czwartek, 21 września 2017

Rozdział XXII - Wojowniczka i jej przeznaczenie

Abi ostrożnie podeszła do lustra w którym nie mogła się przejrzeć i nie widziała nic tylko pusty pokój. Rozejrzała się po komnacie dżina. Wyglądała tak samo jak w fortecy, z sufitu z namalowanymi gwiazdami zwieszały sie szkarłatne kotary i pełno było półek z książkami i magicznymi przedmiotami takimi jak np. kula magii ziemi

- Zanim zaczniemy musisz mi zaufać abi - powiedział thane wyłaniając się z cienia. Miał smutną zakłopotaną minę i był spłoszony

- no dobra powiedz mi o co z tym chodzi? - spytała dziewczyna pokazując na lustro. dlaczego nic w nim nie widziała? brak jej odbicia sprawiał straszne wrażenie i czuła się nieswojo. dotkła swojej twarzy by przekonać się czy wszystko nadal ma na miejscu

- wiesz jak działa zwierciadło Ain Eingarp? - spytał tajemniczo thane siadając ostrożnie na skraju ławeczki i podwinął przy tym swoją fioletową aksamitną szatę. Dzisiaj miał oprócz niej miętowe pantalony takie jak w arabeskach i żółte buty z rogalikami z palców oraz czerwony turban

- szczerze to chyba nie - odpowiedziała rezolutnie abi i walnęła się słotko w głowe na znak niewiedzy

- Zwykły człowiek w zwierciadle ujrzy to, czego najbardziej pragnie - powiedział thane - ujrzą to wszystkie myślące stworzenia. Ale... - spojrzał wilkiem na dziewczyne stojącą obok a abi ujrzała na jego twarzy grymas bólu - ta reguła nie działa dla dżinów. Jesteśmy stworzeniami zrodzonymi z magi i naszym zadaniem jest spełnianie życzeń. dla nas to lustro działa odwrotnie

- hmm... - zastanowiła się dziewczyna i nagle przyszedł jej do głowy pomysł który zasygnalizowała wzniesionym do góry palcem wskazującym

- dżiny widzą w lustrze pragnienia osoby której spełniają życzenie? - zapytała nieśmiale a thane powoli pokiwał głową

- dokładnie tak abi jesteś bardzo inteligentną wojowniczką - pochwalił ją thane - w tej chwili widzę w lustrze... - sciszył swój ton, ale nie oderwał oczu od twarzy dziewczyny nieco sie do niej przybliżając - ciebie stojącą z wzniesionym mieczem nad pokonaną krellion. - sporzał jeszcze raz na lustro i mimowolnie się uśmiechnął dokańczając - wokół ciebie stoją twoji przyjaciele... czyż nie o tym marzysz? twoje serce jest czyste jak łza, pragniesz jedynie zwycięstwa by ochronić swoich bliskich... - przechylił głowę w jej strone i dostrzegła w jego twarzy samotną łzę ale szybko ją otarł

- co widzisz w lustrze, abi? - zapytał łapiąc ją nieoczekiwanie delikatnie za rękę a ona jej nie cofnęła lubiła jego dotyk. spojrzała w lustro nadal widząc pusty pokój... miała ochotę ukryć to przed thanem ale napotkała jego czujny zwrok i powiedziała szybko

- nic tu nie ma, nie odbijam sie nawet ja... - powiedziała robiąc najszczerszą minę jaką umiała. dźin zrobił tajemniczy grymas i nie wiedziała o co chodzi. siedzieli w milczeniu przez okrągłą minutę asz powiedział

- Możesz być zła gdy to powiem ale... przez silne przeżycia nasze dusze mogą się połączyć z duszami osób z którymi je dzielimy a wtedy... - wskazał na lustro - dzięki temu lustru możemy odkryć ich najskrytsze pragnienie - poczuła jak jego uścisk się zwiększa - myślę, że możesz dostać się do świadomości jabarkasa - powiedział prosto z mostu lecz nie był to dla niej szok

- ok - powiedziała i stanęła przed lustrem. zamknęła oczy i zaczęła wyobrażać sobie swojego kata. zobaczyła wyobraźniom jego żółte połyskujące oczy... brud na twarzy i ciele i wszyskie szczegóły a potem włamała się do jego głowy i szybko otwarła je. dostrzegła w lustrze wrota żywiołów dokładnie tak, jakby stała na jednym ze wzgórz. była niemal pewna że mogłaby przekroczyć magiczne wrota i stanąć tam. nagle z boku pojawiły się wojska orków biegnące w miasto pod osłoną nocy i szybko powiedziała o tym thaneowi

- dokładnie o to nam chodziło! - powiedział dżin - teraz wiemy, skąd zaatakują... dziękuję abi - ale dziewczyna nie patrzyła na niego. zapatrzona była w lustro, w którym wizja wojenna trzeszczała jak w zepsutym telewizorze jakby przeskakiwała na inny kanał... abi ujrzała siebie, w czystym futrze i lnianej szacie siedzącą na słonecznym podwórzu. zdziwiona rozdziawiła buzię a jej odbicie uśmiechnęło się słotko i do niej pomachało

- coś się stało abi? - zapytał nerwowo thane, ale ona szybko otrząsnęła się z iluzji. w lustrze znów nic się nie działo chociaż tym razem przynajmniej widziała siebie

- nie, nic... naprawdę. - popatrzyła na wystraszonego dżina trzymając się twardo. ten nagle wstał i podszedł do niej bardzo blisko tak że poczuła jego jonizujący zapach.. "o co mu chodzi..?" przemknęło jej przez myśl gdy poczuła jak jego ramiona powoli okalają się wokół niej...

- abi, jesteś... - usłyszała jego cichy głos tuż nad swoim uchem

 - co..? - szepnęła stojąc jak słup soli i poczuła na twarzy drapnięcie jego brody a po chwili pocałunek na swoim czole... nagle przed oczami zobaczyła wizję jabarkasa który zrobił kiedyś to samo i jej ciało zareagowało bez jej kontroli. odepchnęła mężczyzne i odskoczyła a jej serce znów zaczęło bić. thane leżał rozwalony na ziemi pod lustrem i powywracane były jego wszystkie szaty tak że był z gaciami na wierzchu a ona nie mogła nabrać tchu patrząc na niego z przerażeniem

- abi... ja... - wzniósł w jej stronę rękę a na jego twarzy był grymas przerażenia tak samo jak u abi

- z...zostaw mnie! nie! dlaczego...! - wyrwało się dziewczynie która zaczęła się miotać i chciała uciec... złapała się za głowę i pociągła swoje włosy chciała wybiec z wieży i biec przed siebie nie oglądając się na wrota żywiołów, biec w ciemną noc, słaniać się od uderzeń gałęzi, biec, aż jej ubranie sie zedrze aż jej ciało sie zedrze a ona w szale połączy się z naturom

- przepraszam... nie chciałem cię przestraszyć... ja... - w jego oczach zalśniły łzy a słowa zmieniły się w cichy jęk i przygasły stłumione przez szatę. zwinięty w kłębek nie mógł wydobyć tchu z rozpaczy a abi biegła już po spiralnych schodach... bez myśli zostawiając za sobą przewróconą ławkę i półotwarte drzwi biegła nie zostawiając nic za sobą otwierała kolejne i kolejne komnaty gdy wtem...

nad górami dało się usłyszeć dźwięk wojennego rogu i bębny, setki bębnów których ton narastał i narastał... abi wybiegła z akademii i spojrzała dokładnie w miejsce, z którego obserwowała w wizji wrota żywiołów i dojrzała tam jakiś harmider... ale ona tylko padła na kolana, mogła tylko się przyglądać, jak do zamku zbliża się oddział crag hacka..

***

z ratusza dało się usłyszeć mocny dźwięk dzwonu. reni gdy tylko usłyszała bębny, zerwała się z łóżka i pobiegła na wieżę, by zaalarmować całe miasto

- do broni!!! jesteśmy atakowani! - krzyknęła na całe gardło, potrząsając grubym sznurem. "Dlaczego atakują tak szybko!? Nie zdążyłam nawet zawiadomić Tralosska!" - pomyślała w panice, odrywając się od dzwonu i biegnąc w stronę okna, ale po sekundzie wahania odwróciła się i znów zaczęła huśtać wielkim dzwonem

- IGNISSA! - wydarła się i nagle wybuchnęła nerwowym śmiechem gdy uświadomiła sobie że przecież nikt nie słyszy jej krzyku bo zagłusza ją wielki dzwon

"Nie mogę przestać alarmować ale muszę dać znać oddziałom cytadeli! Może przybęda na czas i..." - jej tok myślenia przerwała nadlatująca strzała, która utkwiła w jej pancerzu. od siły uderzenia aż ją cofnęło i się przewróciła

- ałaa! tu jest niebezpiecznie! - krzyknęła mimo woli padając na ziemię. podczołgała się do schodów mając nadzieję, że nic jej nie jest i próbowała wymacać w ciemności miejsce, w które trafiła strzała - na szczęście je nie przeszyła. wokół zaczęły zapalać się światła na znak, że udało jej się wybudzić osadę... jaszczuroczłeczka jednym silnym ruchem wyrwała strzałę ze swojej zbroi przekonując się, że grot tylko ją drasnął. po piersi spływała jej jednak strużka krwi

- muszę to opatrzyć - powiedziała sama do siebie i przyśpieszyła tempo zbiegania po schodach. nagle wszystko wokół niej zaczęło się zamazywać a ona się potknęła i wyrżnęła jak długa na parterze...

" o nie, czy ona była... zat..." - pomyślała i resztką sił wygrzebała z kieszeni świstek papieru, na którym był sygnał do ataku dla wojsk cytadeli

- ktokolwiek...! - powiedziała w przestrzeń, wyciągając rękę z kartką. Nagle poczuła czyjś dotyk, dotyk twardych palców zamykających się na jej ręce

- wyślij to do... ireny. - powiedziała słabym tonem czując, jak jej ciało paraliżuje się coraz bardziej i straciła przytomność. ostatnim, co ujrzała, był zamazany kształt orka...

***

Krellion i Jabarkas stali w rozkroku na wzgórzu z umięsnionymi rękami opartymi o ich wielkie bronie - topór jabarkasa i dwuręczny miecz krellion. Wiatr dmął w ich twarze rozwiewając brązowe włosy jabarkasa i muskając łysą czaszkę krellion. orkowscy dowódcy wpatrywali się w księżyc nad wrotami żywiołów, który zachodził właśnie chmurą. jabarkas pociągnął głęboki chlust ze swojej menażki a krellion zrobiła to samo i strużki napoju spływały po ich brodach aż krellion zaharczała i zaśmiała się chrapliwie

- wreszcie nadszedł czas... zmiażdżymy ten niewielki obóz a potem... potem ruszymy na fortecę. - w jej oczach pojawił się czerwony błysk. obydwoje dowódcy zniknęli w tłumie orczych wojowników biegnących obok nich... a fala zaraz miała uderzyć w miasto nieświadomej wojowniczki.

cdn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz