niedziela, 24 września 2017

Rozdział XXIII - Wojowniczka broni zamku

"Ciekawe jak radzi sobie Abi" - Pomyślał król Tralossk przechadzając się po statku tam i spowrotem. Był skąpo ubrany jak to jaszczuroczłeki miał wyszukane skurzane spodenki do kolan i takie pasy na górnej części ciała i naramienniki. Ogólnie był w zbroi do walki a nie w szatach króla

- Królu dopływamy do Cocojumbo - pojawił się Alkin z marcysią u jego boku

- Zobacz widać dzisiaj piękny mały wóz - powiedziała rozmarzona dziewczyna wskazując palcem w gwiazdy a trallosk zaśmiał się cicho

- napatrz się w gwiazdy, niedługo niebo będzie zasnute wojenną pożogą - powiedział tajemniczym tonem i odkiwał głową alkinowi. Podszedł na dziób statku i stanął na nim dając jedną noge na burte a wiatr rozwiewał jego grzebień. zamknął oczy i wydychnął powietrze skupiając się i wyobraził sobie rozeźloną twarz crag hacka

"Niedługo odpłacę ci się pięknym za nadobne..." - na jego twarzy pojawił się dziwny uśmiech. nikt nie wiedział co planuje... Wiedział że dla jego przeciwnika największą zniewagą będzie pokonanie go przes tych którymi pogardza... Przez lud jaszczuroczłeków których zniewolił i których uważał za głupich

Nagle z rozmyślenia wyrwał go głośny skrzek i spojrzał w górę a nad jego głową latała ciemna sowa

- Masz dla mnie list? Z Bracady? - Powiedział zdziwiony król bo nie spodziewał się nic z bracady a w jego królestwie listy przynosiły papugi. oderwał zwitek z nogi ptaka i popukał go delikatnie po głowie a ona odgruchała i poleciała. rozwinął list i zobaczył tylko kilka słów...

"POMOCY! Jesteśmy atakowani przez oddziały Crag Hacka! Wspomóż nas w walce bo Wrota Żywiołów padną!" - słowa nakreślone charakterem pisma reni i alfabetem jaszczuroczłeków (orkowie nie odczytaliby ich). Więc już się zaczyna... Muszą działać szybko, lecz też rozbić obóz i rozbudować cocojumbo...

- Irena! Rusz z oddziałem amazonek by odbić wrota żywiołów - krzyknął tralossk po krótkim namyśle. Musiał sam udać się do miasta, by dopilnować najważniejszych przygotowań i nie mógł wkroczyć do akcji tak szybko. Postanowił wkroczyć na pole bitwy by zwycięsko odnieść pochód do wrót twierdzy swojego wroga...

- Gotuję się! - Odkrzyknęła jaszczuroczłeczka robiąc gest salutu (jaszczuroczłeki stoją na baczność i dają głowę do góry i złączają ręce łokciami aż do góry odwrócone pięści też razem) a za nią cały jej oddział. Gdy statek przybił do brzegu obok miasta od razu ruszyły do boju...

"Oby nie było za późno" - Pomyślała ze strachem Kiki szarżując razem z resztą amazonek w stronę zamku w którym była Reni.

***

- ABI!!! - krzyknął jakiś głos z boku i dziewczyna otrząsła się z iluzji. stał nad nią dessa i telepał jej ramionami

- co...? - dziewczyna obróciła się i zobaczyła dymy i światła zza muru miasta

- jesteśmy atakowani! - ryknął ork i abi wiedziała, co musi zrobić. Nie może teraz przegrać. Nie dla tego przebyła całą tą drogę. musi wziąc odpowiedzialność za to co przysięgła i stanąć do walki jak prawdziwa wojowniczka. Nigdy nie może już okazać słabości w walce. W jedną chwile zapomniała o wszystkim i liczyło się tylko jedno - utrzymaniu zamku w obronie przed oddziałami wroga

- jasne! - odpowiedziała wyraźnie patrząc w głębokie oczy orka z zaciętą miną. ten od razu zrozumiał i szeroko się uśmiechnął

- razem z grindanem wezmę na siebie prawą stronę zamku. ignissa zajmuje się już lewą flanką a tobie przypadła główna brama - powiedział i spojrzał na nią jeszcze raz

- wszystko w porządku tam na górze? - zapytał patrząc podejrzliwie

- tak... to znaczy nie... ale... nie mamy czasu! - odpowiedziała abi niemal krzycząc. musiała najpierw pobiec do swojej kwatery i ubrać zbroję a potem...

- już mnie nie ma! spotkajmy się po zwycięstwie! - powiedziała dumnym tonem patrząc zdeterminowanym zwrokiem i rozdzielili się.

***

Najpierw góra. Czarna kolczuga lśniąca w blasku świec z elementami skór i metalowymi płytkami. Na obydwa ramiona naramienniki solidne i obite ćwiekami. skórzane ćwiekowane nasady na nadgarstki. ćwiekowana wojenna spódniczka... i cięzkie, wojenne buty ze stalową nasadą, a na końcu solidny pas ze sunącymi wężami czyli znakiem królestwa jaszczuroczłeków.



Abi wzięła delikatnie swój miecz, którym niegdyś cięła krellion. Ostrze mignęło do niej niebespiecznie a na jej twarzy pojawił się uśmiech i włożyła je do pochwy. przywiązała czakram do pasa z drugiej strony. Wojowniczka Abi była gotowa do walki. Zdecydowanym ruchem zgasiła świece i opuściła komnatę udając się do bram Wrót Żywiołów. Jej pierwsza potyczka się rozpoczęła...

***

Abi zdecydowana bronić bramy za wszelką cenę wspięła się na nią i ogarnęła zwrokiem pole bitwy. Było bardzo dużo goblinów i orków, wiele wilczych jeźdźców a nawet kilka cyklopów. Nad zamkiem latało też parę roków które zbliżały się niebespiecznie a nad wszystkim górowała wielka katapulta, która właśnie wystrzeliła...

- uwaga! - krzyknęła abi a oddziały obrońców popatrzyły na nią

- jestem waszą dowódczynią w tej potyczce - nie skończyła, bo kamień z katapulty uderzył w lewy mur, który trochę się rozczaskał a abi skuliła się i przyłożyła ręce do głowy ale szybko sie podniosła. żywiołaki burzy na wieżach za nią cały czas ostrzeliwały orków ale niemal bes skutku

- Na rozkaz! - podleciała jedna z rusałek, Pixi, i pomachała Abi wesoło, ale szybko się przelękła, bo tuż obok niej przeleciała orcza strzała

- Uważajcie! jesteście delikatne nie pakujcie się w wir bitwy! - powiedziała głośno abi - trzymajcie straż na murach gdy będą chcieć się przedrzeć to ich zaatakujcie

- okej! - rusałka mrugnęła okiem i odleciała do swoich koleżanek przekazując im wieści a potem się ustawiły tak jak kazała im abi

- czas odpowiedzieć ogniem! - krzyknęła abi, a żywiołaki ognia przeleciały przez bramę i udeżyły w oddział wilczych jeźdźców. poparzone zwierzęta uciekały w popłochu a abi wzniosła swój miecz radośnie na znak zwycięstwa

- strzelcy! - abi zwróciła się do żywiołaków burzy i lodu po obu stronach - zajmijcie się rokami! - zamknęła oczy, skupiła swoją moc i zrobiła kolisty znak rękami

- Diqa! - szepnęła słowa zaklęcia zwiększającego precyzję strzelców. Wiedziała, że ich strzały niemal same trafią teraz do celu. Dumnie patrzyła, jak żywiołaki zbierają moc i strzelają w krążące nad nimi roki, które zaczęły spadać na ziemie martwe

"Chyba idzie mi całkiem nieźle!" - Pomyślała Abi, ale szybko powściągnęła swoją radość gdy spojrzała na pole bitwy. Zdawało się, że wojska wroga niemal dwukrotnie przewyższają liczebnie wojska Abi

"No to klops..." - pomyślała, gdy cyklopy ruszyły do ataku. Podniosły z ziemi wielkie kamienie i cisnęły nimi w lewą część muru, która rozpadła się tym razem bezpowrotnie...

- Aaa!!! - krzyknęły rusałki w popłochu, gdy gobliny zaczęły biec w ich stronę... Nagle wokół nich pojawiły się postawne żywiołaki ziemi, by wspomóc je w obronie

- właśnie tak! - krzyknęła nieco przerażona abi gdy nagle niebo nad nią zrobiło się ciemniejsze...

"co...? wróg musi znać zaklęcia!" - krzyknęła w duchu widząc, jak pojedyncza błyskawica trafia w żywiołaki lodu których 1/3 sie rozbiła

- nie!!! - krzyknęła abi poszukując zwrokiem wrogiego bohatera. "Sokoli zwrok" - szepnęła zwężając swoje oczy a wizja szybko się powiększyła... Od razu go poznała. Był to Terek jeden z przyboczniaków Crag Hacka. Ten który nocami dobierał się do Pauli gdy jeszcze nie miała siły by się mu przeciwstawić...

- dla ciebie nie ma przebaczenia. - szepnęła abi. postanowiła go zgładzić, jednak zanim mogła nadejść ta chwila, musiała zająć się jego wojskami...

Nagle z tyłu nadpłynął tajemniczy szelest. Abi obróciła się i zobaczyła migoczące wysokie postacie suniące w jej stronę

- Witaj abi - usłyszała szept energii zza kaptura jednej z nich - stawiamy się do walki na twoje wezwanie. - były to żywiołaki magii

 - nareszcie! popłyńcie w ogry z maczugami! są bardzo niebespieczne - powiedziała abi a żywiołaki magii posłusznie otoczyły ogry i raziły ich energią spod swoich płaszczy, gdy w międzyczasie cios katapulty nadkruszył kolejną część muru...

- czas na moją odpowiedź! - krzyknęła Abi i wzniosła swój miecz obydwoma rękami. zamknęła oczy i zaczęła szeptać formułę najbardziej morderczego zaklęcia jakie znała...

- Silsilat min albaraghii albarq!!! - Krzyknęła, a magiczna moc w niej eksplodowała. nad oddziałami wrogich orków pojawiła się ogromna chmura burzowa i poraziła ich łańcuchowym piorunem który wstrzelił się jeszcze w cyklopy, a potem w gobliny i trolle. Abi opadła na kolana - ten czar niemal całkowicie wyczerpał jej magiczną moc... Była jednak zadowolona z rezultatu bo wielka część oddziałów Tereka padła.

- Abi! - krzyknęła jedna z przerażonych rusałek, która miała nadszarpnięte skrzydło i krwawiła z buzi. dziewczyna odwróciła się w jej strone i zobaczyła, że prawie połowa dziewczyn leży martwa

- nieee!!! - krzyknęła abi i ledwo nad sobą zapanowała by nie zalać się łzami

- spokojnie my się szybko regenerujemy! - uspokoiła ją rusałka robiąc znak uspokojenia dwoma rękami - ale czujemy ból - skrzywiła się i wyplula krew - lewa strona prawie padła przyślij nam więcej oddziałów! - dokończyła z piskiem

- ale nie mamy więcej! - odkrzyknęła przerażona abi. szala bitwy przechylała się na stronę jej oponenta... a ona nie mogła na to pozwolić

- nie mogę dłużej czekać! - krzyknęła abi i zeszła z piedestału dowódcy - zajmij moje miejsce! - usadziła na nim zdezorientowaną rusałkę

- ale ja nie wiem jak!!! - ta krzyknęła dziewczęcym głosem i nachmurzona obróciła głowę w drugą stronę

- słuchaj, od tego zależy los zamku! ja zajmę się ich dowódcą... jeśli go stracą, nie będa mogli już walczyć. - powiedziała abi, a rusałka wypuściła powietrze z ust i przytaknęła

- jak ci na imię? - zapytała abi

- jestem vox - powiedziała rusałka

- Vox stajesz się oficjalną obrończynią wrót żywiołów na 10 minut! - powiedziała abi i przekazała jej medal odwagi a potem odwróciła się i zeskoczyła z bramy. wylądowała ciężko i od razu się podniosła. skuliła się nieco i zanurkowała w bijących się oddziałach orków i ogrów

- hej, tss! - szepnęła do jednego z żywiołaków magii a ten się do niej odwrócił

- dowódczyni? ale... dlaczego nie jesteś tam? - spytał bezpłciowym głosem zdezorientowany żywiołak i zwrócił swoją energetyczną twarz w stronę bramy i oniemiał

- nie pytaj, to bardzo ważne! od tego zależy los całej bitwy! - powiedziała głosnym szeptem abi - ukryj mnie w swojej szacie i podejdźmy do tereka. ja się nim zajme...

- dobrze ale... tak nigdy jeszcze... dowódca musi...

- idziemy! - nakazującym tonem powiedziała abi i rozchyliła brzegi szaty żywiołaka pod które weszła. wewnątrz nie było żadnego organicznego ciała - jedynie wiązki energii wyglądające jak gałązki obwieszone bąbkami wijące się od góry aż do dołu. Abi ze zdziwieniem zauważyła, że i one są niematerialne, a jednocześnie ciągle się poruszają i połyskliwie migotają, są w ciągłym ruchu... Zdawały się przepływać przez nią samą, okalać ją ciepłem i uspokajać. czuła, jak jej magiczna energia odnawia się w szybkim tempie poruszała się skulona wraz z szatą żywiołaka, który dokładnie znał drogę.

- słuchaj jak dojdziesz do orków, rozchylisz swoją szatę tak jak do zwykłego ataku - szepnęła abi - a wtedy ja wyskoczę na dowódcę i użyję mojego czakramu

- dobrze, abi. - usłyszała głos z każdej strony, wydobywający się jakby z świetlistych gałązek. nagle usłyszała paniczne krzyki i świst strzał

- co to? - zapytała zdezorientowana dziewczyna która nie widziała pola bitwy

- jesteśmy tuż koło orków ale... zaczynamy chyba przegrywać - westchnęły gałązki a ich światło przybladło

- damy radę!

- atakuję... wyskakuj! - szepnęły, i nagle ich położenie zaczęło się zmieniać a w ciemności pojawiła się wielka szpara przez którą energia wyciekła uderzając w orków a wraz z nią wyskoczyła abi

- ajajajajaja!!! - zrobiła salto z krzykiem stając na ramionach jednego z orków i wbiła mu miecz od boku w płóco, obróciła się i zeskoczyła na ziemię i odpięła swój czakram. terek powoli odwrócił głowę w jej stronę i jego oczy stanęły dęba z przerażenia

- co...!? - z rozdziawionej buzi w której brakowało kilku zębów wydobył się jęk zdziwienia

- oto moja zemsta za lata poniżenia moich przyjaciółek i mnie! poczuj smak krwi! - krzyknęła abi i zamachnęła się czakramem, w który przelała całą pozostałą moc powietrza

- Surea. - Szepnęła, a czakram ze świstem wystrzelił z jej ręki lecąc prosto w drewienko katapulty

- chyba nie trafiłaś! ahahahaarrgghhh!!! - terek zmarszczył twarz w okrutnym grymasie, wyjął swój miecz i nachylił się do walki z abi, ale ta tylko na to czekała. z satysfakcją patrzyła, jak czakram odbija się od katapulty, później od kanta tarczy jednego z martwych orków i ze świstem leci prosto w czaszkę tereka...

Trzask!

Oszołomiony mężczyzna stał jeszcze chwilę w rozkroku, ze zdziwioną miną poruszając szybko oczkami, po czym padł na ziemię. Abi podeszła ciężkim krokiem, oparła swoją nogę o jego martwą klatkę piersiową, nachyliła się i jednym szybkim ruchem wyrwała czakram ktury utkwił w boku jego głowy. Obserwowała, jak kropelki krwi ściekają po metalu, po czym odwróciła się w stronę zamku... adrenalina nieco opadła i poczuła, jak opuszczają ją siły. ostatkiem sił dostrzegła, że brama została właśnie wyłamana - a ona sama zauważona przez najbliższy oddział orków

- aawrukk!!! - rozkrzyczały się orki szarżując w stronę abi, która ostatkiem sił oparła się o swój miecz, po czym osunęła się na ciało tereka i straciła przytomność...

ostatnim, co usłyszała, a może tylko jej się to wydawało, był szelest owadzich skrzydeł

cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz