Abi bez słowa wpadła do swojej kwatery w zamku i zaczęła się pakować gdy nagle pojawiła się doris
- Hej Słabi - powiedziała doris udając rezolutny ton - ucałowałaś już Julę na powitanie? - zadziornie poruszała tłustym palcem o framuge okna wydymając tłustą twarz dżinki która zjadła za wiele
- przymknij się doris - abi odfuknęła - nie jestem taka dziecinna jak ty i nie obchodzą mnie te gierki
- ooo - doris zrobiła udawaną zawiedzioną minę - to pa mam nadzieje że kochacie się ze swoim jaszczusiem
- co - abi odwróciła szybko głowe do doris zdezorientowana
- haha więc miałam racje pa abba - powiedziała doris dokuczliwie znikając na schodach. Nie zabolało to abi wszystko było jej obojętne. Abi opuściła ręce i wciszy kontynuowała zapełnianie walizki. Nigdy nie miała już przecież wrócić do bracady. "Nie potrzebuje tego miejsca. Nie potrzebuje nikogo" - pomyślała abi, ale po chwili przed oczami pojawiły sie twarze jej przyjaciół "nie nie mogę ich zostawić. dotarłam aż tutaj tylko dzięki ich pomocy."
- Więc się dowiedziałaś... - Nela cichym krokiem weszła do pokoju i położyła rękę na ramieniu abi ale ta ją strąciła
- Nie potrzebuje współczucia. Byłam słabeuszkom i dałam mu się omotać. ale od dzisiaj... - abi stanęła na środku pokoju a od tyłu oświetlało ją zachodzące słońce nad jeziorem bracady co sprawiało bohaterskie wrażenie - od dzisiaj jestem prawdziwą wojowniczką. nie tylko na ciele, ale też na umyśle. Nie mogę przejmować się ludźmi bes honoru... i tolerować nie mających szacunku do dziewczyn
- Abi... - Nela popatrzyła smutno na dziewczynę i skinęła głową - Pamiętaj że zawsze jesteś mile widziana w moim domu
- Dzięki nela - powiedziała abi i narzuciła skórzany plecak kostkę przepasając swój miecz. U pasa miała też przyczepiony amazoński czakram. zerknęła na łóżko na którym leżał stos ozdobnych sukni i biżuteri - prezentów od visdomira. Dotknęła swojego czerwonego jajeczka na szyi
- Daj te rzeczy doris mi nie będą już potrzebne. - powiedziała twardo do neli a ta potaknęła na znak zrozumienia - jestem znowu singielką - uśmiechnęła się cierpko
- chciałabym ci coś dać abi - powiedziała nela i otworzyła zaciśniętą pięść - to oprawione oko smoka - abi przyjrzała się ślicznemu pierścionkowi - zwiększy twoje umiejętności w walce
- dzięki nela to bardzo mi się przyda - powiedziała abi i włożyła pierścień na miejsce dawnej obrączki od razu czując jak napływa do niej siła - a teraz pa - minęła dżinkę i zeszła po schodach na zawsze opuszczając swój chwilowy dom. "Nie mogłabym tu zostać. nie po tym wszystkim co zgotował mi visdomir. - pomyślała kwaśno wychodząc z zamku"
- hej abi - zobaczyła przed sobą pati i jakiegoś pszystojnego dżina - jesteś gotowa?
- chciałabym wyruszyć jak najszybciej. Idę do komnaty thane'a - powiedziała abi
- Ja idę po nele. zostałam do niej przydzielona na misji - powiedziała smutno pati po czym zamilkła - przykro mi z... - chciała wyrazić swoje kondolencje ale abi zatrzymała ją ręką spuszczając zwrok
- nie potrzebuje twojego współczucia. radzę sobie z tym - syknęła przez zaciśnięte zęby - visdomir już pożałował swojego postępowania - na te słowa dżin zerknął na nią i trochę się uśmiał
- Wojowniczka Abi sprawiła niezłe lanie jego dziewczynie - powiedział po czym dalej stał prosto bo był dżińskim strażnikiem bracady
- rozumiem... - pati stała wpatrzona w ziemię po czym skierowała zwrok na abi - mam do ciebie prośbę abi. Jestem przydzielona do Neli z którą wyruszę do bastionu po elficką pomoc w walce z crag hackiem. Ale... Dessa nie wyruszy ze mną. Jest w twojej drużynie abi - dziewczyna była nieco zaskoczona - miej na niego oko abi tutaj jest prawie w takiej sytuacji jak dziewczyny w twierdzy - abi kiwnęła głową i położyła rękę na ramieniu koleżanki
- nie ma sprawy pati - koleżanka przytuliła abi a potem zniknęła w bramie zamku. abi zwróciła się teraz do dżina a ten podskoczył położył niebieską rękę na piersi i pochylił głowę
- strażnik panti do usłóg - powiedział dżin w zbroi
- nie musisz okazywać mi honorów nie jestem już dowódczynią bracady - powiedziała abi
- nic nie szkodzi. jesteś wielką wojowniczką i mam do ciebie szacunek - powiedział a abi mimowolnie się uśmiechnęła. rzadko miała respekt od chłopaków.
- dzięki ty też wyglądasz na niezłego wojownika - zerknęła na jego mięsnie a dżin się zarumienił ale po chwili odzyskał ogłade
- odeskortuje was do wrót żywiołów. czeka nas długa podróż - powiedział panti - chodź, abi. Reszta czeka już na nas w karawanie - udali się do niej. abi ujrzała kilka powozów zaprzęgniętych za sobą jak pociąg. te podpięte z tyłu były na bagaże, a z przodu osobowe.
- w każdej karocy są 2 łóżka. ta jest na dziewczyny - powiedział panti i przepuścił abi która weszła do powozu. w środku zastała reni czytającą książkę
- co to? - zapytała abi a reni odwróciła się do niej zaskoczona i abi zauważyła, jak jej twarz wykrzywia się triumfalnym grymasie
- pokazałaś mu gdzie raki zimują jak prawdziwa amazonka! - powiedziała reni i przyszykowała rękę do piątki którą przybiła z abi
- wreszcie ktoś kto mi nie współczuje - powiedziała abi z lekkim uśmiechem, ale reni zamilkła.
- wiem, że w głębi to dla ciebie trudne. ale radzisz sobie świetnie - powiedziała szczerząc rezolutnie swoje jaszczurze zęby
- przejrzałaś mnie - abi wypuszczając powietrze z ust usiadła ciężko na swoim łóżku
- karawana do wrót żywiołów rusza! - usłyszały krzyk pantiego z przodu i nagle wszystko poderwało się do jazdy. wojowniczka wyruszyła w podróż.
***
Półnagi Crag Hack siedział na swoim kolczym tronie w głównej komnacie twierdzy oświetlonej pochodniami. Wokół niego zgromadzone były zniewolone dziewczyny które musiały zachowywać się zalotnie gdy nie wszystkie tego chciały. naprzeciwko niego siedziała krellion i jabarkas. do komnaty weszła shiva
- witaj wielki crag hacku wodzu twierdzy rockwallen - powiedziała shiva i uklękła na jedno kolano a crag hack odwalił dziewczyne która się do niego lepiła i wstał
- mam dla ciebie bardzo ważną misje. spisałaś się niedawno podczas walki z bracadą - podszedł do niej i złapał za jej brodę swoją wielką ręką i wzniósł jej twarz tak że w nią zaglądał. shiva jednak strzepnęła jego rękę i się zaśmiała
- nie dla mnie te numery - powiedziała odpychając lekko umięśnione ramie crag hacka - na fotelu masz swoje dziewczyny
- szkoda... bo jesteś niezła - powiedział do niej patrząc w jej biust i się trochę zaśmiał. shiva jednak ani myślała go zakrywać
- nie traćmy czasu. jaka jest moja następna misja? - zapytała shiva wpatrując się w oblicze wodza. ten oparł rękę o swój bok i wskazał na mapę krainy leżącą na stole. shiva jednak bardzo szybko dostrzegła, że mapa nie jest pełna
- czy to...? - zapytała
- tak. to mapa prowadząca do świętego grala. - powiedział jabarkas swoim głębokim głosem orka - pierwszy atak na bracade nie powiódł się tak jak planowaliśmy. nie udało nam się zdobyć zamku i nie odzyskaliśmy żadnej... - popatrzył łapczywie na branki crag hacka a ten się zaśmiał
- brak dziewczyny dobrze ci zrobi jabarkas - powiedział crag hack
- nie pozwalasz mi na nie bym był skuteczniejszy w walce i miał determinacje - zezłościł się ork
- wyłap swoje ptaszki spowrotem do klatki... - powiedział crag hack kopiąc jedną z leżących półnagich dziewczyn. ta wydała teatralny okrzyk bólu do którego była przyuczona - kontynuuj, krellion
- nasze wojska po walce nie są tak liczne jak przedtem. jeśli chcemy zmiażdżyć bracadę i jej sojuszników potrzebujemy prawdziwej mocy.
- którą da nam właśnie ten artefakt - dokończył crag hack. - jesteś szybka jak wiatr, zwinna i ponętna. Spiszesz się doskonale na tej ważnej misji dla twierdzy - powiedział uśmiechając się do niej mrocznie a potem usiadł spowrotem na swoim fotelu. krellion zwinęła mapę i wręczyła ją shivie
- gdy zdobędziesz graala, szybko wróć z nim do nas. z jego mocą zmiażdżymy bracadę. - powiedziała orczyca - a ja porachuję kości tym słabym dziewczynom, które podniosły na mnie broń... - oblizała się wypuszczając z ust lejochy śliny a jabarkas spojrzał na nią groźnie
- nie bój się, później będą twoje - powiedziała krellion śmiejąc się rubasznie - chcę dokończyć zabawę tylko z tymi trzema najbliższymi twojej pannie młodej. Zresztą zawsze możemy wykończyć je wspólnie - zamrugała złowieszczo
- wychodzę - powiedziała shiva i strażnicy rozstapili się. przeszła ciemnym korytarzem i wyszła na zewnątrz twierdzy. było parne powietrze i zewsząd widziała tylko palące się orkowskie ognie. "straciliśmy dużo krwi podczas ostatniej walki..." - pomyślała licząc ciemne sylwetki orków, których było trochę mniej, niż kiedyś. "bardzo dobrze. wzmorzy to szał w tych kreaturach" - zaśmiała się, zagwizdała w dwa palce i w okamnieniu znalazła się na roku. wzniosła się nad zamek i wyruszyła w nieznane nie wiedząc, że nie tylko ona opuściła swoją stolicę tej nocy... Dwie małe sylwetki, daleko, daleko stąd, całkowicie nie wiedząc o celu shivy mające tą samą misję mknęły przez nocny las...
cdn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz