Wojowniczka abi wzniosła swe ostrze przecinając ciało kolejnego z napastników
- Hiyaaa!! - Krzyknęła abi roztryskując krew jakiegoś watażki. Walka trwała już jakiś czas i Abi nie była wstanie liczyć minut które upłynęły od początku. Zagłębiła się w szale wojowniczki i czas liczyła od jednego do drugiego pokonanego wojaka crag hacka - miała ich na koncie już ponad 50 i była cała od krwi
- Hej abi jak tam idzie??? - spytała Suzan która znalazła się niemal znikąd
- Hej Suzan! - Ucieszyła się abi, ale dziewczyna już znikła w morzu bijących się ciał. W trakcie walki nie było czasu na żadne rozmowy ani nawet na zastanowienie - bardzo liczył się instynkt wojownika. Właśnie teraz abi uniknęła ciosu zza pleców którego nie mogła zobaczyć lecz wyczuła go swoim szóstym zmysłem
- Aaargghh!!! - Ryknęła, obracając się w powietrzu i siekąc na odlew i odłupała łeb goblina i nagle zauważyła że znalazła się w totalnym potrzasku
- o nie! - szepnęła abi widząc że ma przed sobą kamienną ścianę i obróciła się szybko. skamieniała widząc za sobą że jedyna droga ucieczki jest odcięta przez napływające siły wroga
"Nawet jeśli umrę tu i teraz... obronię się do końca!" - pomyślała i już wyciągnęła broń do walki, gdy nagle wpadł jej do głowy wspaniały pomysł - "jestem przecież też czarodziejką!" - niemal krzyknęła w myślach i wymówiła cicho słowa zaklęcia
- Tayaran! - wykonała odpowiedni gest ręką i wzniosła się w powietrze patrząc na ogłupione twarze wrogów ze śmiechem i wylądowała na szczycie skały gdzie nie mogły ją dosięgnąć żadne ich ataki
- Pa! - pomachała im i posłała buziaka wznosząc ręce w niebo
- Saeiqa! - krzyknęła i w motłoch wystrzeliła błyskawica. Abi odgarnęła trochę naelektryzowany kosmyk włosów, poprawiła czakram i pobiegła przed siebie
"Gdzie jestem?" - pomyślała po chwili, oglądając się wokół siebie. Chociaż po drodze pokonała kilka wojowników, teraz zdawała się tkwić w ciszy i nikogo nie było wokół niej tylko las. Musiała zawrócić i odnaleźć pole bitwy ale w tej chwili nie było to już takie proste - wszystkie drzewa zdawały się być takie same, a była zbyt zmęczona by rzucić kolejny czar lotu. Nagle poczuła na sobie czyjś zwrok...
***
Visdomir czaił się w krzakach na wzgórzach ponad polem bitwy. Gdzieś tutaj znajdywał się jego cel całkowicie nieprzygotowany na jego nagłe pojawienie się. Użył zaklęcia niewidzialności i leciał cichcem między drzewami wypatrując jej... Bo jego celem była dziewczyna i to nie byle jaka. Przycupnął na szczycie jednego ze wzgórz i wyszukiwał jej... i nagle zobaczył abi. Nieświadoma dziewczyna szła powoli w jego strone całkowicie nie wiedząc o jego obecności...
Chłopak nie wytrzymał. Zrzucił z siebie zaklęcie i wyszedł na pełne słońce.
***
To był on. Miała ochotę się do niego nie odezwać i uciec zwrokiem ale wytrzymała spojrzenie. To już nie te czasy - pomyślała
- Hej - powiedziała abi - zgubiłam drogę na dół - wzruszyła ramionami nieco niepewnie - wiesz jak wrócić na pole bitwy?
- Abi zaczekaj ja... - próbował jej były
- Słuchaj - abi uniosła rękę na gest sprzeciwu - między nami już wszystko skończone. Zapomnij o mnie i albo zejdź mi z oczu albo traktuj mnie jako inną wojowniczke - powiedziała zarzucając zdecydowanie głową w dąsie
- Nie o to chodzi! - pokręcił głową visdomir - o to też... - dodał cicho - ale mamy teraz coś ważniejszego na głowie! - zbliżył się do niej i wyciągnął rękę w jej strone
- jezus przestań!!! - ryknęła abi i dała mu kopa w brzuch swoim ciężkim butem wojownika a visdomir stracił dech i osunął się na ziemię
- tego chciałeś? jestem teraz niezależna! - krzyknęła - i nie masz pra...
- abi unik! - krzyknął visdomir łapiąc oddech ale ona wyczuła to swoim instynktem wojowniczki.
- nieźle, nieźle! - usłyszeli zachrypnięty głos gdzieś z tyłu, gdy topór przeleciał tuż przed głową odchylającej się abi i utkwił w pniu obok - właśnie tego się po tobie spodziewałam, maleńka
- kto mówi? - abi nie obróciła się stojąc nadal tyłem do napastniczki. Była między młotem a kowadłem
- Naprawdę nie poznajesz mojego głosu? - powiedziała nieznajoma nieco obrażalskim tonem i to było bardzo sztuczne. Abi jednak nie wytrzymała bycia twardzielką i obróciła się...
To była Krellion. Miała na sobie tylko skórzane pasy wojowniczki odsłaniające jej umięśnioną skórę i na jedno ramię naramiennik też skórzany z takimi kłami w modzie orków. Miała też skórzane opięte spodnie i skórzane rękawice bez palców oraz bardzo cięzkie wojownicze buty z metalowym okuciem a w ręce dzierzyła wielki miecz którym kiedyś przebiła julke. Wyjeła menzurke i napiła sie z niej a płyn ściekł jej po brodzie z ust z których wychodziły 2 kły. Miała krótką fryzure jak indianie
- No, no, no... - Powiedziała Krellion powoli zbliżając się do abi która mocniej ścisnęła swoje ostrze - niezłe ziółko z ciebie wyrosło
- Stałam się taka by pomścić to co mi zrobiliście! - powiedziała abi zdecydowanym tonem
- Twarde warunki szykują twarde dziewczyny... - powiedziała krellion przechodząc powoli bokiem wciąż wpatrując się w abi - przeszłam tą samą szkołe życia rozumiem cie abi
- nic nie rozumiesz! - krzyknęła abi - straciłam przez was dom i rodzine! musze przelewać waszą krew by chronić swoich sojuszników! - visdomir milcząc próbował się w tym czasie podnieść
- ale widzę że cieszy cię walka... - powiedziała krellion oblizując się - pokonywanie swoich ograniczeń i ten moment gdy górujesz nad wrogiem i jest na twojej łasce
- nie wybrałam takiego losu. to była droga którą musiałam podążyć - powiedziała abi z nachmurzoną twarzą - szykuj się do walki krellion. skończymy to tu i teraz
- doskonale! - zaśmiała się orczyca - wiedziałam, że mogę na to liczyć! stałaś się prawdziwą wojowniczką abi
- wojowniczką, która pokona cię w walce - powiedziała abi unosząc swą broń. nagle spomiędzy drzew wyszli członkowie zamku twierdza ale nie walczyli. chcieli obserwować pojedynek mistrzyń - dawnej niewolnicy, abigail knox oraz ich liderki wojny, krellion niegodziwej
- Pojedynkujemy się na śmierć i życie na honorowych zasadach twierdzy - powiedziała krellion - jeśli wygrasz moi ludzie nic ci nie zrobią i odejdziesz w spokoju a jeśli przegrasz to zabieram twoje ciało - powiedziała krellion
- ok - odpowiedziała abi i przyszykowała się do walki. wiedziała, że nie może użyć tym razem magii - jej energia została już odnowiona, ale nie chciała mieć przewagi nad drugą wojowniczką. chciała pokonać ją w prawdziwym pojedynku - tylko na siłę i miecze
- Ogień! Krew! Walka! - zahuczały wojska nieprzyjaciela 3krotnie.
- Visdomirze pakuj się stąd - powiedziała abi - nie potrzebuje twojej pomocy
- ale... - zaczął czarodziej ale abi już rzuciła na niego zaklęcie
- Tayaran! - szepnęła, a ciało jej byłego odleciało gdzieś na bok. obróciła się do skonfundowanej krellion i głośno powiedziała
- Znam magie ale nie użyje jej w naszej walce. właśnie rzuciłam wszystkie karty na stół - orczyca uśmiechnęła się szeroko a jej oczy zalśniły szkarłatem
- jesteś nie tylko wojownicza ale i sprawiedliwa - powiedziała - zanim rozpoczniemy napij się tego - powiedziała i rzuciła jej swój bukłak. Abi zatkało
- to wzmocni cię w walce zawsze tego używamy widziałaś przecież już nie raz - powiedziała krellion która ledwo wytrzymywała już napięcie i chciala rzucić się do walki. Abi podniosła go czując zapach pirzma zmieszany z alkoholem i też zwykły smród jak przed ratuszem. skrzywiła się z obrzydzeniem
- nie chcę pokonam cię i bez tego! - powiedziała abi ale krellion była nieugięta
- nalegam... - powiedziała a abi spojrzała jeszcze raz na bukłak. W sumie nie chciała zachować się niehonorowo i rozumiała żądanie drugiej wojowniczki nawet jeśli chciała ją obalić
- dobra. - powiedziała abi i odkręciła zakrętke, przetarła kółko wokół otworu na picie i wzięła duży łyk
smakowało to troche jak ocet i też tak samo paliło w całe gardło. abi zakrztusiła się i niemal wypluła zawartość, ale ona jakby sama poleciała do środka jej ciała, zagnieździła się gdzieś w środku i zaczęła wysyłać płomień gniewu. w kilka sekund abi zaczęła intensywnie czuć każdy mięsień swojego ciała - wiedziała, że na krótką chwilę stała się mega silna. Popatrzyła na krellion i wiedziała od razu że może zabić
- teraz wiesz jak walczymy... stałaś się jedną z nas - powiedziała krellion a abi tylko zafuczała. nie chciała nic więcej oprócz walki z krellion
- Nie dam ci żadnych forów - powiedziała abi gniewnym tonem i wystrzeliła jak pocisk w stronę krellion. orczyca ze śmiechem zaczęła odbijać ciosy wojowniczki
- nono!!! Nie sądziłam że twoja chęć mordu jest taka wielka! - ryknęła siekąc na odlew ale abi zrobiła szybki unik i zaryczała wojenny okrzyk. wypuściła w przeciwniczkę chyba milion ciosów pełnych gniewu a krellion odbijała każdy raz za razem cofając się. wojownicy twierdzy na trybunach z kamieni i pieńków kibicowali krellion. Orczyca nagle zrobiła salto w powietrzu i znalazła się za abi, ale ta to wyczuła i obróciła się z rwetesem siekąc z boku
- hiyaa!!! - krzyknęła abi wbijając miecz w rękę krellion. pierwsza krew została przelana, lecz natychmiast krellion oddała jej pięknym za nadobne siekąc ją w udo
- uach!!! - abi ryknęła padając na ziemię lecz uniosła miecz odbijając kolejny z ciosów krellion. szybko rozejrzała się po polu pojedynku i znalazła to, czego szukała. jednym susem podbiegła do wielkiego kamienia, stanęła na nim i wzniosła się w powietrze skacząc robiąc salto w krellion
- aiyayayayaya!!!- krzyknęła okrzyk walki, lecz krellion odsunęła się na bok przeturlaniem i abi zamiast na orczyce ciężko wylądowała na ziemi
- sprytne, ale nie dla mnie te numery! - krzyknęła krellion i zaczęła wirować ze swoim ostrzem czego nie dało się uniknąć. Abi musiała zrezygnować ze zwarcia i podbiegła do boku areny gdzie... wpadła na jabarkasa
- Abi! - Krzyknął gardłowo zaskoczony ork a abi też krzyknęła ze zlęknienia bo się go nie spodziewała
- Nie teraz walczę! - odpowiedziała bez zastanowienia i znów wzięła rozpęd biegnąc w oszołomioną krellion i podcięła jej nogi swoim butem , a krellion podskoczyła, oparła się swoją ręką na ramieniu abi, zrobiła nad nią salto i walnęła ją w brzuch końcówką swojego miecza
- uoch!!! - głucho jęknęła abi i poczuła cios w głowę. była nieco oszołomiona i gdy otrząsnęła się z iluzji natychmiast obróciła głowę w bok i zobaczyła ostrze krellion wbijające się tuż obok niej
- było blisko! - ryknęła orczyca a abi natychmiast wstała i znów była gotowa do walki. Obie przeciwniczki były ranne a abi czuła, że dziwna siła zaczyna ją opuszczać. Powoli docierał do niej ból z nogi i nie trzymała miecza już tak pewnie jak wcześniej
"Muszę to skończyć tu i teraz!" - pomyślała i już miała rzucić się na krellion, gdy zobaczyła, że visdomir podchodzi do niej od tyłu
- nie! krellion uważaj! - krzyknęła abi a czarodziej zrobił najbardziej skonfundowaną minę jaką kiedykolwiek widziała. orczyca natychmiast obróciła się i obrzuciła czarodzieja pogardliwym spojrzeniem. abi mogłaby rzucić się teraz na orczyce od tyłu i ją wykończyć ale nie chciała dobijać jej w ten sposób bo miała honor w walce. niestety visdomir zaczął rzucać czar... i wszystko stało się strasznie szybko. Abi wyciągnęła rękę w niemym krzyku, krellion obnażyła swój miecz, a visdomir był całkowicie nieprzygotowany na atak orczycy. rzucił mordercze zaklęcie w tej samej chwili, gdy jej miecz dosięgnął jego brzucha, który rozpłatał od góry do dołu. obydwie sylwetki osunęły się na ziemię, a widownia zadrżała i zamilkła... i wzniosły się pomruki niezadowolenia
Abi podbiegła do dwóch ciał. Krellion żyła, ale miała całkiem wybuchniętą twarz i klatke piersiową i w sumie ledwo oddychała bo visdomir strzelił w nią kulą ognia a czarodziej leżał z rozpłatanym brzuchem i pluł krwią. Abi wiedziała, że zostało mu najwyżej 2 minuty życia chyba że ktoś go uleczy ale ona nie umiała
- To... był wspaniały pojedynek - powiedziała krellion charcząc bo miała spalone gardło. abi nie mogła złapać oddechu ze stresu i nie wiedziała do kogo nachylić się najpierw. nagle z boku zjawił się jabarkas i uklęknął przy krellion
- dowódczyni! - zagrzmiał z nutką wahania
- abi wygrała ten pojedynek - powiedziała orczyca wznosząc rękę w górę jakby chciała złapać słońce - macie... puścić ją teraz wolno - jabarkas popatrzył na abi z dziwnym wyrazem twarzy i pokiwał głową a orczyca zamknęła oczy i powiedziała:
- abi... dobij mnie. chce zginąć z twoich rąk... tak jak to miało się skończyć. to będzie śmierć... godna wojowniczki...
- krellion czekaj! - powiedziała abi zdecydowanym głosem - nie wiadomo czy bym wygrała... byłam już całkiem osłabiona i... ty nadal nie musisz być mar... - ale nagle przypomniała sobie wszystko, o co walczyła. przypomniała sobie brudne twarze niewolnic crag hacka, julkę nabitą na miecz krellion i dymy wznoszące się nad jej wioską. Nie mogła oszczędzać swoich wrogów - nawet jeśli zdobyli jej szacunek, bo byli niebespieczni. Ale jednocześnie... poczuła z orczycą pewnego rodzaju więź... odrzuciła nagle od siebie wszystkie poprzednie argumenty i skupiła się na jednym - w pełni zrozumiała to, o czym mówiła krellion. o śmierci w chwale pojedynku
- dobrze. - powiedziała abi i uklęknęła przy orczycy. złapała za jej trochę spopieloną rękę, a drugą zbliżyła swój miecz do jej zmasakrowanej klatki piersiowej
- spotkamy się w świecie... poległych wojowników - powiedziała krellion patrząc jej w oczy, a abi pokiwała głową i... szybko a jednocześnie dekilatnie wbiła miecz w ciało orczycy. Kobieta spokojnie wydała ostatnie tchnienie i umarła z uśmiechniętym wyrazem twarzy
- a...abi! - usłyszała głos visdomira obok siebie i zaklęła w duchu bo całkiem o nim zapomniała. obróciła się do swojego byłego i zauważyła że próbuje on leczyć swoje rany ale w sumie nic z tego bo są za duże
- dlaczego??? - zapytała szeptem, nachylając się do niego - nie potrzebowałam twojej pomocy... a teraz - spojrzała na brzuch visdomira i szybko wróciła do jego bladej twarzy
- abi... tak naprawdę kochałem tylko ciebie... - powiedział visdomir próbując się uśmiechnąć
- i dlatego zechciałeś oddać za mnie... - abi zaczęła, ale od razu się powstrzymała bo pomyślała że tak chyba nie powinna teraz powiedzieć. rana visdomira była zbyt duża by mógł wyjść cało z całej sytuacji ale zdawał się walczyć do końca więc nie mogła odebrać mu ostatniej nadziei. od razu ogarnęła jak ma się zachować
- tak. - powiedział visdomir a jego ręka opadła. abi wiedziała, że żadne czary, tym bardziej jego własne, nie są w stanie już go uratować. postanowiła w tej ostatecznej chwili wybaczyć mu jego winy - to na pewno ułatwi mu odejście z tego świata
- dziękuję - wyszeptała abi i schyliła się do jego czoła, na którym ze zdziwieniem zauważyła małą bliznę. odgarnęła włosy i złożyła na nim pocałunek. odchyliła się a visdomir uśmiechnął się i znieruchomiał.
Wojowniczka klęczała pomiędzy dwoma martwymi ciałami osób, które zmieniły jej los.
ale nie była tu sama. Wokół niej zebrał się cały oddział krellion który był nieźle wkurzony
- zaczekajcie! dowódczyni nakazała wam... - próbował jabarkas, ale szeregowi wojownicy nie chcieli go słuchać
- te szumowiny złamały reguły pojedynku! - ryknął wielki dryblas na przodzie - i kto teraz ma być niby naszym dowódcą? ty? - opluł jabarkasa i popchnął go a ork niemal przewrócił się na ciało krellion.
- pożałujesz tego, Kirk! - wrzasnął i rzucił się na mięsniaka. Abi w tym czasie szybko wstała i rozejrzała się wokoło - była w całkowitej pułapce bez wyjścia, a krąg berserkerów wciąż się zaciśniał... "Byłam taka głupia!" - pomyślała - "choć orczyca zachowała się honorowo, przecież szeregowi wojownicy nie rozumieją całej sytuacji i w sumie mamy z nimi wojne to czemu mieliby mnie puścić???" Pomyślała nad możliwą drogą ucieczki, ale sytuacja była beznadziejna a jej ciało oraz moc wyczerpane do cna. Musiała przygotować się na okrutny koniec, z którego dumna mogłaby być każda wojowniczka. Ale może...
czy ktoś przyjdzie jej na pomoc?
cdn.
poniedziałek, 16 października 2017
piątek, 13 października 2017
Rozdział XXV - Wojowniczka rusza do walki
- Wspaniała robota - powiedział krol tralossk przyglądając się pięknie rzeźbionemu kielichowi który przyniosła tina i paula
- nie ma sprawy - powiedziały dziewczyny. wszyscy troje stali nad stawem hydr w Cocojumbo nowej bazie wypadowej Tralosska w pobliżu Wrót Żywiołów i zamku Crag Hacka. To stąd miał ruszyć atak na wojska zła
- Dałbym wam za to tytuły, sławę i bogactwa mojego kraju.. - zaczął król, a dziewczyny przyjrzały się mu uważnie - ale to nic nie znaczy dopóki nie zgładzimy crag hacka. Jego śmierć będzie najbardziej fajną nagrodą za nasze trudy - powiedział, a tina pokiwała energicznie głową
- takie mścicielki jak my nie potrzebują żadnych świecidełek wystarczy krew naszych wrogów! - powiedziała wznosząc swój czakram w górę który zalśnił odbitym światłem a król się zaśmiał
- spójrzcie, moje wojowniczki, jak dzięki wam rodzi się szansa naszego zwyciestwa - powiedział król, zamachnął się i... wrzucił graala do bagna
- cooo? - krzyknęła paula - ale szukałyśmy go tyle czasu!!!
- poczekaj... - powiedział tralossk wpatrując się w skupieniu w koła na wodzie bagna tam gdzie wpadł puchar. nagle jezioro zaczeło bulgotać i zaczęła wychodzić z niego wielka rosiczka aż na końcu zakwitła na środku miasta pięknym kwiatem. wszyscy od razu poczuli napływającą siłę do walki
- teraz to miasto jest pobłogosławione - powiedział tralossk - a z tą siłą pokonamy każde zło
- tak! - krzyknęły dziewczyny podskakując i przybijając sobie piątke. król jednym ruchem obrócił się szeleszcząc swoim czerwonym płaszczem i poszedł w stronę kwatery dowodzenia
- podwoić naukę nowych żołnierzy! - wydał krótki rozkaz
- tak jest! - zasalutowal alkin i pobiegł do koszar. dziewczyny stały jeszcze przez chwilę, patrząc na piękno kwiatu...
***
to było już dawno temu. teraz dziewczyny stały w pełnych zbrojach na zewnątrz zamku wrót żywiołów i brały udziałw przeglądzie wojsk a obie miały za sobą armie bagna. Cztery różne rasy zgromadziły sie w tym miejscu by zgładzić ostatniego przeciwnika w tej części świata. Na czele wojsk fortecy stała Nela z zastępem dżinów i czarodziei, na czele wrót żywiołów abi i jej przyjaciele, na czele elfów jenova a na czele wojsk cytadeli sam król tralossk w wojennej zbroi skorzanej razem ze swoimi najlepszymi wojownikami i paulą i tiną po obu stronach swojego gorgona na którym jechał. na przeciwległej stronie przyszłego pola bitwy gromadziły sie wojska nieprzyjaciela
- pss abi! - szepnęła reni która została w oddziałach wrót chociaż mogła iść do cytadeli - zobacz tam
abi obróciła się za palcem reni i oczy jej zdębiały.
- dlaczego on tu jest? - zapytała szeptem w przestrzeń, patrząc na swojego byłego chłopaka... a właściwie zdradliwom szumowine która zachowała sie jak ostatni skunks. Odkąd zerwała z visdomirem całkowicie sie zmieniła nabrała siły i pewności siebie. Już nigdy nie wpadnie w sidła zdradzieckiej miłości takiej jak ta a do czarodzieja czuła tylko wzgarde. Mimowolnie szukała jednak zwrokiem swojej rywalki która jej odebrała chłopaka - tej szczypawicy Julki. Z satysfakcją wyprostowała się na siodle swojego rumaka nie zauważając jej drobnego ciałka u boku swojego byłego
- mam nadzieje że u nich wszystko jak najgorzej - powiedziała wesoło, a reni parsknęła śmiechem
nagle zagrzmiał wojenny róg i wszyscy zwrócili uwagę na środek przed oddziałami. wjechał tam na koniu król tralossk w towarzystwie neli, thane'a i jenovy.
- wspaniali wojownicy i dzielni magowie - zagrzmiał magicznie wzmocniony głos neli i wszyscy wsłuchali się w dowódców - przedstawiciele wielu ras! zjednoczyliśmy się tutaj pod jednym celem - zmiażdżeniu potegi crag hacka lidera barbarzyńców krewlodu który najeżdża nasze ziemie odkąd zaczął swoje panowanie!
- Crag Hacka, który zniewolił nasz lud lecz się wyswobodziliśmy i teraz oddamy pięknym za nadobne! - ryknął tralossk, a wojska bagniaków zagrzmiały wiwatem
- Crag Hacka który wypacza ścieżki natury! - ryknęła jenova wznosząc swój łuk a elfy zasalutowały
- I wreszcie - powiedział thane i wskazał na abi, która uroczyście wjechała na środek. czuła niezłą tremę bo miała przemówić przed całymi wojskami a potem ci żołnierze będa oddawać życie za ich zwycięstwo. przełknęła gule w gardle, obróciła się na swoim koniu i rozpoczęła. wiedziała że visdomir wpatruje się w nią jak w boski klejnot ale nie obchodziło jej to
- Zanim zacznę chciałabym by wszystkie dziewczyny które zainspirowałam wyłoniły się z tłumu! Towarzyszki! Stańmy razem w tej decydującej chwili! Pokażcie swoją siłę i bez wstydu oddajcie sprawiedliwość! - krzyknęła abi wznosząc swój miecz. Paula i Tina niemal natychmiast ruszyły galopem w strone abi i stanęły po obu jej stronach mijając tralosska który nie mógł ukryć szerokiego uśmiechu. Powoli, lecz ustawicznie coraz więcej dziewczyn wyłoniało się od dwóch stron - z oddziałów elfów i fortecy - niegdyś ubezwłasnowolnione i rozbite, teraz w lśniących zbrojach często z krótko obciętymi włosami i bliznami od walki. Po kilku minutach ok 50 dziewczyn stało u boku abi, a żadna z nich zdawała nie ustępować jej w rynsztunku i woli walki. zaskoczona abi zauważyła, że wraz z tłumem dziewczyn przyszła też julka. Popatrzyła na nią groźnie, a ta tylko delikatnie się uśmiechnęła
- jesteśmy w tym razem abi - powiedziała, dotykając swojego brzucha tam, gdzie niegdyś ugodziła ją krellion. Abi postanowiła nie odzywać się do julki ale przetestować jej siłę walki - swoimi czynami miała odkupić dawną winę bo na visdomirze i tak jej już nie zalerzało ale dziewczyna splamiła swój honor więc tylko skinęła jej głową
- Oto lud, który wraz z przyjaciółmi wyprowadziłam z niewoli! - zagrzmiała abi a jej głos rozniósł się po całych oddziałach - dowód na to że polityka niewolnictwa crag hacka jest niesłuszna! te dziewczyny wielokrotnie udowodniły swoją wartość w wielu bojach i obronie tego w co wierzą! Nigdy nie będą już marionetkami i inne dziewczyny z marionectwa wyratują! Wraz z nimi nie zawaham się oddać życia za powodzenie naszej misji! - słońce piekło delikatnie jej skóre a na polu nastała cisza. Jedna z dziewczyn beti nagle wzniosła pięść w górę i krzyknęła
- do boju! ruszajmy na twierdzę! - kryzknęła, a inne dziewczyny rozwrzeszczały się za nią i zaczęły tupać nogami do rytmu co sprawiało wojownicze wrażenie
- Żołnierze! - krzyknął tralossk zjawiając się u ramienia abi, które dotknął swoją zimną ręką a abi zamiast na niego nawrzeszczeć tylko się uśmiechnęła. Wiedziała, że król musi grać pierwsze skrzypce bo ma taką role
- wielu z was może zginąć w tym boju jednak pamiętajcie że nie giniecie na marne! Klęska crag hacka to światła przyszłość dla naszego rodu! - krzyknął a ważki wzniosły się w powietrze robiąc piękne wzory zakręcone
- napiąć łuki! idziemy! - krzyknęła jenova i czwórka głównych dowódców - abi, tralossk, jenova i nela, a za nimi ich przyboczniacy, np reni, tina, paula, thane, dessa, pati, ignissa itd wyruszyli. Słońce zagasło - rozpoczynała się wielka krwawa bitwa, a pogoda wiedziała, że odpowiednim nastrojem dla niej będą cięzkie szare chmury... a potem krwawy zachód słońca...
***
Abi nie wiedziała jednak, że nie tylko wojacy Przymierza slyszeli jej płomienną mowę. Samotny mały jaszcząb zawrócił znad pola bitwy, minął górę i las i wylądował na ramieniu Oris - mistrza sokolego zwroku twierdzy. Jasnowłosa dziewczyna nie mogła złapać tchu z wrażenia i natychmiast pobiegła do namiotu dowództwa
- ...wystarczająco dużo wody, panie - usłyszała orkowski szept należący do krellion
- doskonale. pamiętaj, że zapasy muszą być otoczone największą ochroną - powiedział crag hack i oris nie mogła dłużej czekać więc wbiegła do pokoju i aż pośliznęła się na dywaniku i przejechała 2m
- mam ważną wiadomość! bardzo ważną wiadomość! - krzykła dziewczyna zamykając oczy i ściskając pięści które dała za siebie wychylając się do przodu i shylając głowę przed crag hackiem. dowódca barbarzyńców w skórzanych obcisłych spodniach i skórzanych pasach uwydatniających jego umięsnione ciało oraz skórzanych naramiennikach wstał ze swojego tronu i podszedł powoli do rozdygotanej dziewczyny stawiając cięzkie kroki w swoich zakutych butach. w rece dzierżył swój rogaty hełm a w drugiej swój wielki miecz. Jego oczy na dzikiej twarzy zdawały się błyszczeć nie tylko brązem, ale też nutką czerwieni... Krellion nadal siedziała na swoim fotelu z nogami danymi na stół, a sprawiający wrażenie zaniedbanego Jabarkas w kącie ostrzył swój topór i wsłuchiwał się w całą dyskusje. Dowódca stanął naprzeciwko dziewczyny i był od niej prawie 2 razy wyższy. Kucnął przy niej dotykając swoim płaszczem z wilczej skóry ziemi i jak zwykł to robić podniósł jej głowę do góry za brodę swoją wielką ręką tak, że mógł zmiażdżyć jej gardło
- jaka wiadomość jest na tyle ważna by przeszkadzać w naszej naradzie? - zapytał bardzo blisko twarzy oris aż dziewczyna się przelękła bo serio widziała wszystkie szczegóły jego twarzy i w sumie mógł ją udusić tu i teraz
- dowódco... Abigail Knox... Ona żyje! - wysapała Oris - Ja widziałam... Monitorowałam pole bitwy swoim sokolim zwrokiem jak mi nakazałeś i... - Ale dziewczyna nie dokończyła. Widziała, jak wyraz twarzy crag hacka zmienia się od tej informacji aż dowódca wybuchnął głośnym śmiechem i aż ją troche opluł
"fuuu" - pomyślała oris ale nie powiedziała tego na głos bo by ją zabił
- Jabarkasie! - zagrzmiał crag hack, wstając z kolan. Zapuszczony ork popatrzył na niego wilkiem i wstał salutując
- Nie słyszałeś? - Crag Hack roześmiał się serdecznie i klepnął Jabarkasa po plecach tak, że ork aż wydał ryk
- Twoja dziewczynka nadal jest na chodzie. - szepnął mu do ucha nachylając się tak blisko że jabarkas poczuł jego ciepły oddech ale potem pokiwał głową i wyszczerzył zęby w okrutnym grymasie . Nie uszło to uwadze orczycy, która jak z bicza strzelił wstała ze swojego fotela i podeszła szybkim krokiem do dziewczyny
- Powtórz to mi prosto w oczy - powiedziała, biorąc pokaźny łyk ze swojej manierki i nachylając się nad klęcząca Oris - Abigail Knox nadal żyje? - zmrużyła swoje zielone oczy, badawczo wpatrując się w wystraszoną wieszczkę
- Jestem tego pewna na 100% - powiedziała oris, a Krellion odrzuciła ją na bok i zaśmiała się w powietrze
- Jabarkas! Idziemy z nią zatańczyć! - ryknęła, natychmiast przywołując swoich sługusów którzy ubierali jej już napierśnik do walki. Złapała swój wielki miecz i zbliżyła się do wyjścia z namiotu. Teraz sługusi nakładali jej hełm a światło słońca padało prosto do namiotu przyświecając na jego metalowej pokrywie
- Czas rozpocząć bój! - krzyknęła i zbiegła ze zbocza namiotu, a jabarkas zaraz za nią. Crag Hack przez chwilę poprawiał coś w swojej zbroi i gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik i już miał wychodzić z namiotu to obrócił się powoli, przypominając sobie o istnieniu dziewczyny
- Oris? - Powiedział cicho, a dziewczyna oglądnęła się na niego
- Tak, panie? - zapytała niemal szeptem wiedząc już, co ją czeka
- Zaczekaj tu na mnie i nie opuszczaj namiotu - powiedział crag hack wychodząc z paskudnym uśmiechem. Dziewczyna padła na ziemię szlochając cicho. Oddałaby wszystko, by być teraz na polu bitwy - ale po przeciwnej stronie barykady.
***
Szarża wilczych jeźdźców ruszyła, a elfie łuki napięły się z jękiem.
- Strzał! - ryknęła Jenova, wypuszczając magiczną strzałę, która ze świstem wyprzedziła inne i trafiła w jednego z najszybciej biegnących jeźdźców. Grad strzał spadł na wojska nadciągających barbarzyńców, a w pierwszej linii Abi wraz z przyjaciółmi właśnie zderzyła się z pierwszą falą przeciwników. Wojowniczka choć mogła się tego spodziewać to nie wiedziała, że jej prześladowczyni - okrutna Krellion podąża jej śladem, by stoczyć z nią pojedynek na śmierć i życie. Wszystko miało przesądzić się w następnych godzinach.
Świeża posoka skropiła ziemię.
Wojna się rozpoczęła.
cdn.
- nie ma sprawy - powiedziały dziewczyny. wszyscy troje stali nad stawem hydr w Cocojumbo nowej bazie wypadowej Tralosska w pobliżu Wrót Żywiołów i zamku Crag Hacka. To stąd miał ruszyć atak na wojska zła
- Dałbym wam za to tytuły, sławę i bogactwa mojego kraju.. - zaczął król, a dziewczyny przyjrzały się mu uważnie - ale to nic nie znaczy dopóki nie zgładzimy crag hacka. Jego śmierć będzie najbardziej fajną nagrodą za nasze trudy - powiedział, a tina pokiwała energicznie głową
- takie mścicielki jak my nie potrzebują żadnych świecidełek wystarczy krew naszych wrogów! - powiedziała wznosząc swój czakram w górę który zalśnił odbitym światłem a król się zaśmiał
- spójrzcie, moje wojowniczki, jak dzięki wam rodzi się szansa naszego zwyciestwa - powiedział król, zamachnął się i... wrzucił graala do bagna
- cooo? - krzyknęła paula - ale szukałyśmy go tyle czasu!!!
- poczekaj... - powiedział tralossk wpatrując się w skupieniu w koła na wodzie bagna tam gdzie wpadł puchar. nagle jezioro zaczeło bulgotać i zaczęła wychodzić z niego wielka rosiczka aż na końcu zakwitła na środku miasta pięknym kwiatem. wszyscy od razu poczuli napływającą siłę do walki
- teraz to miasto jest pobłogosławione - powiedział tralossk - a z tą siłą pokonamy każde zło
- tak! - krzyknęły dziewczyny podskakując i przybijając sobie piątke. król jednym ruchem obrócił się szeleszcząc swoim czerwonym płaszczem i poszedł w stronę kwatery dowodzenia
- podwoić naukę nowych żołnierzy! - wydał krótki rozkaz
- tak jest! - zasalutowal alkin i pobiegł do koszar. dziewczyny stały jeszcze przez chwilę, patrząc na piękno kwiatu...
***
to było już dawno temu. teraz dziewczyny stały w pełnych zbrojach na zewnątrz zamku wrót żywiołów i brały udziałw przeglądzie wojsk a obie miały za sobą armie bagna. Cztery różne rasy zgromadziły sie w tym miejscu by zgładzić ostatniego przeciwnika w tej części świata. Na czele wojsk fortecy stała Nela z zastępem dżinów i czarodziei, na czele wrót żywiołów abi i jej przyjaciele, na czele elfów jenova a na czele wojsk cytadeli sam król tralossk w wojennej zbroi skorzanej razem ze swoimi najlepszymi wojownikami i paulą i tiną po obu stronach swojego gorgona na którym jechał. na przeciwległej stronie przyszłego pola bitwy gromadziły sie wojska nieprzyjaciela
- pss abi! - szepnęła reni która została w oddziałach wrót chociaż mogła iść do cytadeli - zobacz tam
abi obróciła się za palcem reni i oczy jej zdębiały.
- dlaczego on tu jest? - zapytała szeptem w przestrzeń, patrząc na swojego byłego chłopaka... a właściwie zdradliwom szumowine która zachowała sie jak ostatni skunks. Odkąd zerwała z visdomirem całkowicie sie zmieniła nabrała siły i pewności siebie. Już nigdy nie wpadnie w sidła zdradzieckiej miłości takiej jak ta a do czarodzieja czuła tylko wzgarde. Mimowolnie szukała jednak zwrokiem swojej rywalki która jej odebrała chłopaka - tej szczypawicy Julki. Z satysfakcją wyprostowała się na siodle swojego rumaka nie zauważając jej drobnego ciałka u boku swojego byłego
- mam nadzieje że u nich wszystko jak najgorzej - powiedziała wesoło, a reni parsknęła śmiechem
nagle zagrzmiał wojenny róg i wszyscy zwrócili uwagę na środek przed oddziałami. wjechał tam na koniu król tralossk w towarzystwie neli, thane'a i jenovy.
- wspaniali wojownicy i dzielni magowie - zagrzmiał magicznie wzmocniony głos neli i wszyscy wsłuchali się w dowódców - przedstawiciele wielu ras! zjednoczyliśmy się tutaj pod jednym celem - zmiażdżeniu potegi crag hacka lidera barbarzyńców krewlodu który najeżdża nasze ziemie odkąd zaczął swoje panowanie!
- Crag Hacka, który zniewolił nasz lud lecz się wyswobodziliśmy i teraz oddamy pięknym za nadobne! - ryknął tralossk, a wojska bagniaków zagrzmiały wiwatem
- Crag Hacka który wypacza ścieżki natury! - ryknęła jenova wznosząc swój łuk a elfy zasalutowały
- I wreszcie - powiedział thane i wskazał na abi, która uroczyście wjechała na środek. czuła niezłą tremę bo miała przemówić przed całymi wojskami a potem ci żołnierze będa oddawać życie za ich zwycięstwo. przełknęła gule w gardle, obróciła się na swoim koniu i rozpoczęła. wiedziała że visdomir wpatruje się w nią jak w boski klejnot ale nie obchodziło jej to
- Zanim zacznę chciałabym by wszystkie dziewczyny które zainspirowałam wyłoniły się z tłumu! Towarzyszki! Stańmy razem w tej decydującej chwili! Pokażcie swoją siłę i bez wstydu oddajcie sprawiedliwość! - krzyknęła abi wznosząc swój miecz. Paula i Tina niemal natychmiast ruszyły galopem w strone abi i stanęły po obu jej stronach mijając tralosska który nie mógł ukryć szerokiego uśmiechu. Powoli, lecz ustawicznie coraz więcej dziewczyn wyłoniało się od dwóch stron - z oddziałów elfów i fortecy - niegdyś ubezwłasnowolnione i rozbite, teraz w lśniących zbrojach często z krótko obciętymi włosami i bliznami od walki. Po kilku minutach ok 50 dziewczyn stało u boku abi, a żadna z nich zdawała nie ustępować jej w rynsztunku i woli walki. zaskoczona abi zauważyła, że wraz z tłumem dziewczyn przyszła też julka. Popatrzyła na nią groźnie, a ta tylko delikatnie się uśmiechnęła
- jesteśmy w tym razem abi - powiedziała, dotykając swojego brzucha tam, gdzie niegdyś ugodziła ją krellion. Abi postanowiła nie odzywać się do julki ale przetestować jej siłę walki - swoimi czynami miała odkupić dawną winę bo na visdomirze i tak jej już nie zalerzało ale dziewczyna splamiła swój honor więc tylko skinęła jej głową
- Oto lud, który wraz z przyjaciółmi wyprowadziłam z niewoli! - zagrzmiała abi a jej głos rozniósł się po całych oddziałach - dowód na to że polityka niewolnictwa crag hacka jest niesłuszna! te dziewczyny wielokrotnie udowodniły swoją wartość w wielu bojach i obronie tego w co wierzą! Nigdy nie będą już marionetkami i inne dziewczyny z marionectwa wyratują! Wraz z nimi nie zawaham się oddać życia za powodzenie naszej misji! - słońce piekło delikatnie jej skóre a na polu nastała cisza. Jedna z dziewczyn beti nagle wzniosła pięść w górę i krzyknęła
- do boju! ruszajmy na twierdzę! - kryzknęła, a inne dziewczyny rozwrzeszczały się za nią i zaczęły tupać nogami do rytmu co sprawiało wojownicze wrażenie
- Żołnierze! - krzyknął tralossk zjawiając się u ramienia abi, które dotknął swoją zimną ręką a abi zamiast na niego nawrzeszczeć tylko się uśmiechnęła. Wiedziała, że król musi grać pierwsze skrzypce bo ma taką role
- wielu z was może zginąć w tym boju jednak pamiętajcie że nie giniecie na marne! Klęska crag hacka to światła przyszłość dla naszego rodu! - krzyknął a ważki wzniosły się w powietrze robiąc piękne wzory zakręcone
- napiąć łuki! idziemy! - krzyknęła jenova i czwórka głównych dowódców - abi, tralossk, jenova i nela, a za nimi ich przyboczniacy, np reni, tina, paula, thane, dessa, pati, ignissa itd wyruszyli. Słońce zagasło - rozpoczynała się wielka krwawa bitwa, a pogoda wiedziała, że odpowiednim nastrojem dla niej będą cięzkie szare chmury... a potem krwawy zachód słońca...
***
Abi nie wiedziała jednak, że nie tylko wojacy Przymierza slyszeli jej płomienną mowę. Samotny mały jaszcząb zawrócił znad pola bitwy, minął górę i las i wylądował na ramieniu Oris - mistrza sokolego zwroku twierdzy. Jasnowłosa dziewczyna nie mogła złapać tchu z wrażenia i natychmiast pobiegła do namiotu dowództwa
- ...wystarczająco dużo wody, panie - usłyszała orkowski szept należący do krellion
- doskonale. pamiętaj, że zapasy muszą być otoczone największą ochroną - powiedział crag hack i oris nie mogła dłużej czekać więc wbiegła do pokoju i aż pośliznęła się na dywaniku i przejechała 2m
- mam ważną wiadomość! bardzo ważną wiadomość! - krzykła dziewczyna zamykając oczy i ściskając pięści które dała za siebie wychylając się do przodu i shylając głowę przed crag hackiem. dowódca barbarzyńców w skórzanych obcisłych spodniach i skórzanych pasach uwydatniających jego umięsnione ciało oraz skórzanych naramiennikach wstał ze swojego tronu i podszedł powoli do rozdygotanej dziewczyny stawiając cięzkie kroki w swoich zakutych butach. w rece dzierżył swój rogaty hełm a w drugiej swój wielki miecz. Jego oczy na dzikiej twarzy zdawały się błyszczeć nie tylko brązem, ale też nutką czerwieni... Krellion nadal siedziała na swoim fotelu z nogami danymi na stół, a sprawiający wrażenie zaniedbanego Jabarkas w kącie ostrzył swój topór i wsłuchiwał się w całą dyskusje. Dowódca stanął naprzeciwko dziewczyny i był od niej prawie 2 razy wyższy. Kucnął przy niej dotykając swoim płaszczem z wilczej skóry ziemi i jak zwykł to robić podniósł jej głowę do góry za brodę swoją wielką ręką tak, że mógł zmiażdżyć jej gardło
- jaka wiadomość jest na tyle ważna by przeszkadzać w naszej naradzie? - zapytał bardzo blisko twarzy oris aż dziewczyna się przelękła bo serio widziała wszystkie szczegóły jego twarzy i w sumie mógł ją udusić tu i teraz
- dowódco... Abigail Knox... Ona żyje! - wysapała Oris - Ja widziałam... Monitorowałam pole bitwy swoim sokolim zwrokiem jak mi nakazałeś i... - Ale dziewczyna nie dokończyła. Widziała, jak wyraz twarzy crag hacka zmienia się od tej informacji aż dowódca wybuchnął głośnym śmiechem i aż ją troche opluł
"fuuu" - pomyślała oris ale nie powiedziała tego na głos bo by ją zabił
- Jabarkasie! - zagrzmiał crag hack, wstając z kolan. Zapuszczony ork popatrzył na niego wilkiem i wstał salutując
- Nie słyszałeś? - Crag Hack roześmiał się serdecznie i klepnął Jabarkasa po plecach tak, że ork aż wydał ryk
- Twoja dziewczynka nadal jest na chodzie. - szepnął mu do ucha nachylając się tak blisko że jabarkas poczuł jego ciepły oddech ale potem pokiwał głową i wyszczerzył zęby w okrutnym grymasie . Nie uszło to uwadze orczycy, która jak z bicza strzelił wstała ze swojego fotela i podeszła szybkim krokiem do dziewczyny
- Powtórz to mi prosto w oczy - powiedziała, biorąc pokaźny łyk ze swojej manierki i nachylając się nad klęcząca Oris - Abigail Knox nadal żyje? - zmrużyła swoje zielone oczy, badawczo wpatrując się w wystraszoną wieszczkę
- Jestem tego pewna na 100% - powiedziała oris, a Krellion odrzuciła ją na bok i zaśmiała się w powietrze
- Jabarkas! Idziemy z nią zatańczyć! - ryknęła, natychmiast przywołując swoich sługusów którzy ubierali jej już napierśnik do walki. Złapała swój wielki miecz i zbliżyła się do wyjścia z namiotu. Teraz sługusi nakładali jej hełm a światło słońca padało prosto do namiotu przyświecając na jego metalowej pokrywie
- Czas rozpocząć bój! - krzyknęła i zbiegła ze zbocza namiotu, a jabarkas zaraz za nią. Crag Hack przez chwilę poprawiał coś w swojej zbroi i gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik i już miał wychodzić z namiotu to obrócił się powoli, przypominając sobie o istnieniu dziewczyny
- Oris? - Powiedział cicho, a dziewczyna oglądnęła się na niego
- Tak, panie? - zapytała niemal szeptem wiedząc już, co ją czeka
- Zaczekaj tu na mnie i nie opuszczaj namiotu - powiedział crag hack wychodząc z paskudnym uśmiechem. Dziewczyna padła na ziemię szlochając cicho. Oddałaby wszystko, by być teraz na polu bitwy - ale po przeciwnej stronie barykady.
***
Szarża wilczych jeźdźców ruszyła, a elfie łuki napięły się z jękiem.
- Strzał! - ryknęła Jenova, wypuszczając magiczną strzałę, która ze świstem wyprzedziła inne i trafiła w jednego z najszybciej biegnących jeźdźców. Grad strzał spadł na wojska nadciągających barbarzyńców, a w pierwszej linii Abi wraz z przyjaciółmi właśnie zderzyła się z pierwszą falą przeciwników. Wojowniczka choć mogła się tego spodziewać to nie wiedziała, że jej prześladowczyni - okrutna Krellion podąża jej śladem, by stoczyć z nią pojedynek na śmierć i życie. Wszystko miało przesądzić się w następnych godzinach.
Świeża posoka skropiła ziemię.
Wojna się rozpoczęła.
cdn.
piątek, 6 października 2017
Rozdział XXIV - Wojowniczka i skryte sekrety
- ...Abi! Abi! Otwórz oczy! - usłyszała znajomy głos gdzieś z oddali "Jeszcze nie teraz... musze coś załatwić dziewczyny!" - Wysłała silną myśl ale nie była pewna czy ona doszła do jej przyjaciółek. Widziała przed sobą światło które ją wołało... Biegła w jego strone ale ono nie przybliżało sie ani troche a z jego środka wychodziła jakaś ciemna umięśniona postać ale nie było widać szczegółów bo był cień na niej
- Abigail Knox - powiedziało głębokim głosem który zdawał się być jednak miły dla abi
- tak to ja - powiedziała abi
nagle wszystko wokół sie rozmyło i leciało w dół i abi przycisnęło do niewidzialnej ziemi
- aaaa! - abi widziała swoją wioskę z lotu ptaka ale wszystko cały czas leciało w dół i obraz był zaszumiony takimi kreskami jak od deszczu. dziewczyna spostrzegła jak niebo staje się czerwone a wszystkie domy murszeją i się rozpadają a potem znowu były normalne i znowu rozwalone i znowu normalne...
- przestań!!! - krzyknęła abi przyciskając ręce do głowy i nagle wszystko ustało jak na zatrzymanym video - niektóre elementy delikantnie się poruszały ale natychmiast wracały w swoje miejsce i otoczenie ogarnęła sepia
- kim jesteś i czemu mi to pokazujesz? - krzyknęła abi w przestrzeń
- jestem tobą - usłyszała szept z boku
- jesteś mną - z drugiej strony
- jestem abi! - usłyszała krzyk gdzieś za sobą i obróciła się. zobaczyła drobną dziewczynę uwiązaną do postronka, z poharatanymi rękami i nogami i w brudnej sukience. to była abi - abi, która nie poznała jeszcze żądzy walki, abi, która dopiero co utraciła swój dom. spojrzała na swoje ręce teraz z odciskami brudne i nieco umięśnione a potem znów na dziewczyne. teraz obok niej siedział jabarkas na pieńku
- jesteś całkiem inna niż one - powiedział jabarkas wskazując na inne dziewczyny które były stosem ciał i się paliły
- nie!!! - krzyknęła młodsza abi i zaczęła się rzucać
"o co chodzi?" - krzyknęła w myślach prawdziwa abi, mająca na sobie zbroję i dzierrząca miecz sprawiedliwości. teraz postacie się zmieniły i widziała jabarkasa na postronku który wyglądał na bardzo osłabionego i biednego a na pieńku siedziała abi w pełnej zbroi gdy zamiast dziewczyn były ciała orków
- ABI! - nagle coś ją wyrwało z wizji i wstała z głośnym chaustem powietrza
- wróciłaś do nas! - krzyknęła uradowana tina i przytuliła swoją przyjaciółkę a od drugiej strony naskoczyła na nią paula. na łóżku obok siedziała uśmiechnięta reni z kroplówką w ręce a abi też miała kroplówke
- a gdzie właściwie byłam - powiedziała zdezorientowana abi odklejając się od swoich koleżanek
- od bitwy minął już tydzień - powiedziała reni na łóżku obok - cały czas byłaś nieprzytomna
Abi bardzo zszokowały te wieści bo wydawało jej się że jeszcze przed chwilą była na polu bitwy "Czyli wygraliśmy bitwę! ale nadal czeka nas wojna..." - pomyślała dziewczyna dająca się ponieść ponuremu humorowi
Nagle drzwi do sali się otworzyły i weszła nela
- Abi, wreszcie wstałaś! - krzyknęła dżinka - mam dla ciebie bardzo dobre wieści
- jakie? - spytała abi zaskoczona. nie spodziewała się tu dżinki
- forteca docenia co zrobiłaś tu we wrotach żywiołów - powiedziała nela - i już nie jest na ciebie wkurzona
abi od razu zrobiło się niezręcznie ale wiedziała jak teraz się zachować
- jestem teraz niezależną wojowniczką. - powiedziała stanowczym tonem - i nie pracuję już na usługach fortecy. - mina neli od razu zrzedła i dżinka opuściła ramiona
- obroniłam wrota żywiołów by ochronić ludzi którzy tu mieszkają - powiedziała abi - nie po to żebyście mieli z tego korzyści. zrobie wszystko by zwyciężyć w walce z crag hakiem i jego bandą więc łącza nas wspólne interesy... ale to wszystko - abi wyłożyła kawe na ławe a nele aż zatkało z wrażenia
- zmieniłaś się abi - powiedziała zimnym tonem
- wojna zmieniła nas wszystkie - powiedziała patrząc na dziewczyny każda z nich była ranna i dostała wojenne blizny a nie znalazły się jeszcze nawet w wirze prawdziwej walki... nela zaś od razu zmieniła fason
- w takim razie cieszymy się że jesteś naszą sojuszniczką abi - powiedziała dżinka a abi uśmiechnęła się do niej nieśmiale
- jak wygląda sytuacja na froncie - dziewczyna prosto z mostu wyłożyła kawe na ławe
- w tej samej chwili gdy pokonałaś dowódcę wojsk przeciwnika nadciągnęły siły króla tralosska - powiedziała tina - a razem z nimi ja i paula
- jesteśmy teraz przybocznymi króla! - powiedziała paula - gdyby nie ty abi nigdy nie opuściłybyśmy tego śmierdzącego obozu i nadal byłybyśmy niewolnicami a teraz... - paula popatrzyła w ziemię - teraz jesteśmy wojowniczkami. I wspólnie zgładzimy zło
- my również szykujemy się do walki - powiedziała nela - i mam nadzieje że zgodzisz się poprowadzić wojska Wrót raz jeszcze - przerwała wpatrzona w dziewczyne - tym razem na stolicę wroga. - wszystkie dziewczyny wstrzymały oddech w oczekiwaniu na reakcje abi
- jasne - powiedziała dziewczyna - ale pozwólcie mi działać na własną rękę
- w porządku... - powiedziała nela cicho i zrobiło się troche dziwnie
- chciałabym z tobą o czymś porozmawiać abi... - nela spojrzała na dziewczyny zgromadzone w pokoju - ale chciałabym, żebyście na moment wyszły bo to osobista sprawa - tina chciała zaprotestować ale paula ją powstrzymała ręką
- wyjdziemy - powiedziała kiwając głową ze zrozumieniem
- nie musicie opuszczać pokoju jesteśmy przyjaciółkami - powiedziała abi ale dziewczyny już zamknęły za sobą drzwi. została z nimi tylko reni która była widocznie zbita z pantałyku
- to będzie okej jeśli tu zostanę? - popatrzyła jaszczuroczłeczka na dżinkę a potem na swoją kroplówke. była totalnie przytwierdzona do łóżka. nela tylko machneła ręką na znak, że nic z tym nie mogą zrobić a reni obróciła się do ściany i przysłoniła swoje uszy grzebieniem
- chciałabym z tobą pomówić o thanie - powiedziała nela a abi westchnęła. przypomniała sobie wszystko co stało się na wieży tamtej nocy i nie była zła na dżina - po prostu bardzo się wystraszyła i dostała szoku
- czyli wiesz o tym co się wtedy stało? - zapytała podejrzliwie a dżinka usiadła na skraju jej łóżka i pokiwała na tak
- thane nie wyszedł z wieży od tamtego czasu - powiedziała nela spuszczając smutnie zwrok - jest na siebie wściekły za to co zrobił
- nie do końca rozumiem - powiedziała abi
- Zapewne zauważyłaś jak bardzo zainteresowałaś thane'a... - powiedziała nela bawiąc się czymś w swoich rękach i abi dostrzegła, że był to pierścionek który o czymś jej przypominał...
- chciałabym opowiedzieć ci historię która zdarzyła się bardzo dawno temu - powiedziała nela - a która ma tutaj istotne znaczenie
- słucham. - powiedziała abi która w sumie dopiero teraz dostrzegła że nie ma żadnych większych ran i bez problemu usiadła na łóżku. reni na posłaniu obok odkryła ucho z zainteresowaniem
- W fortecy dawniej mieszkała pewna dżinka... Wiesz, my, dżiny, żyjemy bardzo długo więc to było jeszcze przed twoim narodzeniem. Była bardzo radosna rezolutna i lubiła się ze wszystkimi przekomarzać. Czasem troche wkurzała ale ogólnie była dobrą dziewczyną - powiedziała nela i mrugnęła okiem - I pewnego dnia Thane odkrył, że to właśnie jej życzenia powinien spełniać. rozumiesz, co mam na myśli? - spytała nela
- tak - odparła natychmiast abi - nieprzymuszone dżiny spełniają życzenia osób do których są obecnie najbardziej przywiązane
- wspaniale - powiedziała nela - no więc dżinka poczuła to samo i spędzili ze sobą bardzo wiele cudownych romantycznych chwil. Wreszcie postanowili się pobrać
- ale thane nie ma dziewczyny! - powiedziała abi stanowczo
- zaraz do tego dojdę, nie bądź taka pochopna - powiedziała nela z gorzkim uśmiechem - właśnie wtedy, gdy się zaręczyli... tego dnia naród diabelski zaatakował i wszystko się zmieniło. pożoga ogarnęła całą fortecę i powstało ogromne zamieszanie. musieliśmy się bronić, a nagle okazało się, że z diabłami współpracują też orkowie z krewlodu... - dla neli musiały być to wstrzącające wspomnienia bo jej ręka troche sie telepała i abi za nią złapała a kobieta popatrzyła na nią ciepło - kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a dziewczyna ta nigdy już nie powróciła do fortecy. przepadła jak kamień w wodę... - powiedziała nela smutno i popatrzyła na abi - nie mieliśmy o niej żadnej wieści aż do tamtego roku. Wtedy znalazł cię visdomir - dokończyła dżinka a abi szczena poleciała do ziemi
- czyli abi była kiedyś branką thane'a? - krzyknęła reni z ogromnym zdziwieniem na ustach. abi obróciła się w jej stronę i zauważyła, że jaszczuroczłeczka opiera obydwoma rękami swoje policzki i patrzy na dżinke z wielką ciekawością aż jej usta były otwarte
- nie, nie! - ze śmiechem zareagowała nela - to działo się blisko 100 lat temu. Dziewczyną tą była Daemyr Knox. - ta wiadomość spadła między wszystkich jak miecz
- coooo - powiedziała abi i reni jednocześnie ze zdziwieniem na twarzy
- Odkąd twoja babcia zniknęła z bracady thane nigdy w nikim się nie zakochał - powiedziała nela - oddał się nauce by skutecznie zniszczyć klan demonów. aż do momentu w którym pojawiłaś się ty czyli żywy dowód na to że jego ukochana przeżyła i pozostawiła po sobie ślad. jesteś do niej tak podobna... - powiedziała dżinka nachylając się nad abi
- więc to tydzień temu to... - abi zaczęła ze zdenerwowaniem
- nie wyciągaj tak pochopnych wniosków! - zaśmiała się nela radośnie - thane bardzo się o ciebie troszczy i jest dla ciebie jak ojciec - powiedziała - przeraził się gdy pomyślał że zrobił ci krzywdę... odkąd tylko pojawiłaś się w bracadzie, cały czas wstawiał się za tobą i cię chronił... myślę że powinnaś go odwiedzić abi - i oddać mu to - powiedziała nela, wręczając abi pierścionek. dziewczyna przypomniała sobie teraz wszystko: identyczny pierścionek widziała na palcu swojej mamy, który otrzymała od swojej matki w dzień swoich zaręczyn... mignęło jej zwierciadło ain eingarp, dawno temu, gdy była jeszcze słaba, w którym znajdowały się trzy odbicia - thane, ona oraz jej babcia...
- pójdę od razu - powiedziała dziewczyna i zeskoczyła z łóżka. Nela również z niego wstała i zbliżyła się do drzwi, a gdy je otworzyła, wypadły zza nich dwie dziewczyny
- wiedziałam, że cały czas podsłuchiwałyście - powiedziała dżinka czochrając grzywki pauli i tiny. obróciły się w stronę abi, która w krystalicznie białej szacie stała obok okna trzymając pierścionek w którym odbijały się promienie słońca wpatrując się w niego
- spotkamy się na kolacji - powiedziała do dziewczyn i minęła je w przejściu. usłyszały, jak jej kroki na schodach przyśpieszyły, a potem ujrzały biegnącą sylwetkę przez okno. reni podciągnęła nogi pod brodę i patrzyła na krajobraz z nikłym uśmiechem, który bardzo szybko zszedł z jej twarzy
- czuję, że już niebawem to wszystko się skończy - powiedziała, dotykając swoich ran postrzałowych - ale jakim kosztem...?
Abi znikła w wieży akademickiej, by po chwili wynurzyć się z niej w towarzystwie dżina z którym udała się w stronę jeziora. mieli sobie bardzo wiele do powiedzenia...
***
Crag Hack wyszedł przed swoją twierdzę, wpatrzony w palące słońce.
- wszystko jest gotowe - powiedział podwładny goblin - panie, armia może wyruszać.
- doskonale - powiedział barbarzyńca i spuścił swój zwrok, patrząc na tysiące żołdaków stłoczonych przed twierdzą
- może wygraliście tę jedną bitwę... ale nie wojnę. ŚMIERĆ! KREW! OGIEŃ! - wykrzyknął w niebo machając swoim toporem. odpowiedziało mu morze gardeł...
cdn.
- Abigail Knox - powiedziało głębokim głosem który zdawał się być jednak miły dla abi
- tak to ja - powiedziała abi
nagle wszystko wokół sie rozmyło i leciało w dół i abi przycisnęło do niewidzialnej ziemi
- aaaa! - abi widziała swoją wioskę z lotu ptaka ale wszystko cały czas leciało w dół i obraz był zaszumiony takimi kreskami jak od deszczu. dziewczyna spostrzegła jak niebo staje się czerwone a wszystkie domy murszeją i się rozpadają a potem znowu były normalne i znowu rozwalone i znowu normalne...
- przestań!!! - krzyknęła abi przyciskając ręce do głowy i nagle wszystko ustało jak na zatrzymanym video - niektóre elementy delikantnie się poruszały ale natychmiast wracały w swoje miejsce i otoczenie ogarnęła sepia
- kim jesteś i czemu mi to pokazujesz? - krzyknęła abi w przestrzeń
- jestem tobą - usłyszała szept z boku
- jesteś mną - z drugiej strony
- jestem abi! - usłyszała krzyk gdzieś za sobą i obróciła się. zobaczyła drobną dziewczynę uwiązaną do postronka, z poharatanymi rękami i nogami i w brudnej sukience. to była abi - abi, która nie poznała jeszcze żądzy walki, abi, która dopiero co utraciła swój dom. spojrzała na swoje ręce teraz z odciskami brudne i nieco umięśnione a potem znów na dziewczyne. teraz obok niej siedział jabarkas na pieńku
- jesteś całkiem inna niż one - powiedział jabarkas wskazując na inne dziewczyny które były stosem ciał i się paliły
- nie!!! - krzyknęła młodsza abi i zaczęła się rzucać
"o co chodzi?" - krzyknęła w myślach prawdziwa abi, mająca na sobie zbroję i dzierrząca miecz sprawiedliwości. teraz postacie się zmieniły i widziała jabarkasa na postronku który wyglądał na bardzo osłabionego i biednego a na pieńku siedziała abi w pełnej zbroi gdy zamiast dziewczyn były ciała orków
- ABI! - nagle coś ją wyrwało z wizji i wstała z głośnym chaustem powietrza
- wróciłaś do nas! - krzyknęła uradowana tina i przytuliła swoją przyjaciółkę a od drugiej strony naskoczyła na nią paula. na łóżku obok siedziała uśmiechnięta reni z kroplówką w ręce a abi też miała kroplówke
- a gdzie właściwie byłam - powiedziała zdezorientowana abi odklejając się od swoich koleżanek
- od bitwy minął już tydzień - powiedziała reni na łóżku obok - cały czas byłaś nieprzytomna
Abi bardzo zszokowały te wieści bo wydawało jej się że jeszcze przed chwilą była na polu bitwy "Czyli wygraliśmy bitwę! ale nadal czeka nas wojna..." - pomyślała dziewczyna dająca się ponieść ponuremu humorowi
Nagle drzwi do sali się otworzyły i weszła nela
- Abi, wreszcie wstałaś! - krzyknęła dżinka - mam dla ciebie bardzo dobre wieści
- jakie? - spytała abi zaskoczona. nie spodziewała się tu dżinki
- forteca docenia co zrobiłaś tu we wrotach żywiołów - powiedziała nela - i już nie jest na ciebie wkurzona
abi od razu zrobiło się niezręcznie ale wiedziała jak teraz się zachować
- jestem teraz niezależną wojowniczką. - powiedziała stanowczym tonem - i nie pracuję już na usługach fortecy. - mina neli od razu zrzedła i dżinka opuściła ramiona
- obroniłam wrota żywiołów by ochronić ludzi którzy tu mieszkają - powiedziała abi - nie po to żebyście mieli z tego korzyści. zrobie wszystko by zwyciężyć w walce z crag hakiem i jego bandą więc łącza nas wspólne interesy... ale to wszystko - abi wyłożyła kawe na ławe a nele aż zatkało z wrażenia
- zmieniłaś się abi - powiedziała zimnym tonem
- wojna zmieniła nas wszystkie - powiedziała patrząc na dziewczyny każda z nich była ranna i dostała wojenne blizny a nie znalazły się jeszcze nawet w wirze prawdziwej walki... nela zaś od razu zmieniła fason
- w takim razie cieszymy się że jesteś naszą sojuszniczką abi - powiedziała dżinka a abi uśmiechnęła się do niej nieśmiale
- jak wygląda sytuacja na froncie - dziewczyna prosto z mostu wyłożyła kawe na ławe
- w tej samej chwili gdy pokonałaś dowódcę wojsk przeciwnika nadciągnęły siły króla tralosska - powiedziała tina - a razem z nimi ja i paula
- jesteśmy teraz przybocznymi króla! - powiedziała paula - gdyby nie ty abi nigdy nie opuściłybyśmy tego śmierdzącego obozu i nadal byłybyśmy niewolnicami a teraz... - paula popatrzyła w ziemię - teraz jesteśmy wojowniczkami. I wspólnie zgładzimy zło
- my również szykujemy się do walki - powiedziała nela - i mam nadzieje że zgodzisz się poprowadzić wojska Wrót raz jeszcze - przerwała wpatrzona w dziewczyne - tym razem na stolicę wroga. - wszystkie dziewczyny wstrzymały oddech w oczekiwaniu na reakcje abi
- jasne - powiedziała dziewczyna - ale pozwólcie mi działać na własną rękę
- w porządku... - powiedziała nela cicho i zrobiło się troche dziwnie
- chciałabym z tobą o czymś porozmawiać abi... - nela spojrzała na dziewczyny zgromadzone w pokoju - ale chciałabym, żebyście na moment wyszły bo to osobista sprawa - tina chciała zaprotestować ale paula ją powstrzymała ręką
- wyjdziemy - powiedziała kiwając głową ze zrozumieniem
- nie musicie opuszczać pokoju jesteśmy przyjaciółkami - powiedziała abi ale dziewczyny już zamknęły za sobą drzwi. została z nimi tylko reni która była widocznie zbita z pantałyku
- to będzie okej jeśli tu zostanę? - popatrzyła jaszczuroczłeczka na dżinkę a potem na swoją kroplówke. była totalnie przytwierdzona do łóżka. nela tylko machneła ręką na znak, że nic z tym nie mogą zrobić a reni obróciła się do ściany i przysłoniła swoje uszy grzebieniem
- chciałabym z tobą pomówić o thanie - powiedziała nela a abi westchnęła. przypomniała sobie wszystko co stało się na wieży tamtej nocy i nie była zła na dżina - po prostu bardzo się wystraszyła i dostała szoku
- czyli wiesz o tym co się wtedy stało? - zapytała podejrzliwie a dżinka usiadła na skraju jej łóżka i pokiwała na tak
- thane nie wyszedł z wieży od tamtego czasu - powiedziała nela spuszczając smutnie zwrok - jest na siebie wściekły za to co zrobił
- nie do końca rozumiem - powiedziała abi
- Zapewne zauważyłaś jak bardzo zainteresowałaś thane'a... - powiedziała nela bawiąc się czymś w swoich rękach i abi dostrzegła, że był to pierścionek który o czymś jej przypominał...
- chciałabym opowiedzieć ci historię która zdarzyła się bardzo dawno temu - powiedziała nela - a która ma tutaj istotne znaczenie
- słucham. - powiedziała abi która w sumie dopiero teraz dostrzegła że nie ma żadnych większych ran i bez problemu usiadła na łóżku. reni na posłaniu obok odkryła ucho z zainteresowaniem
- W fortecy dawniej mieszkała pewna dżinka... Wiesz, my, dżiny, żyjemy bardzo długo więc to było jeszcze przed twoim narodzeniem. Była bardzo radosna rezolutna i lubiła się ze wszystkimi przekomarzać. Czasem troche wkurzała ale ogólnie była dobrą dziewczyną - powiedziała nela i mrugnęła okiem - I pewnego dnia Thane odkrył, że to właśnie jej życzenia powinien spełniać. rozumiesz, co mam na myśli? - spytała nela
- tak - odparła natychmiast abi - nieprzymuszone dżiny spełniają życzenia osób do których są obecnie najbardziej przywiązane
- wspaniale - powiedziała nela - no więc dżinka poczuła to samo i spędzili ze sobą bardzo wiele cudownych romantycznych chwil. Wreszcie postanowili się pobrać
- ale thane nie ma dziewczyny! - powiedziała abi stanowczo
- zaraz do tego dojdę, nie bądź taka pochopna - powiedziała nela z gorzkim uśmiechem - właśnie wtedy, gdy się zaręczyli... tego dnia naród diabelski zaatakował i wszystko się zmieniło. pożoga ogarnęła całą fortecę i powstało ogromne zamieszanie. musieliśmy się bronić, a nagle okazało się, że z diabłami współpracują też orkowie z krewlodu... - dla neli musiały być to wstrzącające wspomnienia bo jej ręka troche sie telepała i abi za nią złapała a kobieta popatrzyła na nią ciepło - kochankowie zostali na zawsze rozdzieleni, a dziewczyna ta nigdy już nie powróciła do fortecy. przepadła jak kamień w wodę... - powiedziała nela smutno i popatrzyła na abi - nie mieliśmy o niej żadnej wieści aż do tamtego roku. Wtedy znalazł cię visdomir - dokończyła dżinka a abi szczena poleciała do ziemi
- czyli abi była kiedyś branką thane'a? - krzyknęła reni z ogromnym zdziwieniem na ustach. abi obróciła się w jej stronę i zauważyła, że jaszczuroczłeczka opiera obydwoma rękami swoje policzki i patrzy na dżinke z wielką ciekawością aż jej usta były otwarte
- nie, nie! - ze śmiechem zareagowała nela - to działo się blisko 100 lat temu. Dziewczyną tą była Daemyr Knox. - ta wiadomość spadła między wszystkich jak miecz
- coooo - powiedziała abi i reni jednocześnie ze zdziwieniem na twarzy
- Odkąd twoja babcia zniknęła z bracady thane nigdy w nikim się nie zakochał - powiedziała nela - oddał się nauce by skutecznie zniszczyć klan demonów. aż do momentu w którym pojawiłaś się ty czyli żywy dowód na to że jego ukochana przeżyła i pozostawiła po sobie ślad. jesteś do niej tak podobna... - powiedziała dżinka nachylając się nad abi
- więc to tydzień temu to... - abi zaczęła ze zdenerwowaniem
- nie wyciągaj tak pochopnych wniosków! - zaśmiała się nela radośnie - thane bardzo się o ciebie troszczy i jest dla ciebie jak ojciec - powiedziała - przeraził się gdy pomyślał że zrobił ci krzywdę... odkąd tylko pojawiłaś się w bracadzie, cały czas wstawiał się za tobą i cię chronił... myślę że powinnaś go odwiedzić abi - i oddać mu to - powiedziała nela, wręczając abi pierścionek. dziewczyna przypomniała sobie teraz wszystko: identyczny pierścionek widziała na palcu swojej mamy, który otrzymała od swojej matki w dzień swoich zaręczyn... mignęło jej zwierciadło ain eingarp, dawno temu, gdy była jeszcze słaba, w którym znajdowały się trzy odbicia - thane, ona oraz jej babcia...
- pójdę od razu - powiedziała dziewczyna i zeskoczyła z łóżka. Nela również z niego wstała i zbliżyła się do drzwi, a gdy je otworzyła, wypadły zza nich dwie dziewczyny
- wiedziałam, że cały czas podsłuchiwałyście - powiedziała dżinka czochrając grzywki pauli i tiny. obróciły się w stronę abi, która w krystalicznie białej szacie stała obok okna trzymając pierścionek w którym odbijały się promienie słońca wpatrując się w niego
- spotkamy się na kolacji - powiedziała do dziewczyn i minęła je w przejściu. usłyszały, jak jej kroki na schodach przyśpieszyły, a potem ujrzały biegnącą sylwetkę przez okno. reni podciągnęła nogi pod brodę i patrzyła na krajobraz z nikłym uśmiechem, który bardzo szybko zszedł z jej twarzy
- czuję, że już niebawem to wszystko się skończy - powiedziała, dotykając swoich ran postrzałowych - ale jakim kosztem...?
Abi znikła w wieży akademickiej, by po chwili wynurzyć się z niej w towarzystwie dżina z którym udała się w stronę jeziora. mieli sobie bardzo wiele do powiedzenia...
***
Crag Hack wyszedł przed swoją twierdzę, wpatrzony w palące słońce.
- wszystko jest gotowe - powiedział podwładny goblin - panie, armia może wyruszać.
- doskonale - powiedział barbarzyńca i spuścił swój zwrok, patrząc na tysiące żołdaków stłoczonych przed twierdzą
- może wygraliście tę jedną bitwę... ale nie wojnę. ŚMIERĆ! KREW! OGIEŃ! - wykrzyknął w niebo machając swoim toporem. odpowiedziało mu morze gardeł...
cdn.
niedziela, 1 października 2017
Rozdział XVIII.5 (spin-off) - Wojowniczki na misji
Dwie amazońskie postacie chyłkiem zbiegły ze stromego zwgórza. To paula i tina. Wyruszyły na misje by wspomóc abi w walce z crag hackiem i osiągnąć upragnioną zemste. Tina ma ścięte włosy na jeża z zostawionymi kosmykami kręconych włosów na boku i kolczyk z zakręconego kła w uchu jest pomaziana na twarzy niebieską farbą i ma jastrzębi wyraz twarzy. Ma skórzaną lekką zbroję odkrywającą opalony słońcem brzuch a u pasa wisi jej czakram - broń amazonki. na jej plecy zarzucony był kołczan i łuk. paula zaś zachowała swoje dawne włosy ale też miała strój amazonki chociaż nie taki odlotowy jak stój tiny a w ręce miała wielki gladius
- cii - powiedziała paula przysuwając palec do ust - musimy obejść go dookoła
dziewczyny były w potrzasku. musiały zdobyć część zagadki z obelisku, jednak tego chroniła magiczna bestia... którą musiały pokonać tylko we 2 os.
Wielki kościany smok zionął trupim światłem a z jego oczodołów spływała struga zepsucia
- fuuu - powiedziała demonstracyjnie tina machając ręką koło nosa
- nie zgrywaj się - paula ze śmiechem dała jej kuksańca w bok i obie cicho się zaśmiały - ja obejdę go dookoła a ty zajmij go swoimi strzałami i czakramem. wejdę na niego i wbije mu miecz prosto w kościsty kark - powiedziała wojowniczka błyskając swoją bronią w świetle księżyca
- ok zaczynamy! - odpowiedziała tina i zakradła się przed smoka a potem strzeliła. strzała poszybowała przez noc i trafiła w sam środek oczodołu smoka a potem spadła gdzieś spod czaszki. magiczna bestia zaryczała i zaczęła szukać niebezpieczeństwa
- trele lele dudki! - tina wyskoczyła zza krzaka z głupią miną a smok od razu do niej pobiegł. zwinna dziewczyna wskoczyła na drzewo i ukryła się przed zdezorientowaną bestiom. druga z dziewczyn szła tymczasem bokiem łąki, wskoczyła na skałę i skała tuż nad smokiem. tina wiedziała, że to czas na jej reakcje. wyjęła czakram, wycelowała w inny kamień i rzuciła
stalowy dysk poszybował tuż koło czaszki smoka, odbił się od skały, poleciał w drugą stronę i utknął w jego żebrach przecinając jedno z nich a bestia zaryczała szukając w panice źródła ataku. w tym momencie spadł na niego cień w kształcie dziewczyny
- arrrgh!!! - paula z krzykiem dowaliła się do karku bestii i jednym szybkim cięciem go ścięła a kościana głowa walła o kamienie a reszta ciała zatrzęsla się i runęła a potem dziewczyna wyłoniła się ze stosu kości i potrząsnęła głową
- niezły cios! - powiedziała rezolutnie tina mierzwiąc włosy przyjaciółki. paula otrzepała się z kurzu i obydwie zwróciły swój zwrok w stronę magicznego obelisku
- to ostatni element układanki! - paula podskoczyła z radości i podbiegła do obelisku a tina wyjęła swoją mapę graala i zdecydowanym ruchem przyłożyła ją do ściany obelisku. nagle światło którym lśniły litery na wielkim kamieniu spłynęły w ciemną skrzyneczkę a dziewczyny usłyszały głos uwolnienia
- mamy całą mapę! hurra! - wrzasnęła tina nie bacząc na kłopoty i uścisnęła paulę z radości a potem obie przyjżały się jej badawczo
- wiem gdzie to jest! to tylko parę mil stąd! - powiedziała zaskoczona paula
- musimy się pośpieszyć kopanie może zająć nam cały dzień - dodała poważnym tonem tina i zarzuciła łuk na ramię - jestem tak ciekawa jak on wygląda! - rozmarzonym zwrokiem ogarnęła gwieździstą noc nad sobą
- ruszamy - powiedziała paula i wbiegły w noc tam gdzie zostawiły swoje rumaki. Nie wiedziały jednak, że czujne oczy innej wojowniczki podążały za nimi...
***
To tutaj! - powiedziała rześko tina opierając się o łopatę którą wbiła w ziemię. chociaż nie spały wiele godzin były bardzo przejęte i nie czuły żadnego zmęczenia - za chwile miały odnaleźć największy skarb tejziemi. jej koleżanka zdjęła bluzke i postanowiła pracować w samym staniku bo czekała je ciężka fizyczna robota
- zaczynamy! - powiedziała dziarsko paula i wbiła łopatę w ziemie. pracowały kilka godzin skropione potem od gorącego słońca które przyświecało na ich gładkie brzuchy i nieco umięśnione ramiona bo były wojowniczkami
nagle łopata pauli stuknęła o coś
- łooł!!! ostrożnie, czy to...? - tina z zainteresowaniem odskoczyła od swojej dziury i podleciała do wykopaliska pauli
- nie to tylko stary piszczel - powiedziała ze śmiechem koleżanka i odrzuciła go na bok. dziewczyny wykopały już taką wielką dziurę że nie było widać nawet ich głów. myślały że kostka nic nie znaczyła ale była ona oznaką czegoś większego... kilka zamachnięć łopatą i...
- Tina! chodź szybko! - umorusana paula odgarnęła z czoła spoconą grzywkę i przywołała przyjaciółkę która podbiegła tym razem bez słowa
przed nimi stała malutka skrzynka która była szerokości otwartej dłoni i wysokości też otwartej dłoni miała czerwone ozdobniki i zielone klejnoty po bokach
- to musi być on! - wrzasnęła tina i szybko wykopała skrzynkę i ją otwarła. z niej wystrzelił promień jasnego światła które było słoneczne ale odbijało się od miriady kryształów okalających świety kielich. tralossk będzie zadowolony - pomyślała paula na ten widok - a crag hack będzie gryzł ziemie
- paula, mamy go!!! - krzyknęła i znów objęła swoją przyjaciółkę a ta nieoczekiwanie cmoknęła ją prosto w usta. oszołomiona tina popatrzyła na paulę ze zdziwieniem ale zdecydowanie zamknęła oczy i oddała jeszcze bardziej gorący pocałunek...
- no no no... co my tu mamy... - usłyszały za sobą głos, który najmniej chciałyby usłyszeć... szybko się od siebie odsunęły a tina zasłoniła swoim ciałem kielich lecz dla sokolego zwroku shivy nic nie było do ukrycia...
- śledziłam was cały dzień! dziękuję za wykonanie tak cięzkiej pracy w której nie chciałabym się babrać - powiedziała ruda wojowniczka siedząca na żółtym ptaku gromu ze śmiechem wskazując na rozległe wykopaliska dziewczyn - ale macie coś, co... należy do mnie - puściła im oko
- to my go znalazłyśmy! - powiedziała paula zimnym tonem wpatrując się w shivę, która zeskoczyła ze swojego ptaka i stanęła nad rozpadliną którą wykopały koleżanki
- no cóż, wy go znalazłyście... ale kto o tym będzie pamiętać, jeśli to ja Shiva, przyniosę kielich zbawienia do wielkiego crag hacka i złożę mu go na kolanach? - powiedziała rozmarzonym tonem wojowniczka uciekając oczami w niebo wyobrażała sobie jak sowicie odpłaci się jej crag hack i jaki szacunek u niego dostanie...
- ale nie mamy czasu nędzne niewolnice! - powiedziała znad dziury - znajcie swoje miejsce i oddajcie mi kielich to nic wam nie zrobie - schyliła się zasłaniając słońce i wyciągnęła do nich rękę - no ruchy ruchy!
dziewczyny były w kropce. zostawiły swoje bronie na zewnątrz wykopu i w dziurze były bezbronne. paula spojrzała na tinę która dziarsko wystąpiła przed szereg dyskretnie wsuwając kielich do dziury w ścianie obok
- nie poddamy się tak łatwo! teraz nikt nie może nami rządzić! - powiedziała tina wpatrując się z odwagą w oczy barbarzyńskiej wojowniczki. shiva sięgnęła do swojego miecza i wyjęła gołe ostrze na tine
- widzisz to? - powiedziała shiva - macie gołe ręce a ja mam nad wami miażdżącą przewagę nie masz prawa dyktować mi warunków
- a więc stań i walcz o swój kielich! odwołuję się do twojego honoru wojowniczki! - powiedziała tina opierając ręce o zgrabne biodra a shiva tylko się roześmiała
- gdybym myślała o swoim honorze wojowniczki za każdym razem gdy przebijam mieczem nieposłuszne niewolnice to już dawno byłabym zbawiona w wahlalii - rzekła - nie mam czasu na takie smarkule jak wy. aiaiaiaiaia!!! - krzyknęła shiva i zrobiła salto w powietrzu wskakując do dziury. rozpoczęła się walka - walka o zwycięstwo albo śmierć. tina szybko sięgnęła do swojego boku i wyjęła czakram którym odbiła pierwszy cios miecza shivy aż poszła iskra
- niezła jestes kto cię ćwiczył? - powiedziała shiva oblizując usta - ale twój koniec jest tu i teraz!
- chyba twój! - krzykła tina i dała jej wielkiego kopa w brzuch a shiva zatoczyła się nie mogą złapać oddechu ale szybko się ogarnęła
- arggh!!! - rzuciła się na tine z pazurami i złapała za jej włosy ciągnąc je na bok
- i kto teraz jest górą? - szepnęła jej do ucha wyrywając kosmyk włosów i odepchnęła ją na ziemię. zakurzona tina nie mogła złapać oddechu a shiva wytrąciła jej czakram z ręki
- niezła broń... może powinnam się nauczyć jej używać - powiedziała shiva obracając dysk w palcach. nieostrożna wojowniczka nie pomyślała jednak że od lśniącego ostrza odbije się promień światła
- ałaa! - oślepiła się na kilka sekund a wtedy zapomniana przez nią paula rzuciła się na nią od tyłu ze swoim mieczem bo zdążyła wespnąć się po niego chyłkiem jak shiva była zajęta tiną. shiva miała jednak niezły refleks i uchyliła się od ciosu a paula przeleciała obok lecz szybko się obróciła i odparła kolejny cios
- ha! ha! ha! - krzyczały wojowniczki odbijając swoje miecze raz po raz
nagle shiva popatrzyła w bok i na jej twarzy pojawił się straszny uśmiech
- a co powiesz jeśli zamiast zaatakować ciebie... zrobię to!!! - krzyknęła i wbiła miecz we wstającą właśnie z ziemi tinę przecinając jej udo do krwi i dziewczyna znów wpadła w piach z krzykiem
- nieee!!! - paula rzuciła się na nią z jeszcze większą determinacją a oszalała shiva z rechotem oddała w nią grad ciosów. paula nie mogła się skupić na walce bo chciała sprawdzić czy wszystko dobrze z tiną
- no no... tak to jest jak ma się słaby punkt! - powiedziała shiva uskakując od parującej pauli i przygwożdżąc rękę tiny wymierzając w nią ostrze
- uczucie cię osłabia! - powiedziała w paulę zbliżając swój miecz do szyi tiny, lecz paula była szybsza. doskoczyła do shivy i wymierzyła ostrze w jej szyje
- hahahaha!!! jeśli ją zabiję to ty zabijesz mnie, tak? - zapytała shiva śmiejąc się w słońce
- nie będę biernie się przyglądała! - krzyknęła tina która w międzyczasie złapała swój czakram i przejechała nim po nodze shivy która upadła na kolano haratając mieczem ramię tiny. nad nią stała paula wciąż wymierzając w nią miecz
- zabij mnie, przecież tego właśnie chciałaś! - krzyknęła zdesperowana shiva w stronę pauli - na co czekasz?
- to żałosne chodźmy stąd tina - powiedziała paula roztrzęsionym tonem
- hahahaaha!!! czyli boisz się przelać moją krew? - zapytała szalonym tonem shiva - ja jednak nie będę się wzbraniała! - z krzykiem szarpnęła mieczem i wymierzyła w paulę rozpoczynając nowy grad ciosów. była jednak osłabiona... i miecz pauli sam natrafił na dogodne miejsce do cięcia
- hiyaa!! - zrospaczonym tonem krzyknęła paula i przebiła shivę mieczem na wylot
- ty... - krew ściekająca po ustach shivy uwydatniła jej okropny uśmiech od ucha do ucha - jesteś wspaniałą wojowniczką
- uczyłam się od najlepszej! - powiedziała stanowczo paula i wyrwała miecz z ciała shivy. barbarzyńska kobieta ciężko dyszała i nie była zdolna do dalszej walki. paula wzbraniała się przed tym ale wiedziała że musi to zrobić. szykowała się do ostatecznego ciosu, który dobiłby wojowniczkę...
- dalej, zrób to. - powiedziała shiva zdecydowanym tonem - przegrałam w pojedynku. pozwól mi umrzeć w walce - jej rana nie musiała być śmiertelna, lecz shiva zdawała się zaakceptować swój los. nie starała się siebie opatrzyć lecz oddawała ostatnie tchnienia patrząc w słońce a z jej ust ciekła krew. paula z wahaniem popatrzyła na tinę
- nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. możemy ją opatrzyć i... - tina przerwała czując na sobie zwrok broczącej krwią shivy
- pozwól mi umrzeć... z honorem wojowniczki. - powiedziała shiva - ale posłuchaj... crag hack... on... to nie tak jak myślicie... - zakrztusiła się i zwymiotowała krwią. jej oddech stał się świszczący i jeszcze cięższy a z przeciętego tłowia poleciała wielka porcja krwi. wyciągnęła rękę w stronę przerażonej tiny i dotknęła jej twarzy
- dbajcie o... siebie. - powiedziała ostatkiem sił, a jej palce ześliznęły się po jej policzku pozostawiając smugę krwi i znieruchomiały. Tak dumna Shiva poległa w walce z amazońską wojowniczką - Wojowniczką Paulą w asyście Tiny.
***
Chodźmy już. - Powiedziała tina oświetlona przez ostatnie promienie zachodzącego słońca. Obydwie stały przed świeżą mogiłą, nad którą zamiast krzyża znajdował się żelazny, piękny miecz shivy błyszczący w słońcu. Paula obejmowała zabandażowaną tinę i stały tak razem już od jakiegoś czasu, oddając honory wojowniczce, którą pokonały rankiem
- to nie była wyrównana walka... byłyśmy we dwie a ona... - powiedziała smutno paula
- wiedziała, na co się pisze pracując dla crag hacka. - powiedziała zdecydowanym tonem tina - gdyby wróciła bez graala, i tak straciłaby życie. crag hack bardzo na nią liczył a ja dobrze go znam... - powiedziała tina, wspominając chwile, gdy barbarzyńca obchodził się z nią tak brutalnie a ona nie miała jeszcze w sobie ognia wojowniczki by mu się przeciwstawić
- niczym nie możesz się obwiniać zrobiłaś to co słuszne. - dodała, ścierając łzę z policzka pauli
- teraz obydwie mamy krew na rękach - powiedziała rezolutnie paula, wpatrując się w swoje brudne od pracy i walki dłonie. ostatni promień słońca odbił się od mogiły shivy i zagasł
- bez porównania do krwi którą przelały wojska crag hacka. musimy się pośpieszyć i dostarczyć graal tralosskowi by go powstrzymać- powiedziała tina, odrywając się od przyjaciółki i przygotowując konie do biegu przez prerie. w środku myślała jednak o tym, co powiedziała shiva... chciała przekazać im coś bardzo ważnego, coś... a potem to... popatrzyła na swoją przyjaciółkę, która w milczeniu wstała znad mogiły, zapięła swój miecz i wsiadła na konia.
- ruszamy. - powiedziała paula zdecydowanym tonem i minęła tinę.
" będę dbać o ciebie, Paula." - pomyślała tina, patrząc w jej plecy na których kiwało się dwuręczne ostrze. Nie wiedziała o tym, że w tej samej chwili Paula pomyślała dokładnie to samo o niej
Dwie amazonki samotne a jednak szczęśliwe rozpoczęły ostatnią fazę swojej podróży kierując się do Cocojumbo...
cdn.
- cii - powiedziała paula przysuwając palec do ust - musimy obejść go dookoła
dziewczyny były w potrzasku. musiały zdobyć część zagadki z obelisku, jednak tego chroniła magiczna bestia... którą musiały pokonać tylko we 2 os.
Wielki kościany smok zionął trupim światłem a z jego oczodołów spływała struga zepsucia
- fuuu - powiedziała demonstracyjnie tina machając ręką koło nosa
- nie zgrywaj się - paula ze śmiechem dała jej kuksańca w bok i obie cicho się zaśmiały - ja obejdę go dookoła a ty zajmij go swoimi strzałami i czakramem. wejdę na niego i wbije mu miecz prosto w kościsty kark - powiedziała wojowniczka błyskając swoją bronią w świetle księżyca
- ok zaczynamy! - odpowiedziała tina i zakradła się przed smoka a potem strzeliła. strzała poszybowała przez noc i trafiła w sam środek oczodołu smoka a potem spadła gdzieś spod czaszki. magiczna bestia zaryczała i zaczęła szukać niebezpieczeństwa
- trele lele dudki! - tina wyskoczyła zza krzaka z głupią miną a smok od razu do niej pobiegł. zwinna dziewczyna wskoczyła na drzewo i ukryła się przed zdezorientowaną bestiom. druga z dziewczyn szła tymczasem bokiem łąki, wskoczyła na skałę i skała tuż nad smokiem. tina wiedziała, że to czas na jej reakcje. wyjęła czakram, wycelowała w inny kamień i rzuciła
stalowy dysk poszybował tuż koło czaszki smoka, odbił się od skały, poleciał w drugą stronę i utknął w jego żebrach przecinając jedno z nich a bestia zaryczała szukając w panice źródła ataku. w tym momencie spadł na niego cień w kształcie dziewczyny
- arrrgh!!! - paula z krzykiem dowaliła się do karku bestii i jednym szybkim cięciem go ścięła a kościana głowa walła o kamienie a reszta ciała zatrzęsla się i runęła a potem dziewczyna wyłoniła się ze stosu kości i potrząsnęła głową
- niezły cios! - powiedziała rezolutnie tina mierzwiąc włosy przyjaciółki. paula otrzepała się z kurzu i obydwie zwróciły swój zwrok w stronę magicznego obelisku
- to ostatni element układanki! - paula podskoczyła z radości i podbiegła do obelisku a tina wyjęła swoją mapę graala i zdecydowanym ruchem przyłożyła ją do ściany obelisku. nagle światło którym lśniły litery na wielkim kamieniu spłynęły w ciemną skrzyneczkę a dziewczyny usłyszały głos uwolnienia
- mamy całą mapę! hurra! - wrzasnęła tina nie bacząc na kłopoty i uścisnęła paulę z radości a potem obie przyjżały się jej badawczo
- wiem gdzie to jest! to tylko parę mil stąd! - powiedziała zaskoczona paula
- musimy się pośpieszyć kopanie może zająć nam cały dzień - dodała poważnym tonem tina i zarzuciła łuk na ramię - jestem tak ciekawa jak on wygląda! - rozmarzonym zwrokiem ogarnęła gwieździstą noc nad sobą
- ruszamy - powiedziała paula i wbiegły w noc tam gdzie zostawiły swoje rumaki. Nie wiedziały jednak, że czujne oczy innej wojowniczki podążały za nimi...
***
To tutaj! - powiedziała rześko tina opierając się o łopatę którą wbiła w ziemię. chociaż nie spały wiele godzin były bardzo przejęte i nie czuły żadnego zmęczenia - za chwile miały odnaleźć największy skarb tejziemi. jej koleżanka zdjęła bluzke i postanowiła pracować w samym staniku bo czekała je ciężka fizyczna robota
- zaczynamy! - powiedziała dziarsko paula i wbiła łopatę w ziemie. pracowały kilka godzin skropione potem od gorącego słońca które przyświecało na ich gładkie brzuchy i nieco umięśnione ramiona bo były wojowniczkami
nagle łopata pauli stuknęła o coś
- łooł!!! ostrożnie, czy to...? - tina z zainteresowaniem odskoczyła od swojej dziury i podleciała do wykopaliska pauli
- nie to tylko stary piszczel - powiedziała ze śmiechem koleżanka i odrzuciła go na bok. dziewczyny wykopały już taką wielką dziurę że nie było widać nawet ich głów. myślały że kostka nic nie znaczyła ale była ona oznaką czegoś większego... kilka zamachnięć łopatą i...
- Tina! chodź szybko! - umorusana paula odgarnęła z czoła spoconą grzywkę i przywołała przyjaciółkę która podbiegła tym razem bez słowa
przed nimi stała malutka skrzynka która była szerokości otwartej dłoni i wysokości też otwartej dłoni miała czerwone ozdobniki i zielone klejnoty po bokach
- to musi być on! - wrzasnęła tina i szybko wykopała skrzynkę i ją otwarła. z niej wystrzelił promień jasnego światła które było słoneczne ale odbijało się od miriady kryształów okalających świety kielich. tralossk będzie zadowolony - pomyślała paula na ten widok - a crag hack będzie gryzł ziemie
- paula, mamy go!!! - krzyknęła i znów objęła swoją przyjaciółkę a ta nieoczekiwanie cmoknęła ją prosto w usta. oszołomiona tina popatrzyła na paulę ze zdziwieniem ale zdecydowanie zamknęła oczy i oddała jeszcze bardziej gorący pocałunek...
- no no no... co my tu mamy... - usłyszały za sobą głos, który najmniej chciałyby usłyszeć... szybko się od siebie odsunęły a tina zasłoniła swoim ciałem kielich lecz dla sokolego zwroku shivy nic nie było do ukrycia...
- śledziłam was cały dzień! dziękuję za wykonanie tak cięzkiej pracy w której nie chciałabym się babrać - powiedziała ruda wojowniczka siedząca na żółtym ptaku gromu ze śmiechem wskazując na rozległe wykopaliska dziewczyn - ale macie coś, co... należy do mnie - puściła im oko
- to my go znalazłyśmy! - powiedziała paula zimnym tonem wpatrując się w shivę, która zeskoczyła ze swojego ptaka i stanęła nad rozpadliną którą wykopały koleżanki
- no cóż, wy go znalazłyście... ale kto o tym będzie pamiętać, jeśli to ja Shiva, przyniosę kielich zbawienia do wielkiego crag hacka i złożę mu go na kolanach? - powiedziała rozmarzonym tonem wojowniczka uciekając oczami w niebo wyobrażała sobie jak sowicie odpłaci się jej crag hack i jaki szacunek u niego dostanie...
- ale nie mamy czasu nędzne niewolnice! - powiedziała znad dziury - znajcie swoje miejsce i oddajcie mi kielich to nic wam nie zrobie - schyliła się zasłaniając słońce i wyciągnęła do nich rękę - no ruchy ruchy!
dziewczyny były w kropce. zostawiły swoje bronie na zewnątrz wykopu i w dziurze były bezbronne. paula spojrzała na tinę która dziarsko wystąpiła przed szereg dyskretnie wsuwając kielich do dziury w ścianie obok
- nie poddamy się tak łatwo! teraz nikt nie może nami rządzić! - powiedziała tina wpatrując się z odwagą w oczy barbarzyńskiej wojowniczki. shiva sięgnęła do swojego miecza i wyjęła gołe ostrze na tine
- widzisz to? - powiedziała shiva - macie gołe ręce a ja mam nad wami miażdżącą przewagę nie masz prawa dyktować mi warunków
- a więc stań i walcz o swój kielich! odwołuję się do twojego honoru wojowniczki! - powiedziała tina opierając ręce o zgrabne biodra a shiva tylko się roześmiała
- gdybym myślała o swoim honorze wojowniczki za każdym razem gdy przebijam mieczem nieposłuszne niewolnice to już dawno byłabym zbawiona w wahlalii - rzekła - nie mam czasu na takie smarkule jak wy. aiaiaiaiaia!!! - krzyknęła shiva i zrobiła salto w powietrzu wskakując do dziury. rozpoczęła się walka - walka o zwycięstwo albo śmierć. tina szybko sięgnęła do swojego boku i wyjęła czakram którym odbiła pierwszy cios miecza shivy aż poszła iskra
- niezła jestes kto cię ćwiczył? - powiedziała shiva oblizując usta - ale twój koniec jest tu i teraz!
- chyba twój! - krzykła tina i dała jej wielkiego kopa w brzuch a shiva zatoczyła się nie mogą złapać oddechu ale szybko się ogarnęła
- arggh!!! - rzuciła się na tine z pazurami i złapała za jej włosy ciągnąc je na bok
- i kto teraz jest górą? - szepnęła jej do ucha wyrywając kosmyk włosów i odepchnęła ją na ziemię. zakurzona tina nie mogła złapać oddechu a shiva wytrąciła jej czakram z ręki
- niezła broń... może powinnam się nauczyć jej używać - powiedziała shiva obracając dysk w palcach. nieostrożna wojowniczka nie pomyślała jednak że od lśniącego ostrza odbije się promień światła
- ałaa! - oślepiła się na kilka sekund a wtedy zapomniana przez nią paula rzuciła się na nią od tyłu ze swoim mieczem bo zdążyła wespnąć się po niego chyłkiem jak shiva była zajęta tiną. shiva miała jednak niezły refleks i uchyliła się od ciosu a paula przeleciała obok lecz szybko się obróciła i odparła kolejny cios
- ha! ha! ha! - krzyczały wojowniczki odbijając swoje miecze raz po raz
nagle shiva popatrzyła w bok i na jej twarzy pojawił się straszny uśmiech
- a co powiesz jeśli zamiast zaatakować ciebie... zrobię to!!! - krzyknęła i wbiła miecz we wstającą właśnie z ziemi tinę przecinając jej udo do krwi i dziewczyna znów wpadła w piach z krzykiem
- nieee!!! - paula rzuciła się na nią z jeszcze większą determinacją a oszalała shiva z rechotem oddała w nią grad ciosów. paula nie mogła się skupić na walce bo chciała sprawdzić czy wszystko dobrze z tiną
- no no... tak to jest jak ma się słaby punkt! - powiedziała shiva uskakując od parującej pauli i przygwożdżąc rękę tiny wymierzając w nią ostrze
- uczucie cię osłabia! - powiedziała w paulę zbliżając swój miecz do szyi tiny, lecz paula była szybsza. doskoczyła do shivy i wymierzyła ostrze w jej szyje
- hahahaha!!! jeśli ją zabiję to ty zabijesz mnie, tak? - zapytała shiva śmiejąc się w słońce
- nie będę biernie się przyglądała! - krzyknęła tina która w międzyczasie złapała swój czakram i przejechała nim po nodze shivy która upadła na kolano haratając mieczem ramię tiny. nad nią stała paula wciąż wymierzając w nią miecz
- zabij mnie, przecież tego właśnie chciałaś! - krzyknęła zdesperowana shiva w stronę pauli - na co czekasz?
- to żałosne chodźmy stąd tina - powiedziała paula roztrzęsionym tonem
- hahahaaha!!! czyli boisz się przelać moją krew? - zapytała szalonym tonem shiva - ja jednak nie będę się wzbraniała! - z krzykiem szarpnęła mieczem i wymierzyła w paulę rozpoczynając nowy grad ciosów. była jednak osłabiona... i miecz pauli sam natrafił na dogodne miejsce do cięcia
- hiyaa!! - zrospaczonym tonem krzyknęła paula i przebiła shivę mieczem na wylot
- ty... - krew ściekająca po ustach shivy uwydatniła jej okropny uśmiech od ucha do ucha - jesteś wspaniałą wojowniczką
- uczyłam się od najlepszej! - powiedziała stanowczo paula i wyrwała miecz z ciała shivy. barbarzyńska kobieta ciężko dyszała i nie była zdolna do dalszej walki. paula wzbraniała się przed tym ale wiedziała że musi to zrobić. szykowała się do ostatecznego ciosu, który dobiłby wojowniczkę...
- dalej, zrób to. - powiedziała shiva zdecydowanym tonem - przegrałam w pojedynku. pozwól mi umrzeć w walce - jej rana nie musiała być śmiertelna, lecz shiva zdawała się zaakceptować swój los. nie starała się siebie opatrzyć lecz oddawała ostatnie tchnienia patrząc w słońce a z jej ust ciekła krew. paula z wahaniem popatrzyła na tinę
- nie musisz tego robić jeśli nie chcesz. możemy ją opatrzyć i... - tina przerwała czując na sobie zwrok broczącej krwią shivy
- pozwól mi umrzeć... z honorem wojowniczki. - powiedziała shiva - ale posłuchaj... crag hack... on... to nie tak jak myślicie... - zakrztusiła się i zwymiotowała krwią. jej oddech stał się świszczący i jeszcze cięższy a z przeciętego tłowia poleciała wielka porcja krwi. wyciągnęła rękę w stronę przerażonej tiny i dotknęła jej twarzy
- dbajcie o... siebie. - powiedziała ostatkiem sił, a jej palce ześliznęły się po jej policzku pozostawiając smugę krwi i znieruchomiały. Tak dumna Shiva poległa w walce z amazońską wojowniczką - Wojowniczką Paulą w asyście Tiny.
***
Chodźmy już. - Powiedziała tina oświetlona przez ostatnie promienie zachodzącego słońca. Obydwie stały przed świeżą mogiłą, nad którą zamiast krzyża znajdował się żelazny, piękny miecz shivy błyszczący w słońcu. Paula obejmowała zabandażowaną tinę i stały tak razem już od jakiegoś czasu, oddając honory wojowniczce, którą pokonały rankiem
- to nie była wyrównana walka... byłyśmy we dwie a ona... - powiedziała smutno paula
- wiedziała, na co się pisze pracując dla crag hacka. - powiedziała zdecydowanym tonem tina - gdyby wróciła bez graala, i tak straciłaby życie. crag hack bardzo na nią liczył a ja dobrze go znam... - powiedziała tina, wspominając chwile, gdy barbarzyńca obchodził się z nią tak brutalnie a ona nie miała jeszcze w sobie ognia wojowniczki by mu się przeciwstawić
- niczym nie możesz się obwiniać zrobiłaś to co słuszne. - dodała, ścierając łzę z policzka pauli
- teraz obydwie mamy krew na rękach - powiedziała rezolutnie paula, wpatrując się w swoje brudne od pracy i walki dłonie. ostatni promień słońca odbił się od mogiły shivy i zagasł
- bez porównania do krwi którą przelały wojska crag hacka. musimy się pośpieszyć i dostarczyć graal tralosskowi by go powstrzymać- powiedziała tina, odrywając się od przyjaciółki i przygotowując konie do biegu przez prerie. w środku myślała jednak o tym, co powiedziała shiva... chciała przekazać im coś bardzo ważnego, coś... a potem to... popatrzyła na swoją przyjaciółkę, która w milczeniu wstała znad mogiły, zapięła swój miecz i wsiadła na konia.
- ruszamy. - powiedziała paula zdecydowanym tonem i minęła tinę.
" będę dbać o ciebie, Paula." - pomyślała tina, patrząc w jej plecy na których kiwało się dwuręczne ostrze. Nie wiedziała o tym, że w tej samej chwili Paula pomyślała dokładnie to samo o niej
Dwie amazonki samotne a jednak szczęśliwe rozpoczęły ostatnią fazę swojej podróży kierując się do Cocojumbo...
cdn.
niedziela, 24 września 2017
Rozdział XXIII - Wojowniczka broni zamku
"Ciekawe jak radzi sobie Abi" - Pomyślał król Tralossk przechadzając się po statku tam i spowrotem. Był skąpo ubrany jak to jaszczuroczłeki miał wyszukane skurzane spodenki do kolan i takie pasy na górnej części ciała i naramienniki. Ogólnie był w zbroi do walki a nie w szatach króla
- Królu dopływamy do Cocojumbo - pojawił się Alkin z marcysią u jego boku
- Zobacz widać dzisiaj piękny mały wóz - powiedziała rozmarzona dziewczyna wskazując palcem w gwiazdy a trallosk zaśmiał się cicho
- napatrz się w gwiazdy, niedługo niebo będzie zasnute wojenną pożogą - powiedział tajemniczym tonem i odkiwał głową alkinowi. Podszedł na dziób statku i stanął na nim dając jedną noge na burte a wiatr rozwiewał jego grzebień. zamknął oczy i wydychnął powietrze skupiając się i wyobraził sobie rozeźloną twarz crag hacka
"Niedługo odpłacę ci się pięknym za nadobne..." - na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech. nikt nie wiedział co planuje... Wiedział że dla jego przeciwnika największą zniewagą będzie pokonanie go przes tych którymi pogardza... Przez lud jaszczuroczłeków których zniewolił i których uważał za głupich
Nagle z rozmyślenia wyrwał go głośny skrzek i spojrzał w górę a nad jego głową latała ciemna sowa
- Masz dla mnie list? Z Bracady? - Powiedział zdziwiony król bo nie spodziewał się nic z bracady a w jego królestwie listy przynosiły papugi. oderwał zwitek z nogi ptaka i popukał go delikatnie po głowie a ona odgruchała i poleciała. rozwinął list i zobaczył tylko kilka słów...
"POMOCY! Jesteśmy atakowani przez oddziały Crag Hacka! Wspomóż nas w walce bo Wrota Żywiołów padną!" - słowa nakreślone charakterem pisma reni i alfabetem jaszczuroczłeków (orkowie nie odczytaliby ich). Więc już się zaczyna... Muszą działać szybko, lecz też rozbić obóz i rozbudować cocojumbo...
- Irena! Rusz z oddziałem amazonek by odbić wrota żywiołów - krzyknął tralossk po krótkim namyśle. Musiał sam udać się do miasta, by dopilnować najważniejszych przygotowań i nie mógł wkroczyć do akcji tak szybko. Postanowił wkroczyć na pole bitwy by zwycięsko odnieść pochód do wrót twierdzy swojego wroga...
- Gotuję się! - Odkrzyknęła jaszczuroczłeczka robiąc gest salutu (jaszczuroczłeki stoją na baczność i dają głowę do góry i złączają ręce łokciami aż do góry odwrócone pięści też razem) a za nią cały jej oddział. Gdy statek przybił do brzegu obok miasta od razu ruszyły do boju...
"Oby nie było za późno" - Pomyślała ze strachem Kiki szarżując razem z resztą amazonek w stronę zamku w którym była Reni.
***
- ABI!!! - krzyknął jakiś głos z boku i dziewczyna otrząsła się z iluzji. stał nad nią dessa i telepał jej ramionami
- co...? - dziewczyna obróciła się i zobaczyła dymy i światła zza muru miasta
- jesteśmy atakowani! - ryknął ork i abi wiedziała, co musi zrobić. Nie może teraz przegrać. Nie dla tego przebyła całą tą drogę. musi wziąc odpowiedzialność za to co przysięgła i stanąć do walki jak prawdziwa wojowniczka. Nigdy nie może już okazać słabości w walce. W jedną chwile zapomniała o wszystkim i liczyło się tylko jedno - utrzymaniu zamku w obronie przed oddziałami wroga
- jasne! - odpowiedziała wyraźnie patrząc w głębokie oczy orka z zaciętą miną. ten od razu zrozumiał i szeroko się uśmiechnął
- razem z grindanem wezmę na siebie prawą stronę zamku. ignissa zajmuje się już lewą flanką a tobie przypadła główna brama - powiedział i spojrzał na nią jeszcze raz
- wszystko w porządku tam na górze? - zapytał patrząc podejrzliwie
- tak... to znaczy nie... ale... nie mamy czasu! - odpowiedziała abi niemal krzycząc. musiała najpierw pobiec do swojej kwatery i ubrać zbroję a potem...
- już mnie nie ma! spotkajmy się po zwycięstwie! - powiedziała dumnym tonem patrząc zdeterminowanym zwrokiem i rozdzielili się.
***
Najpierw góra. Czarna kolczuga lśniąca w blasku świec z elementami skór i metalowymi płytkami. Na obydwa ramiona naramienniki solidne i obite ćwiekami. skórzane ćwiekowane nasady na nadgarstki. ćwiekowana wojenna spódniczka... i cięzkie, wojenne buty ze stalową nasadą, a na końcu solidny pas ze sunącymi wężami czyli znakiem królestwa jaszczuroczłeków.
Abi wzięła delikatnie swój miecz, którym niegdyś cięła krellion. Ostrze mignęło do niej niebespiecznie a na jej twarzy pojawił się uśmiech i włożyła je do pochwy. przywiązała czakram do pasa z drugiej strony. Wojowniczka Abi była gotowa do walki. Zdecydowanym ruchem zgasiła świece i opuściła komnatę udając się do bram Wrót Żywiołów. Jej pierwsza potyczka się rozpoczęła...
***
Abi zdecydowana bronić bramy za wszelką cenę wspięła się na nią i ogarnęła zwrokiem pole bitwy. Było bardzo dużo goblinów i orków, wiele wilczych jeźdźców a nawet kilka cyklopów. Nad zamkiem latało też parę roków które zbliżały się niebespiecznie a nad wszystkim górowała wielka katapulta, która właśnie wystrzeliła...
- uwaga! - krzyknęła abi a oddziały obrońców popatrzyły na nią
- jestem waszą dowódczynią w tej potyczce - nie skończyła, bo kamień z katapulty uderzył w lewy mur, który trochę się rozczaskał a abi skuliła się i przyłożyła ręce do głowy ale szybko sie podniosła. żywiołaki burzy na wieżach za nią cały czas ostrzeliwały orków ale niemal bes skutku
- Na rozkaz! - podleciała jedna z rusałek, Pixi, i pomachała Abi wesoło, ale szybko się przelękła, bo tuż obok niej przeleciała orcza strzała
- Uważajcie! jesteście delikatne nie pakujcie się w wir bitwy! - powiedziała głośno abi - trzymajcie straż na murach gdy będą chcieć się przedrzeć to ich zaatakujcie
- okej! - rusałka mrugnęła okiem i odleciała do swoich koleżanek przekazując im wieści a potem się ustawiły tak jak kazała im abi
- czas odpowiedzieć ogniem! - krzyknęła abi, a żywiołaki ognia przeleciały przez bramę i udeżyły w oddział wilczych jeźdźców. poparzone zwierzęta uciekały w popłochu a abi wzniosła swój miecz radośnie na znak zwycięstwa
- strzelcy! - abi zwróciła się do żywiołaków burzy i lodu po obu stronach - zajmijcie się rokami! - zamknęła oczy, skupiła swoją moc i zrobiła kolisty znak rękami
- Diqa! - szepnęła słowa zaklęcia zwiększającego precyzję strzelców. Wiedziała, że ich strzały niemal same trafią teraz do celu. Dumnie patrzyła, jak żywiołaki zbierają moc i strzelają w krążące nad nimi roki, które zaczęły spadać na ziemie martwe
"Chyba idzie mi całkiem nieźle!" - Pomyślała Abi, ale szybko powściągnęła swoją radość gdy spojrzała na pole bitwy. Zdawało się, że wojska wroga niemal dwukrotnie przewyższają liczebnie wojska Abi
"No to klops..." - pomyślała, gdy cyklopy ruszyły do ataku. Podniosły z ziemi wielkie kamienie i cisnęły nimi w lewą część muru, która rozpadła się tym razem bezpowrotnie...
- Aaa!!! - krzyknęły rusałki w popłochu, gdy gobliny zaczęły biec w ich stronę... Nagle wokół nich pojawiły się postawne żywiołaki ziemi, by wspomóc je w obronie
- właśnie tak! - krzyknęła nieco przerażona abi gdy nagle niebo nad nią zrobiło się ciemniejsze...
"co...? wróg musi znać zaklęcia!" - krzyknęła w duchu widząc, jak pojedyncza błyskawica trafia w żywiołaki lodu których 1/3 sie rozbiła
- nie!!! - krzyknęła abi poszukując zwrokiem wrogiego bohatera. "Sokoli zwrok" - szepnęła zwężając swoje oczy a wizja szybko się powiększyła... Od razu go poznała. Był to Terek jeden z przyboczniaków Crag Hacka. Ten który nocami dobierał się do Pauli gdy jeszcze nie miała siły by się mu przeciwstawić...
- dla ciebie nie ma przebaczenia. - szepnęła abi. postanowiła go zgładzić, jednak zanim mogła nadejść ta chwila, musiała zająć się jego wojskami...
Nagle z tyłu nadpłynął tajemniczy szelest. Abi obróciła się i zobaczyła migoczące wysokie postacie suniące w jej stronę
- Witaj abi - usłyszała szept energii zza kaptura jednej z nich - stawiamy się do walki na twoje wezwanie. - były to żywiołaki magii
- nareszcie! popłyńcie w ogry z maczugami! są bardzo niebespieczne - powiedziała abi a żywiołaki magii posłusznie otoczyły ogry i raziły ich energią spod swoich płaszczy, gdy w międzyczasie cios katapulty nadkruszył kolejną część muru...
- czas na moją odpowiedź! - krzyknęła Abi i wzniosła swój miecz obydwoma rękami. zamknęła oczy i zaczęła szeptać formułę najbardziej morderczego zaklęcia jakie znała...
- Silsilat min albaraghii albarq!!! - Krzyknęła, a magiczna moc w niej eksplodowała. nad oddziałami wrogich orków pojawiła się ogromna chmura burzowa i poraziła ich łańcuchowym piorunem który wstrzelił się jeszcze w cyklopy, a potem w gobliny i trolle. Abi opadła na kolana - ten czar niemal całkowicie wyczerpał jej magiczną moc... Była jednak zadowolona z rezultatu bo wielka część oddziałów Tereka padła.
- Abi! - krzyknęła jedna z przerażonych rusałek, która miała nadszarpnięte skrzydło i krwawiła z buzi. dziewczyna odwróciła się w jej strone i zobaczyła, że prawie połowa dziewczyn leży martwa
- nieee!!! - krzyknęła abi i ledwo nad sobą zapanowała by nie zalać się łzami
- spokojnie my się szybko regenerujemy! - uspokoiła ją rusałka robiąc znak uspokojenia dwoma rękami - ale czujemy ból - skrzywiła się i wyplula krew - lewa strona prawie padła przyślij nam więcej oddziałów! - dokończyła z piskiem
- ale nie mamy więcej! - odkrzyknęła przerażona abi. szala bitwy przechylała się na stronę jej oponenta... a ona nie mogła na to pozwolić
- nie mogę dłużej czekać! - krzyknęła abi i zeszła z piedestału dowódcy - zajmij moje miejsce! - usadziła na nim zdezorientowaną rusałkę
- ale ja nie wiem jak!!! - ta krzyknęła dziewczęcym głosem i nachmurzona obróciła głowę w drugą stronę
- słuchaj, od tego zależy los zamku! ja zajmę się ich dowódcą... jeśli go stracą, nie będa mogli już walczyć. - powiedziała abi, a rusałka wypuściła powietrze z ust i przytaknęła
- jak ci na imię? - zapytała abi
- jestem vox - powiedziała rusałka
- Vox stajesz się oficjalną obrończynią wrót żywiołów na 10 minut! - powiedziała abi i przekazała jej medal odwagi a potem odwróciła się i zeskoczyła z bramy. wylądowała ciężko i od razu się podniosła. skuliła się nieco i zanurkowała w bijących się oddziałach orków i ogrów
- hej, tss! - szepnęła do jednego z żywiołaków magii a ten się do niej odwrócił
- dowódczyni? ale... dlaczego nie jesteś tam? - spytał bezpłciowym głosem zdezorientowany żywiołak i zwrócił swoją energetyczną twarz w stronę bramy i oniemiał
- nie pytaj, to bardzo ważne! od tego zależy los całej bitwy! - powiedziała głosnym szeptem abi - ukryj mnie w swojej szacie i podejdźmy do tereka. ja się nim zajme...
- dobrze ale... tak nigdy jeszcze... dowódca musi...
- idziemy! - nakazującym tonem powiedziała abi i rozchyliła brzegi szaty żywiołaka pod które weszła. wewnątrz nie było żadnego organicznego ciała - jedynie wiązki energii wyglądające jak gałązki obwieszone bąbkami wijące się od góry aż do dołu. Abi ze zdziwieniem zauważyła, że i one są niematerialne, a jednocześnie ciągle się poruszają i połyskliwie migotają, są w ciągłym ruchu... Zdawały się przepływać przez nią samą, okalać ją ciepłem i uspokajać. czuła, jak jej magiczna energia odnawia się w szybkim tempie poruszała się skulona wraz z szatą żywiołaka, który dokładnie znał drogę.
- słuchaj jak dojdziesz do orków, rozchylisz swoją szatę tak jak do zwykłego ataku - szepnęła abi - a wtedy ja wyskoczę na dowódcę i użyję mojego czakramu
- dobrze, abi. - usłyszała głos z każdej strony, wydobywający się jakby z świetlistych gałązek. nagle usłyszała paniczne krzyki i świst strzał
- co to? - zapytała zdezorientowana dziewczyna która nie widziała pola bitwy
- jesteśmy tuż koło orków ale... zaczynamy chyba przegrywać - westchnęły gałązki a ich światło przybladło
- damy radę!
- atakuję... wyskakuj! - szepnęły, i nagle ich położenie zaczęło się zmieniać a w ciemności pojawiła się wielka szpara przez którą energia wyciekła uderzając w orków a wraz z nią wyskoczyła abi
- ajajajajaja!!! - zrobiła salto z krzykiem stając na ramionach jednego z orków i wbiła mu miecz od boku w płóco, obróciła się i zeskoczyła na ziemię i odpięła swój czakram. terek powoli odwrócił głowę w jej stronę i jego oczy stanęły dęba z przerażenia
- co...!? - z rozdziawionej buzi w której brakowało kilku zębów wydobył się jęk zdziwienia
- oto moja zemsta za lata poniżenia moich przyjaciółek i mnie! poczuj smak krwi! - krzyknęła abi i zamachnęła się czakramem, w który przelała całą pozostałą moc powietrza
- Surea. - Szepnęła, a czakram ze świstem wystrzelił z jej ręki lecąc prosto w drewienko katapulty
- chyba nie trafiłaś! ahahahaarrgghhh!!! - terek zmarszczył twarz w okrutnym grymasie, wyjął swój miecz i nachylił się do walki z abi, ale ta tylko na to czekała. z satysfakcją patrzyła, jak czakram odbija się od katapulty, później od kanta tarczy jednego z martwych orków i ze świstem leci prosto w czaszkę tereka...
Trzask!
Oszołomiony mężczyzna stał jeszcze chwilę w rozkroku, ze zdziwioną miną poruszając szybko oczkami, po czym padł na ziemię. Abi podeszła ciężkim krokiem, oparła swoją nogę o jego martwą klatkę piersiową, nachyliła się i jednym szybkim ruchem wyrwała czakram ktury utkwił w boku jego głowy. Obserwowała, jak kropelki krwi ściekają po metalu, po czym odwróciła się w stronę zamku... adrenalina nieco opadła i poczuła, jak opuszczają ją siły. ostatkiem sił dostrzegła, że brama została właśnie wyłamana - a ona sama zauważona przez najbliższy oddział orków
- aawrukk!!! - rozkrzyczały się orki szarżując w stronę abi, która ostatkiem sił oparła się o swój miecz, po czym osunęła się na ciało tereka i straciła przytomność...
ostatnim, co usłyszała, a może tylko jej się to wydawało, był szelest owadzich skrzydeł
cdn.
- Królu dopływamy do Cocojumbo - pojawił się Alkin z marcysią u jego boku
- Zobacz widać dzisiaj piękny mały wóz - powiedziała rozmarzona dziewczyna wskazując palcem w gwiazdy a trallosk zaśmiał się cicho
- napatrz się w gwiazdy, niedługo niebo będzie zasnute wojenną pożogą - powiedział tajemniczym tonem i odkiwał głową alkinowi. Podszedł na dziób statku i stanął na nim dając jedną noge na burte a wiatr rozwiewał jego grzebień. zamknął oczy i wydychnął powietrze skupiając się i wyobraził sobie rozeźloną twarz crag hacka
"Niedługo odpłacę ci się pięknym za nadobne..." - na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech. nikt nie wiedział co planuje... Wiedział że dla jego przeciwnika największą zniewagą będzie pokonanie go przes tych którymi pogardza... Przez lud jaszczuroczłeków których zniewolił i których uważał za głupich
Nagle z rozmyślenia wyrwał go głośny skrzek i spojrzał w górę a nad jego głową latała ciemna sowa
- Masz dla mnie list? Z Bracady? - Powiedział zdziwiony król bo nie spodziewał się nic z bracady a w jego królestwie listy przynosiły papugi. oderwał zwitek z nogi ptaka i popukał go delikatnie po głowie a ona odgruchała i poleciała. rozwinął list i zobaczył tylko kilka słów...
"POMOCY! Jesteśmy atakowani przez oddziały Crag Hacka! Wspomóż nas w walce bo Wrota Żywiołów padną!" - słowa nakreślone charakterem pisma reni i alfabetem jaszczuroczłeków (orkowie nie odczytaliby ich). Więc już się zaczyna... Muszą działać szybko, lecz też rozbić obóz i rozbudować cocojumbo...
- Irena! Rusz z oddziałem amazonek by odbić wrota żywiołów - krzyknął tralossk po krótkim namyśle. Musiał sam udać się do miasta, by dopilnować najważniejszych przygotowań i nie mógł wkroczyć do akcji tak szybko. Postanowił wkroczyć na pole bitwy by zwycięsko odnieść pochód do wrót twierdzy swojego wroga...
- Gotuję się! - Odkrzyknęła jaszczuroczłeczka robiąc gest salutu (jaszczuroczłeki stoją na baczność i dają głowę do góry i złączają ręce łokciami aż do góry odwrócone pięści też razem) a za nią cały jej oddział. Gdy statek przybił do brzegu obok miasta od razu ruszyły do boju...
"Oby nie było za późno" - Pomyślała ze strachem Kiki szarżując razem z resztą amazonek w stronę zamku w którym była Reni.
***
- ABI!!! - krzyknął jakiś głos z boku i dziewczyna otrząsła się z iluzji. stał nad nią dessa i telepał jej ramionami
- co...? - dziewczyna obróciła się i zobaczyła dymy i światła zza muru miasta
- jesteśmy atakowani! - ryknął ork i abi wiedziała, co musi zrobić. Nie może teraz przegrać. Nie dla tego przebyła całą tą drogę. musi wziąc odpowiedzialność za to co przysięgła i stanąć do walki jak prawdziwa wojowniczka. Nigdy nie może już okazać słabości w walce. W jedną chwile zapomniała o wszystkim i liczyło się tylko jedno - utrzymaniu zamku w obronie przed oddziałami wroga
- jasne! - odpowiedziała wyraźnie patrząc w głębokie oczy orka z zaciętą miną. ten od razu zrozumiał i szeroko się uśmiechnął
- razem z grindanem wezmę na siebie prawą stronę zamku. ignissa zajmuje się już lewą flanką a tobie przypadła główna brama - powiedział i spojrzał na nią jeszcze raz
- wszystko w porządku tam na górze? - zapytał patrząc podejrzliwie
- tak... to znaczy nie... ale... nie mamy czasu! - odpowiedziała abi niemal krzycząc. musiała najpierw pobiec do swojej kwatery i ubrać zbroję a potem...
- już mnie nie ma! spotkajmy się po zwycięstwie! - powiedziała dumnym tonem patrząc zdeterminowanym zwrokiem i rozdzielili się.
***
Najpierw góra. Czarna kolczuga lśniąca w blasku świec z elementami skór i metalowymi płytkami. Na obydwa ramiona naramienniki solidne i obite ćwiekami. skórzane ćwiekowane nasady na nadgarstki. ćwiekowana wojenna spódniczka... i cięzkie, wojenne buty ze stalową nasadą, a na końcu solidny pas ze sunącymi wężami czyli znakiem królestwa jaszczuroczłeków.
Abi wzięła delikatnie swój miecz, którym niegdyś cięła krellion. Ostrze mignęło do niej niebespiecznie a na jej twarzy pojawił się uśmiech i włożyła je do pochwy. przywiązała czakram do pasa z drugiej strony. Wojowniczka Abi była gotowa do walki. Zdecydowanym ruchem zgasiła świece i opuściła komnatę udając się do bram Wrót Żywiołów. Jej pierwsza potyczka się rozpoczęła...
***
Abi zdecydowana bronić bramy za wszelką cenę wspięła się na nią i ogarnęła zwrokiem pole bitwy. Było bardzo dużo goblinów i orków, wiele wilczych jeźdźców a nawet kilka cyklopów. Nad zamkiem latało też parę roków które zbliżały się niebespiecznie a nad wszystkim górowała wielka katapulta, która właśnie wystrzeliła...
- uwaga! - krzyknęła abi a oddziały obrońców popatrzyły na nią
- jestem waszą dowódczynią w tej potyczce - nie skończyła, bo kamień z katapulty uderzył w lewy mur, który trochę się rozczaskał a abi skuliła się i przyłożyła ręce do głowy ale szybko sie podniosła. żywiołaki burzy na wieżach za nią cały czas ostrzeliwały orków ale niemal bes skutku
- Na rozkaz! - podleciała jedna z rusałek, Pixi, i pomachała Abi wesoło, ale szybko się przelękła, bo tuż obok niej przeleciała orcza strzała
- Uważajcie! jesteście delikatne nie pakujcie się w wir bitwy! - powiedziała głośno abi - trzymajcie straż na murach gdy będą chcieć się przedrzeć to ich zaatakujcie
- okej! - rusałka mrugnęła okiem i odleciała do swoich koleżanek przekazując im wieści a potem się ustawiły tak jak kazała im abi
- czas odpowiedzieć ogniem! - krzyknęła abi, a żywiołaki ognia przeleciały przez bramę i udeżyły w oddział wilczych jeźdźców. poparzone zwierzęta uciekały w popłochu a abi wzniosła swój miecz radośnie na znak zwycięstwa
- strzelcy! - abi zwróciła się do żywiołaków burzy i lodu po obu stronach - zajmijcie się rokami! - zamknęła oczy, skupiła swoją moc i zrobiła kolisty znak rękami
- Diqa! - szepnęła słowa zaklęcia zwiększającego precyzję strzelców. Wiedziała, że ich strzały niemal same trafią teraz do celu. Dumnie patrzyła, jak żywiołaki zbierają moc i strzelają w krążące nad nimi roki, które zaczęły spadać na ziemie martwe
"Chyba idzie mi całkiem nieźle!" - Pomyślała Abi, ale szybko powściągnęła swoją radość gdy spojrzała na pole bitwy. Zdawało się, że wojska wroga niemal dwukrotnie przewyższają liczebnie wojska Abi
"No to klops..." - pomyślała, gdy cyklopy ruszyły do ataku. Podniosły z ziemi wielkie kamienie i cisnęły nimi w lewą część muru, która rozpadła się tym razem bezpowrotnie...
- Aaa!!! - krzyknęły rusałki w popłochu, gdy gobliny zaczęły biec w ich stronę... Nagle wokół nich pojawiły się postawne żywiołaki ziemi, by wspomóc je w obronie
- właśnie tak! - krzyknęła nieco przerażona abi gdy nagle niebo nad nią zrobiło się ciemniejsze...
"co...? wróg musi znać zaklęcia!" - krzyknęła w duchu widząc, jak pojedyncza błyskawica trafia w żywiołaki lodu których 1/3 sie rozbiła
- nie!!! - krzyknęła abi poszukując zwrokiem wrogiego bohatera. "Sokoli zwrok" - szepnęła zwężając swoje oczy a wizja szybko się powiększyła... Od razu go poznała. Był to Terek jeden z przyboczniaków Crag Hacka. Ten który nocami dobierał się do Pauli gdy jeszcze nie miała siły by się mu przeciwstawić...
- dla ciebie nie ma przebaczenia. - szepnęła abi. postanowiła go zgładzić, jednak zanim mogła nadejść ta chwila, musiała zająć się jego wojskami...
Nagle z tyłu nadpłynął tajemniczy szelest. Abi obróciła się i zobaczyła migoczące wysokie postacie suniące w jej stronę
- Witaj abi - usłyszała szept energii zza kaptura jednej z nich - stawiamy się do walki na twoje wezwanie. - były to żywiołaki magii
- nareszcie! popłyńcie w ogry z maczugami! są bardzo niebespieczne - powiedziała abi a żywiołaki magii posłusznie otoczyły ogry i raziły ich energią spod swoich płaszczy, gdy w międzyczasie cios katapulty nadkruszył kolejną część muru...
- czas na moją odpowiedź! - krzyknęła Abi i wzniosła swój miecz obydwoma rękami. zamknęła oczy i zaczęła szeptać formułę najbardziej morderczego zaklęcia jakie znała...
- Silsilat min albaraghii albarq!!! - Krzyknęła, a magiczna moc w niej eksplodowała. nad oddziałami wrogich orków pojawiła się ogromna chmura burzowa i poraziła ich łańcuchowym piorunem który wstrzelił się jeszcze w cyklopy, a potem w gobliny i trolle. Abi opadła na kolana - ten czar niemal całkowicie wyczerpał jej magiczną moc... Była jednak zadowolona z rezultatu bo wielka część oddziałów Tereka padła.
- Abi! - krzyknęła jedna z przerażonych rusałek, która miała nadszarpnięte skrzydło i krwawiła z buzi. dziewczyna odwróciła się w jej strone i zobaczyła, że prawie połowa dziewczyn leży martwa
- nieee!!! - krzyknęła abi i ledwo nad sobą zapanowała by nie zalać się łzami
- spokojnie my się szybko regenerujemy! - uspokoiła ją rusałka robiąc znak uspokojenia dwoma rękami - ale czujemy ból - skrzywiła się i wyplula krew - lewa strona prawie padła przyślij nam więcej oddziałów! - dokończyła z piskiem
- ale nie mamy więcej! - odkrzyknęła przerażona abi. szala bitwy przechylała się na stronę jej oponenta... a ona nie mogła na to pozwolić
- nie mogę dłużej czekać! - krzyknęła abi i zeszła z piedestału dowódcy - zajmij moje miejsce! - usadziła na nim zdezorientowaną rusałkę
- ale ja nie wiem jak!!! - ta krzyknęła dziewczęcym głosem i nachmurzona obróciła głowę w drugą stronę
- słuchaj, od tego zależy los zamku! ja zajmę się ich dowódcą... jeśli go stracą, nie będa mogli już walczyć. - powiedziała abi, a rusałka wypuściła powietrze z ust i przytaknęła
- jak ci na imię? - zapytała abi
- jestem vox - powiedziała rusałka
- Vox stajesz się oficjalną obrończynią wrót żywiołów na 10 minut! - powiedziała abi i przekazała jej medal odwagi a potem odwróciła się i zeskoczyła z bramy. wylądowała ciężko i od razu się podniosła. skuliła się nieco i zanurkowała w bijących się oddziałach orków i ogrów
- hej, tss! - szepnęła do jednego z żywiołaków magii a ten się do niej odwrócił
- dowódczyni? ale... dlaczego nie jesteś tam? - spytał bezpłciowym głosem zdezorientowany żywiołak i zwrócił swoją energetyczną twarz w stronę bramy i oniemiał
- nie pytaj, to bardzo ważne! od tego zależy los całej bitwy! - powiedziała głosnym szeptem abi - ukryj mnie w swojej szacie i podejdźmy do tereka. ja się nim zajme...
- dobrze ale... tak nigdy jeszcze... dowódca musi...
- idziemy! - nakazującym tonem powiedziała abi i rozchyliła brzegi szaty żywiołaka pod które weszła. wewnątrz nie było żadnego organicznego ciała - jedynie wiązki energii wyglądające jak gałązki obwieszone bąbkami wijące się od góry aż do dołu. Abi ze zdziwieniem zauważyła, że i one są niematerialne, a jednocześnie ciągle się poruszają i połyskliwie migotają, są w ciągłym ruchu... Zdawały się przepływać przez nią samą, okalać ją ciepłem i uspokajać. czuła, jak jej magiczna energia odnawia się w szybkim tempie poruszała się skulona wraz z szatą żywiołaka, który dokładnie znał drogę.
- słuchaj jak dojdziesz do orków, rozchylisz swoją szatę tak jak do zwykłego ataku - szepnęła abi - a wtedy ja wyskoczę na dowódcę i użyję mojego czakramu
- dobrze, abi. - usłyszała głos z każdej strony, wydobywający się jakby z świetlistych gałązek. nagle usłyszała paniczne krzyki i świst strzał
- co to? - zapytała zdezorientowana dziewczyna która nie widziała pola bitwy
- jesteśmy tuż koło orków ale... zaczynamy chyba przegrywać - westchnęły gałązki a ich światło przybladło
- damy radę!
- atakuję... wyskakuj! - szepnęły, i nagle ich położenie zaczęło się zmieniać a w ciemności pojawiła się wielka szpara przez którą energia wyciekła uderzając w orków a wraz z nią wyskoczyła abi
- ajajajajaja!!! - zrobiła salto z krzykiem stając na ramionach jednego z orków i wbiła mu miecz od boku w płóco, obróciła się i zeskoczyła na ziemię i odpięła swój czakram. terek powoli odwrócił głowę w jej stronę i jego oczy stanęły dęba z przerażenia
- co...!? - z rozdziawionej buzi w której brakowało kilku zębów wydobył się jęk zdziwienia
- oto moja zemsta za lata poniżenia moich przyjaciółek i mnie! poczuj smak krwi! - krzyknęła abi i zamachnęła się czakramem, w który przelała całą pozostałą moc powietrza
- Surea. - Szepnęła, a czakram ze świstem wystrzelił z jej ręki lecąc prosto w drewienko katapulty
- chyba nie trafiłaś! ahahahaarrgghhh!!! - terek zmarszczył twarz w okrutnym grymasie, wyjął swój miecz i nachylił się do walki z abi, ale ta tylko na to czekała. z satysfakcją patrzyła, jak czakram odbija się od katapulty, później od kanta tarczy jednego z martwych orków i ze świstem leci prosto w czaszkę tereka...
Trzask!
Oszołomiony mężczyzna stał jeszcze chwilę w rozkroku, ze zdziwioną miną poruszając szybko oczkami, po czym padł na ziemię. Abi podeszła ciężkim krokiem, oparła swoją nogę o jego martwą klatkę piersiową, nachyliła się i jednym szybkim ruchem wyrwała czakram ktury utkwił w boku jego głowy. Obserwowała, jak kropelki krwi ściekają po metalu, po czym odwróciła się w stronę zamku... adrenalina nieco opadła i poczuła, jak opuszczają ją siły. ostatkiem sił dostrzegła, że brama została właśnie wyłamana - a ona sama zauważona przez najbliższy oddział orków
- aawrukk!!! - rozkrzyczały się orki szarżując w stronę abi, która ostatkiem sił oparła się o swój miecz, po czym osunęła się na ciało tereka i straciła przytomność...
ostatnim, co usłyszała, a może tylko jej się to wydawało, był szelest owadzich skrzydeł
cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
