wojowniczka abi i reszta paczki schodziła po ciemnych schodach wgłąb ratusza za zlęknioną oris trzymającą przed sobą pochodnie. przeszli bez problemu przez plac pomiędzy twierdzą a dwoma brudnymi fontannami - wieść o pokonaniu crag hacka rozeszła się bardzo szybko i mijali tylko wystraszone kobiety obok swoich domów albo zdezorientowane niewolnice i otępiałych wojowników bo nie wiedzieli co teraz
- nie ważcie się podjąć jakiegokolwiek działania póki nie wróce - ryknął tralossk ze schodów na szczycie ratusza zanim zeszli w dół - to ja pokonałem crag hacka i dobrze wiecie co to znaczy - pokiwał wszystkim palcem i abi obejrzała po pustych twarzach watażków niegdyś tak opętanych gniewem . abi wiedziała co to znaczy - odkąd tralossk pokonał crag hacka to on był oficjalnym przewodniczącym twierdzy i wszyscy powinni go słuchać. nagle przed szereg wyszedł jeden z watażków
- nie będzie nami żądził jaszczurek!!! - krzyknął pochopnie i wyjął swój topór ale dziewczyna usłyszała świst strzały i obejrzała się na bok. to reni przebiła barbarzyńce jednym precyzyjnym strzałem i reszta natychmiast ucichła. wiedzieli kto teraz dzieli skóre na niedźwiedziu
- są strasznie dziwni - powiedziała tina - zachowują się tak jakby...
- wszystko co sprawiało kim są nagle przepadło - dokończył tralossk - i jeśli się nie mylę zaraz zobaczysz o co chodzi. zostańcie tutaj i strzeżcie wejścia do budynku - powiedział do swoich przyboczniaków a oni zasalutowali
***
oris doprowadziła ich do ciemnych drzwi kończących kamienny korytarz
- to tutaj... - szepnęła i delikatnie nacisnęła wielką klamkę
- skąd wiesz o tym miejscu? - spytała zaciekawiona reni a oris wstrząsnęło
- ja... bo ja jestem główną niewolnicą crag... - nagle potrząsnęła głową i powiedziała mniej zlęknionym tonem - byłam nią i to mi zlacał najważniejsze poufne zadanie które teraz zdradze wam
- nie wiedziałam że tu jest taki tunel... - szepnęła paula
- wie o nim naprawde mało osób to tajemnica siły crag hacka - powiedziała oris a król z zaintrygowaniem na twarzy gładził się po swojej brodzie a to samo robił thane ale on gładził prawdziwy zarost bo go miał. dessa i pati spojrzeli na siebie zmartwieni i wrota się otwarły...
buchnął w nich zapach stęchlenia zmieszany z siarką i alkoholem który był dziwnie znajomy abi i zimny wiatr a pochodnia niemal zgasła
- zawsze tak jest - powiedziała oris rezolutnie i podeszła w bok zapalając czarę ognia. nagle światło poleciało po lustrach na cały pokój i w jedną chwilę było jasno prawie jak na górze
- wow... - powiedziały dziewczyny rozglądając się po przestronnym pokoju który musiał być tu od zarania dziejów twierdzy. na ścianach były rzeźby strasznych twarzy i dziwne półki a na środku stała wielka bania z wodą do której z jednej strony wpadała woda z normalnej rzeki (tej samej która wypływa z twierdzy) a z drugiej strony były jakieś rury do skrzynkopieca i miski obok i rury też leciały do góry a obok była wielka hydropompa
- ten zapach... - szepnął thane spoglądając na konstrukcje - jesteśmy teraz kilkadziesiąt metrów od ratusza... - nagle podszedł na środek, przyjrzał się bliżej pracującej maszynie, spojrzał na niepewnie stojącą oris i na wszystkich
- jesteśmy właśnie pod fontannami twierdzy z których wszyscy barbarzyńcy czerpią swoją wodę - powiedział dżin a oris pokiwała powoli głową. dessa cofnął głowę ze zdziwioną miną i spojrzał na pati ze zrozumieniem
- dziewczyno pokaż nam co tutaj musisz robić - powiedział traloskk i wszyscy zwrócili swój zwrok na oris. ta podeszła niepewnie do misy i tlącego się pieca
- wrzucam tutaj kości które znajdują się w tych komorach - powiedziała oris wskazując na wgłębienia w ścianach - ten ogień podgrzewa cały baniak i to tak jakby bojler. później... - mówiąc to otworzyła piec i na wszystkich wyziajało morowe powietrze a przy tym zatkała nos
- biorę szufelką popiół i wrzucam go do tej misy... a później dodaję do nich mieszankę ziół, które znajdują się po tej stronie sali - pokazała na bok i wszyscy tam popatrzyli a pati od razu do nich podeszła
- poznaję to. te zabijają wszystkie aromaty - wskazała na worek pełen fioletowych listków - a te są silnie pobudzające - wskazała na brunatne korzenie obok - zawsze zastanawiało mnie czemu wszystkie szamanki muszą zbierać ich tak dużo bo wystarczyłoby dużo mniej do naszych rytuałów ale zamówienia z twierdzy były ogromne
- gdy już to zrobię, dodaję szczyptę magicznego proszku z tej szkatułki - wskazała na niewielki pojemnik pod urządeniem - a potem kręcę tą korbką - zademonstrowała robiąc to chociaż misa była teraz pusta - a zmielone składniki trafiają do zbiornika nasycając wodę swoją mocą. z niej później robimy alkohol dla naszych wojowników a reszta pompowana jest do góry i...
- i zasila fontanny, z których orkowie oraz ludzie zamieszkujący twierdze korzystają dzień w dzień - dokończył tralossk z szelmowskim uśmiechem a oris pokiwała głową. król odwrócił się nagle do dessy i powiedział
- wszyscy znacie dobrze tego orka który wsławił się w walce ze złem... czym różni się od swoich brutalnych pobratymców? wygląda dokładnie tak samo, dorastał w tym samym miejscu, miał tego samego wodza a różnica jest ogromna i zastanawiało mnie to odkąd go poznałem. dessa nigdy nie skosztował wody z fontanny ponieważ mieszkał daleko od twierdzy i jego rodzina używa swojej własnej studni a nigdy nie pił trunków crag hacka
- już wszystko rozumiem - powiedział powoli ork a jego zwrok się zaognił - gdybym wiedział wcześniej...
- nikt z nas nie wiedział o tym wcześniej bo nikt nie spodziewałby się że crag hack może zrobić coś tak szalonego - powiedział tralossk i spojrzał tym razem na thane'a - przyjacielu z bracady, czy mógłbyś wyjaśnić wojowniczkom, co to za aromat? tak dobrze znany, tak znienawidzony i tak zabójczy... - dokończył i zwiesił głowę
- dawno temu gdy crag hack był jeszcze bardzo młody nasz świat najechały diabły - kregganie przybyli z nieba by podbić nas świat - powiedział thane a wszyscy pokiwali głową bo znali tą historie - choć odwiedzały nasz świat już od dawna. znajdujemy się teraz w starożytnym diablim cmentarzysku a to że znajduje się ono pod osadą orków oznacza, że prawdopodobnie to właśnie ich stworzyciele - powiedział smutno a dla wszystkich to był prawdziwy szok
- więc te kości które spalałam... - powiedziała oris zza ręki zasłaniającej usta
- tak one należą do diabłów - powiedział thane i nagle zawrócił w miejscu a jego płaszcz zaszeleścił i obrócił się wokół takim fajnym ruchem. czarodziej podszedł teraz do misy z magicznym proszkiem
- tą czarnoksięską substancje zaś rozpozna każdy wyuczony mag - lecz nikt o zdrowym umyśle tego nie użyje a w bracadzie jest ona zakazana. - powiedział, po czym nabrał ją na palec i pokazał wszystkim - widzicie jaki ma kolor?
- jest szary... - powiedziała abi zmróżając oczy
- to znaczy że stracił swoją moc bo jego dawca jest martwy - powiedział thane - ten proszek to Polifium. gdy dostanie się do czyjegoś ciała sprawia że osoba na moment staje się całkiem oddana osobie z którą związany jest proch. mieszkańcy twierdzy otrzymywali go niemal z mlekiem matki...
- czyli była to esencja crag hacka? - powiedziała zszokowana reni - i dlatego wszyscy tam, na górze...
- dokładnie tak - powiedział thane - cała ta sprytna mieszanka tworzy razem zabójczą truciznę... narkotyk, który mieszkańcy twierdzy zażywają już od najmłodszych lat. narkotyk, dzięki któremu crag hack trzymał taką potęgę w swojej ręce. narkotyk, który wprowadzał demoniczną energie do ciał swoich biorców rozniecając ich gniew i chęć mordu, jednocześnie wyostrzając zmysły i tłumiąc ból. narkotyk, którego tajemnica działania została zdradzona abi i narkotyk, który nadal działa ale teraz stracił swą moc posłuszeństwa, bo crag hack jest martwy. - dokończył z zastanowieniem, wpatrując się w zdezorientowaną dziewczynę
- abigail knox... - zacmokał król tralossk i przeszedł w kółko abi powoli krocząc - wszyscy poznaliśmy tajemnicę crag hacka, jednak ty jesteś jej dziedzicem. z tą potęgą możesz podbić cały świat - wzniósł w górę ściśniętą pięść - możesz też nakazać pozabijać się watażkom nawzajem, na zawsze kończąc ich mękę w mentalnej niewoli, którą tak dobrze znasz, uwalniając od nich świat. - rozcisnął ją robiąc głuche przyklepanie do ziemi - możesz nakazać im się zmienić i czynić dobro, zapanować nad całą twierdzą i stać się liderką która poprowadzi dawniej brutalny lud do świetlistej przyszłości. - dał ręce na boki w teatralnej pozie - wszystko zależy tylko od ciebie... a my nie wpłyniemy na twą decyzję - stanął naprzeciwko niej i popatrzył jej prosto w oczy - co zamierzasz zrobić, abi?
dziewczyna czuła na sobie zwrok wszystkich w pokoju i popatrzyła na alchemiczną maszynerię. dzięki temu może stać się kimś wielkim... w tajemnicy sterować całym oddziałem barbarzyńców których miałaby na swoje skinienie...
"Wielka wojowniczka, liderka twierdzy Abigail Knox." - usłyszała szept w umyśle
tym razem nie czuła jednak żadnej chwili wachania. bez słowa podeszła do wazy z pyłem Polifium, spojrzała na swoich przyjaciół i...
- hiiya! - wymierzyła siarczystego kopniaka, który rozbił ją na kawałeczki, a chmura pyło wzbiła się w powietrze.
***
nagle ziemia w twierdzy się zatrzęsła ale trwało to tylko jakieś 5 sekund. zdezorientowani mieszkańcy spojrzeli na siebie pytającym zwrokiem i po chwili wrócili do swoich zwykłych czynności. nie wiedzieli jeszcze że właśnie zostali wyswobodzeni z niewoli o której nie mieli nawet pojęcia.
***
pati i dessa szli razem za rękę zamykając korowód szczebiocząc cicho a przed nimi paula i tina, potem reni i thane a na przodzie abi i tralossk.
- dlaczego crag hack chciał bym przejęła jego ohydne dziedzictwo? - powiedziała abi smutnym głosem a król obok wydawał się bardzo zaskoczony
- abi nie widzisz tego? - spojrzał na nią pytającymi oczami - jesteś przecież ideałem silnej wojowniczki! jeśli tylko byś tego zapragnęła mogłabyś zawojować cały świat... i crag hack to wiedział - zauważył to z chwilą gdy odkrył twoją determinację by dopełnić zemsty. byłaś w stanie pokonać jego najlepszych wojowników owładniętych szałem jego piekielnej mikstury i był pewien, że z radością zakończyłaś ich życie. choć doskonale znał twoje możliwości jako wojowniczki nie wiedział o tobie tylko jednego - dodał ciszej i objął ją ramieniem ale patrzył dalej przed siebie - nie zauważył że mimo całego zła którego doświadczyłaś twoje serce pozostało szczere i czyste... lśniło w ciemności dając przykład zniewolonym, prowadząc zagubionych, buntując się wobec zła, niosąc odkupienie upadłym i ratując niewinnych. tego, co było twoją największą siłą i prowadziło cię przez cały czas, chociaż nie byłaś tego nawet świadoma...
- ale strzeliłeś przemowę nie ma co - powiedziała rezolutnie abi i się roześmiała a trallosk też wybuchając śmiechem rozczochrał jej czuprynę
- i mimo wszystkiego czego doświadczyłaś nadal potrafisz szczerze się śmiać! - powiedział głośno - trzy minuty po tym, jak dokonałaś eksplozji największej na świecie nory narkotykowej... tsk. - popatrzył w ziemię, a abi na niego się obejrzała
- o co chodzi? - spytała
- wyobraź sobie że teraz cała wioska crag hacka będzie na przymusowym odwyku. - powiedział król, a abi zadrżały kąciki ust, ale nie zdołała się roześmiać
***
z budynku ratusza wyszedł korowód przyjaciół prowadzony przez oris w białej sukni i wojowniczke abi w kolczej zbroi z obnażonym mieczem. tuż obok szybko zbiegał tralossk który spojrzał w niebo
- nasze wojska już są - powiedział wskazując na ważki czające się ze wszystkich stron
- poproszę pana - ukłonił się teatralnie, na co jego ludzie stanęli dęba, a thane wykonał szybki ruch różdżką i król odwrócił się do całej wioski stojąc na szczycie schodów ratusza. abi spojrzała na fontanny - teraz nieczynne, będące jedynie dwoma bajorami brudnej wody, która nadal jednak była skażona.
- obywatele rockwallen! orkowie, ludzie, trolle, cyklopi i gobliny! Wszyscy usłyszcie mój głos i wyjrzyjcie ze swoich nor bo wojna już się skończyła - ryknął tralossk w przestrzeń a z budynków rzeczywiście zaczęły wychodzić zaciekawione osoby - głównie dzieci, dawne niewolnice i niewiele dorosłych z których przeważały jednak kobiety
- wojska twierdzy zostały zdziesiątkowane a wasz władca obalony w honorowym pojedynku! - krzyknął jaszczuroczłek a oris złapała się za rękaw i popatrzyła w ziemię
- zrobiłaś to, co było słuszne - powiedział do niej cicho dessa i klapnął ją w ramię - dzięki tobie mają szansę odzyskać swoj honor... - oris cicho się rozpłakała i nowi przyjaciele z tyłu objęli ją
- oznacza to, że ja jestem waszym obecnym królem. Jednakże...! - spojrzał po ich zszokowanych twarzach - jestem władcą królestwa, którego siły zmiażdżyły wojska waszego lidera, w którego skład wchodzili wasi mężowie i wasze żony. to oczywiste, że nie zdajecie się pałać miłością do mojej rasy. będąc waszym królem, mógłbym spodziewać się samych skrytobójczych ataków przez możliwe ruchy oporu. potrzebujecie jednak silnego lidera, który poprowadzi was w mrocznych czasach, które dla was nadejdą, lidera, który dzieli z wami krew, przeszłość i duszę. dlatego... - uciął, patrząc na wszystkie zdziwione twarze patrzące w jego stronę - aby ukazać wam, że nadaję się na to stanowisko, dać wyraz swej siły i mocy oraz wyrazić szacunek dla waszych tradycji... - wszyscy słuchali magicznie wzmocnionego głosu z zapartym tchem, a wokół ratusza gromadził się coraz większy tłum
- dlatego właśnie wyzywam na tradycyjny, honorowy pojedynek tę oto wspaniałą wojowniczkę, Abigail Hack, zaginioną córkę waszego wspaniałego wodza! Pojedynek rozpocznie się w samo południe na arenie twierdzy! liczę na to, że wszyscy obywatele stawią się, by obejrzeć, jak krew mego przeciwnika na zawsze zostaje starta z tego świata.
"co!?" - zszokowanej abi niemal oczy nie wyszły z orbit. zrobiło jej się słabo z wrażenia i pisk w uszach zagłuszył cały wrzask, który po chwili ciszy wybuchł z niezliczonych gardeł mieszkańców rockwallen równie zdziwionych jak wszyscy. Czy to możliwe, by była jego córką?
"Tak..." - usłyszała cichy głos w głowie. Nigdy nie poznała swojego ojca, mieszkała jedynie z matką oraz babką, które trafiły do jej wioski po długiej tułaczce... Z przerażeniem przypomniała sobie zwrok crag hacka, jego oczy o kształcie tak zbliżonym do jej oczu... i powoli spojrzała swymi na przyjaciół którzy patrzyli na nią z rozdziawionymi buziami a potem na króla, który nie oglądając się nawet na nią podążył w stronę areny
- Abigail Hack... - wyszeptała oniemiała tina opuszczając brwi wpatrując się w swoją przyjaciółkę a potem padła na kolana w osłabieniu i przytrzymała ją paula.
"Ale... dlaczego? Jak?" - pomyślała zrozpaczona abi w szaleństwie oglądając się na otaczający ją coraz bliższy tłum mieszkańców twierdzy.
Jak zakończy się ta sprawa? Kto zostanie pokonany w pojedynku na śmierć i życie? Czy Abigail Hack przerwie dziedzictwo Crag Hacka, czy to właśnie pod jej berłem twierdza stanie się niepokonana dla całego świata? Co zaplanował Tralossk?
Dowiecie się tego w następnym, ostatnim rozdziale pierwszej sagi opowiadającej o Wojowniczce Abi: Wojowniczka walczy o chwałę.
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz