wtorek, 6 czerwca 2017

Slayer Caleb - atak we śniegu



Wkrótce na horyzoncie ukazało się miasto które bardziej przypominało wieś. Miało tylko kilka budynków otoczonych drewniana palisadą.
- Nie wygląda zbyt podniosle – powiedział Shtash
Caleb kiwnął głową bo rzadko się odzywal chyba że było coś ważnego.
Sre stanęła przed bramą która była drewnianą furtką i powiedziała:
-Witajcie w moich włościach.
- Coś tu smierdzi – szepnął Shtash. Caleb zaciągnłą się mroźnym powietrzem ale potem pomyślał że być może Shtash powiedział to w sensie metaforycznym  i kiwnął głową. Skąd Sre miałaby tyle kosztowności a nie stac było ją na rozbudowe ratusza lub ufortyfikowania?
Furtka pomału uchyliła się i weszli do środka wraz orszakiem.
- wiem że jesteście zmęczeni więc idzcie spać a jutro pogadamy  - powiedziała Sre. Caleb spojrzał w gore i zobaczył słońce przysłonięte chmurami więc ciężko było mu ocenić czas więc kiwnął głową – może Serio było już tak późno? Zresztą czuł się dziwnie zmęczony.
                Poszli do domu który im wyznaczono na spanie, który był szczerze powiedziawszy szałasem ze skórami na powierzchni. Chociaż wojownicy spali w gorszych warunkach byli lekko zawiedzeni bo mieli nadzieje że w końcu wyspią się w luksusach i wezmą prysznic a tu nic. Rozebrali się węc i weszli na sienniki i przykryli się skórami i poszli spać.
                Nagle w nocy obudził ich huk i wrzask.
                Wybiegli półnadzy z szałasu i nagle dostrzegli armie Starożytnych Behemothow która ich otoczyła.
                Nagle zza nich wyszła Sre.
- Haha! – powiedziała – Wpadliście w moją pułapkę! Myśleliście że jesteśmy elfami ale to byłam ja, Krolowa Behemothów!!!! – powiedziała i rozdarła swoją suknie ukazując futro które porastało jej piekne ciało i zaczęło  rozprzestrzeniac się aż pokryło ją całą. Caleb wrzasnął wsciekle – czuł się mega oszukany całą tą farsą.
                Wyciągnęli swoje miecze i zaczeli się bic z behemothami chociaż wiedzieli z enie maja szans – było ich zbyt dużo! Przez chwilę Caleb pomysł że tu umrze i dało mu to nową energię do walki ale nadal wiedział że im się nie powiedzie.
                Nagle usłyszeli nad sobą odgłos trąbki.
- Onie! – wrzasnęła Sre – Uciekajmy!!! – i jej oddzial Behemothow zaczął uciekać.
Zasypał ich deszcz strzał i Caleb i SHtash zasłonili się mieczami żeby nie ucierpieć. Behemothy padały z wrzaskiem a strzały nadal wbijały się w ich ciała . Po chwili cały teren pokryty był futrem i krwią.
- Szybko! Łapać ją!!!! – krzyknął ktos z i krzaków wybiegły elfy i strzelały z łuków. Caleb i Shtash nie wiedzieli co się dzieje wiec krzyknęli
- Co się dzieje??? –
Nie martwcie się – odpowiedział jakiś elf co do nich podszedł – To zła wiedzma, ma moc żeby zamieniac ludzi w behemothy. Mieszkancy tej wioski to pewnie behemothy które was zaatakowaly których ona przemieniła – westchnął – Niestety nie mogliśmy im już pomoc wiec musieliśmy ich zabic. Teraz musimy ją zabic jak najszybciej żeby nie znalazla sobie drugiej wioski i nie przemienila ich.
Wojownicy kiwnęli głowa i powiedzieli
- Możemy wam pomoc? Bo idziemy akurat w kierunku wioski lodowych elfow ale możemy najpierw wam pomoc
- Wiecie co, ona ucieka akurat w tamtym kierunku wiedz chodzcie z nami
- Okej – powiedzieli
- Tak w ogole mam na imie Kymil Mirastina ale możecie mi mówić Kamil.
- okej – powiedzieli i ruszyli za Sre razem biegiem.
***
biegli przez jakis czas Az się zmęczyli i przestali. Kamil wskazał na budynek obok i powiedził
- hej to jest karczma akurat może chcecie coś przekąsić? – zapytał
- no ok. – powiedział Shtash a Caleb nie powiedział nic bo milczał
weszli do środka a w środku było dużo różnych bohaterow i jadło mięsiwo oraz piło miód i piwo oraz wódkę. Shtash zamówił Duzy udziec dzika a Caleb jajecznice oraz kopytka, a Kamil wziął sałatkę bo był weganinem.
- Więc skąd przychodzicie i co was tu sprowadza – spytał Kamil gryzac jakiś pomidor
- to tajemnica – powiedział Caleb i wgryzł się w jajecznicę
- aha no ok. – powiedział Kamil – my jesteśmy na misji bo jesteśmy specjalnym oddziałem z Sylvanu i mamy znaleźć Sre. Kiedys była naszą czarodziejką i niezła z niej była laska ale otem zaczęła pałać się mroczną magią i stala się Behemotołakiem – westchnął a w jego głosie słuchać można było dziwną tęsknotę – no i teraz musimy ją zabic bo robi dużo zlego.  Mowiliscie ze idziecie do wioski lodowych elfow? Macie tam jakis konkretny interes czy tylko tak o?
- szukamy kogos – powiedział Shtash – może ją widziałeś, ma długie czarne włosy do ziemi oraz blada skore
- nigdy nie widziałem nikogo takiego – powiedział Kamil
- no ok. – powiedział shtash a caleb nie powiedział nic bo akurat żul ale również tak uważał.
ale tak naprawdę to wcale nie była ich misja…..
***
Gdy poszli już spać do swoich pokoju nagle obudził ich ryk rozdzieranego drewna. Szybko wzieli swoje miecze i zbiegli na dół a tam była normalnie masakra – wszedzie krew i flaki. Nagle ujrzeli dużego zielonego goblina na dużym szarym wilku.
- Czy to wy jesteście Caleb i Shtash? – zapytał ich
- Tak – powiedzieli bo była o prawda
- to teraz UMRZECIE – krzyknął i nagle rzuciło się na nich oddział goblinów na wilkach tzw. Wilczych jeźdźców.
Na szczęście nie wiedzieli ze w karczmie był też oddział strzelców Kamila i szybko ich zastrzelili.
- Kto cie wysłał – syknął Caleb nad umierającym goblinem
-nigdyyyyy ci nie powhieeeem – wycharczał ten – Krew! Ogien! Śmier! – i umarł
- Słyszałem ze ostatnio niezłą rozróba się odbyła w twierdzy może to przez to – powiedział Kamil
_znali nasze imiona…. Szukali nas…. Ale czemu…. – zastanawiał się SHtash – Masakra nawet nigdy nie byliśmy w twierdzy….
- Sre także poznala magie behemothów z twierdzy to wszystko jest jakos powiązane ale jakk….  – zastanawial się Kamil
- nie ma co się zatsanwiaic – powiedział caleb – musimy isc złapać sre i ona nam powie oco chodzi
wiec pobiegli
***
Caleb zaczał się zastanawiac nad tym wszystkim…. Czuł się tak zagubiony, przez te kilka dni msieli stoczy tyle walk a on chociaż był Slayerem o wiele mocniejszym od zwykłego człowieka – miał super siłe i zrecznosc oraz widzial w ciemnosci – także był już zmęczony. Nie chciał wiedziec co jeszcze czeka go w tym opuszczonym przez boga swiecie. Na jego mięsistych barkach spoczywała tak wielka odpowiedzialność ze czasem już sobie nie radził. Dobrze ze miał chociaż Shtasha, swojego powiernika tajemnic i odczuć, najblizszgo przyjaciela i prawie członka rodziny. Gdy szli przez gesty bór spojrzał Caleb na swojego przyjaciela i westchnął – dobrze meic kogoś takiego przy sobie. Piekne miesnie Shtasha napinały się gdy chodził a jego długie włosy powiewały i był mega pociągający ale też mądry i inteligentny. Czasem caleb się dziwił że Shtash nieznalazł sobie np. dziewczyny i nie osiadł z nią gdzieś ale potem myślał o tym o powiedział mu jego ojciec kiedys:
                Koledzy przed laskami
I się usmichenął
- Czy już się zbliżamy  do wioski lodowych elfow – powiedział shtash
- tak – powiedział Kamil
nagle spośród drzed wynurzyła się wioska. Miała dziwne budynki jakby na palikach z wyglądały jakby miały nózki i szpiczaste daszki  ibyła pokryta śniegiem.
- dziwnie cicho tu – szepnął SHtash
- no – powiedział Kamil
I nagle gdy podeszli bliżej zobaczyli to.
wszedzie na białym śniegu była krew. To była normalnie masakra wszedzie były flaki i krew i ciała. Nagle za sobą usłyszeli dziki smiech….

1 komentarz:

  1. O nie!! Jakie zakonczenie nie moge sie doczekac co dalej czyj to dziki smiech?? Co sie dalej stanie z kamilem???????

    OdpowiedzUsuń