Wojowniczka abi wzniosła swe ostrze przecinając ciało kolejnego z napastników
- Hiyaaa!! - Krzyknęła abi roztryskując krew jakiegoś watażki. Walka trwała już jakiś czas i Abi nie była wstanie liczyć minut które upłynęły od początku. Zagłębiła się w szale wojowniczki i czas liczyła od jednego do drugiego pokonanego wojaka crag hacka - miała ich na koncie już ponad 50 i była cała od krwi
- Hej abi jak tam idzie??? - spytała Suzan która znalazła się niemal znikąd
- Hej Suzan! - Ucieszyła się abi, ale dziewczyna już znikła w morzu bijących się ciał. W trakcie walki nie było czasu na żadne rozmowy ani nawet na zastanowienie - bardzo liczył się instynkt wojownika. Właśnie teraz abi uniknęła ciosu zza pleców którego nie mogła zobaczyć lecz wyczuła go swoim szóstym zmysłem
- Aaargghh!!! - Ryknęła, obracając się w powietrzu i siekąc na odlew i odłupała łeb goblina i nagle zauważyła że znalazła się w totalnym potrzasku
- o nie! - szepnęła abi widząc że ma przed sobą kamienną ścianę i obróciła się szybko. skamieniała widząc za sobą że jedyna droga ucieczki jest odcięta przez napływające siły wroga
"Nawet jeśli umrę tu i teraz... obronię się do końca!" - pomyślała i już wyciągnęła broń do walki, gdy nagle wpadł jej do głowy wspaniały pomysł - "jestem przecież też czarodziejką!" - niemal krzyknęła w myślach i wymówiła cicho słowa zaklęcia
- Tayaran! - wykonała odpowiedni gest ręką i wzniosła się w powietrze patrząc na ogłupione twarze wrogów ze śmiechem i wylądowała na szczycie skały gdzie nie mogły ją dosięgnąć żadne ich ataki
- Pa! - pomachała im i posłała buziaka wznosząc ręce w niebo
- Saeiqa! - krzyknęła i w motłoch wystrzeliła błyskawica. Abi odgarnęła trochę naelektryzowany kosmyk włosów, poprawiła czakram i pobiegła przed siebie
"Gdzie jestem?" - pomyślała po chwili, oglądając się wokół siebie. Chociaż po drodze pokonała kilka wojowników, teraz zdawała się tkwić w ciszy i nikogo nie było wokół niej tylko las. Musiała zawrócić i odnaleźć pole bitwy ale w tej chwili nie było to już takie proste - wszystkie drzewa zdawały się być takie same, a była zbyt zmęczona by rzucić kolejny czar lotu. Nagle poczuła na sobie czyjś zwrok...
***
Visdomir czaił się w krzakach na wzgórzach ponad polem bitwy. Gdzieś tutaj znajdywał się jego cel całkowicie nieprzygotowany na jego nagłe pojawienie się. Użył zaklęcia niewidzialności i leciał cichcem między drzewami wypatrując jej... Bo jego celem była dziewczyna i to nie byle jaka. Przycupnął na szczycie jednego ze wzgórz i wyszukiwał jej... i nagle zobaczył abi. Nieświadoma dziewczyna szła powoli w jego strone całkowicie nie wiedząc o jego obecności...
Chłopak nie wytrzymał. Zrzucił z siebie zaklęcie i wyszedł na pełne słońce.
***
To był on. Miała ochotę się do niego nie odezwać i uciec zwrokiem ale wytrzymała spojrzenie. To już nie te czasy - pomyślała
- Hej - powiedziała abi - zgubiłam drogę na dół - wzruszyła ramionami nieco niepewnie - wiesz jak wrócić na pole bitwy?
- Abi zaczekaj ja... - próbował jej były
- Słuchaj - abi uniosła rękę na gest sprzeciwu - między nami już wszystko skończone. Zapomnij o mnie i albo zejdź mi z oczu albo traktuj mnie jako inną wojowniczke - powiedziała zarzucając zdecydowanie głową w dąsie
- Nie o to chodzi! - pokręcił głową visdomir - o to też... - dodał cicho - ale mamy teraz coś ważniejszego na głowie! - zbliżył się do niej i wyciągnął rękę w jej strone
- jezus przestań!!! - ryknęła abi i dała mu kopa w brzuch swoim ciężkim butem wojownika a visdomir stracił dech i osunął się na ziemię
- tego chciałeś? jestem teraz niezależna! - krzyknęła - i nie masz pra...
- abi unik! - krzyknął visdomir łapiąc oddech ale ona wyczuła to swoim instynktem wojowniczki.
- nieźle, nieźle! - usłyszeli zachrypnięty głos gdzieś z tyłu, gdy topór przeleciał tuż przed głową odchylającej się abi i utkwił w pniu obok - właśnie tego się po tobie spodziewałam, maleńka
- kto mówi? - abi nie obróciła się stojąc nadal tyłem do napastniczki. Była między młotem a kowadłem
- Naprawdę nie poznajesz mojego głosu? - powiedziała nieznajoma nieco obrażalskim tonem i to było bardzo sztuczne. Abi jednak nie wytrzymała bycia twardzielką i obróciła się...
To była Krellion. Miała na sobie tylko skórzane pasy wojowniczki odsłaniające jej umięśnioną skórę i na jedno ramię naramiennik też skórzany z takimi kłami w modzie orków. Miała też skórzane opięte spodnie i skórzane rękawice bez palców oraz bardzo cięzkie wojownicze buty z metalowym okuciem a w ręce dzierzyła wielki miecz którym kiedyś przebiła julke. Wyjeła menzurke i napiła sie z niej a płyn ściekł jej po brodzie z ust z których wychodziły 2 kły. Miała krótką fryzure jak indianie
- No, no, no... - Powiedziała Krellion powoli zbliżając się do abi która mocniej ścisnęła swoje ostrze - niezłe ziółko z ciebie wyrosło
- Stałam się taka by pomścić to co mi zrobiliście! - powiedziała abi zdecydowanym tonem
- Twarde warunki szykują twarde dziewczyny... - powiedziała krellion przechodząc powoli bokiem wciąż wpatrując się w abi - przeszłam tą samą szkołe życia rozumiem cie abi
- nic nie rozumiesz! - krzyknęła abi - straciłam przez was dom i rodzine! musze przelewać waszą krew by chronić swoich sojuszników! - visdomir milcząc próbował się w tym czasie podnieść
- ale widzę że cieszy cię walka... - powiedziała krellion oblizując się - pokonywanie swoich ograniczeń i ten moment gdy górujesz nad wrogiem i jest na twojej łasce
- nie wybrałam takiego losu. to była droga którą musiałam podążyć - powiedziała abi z nachmurzoną twarzą - szykuj się do walki krellion. skończymy to tu i teraz
- doskonale! - zaśmiała się orczyca - wiedziałam, że mogę na to liczyć! stałaś się prawdziwą wojowniczką abi
- wojowniczką, która pokona cię w walce - powiedziała abi unosząc swą broń. nagle spomiędzy drzew wyszli członkowie zamku twierdza ale nie walczyli. chcieli obserwować pojedynek mistrzyń - dawnej niewolnicy, abigail knox oraz ich liderki wojny, krellion niegodziwej
- Pojedynkujemy się na śmierć i życie na honorowych zasadach twierdzy - powiedziała krellion - jeśli wygrasz moi ludzie nic ci nie zrobią i odejdziesz w spokoju a jeśli przegrasz to zabieram twoje ciało - powiedziała krellion
- ok - odpowiedziała abi i przyszykowała się do walki. wiedziała, że nie może użyć tym razem magii - jej energia została już odnowiona, ale nie chciała mieć przewagi nad drugą wojowniczką. chciała pokonać ją w prawdziwym pojedynku - tylko na siłę i miecze
- Ogień! Krew! Walka! - zahuczały wojska nieprzyjaciela 3krotnie.
- Visdomirze pakuj się stąd - powiedziała abi - nie potrzebuje twojej pomocy
- ale... - zaczął czarodziej ale abi już rzuciła na niego zaklęcie
- Tayaran! - szepnęła, a ciało jej byłego odleciało gdzieś na bok. obróciła się do skonfundowanej krellion i głośno powiedziała
- Znam magie ale nie użyje jej w naszej walce. właśnie rzuciłam wszystkie karty na stół - orczyca uśmiechnęła się szeroko a jej oczy zalśniły szkarłatem
- jesteś nie tylko wojownicza ale i sprawiedliwa - powiedziała - zanim rozpoczniemy napij się tego - powiedziała i rzuciła jej swój bukłak. Abi zatkało
- to wzmocni cię w walce zawsze tego używamy widziałaś przecież już nie raz - powiedziała krellion która ledwo wytrzymywała już napięcie i chciala rzucić się do walki. Abi podniosła go czując zapach pirzma zmieszany z alkoholem i też zwykły smród jak przed ratuszem. skrzywiła się z obrzydzeniem
- nie chcę pokonam cię i bez tego! - powiedziała abi ale krellion była nieugięta
- nalegam... - powiedziała a abi spojrzała jeszcze raz na bukłak. W sumie nie chciała zachować się niehonorowo i rozumiała żądanie drugiej wojowniczki nawet jeśli chciała ją obalić
- dobra. - powiedziała abi i odkręciła zakrętke, przetarła kółko wokół otworu na picie i wzięła duży łyk
smakowało to troche jak ocet i też tak samo paliło w całe gardło. abi zakrztusiła się i niemal wypluła zawartość, ale ona jakby sama poleciała do środka jej ciała, zagnieździła się gdzieś w środku i zaczęła wysyłać płomień gniewu. w kilka sekund abi zaczęła intensywnie czuć każdy mięsień swojego ciała - wiedziała, że na krótką chwilę stała się mega silna. Popatrzyła na krellion i wiedziała od razu że może zabić
- teraz wiesz jak walczymy... stałaś się jedną z nas - powiedziała krellion a abi tylko zafuczała. nie chciała nic więcej oprócz walki z krellion
- Nie dam ci żadnych forów - powiedziała abi gniewnym tonem i wystrzeliła jak pocisk w stronę krellion. orczyca ze śmiechem zaczęła odbijać ciosy wojowniczki
- nono!!! Nie sądziłam że twoja chęć mordu jest taka wielka! - ryknęła siekąc na odlew ale abi zrobiła szybki unik i zaryczała wojenny okrzyk. wypuściła w przeciwniczkę chyba milion ciosów pełnych gniewu a krellion odbijała każdy raz za razem cofając się. wojownicy twierdzy na trybunach z kamieni i pieńków kibicowali krellion. Orczyca nagle zrobiła salto w powietrzu i znalazła się za abi, ale ta to wyczuła i obróciła się z rwetesem siekąc z boku
- hiyaa!!! - krzyknęła abi wbijając miecz w rękę krellion. pierwsza krew została przelana, lecz natychmiast krellion oddała jej pięknym za nadobne siekąc ją w udo
- uach!!! - abi ryknęła padając na ziemię lecz uniosła miecz odbijając kolejny z ciosów krellion. szybko rozejrzała się po polu pojedynku i znalazła to, czego szukała. jednym susem podbiegła do wielkiego kamienia, stanęła na nim i wzniosła się w powietrze skacząc robiąc salto w krellion
- aiyayayayaya!!!- krzyknęła okrzyk walki, lecz krellion odsunęła się na bok przeturlaniem i abi zamiast na orczyce ciężko wylądowała na ziemi
- sprytne, ale nie dla mnie te numery! - krzyknęła krellion i zaczęła wirować ze swoim ostrzem czego nie dało się uniknąć. Abi musiała zrezygnować ze zwarcia i podbiegła do boku areny gdzie... wpadła na jabarkasa
- Abi! - Krzyknął gardłowo zaskoczony ork a abi też krzyknęła ze zlęknienia bo się go nie spodziewała
- Nie teraz walczę! - odpowiedziała bez zastanowienia i znów wzięła rozpęd biegnąc w oszołomioną krellion i podcięła jej nogi swoim butem , a krellion podskoczyła, oparła się swoją ręką na ramieniu abi, zrobiła nad nią salto i walnęła ją w brzuch końcówką swojego miecza
- uoch!!! - głucho jęknęła abi i poczuła cios w głowę. była nieco oszołomiona i gdy otrząsnęła się z iluzji natychmiast obróciła głowę w bok i zobaczyła ostrze krellion wbijające się tuż obok niej
- było blisko! - ryknęła orczyca a abi natychmiast wstała i znów była gotowa do walki. Obie przeciwniczki były ranne a abi czuła, że dziwna siła zaczyna ją opuszczać. Powoli docierał do niej ból z nogi i nie trzymała miecza już tak pewnie jak wcześniej
"Muszę to skończyć tu i teraz!" - pomyślała i już miała rzucić się na krellion, gdy zobaczyła, że visdomir podchodzi do niej od tyłu
- nie! krellion uważaj! - krzyknęła abi a czarodziej zrobił najbardziej skonfundowaną minę jaką kiedykolwiek widziała. orczyca natychmiast obróciła się i obrzuciła czarodzieja pogardliwym spojrzeniem. abi mogłaby rzucić się teraz na orczyce od tyłu i ją wykończyć ale nie chciała dobijać jej w ten sposób bo miała honor w walce. niestety visdomir zaczął rzucać czar... i wszystko stało się strasznie szybko. Abi wyciągnęła rękę w niemym krzyku, krellion obnażyła swój miecz, a visdomir był całkowicie nieprzygotowany na atak orczycy. rzucił mordercze zaklęcie w tej samej chwili, gdy jej miecz dosięgnął jego brzucha, który rozpłatał od góry do dołu. obydwie sylwetki osunęły się na ziemię, a widownia zadrżała i zamilkła... i wzniosły się pomruki niezadowolenia
Abi podbiegła do dwóch ciał. Krellion żyła, ale miała całkiem wybuchniętą twarz i klatke piersiową i w sumie ledwo oddychała bo visdomir strzelił w nią kulą ognia a czarodziej leżał z rozpłatanym brzuchem i pluł krwią. Abi wiedziała, że zostało mu najwyżej 2 minuty życia chyba że ktoś go uleczy ale ona nie umiała
- To... był wspaniały pojedynek - powiedziała krellion charcząc bo miała spalone gardło. abi nie mogła złapać oddechu ze stresu i nie wiedziała do kogo nachylić się najpierw. nagle z boku zjawił się jabarkas i uklęknął przy krellion
- dowódczyni! - zagrzmiał z nutką wahania
- abi wygrała ten pojedynek - powiedziała orczyca wznosząc rękę w górę jakby chciała złapać słońce - macie... puścić ją teraz wolno - jabarkas popatrzył na abi z dziwnym wyrazem twarzy i pokiwał głową a orczyca zamknęła oczy i powiedziała:
- abi... dobij mnie. chce zginąć z twoich rąk... tak jak to miało się skończyć. to będzie śmierć... godna wojowniczki...
- krellion czekaj! - powiedziała abi zdecydowanym głosem - nie wiadomo czy bym wygrała... byłam już całkiem osłabiona i... ty nadal nie musisz być mar... - ale nagle przypomniała sobie wszystko, o co walczyła. przypomniała sobie brudne twarze niewolnic crag hacka, julkę nabitą na miecz krellion i dymy wznoszące się nad jej wioską. Nie mogła oszczędzać swoich wrogów - nawet jeśli zdobyli jej szacunek, bo byli niebespieczni. Ale jednocześnie... poczuła z orczycą pewnego rodzaju więź... odrzuciła nagle od siebie wszystkie poprzednie argumenty i skupiła się na jednym - w pełni zrozumiała to, o czym mówiła krellion. o śmierci w chwale pojedynku
- dobrze. - powiedziała abi i uklęknęła przy orczycy. złapała za jej trochę spopieloną rękę, a drugą zbliżyła swój miecz do jej zmasakrowanej klatki piersiowej
- spotkamy się w świecie... poległych wojowników - powiedziała krellion patrząc jej w oczy, a abi pokiwała głową i... szybko a jednocześnie dekilatnie wbiła miecz w ciało orczycy. Kobieta spokojnie wydała ostatnie tchnienie i umarła z uśmiechniętym wyrazem twarzy
- a...abi! - usłyszała głos visdomira obok siebie i zaklęła w duchu bo całkiem o nim zapomniała. obróciła się do swojego byłego i zauważyła że próbuje on leczyć swoje rany ale w sumie nic z tego bo są za duże
- dlaczego??? - zapytała szeptem, nachylając się do niego - nie potrzebowałam twojej pomocy... a teraz - spojrzała na brzuch visdomira i szybko wróciła do jego bladej twarzy
- abi... tak naprawdę kochałem tylko ciebie... - powiedział visdomir próbując się uśmiechnąć
- i dlatego zechciałeś oddać za mnie... - abi zaczęła, ale od razu się powstrzymała bo pomyślała że tak chyba nie powinna teraz powiedzieć. rana visdomira była zbyt duża by mógł wyjść cało z całej sytuacji ale zdawał się walczyć do końca więc nie mogła odebrać mu ostatniej nadziei. od razu ogarnęła jak ma się zachować
- tak. - powiedział visdomir a jego ręka opadła. abi wiedziała, że żadne czary, tym bardziej jego własne, nie są w stanie już go uratować. postanowiła w tej ostatecznej chwili wybaczyć mu jego winy - to na pewno ułatwi mu odejście z tego świata
- dziękuję - wyszeptała abi i schyliła się do jego czoła, na którym ze zdziwieniem zauważyła małą bliznę. odgarnęła włosy i złożyła na nim pocałunek. odchyliła się a visdomir uśmiechnął się i znieruchomiał.
Wojowniczka klęczała pomiędzy dwoma martwymi ciałami osób, które zmieniły jej los.
ale nie była tu sama. Wokół niej zebrał się cały oddział krellion który był nieźle wkurzony
- zaczekajcie! dowódczyni nakazała wam... - próbował jabarkas, ale szeregowi wojownicy nie chcieli go słuchać
- te szumowiny złamały reguły pojedynku! - ryknął wielki dryblas na przodzie - i kto teraz ma być niby naszym dowódcą? ty? - opluł jabarkasa i popchnął go a ork niemal przewrócił się na ciało krellion.
- pożałujesz tego, Kirk! - wrzasnął i rzucił się na mięsniaka. Abi w tym czasie szybko wstała i rozejrzała się wokoło - była w całkowitej pułapce bez wyjścia, a krąg berserkerów wciąż się zaciśniał... "Byłam taka głupia!" - pomyślała - "choć orczyca zachowała się honorowo, przecież szeregowi wojownicy nie rozumieją całej sytuacji i w sumie mamy z nimi wojne to czemu mieliby mnie puścić???" Pomyślała nad możliwą drogą ucieczki, ale sytuacja była beznadziejna a jej ciało oraz moc wyczerpane do cna. Musiała przygotować się na okrutny koniec, z którego dumna mogłaby być każda wojowniczka. Ale może...
czy ktoś przyjdzie jej na pomoc?
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz