- Znaleźć Gruzildę i dowiedzieć się co tu jest grane - myślała, starając się nie zgubić szlaku. Ścieżka nie była prawie w ogóle widoczna, dlatego musiała skupić całą swoją uwagę.
***
Kiedy zaczęła sobie nucić pod nosem jakąś skoczną melodie, do której od razu zachciało jej się tańczyć, żeby umilić sobie podróż, zdała sobie sprawę, że wydeptana droga się skończyła. A może z niej zeszłą? Nie miała zielonego pojęcia.
- Kurczę, a właśnie robi się coraz ciemniej - powiedziała sama do siebie - Co teraz? Hmmm... muszę jakoś sobie poradzić. Spróbuję dalej iść w tę samą stronę.
Therese zaczęła przedzierać się przez zarośnięte gęstwiny, zdając się na własne wyczucie oraz intuicję. Jednak z każdym krokiem las wydawał się stawiać coraz większy opór. Szybko traciła zapał, siły oraz odwagę.
- Oh! Co ja robię... przecież nawet nie znam tej okolicy. A co jeśli... w tym lesie żyją wilki! Na pewno! Przecież wszyscy tak mówili. Nie mam zamiaru paść ofiarą jakiegoś wygłodniałego zwierza. Może jednak zawrócę? - dziewczyna odwróciła się, żeby wrócić, ale zobaczyła tylko całkowity mrok. Jakby nikt tamtędy nie przechodził. - Ojoj, chyby nici z tego.
Teri zaczęła błądzić niczym dziecko we mgle. Nie miała pojęcia, w którą stronę iść dalej lub w którą pójść, żeby wrócić. A robiło się coraz ciemniej...
Po jakimś czasie, gdy zapadła już głęboka noc, zdezorientowana Therese usiadła na jakimś kamulcu i zaczęła płakać.
- Co ja pocznę? Nigdy stąd się nie wydostanę. - krzyczała przez łzy. - Do tego jetem kompletnie sama ...
Nagle las stał się niezmiernie żywy przerywając zupełną ciszę. Dziewczyna zerwała się na równe nogi w przerażeniu. Gdzieś w oddali zobaczyła, jak jej się zdawało, parę dużych świecących ślepi. Wrzasnęła i pobiegła w przeciwnym kierunku. Gałęzie obijały jej ciało pozostawiając mini rany. Nie zwracała na to uwagi, tylko pędziła dalej ile sił w nogach. Starała się nie odwracać, jednak ciekawość zwyciężyła. Gdy odwróciła głowę nic tam nie było... Za to bum! Zrobiła spektakularną wywalkę, przez swoją nieuwagę. Twarzą zaryła w mszystą ziemię.
- Aaała - pomimo bólu, który przeżywała postarała się błyskawicznie odwrócić. Ku jej przerażeniu zobaczyła drzewa, które zdawały się mieć twarze, jednak nie takie jakie pamiętała z kanapek, naleśników, czy żurku przygotowywanych przez jej mamę za dobrych czasów - te były paskudne i straszne. Sparaliżowana grozą Teri po paru sekundach zebrała się do ponownej ucieczki z niemym krzykiem. Lecz dookoła widziała coraz więcej zmor.
Gdy już niemal padała z sił zauważyła gdzieś w oddali światło. Dało jej to nadzieję na przetrwanie, więc zebrała resztę energii i ... skoczyła, gdy tylko znalazła się wystarczająco blisko. Teraz znajdowała się na polanie oświetlanej blaskiem księżyca w pełni.
- Tu jestem w miarę bezpieczna! - powiedziała na głos. Jednak wśród ciemności drzew znów znalazły się te świecące ślepia, które się coraz bardziej przybliżały. - O nie...
Dało się słyszeć donośny szelest liści i z buszu wyłoniła się olbrzymia postać.
- Teri! To naprawdę ty! - powiedział sympatycznie rosły mężczyzna... a przynajmniej do połowy mężczyzna, bo drugą połę od pasa w dół zajmowało końskie cielsko. Był to centaur!
- Dion! Jak dobrze, że to ty. - Therese od razu poczuła się bardziej komfortowo, gdy zobaczyłą znajomą twarz. Oboje znali się dobrze, ale najczęściej spotykali się w lasku, w którym dziewczyna uczyła się kung fu - Ten las jest okropny! Ledwo się stamtąd wydostałam, tyle tam duchów...
- Haha, to cały czas ja cię goniłem, od kiedy cię tam zobaczyłem. Jestem ciekaw co robisz tutaj sama i to tak daleko od domu? - zbliżył się ujawniając swoje długawe, blond włosy.
- Wyszłam z wioski i nie zamierzam tam wracać dopóki nie dowiem się co się dzieje! Wydaje mi się, że czycha na nas jakieś niebezpieczeństwo. Muszę dostać informacje od wiedźmy, która mieszka gdzieś nieopodal. Nazywa się Gruzilda.
- Ooo, szukasz Gruzildy! Tego się nie spodziewałem. - zaciekawieniem Dion - Ale ona nie jest wiedźmą. My ją znamy jako Czarodziejkę Zagajnika. To dobra kobieta.
- Moja wioska widzi w niej siewcę zarazy. Myślą, że to przez nią kiedyś wymarło pół osady.
- To kompletne brednie! Z tego co wiem ona starała się wszystkiemu zapobiec, ale magia, która wówczas tu zapanowała była zbyt silna...
- Tak czy siak cała wieś tutaj zmierza, żeby jej pokazać gdzie raki zimują. A ja muszę być pierwsza! Mógłbyś mnie tam zaprowadzić?
- Hmmm... to brzmi naprawdę okropnie. Żeby ją osądzać o takie rzeczy! - przerwał na chwilę, aby się zastanowić - Dobrze, zaprowadzę cię. Trochę zeszłąś z trasy, ale chatka Czarodziejki Zagajnika nie jest daleko stąd.
- Doskonale! Wiem, że zabłądziłam, ale...ale to przez te twarze na drzewach. Nieprzyjemna sprawa. - gdy to mówiła zatrzęsła się na samo wspomnienie o ciemnym lesie.
- Ha! Teri, jakie twarze? Ten las to bardzo bezpieczne miejsce. My się nim opiekujemy i strzeżemy. To musiały być tylko wytwory twojej wyobraźni. Muszę przyznać, że dla zwykłego śmiertelnika może wydawać się odpychający. - wziął głęboki oddech - Teri, musisz wyjść poza schemat! Bądź dzielna! Przecież nie jesteś zwykłą dziewczyną. Wiedziałem, to od naszego pierwszego spotkania. Ty jesteś WOJOWNICZKĄ Teri. Świat stoi przed tobą otworem, wzywa cię!
- Dziękuję! Bardzo miłe słowa... postaram się je wyryć w pamięci - powiedziała posyłając serdeczny uśmiech w stronę przyjaciela, który go odwzajemnił.
- Chodźmy już, nie ma czasu do stracenia. Trzeba ostrzec Gruzildę.
Teri tylko skinęła zgodnie głową i ruszyła za Dionem.
Na początku szli w ciszy podziwiając okrągły księżyc widniejący na niebie. Gdy zeszli z polany, by znów zanurzyć się w głębi zarośli, centaur zaczął rozmowę, ponieważ zauważył niepewność na twarzy Teri. Wspominali razem spędzone chwile co jakiś czas śmiejąc się i dokazując. Therese całkowicie zapomniała o strachu. Szła nieugięta i szczęśliwa z takiego obrotu spraw. Cały czas powtarzała słowa, które powiedział Dion - Jesteś WOJOWNICZKĄ - to było naprawdę sympatyczne.
***
Podróż minęła dosyć szybo, dzięki wspólnym pogaduszką. Kiedy zza drzew wyłoniła się samotna drewniana chatka centaur powiedział:
- Jesteśmy na miejscu. Nie mogę ci niestety dalej towarzyszyć, już prawie świta, a ja mam tym razem wartę przy naszym zamku. Powodzenia!
- Dziękuję jeszcze raz za wszystko. Do zobaczenia!
- Trzymaj się Teri! - z tymi słowami pogalopował gdzieś w drugą stronę. Dziewczyna jeszcze przez chwilę machała mu na pożegnanie z szerokim uśmiechem, który jednak znikł zaraz po tym, gdy odwróciła się w stronę chatki. Czuła się kompletnie zestresowana.
- A co jeżeli ona śpi? Nie powinnam jej przeszkadzać. Może poczekam do rana, żeby jej nie niepokoić nagłą wizytą. Oh, przecież ona i tak jest niespodziewana... - ciągnęła monolog wewnętrzny, nie zauważając, że drzwi do środka same się otworzyły.
- Witaj Teri. Spodziewałam się ciebie... - dobiegł ją tajemniczy głos - Może zechcesz wejść do środka?
- Gru...Gruzilda? - dziewczyna zapytała bardo niepewnie.
- Tak to ja. Nie daj się prosić i wejdź.
- No dob..dobrze. - odpowiedziała, a w myślach powtarzała - Jestem wojowniczką, jestem wojowniczką...
Powoli zbliżała się w stronę otwartych drzwi, po czym przystanęła i weszła do ciemnego pomieszczenia.
Kiedy była już w środku zapalił się rząd pochodni, które oświetliły małe pomieszczenie. Chatka wydawała się przytulna choć przestarzała i lekko zaniedbana. Natura zdawała się tu mieć wolną rękę.
- Przepraszam za bałagan, rzadko miewam gości - Do Teri uśmiechała się staruszka, o siwych, kręconych włosach. Czubek jej głowy zakrywał kaptur, który był częścią ciemno-zielonej szaty. Kobieta lekko się garbiła podpierając się na drewnianej lasce. Sprawiała miłe wrażenie.
- Oh, naprawdę nic nie szkodzi. Można poczuć się przynajmniej swojsko.
- Właśnie tak staram się żyć! Ale do rzeczy... Nazywam się Gruzilda - Czarodziejka Zagajnika. To moje elfickie imię.
- Tak, słyszałam. Mogę na wstępie cię o coś zapytać? Skąd wiedziałaś, że przybędę?
- Ha, mogę ci powiedzieć, ale wolę to pokazać! - staruszka obkręciła się na pięcie i zasiadła na misternie wykonanym, drewnianym krześle. Zresztą, wszystko tu było z drewna.
Po chwili przygotowania wyciągnęła z szuflady talię kart. Teri rozpoznała w nich tarota.
- Abra Sims Mork! Abra Sims Zirr! - zaczęła wypowiadać tajemnicze słowa, które układały się w cudownie brzmiącą całość. Po całej zwrotce dało się słychać przepiękną melodię. Włosy kobiety pofrunęły do góry, jakby owiewane silnym wiatrem. Z kart wydobywało się światło.
Trwało to jeszcze chwilę, po czym wszystkie niepojęte symptomy zniknęły.
- W ten sposób mogę widzieć przyszłość, teraźniejszość i przyszłość. Wiem, że w naszą stronę zmierza wściekły tłum, dlatego muszę się streszczać. - Gruzilda popatrzyła prosto w stronę Therese. - Znałam twojego ojca. On był bardzo wyjątkowym człowiekiem, oj bardzo. I ty jesteś taka sama! Potrafił prawdziwie czytać przyszłość nawet bez kart. Podejrzewam, ze tobie też to się zdarza...
- Faktycznie, było tak kilka razy. Była bardzo zaniepokojona tymi wizjami...
- Nie powinnaś, to prawdziwy dar Teri. Nawet ja nie jestem do tego zdolna. Ty możesz za pomocą tarota, bez tych wszystkich ceregieli, w jednej chwili zobaczyć jakiś okres czasu.
- Ale...ale ja nigdy nie interesowałam się tarotem. Brzydził mnie wręcz, gdy ludzie z mojej wioski bogacili się na nieprawdziwych wróżbach.
- Nie dziwię ci się. Ale to były tylko udawane talie. Zwykłe podróby. Ja mam dla ciebie specjalną... Powierzył mi ją kiedyś twój ojciec. Znalazł ją na jednej ze swoich wypraw. Już wtedy wiedział jaki los go czeka... nie mógł mu zapobiec. Tobie pewnie też się zdarzało mieć różne wizje.
- To naprawdę niezwykłe! - oczy Teri świeciły się od zaciekawienia. - A co wiesz na temat zarazy?
- Słuchaj mnie uważnie. Wiem, że w Levensfree krążą plotki, ze to moja sprawka. Jednak prawdziwą przyczyną są Nekromanci! To oni chcą zniszczyć wszelką żywą istotę! Od wieków toczy się wojna pomiędzy nimi, a królestwem elfów i ludzi. Tamtej nocy do wioski przyszła jedna z nich - Vidomina. Chciała uzupełnić braki w armii, więc rzuciła potężne zaklęcie znane jedynie nekromantą. Nazywamy je Rozkładem. W jego wyniku powstała wielka fala zarazy, która spustoszyła wioskę, a przeżyli tylko ci którzy posłuchali twojego ojca i opuścili domy. On niestety zaraził się, gdy przekonywał kolejne osoby. Uratował tyle żyć... Żeby nie dać satysfakcji Vidominie pozostali spalili całą osadę. Ja w tym czasie przepędziłam nekromantkę. Niestety zauważyli mnie, gdy wracałam do lasu i uznali to za moją winę.
- Nekromanci?! Ale jak wygrać z kimś kto już nie żyje? - Teri nie dowierzała temu co słyszy.
- To będzie jedno z twoich zadań Therese. Zawsze byłaś ciekawa świata. Tera jego los zależy od ciebie! Musisz powstrzymać nekromantów! Ostatnio dowiedziałam się, że planują powtórzyć atak...ale ze znacznie większą armią. Obawiam się, że nawet połączone siły ludzi i elfów nie przeciwstawią się takiej potędze. A teraz dodatkowo są posprzeczani co tym bardziej nas osłabia. Zrób co zdołasz, aby pogodzić obie strony przeciwko wspólnemu przeciwnikowi. Trzeba też dowiedzieć się dokładniej jak zamierzają działać Rycerze Śmierci... Musimy pokrzyżować ich plany. To jest twoje dziedzictwo!
- Moja mama też to powtarzała. Nigdy nie chciałam uczyć się jak używać tarota.
- Tu chodzi o twoje prawdziwe dziedzictwo! To które dokonał twój ojciec i wielu przed nim. Jesteś prawdziwą Cyganką - Czytającą z Kart.
- Ale... nawet jeśli. Nie pokonam armii nieumarłych paroma kopniakami i ostrymi kartami. Nie wiem, czy się do tego nadaję.
- Jak już mówiłam, mam dla ciebie specjalną talię. Taką, z którą tylko ty będziesz potrafiła współpracowac. Za jej pomocą możesz używać potężnych zaklęć. - Gruzilda położyła rękę na biurku i zawołała - Glug! - z drewnianego mebla wyłoniła się mała szufladka. Wyciągnęła z niej tajemnicze karty. Jednak zanim wręczyła je Teri pokazała jej książeczkę.
- To będzie twoja Księga Zaklęć. Zapoznaj się teraz z nią. Masz tam spis wszystkich kart oraz ich zdolności. Niestety nie mogę ci niczego zaprezentować, bo przekracza to moje kwalifikacje.
- To... nie mogę w to uwierzyć! Dzisiaj spełniają się wszystkie moje marzenia. Będę mogła podróżować i poznawać świat. Przeżywać kolejne przygody. Moja mama zawsze mówiła, żeby trzymać się razem, bo świat na zewnątrz jest zbyt niebezpieczny. Ale przy takim obrocie spraw...
- Owszem. Pamiętaj jednak, że jest to równie niebezpieczne! Będziesz musiała mieć oczy dookoła głowy.
- Zapamiętam. - po tych słowach Therese zabrała się do czytania otrzymanej książeczki.
Talia Tarota "Ampelius"
- Wisielec: Zatrzymuje czas na terenie dookoła osoby rzucającej czar
- Głupiec: Tworzy klony, iluzję osoby używającej karty
- Kapłanka: Chroni wskazany cel
- Cesarzowa: Wspiera swoją radą
- Cesarz: Atakuje w zwarciu wskazany cel
- Wiara: Możliwość niewidzialności
- Kochankowie: Przyciąga do siebie dwa wskazane cele
- Rydwan: Przyspiesza rzucającego czar
- Moc (Siłą): Wzmacnia witalnie i duchowo
- Pustelnik: Przewodnik znający wszystkie ścieżki, wskazuje drogę
- Koło Fortuny: Losowe wydarzenie
- Sprawiedliwość: Wskazuje prawdę
- Umiarkowanie: Pozwala zmienić rozmiar
- Diabeł: Przeraża cel tworząc cienie
- Wieża: Stawia mur obronny
- Mag: Umożliwia rzucanie innych czarów poszczególnych szkół magii
- Zmartwychwstanie: Leczy wskazany cel
- Gwiazda: Rozbłysk światłą
- Księżyc: Sprowadza mrok na obszar dookoła rzucającej czar
- Świat: Teleportuje na niewielką odległość
- Śmierć: Zabija losową osobę na niewielkim obszarze, niszczy inną kartę, na stałe usuwając ją z kolekcji
- Słońce: Wzmacnia działanie innej karty, jest usuwane jako pierwsze po użyciu Śmierci, później już losowo
- Nekromanci?! Ale jak wygrać z kimś kto już nie żyje? - Teri nie dowierzała temu co słyszy.
- To będzie jedno z twoich zadań Therese. Zawsze byłaś ciekawa świata. Tera jego los zależy od ciebie! Musisz powstrzymać nekromantów! Ostatnio dowiedziałam się, że planują powtórzyć atak...ale ze znacznie większą armią. Obawiam się, że nawet połączone siły ludzi i elfów nie przeciwstawią się takiej potędze. A teraz dodatkowo są posprzeczani co tym bardziej nas osłabia. Zrób co zdołasz, aby pogodzić obie strony przeciwko wspólnemu przeciwnikowi. Trzeba też dowiedzieć się dokładniej jak zamierzają działać Rycerze Śmierci... Musimy pokrzyżować ich plany. To jest twoje dziedzictwo!
- Moja mama też to powtarzała. Nigdy nie chciałam uczyć się jak używać tarota.
- Tu chodzi o twoje prawdziwe dziedzictwo! To które dokonał twój ojciec i wielu przed nim. Jesteś prawdziwą Cyganką - Czytającą z Kart.
- Ale... nawet jeśli. Nie pokonam armii nieumarłych paroma kopniakami i ostrymi kartami. Nie wiem, czy się do tego nadaję.
- Jak już mówiłam, mam dla ciebie specjalną talię. Taką, z którą tylko ty będziesz potrafiła współpracowac. Za jej pomocą możesz używać potężnych zaklęć. - Gruzilda położyła rękę na biurku i zawołała - Glug! - z drewnianego mebla wyłoniła się mała szufladka. Wyciągnęła z niej tajemnicze karty. Jednak zanim wręczyła je Teri pokazała jej książeczkę.
- To będzie twoja Księga Zaklęć. Zapoznaj się teraz z nią. Masz tam spis wszystkich kart oraz ich zdolności. Niestety nie mogę ci niczego zaprezentować, bo przekracza to moje kwalifikacje.
- To... nie mogę w to uwierzyć! Dzisiaj spełniają się wszystkie moje marzenia. Będę mogła podróżować i poznawać świat. Przeżywać kolejne przygody. Moja mama zawsze mówiła, żeby trzymać się razem, bo świat na zewnątrz jest zbyt niebezpieczny. Ale przy takim obrocie spraw...
- Owszem. Pamiętaj jednak, że jest to równie niebezpieczne! Będziesz musiała mieć oczy dookoła głowy.
- Zapamiętam. - po tych słowach Therese zabrała się do czytania otrzymanej książeczki.
Talia Tarota "Ampelius"
- Wisielec: Zatrzymuje czas na terenie dookoła osoby rzucającej czar
- Głupiec: Tworzy klony, iluzję osoby używającej karty
- Kapłanka: Chroni wskazany cel
- Cesarzowa: Wspiera swoją radą
- Cesarz: Atakuje w zwarciu wskazany cel
- Wiara: Możliwość niewidzialności
- Kochankowie: Przyciąga do siebie dwa wskazane cele
- Rydwan: Przyspiesza rzucającego czar
- Moc (Siłą): Wzmacnia witalnie i duchowo
- Pustelnik: Przewodnik znający wszystkie ścieżki, wskazuje drogę
- Koło Fortuny: Losowe wydarzenie
- Sprawiedliwość: Wskazuje prawdę
- Umiarkowanie: Pozwala zmienić rozmiar
- Diabeł: Przeraża cel tworząc cienie
- Wieża: Stawia mur obronny
- Mag: Umożliwia rzucanie innych czarów poszczególnych szkół magii
- Zmartwychwstanie: Leczy wskazany cel
- Gwiazda: Rozbłysk światłą
- Księżyc: Sprowadza mrok na obszar dookoła rzucającej czar
- Świat: Teleportuje na niewielką odległość
- Śmierć: Zabija losową osobę na niewielkim obszarze, niszczy inną kartę, na stałe usuwając ją z kolekcji
- Słońce: Wzmacnia działanie innej karty, jest usuwane jako pierwsze po użyciu Śmierci, później już losowo
Po skończonej lekturze Therese zrobiła wielkie oczy.
- Czy ja naprawdę będę potrafiła to wszystko?! - zapytała.
- Ależ naturalnie. Tylko używaj ich rozważnie! Szczególnie Śmierci i Koła Fortuny. Nie da się przewidzieć w jaki sposób zadziałają. Nawet za pomocą tej talii. Reszta kart służy do wróżenia razem z tymi specjalnymi. Powinno wszystko działać jak należy. Mają jeszcze jedną zdolność. Nidy się nie tępią i automatycznie do ciebie wracają. Możesz spokojnie używać ich w razie zagrożenia.
- To naprawdę jest jak sen!
- Czy ja naprawdę będę potrafiła to wszystko?! - zapytała.
- Ależ naturalnie. Tylko używaj ich rozważnie! Szczególnie Śmierci i Koła Fortuny. Nie da się przewidzieć w jaki sposób zadziałają. Nawet za pomocą tej talii. Reszta kart służy do wróżenia razem z tymi specjalnymi. Powinno wszystko działać jak należy. Mają jeszcze jedną zdolność. Nidy się nie tępią i automatycznie do ciebie wracają. Możesz spokojnie używać ich w razie zagrożenia.
- To naprawdę jest jak sen!
Nagle gdzieś z zewnątrz dało się słychać dźwięki tłumu. Ludzie z Levensfree byli już bardzo blisko. Mogli tu dotrzeć lada moment.
- Teri, czas na ciebie! Musisz uciekać. Powiem ci jeszcze jedno - najważniejsze! Nie możesz używać ich od tak, kiedy ci się podoba. Ogranicza cię twoja wewnętrzna siłą, czyli mana. Raz na dzień jesteś w stanie wykorzystać zaledwie część kart, tym bardziej uważaj co robisz. Powodzenia. Od ciebie teraz wszystko zależy!
- Co się stanie jak oni przyjdą? Nie mogę teraz cię tak zostawić. Jestem w stanie pomóc...
- Dam sobie radę! Natura jest po mojej stronie. Ty już ruszaj! - staruszka kiwnęła znacząco głową w stronę drzwi.
Therese pożegnała się z Czarodziejką Zagajnika i wyszła tylnim wyjściem. Pomimo krótkiego czasu, który z nią spędziła, czuła, że zdążyły się zaprzyjaźnić. Gdy odeszła parę kroków, odwróciła się raz jeszcze, żeby pomachać, ale chatki tam nie było. Zastąpiło ją gigantyczne drzewo.
- A więc to jest jej plan! Bardzo sprytne. - zaśmiała się Teri i ruszyła w dalszą drogę. Z daleka dalej było słychać tłum...
- Teri, czas na ciebie! Musisz uciekać. Powiem ci jeszcze jedno - najważniejsze! Nie możesz używać ich od tak, kiedy ci się podoba. Ogranicza cię twoja wewnętrzna siłą, czyli mana. Raz na dzień jesteś w stanie wykorzystać zaledwie część kart, tym bardziej uważaj co robisz. Powodzenia. Od ciebie teraz wszystko zależy!
- Co się stanie jak oni przyjdą? Nie mogę teraz cię tak zostawić. Jestem w stanie pomóc...
- Dam sobie radę! Natura jest po mojej stronie. Ty już ruszaj! - staruszka kiwnęła znacząco głową w stronę drzwi.
Therese pożegnała się z Czarodziejką Zagajnika i wyszła tylnim wyjściem. Pomimo krótkiego czasu, który z nią spędziła, czuła, że zdążyły się zaprzyjaźnić. Gdy odeszła parę kroków, odwróciła się raz jeszcze, żeby pomachać, ale chatki tam nie było. Zastąpiło ją gigantyczne drzewo.
- A więc to jest jej plan! Bardzo sprytne. - zaśmiała się Teri i ruszyła w dalszą drogę. Z daleka dalej było słychać tłum...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz