honorowym pojedynku! - krzyknął jaszczuroczłek a oris złapała się za rękaw i popatrzyła w ziemię
- zrobiłaś to, co było słuszne - powiedział do niej cicho dessa i klapnął ją w ramię - dzięki tobie mają szansę odzyskać swoj honor... - oris cicho się rozpłakała i nowi przyjaciele z tyłu objęli ją
- oznacza to, że ja jestem waszym obecnym królem. Jednakże...! - spojrzał po ich zszokowanych twarzach - jestem władcą królestwa, którego siły zmiażdżyły wojska waszego lidera, w którego skład wchodzili wasi mężowie i wasze żony. to oczywiste, że nie zdajecie się pałać miłością do mojej rasy. będąc waszym królem, mógłbym spodziewać się samych skrytobójczych ataków przez możliwe ruchy oporu. potrzebujecie jednak silnego lidera, który poprowadzi was w mrocznych czasach, które dla was nadejdą, lidera, który dzieli z wami krew, przeszłość i duszę. dlatego... - uciął, patrząc na wszystkie zdziwione twarze patrzące w jego stronę - aby ukazać wam, że nadaję się na to stanowisko, dać wyraz swej siły i mocy oraz wyrazić szacunek dla waszych tradycji... - wszyscy słuchali magicznie wzmocnionego głosu z zapartym tchem, a wokół ratusza gromadził się coraz większy tłum
- dlatego właśnie wyzywam na tradycyjny, honorowy pojedynek tę oto wspaniałą wojowniczkę, Abigail Hack, zaginioną córkę waszego wspaniałego wodza! Pojedynek rozpocznie się w samo południe na arenie twierdzy! liczę na to, że wszyscy obywatele stawią się, by obejrzeć, jak krew mego przeciwnika na zawsze zostaje starta z tego świata.
"co!?" - zszokowanej abi niemal oczy nie wyszły z orbit. zrobiło jej się słabo z wrażenia i pisk w uszach zagłuszył cały wrzask, który po chwili ciszy wybuchł z niezliczonych gardeł mieszkańców rockwallen równie zdziwionych jak wszyscy. Czy to możliwe, by była jego córką?
"Tak..." - usłyszała cichy głos w głowie. Nigdy nie poznała swojego ojca, mieszkała jedynie z matką oraz babką, które trafiły do jej wioski po długiej tułaczce... Z przerażeniem przypomniała sobie zwrok crag hacka, jego oczy o kształcie tak zbliżonym do jej oczu... i powoli spojrzała swymi na przyjaciół którzy patrzyli na nią z rozdziawionymi buziami a potem na króla, który nie oglądając się nawet na nią podążył w stronę areny
- Abigail Hack... - wyszeptała oniemiała tina opuszczając brwi wpatrując się w swoją przyjaciółkę a potem padła na kolana w osłabieniu i przytrzymała ją paula.
"Ale... dlaczego? Jak?" - pomyślała zrozpaczona abi w szaleństwie oglądając się na otaczający ją coraz bliższy tłum mieszkańców twierdzy.
Jak zakończy się ta sprawa? Kto zostanie pokonany w pojedynku na śmierć i życie? Czy Abigail Hack przerwie dziedzictwo Crag Hacka, czy to właśnie pod jej berłem twierdza stanie się niepokonana dla całego świata? Co zaplanował Tralossk?
Dowiecie się tego w następnym, ostatnim rozdziale pierwszej sagi opowiadającej o Wojowniczce Abi: Wojowniczka walczy o chwałę.
cdn.
środa, 8 listopada 2017
Rozdział XXVIII - Wojowniczka w decydującym starciu
Wojowniczka abi leciała w przestworzach u boku Tralloska wraz z przyjaciółmi. Powoli zbliżali się już do twierdzy rockwallen by pokonać ostatecznego przeciwnika - crag hacka władcę twierdzy. Dziewczyna wiedziała że jego śmierć nie będzie końcem kłopotów bo będą musieć rozprawić się jeszcze z tymi co będą chcieć walczyć albo np zdobyć tron dla siebie ale jak zabiją crag hacka to będzie dużo łatwiej wygrać całą walke
- Hej a jak właściwie wylądujemy tak na środku? - spytała rezolutnie zdezorientowana pati a siedzący za nią dessa zaśmiał się głębokim głosem ale po chwili wykrzywił buzie w zastanowieniu patrząc w chmury i przyłożył palec do ust z boku
- Nie bój żaby wszystko mamy obmyślane! - krzyknęła paula której wiatr mierzwił włosy a za nią siedziała wtulona tina - wkradniemy się tym samym wejściem którym kiedyś opuściłam twierdzę z visdomirem przez gildię magów - powiedziała do wszystkich a król skinął głową
- odkąd liderka roków shiva nie żyje nikt nie zobaczy nas z powietrza - powiedział - a jeśli dojdzie do walki to mam was moi najsilniejsy wojownicy - popatrzył na wszystkich z lekkim uśmiechem a jego podwładni wznieśli głowy z szacunkiem. nagle wszyscy zobaczyli twierdzę w oddali
- gildia magów jest połączona z twierdzą siecią korytarzy - powiedziała paula - bez problemu dojdziemy do sali tronowej a tam...
- rozegra się decydujące starcie - dokończyła abi półszeptem
***
A niczego nie spodziewający się władca twierdzy spokojnie spijał z kieliszka mocne wino rozwalony na tronie tak że jedna noga była na ziemi a druga na oparciu i miał podpartą głowę. pod jego tronem klęczała półnaga orris ze spuszczoną głową i crag hack co chwile dotykał ją nogą
- witaj wielki crag hacku panie twierdzy rockwallen - powiedział troche nadęty ork wchodząc do sali tronowej - mam dla ciebie raport z wojny
- daj mi go i opuść komnate - powiedział watażka a ork usłuchał i wręczył mu kartke do rak a potem szybko uciekł. Crag hack rozwinął bristol i przyjżał się uważnie
- nie... niemożliwe! - ryknął na całą salę i z całej siły dał oris kopa w twarz a ona z piskiem odleciała do tyłu i stoczyła się po schodach i położyła się nieruchomo z płaczem na ziemi
- krellion została pokonana przez... - spojrzał z gniewem na dziewczynę, wstał z tronu i szybkim krokiem do niej podszedł a potem pociągnął ją do góry za włosy i jego twarz znajdowała się naprzeciwko jej twarzy a ona zamykała oczy kuliła się w sobie ale też z bólu
- dziewczynę w twoim wieku... całkiem podobną... - wysyczał i popchnął ją w stronę tronu a orris się uderzyła i teraz słaniała się opierając plecami o dół tronu a crag hack nad nią stał w całej okazałości bararzyncy
- wojowniczkę abi - powiedział cicho i wybuchnął szaleńczym śmiechem
"Abi!? Niech to się skończy... błagam..." - pomyślała dziewczyna gdy mężczyzna ukucnął przed nią i jednym silnym ruchem zbliżył ją do siebie drugą ręką udając delikatne głaskanie na jej policzku
- Aaaa!!! P-pom...! - krzyknęła i zaczęła się wyrywać gdy brutalnie zamknął jej usta swoimi
- Stój! - Crag Hack usłyszał głos za sobą i obrócił się z okrutnym uśmiechem
- No, no, no... - powiedział i odrzucił łkającą ze strachu i poniżenia oris która leżała bezwładnie na tronie - kto przerywa upojne chwile z moją laleczką
- To ja! Wojowniczka Abi! - krzyknęła Abi stojąca w rozkroku w wejściu do komnaty a echo poniosło jej głos przez cała salę. Abi wyjęła swój miecz i wycelowała go w crag hacka - I jestem tu by na zawsze zakończyć twoje panowanie! - Zamachnęła się mieczem i przecięła na pół chorągwie z flagą crag hacka która była obok na znak rewolty a barbarzyńca gardłowo się zaśmiał i zszedł po schodach od tronu w stronę abi
- Kogo my tu mamy!!! Dziewczyna, która przeżyła... - popatrzył na nią z góry i oblizał sie - nie na długo! - szybkim ruchem wyjął swój wielki topór - stań do walki!
- Pokonałam wszystkich twoich pionków - krzyknęła abi - lecz nie dokonałam tego sama i to nie ja zadam ci miażdżący cios! przybyłam tu z przyjaciółmi! - powiedziała i odsunęła się od drzwi a wtedy przez nie wbiegła paula i tina i stanęły po obu stronach przejścia uśmiechając się szyderczo a crag hack oniemiał
- aahh, już rozumiem... wróciłyście do domu, tak? - zapytał w rozbawieni lecz następnych gości sie już nie spodziewał jak wleciała do pokoju irena i reni
- jaszczuroczłeki??? - w szoku cofnął głowę do tyłu a obydwie amazonki mignęły do niego okiem i zasyczały teatralnie i wtem do sali wbiegł thane i tazar
- bracadczycy i bagniaki współpracują? to prawdziwy szok - powiedział ze znudzeniem ale następnego ciosu już naprawdę się nie spodziewał... do sali dumnie wkroczyła pati i dessa
- hej, crag hack! - powiedziała pati i odwróciła głowe na bok w żachnięty sposób a dessa dał jedną rękę na drugą tak że jedna szła do góry a druga na bok takim niegrzecznym gestem i odwrócił głowę w drugą stronę
- wszystkie ptaszki wracają do klatki... - pocwiedział cicho - i wszyscy zapewne pragniecie rzucić się na mnie naraz i skończyć me władanie... a później? - zakończył głośniej rzucając w zgromadzonych sojuszników
- a później co? zabijemy cię i tyle - powiedziała rezolutnie tina
- hahahahahaha!!! - roześmiał się znowu aż cały się zatrząsł i jego muskularne ręce zafalowały - naiwniacy przecież później będzie walka o mój tron
- nie będzie żadnej walki o twój tron on jest już komuś od dawna przeznaczony - wojownik usłyszał głos z ciemnego wejścia jeszcze jednej osoby nieobecnej w sali tronowej...
Powoli z cienia wyłonił się król tralossk z szerokim uśmiechem na ustach i obnażonym mieczem. Crag hack starał się zachować zimną krew ale było widać że na jego twarzy jest niemrawa mina
- A kogo my tu mamy? - powiedział udając że się nie przejął i przeszedł kawałek na bok komnaty - mój dawny jaszczurek we własnej osobie... już ci odrósł ogonek? - zapytał patrząc wilkiem na tyłek tralloska z którego wyrastał ogon. abi też popatrzyła w tamtą stronę i zauważyła że wokół niego jest cieńka blizna. król zachował zimną krew do końca
- gdy z tobą się porachuję nie odrośnie ci nic... - powiedział i obejrzał się po wszystkich sojusznikach - trzymajcie gardę i nie wtrącajcie się do tego pojedynku! Ja zgładzę crag hacka a wy osłaniajcie nasze tyły!
- nikt mnie nie zgładzi bo... - zaczął crag hack i szybkim ruchem wcisnął przycisk na ścianie. zgromadzeni usłyszeli przesuwające się przekładnie i nagle całą komnatą zatrząsł huk bębnu.
Nad twierdzą rozniósł się największy alarm...
Lecz król już wystrzelił w stronę crag hacka nie czekając na nic i biegł w niego prawie z prędkością dźwięku a watażka odskoczył na bok i król przeleciał obok niego
- Niezła próba! Ale moi żołdacy za chwilę tu będą i policzą się z twoimi dzieciakami! - ryknął crag hack zanosząc się śmiechem a król tralossk jednym szybkim ruchem zrobił skok i obrócił się w stronę crag hacka odbijając się na swoich jaszczurzych nogach. crag hack wymierzył w niego toporem i zamachnął się do tyłu stojąc w rozkroku by zrobić ciężki atak z góry
- i kto tu walczy jak sierota! - ryknął król szczerząc zęby a potem zanurkował pod crag hackiem, szybko przeleciał między jego nogami i złapał za topór od tyłu jedną ręką... kopiąc wroga w krok
ale crag hack był na to przygotowany i dał kopa do tyłu raniąc nogę tralosska swoją ostrogą
- ała! - syknęła reni która trzymała ręce przy buzi z emocji wpatrzona na pojedynek a paula obok poklepała ją po ramieniu. wtem od tyłu nadciągnęli jacyś losowi orkowie którzy usłyszeli alarm i ludzie
- o co...? - popatrzyli na walczących królów i od razu pojęli, co mają robić
- stawajcie do walki! hiyaa! - krzyknął jeden z nich i drużyna tralosska znów musiała zmierzyć się ze śmiercią...
- myślałeś że nabiorę się na taką znaną sztuczkę? - zapytał crag hack łapiąc jaszczuroczłeka od tyłu za głowę i wykręcając go za grzebień ale to król zaczął się śmiać
- zapomniałeś o tym, że... nie walczysz z drugim człowiekiem! - ryknął i w wykręconej pozycji uderzył jeszcze raz ale tym razem ogonem najeżonym metalowymi kłami takim elementem zbroi dla jaszczuroczłeków a crag hack krzyknął i osunął się na ziemię skulony
- oris! przynieś bukłak! - krzyknął wyciągając rękę w stronę tronu ale jaszczuroczłek już stał na jego ciele opierając się jedną nogą o jego bark a crag hack nie mógł się dalej ruszyć. przerażona dziewczyna powstała z klęczek, pokiwała głową i wzięła manierkę powoli podchodząc do crag hacka a w tej samej chwili król wymierzył miecz od góry w ciało barbarzyńcy
- chodź wszystko by to załatwiło to nie chcę cię zabijać w ten sposób... stań do walki! chyba że nie możesz... - zaśmiał się jaszczuroczłek schodząc z jego ciała. w tej samej chwili grupa króla zniewoliła napastników i trzymając ich ręce od tyłu wpatrywała się w pojedynek z zapartym tchem a barbarzyńcy tak samo. dziewczyna nieco zestrachana nachyliła sie nad swoim panem i zaczęła go poić ale abi od razu wiedziała o co chodzi...
- stop! tralossk nie pozwól jej... - abi wyciągnęła rękę przed siebie wgapiając się w króla jak ciele w malowane wrota a on odwrócił się do niej skonfundowany ale nie zdążył wykonać żadnej innej reakcji
crag hack powoli wstał z klęczek i po całej sali rozniósł się rozszalały śmiech
- ahahahahahah!!!
- uważaj! - ryknęła abi i odrzuciła trzymanego przez siebie watażkę podbiegając do króla by wspomóc go w walce a reszta nie wiedząc co się święci z uwagą obserwowała pojedynek..
crag hack kopnął leżącą oris która potoczyła się z jękiem na bok i oblizał swoją rozszalałą twarz uważnie wpatrując się w tralosska. zaczął cięzko oddychać i zrobił groźną minę
- rawwwrrr - zaryczał dziko i cały zadygotał opierając swoją rękę o trzonek topora
- on jest teraz w szale berserkera! - powiedziała abi głośnym szeptem do króla a trallosk ze zdziwienia odchylił głowę do tyłu ale po chwili skierował się do crag hacka i się zaśmiał
- aby mnie pokonać potrzebujesz środków zmieniających świadomość? - wzniósł majestatycznie swoją głowe i popatrzył z góry na wściekłego berserkera - żałosne - syknął i natychmiast napręzył się do walki zagrały wszyskie jego mięśnie...
lecz to crag hack skoczył pierwszy i z wielkim krzykiem zamachnął się na króla toporem!
- Nie! Ainkhifad! - Krzyknęła abi wznosząc swoją rękę która zalśniła na kolor magii i wielki podmuch uderzył w rozszalałego crag hacka. to wystarczyło by przekrzywić tor jego ciosu a trallosk skorzystał z okazji by podłożyć mu nogę... ale crag hack zrobił salto w powietrzu i stanął za królem łapiąc swój topór i wykręcając się by uderzyć go z całej siły od tyłu w ramię
- Abi! nie ingeruj w... - krzyknął król ale nie dokończył bo musiał zrobić unik i zakręcił ogonem żeby crag hack się wywalił. tym razem się udało i tralossk złapał w spadaniu jego topór jednocześnie siekąc go nogą na odlew aż z policzka trysnęła krew na jasne płytki sali tronowej
- ahahahahaha!!! - gardłowo zaśmiał się leżący crag hack i natychmiast powstał, odsuwając się nieco do tyłu
- nie masz już broni, którą możesz mnie zaatakować! poddaj się a zakończę twe życie szybko... na co nie zasługujesz - powiedział tralossk zbliżając się do crag hacka z ogniem w oczach a ten z rozszalałym zwrokiem ciągle cofał się w stronę tronu... tralossk wzniósł swoje ostrze zbliżając się do crag hacka gdy ten już miał zanurkować na bok po jakąś broń gdy...
Orris która wykorzystała chwile nieuwagi podczas pojedynku skryła się za kotarami tronu a teraz wyskoczyła z nich jak z procy, dopadła crag hacka od tyłu i przejechała ostrzem sztyletu po jego szyi
- Hiyaaaa! - ryknęła wykręcając mu głowę
- Aaaaaaarrrhggggmmm - Zamryglał crag hack a król w tej samej chwili z całej siły wbił miecz w jego gorące od barbarzyńskiej mikstury ciało
- Ja... Ale... - Orris popatrzyła na swoje ręce we krwi i z błędnikiem w oczach kiwając głową na boki zaczęła cofać się do tronu. wypuściła sztylet z rąk i upadła opierając się o tron a crag hack nadal tkwił nabity na miecz tralloska i nadal nie był martwy...
- ahahahahaa!!! - wydał przedśmiertny śmiech a wszystkich w sali przeszedł dreszcz grozy. swoimi wybałuszonymi oczami popatrzył na stojącą na boku w kontrapoście abi i przywołał ją do siebie
- ty znasz sekret mojej potęgi... - zaharczał wypluwając krew która też leciała mu z całej szyi. trallosk cierpliwie trzymał miecz w jego ciele bo wiedział że jak go wyjmie to crag hack od razu umrze a teraz z zaciekawieniem spytał:
- sekret potęgi mówisz... sekret który czyni z twego ludu rozszalałe bestie nie liczące się z życiem i ładem! za cenę siły zatraciliście własną wolność! - powiedział jaszczuroczłek ale crag hack nie zwracał na niego uwagi ciągle wpatrując się w abi hipnotycznym zwrokiem... i znów wybuchnął śmiechem który przerodził się w lekki chark i dyszenie od wysiłku utrzymania ostatków życia
- abigail... wiem że tego zaznałaś - wyszeptał a dziewczyna wzniosła brwi w pytającym geście
- oris mała zdrajczynio... pokaż tej wojowniczce... źródło naszej mocy - powiedział wznosząc rękę do roztrzęsionej dziewczyny która pierwszy raz przebiła ludzkie ciało
- pokaż je... by przejęła... moje dziedzictwo... do którego została stworzona. - dokończył ostatkiem sił i w tym właśnie momencie król z obrzydzeniem jednym szarpnięciem wyrwał miecz z jego ciała a crag hack upadł z impetem o ziemię martwy. drużyna tralosska wypuściła swych więźniów z rąk którzy stali w ogromnej konfuzji - a oczy wszystkich skierowane były w stronę oris, współzabójczyni lidera twierdzy.
- Oris, byłaś bardzo dzielna - powiedział jaszczuroczłek powoli zbliżając się do dziewczyny. ukląkł na jedno kolano, położył jej rękę na ramieniu i powiedział
- ale to jeszcze nie koniec. ukaż nam sekret twego dawnego pana by na zawsze zakończyć tę farsę - powiedział król a oris całkiem się rozkleiła. abi bez słowa wpatrywała się w martwe ciało swojego największego wroga... ale czy na pewno?
obejrzała się na swoich przyjaciół którzy patrzyli na nią uważnie...
czyżby ostatnim wrogiem, który musi zostać pokonany by świat odzyskał równowagę...
była ona sama?
cdn.
- Hej a jak właściwie wylądujemy tak na środku? - spytała rezolutnie zdezorientowana pati a siedzący za nią dessa zaśmiał się głębokim głosem ale po chwili wykrzywił buzie w zastanowieniu patrząc w chmury i przyłożył palec do ust z boku
- Nie bój żaby wszystko mamy obmyślane! - krzyknęła paula której wiatr mierzwił włosy a za nią siedziała wtulona tina - wkradniemy się tym samym wejściem którym kiedyś opuściłam twierdzę z visdomirem przez gildię magów - powiedziała do wszystkich a król skinął głową
- odkąd liderka roków shiva nie żyje nikt nie zobaczy nas z powietrza - powiedział - a jeśli dojdzie do walki to mam was moi najsilniejsy wojownicy - popatrzył na wszystkich z lekkim uśmiechem a jego podwładni wznieśli głowy z szacunkiem. nagle wszyscy zobaczyli twierdzę w oddali
- gildia magów jest połączona z twierdzą siecią korytarzy - powiedziała paula - bez problemu dojdziemy do sali tronowej a tam...
- rozegra się decydujące starcie - dokończyła abi półszeptem
***
A niczego nie spodziewający się władca twierdzy spokojnie spijał z kieliszka mocne wino rozwalony na tronie tak że jedna noga była na ziemi a druga na oparciu i miał podpartą głowę. pod jego tronem klęczała półnaga orris ze spuszczoną głową i crag hack co chwile dotykał ją nogą
- witaj wielki crag hacku panie twierdzy rockwallen - powiedział troche nadęty ork wchodząc do sali tronowej - mam dla ciebie raport z wojny
- daj mi go i opuść komnate - powiedział watażka a ork usłuchał i wręczył mu kartke do rak a potem szybko uciekł. Crag hack rozwinął bristol i przyjżał się uważnie
- nie... niemożliwe! - ryknął na całą salę i z całej siły dał oris kopa w twarz a ona z piskiem odleciała do tyłu i stoczyła się po schodach i położyła się nieruchomo z płaczem na ziemi
- krellion została pokonana przez... - spojrzał z gniewem na dziewczynę, wstał z tronu i szybkim krokiem do niej podszedł a potem pociągnął ją do góry za włosy i jego twarz znajdowała się naprzeciwko jej twarzy a ona zamykała oczy kuliła się w sobie ale też z bólu
- dziewczynę w twoim wieku... całkiem podobną... - wysyczał i popchnął ją w stronę tronu a orris się uderzyła i teraz słaniała się opierając plecami o dół tronu a crag hack nad nią stał w całej okazałości bararzyncy
- wojowniczkę abi - powiedział cicho i wybuchnął szaleńczym śmiechem
"Abi!? Niech to się skończy... błagam..." - pomyślała dziewczyna gdy mężczyzna ukucnął przed nią i jednym silnym ruchem zbliżył ją do siebie drugą ręką udając delikatne głaskanie na jej policzku
- Aaaa!!! P-pom...! - krzyknęła i zaczęła się wyrywać gdy brutalnie zamknął jej usta swoimi
- Stój! - Crag Hack usłyszał głos za sobą i obrócił się z okrutnym uśmiechem
- No, no, no... - powiedział i odrzucił łkającą ze strachu i poniżenia oris która leżała bezwładnie na tronie - kto przerywa upojne chwile z moją laleczką
- To ja! Wojowniczka Abi! - krzyknęła Abi stojąca w rozkroku w wejściu do komnaty a echo poniosło jej głos przez cała salę. Abi wyjęła swój miecz i wycelowała go w crag hacka - I jestem tu by na zawsze zakończyć twoje panowanie! - Zamachnęła się mieczem i przecięła na pół chorągwie z flagą crag hacka która była obok na znak rewolty a barbarzyńca gardłowo się zaśmiał i zszedł po schodach od tronu w stronę abi
- Kogo my tu mamy!!! Dziewczyna, która przeżyła... - popatrzył na nią z góry i oblizał sie - nie na długo! - szybkim ruchem wyjął swój wielki topór - stań do walki!
- Pokonałam wszystkich twoich pionków - krzyknęła abi - lecz nie dokonałam tego sama i to nie ja zadam ci miażdżący cios! przybyłam tu z przyjaciółmi! - powiedziała i odsunęła się od drzwi a wtedy przez nie wbiegła paula i tina i stanęły po obu stronach przejścia uśmiechając się szyderczo a crag hack oniemiał
- aahh, już rozumiem... wróciłyście do domu, tak? - zapytał w rozbawieni lecz następnych gości sie już nie spodziewał jak wleciała do pokoju irena i reni
- jaszczuroczłeki??? - w szoku cofnął głowę do tyłu a obydwie amazonki mignęły do niego okiem i zasyczały teatralnie i wtem do sali wbiegł thane i tazar
- bracadczycy i bagniaki współpracują? to prawdziwy szok - powiedział ze znudzeniem ale następnego ciosu już naprawdę się nie spodziewał... do sali dumnie wkroczyła pati i dessa
- hej, crag hack! - powiedziała pati i odwróciła głowe na bok w żachnięty sposób a dessa dał jedną rękę na drugą tak że jedna szła do góry a druga na bok takim niegrzecznym gestem i odwrócił głowę w drugą stronę
- wszystkie ptaszki wracają do klatki... - pocwiedział cicho - i wszyscy zapewne pragniecie rzucić się na mnie naraz i skończyć me władanie... a później? - zakończył głośniej rzucając w zgromadzonych sojuszników
- a później co? zabijemy cię i tyle - powiedziała rezolutnie tina
- hahahahahaha!!! - roześmiał się znowu aż cały się zatrząsł i jego muskularne ręce zafalowały - naiwniacy przecież później będzie walka o mój tron
- nie będzie żadnej walki o twój tron on jest już komuś od dawna przeznaczony - wojownik usłyszał głos z ciemnego wejścia jeszcze jednej osoby nieobecnej w sali tronowej...
Powoli z cienia wyłonił się król tralossk z szerokim uśmiechem na ustach i obnażonym mieczem. Crag hack starał się zachować zimną krew ale było widać że na jego twarzy jest niemrawa mina
- A kogo my tu mamy? - powiedział udając że się nie przejął i przeszedł kawałek na bok komnaty - mój dawny jaszczurek we własnej osobie... już ci odrósł ogonek? - zapytał patrząc wilkiem na tyłek tralloska z którego wyrastał ogon. abi też popatrzyła w tamtą stronę i zauważyła że wokół niego jest cieńka blizna. król zachował zimną krew do końca
- gdy z tobą się porachuję nie odrośnie ci nic... - powiedział i obejrzał się po wszystkich sojusznikach - trzymajcie gardę i nie wtrącajcie się do tego pojedynku! Ja zgładzę crag hacka a wy osłaniajcie nasze tyły!
- nikt mnie nie zgładzi bo... - zaczął crag hack i szybkim ruchem wcisnął przycisk na ścianie. zgromadzeni usłyszeli przesuwające się przekładnie i nagle całą komnatą zatrząsł huk bębnu.
Nad twierdzą rozniósł się największy alarm...
Lecz król już wystrzelił w stronę crag hacka nie czekając na nic i biegł w niego prawie z prędkością dźwięku a watażka odskoczył na bok i król przeleciał obok niego
- Niezła próba! Ale moi żołdacy za chwilę tu będą i policzą się z twoimi dzieciakami! - ryknął crag hack zanosząc się śmiechem a król tralossk jednym szybkim ruchem zrobił skok i obrócił się w stronę crag hacka odbijając się na swoich jaszczurzych nogach. crag hack wymierzył w niego toporem i zamachnął się do tyłu stojąc w rozkroku by zrobić ciężki atak z góry
- i kto tu walczy jak sierota! - ryknął król szczerząc zęby a potem zanurkował pod crag hackiem, szybko przeleciał między jego nogami i złapał za topór od tyłu jedną ręką... kopiąc wroga w krok
ale crag hack był na to przygotowany i dał kopa do tyłu raniąc nogę tralosska swoją ostrogą
- ała! - syknęła reni która trzymała ręce przy buzi z emocji wpatrzona na pojedynek a paula obok poklepała ją po ramieniu. wtem od tyłu nadciągnęli jacyś losowi orkowie którzy usłyszeli alarm i ludzie
- o co...? - popatrzyli na walczących królów i od razu pojęli, co mają robić
- stawajcie do walki! hiyaa! - krzyknął jeden z nich i drużyna tralosska znów musiała zmierzyć się ze śmiercią...
- myślałeś że nabiorę się na taką znaną sztuczkę? - zapytał crag hack łapiąc jaszczuroczłeka od tyłu za głowę i wykręcając go za grzebień ale to król zaczął się śmiać
- zapomniałeś o tym, że... nie walczysz z drugim człowiekiem! - ryknął i w wykręconej pozycji uderzył jeszcze raz ale tym razem ogonem najeżonym metalowymi kłami takim elementem zbroi dla jaszczuroczłeków a crag hack krzyknął i osunął się na ziemię skulony
- oris! przynieś bukłak! - krzyknął wyciągając rękę w stronę tronu ale jaszczuroczłek już stał na jego ciele opierając się jedną nogą o jego bark a crag hack nie mógł się dalej ruszyć. przerażona dziewczyna powstała z klęczek, pokiwała głową i wzięła manierkę powoli podchodząc do crag hacka a w tej samej chwili król wymierzył miecz od góry w ciało barbarzyńcy
- chodź wszystko by to załatwiło to nie chcę cię zabijać w ten sposób... stań do walki! chyba że nie możesz... - zaśmiał się jaszczuroczłek schodząc z jego ciała. w tej samej chwili grupa króla zniewoliła napastników i trzymając ich ręce od tyłu wpatrywała się w pojedynek z zapartym tchem a barbarzyńcy tak samo. dziewczyna nieco zestrachana nachyliła sie nad swoim panem i zaczęła go poić ale abi od razu wiedziała o co chodzi...
- stop! tralossk nie pozwól jej... - abi wyciągnęła rękę przed siebie wgapiając się w króla jak ciele w malowane wrota a on odwrócił się do niej skonfundowany ale nie zdążył wykonać żadnej innej reakcji
crag hack powoli wstał z klęczek i po całej sali rozniósł się rozszalały śmiech
- ahahahahahah!!!
- uważaj! - ryknęła abi i odrzuciła trzymanego przez siebie watażkę podbiegając do króla by wspomóc go w walce a reszta nie wiedząc co się święci z uwagą obserwowała pojedynek..
crag hack kopnął leżącą oris która potoczyła się z jękiem na bok i oblizał swoją rozszalałą twarz uważnie wpatrując się w tralosska. zaczął cięzko oddychać i zrobił groźną minę
- rawwwrrr - zaryczał dziko i cały zadygotał opierając swoją rękę o trzonek topora
- on jest teraz w szale berserkera! - powiedziała abi głośnym szeptem do króla a trallosk ze zdziwienia odchylił głowę do tyłu ale po chwili skierował się do crag hacka i się zaśmiał
- aby mnie pokonać potrzebujesz środków zmieniających świadomość? - wzniósł majestatycznie swoją głowe i popatrzył z góry na wściekłego berserkera - żałosne - syknął i natychmiast napręzył się do walki zagrały wszyskie jego mięśnie...
lecz to crag hack skoczył pierwszy i z wielkim krzykiem zamachnął się na króla toporem!
- Nie! Ainkhifad! - Krzyknęła abi wznosząc swoją rękę która zalśniła na kolor magii i wielki podmuch uderzył w rozszalałego crag hacka. to wystarczyło by przekrzywić tor jego ciosu a trallosk skorzystał z okazji by podłożyć mu nogę... ale crag hack zrobił salto w powietrzu i stanął za królem łapiąc swój topór i wykręcając się by uderzyć go z całej siły od tyłu w ramię
- Abi! nie ingeruj w... - krzyknął król ale nie dokończył bo musiał zrobić unik i zakręcił ogonem żeby crag hack się wywalił. tym razem się udało i tralossk złapał w spadaniu jego topór jednocześnie siekąc go nogą na odlew aż z policzka trysnęła krew na jasne płytki sali tronowej
- ahahahahaha!!! - gardłowo zaśmiał się leżący crag hack i natychmiast powstał, odsuwając się nieco do tyłu
- nie masz już broni, którą możesz mnie zaatakować! poddaj się a zakończę twe życie szybko... na co nie zasługujesz - powiedział tralossk zbliżając się do crag hacka z ogniem w oczach a ten z rozszalałym zwrokiem ciągle cofał się w stronę tronu... tralossk wzniósł swoje ostrze zbliżając się do crag hacka gdy ten już miał zanurkować na bok po jakąś broń gdy...
Orris która wykorzystała chwile nieuwagi podczas pojedynku skryła się za kotarami tronu a teraz wyskoczyła z nich jak z procy, dopadła crag hacka od tyłu i przejechała ostrzem sztyletu po jego szyi
- Hiyaaaa! - ryknęła wykręcając mu głowę
- Aaaaaaarrrhggggmmm - Zamryglał crag hack a król w tej samej chwili z całej siły wbił miecz w jego gorące od barbarzyńskiej mikstury ciało
- Ja... Ale... - Orris popatrzyła na swoje ręce we krwi i z błędnikiem w oczach kiwając głową na boki zaczęła cofać się do tronu. wypuściła sztylet z rąk i upadła opierając się o tron a crag hack nadal tkwił nabity na miecz tralloska i nadal nie był martwy...
- ahahahahaa!!! - wydał przedśmiertny śmiech a wszystkich w sali przeszedł dreszcz grozy. swoimi wybałuszonymi oczami popatrzył na stojącą na boku w kontrapoście abi i przywołał ją do siebie
- ty znasz sekret mojej potęgi... - zaharczał wypluwając krew która też leciała mu z całej szyi. trallosk cierpliwie trzymał miecz w jego ciele bo wiedział że jak go wyjmie to crag hack od razu umrze a teraz z zaciekawieniem spytał:
- sekret potęgi mówisz... sekret który czyni z twego ludu rozszalałe bestie nie liczące się z życiem i ładem! za cenę siły zatraciliście własną wolność! - powiedział jaszczuroczłek ale crag hack nie zwracał na niego uwagi ciągle wpatrując się w abi hipnotycznym zwrokiem... i znów wybuchnął śmiechem który przerodził się w lekki chark i dyszenie od wysiłku utrzymania ostatków życia
- abigail... wiem że tego zaznałaś - wyszeptał a dziewczyna wzniosła brwi w pytającym geście
- oris mała zdrajczynio... pokaż tej wojowniczce... źródło naszej mocy - powiedział wznosząc rękę do roztrzęsionej dziewczyny która pierwszy raz przebiła ludzkie ciało
- pokaż je... by przejęła... moje dziedzictwo... do którego została stworzona. - dokończył ostatkiem sił i w tym właśnie momencie król z obrzydzeniem jednym szarpnięciem wyrwał miecz z jego ciała a crag hack upadł z impetem o ziemię martwy. drużyna tralosska wypuściła swych więźniów z rąk którzy stali w ogromnej konfuzji - a oczy wszystkich skierowane były w stronę oris, współzabójczyni lidera twierdzy.
- Oris, byłaś bardzo dzielna - powiedział jaszczuroczłek powoli zbliżając się do dziewczyny. ukląkł na jedno kolano, położył jej rękę na ramieniu i powiedział
- ale to jeszcze nie koniec. ukaż nam sekret twego dawnego pana by na zawsze zakończyć tę farsę - powiedział król a oris całkiem się rozkleiła. abi bez słowa wpatrywała się w martwe ciało swojego największego wroga... ale czy na pewno?
obejrzała się na swoich przyjaciół którzy patrzyli na nią uważnie...
czyżby ostatnim wrogiem, który musi zostać pokonany by świat odzyskał równowagę...
była ona sama?
cdn.
środa, 25 października 2017
Rozdział XXVII - Wojowniczka w wojennym zamęcie
- Abi! Wraca do nas! - krzyknęła jakaś dziewczyna i abi otwarła oczy. Zobaczyła dach namiotu w którym leżała przykryta jakimiś kocami i miała zabandażowane pół ciała chociaż nie czuła żadnych większych ran
- Jak się tu znalazłam? - spytała w przestrzeń i ujrzała przyjazne twarze jaszczuroczłeków
- Jestem Verdish - powiedziała ciemnowłosa kobieta wchodząca do namiotu - uleczyłam twoje rany po walce z watażkami crag hacka
- dzięki - odpowiedziała abi - ale boli mnie głowa nie pamiętam nic z walki
- dostałaś berdyszem - dodała smutno lekarka - ale już uleczyłam twoje pęknięcie czaszki
- co? - abi dotknęła się po głowie i rzeczywiście znalazła pusty plac bez włosów na boku i zamknęła oczy w skupieniu - pamiętam pokonanie krellion i...
- właśnie... - powiedziała jedna z jaszczuroczłeczek która była troche roztrzepana - bo gdy nasz oddział z królem tralosskiem na czele
- co? - abi przyłożyła rękę do rozdziawionych ust. spotkał ją teraz szok bo na te słowa przypomniała sobie wszystko...
***
Wyczerpana wojowniczka stawiała opór do końca - ramie w ramie z dawnym oprawcą. Byli otoczeni przez horde barbarzyńców rozwścieczonych śmiercią swojej dowódczyni krellion i bijących się między sobą i z nimi też o władze nad oddziałem
- zostawcie mnie krellion pozwoliła mi honorowo odejść! - krzyknęła abi - nie zrobię wam krzywdy nie chodzi mi o was
- chcemy tylko walki! śmierć! ogień! kreww! - ryknął jakiś watażka ludzki i rzucił się na abi z toporem ale jego cios odbił jabarkas
- depczesz jej ciało plugawcze! - ryknął ork i sieknął na odlew i ciało watażki rozpięło się na pół i poleciało gdzieś na bok a ork dalej chronił ciało krellion. abi obejrzała się wokół i w zdezorientowaniu nie mogła znaleźć żadnej drogi ucieczki a w międzyczasie rzucił się na nich kolejny watażka - tym razem ork
- hiyaaa!!! - krzyknęła abi ostatkiem sił i wykonała cios z półobrotu ale ork na jej mieczu nadal ryczał i w sumie poczuła że coś tu jest nie tak chociaż tak zawsze się zachowywali
- i głowe na połowe! - krzyknął machając toporem nad jej twarzą chociaż miał miecz w brzuchu ale ona odbiła cios swoim czakramem i go dobiła. w ferworze walki odwróciła się do jabarkasa
- nie myśl że ci odpuściłam ale musimy na chwile zakopać topór wojenny! - krzyknęła a ork obrócił się skonfundowany. abi zrobiła głęboki wydech powietrza i dodała
- krellion zginęła w boju jak wojowniczka i teraz również my możemy tak zginąć! obrońmy się tu do końca a jeśli nie polegniemy to stoczymy pojedynek na śmierć i życie! - ork popatrzył na ciało dowódczyni a potem na abi i skinął głową ale od razu musiał odbić cios watażki i znowu zagłębili się w wir walki na 2 minuty
- zajmij się tymi z frontu ja zajmę się tyłami! później wyrównamy porachunki... ale teraz... do walki! - ryknęła abi i przeskakując martwe ciała rzuciła się na jednego z barbarzyńców
- nonono... ptaszyna próbuje odlecieć! - usłyszała nagle charczący głos obok i spojrzała w tamtą stronę. jeden z żołdaków crag hacka z macem ryknął - nie pozwólcie jej uciec! - i wszyscy rzucili się na abi...
- nie jestem tchórzem! haaaa! - z krzykiem rozbiła hełm jednego z nich na pół i ciągle dzielnie odpierała grad ciosów które jednak zaczęły ją dosięgać
" to mój koniec...!" - pomyślała i zamknęła oczy odpierając ciosy tylko intuicją.
- Abiii! - usłyszała nagle cichy krzyk przyjaciółki i odwróciła szybko głowę w jego stronę. nad bitwą pojawił się grad amazońskich strzał, nadleciały ważki... król na wojennej gorgonie... i właśnie wtedy poczuła miażdżący cios w głowę. miała wrażenie, że świat się rozpływa i opadła w błogą ciemność
***
Abi wyszła z namiotu, spoglądając na wojenne pogorzelisko. stosy trupów paliły się a dźwięki bitwy ucichły na zawsze. była w sosnowym lesie i wstawało właśnie słońce więc bitwa musiała trwać całą noc - i chylić się już ku końcowi... wszędzie było pełno rannych żołnierzy którzy jęczeli i pielęgniarek z bracady które leczyły czarem i z bagien które leczyły ziołami i szamanizmem. podeszła powoli do dwóch zmasakrowanych i podeptanych ale nadal znajomych ciał leżących na białym prześcieradle na dużym kamieniu. wokół były poranne mgły i przeświecało przez nie słońce a abi czuła rześkość poranka... kto dał takie honory krellion?
- Bardzo dobrze że doszłaś do siebie abi - usłyszała znajomy głos z tyłu i obróciła się. To był król tralossk w wojennej zbroi. Chociaż wyglądał na trochę zmęczonego po wielkiej bitwie to widziała że w jego oczach palił się żar walki. też miał kilka bandaży i abi zauważyła że brakuje części jego grzebienia który musiał stracić w boju
- spodziewałem się tego po tobie - ciągnął król wpatrując się nie w dziewczynę a w ciała leżące przed nią - jednak chciałbym żebyś trochę na siebie uważała abi
- podczas krwawej walki nie ma czasu na ostrożność. możemy liczyć tylko na siebie i na nasze miecze - powiedziała abi ściskając w ręku swoją broń a król zacmokał
- zapomniałaś o jednym i myślę że właśnie to czyni cię tym kim jesteś abi - powiedział zbliżając się do niej powoli i stanął nad ciałem krellion i visdomira a potem dał jej rękę na ramię
- możemy liczyć na miecze naszych sprzymierzeńców - powiedziała abi, a król poklepał ją 3 razy po plecach
- dokładnie tak abi, a ja chciałbym móc liczyć na to, że nie polegniesz w walce z nic nie znaczącymi berserkerami - obrócił ją do siebie i zadzierała głowę patrząc mu prosto w oczy - ponieważ mamy coś do zrobienia i chciałbym, żebyś była wtedy u mojego boku. pozostał ostatni krok - nagle za nimi usłyszeli kroki dziewczyn
- obrona wroga przełamana - abi ujrzała pati z raportem wojennym w ręce i dessą oraz tazarem u boku - wszystko gotowe byśmy ruszali
- abi! - krzyknęła reni, tina i paula chórem - wiedziałyśmy że z tego wyjdziesz!
król puścił abi i odwrocił się do wszystkich zgromadzonych
- Oto zgromadził się elitarny oddział mścicieli - powiedział - i teraz nic już nas nie powstrzyma przed ostatecznym zwycięstwem. crag hack spodziewa się że wszyscy walczymy na polu bitwy i ze swojej bazy kontroluje wszystkie oddziały. a my złożymy mu przyjacielską wizytę i...
- wiem, wiem! - przerwała tina, a tazarowi i reni szczeny opadły do ziemi że zachowała się tak wobec króla - my pobijemy się ze strażą, a ty załatwisz crag hacka
- ale zanim ruszymy, abi musi jeszcze coś załatwić - powiedział król z szelmowskim uśmiechem - wprowadźcie go!
abi spojrzała na bok i spomiędzy drzew wyszły dwie amazońskie jaszczuroczłeczki prowadzące na postronku jabarkasa. jego rany były uleczone tak samo jak rany abi ale był osłabiony i brakowało mu woli walki
- pozostawiliśmy go przy życiu jako jedynego z oddziału który na ciebie naskoczył abi - powiedział tralossk - ponieważ wiem że do ciebie należy wymierzenie mu sprawiedliwości - abi zatkało i patrzyła na osłabionego orka to na króla i swoich przyjaciół
- ale zanim dam ci tą sposobność oddajmy honory twemu towarzyszowi i wojowniczce, która straciła życie w walce z tobą - powiedział, a wtedy podeszła do nich reni
- masz, abi - powiedziała i wręczyła jej do ręki płonącą pochodnię. dziewczyna powoli podeszła do stosu na którym leżały ciała i podpaliła go z boku. do nieba zaczął ulatywać dym a wraz z nim ich dusze... wszyscy patrzyli w trawiący je ogień w milczeniu oddając im ostatni hołd godny wojownika
- zostawiam was tutaj - powiedział po dłuższej pauzie trallosk i wszyscy odeszli. w międzyczasie jaszczuroczłeczki przywiązały jabarkasa do wielkiego pala spod którego mógł oglądać on ceremonie pogrzebu. abi usiadła na pieńku przed nim a on unikał jej zwroku
- szale się odwróciły prawda - powiedziała po chwili ciszy a jabarkas wzniósł swoją napuchniętą twarz w jej strone
- nie zamierzam stawiać oporu moje życie jest w twoich rękach - powiedział jabarkas a abi w sumie to troche zatkało bo spodziewała się bardziej szyderstw i krzyku jak dawno temu
- od początku nie myliłem się co do ciebie abi - powiedział spokojnym jak na okoliczności tonem - miałaś odwagę i zacięcie... stawiałaś się mi jak nikt inny wcześniej - abi poczuła ogromną złość
- i dopięłam swego. jak tylko znalazłam się w twierdzy to zaprzysięgłam sprawiedliwość i zemstę i teraz właśnie ona się dokonuje - powiedziała abi - ale to jeszcze nie koniec - wojowniczka wstała a słońce oświetliło jej twarz. górowała teraz nad pełznącym jabarkasem i mogłaby go zabić jak tylko by chciała. Spojrzała na niego z góry i poczuła dwie sprzeczne emocje. jedna jej część szepcząca gdzieś z wnętrza krzyczała by zabić go tu i teraz a druga dawała mu litość
- jestem wojowniczką która ma honor w walce. wiele się nauczyłam podczas swojej podróży - nie zabijam bez powodu i nie niosę śmierci oraz zniszczenia jak ty ze swoją bandą gdy zniszczyłeś mój rodzinny dom - powiedziała, wyjmując miecz i kierując go do jego twarzy - a ratuję niewinnych i niosę sprawiedliwość oprawcom
- "zabij!" - szept w głowie
"przypomnij sobie co przez niego przecierpiałaś" - abi spojrzała na twarz orka który wpatrywał się w nią uważnie swoimi żółtymi oczami które tak dobrze pamiętała. przypomniała sobie walkę nad ciałem krellion i teraz już wiedziała, że jabarkas mimo wszystko ma swą dumę i nie uchyli się przed ciosem
"tak naprawdę chcesz zobaczyć jego krew" - spojrzała na jego świeże blizny ale potem znów wróciła do jego twarzy czekającej w milczeniu
"przelej ją" - wzniosła miecz nad siebie
"wbij miecz" - stała w niezdecydowaniu
"sprawiedliwości stanie się zadość!" - obejrzała się na palące się ciała
"on zrobiłby to samo z tobą!" - wzięła głęboki oddech
"cięcie!" - wydech
"teraz!" - miecz spada na jabarkasa
- Nie! - krzyknęła abi i wbiła miecz tuż obok jabarkasa który nie zrobił żadnego ruchu
- Nie powalę już leżącego! - powiedziała głośno tak jakby sama do siebie - moja zemsta nie będzie mieć sensu gdy nie zgładzę źródła całego zła! - obejrzała się na niego z zaciśniętą pięścią i górując nad nim powiedziała - zrównam z ziemią potęgę crag hacka! a ty drżyj pod groźbą mego miecza! jesteś moim jeńcem i dopilnuję, by spotkała cię sprawiedliwość - nie będzie to jednak śmierć z mojej ręki bo nigdy nie stanę się taka jak wy! - przypomniała sobie wszystkie chwilę w których żałowała że spotkał ją taki los, wszystkie jęki zniewolonych dziewczyn, wszystkie rany, których doświadczyły, cały trud, by dostać się aż tutaj...
- krew rodzi jedynie krew a moja walka jest odpowiedzią na waszą przemoc. Idę skończyć to, co rozpoczął twój król dawno temu... - powiedziała, wyjmując miecz z ziemi obok oniemiałego jabarkasa i włożyła go do pochwy. opuścił głowę i nie powiedział już ani słowa a abi odwróciła się i odeszła w stronę miejsca gdzie czekał na nią król. obróciła się jeszcze na odchodne i dodała do skrępowanego orka:
- twoje wojska zrównały z ziemią moją wioskę... wybiły i wzięły w niewolę moją rodzinę i przyjaciół, zniszczyły całe moje dawne życie! A mimo tego ja twój nędzny żywot darowałam. Jeśli jednak zechcesz stanąć ze mną do pojedynku, zabiję cię w uczciwej walce i nie będę mieć litości. - powiedziała i odeszła, pozostawiając go samego sobie
"mogłaś zakończyć to tu i teraz..." - usłyszała myśl w głowie
"pragnę zakończyć to raz na zawsze i nikt mnie nie powstrzyma! Lecz jedna śmierć nie odpłaci cierpienia którego doświadczyłyśmy, nie wróci dawnych chwil i nie uratuje reszty dziewczyn które nadal są w niewoli! Zamiast przelać jego krew zniszczę źródło, które go zrodziło!" - pomyślała sprawiedliwie i ujrzała swoich przyjaciół w towarzystwie kolorowych pierzastych węży i był tu też thane oraz amazonka irena. abi stanęła przed nimi w ciszy
- jestem gotowa. ruszajmy do sali tronowej crag hacka! - powiedziała a król trallosk uśmiechnął się
- wszystko już załatwiłaś? - zapytał, a abi zdecydowanie kiwnęła głową. ten jakby odczytał jej myśli i podał jej rękę by wspięła się na jego wierzchowca. Po obu stronach otaczały ją teraz jego niebieskie ramiona bo siedziała z przodu a on trzymał cugle. abi objęła ciało węża i mocno złapała się za jego pierzastą grzywę
- pora raz na zawsze zakończyć tą walkę! ruszamy! - krzyknął król za nią i wszyscy wznieśli się w powietrze. oddział mścicieli na 5 wężach poszybował w stronę miejsca, gdzie wszystko się zaczęło...
cdn...
- Jak się tu znalazłam? - spytała w przestrzeń i ujrzała przyjazne twarze jaszczuroczłeków
- Jestem Verdish - powiedziała ciemnowłosa kobieta wchodząca do namiotu - uleczyłam twoje rany po walce z watażkami crag hacka
- dzięki - odpowiedziała abi - ale boli mnie głowa nie pamiętam nic z walki
- dostałaś berdyszem - dodała smutno lekarka - ale już uleczyłam twoje pęknięcie czaszki
- co? - abi dotknęła się po głowie i rzeczywiście znalazła pusty plac bez włosów na boku i zamknęła oczy w skupieniu - pamiętam pokonanie krellion i...
- właśnie... - powiedziała jedna z jaszczuroczłeczek która była troche roztrzepana - bo gdy nasz oddział z królem tralosskiem na czele
- co? - abi przyłożyła rękę do rozdziawionych ust. spotkał ją teraz szok bo na te słowa przypomniała sobie wszystko...
***
Wyczerpana wojowniczka stawiała opór do końca - ramie w ramie z dawnym oprawcą. Byli otoczeni przez horde barbarzyńców rozwścieczonych śmiercią swojej dowódczyni krellion i bijących się między sobą i z nimi też o władze nad oddziałem
- zostawcie mnie krellion pozwoliła mi honorowo odejść! - krzyknęła abi - nie zrobię wam krzywdy nie chodzi mi o was
- chcemy tylko walki! śmierć! ogień! kreww! - ryknął jakiś watażka ludzki i rzucił się na abi z toporem ale jego cios odbił jabarkas
- depczesz jej ciało plugawcze! - ryknął ork i sieknął na odlew i ciało watażki rozpięło się na pół i poleciało gdzieś na bok a ork dalej chronił ciało krellion. abi obejrzała się wokół i w zdezorientowaniu nie mogła znaleźć żadnej drogi ucieczki a w międzyczasie rzucił się na nich kolejny watażka - tym razem ork
- hiyaaa!!! - krzyknęła abi ostatkiem sił i wykonała cios z półobrotu ale ork na jej mieczu nadal ryczał i w sumie poczuła że coś tu jest nie tak chociaż tak zawsze się zachowywali
- i głowe na połowe! - krzyknął machając toporem nad jej twarzą chociaż miał miecz w brzuchu ale ona odbiła cios swoim czakramem i go dobiła. w ferworze walki odwróciła się do jabarkasa
- nie myśl że ci odpuściłam ale musimy na chwile zakopać topór wojenny! - krzyknęła a ork obrócił się skonfundowany. abi zrobiła głęboki wydech powietrza i dodała
- krellion zginęła w boju jak wojowniczka i teraz również my możemy tak zginąć! obrońmy się tu do końca a jeśli nie polegniemy to stoczymy pojedynek na śmierć i życie! - ork popatrzył na ciało dowódczyni a potem na abi i skinął głową ale od razu musiał odbić cios watażki i znowu zagłębili się w wir walki na 2 minuty
- zajmij się tymi z frontu ja zajmę się tyłami! później wyrównamy porachunki... ale teraz... do walki! - ryknęła abi i przeskakując martwe ciała rzuciła się na jednego z barbarzyńców
- nonono... ptaszyna próbuje odlecieć! - usłyszała nagle charczący głos obok i spojrzała w tamtą stronę. jeden z żołdaków crag hacka z macem ryknął - nie pozwólcie jej uciec! - i wszyscy rzucili się na abi...
- nie jestem tchórzem! haaaa! - z krzykiem rozbiła hełm jednego z nich na pół i ciągle dzielnie odpierała grad ciosów które jednak zaczęły ją dosięgać
" to mój koniec...!" - pomyślała i zamknęła oczy odpierając ciosy tylko intuicją.
- Abiii! - usłyszała nagle cichy krzyk przyjaciółki i odwróciła szybko głowę w jego stronę. nad bitwą pojawił się grad amazońskich strzał, nadleciały ważki... król na wojennej gorgonie... i właśnie wtedy poczuła miażdżący cios w głowę. miała wrażenie, że świat się rozpływa i opadła w błogą ciemność
***
Abi wyszła z namiotu, spoglądając na wojenne pogorzelisko. stosy trupów paliły się a dźwięki bitwy ucichły na zawsze. była w sosnowym lesie i wstawało właśnie słońce więc bitwa musiała trwać całą noc - i chylić się już ku końcowi... wszędzie było pełno rannych żołnierzy którzy jęczeli i pielęgniarek z bracady które leczyły czarem i z bagien które leczyły ziołami i szamanizmem. podeszła powoli do dwóch zmasakrowanych i podeptanych ale nadal znajomych ciał leżących na białym prześcieradle na dużym kamieniu. wokół były poranne mgły i przeświecało przez nie słońce a abi czuła rześkość poranka... kto dał takie honory krellion?
- Bardzo dobrze że doszłaś do siebie abi - usłyszała znajomy głos z tyłu i obróciła się. To był król tralossk w wojennej zbroi. Chociaż wyglądał na trochę zmęczonego po wielkiej bitwie to widziała że w jego oczach palił się żar walki. też miał kilka bandaży i abi zauważyła że brakuje części jego grzebienia który musiał stracić w boju
- spodziewałem się tego po tobie - ciągnął król wpatrując się nie w dziewczynę a w ciała leżące przed nią - jednak chciałbym żebyś trochę na siebie uważała abi
- podczas krwawej walki nie ma czasu na ostrożność. możemy liczyć tylko na siebie i na nasze miecze - powiedziała abi ściskając w ręku swoją broń a król zacmokał
- zapomniałaś o jednym i myślę że właśnie to czyni cię tym kim jesteś abi - powiedział zbliżając się do niej powoli i stanął nad ciałem krellion i visdomira a potem dał jej rękę na ramię
- możemy liczyć na miecze naszych sprzymierzeńców - powiedziała abi, a król poklepał ją 3 razy po plecach
- dokładnie tak abi, a ja chciałbym móc liczyć na to, że nie polegniesz w walce z nic nie znaczącymi berserkerami - obrócił ją do siebie i zadzierała głowę patrząc mu prosto w oczy - ponieważ mamy coś do zrobienia i chciałbym, żebyś była wtedy u mojego boku. pozostał ostatni krok - nagle za nimi usłyszeli kroki dziewczyn
- obrona wroga przełamana - abi ujrzała pati z raportem wojennym w ręce i dessą oraz tazarem u boku - wszystko gotowe byśmy ruszali
- abi! - krzyknęła reni, tina i paula chórem - wiedziałyśmy że z tego wyjdziesz!
król puścił abi i odwrocił się do wszystkich zgromadzonych
- Oto zgromadził się elitarny oddział mścicieli - powiedział - i teraz nic już nas nie powstrzyma przed ostatecznym zwycięstwem. crag hack spodziewa się że wszyscy walczymy na polu bitwy i ze swojej bazy kontroluje wszystkie oddziały. a my złożymy mu przyjacielską wizytę i...
- wiem, wiem! - przerwała tina, a tazarowi i reni szczeny opadły do ziemi że zachowała się tak wobec króla - my pobijemy się ze strażą, a ty załatwisz crag hacka
- ale zanim ruszymy, abi musi jeszcze coś załatwić - powiedział król z szelmowskim uśmiechem - wprowadźcie go!
abi spojrzała na bok i spomiędzy drzew wyszły dwie amazońskie jaszczuroczłeczki prowadzące na postronku jabarkasa. jego rany były uleczone tak samo jak rany abi ale był osłabiony i brakowało mu woli walki
- pozostawiliśmy go przy życiu jako jedynego z oddziału który na ciebie naskoczył abi - powiedział tralossk - ponieważ wiem że do ciebie należy wymierzenie mu sprawiedliwości - abi zatkało i patrzyła na osłabionego orka to na króla i swoich przyjaciół
- ale zanim dam ci tą sposobność oddajmy honory twemu towarzyszowi i wojowniczce, która straciła życie w walce z tobą - powiedział, a wtedy podeszła do nich reni
- masz, abi - powiedziała i wręczyła jej do ręki płonącą pochodnię. dziewczyna powoli podeszła do stosu na którym leżały ciała i podpaliła go z boku. do nieba zaczął ulatywać dym a wraz z nim ich dusze... wszyscy patrzyli w trawiący je ogień w milczeniu oddając im ostatni hołd godny wojownika
- zostawiam was tutaj - powiedział po dłuższej pauzie trallosk i wszyscy odeszli. w międzyczasie jaszczuroczłeczki przywiązały jabarkasa do wielkiego pala spod którego mógł oglądać on ceremonie pogrzebu. abi usiadła na pieńku przed nim a on unikał jej zwroku
- szale się odwróciły prawda - powiedziała po chwili ciszy a jabarkas wzniósł swoją napuchniętą twarz w jej strone
- nie zamierzam stawiać oporu moje życie jest w twoich rękach - powiedział jabarkas a abi w sumie to troche zatkało bo spodziewała się bardziej szyderstw i krzyku jak dawno temu
- od początku nie myliłem się co do ciebie abi - powiedział spokojnym jak na okoliczności tonem - miałaś odwagę i zacięcie... stawiałaś się mi jak nikt inny wcześniej - abi poczuła ogromną złość
- i dopięłam swego. jak tylko znalazłam się w twierdzy to zaprzysięgłam sprawiedliwość i zemstę i teraz właśnie ona się dokonuje - powiedziała abi - ale to jeszcze nie koniec - wojowniczka wstała a słońce oświetliło jej twarz. górowała teraz nad pełznącym jabarkasem i mogłaby go zabić jak tylko by chciała. Spojrzała na niego z góry i poczuła dwie sprzeczne emocje. jedna jej część szepcząca gdzieś z wnętrza krzyczała by zabić go tu i teraz a druga dawała mu litość
- jestem wojowniczką która ma honor w walce. wiele się nauczyłam podczas swojej podróży - nie zabijam bez powodu i nie niosę śmierci oraz zniszczenia jak ty ze swoją bandą gdy zniszczyłeś mój rodzinny dom - powiedziała, wyjmując miecz i kierując go do jego twarzy - a ratuję niewinnych i niosę sprawiedliwość oprawcom
- "zabij!" - szept w głowie
"przypomnij sobie co przez niego przecierpiałaś" - abi spojrzała na twarz orka który wpatrywał się w nią uważnie swoimi żółtymi oczami które tak dobrze pamiętała. przypomniała sobie walkę nad ciałem krellion i teraz już wiedziała, że jabarkas mimo wszystko ma swą dumę i nie uchyli się przed ciosem
"tak naprawdę chcesz zobaczyć jego krew" - spojrzała na jego świeże blizny ale potem znów wróciła do jego twarzy czekającej w milczeniu
"przelej ją" - wzniosła miecz nad siebie
"wbij miecz" - stała w niezdecydowaniu
"sprawiedliwości stanie się zadość!" - obejrzała się na palące się ciała
"on zrobiłby to samo z tobą!" - wzięła głęboki oddech
"cięcie!" - wydech
"teraz!" - miecz spada na jabarkasa
- Nie! - krzyknęła abi i wbiła miecz tuż obok jabarkasa który nie zrobił żadnego ruchu
- Nie powalę już leżącego! - powiedziała głośno tak jakby sama do siebie - moja zemsta nie będzie mieć sensu gdy nie zgładzę źródła całego zła! - obejrzała się na niego z zaciśniętą pięścią i górując nad nim powiedziała - zrównam z ziemią potęgę crag hacka! a ty drżyj pod groźbą mego miecza! jesteś moim jeńcem i dopilnuję, by spotkała cię sprawiedliwość - nie będzie to jednak śmierć z mojej ręki bo nigdy nie stanę się taka jak wy! - przypomniała sobie wszystkie chwilę w których żałowała że spotkał ją taki los, wszystkie jęki zniewolonych dziewczyn, wszystkie rany, których doświadczyły, cały trud, by dostać się aż tutaj...
- krew rodzi jedynie krew a moja walka jest odpowiedzią na waszą przemoc. Idę skończyć to, co rozpoczął twój król dawno temu... - powiedziała, wyjmując miecz z ziemi obok oniemiałego jabarkasa i włożyła go do pochwy. opuścił głowę i nie powiedział już ani słowa a abi odwróciła się i odeszła w stronę miejsca gdzie czekał na nią król. obróciła się jeszcze na odchodne i dodała do skrępowanego orka:
- twoje wojska zrównały z ziemią moją wioskę... wybiły i wzięły w niewolę moją rodzinę i przyjaciół, zniszczyły całe moje dawne życie! A mimo tego ja twój nędzny żywot darowałam. Jeśli jednak zechcesz stanąć ze mną do pojedynku, zabiję cię w uczciwej walce i nie będę mieć litości. - powiedziała i odeszła, pozostawiając go samego sobie
"mogłaś zakończyć to tu i teraz..." - usłyszała myśl w głowie
"pragnę zakończyć to raz na zawsze i nikt mnie nie powstrzyma! Lecz jedna śmierć nie odpłaci cierpienia którego doświadczyłyśmy, nie wróci dawnych chwil i nie uratuje reszty dziewczyn które nadal są w niewoli! Zamiast przelać jego krew zniszczę źródło, które go zrodziło!" - pomyślała sprawiedliwie i ujrzała swoich przyjaciół w towarzystwie kolorowych pierzastych węży i był tu też thane oraz amazonka irena. abi stanęła przed nimi w ciszy
- jestem gotowa. ruszajmy do sali tronowej crag hacka! - powiedziała a król trallosk uśmiechnął się
- wszystko już załatwiłaś? - zapytał, a abi zdecydowanie kiwnęła głową. ten jakby odczytał jej myśli i podał jej rękę by wspięła się na jego wierzchowca. Po obu stronach otaczały ją teraz jego niebieskie ramiona bo siedziała z przodu a on trzymał cugle. abi objęła ciało węża i mocno złapała się za jego pierzastą grzywę
- pora raz na zawsze zakończyć tą walkę! ruszamy! - krzyknął król za nią i wszyscy wznieśli się w powietrze. oddział mścicieli na 5 wężach poszybował w stronę miejsca, gdzie wszystko się zaczęło...
cdn...
poniedziałek, 16 października 2017
Rozdział XXVI - Wojowniczka vs wojowniczka
Wojowniczka abi wzniosła swe ostrze przecinając ciało kolejnego z napastników
- Hiyaaa!! - Krzyknęła abi roztryskując krew jakiegoś watażki. Walka trwała już jakiś czas i Abi nie była wstanie liczyć minut które upłynęły od początku. Zagłębiła się w szale wojowniczki i czas liczyła od jednego do drugiego pokonanego wojaka crag hacka - miała ich na koncie już ponad 50 i była cała od krwi
- Hej abi jak tam idzie??? - spytała Suzan która znalazła się niemal znikąd
- Hej Suzan! - Ucieszyła się abi, ale dziewczyna już znikła w morzu bijących się ciał. W trakcie walki nie było czasu na żadne rozmowy ani nawet na zastanowienie - bardzo liczył się instynkt wojownika. Właśnie teraz abi uniknęła ciosu zza pleców którego nie mogła zobaczyć lecz wyczuła go swoim szóstym zmysłem
- Aaargghh!!! - Ryknęła, obracając się w powietrzu i siekąc na odlew i odłupała łeb goblina i nagle zauważyła że znalazła się w totalnym potrzasku
- o nie! - szepnęła abi widząc że ma przed sobą kamienną ścianę i obróciła się szybko. skamieniała widząc za sobą że jedyna droga ucieczki jest odcięta przez napływające siły wroga
"Nawet jeśli umrę tu i teraz... obronię się do końca!" - pomyślała i już wyciągnęła broń do walki, gdy nagle wpadł jej do głowy wspaniały pomysł - "jestem przecież też czarodziejką!" - niemal krzyknęła w myślach i wymówiła cicho słowa zaklęcia
- Tayaran! - wykonała odpowiedni gest ręką i wzniosła się w powietrze patrząc na ogłupione twarze wrogów ze śmiechem i wylądowała na szczycie skały gdzie nie mogły ją dosięgnąć żadne ich ataki
- Pa! - pomachała im i posłała buziaka wznosząc ręce w niebo
- Saeiqa! - krzyknęła i w motłoch wystrzeliła błyskawica. Abi odgarnęła trochę naelektryzowany kosmyk włosów, poprawiła czakram i pobiegła przed siebie
"Gdzie jestem?" - pomyślała po chwili, oglądając się wokół siebie. Chociaż po drodze pokonała kilka wojowników, teraz zdawała się tkwić w ciszy i nikogo nie było wokół niej tylko las. Musiała zawrócić i odnaleźć pole bitwy ale w tej chwili nie było to już takie proste - wszystkie drzewa zdawały się być takie same, a była zbyt zmęczona by rzucić kolejny czar lotu. Nagle poczuła na sobie czyjś zwrok...
***
Visdomir czaił się w krzakach na wzgórzach ponad polem bitwy. Gdzieś tutaj znajdywał się jego cel całkowicie nieprzygotowany na jego nagłe pojawienie się. Użył zaklęcia niewidzialności i leciał cichcem między drzewami wypatrując jej... Bo jego celem była dziewczyna i to nie byle jaka. Przycupnął na szczycie jednego ze wzgórz i wyszukiwał jej... i nagle zobaczył abi. Nieświadoma dziewczyna szła powoli w jego strone całkowicie nie wiedząc o jego obecności...
Chłopak nie wytrzymał. Zrzucił z siebie zaklęcie i wyszedł na pełne słońce.
***
To był on. Miała ochotę się do niego nie odezwać i uciec zwrokiem ale wytrzymała spojrzenie. To już nie te czasy - pomyślała
- Hej - powiedziała abi - zgubiłam drogę na dół - wzruszyła ramionami nieco niepewnie - wiesz jak wrócić na pole bitwy?
- Abi zaczekaj ja... - próbował jej były
- Słuchaj - abi uniosła rękę na gest sprzeciwu - między nami już wszystko skończone. Zapomnij o mnie i albo zejdź mi z oczu albo traktuj mnie jako inną wojowniczke - powiedziała zarzucając zdecydowanie głową w dąsie
- Nie o to chodzi! - pokręcił głową visdomir - o to też... - dodał cicho - ale mamy teraz coś ważniejszego na głowie! - zbliżył się do niej i wyciągnął rękę w jej strone
- jezus przestań!!! - ryknęła abi i dała mu kopa w brzuch swoim ciężkim butem wojownika a visdomir stracił dech i osunął się na ziemię
- tego chciałeś? jestem teraz niezależna! - krzyknęła - i nie masz pra...
- abi unik! - krzyknął visdomir łapiąc oddech ale ona wyczuła to swoim instynktem wojowniczki.
- nieźle, nieźle! - usłyszeli zachrypnięty głos gdzieś z tyłu, gdy topór przeleciał tuż przed głową odchylającej się abi i utkwił w pniu obok - właśnie tego się po tobie spodziewałam, maleńka
- kto mówi? - abi nie obróciła się stojąc nadal tyłem do napastniczki. Była między młotem a kowadłem
- Naprawdę nie poznajesz mojego głosu? - powiedziała nieznajoma nieco obrażalskim tonem i to było bardzo sztuczne. Abi jednak nie wytrzymała bycia twardzielką i obróciła się...
To była Krellion. Miała na sobie tylko skórzane pasy wojowniczki odsłaniające jej umięśnioną skórę i na jedno ramię naramiennik też skórzany z takimi kłami w modzie orków. Miała też skórzane opięte spodnie i skórzane rękawice bez palców oraz bardzo cięzkie wojownicze buty z metalowym okuciem a w ręce dzierzyła wielki miecz którym kiedyś przebiła julke. Wyjeła menzurke i napiła sie z niej a płyn ściekł jej po brodzie z ust z których wychodziły 2 kły. Miała krótką fryzure jak indianie
- No, no, no... - Powiedziała Krellion powoli zbliżając się do abi która mocniej ścisnęła swoje ostrze - niezłe ziółko z ciebie wyrosło
- Stałam się taka by pomścić to co mi zrobiliście! - powiedziała abi zdecydowanym tonem
- Twarde warunki szykują twarde dziewczyny... - powiedziała krellion przechodząc powoli bokiem wciąż wpatrując się w abi - przeszłam tą samą szkołe życia rozumiem cie abi
- nic nie rozumiesz! - krzyknęła abi - straciłam przez was dom i rodzine! musze przelewać waszą krew by chronić swoich sojuszników! - visdomir milcząc próbował się w tym czasie podnieść
- ale widzę że cieszy cię walka... - powiedziała krellion oblizując się - pokonywanie swoich ograniczeń i ten moment gdy górujesz nad wrogiem i jest na twojej łasce
- nie wybrałam takiego losu. to była droga którą musiałam podążyć - powiedziała abi z nachmurzoną twarzą - szykuj się do walki krellion. skończymy to tu i teraz
- doskonale! - zaśmiała się orczyca - wiedziałam, że mogę na to liczyć! stałaś się prawdziwą wojowniczką abi
- wojowniczką, która pokona cię w walce - powiedziała abi unosząc swą broń. nagle spomiędzy drzew wyszli członkowie zamku twierdza ale nie walczyli. chcieli obserwować pojedynek mistrzyń - dawnej niewolnicy, abigail knox oraz ich liderki wojny, krellion niegodziwej
- Pojedynkujemy się na śmierć i życie na honorowych zasadach twierdzy - powiedziała krellion - jeśli wygrasz moi ludzie nic ci nie zrobią i odejdziesz w spokoju a jeśli przegrasz to zabieram twoje ciało - powiedziała krellion
- ok - odpowiedziała abi i przyszykowała się do walki. wiedziała, że nie może użyć tym razem magii - jej energia została już odnowiona, ale nie chciała mieć przewagi nad drugą wojowniczką. chciała pokonać ją w prawdziwym pojedynku - tylko na siłę i miecze
- Ogień! Krew! Walka! - zahuczały wojska nieprzyjaciela 3krotnie.
- Visdomirze pakuj się stąd - powiedziała abi - nie potrzebuje twojej pomocy
- ale... - zaczął czarodziej ale abi już rzuciła na niego zaklęcie
- Tayaran! - szepnęła, a ciało jej byłego odleciało gdzieś na bok. obróciła się do skonfundowanej krellion i głośno powiedziała
- Znam magie ale nie użyje jej w naszej walce. właśnie rzuciłam wszystkie karty na stół - orczyca uśmiechnęła się szeroko a jej oczy zalśniły szkarłatem
- jesteś nie tylko wojownicza ale i sprawiedliwa - powiedziała - zanim rozpoczniemy napij się tego - powiedziała i rzuciła jej swój bukłak. Abi zatkało
- to wzmocni cię w walce zawsze tego używamy widziałaś przecież już nie raz - powiedziała krellion która ledwo wytrzymywała już napięcie i chciala rzucić się do walki. Abi podniosła go czując zapach pirzma zmieszany z alkoholem i też zwykły smród jak przed ratuszem. skrzywiła się z obrzydzeniem
- nie chcę pokonam cię i bez tego! - powiedziała abi ale krellion była nieugięta
- nalegam... - powiedziała a abi spojrzała jeszcze raz na bukłak. W sumie nie chciała zachować się niehonorowo i rozumiała żądanie drugiej wojowniczki nawet jeśli chciała ją obalić
- dobra. - powiedziała abi i odkręciła zakrętke, przetarła kółko wokół otworu na picie i wzięła duży łyk
smakowało to troche jak ocet i też tak samo paliło w całe gardło. abi zakrztusiła się i niemal wypluła zawartość, ale ona jakby sama poleciała do środka jej ciała, zagnieździła się gdzieś w środku i zaczęła wysyłać płomień gniewu. w kilka sekund abi zaczęła intensywnie czuć każdy mięsień swojego ciała - wiedziała, że na krótką chwilę stała się mega silna. Popatrzyła na krellion i wiedziała od razu że może zabić
- teraz wiesz jak walczymy... stałaś się jedną z nas - powiedziała krellion a abi tylko zafuczała. nie chciała nic więcej oprócz walki z krellion
- Nie dam ci żadnych forów - powiedziała abi gniewnym tonem i wystrzeliła jak pocisk w stronę krellion. orczyca ze śmiechem zaczęła odbijać ciosy wojowniczki
- nono!!! Nie sądziłam że twoja chęć mordu jest taka wielka! - ryknęła siekąc na odlew ale abi zrobiła szybki unik i zaryczała wojenny okrzyk. wypuściła w przeciwniczkę chyba milion ciosów pełnych gniewu a krellion odbijała każdy raz za razem cofając się. wojownicy twierdzy na trybunach z kamieni i pieńków kibicowali krellion. Orczyca nagle zrobiła salto w powietrzu i znalazła się za abi, ale ta to wyczuła i obróciła się z rwetesem siekąc z boku
- hiyaa!!! - krzyknęła abi wbijając miecz w rękę krellion. pierwsza krew została przelana, lecz natychmiast krellion oddała jej pięknym za nadobne siekąc ją w udo
- uach!!! - abi ryknęła padając na ziemię lecz uniosła miecz odbijając kolejny z ciosów krellion. szybko rozejrzała się po polu pojedynku i znalazła to, czego szukała. jednym susem podbiegła do wielkiego kamienia, stanęła na nim i wzniosła się w powietrze skacząc robiąc salto w krellion
- aiyayayayaya!!!- krzyknęła okrzyk walki, lecz krellion odsunęła się na bok przeturlaniem i abi zamiast na orczyce ciężko wylądowała na ziemi
- sprytne, ale nie dla mnie te numery! - krzyknęła krellion i zaczęła wirować ze swoim ostrzem czego nie dało się uniknąć. Abi musiała zrezygnować ze zwarcia i podbiegła do boku areny gdzie... wpadła na jabarkasa
- Abi! - Krzyknął gardłowo zaskoczony ork a abi też krzyknęła ze zlęknienia bo się go nie spodziewała
- Nie teraz walczę! - odpowiedziała bez zastanowienia i znów wzięła rozpęd biegnąc w oszołomioną krellion i podcięła jej nogi swoim butem , a krellion podskoczyła, oparła się swoją ręką na ramieniu abi, zrobiła nad nią salto i walnęła ją w brzuch końcówką swojego miecza
- uoch!!! - głucho jęknęła abi i poczuła cios w głowę. była nieco oszołomiona i gdy otrząsnęła się z iluzji natychmiast obróciła głowę w bok i zobaczyła ostrze krellion wbijające się tuż obok niej
- było blisko! - ryknęła orczyca a abi natychmiast wstała i znów była gotowa do walki. Obie przeciwniczki były ranne a abi czuła, że dziwna siła zaczyna ją opuszczać. Powoli docierał do niej ból z nogi i nie trzymała miecza już tak pewnie jak wcześniej
"Muszę to skończyć tu i teraz!" - pomyślała i już miała rzucić się na krellion, gdy zobaczyła, że visdomir podchodzi do niej od tyłu
- nie! krellion uważaj! - krzyknęła abi a czarodziej zrobił najbardziej skonfundowaną minę jaką kiedykolwiek widziała. orczyca natychmiast obróciła się i obrzuciła czarodzieja pogardliwym spojrzeniem. abi mogłaby rzucić się teraz na orczyce od tyłu i ją wykończyć ale nie chciała dobijać jej w ten sposób bo miała honor w walce. niestety visdomir zaczął rzucać czar... i wszystko stało się strasznie szybko. Abi wyciągnęła rękę w niemym krzyku, krellion obnażyła swój miecz, a visdomir był całkowicie nieprzygotowany na atak orczycy. rzucił mordercze zaklęcie w tej samej chwili, gdy jej miecz dosięgnął jego brzucha, który rozpłatał od góry do dołu. obydwie sylwetki osunęły się na ziemię, a widownia zadrżała i zamilkła... i wzniosły się pomruki niezadowolenia
Abi podbiegła do dwóch ciał. Krellion żyła, ale miała całkiem wybuchniętą twarz i klatke piersiową i w sumie ledwo oddychała bo visdomir strzelił w nią kulą ognia a czarodziej leżał z rozpłatanym brzuchem i pluł krwią. Abi wiedziała, że zostało mu najwyżej 2 minuty życia chyba że ktoś go uleczy ale ona nie umiała
- To... był wspaniały pojedynek - powiedziała krellion charcząc bo miała spalone gardło. abi nie mogła złapać oddechu ze stresu i nie wiedziała do kogo nachylić się najpierw. nagle z boku zjawił się jabarkas i uklęknął przy krellion
- dowódczyni! - zagrzmiał z nutką wahania
- abi wygrała ten pojedynek - powiedziała orczyca wznosząc rękę w górę jakby chciała złapać słońce - macie... puścić ją teraz wolno - jabarkas popatrzył na abi z dziwnym wyrazem twarzy i pokiwał głową a orczyca zamknęła oczy i powiedziała:
- abi... dobij mnie. chce zginąć z twoich rąk... tak jak to miało się skończyć. to będzie śmierć... godna wojowniczki...
- krellion czekaj! - powiedziała abi zdecydowanym głosem - nie wiadomo czy bym wygrała... byłam już całkiem osłabiona i... ty nadal nie musisz być mar... - ale nagle przypomniała sobie wszystko, o co walczyła. przypomniała sobie brudne twarze niewolnic crag hacka, julkę nabitą na miecz krellion i dymy wznoszące się nad jej wioską. Nie mogła oszczędzać swoich wrogów - nawet jeśli zdobyli jej szacunek, bo byli niebespieczni. Ale jednocześnie... poczuła z orczycą pewnego rodzaju więź... odrzuciła nagle od siebie wszystkie poprzednie argumenty i skupiła się na jednym - w pełni zrozumiała to, o czym mówiła krellion. o śmierci w chwale pojedynku
- dobrze. - powiedziała abi i uklęknęła przy orczycy. złapała za jej trochę spopieloną rękę, a drugą zbliżyła swój miecz do jej zmasakrowanej klatki piersiowej
- spotkamy się w świecie... poległych wojowników - powiedziała krellion patrząc jej w oczy, a abi pokiwała głową i... szybko a jednocześnie dekilatnie wbiła miecz w ciało orczycy. Kobieta spokojnie wydała ostatnie tchnienie i umarła z uśmiechniętym wyrazem twarzy
- a...abi! - usłyszała głos visdomira obok siebie i zaklęła w duchu bo całkiem o nim zapomniała. obróciła się do swojego byłego i zauważyła że próbuje on leczyć swoje rany ale w sumie nic z tego bo są za duże
- dlaczego??? - zapytała szeptem, nachylając się do niego - nie potrzebowałam twojej pomocy... a teraz - spojrzała na brzuch visdomira i szybko wróciła do jego bladej twarzy
- abi... tak naprawdę kochałem tylko ciebie... - powiedział visdomir próbując się uśmiechnąć
- i dlatego zechciałeś oddać za mnie... - abi zaczęła, ale od razu się powstrzymała bo pomyślała że tak chyba nie powinna teraz powiedzieć. rana visdomira była zbyt duża by mógł wyjść cało z całej sytuacji ale zdawał się walczyć do końca więc nie mogła odebrać mu ostatniej nadziei. od razu ogarnęła jak ma się zachować
- tak. - powiedział visdomir a jego ręka opadła. abi wiedziała, że żadne czary, tym bardziej jego własne, nie są w stanie już go uratować. postanowiła w tej ostatecznej chwili wybaczyć mu jego winy - to na pewno ułatwi mu odejście z tego świata
- dziękuję - wyszeptała abi i schyliła się do jego czoła, na którym ze zdziwieniem zauważyła małą bliznę. odgarnęła włosy i złożyła na nim pocałunek. odchyliła się a visdomir uśmiechnął się i znieruchomiał.
Wojowniczka klęczała pomiędzy dwoma martwymi ciałami osób, które zmieniły jej los.
ale nie była tu sama. Wokół niej zebrał się cały oddział krellion który był nieźle wkurzony
- zaczekajcie! dowódczyni nakazała wam... - próbował jabarkas, ale szeregowi wojownicy nie chcieli go słuchać
- te szumowiny złamały reguły pojedynku! - ryknął wielki dryblas na przodzie - i kto teraz ma być niby naszym dowódcą? ty? - opluł jabarkasa i popchnął go a ork niemal przewrócił się na ciało krellion.
- pożałujesz tego, Kirk! - wrzasnął i rzucił się na mięsniaka. Abi w tym czasie szybko wstała i rozejrzała się wokoło - była w całkowitej pułapce bez wyjścia, a krąg berserkerów wciąż się zaciśniał... "Byłam taka głupia!" - pomyślała - "choć orczyca zachowała się honorowo, przecież szeregowi wojownicy nie rozumieją całej sytuacji i w sumie mamy z nimi wojne to czemu mieliby mnie puścić???" Pomyślała nad możliwą drogą ucieczki, ale sytuacja była beznadziejna a jej ciało oraz moc wyczerpane do cna. Musiała przygotować się na okrutny koniec, z którego dumna mogłaby być każda wojowniczka. Ale może...
czy ktoś przyjdzie jej na pomoc?
cdn.
- Hiyaaa!! - Krzyknęła abi roztryskując krew jakiegoś watażki. Walka trwała już jakiś czas i Abi nie była wstanie liczyć minut które upłynęły od początku. Zagłębiła się w szale wojowniczki i czas liczyła od jednego do drugiego pokonanego wojaka crag hacka - miała ich na koncie już ponad 50 i była cała od krwi
- Hej abi jak tam idzie??? - spytała Suzan która znalazła się niemal znikąd
- Hej Suzan! - Ucieszyła się abi, ale dziewczyna już znikła w morzu bijących się ciał. W trakcie walki nie było czasu na żadne rozmowy ani nawet na zastanowienie - bardzo liczył się instynkt wojownika. Właśnie teraz abi uniknęła ciosu zza pleców którego nie mogła zobaczyć lecz wyczuła go swoim szóstym zmysłem
- Aaargghh!!! - Ryknęła, obracając się w powietrzu i siekąc na odlew i odłupała łeb goblina i nagle zauważyła że znalazła się w totalnym potrzasku
- o nie! - szepnęła abi widząc że ma przed sobą kamienną ścianę i obróciła się szybko. skamieniała widząc za sobą że jedyna droga ucieczki jest odcięta przez napływające siły wroga
"Nawet jeśli umrę tu i teraz... obronię się do końca!" - pomyślała i już wyciągnęła broń do walki, gdy nagle wpadł jej do głowy wspaniały pomysł - "jestem przecież też czarodziejką!" - niemal krzyknęła w myślach i wymówiła cicho słowa zaklęcia
- Tayaran! - wykonała odpowiedni gest ręką i wzniosła się w powietrze patrząc na ogłupione twarze wrogów ze śmiechem i wylądowała na szczycie skały gdzie nie mogły ją dosięgnąć żadne ich ataki
- Pa! - pomachała im i posłała buziaka wznosząc ręce w niebo
- Saeiqa! - krzyknęła i w motłoch wystrzeliła błyskawica. Abi odgarnęła trochę naelektryzowany kosmyk włosów, poprawiła czakram i pobiegła przed siebie
"Gdzie jestem?" - pomyślała po chwili, oglądając się wokół siebie. Chociaż po drodze pokonała kilka wojowników, teraz zdawała się tkwić w ciszy i nikogo nie było wokół niej tylko las. Musiała zawrócić i odnaleźć pole bitwy ale w tej chwili nie było to już takie proste - wszystkie drzewa zdawały się być takie same, a była zbyt zmęczona by rzucić kolejny czar lotu. Nagle poczuła na sobie czyjś zwrok...
***
Visdomir czaił się w krzakach na wzgórzach ponad polem bitwy. Gdzieś tutaj znajdywał się jego cel całkowicie nieprzygotowany na jego nagłe pojawienie się. Użył zaklęcia niewidzialności i leciał cichcem między drzewami wypatrując jej... Bo jego celem była dziewczyna i to nie byle jaka. Przycupnął na szczycie jednego ze wzgórz i wyszukiwał jej... i nagle zobaczył abi. Nieświadoma dziewczyna szła powoli w jego strone całkowicie nie wiedząc o jego obecności...
Chłopak nie wytrzymał. Zrzucił z siebie zaklęcie i wyszedł na pełne słońce.
***
To był on. Miała ochotę się do niego nie odezwać i uciec zwrokiem ale wytrzymała spojrzenie. To już nie te czasy - pomyślała
- Hej - powiedziała abi - zgubiłam drogę na dół - wzruszyła ramionami nieco niepewnie - wiesz jak wrócić na pole bitwy?
- Abi zaczekaj ja... - próbował jej były
- Słuchaj - abi uniosła rękę na gest sprzeciwu - między nami już wszystko skończone. Zapomnij o mnie i albo zejdź mi z oczu albo traktuj mnie jako inną wojowniczke - powiedziała zarzucając zdecydowanie głową w dąsie
- Nie o to chodzi! - pokręcił głową visdomir - o to też... - dodał cicho - ale mamy teraz coś ważniejszego na głowie! - zbliżył się do niej i wyciągnął rękę w jej strone
- jezus przestań!!! - ryknęła abi i dała mu kopa w brzuch swoim ciężkim butem wojownika a visdomir stracił dech i osunął się na ziemię
- tego chciałeś? jestem teraz niezależna! - krzyknęła - i nie masz pra...
- abi unik! - krzyknął visdomir łapiąc oddech ale ona wyczuła to swoim instynktem wojowniczki.
- nieźle, nieźle! - usłyszeli zachrypnięty głos gdzieś z tyłu, gdy topór przeleciał tuż przed głową odchylającej się abi i utkwił w pniu obok - właśnie tego się po tobie spodziewałam, maleńka
- kto mówi? - abi nie obróciła się stojąc nadal tyłem do napastniczki. Była między młotem a kowadłem
- Naprawdę nie poznajesz mojego głosu? - powiedziała nieznajoma nieco obrażalskim tonem i to było bardzo sztuczne. Abi jednak nie wytrzymała bycia twardzielką i obróciła się...
To była Krellion. Miała na sobie tylko skórzane pasy wojowniczki odsłaniające jej umięśnioną skórę i na jedno ramię naramiennik też skórzany z takimi kłami w modzie orków. Miała też skórzane opięte spodnie i skórzane rękawice bez palców oraz bardzo cięzkie wojownicze buty z metalowym okuciem a w ręce dzierzyła wielki miecz którym kiedyś przebiła julke. Wyjeła menzurke i napiła sie z niej a płyn ściekł jej po brodzie z ust z których wychodziły 2 kły. Miała krótką fryzure jak indianie
- No, no, no... - Powiedziała Krellion powoli zbliżając się do abi która mocniej ścisnęła swoje ostrze - niezłe ziółko z ciebie wyrosło
- Stałam się taka by pomścić to co mi zrobiliście! - powiedziała abi zdecydowanym tonem
- Twarde warunki szykują twarde dziewczyny... - powiedziała krellion przechodząc powoli bokiem wciąż wpatrując się w abi - przeszłam tą samą szkołe życia rozumiem cie abi
- nic nie rozumiesz! - krzyknęła abi - straciłam przez was dom i rodzine! musze przelewać waszą krew by chronić swoich sojuszników! - visdomir milcząc próbował się w tym czasie podnieść
- ale widzę że cieszy cię walka... - powiedziała krellion oblizując się - pokonywanie swoich ograniczeń i ten moment gdy górujesz nad wrogiem i jest na twojej łasce
- nie wybrałam takiego losu. to była droga którą musiałam podążyć - powiedziała abi z nachmurzoną twarzą - szykuj się do walki krellion. skończymy to tu i teraz
- doskonale! - zaśmiała się orczyca - wiedziałam, że mogę na to liczyć! stałaś się prawdziwą wojowniczką abi
- wojowniczką, która pokona cię w walce - powiedziała abi unosząc swą broń. nagle spomiędzy drzew wyszli członkowie zamku twierdza ale nie walczyli. chcieli obserwować pojedynek mistrzyń - dawnej niewolnicy, abigail knox oraz ich liderki wojny, krellion niegodziwej
- Pojedynkujemy się na śmierć i życie na honorowych zasadach twierdzy - powiedziała krellion - jeśli wygrasz moi ludzie nic ci nie zrobią i odejdziesz w spokoju a jeśli przegrasz to zabieram twoje ciało - powiedziała krellion
- ok - odpowiedziała abi i przyszykowała się do walki. wiedziała, że nie może użyć tym razem magii - jej energia została już odnowiona, ale nie chciała mieć przewagi nad drugą wojowniczką. chciała pokonać ją w prawdziwym pojedynku - tylko na siłę i miecze
- Ogień! Krew! Walka! - zahuczały wojska nieprzyjaciela 3krotnie.
- Visdomirze pakuj się stąd - powiedziała abi - nie potrzebuje twojej pomocy
- ale... - zaczął czarodziej ale abi już rzuciła na niego zaklęcie
- Tayaran! - szepnęła, a ciało jej byłego odleciało gdzieś na bok. obróciła się do skonfundowanej krellion i głośno powiedziała
- Znam magie ale nie użyje jej w naszej walce. właśnie rzuciłam wszystkie karty na stół - orczyca uśmiechnęła się szeroko a jej oczy zalśniły szkarłatem
- jesteś nie tylko wojownicza ale i sprawiedliwa - powiedziała - zanim rozpoczniemy napij się tego - powiedziała i rzuciła jej swój bukłak. Abi zatkało
- to wzmocni cię w walce zawsze tego używamy widziałaś przecież już nie raz - powiedziała krellion która ledwo wytrzymywała już napięcie i chciala rzucić się do walki. Abi podniosła go czując zapach pirzma zmieszany z alkoholem i też zwykły smród jak przed ratuszem. skrzywiła się z obrzydzeniem
- nie chcę pokonam cię i bez tego! - powiedziała abi ale krellion była nieugięta
- nalegam... - powiedziała a abi spojrzała jeszcze raz na bukłak. W sumie nie chciała zachować się niehonorowo i rozumiała żądanie drugiej wojowniczki nawet jeśli chciała ją obalić
- dobra. - powiedziała abi i odkręciła zakrętke, przetarła kółko wokół otworu na picie i wzięła duży łyk
smakowało to troche jak ocet i też tak samo paliło w całe gardło. abi zakrztusiła się i niemal wypluła zawartość, ale ona jakby sama poleciała do środka jej ciała, zagnieździła się gdzieś w środku i zaczęła wysyłać płomień gniewu. w kilka sekund abi zaczęła intensywnie czuć każdy mięsień swojego ciała - wiedziała, że na krótką chwilę stała się mega silna. Popatrzyła na krellion i wiedziała od razu że może zabić
- teraz wiesz jak walczymy... stałaś się jedną z nas - powiedziała krellion a abi tylko zafuczała. nie chciała nic więcej oprócz walki z krellion
- Nie dam ci żadnych forów - powiedziała abi gniewnym tonem i wystrzeliła jak pocisk w stronę krellion. orczyca ze śmiechem zaczęła odbijać ciosy wojowniczki
- nono!!! Nie sądziłam że twoja chęć mordu jest taka wielka! - ryknęła siekąc na odlew ale abi zrobiła szybki unik i zaryczała wojenny okrzyk. wypuściła w przeciwniczkę chyba milion ciosów pełnych gniewu a krellion odbijała każdy raz za razem cofając się. wojownicy twierdzy na trybunach z kamieni i pieńków kibicowali krellion. Orczyca nagle zrobiła salto w powietrzu i znalazła się za abi, ale ta to wyczuła i obróciła się z rwetesem siekąc z boku
- hiyaa!!! - krzyknęła abi wbijając miecz w rękę krellion. pierwsza krew została przelana, lecz natychmiast krellion oddała jej pięknym za nadobne siekąc ją w udo
- uach!!! - abi ryknęła padając na ziemię lecz uniosła miecz odbijając kolejny z ciosów krellion. szybko rozejrzała się po polu pojedynku i znalazła to, czego szukała. jednym susem podbiegła do wielkiego kamienia, stanęła na nim i wzniosła się w powietrze skacząc robiąc salto w krellion
- aiyayayayaya!!!- krzyknęła okrzyk walki, lecz krellion odsunęła się na bok przeturlaniem i abi zamiast na orczyce ciężko wylądowała na ziemi
- sprytne, ale nie dla mnie te numery! - krzyknęła krellion i zaczęła wirować ze swoim ostrzem czego nie dało się uniknąć. Abi musiała zrezygnować ze zwarcia i podbiegła do boku areny gdzie... wpadła na jabarkasa
- Abi! - Krzyknął gardłowo zaskoczony ork a abi też krzyknęła ze zlęknienia bo się go nie spodziewała
- Nie teraz walczę! - odpowiedziała bez zastanowienia i znów wzięła rozpęd biegnąc w oszołomioną krellion i podcięła jej nogi swoim butem , a krellion podskoczyła, oparła się swoją ręką na ramieniu abi, zrobiła nad nią salto i walnęła ją w brzuch końcówką swojego miecza
- uoch!!! - głucho jęknęła abi i poczuła cios w głowę. była nieco oszołomiona i gdy otrząsnęła się z iluzji natychmiast obróciła głowę w bok i zobaczyła ostrze krellion wbijające się tuż obok niej
- było blisko! - ryknęła orczyca a abi natychmiast wstała i znów była gotowa do walki. Obie przeciwniczki były ranne a abi czuła, że dziwna siła zaczyna ją opuszczać. Powoli docierał do niej ból z nogi i nie trzymała miecza już tak pewnie jak wcześniej
"Muszę to skończyć tu i teraz!" - pomyślała i już miała rzucić się na krellion, gdy zobaczyła, że visdomir podchodzi do niej od tyłu
- nie! krellion uważaj! - krzyknęła abi a czarodziej zrobił najbardziej skonfundowaną minę jaką kiedykolwiek widziała. orczyca natychmiast obróciła się i obrzuciła czarodzieja pogardliwym spojrzeniem. abi mogłaby rzucić się teraz na orczyce od tyłu i ją wykończyć ale nie chciała dobijać jej w ten sposób bo miała honor w walce. niestety visdomir zaczął rzucać czar... i wszystko stało się strasznie szybko. Abi wyciągnęła rękę w niemym krzyku, krellion obnażyła swój miecz, a visdomir był całkowicie nieprzygotowany na atak orczycy. rzucił mordercze zaklęcie w tej samej chwili, gdy jej miecz dosięgnął jego brzucha, który rozpłatał od góry do dołu. obydwie sylwetki osunęły się na ziemię, a widownia zadrżała i zamilkła... i wzniosły się pomruki niezadowolenia
Abi podbiegła do dwóch ciał. Krellion żyła, ale miała całkiem wybuchniętą twarz i klatke piersiową i w sumie ledwo oddychała bo visdomir strzelił w nią kulą ognia a czarodziej leżał z rozpłatanym brzuchem i pluł krwią. Abi wiedziała, że zostało mu najwyżej 2 minuty życia chyba że ktoś go uleczy ale ona nie umiała
- To... był wspaniały pojedynek - powiedziała krellion charcząc bo miała spalone gardło. abi nie mogła złapać oddechu ze stresu i nie wiedziała do kogo nachylić się najpierw. nagle z boku zjawił się jabarkas i uklęknął przy krellion
- dowódczyni! - zagrzmiał z nutką wahania
- abi wygrała ten pojedynek - powiedziała orczyca wznosząc rękę w górę jakby chciała złapać słońce - macie... puścić ją teraz wolno - jabarkas popatrzył na abi z dziwnym wyrazem twarzy i pokiwał głową a orczyca zamknęła oczy i powiedziała:
- abi... dobij mnie. chce zginąć z twoich rąk... tak jak to miało się skończyć. to będzie śmierć... godna wojowniczki...
- krellion czekaj! - powiedziała abi zdecydowanym głosem - nie wiadomo czy bym wygrała... byłam już całkiem osłabiona i... ty nadal nie musisz być mar... - ale nagle przypomniała sobie wszystko, o co walczyła. przypomniała sobie brudne twarze niewolnic crag hacka, julkę nabitą na miecz krellion i dymy wznoszące się nad jej wioską. Nie mogła oszczędzać swoich wrogów - nawet jeśli zdobyli jej szacunek, bo byli niebespieczni. Ale jednocześnie... poczuła z orczycą pewnego rodzaju więź... odrzuciła nagle od siebie wszystkie poprzednie argumenty i skupiła się na jednym - w pełni zrozumiała to, o czym mówiła krellion. o śmierci w chwale pojedynku
- dobrze. - powiedziała abi i uklęknęła przy orczycy. złapała za jej trochę spopieloną rękę, a drugą zbliżyła swój miecz do jej zmasakrowanej klatki piersiowej
- spotkamy się w świecie... poległych wojowników - powiedziała krellion patrząc jej w oczy, a abi pokiwała głową i... szybko a jednocześnie dekilatnie wbiła miecz w ciało orczycy. Kobieta spokojnie wydała ostatnie tchnienie i umarła z uśmiechniętym wyrazem twarzy
- a...abi! - usłyszała głos visdomira obok siebie i zaklęła w duchu bo całkiem o nim zapomniała. obróciła się do swojego byłego i zauważyła że próbuje on leczyć swoje rany ale w sumie nic z tego bo są za duże
- dlaczego??? - zapytała szeptem, nachylając się do niego - nie potrzebowałam twojej pomocy... a teraz - spojrzała na brzuch visdomira i szybko wróciła do jego bladej twarzy
- abi... tak naprawdę kochałem tylko ciebie... - powiedział visdomir próbując się uśmiechnąć
- i dlatego zechciałeś oddać za mnie... - abi zaczęła, ale od razu się powstrzymała bo pomyślała że tak chyba nie powinna teraz powiedzieć. rana visdomira była zbyt duża by mógł wyjść cało z całej sytuacji ale zdawał się walczyć do końca więc nie mogła odebrać mu ostatniej nadziei. od razu ogarnęła jak ma się zachować
- tak. - powiedział visdomir a jego ręka opadła. abi wiedziała, że żadne czary, tym bardziej jego własne, nie są w stanie już go uratować. postanowiła w tej ostatecznej chwili wybaczyć mu jego winy - to na pewno ułatwi mu odejście z tego świata
- dziękuję - wyszeptała abi i schyliła się do jego czoła, na którym ze zdziwieniem zauważyła małą bliznę. odgarnęła włosy i złożyła na nim pocałunek. odchyliła się a visdomir uśmiechnął się i znieruchomiał.
Wojowniczka klęczała pomiędzy dwoma martwymi ciałami osób, które zmieniły jej los.
ale nie była tu sama. Wokół niej zebrał się cały oddział krellion który był nieźle wkurzony
- zaczekajcie! dowódczyni nakazała wam... - próbował jabarkas, ale szeregowi wojownicy nie chcieli go słuchać
- te szumowiny złamały reguły pojedynku! - ryknął wielki dryblas na przodzie - i kto teraz ma być niby naszym dowódcą? ty? - opluł jabarkasa i popchnął go a ork niemal przewrócił się na ciało krellion.
- pożałujesz tego, Kirk! - wrzasnął i rzucił się na mięsniaka. Abi w tym czasie szybko wstała i rozejrzała się wokoło - była w całkowitej pułapce bez wyjścia, a krąg berserkerów wciąż się zaciśniał... "Byłam taka głupia!" - pomyślała - "choć orczyca zachowała się honorowo, przecież szeregowi wojownicy nie rozumieją całej sytuacji i w sumie mamy z nimi wojne to czemu mieliby mnie puścić???" Pomyślała nad możliwą drogą ucieczki, ale sytuacja była beznadziejna a jej ciało oraz moc wyczerpane do cna. Musiała przygotować się na okrutny koniec, z którego dumna mogłaby być każda wojowniczka. Ale może...
czy ktoś przyjdzie jej na pomoc?
cdn.
piątek, 13 października 2017
Rozdział XXV - Wojowniczka rusza do walki
- Wspaniała robota - powiedział krol tralossk przyglądając się pięknie rzeźbionemu kielichowi który przyniosła tina i paula
- nie ma sprawy - powiedziały dziewczyny. wszyscy troje stali nad stawem hydr w Cocojumbo nowej bazie wypadowej Tralosska w pobliżu Wrót Żywiołów i zamku Crag Hacka. To stąd miał ruszyć atak na wojska zła
- Dałbym wam za to tytuły, sławę i bogactwa mojego kraju.. - zaczął król, a dziewczyny przyjrzały się mu uważnie - ale to nic nie znaczy dopóki nie zgładzimy crag hacka. Jego śmierć będzie najbardziej fajną nagrodą za nasze trudy - powiedział, a tina pokiwała energicznie głową
- takie mścicielki jak my nie potrzebują żadnych świecidełek wystarczy krew naszych wrogów! - powiedziała wznosząc swój czakram w górę który zalśnił odbitym światłem a król się zaśmiał
- spójrzcie, moje wojowniczki, jak dzięki wam rodzi się szansa naszego zwyciestwa - powiedział król, zamachnął się i... wrzucił graala do bagna
- cooo? - krzyknęła paula - ale szukałyśmy go tyle czasu!!!
- poczekaj... - powiedział tralossk wpatrując się w skupieniu w koła na wodzie bagna tam gdzie wpadł puchar. nagle jezioro zaczeło bulgotać i zaczęła wychodzić z niego wielka rosiczka aż na końcu zakwitła na środku miasta pięknym kwiatem. wszyscy od razu poczuli napływającą siłę do walki
- teraz to miasto jest pobłogosławione - powiedział tralossk - a z tą siłą pokonamy każde zło
- tak! - krzyknęły dziewczyny podskakując i przybijając sobie piątke. król jednym ruchem obrócił się szeleszcząc swoim czerwonym płaszczem i poszedł w stronę kwatery dowodzenia
- podwoić naukę nowych żołnierzy! - wydał krótki rozkaz
- tak jest! - zasalutowal alkin i pobiegł do koszar. dziewczyny stały jeszcze przez chwilę, patrząc na piękno kwiatu...
***
to było już dawno temu. teraz dziewczyny stały w pełnych zbrojach na zewnątrz zamku wrót żywiołów i brały udziałw przeglądzie wojsk a obie miały za sobą armie bagna. Cztery różne rasy zgromadziły sie w tym miejscu by zgładzić ostatniego przeciwnika w tej części świata. Na czele wojsk fortecy stała Nela z zastępem dżinów i czarodziei, na czele wrót żywiołów abi i jej przyjaciele, na czele elfów jenova a na czele wojsk cytadeli sam król tralossk w wojennej zbroi skorzanej razem ze swoimi najlepszymi wojownikami i paulą i tiną po obu stronach swojego gorgona na którym jechał. na przeciwległej stronie przyszłego pola bitwy gromadziły sie wojska nieprzyjaciela
- pss abi! - szepnęła reni która została w oddziałach wrót chociaż mogła iść do cytadeli - zobacz tam
abi obróciła się za palcem reni i oczy jej zdębiały.
- dlaczego on tu jest? - zapytała szeptem w przestrzeń, patrząc na swojego byłego chłopaka... a właściwie zdradliwom szumowine która zachowała sie jak ostatni skunks. Odkąd zerwała z visdomirem całkowicie sie zmieniła nabrała siły i pewności siebie. Już nigdy nie wpadnie w sidła zdradzieckiej miłości takiej jak ta a do czarodzieja czuła tylko wzgarde. Mimowolnie szukała jednak zwrokiem swojej rywalki która jej odebrała chłopaka - tej szczypawicy Julki. Z satysfakcją wyprostowała się na siodle swojego rumaka nie zauważając jej drobnego ciałka u boku swojego byłego
- mam nadzieje że u nich wszystko jak najgorzej - powiedziała wesoło, a reni parsknęła śmiechem
nagle zagrzmiał wojenny róg i wszyscy zwrócili uwagę na środek przed oddziałami. wjechał tam na koniu król tralossk w towarzystwie neli, thane'a i jenovy.
- wspaniali wojownicy i dzielni magowie - zagrzmiał magicznie wzmocniony głos neli i wszyscy wsłuchali się w dowódców - przedstawiciele wielu ras! zjednoczyliśmy się tutaj pod jednym celem - zmiażdżeniu potegi crag hacka lidera barbarzyńców krewlodu który najeżdża nasze ziemie odkąd zaczął swoje panowanie!
- Crag Hacka, który zniewolił nasz lud lecz się wyswobodziliśmy i teraz oddamy pięknym za nadobne! - ryknął tralossk, a wojska bagniaków zagrzmiały wiwatem
- Crag Hacka który wypacza ścieżki natury! - ryknęła jenova wznosząc swój łuk a elfy zasalutowały
- I wreszcie - powiedział thane i wskazał na abi, która uroczyście wjechała na środek. czuła niezłą tremę bo miała przemówić przed całymi wojskami a potem ci żołnierze będa oddawać życie za ich zwycięstwo. przełknęła gule w gardle, obróciła się na swoim koniu i rozpoczęła. wiedziała że visdomir wpatruje się w nią jak w boski klejnot ale nie obchodziło jej to
- Zanim zacznę chciałabym by wszystkie dziewczyny które zainspirowałam wyłoniły się z tłumu! Towarzyszki! Stańmy razem w tej decydującej chwili! Pokażcie swoją siłę i bez wstydu oddajcie sprawiedliwość! - krzyknęła abi wznosząc swój miecz. Paula i Tina niemal natychmiast ruszyły galopem w strone abi i stanęły po obu jej stronach mijając tralosska który nie mógł ukryć szerokiego uśmiechu. Powoli, lecz ustawicznie coraz więcej dziewczyn wyłoniało się od dwóch stron - z oddziałów elfów i fortecy - niegdyś ubezwłasnowolnione i rozbite, teraz w lśniących zbrojach często z krótko obciętymi włosami i bliznami od walki. Po kilku minutach ok 50 dziewczyn stało u boku abi, a żadna z nich zdawała nie ustępować jej w rynsztunku i woli walki. zaskoczona abi zauważyła, że wraz z tłumem dziewczyn przyszła też julka. Popatrzyła na nią groźnie, a ta tylko delikatnie się uśmiechnęła
- jesteśmy w tym razem abi - powiedziała, dotykając swojego brzucha tam, gdzie niegdyś ugodziła ją krellion. Abi postanowiła nie odzywać się do julki ale przetestować jej siłę walki - swoimi czynami miała odkupić dawną winę bo na visdomirze i tak jej już nie zalerzało ale dziewczyna splamiła swój honor więc tylko skinęła jej głową
- Oto lud, który wraz z przyjaciółmi wyprowadziłam z niewoli! - zagrzmiała abi a jej głos rozniósł się po całych oddziałach - dowód na to że polityka niewolnictwa crag hacka jest niesłuszna! te dziewczyny wielokrotnie udowodniły swoją wartość w wielu bojach i obronie tego w co wierzą! Nigdy nie będą już marionetkami i inne dziewczyny z marionectwa wyratują! Wraz z nimi nie zawaham się oddać życia za powodzenie naszej misji! - słońce piekło delikatnie jej skóre a na polu nastała cisza. Jedna z dziewczyn beti nagle wzniosła pięść w górę i krzyknęła
- do boju! ruszajmy na twierdzę! - kryzknęła, a inne dziewczyny rozwrzeszczały się za nią i zaczęły tupać nogami do rytmu co sprawiało wojownicze wrażenie
- Żołnierze! - krzyknął tralossk zjawiając się u ramienia abi, które dotknął swoją zimną ręką a abi zamiast na niego nawrzeszczeć tylko się uśmiechnęła. Wiedziała, że król musi grać pierwsze skrzypce bo ma taką role
- wielu z was może zginąć w tym boju jednak pamiętajcie że nie giniecie na marne! Klęska crag hacka to światła przyszłość dla naszego rodu! - krzyknął a ważki wzniosły się w powietrze robiąc piękne wzory zakręcone
- napiąć łuki! idziemy! - krzyknęła jenova i czwórka głównych dowódców - abi, tralossk, jenova i nela, a za nimi ich przyboczniacy, np reni, tina, paula, thane, dessa, pati, ignissa itd wyruszyli. Słońce zagasło - rozpoczynała się wielka krwawa bitwa, a pogoda wiedziała, że odpowiednim nastrojem dla niej będą cięzkie szare chmury... a potem krwawy zachód słońca...
***
Abi nie wiedziała jednak, że nie tylko wojacy Przymierza slyszeli jej płomienną mowę. Samotny mały jaszcząb zawrócił znad pola bitwy, minął górę i las i wylądował na ramieniu Oris - mistrza sokolego zwroku twierdzy. Jasnowłosa dziewczyna nie mogła złapać tchu z wrażenia i natychmiast pobiegła do namiotu dowództwa
- ...wystarczająco dużo wody, panie - usłyszała orkowski szept należący do krellion
- doskonale. pamiętaj, że zapasy muszą być otoczone największą ochroną - powiedział crag hack i oris nie mogła dłużej czekać więc wbiegła do pokoju i aż pośliznęła się na dywaniku i przejechała 2m
- mam ważną wiadomość! bardzo ważną wiadomość! - krzykła dziewczyna zamykając oczy i ściskając pięści które dała za siebie wychylając się do przodu i shylając głowę przed crag hackiem. dowódca barbarzyńców w skórzanych obcisłych spodniach i skórzanych pasach uwydatniających jego umięsnione ciało oraz skórzanych naramiennikach wstał ze swojego tronu i podszedł powoli do rozdygotanej dziewczyny stawiając cięzkie kroki w swoich zakutych butach. w rece dzierżył swój rogaty hełm a w drugiej swój wielki miecz. Jego oczy na dzikiej twarzy zdawały się błyszczeć nie tylko brązem, ale też nutką czerwieni... Krellion nadal siedziała na swoim fotelu z nogami danymi na stół, a sprawiający wrażenie zaniedbanego Jabarkas w kącie ostrzył swój topór i wsłuchiwał się w całą dyskusje. Dowódca stanął naprzeciwko dziewczyny i był od niej prawie 2 razy wyższy. Kucnął przy niej dotykając swoim płaszczem z wilczej skóry ziemi i jak zwykł to robić podniósł jej głowę do góry za brodę swoją wielką ręką tak, że mógł zmiażdżyć jej gardło
- jaka wiadomość jest na tyle ważna by przeszkadzać w naszej naradzie? - zapytał bardzo blisko twarzy oris aż dziewczyna się przelękła bo serio widziała wszystkie szczegóły jego twarzy i w sumie mógł ją udusić tu i teraz
- dowódco... Abigail Knox... Ona żyje! - wysapała Oris - Ja widziałam... Monitorowałam pole bitwy swoim sokolim zwrokiem jak mi nakazałeś i... - Ale dziewczyna nie dokończyła. Widziała, jak wyraz twarzy crag hacka zmienia się od tej informacji aż dowódca wybuchnął głośnym śmiechem i aż ją troche opluł
"fuuu" - pomyślała oris ale nie powiedziała tego na głos bo by ją zabił
- Jabarkasie! - zagrzmiał crag hack, wstając z kolan. Zapuszczony ork popatrzył na niego wilkiem i wstał salutując
- Nie słyszałeś? - Crag Hack roześmiał się serdecznie i klepnął Jabarkasa po plecach tak, że ork aż wydał ryk
- Twoja dziewczynka nadal jest na chodzie. - szepnął mu do ucha nachylając się tak blisko że jabarkas poczuł jego ciepły oddech ale potem pokiwał głową i wyszczerzył zęby w okrutnym grymasie . Nie uszło to uwadze orczycy, która jak z bicza strzelił wstała ze swojego fotela i podeszła szybkim krokiem do dziewczyny
- Powtórz to mi prosto w oczy - powiedziała, biorąc pokaźny łyk ze swojej manierki i nachylając się nad klęcząca Oris - Abigail Knox nadal żyje? - zmrużyła swoje zielone oczy, badawczo wpatrując się w wystraszoną wieszczkę
- Jestem tego pewna na 100% - powiedziała oris, a Krellion odrzuciła ją na bok i zaśmiała się w powietrze
- Jabarkas! Idziemy z nią zatańczyć! - ryknęła, natychmiast przywołując swoich sługusów którzy ubierali jej już napierśnik do walki. Złapała swój wielki miecz i zbliżyła się do wyjścia z namiotu. Teraz sługusi nakładali jej hełm a światło słońca padało prosto do namiotu przyświecając na jego metalowej pokrywie
- Czas rozpocząć bój! - krzyknęła i zbiegła ze zbocza namiotu, a jabarkas zaraz za nią. Crag Hack przez chwilę poprawiał coś w swojej zbroi i gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik i już miał wychodzić z namiotu to obrócił się powoli, przypominając sobie o istnieniu dziewczyny
- Oris? - Powiedział cicho, a dziewczyna oglądnęła się na niego
- Tak, panie? - zapytała niemal szeptem wiedząc już, co ją czeka
- Zaczekaj tu na mnie i nie opuszczaj namiotu - powiedział crag hack wychodząc z paskudnym uśmiechem. Dziewczyna padła na ziemię szlochając cicho. Oddałaby wszystko, by być teraz na polu bitwy - ale po przeciwnej stronie barykady.
***
Szarża wilczych jeźdźców ruszyła, a elfie łuki napięły się z jękiem.
- Strzał! - ryknęła Jenova, wypuszczając magiczną strzałę, która ze świstem wyprzedziła inne i trafiła w jednego z najszybciej biegnących jeźdźców. Grad strzał spadł na wojska nadciągających barbarzyńców, a w pierwszej linii Abi wraz z przyjaciółmi właśnie zderzyła się z pierwszą falą przeciwników. Wojowniczka choć mogła się tego spodziewać to nie wiedziała, że jej prześladowczyni - okrutna Krellion podąża jej śladem, by stoczyć z nią pojedynek na śmierć i życie. Wszystko miało przesądzić się w następnych godzinach.
Świeża posoka skropiła ziemię.
Wojna się rozpoczęła.
cdn.
- nie ma sprawy - powiedziały dziewczyny. wszyscy troje stali nad stawem hydr w Cocojumbo nowej bazie wypadowej Tralosska w pobliżu Wrót Żywiołów i zamku Crag Hacka. To stąd miał ruszyć atak na wojska zła
- Dałbym wam za to tytuły, sławę i bogactwa mojego kraju.. - zaczął król, a dziewczyny przyjrzały się mu uważnie - ale to nic nie znaczy dopóki nie zgładzimy crag hacka. Jego śmierć będzie najbardziej fajną nagrodą za nasze trudy - powiedział, a tina pokiwała energicznie głową
- takie mścicielki jak my nie potrzebują żadnych świecidełek wystarczy krew naszych wrogów! - powiedziała wznosząc swój czakram w górę który zalśnił odbitym światłem a król się zaśmiał
- spójrzcie, moje wojowniczki, jak dzięki wam rodzi się szansa naszego zwyciestwa - powiedział król, zamachnął się i... wrzucił graala do bagna
- cooo? - krzyknęła paula - ale szukałyśmy go tyle czasu!!!
- poczekaj... - powiedział tralossk wpatrując się w skupieniu w koła na wodzie bagna tam gdzie wpadł puchar. nagle jezioro zaczeło bulgotać i zaczęła wychodzić z niego wielka rosiczka aż na końcu zakwitła na środku miasta pięknym kwiatem. wszyscy od razu poczuli napływającą siłę do walki
- teraz to miasto jest pobłogosławione - powiedział tralossk - a z tą siłą pokonamy każde zło
- tak! - krzyknęły dziewczyny podskakując i przybijając sobie piątke. król jednym ruchem obrócił się szeleszcząc swoim czerwonym płaszczem i poszedł w stronę kwatery dowodzenia
- podwoić naukę nowych żołnierzy! - wydał krótki rozkaz
- tak jest! - zasalutowal alkin i pobiegł do koszar. dziewczyny stały jeszcze przez chwilę, patrząc na piękno kwiatu...
***
to było już dawno temu. teraz dziewczyny stały w pełnych zbrojach na zewnątrz zamku wrót żywiołów i brały udziałw przeglądzie wojsk a obie miały za sobą armie bagna. Cztery różne rasy zgromadziły sie w tym miejscu by zgładzić ostatniego przeciwnika w tej części świata. Na czele wojsk fortecy stała Nela z zastępem dżinów i czarodziei, na czele wrót żywiołów abi i jej przyjaciele, na czele elfów jenova a na czele wojsk cytadeli sam król tralossk w wojennej zbroi skorzanej razem ze swoimi najlepszymi wojownikami i paulą i tiną po obu stronach swojego gorgona na którym jechał. na przeciwległej stronie przyszłego pola bitwy gromadziły sie wojska nieprzyjaciela
- pss abi! - szepnęła reni która została w oddziałach wrót chociaż mogła iść do cytadeli - zobacz tam
abi obróciła się za palcem reni i oczy jej zdębiały.
- dlaczego on tu jest? - zapytała szeptem w przestrzeń, patrząc na swojego byłego chłopaka... a właściwie zdradliwom szumowine która zachowała sie jak ostatni skunks. Odkąd zerwała z visdomirem całkowicie sie zmieniła nabrała siły i pewności siebie. Już nigdy nie wpadnie w sidła zdradzieckiej miłości takiej jak ta a do czarodzieja czuła tylko wzgarde. Mimowolnie szukała jednak zwrokiem swojej rywalki która jej odebrała chłopaka - tej szczypawicy Julki. Z satysfakcją wyprostowała się na siodle swojego rumaka nie zauważając jej drobnego ciałka u boku swojego byłego
- mam nadzieje że u nich wszystko jak najgorzej - powiedziała wesoło, a reni parsknęła śmiechem
nagle zagrzmiał wojenny róg i wszyscy zwrócili uwagę na środek przed oddziałami. wjechał tam na koniu król tralossk w towarzystwie neli, thane'a i jenovy.
- wspaniali wojownicy i dzielni magowie - zagrzmiał magicznie wzmocniony głos neli i wszyscy wsłuchali się w dowódców - przedstawiciele wielu ras! zjednoczyliśmy się tutaj pod jednym celem - zmiażdżeniu potegi crag hacka lidera barbarzyńców krewlodu który najeżdża nasze ziemie odkąd zaczął swoje panowanie!
- Crag Hacka, który zniewolił nasz lud lecz się wyswobodziliśmy i teraz oddamy pięknym za nadobne! - ryknął tralossk, a wojska bagniaków zagrzmiały wiwatem
- Crag Hacka który wypacza ścieżki natury! - ryknęła jenova wznosząc swój łuk a elfy zasalutowały
- I wreszcie - powiedział thane i wskazał na abi, która uroczyście wjechała na środek. czuła niezłą tremę bo miała przemówić przed całymi wojskami a potem ci żołnierze będa oddawać życie za ich zwycięstwo. przełknęła gule w gardle, obróciła się na swoim koniu i rozpoczęła. wiedziała że visdomir wpatruje się w nią jak w boski klejnot ale nie obchodziło jej to
- Zanim zacznę chciałabym by wszystkie dziewczyny które zainspirowałam wyłoniły się z tłumu! Towarzyszki! Stańmy razem w tej decydującej chwili! Pokażcie swoją siłę i bez wstydu oddajcie sprawiedliwość! - krzyknęła abi wznosząc swój miecz. Paula i Tina niemal natychmiast ruszyły galopem w strone abi i stanęły po obu jej stronach mijając tralosska który nie mógł ukryć szerokiego uśmiechu. Powoli, lecz ustawicznie coraz więcej dziewczyn wyłoniało się od dwóch stron - z oddziałów elfów i fortecy - niegdyś ubezwłasnowolnione i rozbite, teraz w lśniących zbrojach często z krótko obciętymi włosami i bliznami od walki. Po kilku minutach ok 50 dziewczyn stało u boku abi, a żadna z nich zdawała nie ustępować jej w rynsztunku i woli walki. zaskoczona abi zauważyła, że wraz z tłumem dziewczyn przyszła też julka. Popatrzyła na nią groźnie, a ta tylko delikatnie się uśmiechnęła
- jesteśmy w tym razem abi - powiedziała, dotykając swojego brzucha tam, gdzie niegdyś ugodziła ją krellion. Abi postanowiła nie odzywać się do julki ale przetestować jej siłę walki - swoimi czynami miała odkupić dawną winę bo na visdomirze i tak jej już nie zalerzało ale dziewczyna splamiła swój honor więc tylko skinęła jej głową
- Oto lud, który wraz z przyjaciółmi wyprowadziłam z niewoli! - zagrzmiała abi a jej głos rozniósł się po całych oddziałach - dowód na to że polityka niewolnictwa crag hacka jest niesłuszna! te dziewczyny wielokrotnie udowodniły swoją wartość w wielu bojach i obronie tego w co wierzą! Nigdy nie będą już marionetkami i inne dziewczyny z marionectwa wyratują! Wraz z nimi nie zawaham się oddać życia za powodzenie naszej misji! - słońce piekło delikatnie jej skóre a na polu nastała cisza. Jedna z dziewczyn beti nagle wzniosła pięść w górę i krzyknęła
- do boju! ruszajmy na twierdzę! - kryzknęła, a inne dziewczyny rozwrzeszczały się za nią i zaczęły tupać nogami do rytmu co sprawiało wojownicze wrażenie
- Żołnierze! - krzyknął tralossk zjawiając się u ramienia abi, które dotknął swoją zimną ręką a abi zamiast na niego nawrzeszczeć tylko się uśmiechnęła. Wiedziała, że król musi grać pierwsze skrzypce bo ma taką role
- wielu z was może zginąć w tym boju jednak pamiętajcie że nie giniecie na marne! Klęska crag hacka to światła przyszłość dla naszego rodu! - krzyknął a ważki wzniosły się w powietrze robiąc piękne wzory zakręcone
- napiąć łuki! idziemy! - krzyknęła jenova i czwórka głównych dowódców - abi, tralossk, jenova i nela, a za nimi ich przyboczniacy, np reni, tina, paula, thane, dessa, pati, ignissa itd wyruszyli. Słońce zagasło - rozpoczynała się wielka krwawa bitwa, a pogoda wiedziała, że odpowiednim nastrojem dla niej będą cięzkie szare chmury... a potem krwawy zachód słońca...
***
Abi nie wiedziała jednak, że nie tylko wojacy Przymierza slyszeli jej płomienną mowę. Samotny mały jaszcząb zawrócił znad pola bitwy, minął górę i las i wylądował na ramieniu Oris - mistrza sokolego zwroku twierdzy. Jasnowłosa dziewczyna nie mogła złapać tchu z wrażenia i natychmiast pobiegła do namiotu dowództwa
- ...wystarczająco dużo wody, panie - usłyszała orkowski szept należący do krellion
- doskonale. pamiętaj, że zapasy muszą być otoczone największą ochroną - powiedział crag hack i oris nie mogła dłużej czekać więc wbiegła do pokoju i aż pośliznęła się na dywaniku i przejechała 2m
- mam ważną wiadomość! bardzo ważną wiadomość! - krzykła dziewczyna zamykając oczy i ściskając pięści które dała za siebie wychylając się do przodu i shylając głowę przed crag hackiem. dowódca barbarzyńców w skórzanych obcisłych spodniach i skórzanych pasach uwydatniających jego umięsnione ciało oraz skórzanych naramiennikach wstał ze swojego tronu i podszedł powoli do rozdygotanej dziewczyny stawiając cięzkie kroki w swoich zakutych butach. w rece dzierżył swój rogaty hełm a w drugiej swój wielki miecz. Jego oczy na dzikiej twarzy zdawały się błyszczeć nie tylko brązem, ale też nutką czerwieni... Krellion nadal siedziała na swoim fotelu z nogami danymi na stół, a sprawiający wrażenie zaniedbanego Jabarkas w kącie ostrzył swój topór i wsłuchiwał się w całą dyskusje. Dowódca stanął naprzeciwko dziewczyny i był od niej prawie 2 razy wyższy. Kucnął przy niej dotykając swoim płaszczem z wilczej skóry ziemi i jak zwykł to robić podniósł jej głowę do góry za brodę swoją wielką ręką tak, że mógł zmiażdżyć jej gardło
- jaka wiadomość jest na tyle ważna by przeszkadzać w naszej naradzie? - zapytał bardzo blisko twarzy oris aż dziewczyna się przelękła bo serio widziała wszystkie szczegóły jego twarzy i w sumie mógł ją udusić tu i teraz
- dowódco... Abigail Knox... Ona żyje! - wysapała Oris - Ja widziałam... Monitorowałam pole bitwy swoim sokolim zwrokiem jak mi nakazałeś i... - Ale dziewczyna nie dokończyła. Widziała, jak wyraz twarzy crag hacka zmienia się od tej informacji aż dowódca wybuchnął głośnym śmiechem i aż ją troche opluł
"fuuu" - pomyślała oris ale nie powiedziała tego na głos bo by ją zabił
- Jabarkasie! - zagrzmiał crag hack, wstając z kolan. Zapuszczony ork popatrzył na niego wilkiem i wstał salutując
- Nie słyszałeś? - Crag Hack roześmiał się serdecznie i klepnął Jabarkasa po plecach tak, że ork aż wydał ryk
- Twoja dziewczynka nadal jest na chodzie. - szepnął mu do ucha nachylając się tak blisko że jabarkas poczuł jego ciepły oddech ale potem pokiwał głową i wyszczerzył zęby w okrutnym grymasie . Nie uszło to uwadze orczycy, która jak z bicza strzelił wstała ze swojego fotela i podeszła szybkim krokiem do dziewczyny
- Powtórz to mi prosto w oczy - powiedziała, biorąc pokaźny łyk ze swojej manierki i nachylając się nad klęcząca Oris - Abigail Knox nadal żyje? - zmrużyła swoje zielone oczy, badawczo wpatrując się w wystraszoną wieszczkę
- Jestem tego pewna na 100% - powiedziała oris, a Krellion odrzuciła ją na bok i zaśmiała się w powietrze
- Jabarkas! Idziemy z nią zatańczyć! - ryknęła, natychmiast przywołując swoich sługusów którzy ubierali jej już napierśnik do walki. Złapała swój wielki miecz i zbliżyła się do wyjścia z namiotu. Teraz sługusi nakładali jej hełm a światło słońca padało prosto do namiotu przyświecając na jego metalowej pokrywie
- Czas rozpocząć bój! - krzyknęła i zbiegła ze zbocza namiotu, a jabarkas zaraz za nią. Crag Hack przez chwilę poprawiał coś w swojej zbroi i gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik i już miał wychodzić z namiotu to obrócił się powoli, przypominając sobie o istnieniu dziewczyny
- Oris? - Powiedział cicho, a dziewczyna oglądnęła się na niego
- Tak, panie? - zapytała niemal szeptem wiedząc już, co ją czeka
- Zaczekaj tu na mnie i nie opuszczaj namiotu - powiedział crag hack wychodząc z paskudnym uśmiechem. Dziewczyna padła na ziemię szlochając cicho. Oddałaby wszystko, by być teraz na polu bitwy - ale po przeciwnej stronie barykady.
***
Szarża wilczych jeźdźców ruszyła, a elfie łuki napięły się z jękiem.
- Strzał! - ryknęła Jenova, wypuszczając magiczną strzałę, która ze świstem wyprzedziła inne i trafiła w jednego z najszybciej biegnących jeźdźców. Grad strzał spadł na wojska nadciągających barbarzyńców, a w pierwszej linii Abi wraz z przyjaciółmi właśnie zderzyła się z pierwszą falą przeciwników. Wojowniczka choć mogła się tego spodziewać to nie wiedziała, że jej prześladowczyni - okrutna Krellion podąża jej śladem, by stoczyć z nią pojedynek na śmierć i życie. Wszystko miało przesądzić się w następnych godzinach.
Świeża posoka skropiła ziemię.
Wojna się rozpoczęła.
cdn.
piątek, 6 października 2017
Rozdział XXIV - Wojowniczka i skryte sekrety
- ...Abi! Abi! Otwórz oczy! - usłyszała znajomy głos gdzieś z oddali "Jeszcze nie teraz... musze coś załatwić dziewczyny!" - Wysłała silną myśl ale nie była pewna czy ona doszła do jej przyjaciółek. Widziała przed sobą światło które ją wołało... Biegła w jego strone ale ono nie przybliżało sie ani troche a z jego środka wychodziła jakaś ciemna umięśniona postać ale nie było widać szczegółów bo był cień na niej
- Abigail Knox - powiedziało głębokim głosem który zdawał się być jednak miły dla abi
- tak to ja - powiedziała abi
nagle wszystko wokół sie rozmyło i leciało w dół i abi przycisnęło do niewidzialnej ziemi
- aaaa! - abi widziała swoją wioskę z lotu ptaka ale wszystko cały czas leciało w dół i obraz był zaszumiony takimi kreskami jak od deszczu. dziewczyna spostrzegła jak niebo staje się czerwone a wszystkie domy murszeją i się rozpadają a potem znowu były normalne i znowu rozwalone i znowu normalne...
- przestań!!! - krzyknęła abi przyciskając ręce do głowy i nagle wszystko ustało jak na zatrzymanym video - niektóre elementy delikantnie się poruszały ale natychmiast wracały w swoje miejsce i otoczenie ogarnęła sepia
- kim jesteś i czemu mi to pokazujesz? - krzyknęła abi w przestrzeń
- jestem tobą - usłyszała szept z boku
- jesteś mną - z drugiej strony
- jestem abi! - usłyszała krzyk gdzieś za sobą i obróciła się. zobaczyła drobną dziewczynę uwiązaną do postronka, z poharatanymi rękami i nogami i w brudnej sukience. to była abi - abi, która nie poznała jeszcze żądzy walki, abi, która dopiero co utraciła swój dom. spojrzała na swoje ręce teraz z odciskami brudne i nieco umięśnione a potem znów na dziewczyne. teraz obok niej siedział jabarkas na pieńku
- jesteś całkiem inna niż one - powiedział jabarkas wskazując na inne dziewczyny które były stosem ciał i się paliły
- nie!!! - krzyknęła młodsza abi i zaczęła się rzucać
"o co chodzi?" - krzyknęła w myślach prawdziwa abi, mająca na sobie zbroję i dzierrząca miecz sprawiedliwości. teraz postacie się zmieniły i widziała jabarkasa na postronku który wyglądał na bardzo osłabionego i biednego a na pieńku siedziała abi w pełnej zbroi gdy zamiast dziewczyn były ciała orków
- ABI! - nagle coś ją wyrwało z wizji i wstała z głośnym chaustem powietrza
- wróciłaś do nas! - krzyknęła uradowana tina i przytuliła swoją przyjaciółkę a od drugiej strony naskoczyła na nią paula. na łóżku obok siedziała uśmiechnięta reni z kroplówką w ręce a abi też miała kroplówke
- a gdzie właściwie byłam - powiedziała zdezorientowana abi odklejając się od swoich koleżanek
- od bitwy minął już tydzień - powiedziała reni na łóżku obok - cały czas byłaś nieprzytomna
Abi bardzo zszokowały te wieści bo wydawało jej się że jeszcze przed chwilą była na polu bitwy "Czyli wygraliśmy bitwę! ale nadal czeka nas wojna..." - pomyślała dziewczyna dająca się ponieść ponuremu humorowi
Nagle drzwi do sali się otworzyły i weszła nela
- Abi, wreszcie wstałaś! - krzyknęła dżinka - mam dla ciebie bardzo dobre wieści
- jakie? - spytała abi zaskoczona. nie spodziewała się tu dżinki
- forteca docenia co zrobiłaś tu we wrotach żywiołów - powiedziała nela - i już nie jest na ciebie wkurzona
abi od razu zrobiło się niezręcznie ale wiedziała jak teraz się zachować
- jestem teraz niezależną wojowniczką. - powiedziała stanowczym tonem - i nie pracuję już na usługach fortecy. - mina neli od razu zrzedła i dżinka opuściła ramiona
- obroniłam wrota żywiołów by ochronić ludzi którzy tu mieszkają - powiedziała abi - nie po to żebyście mieli z tego korzyści. zrobie wszystko by zwyciężyć w walce z crag hakiem i jego bandą więc łącza nas wspólne interesy... ale to wszystko - abi wyłożyła kawe na ławe a nele aż zatkało z wrażenia
- zmieniłaś się abi - powiedziała zimnym tonem
- wojna zmieniła nas wszystkie - powiedziała patrząc na dziewczyny każda z nich była ranna i dostała wojenne blizny a nie znalazły się jeszcze nawet w wirze prawdziwej walki... nela zaś od razu zmieniła fason
- w takim razie cieszymy się że jesteś naszą sojuszniczką abi - powiedziała dżinka a abi uśmiechnęła się do niej nieśmiale
- jak wygląda sytuacja na froncie - dziewczyna prosto z mostu wyłożyła kawe na ławe
- w tej samej chwili gdy pokonałaś dowódcę wojsk przeciwnika nadciągnęły siły króla tralosska - powiedziała tina - a razem z nimi ja i paula
- jesteśmy teraz przybocznymi króla! - powiedziała paula - gdyby nie ty abi nigdy nie opuściłybyśmy tego śmierdzącego obozu i nadal byłybyśmy niewolnicami a teraz... - paula popatrzyła w ziemię - teraz jesteśmy wojowniczkami. I wspólnie zgładzimy zło
- my również szykujemy się do walki - powiedziała nela - i mam nadzieje że zgodzisz się poprowadzić wojska Wrót raz jeszcze - przerwała wpatrzona w dziewczyne - tym razem na stolicę wroga. - wszystkie dziewczyny wstrzymały oddech w oczekiwaniu na reakcje abi
- jasne - powiedziała dziewczyna - ale pozwólcie mi działać na własną rękę
- w porządku... - powiedziała nela cicho i zrobiło się troche dziwnie
- chciałabym z tobą o czymś porozmawiać abi... - nela spojrzała na dziewczyny zgromadzone w pokoju - ale chciałabym, żebyście na moment wyszły bo to osobista sprawa - tina chciała zaprotestować ale paula ją powstrzymała ręką
- wyjdziemy - powiedziała kiwając głową ze zrozumieniem
- nie musicie opuszczać pokoju jesteśmy przyjaciółkami - powiedziała abi ale dziewczyny już zamknęły za sobą drzwi. została z nimi tylko reni która była widocznie zbita z pantałyku
- to będzie okej jeśli tu zostanę? - popatrzyła jaszczuroczłeczka na dżinkę a potem na swoją kroplówke. była totalnie przytwierdzona do łóżka. nela tylko machneła ręką na znak, że nic z tym nie mogą zrobić a reni obróciła się do ściany i przysłoniła swoje uszy grzebieniem
- chciałabym z tobą pomówić o thanie - powiedziała nela a abi westchnęła. przypomniała sobie wszystko co stało się na wieży tamtej nocy i nie była zła na dżina - po prostu bardzo się wystraszyła i dostała szoku
- czyli wiesz o tym co się wtedy stało? - zapytała podejrzliwie a dżinka usiadła na skraju jej łóżka i pokiwała na tak
- thane nie wyszedł z wieży od tamtego czasu - powiedziała nela spuszczając smutnie zwrok - jest na siebie wściekły za to co zrobił
- nie do końca rozumiem - powiedziała abi
- Zapewne zauważyłaś jak bardzo zainteresowałaś thane'a... - powiedziała nela bawiąc się czymś w swoich rękach i abi dostrzegła, że był to pierścionek który o czymś jej przypominał...
- chciałabym opowiedzieć ci historię która zdarzyła się bardzo dawno temu - powiedziała nela - a która ma tutaj istotne znaczenie
- słucham. - powiedziała abi która w sumie dopiero teraz dostrzegła że nie ma żadnych większych ran i bez problemu usiadła na łóżku. reni na posłaniu obok odkryła ucho z zainteresowaniem
- W fortecy dawniej mieszkała pewna dżinka... Wiesz, my, dżiny, żyjemy bardzo długo więc to było jeszcze przed twoim narodzeniem. Była bardzo radosna rezolutna i lubiła się ze wszystkimi przekomarzać. Czasem troche wkurzała ale ogólnie była dobrą dziewczyną - powiedziała nela i mrugnęła okiem - I pewnego dnia Thane odkrył, że to właśnie jej życzenia powinien spełniać. rozumiesz, co mam na myśli? - spytała nela
- tak - odparła natychmiast abi - nieprzymuszone dżiny spełniają życzenia osób do których są obecnie najbardziej przywiązane
- wspaniale - powiedziała nela - no więc dżinka poczuła to samo i spędzili ze sobą bardzo wiele cudownych romantycznych chwil. Wreszcie postanowili się pobrać
- ale thane nie ma dziewczyny! - powiedziała abi stanowczo
- zaraz do tego dojdę, nie bądź taka pochopna - powiedziała nela z gorzkim uśmiechem - właśnie wtedy, gdy się zaręczyli... tego dnia naród diabelski zaatakował i wszystko się zmieniło. pożoga ogarnęła całą fortecę i powstało ogromne zamieszanie. musieliśmy się bronić, a nagle okazało się, że z diabłami współpracują też orkowie z krewlodu... - dla neli musiały być to wstrzącające wspomnienia bo jej ręka troche sie telepała i abi za nią złapała a kobieta popatrzyła na nią ciepło - kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a dziewczyna ta nigdy już nie powróciła do fortecy. przepadła jak kamień w wodę... - powiedziała nela smutno i popatrzyła na abi - nie mieliśmy o niej żadnej wieści aż do tamtego roku. Wtedy znalazł cię visdomir - dokończyła dżinka a abi szczena poleciała do ziemi
- czyli abi była kiedyś branką thane'a? - krzyknęła reni z ogromnym zdziwieniem na ustach. abi obróciła się w jej stronę i zauważyła, że jaszczuroczłeczka opiera obydwoma rękami swoje policzki i patrzy na dżinke z wielką ciekawością aż jej usta były otwarte
- nie, nie! - ze śmiechem zareagowała nela - to działo się blisko 100 lat temu. Dziewczyną tą była Daemyr Knox. - ta wiadomość spadła między wszystkich jak miecz
- coooo - powiedziała abi i reni jednocześnie ze zdziwieniem na twarzy
- Odkąd twoja babcia zniknęła z bracady thane nigdy w nikim się nie zakochał - powiedziała nela - oddał się nauce by skutecznie zniszczyć klan demonów. aż do momentu w którym pojawiłaś się ty czyli żywy dowód na to że jego ukochana przeżyła i pozostawiła po sobie ślad. jesteś do niej tak podobna... - powiedziała dżinka nachylając się nad abi
- więc to tydzień temu to... - abi zaczęła ze zdenerwowaniem
- nie wyciągaj tak pochopnych wniosków! - zaśmiała się nela radośnie - thane bardzo się o ciebie troszczy i jest dla ciebie jak ojciec - powiedziała - przeraził się gdy pomyślał że zrobił ci krzywdę... odkąd tylko pojawiłaś się w bracadzie, cały czas wstawiał się za tobą i cię chronił... myślę że powinnaś go odwiedzić abi - i oddać mu to - powiedziała nela, wręczając abi pierścionek. dziewczyna przypomniała sobie teraz wszystko: identyczny pierścionek widziała na palcu swojej mamy, który otrzymała od swojej matki w dzień swoich zaręczyn... mignęło jej zwierciadło ain eingarp, dawno temu, gdy była jeszcze słaba, w którym znajdowały się trzy odbicia - thane, ona oraz jej babcia...
- pójdę od razu - powiedziała dziewczyna i zeskoczyła z łóżka. Nela również z niego wstała i zbliżyła się do drzwi, a gdy je otworzyła, wypadły zza nich dwie dziewczyny
- wiedziałam, że cały czas podsłuchiwałyście - powiedziała dżinka czochrając grzywki pauli i tiny. obróciły się w stronę abi, która w krystalicznie białej szacie stała obok okna trzymając pierścionek w którym odbijały się promienie słońca wpatrując się w niego
- spotkamy się na kolacji - powiedziała do dziewczyn i minęła je w przejściu. usłyszały, jak jej kroki na schodach przyśpieszyły, a potem ujrzały biegnącą sylwetkę przez okno. reni podciągnęła nogi pod brodę i patrzyła na krajobraz z nikłym uśmiechem, który bardzo szybko zszedł z jej twarzy
- czuję, że już niebawem to wszystko się skończy - powiedziała, dotykając swoich ran postrzałowych - ale jakim kosztem...?
Abi znikła w wieży akademickiej, by po chwili wynurzyć się z niej w towarzystwie dżina z którym udała się w stronę jeziora. mieli sobie bardzo wiele do powiedzenia...
***
Crag Hack wyszedł przed swoją twierdzę, wpatrzony w palące słońce.
- wszystko jest gotowe - powiedział podwładny goblin - panie, armia może wyruszać.
- doskonale - powiedział barbarzyńca i spuścił swój zwrok, patrząc na tysiące żołdaków stłoczonych przed twierdzą
- może wygraliście tę jedną bitwę... ale nie wojnę. ŚMIERĆ! KREW! OGIEŃ! - wykrzyknął w niebo machając swoim toporem. odpowiedziało mu morze gardeł...
cdn.
- Abigail Knox - powiedziało głębokim głosem który zdawał się być jednak miły dla abi
- tak to ja - powiedziała abi
nagle wszystko wokół sie rozmyło i leciało w dół i abi przycisnęło do niewidzialnej ziemi
- aaaa! - abi widziała swoją wioskę z lotu ptaka ale wszystko cały czas leciało w dół i obraz był zaszumiony takimi kreskami jak od deszczu. dziewczyna spostrzegła jak niebo staje się czerwone a wszystkie domy murszeją i się rozpadają a potem znowu były normalne i znowu rozwalone i znowu normalne...
- przestań!!! - krzyknęła abi przyciskając ręce do głowy i nagle wszystko ustało jak na zatrzymanym video - niektóre elementy delikantnie się poruszały ale natychmiast wracały w swoje miejsce i otoczenie ogarnęła sepia
- kim jesteś i czemu mi to pokazujesz? - krzyknęła abi w przestrzeń
- jestem tobą - usłyszała szept z boku
- jesteś mną - z drugiej strony
- jestem abi! - usłyszała krzyk gdzieś za sobą i obróciła się. zobaczyła drobną dziewczynę uwiązaną do postronka, z poharatanymi rękami i nogami i w brudnej sukience. to była abi - abi, która nie poznała jeszcze żądzy walki, abi, która dopiero co utraciła swój dom. spojrzała na swoje ręce teraz z odciskami brudne i nieco umięśnione a potem znów na dziewczyne. teraz obok niej siedział jabarkas na pieńku
- jesteś całkiem inna niż one - powiedział jabarkas wskazując na inne dziewczyny które były stosem ciał i się paliły
- nie!!! - krzyknęła młodsza abi i zaczęła się rzucać
"o co chodzi?" - krzyknęła w myślach prawdziwa abi, mająca na sobie zbroję i dzierrząca miecz sprawiedliwości. teraz postacie się zmieniły i widziała jabarkasa na postronku który wyglądał na bardzo osłabionego i biednego a na pieńku siedziała abi w pełnej zbroi gdy zamiast dziewczyn były ciała orków
- ABI! - nagle coś ją wyrwało z wizji i wstała z głośnym chaustem powietrza
- wróciłaś do nas! - krzyknęła uradowana tina i przytuliła swoją przyjaciółkę a od drugiej strony naskoczyła na nią paula. na łóżku obok siedziała uśmiechnięta reni z kroplówką w ręce a abi też miała kroplówke
- a gdzie właściwie byłam - powiedziała zdezorientowana abi odklejając się od swoich koleżanek
- od bitwy minął już tydzień - powiedziała reni na łóżku obok - cały czas byłaś nieprzytomna
Abi bardzo zszokowały te wieści bo wydawało jej się że jeszcze przed chwilą była na polu bitwy "Czyli wygraliśmy bitwę! ale nadal czeka nas wojna..." - pomyślała dziewczyna dająca się ponieść ponuremu humorowi
Nagle drzwi do sali się otworzyły i weszła nela
- Abi, wreszcie wstałaś! - krzyknęła dżinka - mam dla ciebie bardzo dobre wieści
- jakie? - spytała abi zaskoczona. nie spodziewała się tu dżinki
- forteca docenia co zrobiłaś tu we wrotach żywiołów - powiedziała nela - i już nie jest na ciebie wkurzona
abi od razu zrobiło się niezręcznie ale wiedziała jak teraz się zachować
- jestem teraz niezależną wojowniczką. - powiedziała stanowczym tonem - i nie pracuję już na usługach fortecy. - mina neli od razu zrzedła i dżinka opuściła ramiona
- obroniłam wrota żywiołów by ochronić ludzi którzy tu mieszkają - powiedziała abi - nie po to żebyście mieli z tego korzyści. zrobie wszystko by zwyciężyć w walce z crag hakiem i jego bandą więc łącza nas wspólne interesy... ale to wszystko - abi wyłożyła kawe na ławe a nele aż zatkało z wrażenia
- zmieniłaś się abi - powiedziała zimnym tonem
- wojna zmieniła nas wszystkie - powiedziała patrząc na dziewczyny każda z nich była ranna i dostała wojenne blizny a nie znalazły się jeszcze nawet w wirze prawdziwej walki... nela zaś od razu zmieniła fason
- w takim razie cieszymy się że jesteś naszą sojuszniczką abi - powiedziała dżinka a abi uśmiechnęła się do niej nieśmiale
- jak wygląda sytuacja na froncie - dziewczyna prosto z mostu wyłożyła kawe na ławe
- w tej samej chwili gdy pokonałaś dowódcę wojsk przeciwnika nadciągnęły siły króla tralosska - powiedziała tina - a razem z nimi ja i paula
- jesteśmy teraz przybocznymi króla! - powiedziała paula - gdyby nie ty abi nigdy nie opuściłybyśmy tego śmierdzącego obozu i nadal byłybyśmy niewolnicami a teraz... - paula popatrzyła w ziemię - teraz jesteśmy wojowniczkami. I wspólnie zgładzimy zło
- my również szykujemy się do walki - powiedziała nela - i mam nadzieje że zgodzisz się poprowadzić wojska Wrót raz jeszcze - przerwała wpatrzona w dziewczyne - tym razem na stolicę wroga. - wszystkie dziewczyny wstrzymały oddech w oczekiwaniu na reakcje abi
- jasne - powiedziała dziewczyna - ale pozwólcie mi działać na własną rękę
- w porządku... - powiedziała nela cicho i zrobiło się troche dziwnie
- chciałabym z tobą o czymś porozmawiać abi... - nela spojrzała na dziewczyny zgromadzone w pokoju - ale chciałabym, żebyście na moment wyszły bo to osobista sprawa - tina chciała zaprotestować ale paula ją powstrzymała ręką
- wyjdziemy - powiedziała kiwając głową ze zrozumieniem
- nie musicie opuszczać pokoju jesteśmy przyjaciółkami - powiedziała abi ale dziewczyny już zamknęły za sobą drzwi. została z nimi tylko reni która była widocznie zbita z pantałyku
- to będzie okej jeśli tu zostanę? - popatrzyła jaszczuroczłeczka na dżinkę a potem na swoją kroplówke. była totalnie przytwierdzona do łóżka. nela tylko machneła ręką na znak, że nic z tym nie mogą zrobić a reni obróciła się do ściany i przysłoniła swoje uszy grzebieniem
- chciałabym z tobą pomówić o thanie - powiedziała nela a abi westchnęła. przypomniała sobie wszystko co stało się na wieży tamtej nocy i nie była zła na dżina - po prostu bardzo się wystraszyła i dostała szoku
- czyli wiesz o tym co się wtedy stało? - zapytała podejrzliwie a dżinka usiadła na skraju jej łóżka i pokiwała na tak
- thane nie wyszedł z wieży od tamtego czasu - powiedziała nela spuszczając smutnie zwrok - jest na siebie wściekły za to co zrobił
- nie do końca rozumiem - powiedziała abi
- Zapewne zauważyłaś jak bardzo zainteresowałaś thane'a... - powiedziała nela bawiąc się czymś w swoich rękach i abi dostrzegła, że był to pierścionek który o czymś jej przypominał...
- chciałabym opowiedzieć ci historię która zdarzyła się bardzo dawno temu - powiedziała nela - a która ma tutaj istotne znaczenie
- słucham. - powiedziała abi która w sumie dopiero teraz dostrzegła że nie ma żadnych większych ran i bez problemu usiadła na łóżku. reni na posłaniu obok odkryła ucho z zainteresowaniem
- W fortecy dawniej mieszkała pewna dżinka... Wiesz, my, dżiny, żyjemy bardzo długo więc to było jeszcze przed twoim narodzeniem. Była bardzo radosna rezolutna i lubiła się ze wszystkimi przekomarzać. Czasem troche wkurzała ale ogólnie była dobrą dziewczyną - powiedziała nela i mrugnęła okiem - I pewnego dnia Thane odkrył, że to właśnie jej życzenia powinien spełniać. rozumiesz, co mam na myśli? - spytała nela
- tak - odparła natychmiast abi - nieprzymuszone dżiny spełniają życzenia osób do których są obecnie najbardziej przywiązane
- wspaniale - powiedziała nela - no więc dżinka poczuła to samo i spędzili ze sobą bardzo wiele cudownych romantycznych chwil. Wreszcie postanowili się pobrać
- ale thane nie ma dziewczyny! - powiedziała abi stanowczo
- zaraz do tego dojdę, nie bądź taka pochopna - powiedziała nela z gorzkim uśmiechem - właśnie wtedy, gdy się zaręczyli... tego dnia naród diabelski zaatakował i wszystko się zmieniło. pożoga ogarnęła całą fortecę i powstało ogromne zamieszanie. musieliśmy się bronić, a nagle okazało się, że z diabłami współpracują też orkowie z krewlodu... - dla neli musiały być to wstrzącające wspomnienia bo jej ręka troche sie telepała i abi za nią złapała a kobieta popatrzyła na nią ciepło - kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a dziewczyna ta nigdy już nie powróciła do fortecy. przepadła jak kamień w wodę... - powiedziała nela smutno i popatrzyła na abi - nie mieliśmy o niej żadnej wieści aż do tamtego roku. Wtedy znalazł cię visdomir - dokończyła dżinka a abi szczena poleciała do ziemi
- czyli abi była kiedyś branką thane'a? - krzyknęła reni z ogromnym zdziwieniem na ustach. abi obróciła się w jej stronę i zauważyła, że jaszczuroczłeczka opiera obydwoma rękami swoje policzki i patrzy na dżinke z wielką ciekawością aż jej usta były otwarte
- nie, nie! - ze śmiechem zareagowała nela - to działo się blisko 100 lat temu. Dziewczyną tą była Daemyr Knox. - ta wiadomość spadła między wszystkich jak miecz
- coooo - powiedziała abi i reni jednocześnie ze zdziwieniem na twarzy
- Odkąd twoja babcia zniknęła z bracady thane nigdy w nikim się nie zakochał - powiedziała nela - oddał się nauce by skutecznie zniszczyć klan demonów. aż do momentu w którym pojawiłaś się ty czyli żywy dowód na to że jego ukochana przeżyła i pozostawiła po sobie ślad. jesteś do niej tak podobna... - powiedziała dżinka nachylając się nad abi
- więc to tydzień temu to... - abi zaczęła ze zdenerwowaniem
- nie wyciągaj tak pochopnych wniosków! - zaśmiała się nela radośnie - thane bardzo się o ciebie troszczy i jest dla ciebie jak ojciec - powiedziała - przeraził się gdy pomyślał że zrobił ci krzywdę... odkąd tylko pojawiłaś się w bracadzie, cały czas wstawiał się za tobą i cię chronił... myślę że powinnaś go odwiedzić abi - i oddać mu to - powiedziała nela, wręczając abi pierścionek. dziewczyna przypomniała sobie teraz wszystko: identyczny pierścionek widziała na palcu swojej mamy, który otrzymała od swojej matki w dzień swoich zaręczyn... mignęło jej zwierciadło ain eingarp, dawno temu, gdy była jeszcze słaba, w którym znajdowały się trzy odbicia - thane, ona oraz jej babcia...
- pójdę od razu - powiedziała dziewczyna i zeskoczyła z łóżka. Nela również z niego wstała i zbliżyła się do drzwi, a gdy je otworzyła, wypadły zza nich dwie dziewczyny
- wiedziałam, że cały czas podsłuchiwałyście - powiedziała dżinka czochrając grzywki pauli i tiny. obróciły się w stronę abi, która w krystalicznie białej szacie stała obok okna trzymając pierścionek w którym odbijały się promienie słońca wpatrując się w niego
- spotkamy się na kolacji - powiedziała do dziewczyn i minęła je w przejściu. usłyszały, jak jej kroki na schodach przyśpieszyły, a potem ujrzały biegnącą sylwetkę przez okno. reni podciągnęła nogi pod brodę i patrzyła na krajobraz z nikłym uśmiechem, który bardzo szybko zszedł z jej twarzy
- czuję, że już niebawem to wszystko się skończy - powiedziała, dotykając swoich ran postrzałowych - ale jakim kosztem...?
Abi znikła w wieży akademickiej, by po chwili wynurzyć się z niej w towarzystwie dżina z którym udała się w stronę jeziora. mieli sobie bardzo wiele do powiedzenia...
***
Crag Hack wyszedł przed swoją twierdzę, wpatrzony w palące słońce.
- wszystko jest gotowe - powiedział podwładny goblin - panie, armia może wyruszać.
- doskonale - powiedział barbarzyńca i spuścił swój zwrok, patrząc na tysiące żołdaków stłoczonych przed twierdzą
- może wygraliście tę jedną bitwę... ale nie wojnę. ŚMIERĆ! KREW! OGIEŃ! - wykrzyknął w niebo machając swoim toporem. odpowiedziało mu morze gardeł...
cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
