- Abi! Wraca do nas! - krzyknęła jakaś dziewczyna i abi otwarła oczy. Zobaczyła dach namiotu w którym leżała przykryta jakimiś kocami i miała zabandażowane pół ciała chociaż nie czuła żadnych większych ran
- Jak się tu znalazłam? - spytała w przestrzeń i ujrzała przyjazne twarze jaszczuroczłeków
- Jestem Verdish - powiedziała ciemnowłosa kobieta wchodząca do namiotu - uleczyłam twoje rany po walce z watażkami crag hacka
- dzięki - odpowiedziała abi - ale boli mnie głowa nie pamiętam nic z walki
- dostałaś berdyszem - dodała smutno lekarka - ale już uleczyłam twoje pęknięcie czaszki
- co? - abi dotknęła się po głowie i rzeczywiście znalazła pusty plac bez włosów na boku i zamknęła oczy w skupieniu - pamiętam pokonanie krellion i...
- właśnie... - powiedziała jedna z jaszczuroczłeczek która była troche roztrzepana - bo gdy nasz oddział z królem tralosskiem na czele
- co? - abi przyłożyła rękę do rozdziawionych ust. spotkał ją teraz szok bo na te słowa przypomniała sobie wszystko...
***
Wyczerpana wojowniczka stawiała opór do końca - ramie w ramie z dawnym oprawcą. Byli otoczeni przez horde barbarzyńców rozwścieczonych śmiercią swojej dowódczyni krellion i bijących się między sobą i z nimi też o władze nad oddziałem
- zostawcie mnie krellion pozwoliła mi honorowo odejść! - krzyknęła abi - nie zrobię wam krzywdy nie chodzi mi o was
- chcemy tylko walki! śmierć! ogień! kreww! - ryknął jakiś watażka ludzki i rzucił się na abi z toporem ale jego cios odbił jabarkas
- depczesz jej ciało plugawcze! - ryknął ork i sieknął na odlew i ciało watażki rozpięło się na pół i poleciało gdzieś na bok a ork dalej chronił ciało krellion. abi obejrzała się wokół i w zdezorientowaniu nie mogła znaleźć żadnej drogi ucieczki a w międzyczasie rzucił się na nich kolejny watażka - tym razem ork
- hiyaaa!!! - krzyknęła abi ostatkiem sił i wykonała cios z półobrotu ale ork na jej mieczu nadal ryczał i w sumie poczuła że coś tu jest nie tak chociaż tak zawsze się zachowywali
- i głowe na połowe! - krzyknął machając toporem nad jej twarzą chociaż miał miecz w brzuchu ale ona odbiła cios swoim czakramem i go dobiła. w ferworze walki odwróciła się do jabarkasa
- nie myśl że ci odpuściłam ale musimy na chwile zakopać topór wojenny! - krzyknęła a ork obrócił się skonfundowany. abi zrobiła głęboki wydech powietrza i dodała
- krellion zginęła w boju jak wojowniczka i teraz również my możemy tak zginąć! obrońmy się tu do końca a jeśli nie polegniemy to stoczymy pojedynek na śmierć i życie! - ork popatrzył na ciało dowódczyni a potem na abi i skinął głową ale od razu musiał odbić cios watażki i znowu zagłębili się w wir walki na 2 minuty
- zajmij się tymi z frontu ja zajmę się tyłami! później wyrównamy porachunki... ale teraz... do walki! - ryknęła abi i przeskakując martwe ciała rzuciła się na jednego z barbarzyńców
- nonono... ptaszyna próbuje odlecieć! - usłyszała nagle charczący głos obok i spojrzała w tamtą stronę. jeden z żołdaków crag hacka z macem ryknął - nie pozwólcie jej uciec! - i wszyscy rzucili się na abi...
- nie jestem tchórzem! haaaa! - z krzykiem rozbiła hełm jednego z nich na pół i ciągle dzielnie odpierała grad ciosów które jednak zaczęły ją dosięgać
" to mój koniec...!" - pomyślała i zamknęła oczy odpierając ciosy tylko intuicją.
- Abiii! - usłyszała nagle cichy krzyk przyjaciółki i odwróciła szybko głowę w jego stronę. nad bitwą pojawił się grad amazońskich strzał, nadleciały ważki... król na wojennej gorgonie... i właśnie wtedy poczuła miażdżący cios w głowę. miała wrażenie, że świat się rozpływa i opadła w błogą ciemność
***
Abi wyszła z namiotu, spoglądając na wojenne pogorzelisko. stosy trupów paliły się a dźwięki bitwy ucichły na zawsze. była w sosnowym lesie i wstawało właśnie słońce więc bitwa musiała trwać całą noc - i chylić się już ku końcowi... wszędzie było pełno rannych żołnierzy którzy jęczeli i pielęgniarek z bracady które leczyły czarem i z bagien które leczyły ziołami i szamanizmem. podeszła powoli do dwóch zmasakrowanych i podeptanych ale nadal znajomych ciał leżących na białym prześcieradle na dużym kamieniu. wokół były poranne mgły i przeświecało przez nie słońce a abi czuła rześkość poranka... kto dał takie honory krellion?
- Bardzo dobrze że doszłaś do siebie abi - usłyszała znajomy głos z tyłu i obróciła się. To był król tralossk w wojennej zbroi. Chociaż wyglądał na trochę zmęczonego po wielkiej bitwie to widziała że w jego oczach palił się żar walki. też miał kilka bandaży i abi zauważyła że brakuje części jego grzebienia który musiał stracić w boju
- spodziewałem się tego po tobie - ciągnął król wpatrując się nie w dziewczynę a w ciała leżące przed nią - jednak chciałbym żebyś trochę na siebie uważała abi
- podczas krwawej walki nie ma czasu na ostrożność. możemy liczyć tylko na siebie i na nasze miecze - powiedziała abi ściskając w ręku swoją broń a król zacmokał
- zapomniałaś o jednym i myślę że właśnie to czyni cię tym kim jesteś abi - powiedział zbliżając się do niej powoli i stanął nad ciałem krellion i visdomira a potem dał jej rękę na ramię
- możemy liczyć na miecze naszych sprzymierzeńców - powiedziała abi, a król poklepał ją 3 razy po plecach
- dokładnie tak abi, a ja chciałbym móc liczyć na to, że nie polegniesz w walce z nic nie znaczącymi berserkerami - obrócił ją do siebie i zadzierała głowę patrząc mu prosto w oczy - ponieważ mamy coś do zrobienia i chciałbym, żebyś była wtedy u mojego boku. pozostał ostatni krok - nagle za nimi usłyszeli kroki dziewczyn
- obrona wroga przełamana - abi ujrzała pati z raportem wojennym w ręce i dessą oraz tazarem u boku - wszystko gotowe byśmy ruszali
- abi! - krzyknęła reni, tina i paula chórem - wiedziałyśmy że z tego wyjdziesz!
król puścił abi i odwrocił się do wszystkich zgromadzonych
- Oto zgromadził się elitarny oddział mścicieli - powiedział - i teraz nic już nas nie powstrzyma przed ostatecznym zwycięstwem. crag hack spodziewa się że wszyscy walczymy na polu bitwy i ze swojej bazy kontroluje wszystkie oddziały. a my złożymy mu przyjacielską wizytę i...
- wiem, wiem! - przerwała tina, a tazarowi i reni szczeny opadły do ziemi że zachowała się tak wobec króla - my pobijemy się ze strażą, a ty załatwisz crag hacka
- ale zanim ruszymy, abi musi jeszcze coś załatwić - powiedział król z szelmowskim uśmiechem - wprowadźcie go!
abi spojrzała na bok i spomiędzy drzew wyszły dwie amazońskie jaszczuroczłeczki prowadzące na postronku jabarkasa. jego rany były uleczone tak samo jak rany abi ale był osłabiony i brakowało mu woli walki
- pozostawiliśmy go przy życiu jako jedynego z oddziału który na ciebie naskoczył abi - powiedział tralossk - ponieważ wiem że do ciebie należy wymierzenie mu sprawiedliwości - abi zatkało i patrzyła na osłabionego orka to na króla i swoich przyjaciół
- ale zanim dam ci tą sposobność oddajmy honory twemu towarzyszowi i wojowniczce, która straciła życie w walce z tobą - powiedział, a wtedy podeszła do nich reni
- masz, abi - powiedziała i wręczyła jej do ręki płonącą pochodnię. dziewczyna powoli podeszła do stosu na którym leżały ciała i podpaliła go z boku. do nieba zaczął ulatywać dym a wraz z nim ich dusze... wszyscy patrzyli w trawiący je ogień w milczeniu oddając im ostatni hołd godny wojownika
- zostawiam was tutaj - powiedział po dłuższej pauzie trallosk i wszyscy odeszli. w międzyczasie jaszczuroczłeczki przywiązały jabarkasa do wielkiego pala spod którego mógł oglądać on ceremonie pogrzebu. abi usiadła na pieńku przed nim a on unikał jej zwroku
- szale się odwróciły prawda - powiedziała po chwili ciszy a jabarkas wzniósł swoją napuchniętą twarz w jej strone
- nie zamierzam stawiać oporu moje życie jest w twoich rękach - powiedział jabarkas a abi w sumie to troche zatkało bo spodziewała się bardziej szyderstw i krzyku jak dawno temu
- od początku nie myliłem się co do ciebie abi - powiedział spokojnym jak na okoliczności tonem - miałaś odwagę i zacięcie... stawiałaś się mi jak nikt inny wcześniej - abi poczuła ogromną złość
- i dopięłam swego. jak tylko znalazłam się w twierdzy to zaprzysięgłam sprawiedliwość i zemstę i teraz właśnie ona się dokonuje - powiedziała abi - ale to jeszcze nie koniec - wojowniczka wstała a słońce oświetliło jej twarz. górowała teraz nad pełznącym jabarkasem i mogłaby go zabić jak tylko by chciała. Spojrzała na niego z góry i poczuła dwie sprzeczne emocje. jedna jej część szepcząca gdzieś z wnętrza krzyczała by zabić go tu i teraz a druga dawała mu litość
- jestem wojowniczką która ma honor w walce. wiele się nauczyłam podczas swojej podróży - nie zabijam bez powodu i nie niosę śmierci oraz zniszczenia jak ty ze swoją bandą gdy zniszczyłeś mój rodzinny dom - powiedziała, wyjmując miecz i kierując go do jego twarzy - a ratuję niewinnych i niosę sprawiedliwość oprawcom
- "zabij!" - szept w głowie
"przypomnij sobie co przez niego przecierpiałaś" - abi spojrzała na twarz orka który wpatrywał się w nią uważnie swoimi żółtymi oczami które tak dobrze pamiętała. przypomniała sobie walkę nad ciałem krellion i teraz już wiedziała, że jabarkas mimo wszystko ma swą dumę i nie uchyli się przed ciosem
"tak naprawdę chcesz zobaczyć jego krew" - spojrzała na jego świeże blizny ale potem znów wróciła do jego twarzy czekającej w milczeniu
"przelej ją" - wzniosła miecz nad siebie
"wbij miecz" - stała w niezdecydowaniu
"sprawiedliwości stanie się zadość!" - obejrzała się na palące się ciała
"on zrobiłby to samo z tobą!" - wzięła głęboki oddech
"cięcie!" - wydech
"teraz!" - miecz spada na jabarkasa
- Nie! - krzyknęła abi i wbiła miecz tuż obok jabarkasa który nie zrobił żadnego ruchu
- Nie powalę już leżącego! - powiedziała głośno tak jakby sama do siebie - moja zemsta nie będzie mieć sensu gdy nie zgładzę źródła całego zła! - obejrzała się na niego z zaciśniętą pięścią i górując nad nim powiedziała - zrównam z ziemią potęgę crag hacka! a ty drżyj pod groźbą mego miecza! jesteś moim jeńcem i dopilnuję, by spotkała cię sprawiedliwość - nie będzie to jednak śmierć z mojej ręki bo nigdy nie stanę się taka jak wy! - przypomniała sobie wszystkie chwilę w których żałowała że spotkał ją taki los, wszystkie jęki zniewolonych dziewczyn, wszystkie rany, których doświadczyły, cały trud, by dostać się aż tutaj...
- krew rodzi jedynie krew a moja walka jest odpowiedzią na waszą przemoc. Idę skończyć to, co rozpoczął twój król dawno temu... - powiedziała, wyjmując miecz z ziemi obok oniemiałego jabarkasa i włożyła go do pochwy. opuścił głowę i nie powiedział już ani słowa a abi odwróciła się i odeszła w stronę miejsca gdzie czekał na nią król. obróciła się jeszcze na odchodne i dodała do skrępowanego orka:
- twoje wojska zrównały z ziemią moją wioskę... wybiły i wzięły w niewolę moją rodzinę i przyjaciół, zniszczyły całe moje dawne życie! A mimo tego ja twój nędzny żywot darowałam. Jeśli jednak zechcesz stanąć ze mną do pojedynku, zabiję cię w uczciwej walce i nie będę mieć litości. - powiedziała i odeszła, pozostawiając go samego sobie
"mogłaś zakończyć to tu i teraz..." - usłyszała myśl w głowie
"pragnę zakończyć to raz na zawsze i nikt mnie nie powstrzyma! Lecz jedna śmierć nie odpłaci cierpienia którego doświadczyłyśmy, nie wróci dawnych chwil i nie uratuje reszty dziewczyn które nadal są w niewoli! Zamiast przelać jego krew zniszczę źródło, które go zrodziło!" - pomyślała sprawiedliwie i ujrzała swoich przyjaciół w towarzystwie kolorowych pierzastych węży i był tu też thane oraz amazonka irena. abi stanęła przed nimi w ciszy
- jestem gotowa. ruszajmy do sali tronowej crag hacka! - powiedziała a król trallosk uśmiechnął się
- wszystko już załatwiłaś? - zapytał, a abi zdecydowanie kiwnęła głową. ten jakby odczytał jej myśli i podał jej rękę by wspięła się na jego wierzchowca. Po obu stronach otaczały ją teraz jego niebieskie ramiona bo siedziała z przodu a on trzymał cugle. abi objęła ciało węża i mocno złapała się za jego pierzastą grzywę
- pora raz na zawsze zakończyć tą walkę! ruszamy! - krzyknął król za nią i wszyscy wznieśli się w powietrze. oddział mścicieli na 5 wężach poszybował w stronę miejsca, gdzie wszystko się zaczęło...
cdn...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz